niedziela, 30 grudnia 2012

Ostatni post w tym roku



Ten, co już nie żyje, tak napisał:

Zos­ta­nie ka­mień z napisem:
Tu leży ta­ki a taki.

Każdy z nas jest Ody­sem,
Co wra­ca do swej Itaki.    Leopold Staff
.

ale ja.....jestem sobą, i mam dokładnie w dupie, co o mnie pomyślą ludzie, przez małe l.
Żyję, i bliższe są  mi poniższe słowa, i melodia....(Gitara ma taki ciąg....ona śpiewa!)


Dla wszystkich zwariowanych wariatek...
Dla wszystkich wspaniałych kobiet,
Dla których miłość jest uczuciem najwyższym

Nikt nie chce być samotny, dziś chciałbym Cię przytulić
Zwariować właśnie z Tobą, nie chcę się zamulić
Wiem... wiem, masz innego więc dlaczego mnie całujesz?
Co Ty do mnie czujesz? Wrażliwa na mój dotyk
Jeszcze ten jeden raz jesteś dla mnie jak narkotyk
Jeszcze ten jeden dotyk, uśmiech Twój jak serca promyk
Znów się uśmiechasz, słodka siostro jestem Twój,
Tylko Twój, tylko bądź przy mnie, trwaj, proszę Cię stój
Chcę być razem z Tobą, tylko z Tobą, Twoja kolej
Tylko mnie nie olej, jesteś moim idolem
Jeśli chcesz to wszystko będzie tak, jak planowaliśmy
Mieć Ciebie przy sobie w łóżku, dzisiaj znów mi się przyśnisz
Chcę przy Tobie być, nie wymazać Cię z pamięci
Tych dotyków, mnie to kręci, wiem, że też tak to czujesz
Wiem, że już żałujesz, że w ogóle mnie poznałaś
Gdybym tylko mógł, znów bym poczuł, tak to działa
Smak, zapach Twego ciała, nie zostawiaj mnie na lodzie
Bez Ciebie jak na głodzie jestem nieźle wpieprzony
Uwikłany w pajęczynę miłości, odurzony
Uwikłany bardzo mocno i do tego odrzucony

(Posłuchaj tego, dziewczyno...)
Wciąż Cię dotykać, mówić co do Ciebie czuję
Słuchać co Ty mówisz, wiedz, że tego potrzebuję
Wyczytać z Twoich oczu, scałować z Twoich ust
Wszystko to co pragniesz ukryć przede mną, wiem jedno
Jesteś dobrą dziewczyną, a zapomnieć się z Tobą
Dla takiego kogoś jak ja to zakazany owoc
Całować zapamiętale, wyrzucić wszystkie żale ……

Dziękuję.....Komu? ten "Ktoś" już wie....

 





 
 

sobota, 29 grudnia 2012

Za moment 2013

   Odchodzi 2012 rok. Garść wspomnień: - Wir zdarzeń, byłem w mijającym roku bardzo mobilny. (wzywałem policję, dwukrotnie straż pożarną, wyszedłem bez szwanku z poważnego zderzenia samochodów, znalazłem i oddałem dość zasobny portfel, wreszcie poznałem kręgi kamienne w Odrach. Anioły zesłały do mnie mnóstwo znaków, poznałem fantastycznych ludzi, jeszcze trzy następne Czarownice. Zmieniłem kilkakrotnie miejsce pobytu.)
        Ten wir, przeplatany był chwilami niebiańskiego spokoju. Wiele miesięcy życia tuż obok lasu. Zachody i wschody słońca, las mokry od rosy o poranku i jego miły chłód w letni skwar. Taka cisza, że można usłyszeć bicie własnego serca. Radosny świergot ptaków  na Łysicy. Zimna woda pita wprost ze źródeł i godziny wędrówek nieznanymi drogami...
Poobiednia sjesta przy piwku.
Grzyby zbierane do syta.
Czas na niespieszne rozmowy z nielicznymi ludźmi spotykanymi w lesie, lub na drodze.
Moje wiosenno-letnio-jesienne stanowisko dowodzenia.
To odchodzi. Zima zamyka ten rozdział. Dziękuję mojemu Aniołowi Opiekuńczemu, za prowadzenie w kończącym się roku, za wszystkie Cenne Chwile, i oddaję się ufnie pod Jego opiekę i prowadzenie w 2013 roku.
        Tu i Teraz jest ważne, a więc co na ryneczku? Na Polandzie 20? Nic nie widać, poza tym, że góra jest. Zapora grudniowa nie zatrzymała wzrostów, więc nie pozostaje nic innego, jak czekanie na to, co Wig 20 zrobi w dniach następnej Zapory Gwiezdnej.
      Zamieszczam w postach jakby różne treści, ale przyjdzie moment, że z tego niby-chaosu wyłoni się esencja. Tą esencją jest: "Poznaj siebie".
           To jest fundament na którym dopiero można budować obie strony. I stronę materialną i duchową. Nie budujmy domu na piasku, bo spłynie......Cieszmy się z małych rzeczy.
    Pozdrowienia dla wszystkich, którzy żyją w Domu na Górze.
Teraz zabawa się zbliża, czas kreacje wybierać. Może ta? Albo ta?


piątek, 28 grudnia 2012

Kobiety, nie brońcie się, atakujcie!



Przykazania Plucińskiego Tadeusza i Witolda Fillera.  
Przykazanie 4.
Znaczna część kobiet stroni od łóżka. 40% nie osiąga orgazmu. Nie należy im tłumaczyć, że po prostu miały złych kochanków. Trzeba zadbać, by następni byli znów gorsi.

Jerzy Gruza. Zajeżdżał na przystanek autobusu. W PRL-u. Luksusowym samochodem. Rwanie na samochód. Pytał najładniejszej pacjentki: -„pani po kolacji
– odpowiedź: - „jeszcze nie”. - To przepraszam, mówił i odjeżdżał.
Bo szkoda jego czasu było na kolację z kobitką. On tylko zabierał takie, które były już po kolacji. Proste ma być: dają- bierz.
       
                Więcej przykazań nie zamieszczę. To jedno wystarczy.
No to czekam na opinię pań…..Nikogo nie osądzam, ani nie potępiam.
Bo to, że stosunkowali się po koncercie, czy w trakcie, z kilkoma kobietami, to fakt. Zaliczyli wiele. To kobiety do nich szły. Jasne,: nieszczęśliwe, niespełnione, czekały na rycerza, na tę jedną chwilę. Albo szczęśliwe i spełnione. I dlatego szły jak do lepu. Bo może czuły, że gdzieś mają iść, ale nie wiedziały gdzie?
          Dziś świadomość większa, szukaj w mądrości pokoleń, tantra seksualna czytana jest.
Wpada Maryśka do domu. Zenek! Krzyczy, - wybrali mnie do serialu! Do roli Merylin  Monrołów na 1534 miejsce!
I to tyle

Transformacja sexu




              Pomoc od sił wyższych….Ona zawsze jest przy tobie, ale jej do siebie nie dopuszczasz. Twoje oczy są zamknięte i nie widzisz. Twoje uszy są zamknięte i nie słyszysz.
         I dobrze ci z tym. Chcesz tak trwać. Jeśli ktoś próbuje otworzyć twe oczy i uszy, wykorzystujesz przeciwko niemu każdy argument.
 Mówisz więc: -„To wszystko naturalne – ciemność, grzech i zło to rzeczy naturalne”.
 I popełniasz błąd na starcie.
      - Nie ma dualizmu. To tylko tak twój umysł działa.
- Nie ma ciemności, jest tylko kompletny brak światła
- Nie ma zła, jest tylko kompletny brak Boga w ludzkich sercach

Freud doprowadził do wielkiej rewolucji, uświadomił ludzkości, że 90 % aktywności – zachowanie, myślenie – sprowadza się do seksu. To był wielki krok, ale nasze umysły są otwarte tylko na to, co niższe, więc cała rewolucja zeszła na manowce.
Gdy Freud stwierdził, że całe ludzkie życie, wydaje się zorientowane na seks, zwalczały go wszystkie religie.
     I była to przegrana bitwa, bo Freud wskazał fakt, który my, teraz, wykorzystujemy w bardzo zły sposób. Mówimy: - „Tak, człowiek jest zorientowany na seks, skoncentrowany na seksie, lecz taka jest jego natura, tak musi być”.
Więc nie tylko 90 % ludzkiego życia uznano za zorientowane na seks, dodano do tego pozostałych 10 %.
 I masz teraz dwie niższe  możliwości: albo rozpoczniesz walkę z seksem i twoja energia ulegnie wypaczeniu, albo staniesz się ofiarą swoich instynktów i wpadniesz w niższe, bez jakiejkolwiek możliwości transformacji.
    Budda, Mahavira i Jezus próbowali przekształcić energię seksualną.
Pamiętaj: przekształcić, nie tłumić.
Jednak ci, którzy byli otwarci tylko na to, co niższe, usłyszeli, że chodzi o stłumienie, a nie przekształcenie. I powstały wypaczenia: musiał urodzić się Freud, aby człowieka z tego wyciągnąć. Musiał powiedzieć, że seks jest naturalny, nie należy go tłumić., tylko zaakceptować.
I ludzie zaczęli kierować się ku drugiej skrajności.
    Niższy umysł z łatwością popada w skrajność, bo niższa brama funkcjonuje tylko dwojako: tłumiąc, albo dogadzając. Jedno drugiemu pomaga w tajemniczy sposób, jak przyjaciele żyjący w głębokiej konspiracji.. Jeśli zbytnio sobie dogadzasz, automatycznie zostaniesz wciągnięty w przeciwieństwo – stłumienie. Odwrotna sytuacja też się dzieje.
Wtedy twoja energia porusza się poziomo.
       Ale jest jeszcze trzecia możliwość – równowaga, gdy ani sobie nie dogadzasz, ani nie tłumisz. Wtedy następuje transformacja, to ruch w pionie. I ten ruch otwiera cię na siły wyższe.

Dziesięć byków zen - 6



6. Jazda na byku z powrotem do domu 
Jeśli nie jesteś panem, odchodzisz daleko od domu.
Gdy jesteś panem, zaczynasz wracać do pierwotnego źródła.
Jeśli nie jesteś panem, ta energia odchodzi od ciebie, ku przedmiotom, ludziom, władzy, prestiżowi, sławie. Ta energia stale odchodzi od ciebie, ku peryferiom.
Gdy jesteś panem, energia zaczyna poruszać się w kierunku domu.
Gdy jesteś panem, umysł idzie za tobą niczym cień.
Gdy nie jesteś panem, musisz jak cień iść za umysłem. Umysł oznacza energię poruszającą się na zewnątrz, a medytacja oznacza energię poruszającą się do wewnątrz.
To ta sama energia. Jedynie kierunek jest inny.
I pamiętaj: jeśli twoje poszukiwanie nie prowadzi cię do stanów coraz większej i większej błogości, kiedy możesz śpiewać i tańczyć, coś jest nie tak, coś jest absolutnie niewłaściwego. Jesteś na jakiejś niewłaściwej drodze. Twoja błogość, twój śpiew i taniec, są wskazaniami. Nie muszą być ekstrawertyczne, nie musisz śpiewać tak, by inni mogli to słyszeć, ale będziesz słyszał śpiew stale wewnątrz siebie. Jeśli chcesz, możesz śpiewać i dzielić się tym, ale wewnątrz ciebie będzie pewien taniec. Im bliżej jesteś domu, tym czujesz się szczęśliwszy. Szczęście jest pewną cechą energii powracającej, kierującej się z powrotem do domu...
           Tak właśnie miliony ludzi przyłączały się do Buddy, Jezusa, Krishny - ich pieśń, ich błogość, ich ekstaza, są zaraźliwe. Gdy raz usłyszysz, nie możesz zrobić nic innego, jak tylko dołączyć. Na Wschodzie nazywamy to satsang.
          Oznacza to bycie w obecności mistrza, bycie w harmonii mistrza, złączenie się z mistrzem. Mistrz jest, po prostu przy nim siedzisz, nic nie robisz. Ale stopniowo chłoniesz ten klimat, to środowisko. Stopniowo energia mistrza zaczyna cię przepełniać, a ty stajesz się dla niej otwarty. Stopniowo odprężasz się, i nie stawiasz oporu, i nie walczysz, i zaczynasz smakować, i zaczynasz czuć coś z tego, co Nieznane, ten posmak, ten aromat. Im więcej tego smakujesz, tym pojawia się więcej ufności.
           Tylko dzięki byciu w obecności człowieka oświeconego otwierają się ogromne możliwości, twój potencjał zacznie funkcjonować, działać. Można odczuć dźwięk, szumiący dźwięk nowości, która do ciebie przychodzi. Ale jest to dzielenie się pieśnią, dzielenie się tańcem, dzielenie się świętowaniem.
             Siedząc okrakiem na byku, docieram do domu. Jestem spokojny.
Byk też może odpocząć. Nadszedł świt. W pełnym błogości wypoczynku, w moim domu, krytym strzechą, porzuciłem bat i powróz.

Sex w samochodzie



Miłość. Nie powtarzaj schematów. Schematy w miłości to śmierć. Nowe kręci bardziej. Czy tylko panowie tak ze sobą rozmawiają? Nie! Panowie Witold i Tadeusz mają nieco do powiedzenia. To praktycy. 

W samochodzie? No może miłość to za dużo powiedziane, ale sex. Sex w samochodzie jest znanym zjawiskiem, zwłaszcza dla bezdomnych kochanków. A każdy, nawet jeśli nie ma osobistych doświadczeń, to przynajmniej o nim słyszał.
 W samochodzie podczas jazdy, gdy jesteś kierowcą? I jeszcze z poprawką na auta sprzed trzydziestu lat?

„Urokiem auta jest programowy brak wygód. Nie ma w nim prysznica, ani umywalki, a konieczność wplątania żądnych miłosnego zbliżenia kochanków pomiędzy opornie rozkładane siedzenia, kierownicę i skrzynię biegów, wyzwala w organizmie ludzkim gumową iście rozciągliwość. Ciała rozluźniają się do stopnia, który i sam stosunek czyni niepowtarzalną rozkoszą: leniwa miękkość ciepłej materii wyobcowanej z królestwa metalu!
A miłość podczas jazdy? Przysięgamy, że możliwa! W jaki sposób? Proszę się zastanowić; dla ułatwienia podajemy, że pani klęczy. Prawda, że w tak zwanym trakcie grozi jej wkręcenie biustu pomiędzy ręczny hamulec a drążek biegów, ale czyż to nie rajcuje? Aż szkoda, że panie tłustsze nie zdołałyby chyba przezwyciężyć progu trudności. Choć gdy ambitne……”

Rzecz działa się w nocy w Warszawie…… samochód jechał wężykiem……

czwartek, 27 grudnia 2012

Tylko dla mężczyzn



Co jest ważne?  To, że z deszczowego Gdańska napisał dziś wiersz Mirek:

słońce zakwitło
radosne, ciepłe, miłe
wypełnia wszystkie zakamarki skóry
oddychają płuca

bije serce
taktem słonecznych uniesień
jest dobrze
będzie lepiej
wystarczy przymknąć powieki”.

            I jeszcze ważne jest, że wszystko z głowy się bierze, z myśli. Tam początek jest. Wystarczy przymknąć powieki i poczuć to słońce w całym „swoim człowieku”.
               
            Krótkie, zwięzłe , dowcipne pisanie lubię. Książkę „Tylko dla mężczyzn” -napisał duet: Witold Filler, Tadeusz Pluciński:
- „Mieliśmy razem osiem żon, dzieląc zresztą owo szczęście sprawiedliwie, każdy miał cztery. Co w niniejszej książeczce jest czyje, pozostanie słodką tajemnicą autorów. Do sądu chodzić będziemy razem.
Kiedy Tadeusz miał sześć lat, pokochał pewną śliczną dziewczynkę. Pochodziła z pewnej dobrej rodziny i na spacerach pilnowała jej bona. A jednak raz udało się zmylić straże. Młodzi znaleźli się sami na zadrzewionej alejce w parku. Zaprowadziłem ją w zarośla – wspomina Tadeusz – i po długich namowach skłoniłem do zdjęcia majteczek. Wyciągnąłem z nich gumkę i zrobiłem sobie fajną procę”.

„Są kobiety, które kochamy. Są żony. I są narzeczone. Nie do końca jest jasne, czy kobiety lubią ten ostatni status.
Istnieją sprzeczne teorie na temat okresu narzeczeńskiego. Są ludzie uznający, że najlepiej sprawdza się przez jedną noc. Pogląd przeciwstawny, popularny wśród mężczyzn leniwych, a i niezaradnych, głosi, że winno trwać tak długo, póki ona daje. Tu jest niezrozumienie pojęć. Miłość jest darem niebios, jej czas określa siła naszych uczuć, a małżeństwo jest kontraktem. Narzeczeństwo jest sposobem na umilanie życia, więc winno trwać tak długo, póki jest miłe NAM. Zwracamy przy tym uwagę, że prawodawstwo polskie, dość precyzyjnie określające liczbę jednocześnie posiadanych żon, milczy w sprawie narzeczonych, pozostawiając rzecz do decyzji męskim siłom, upodobaniom, wolnemu czasowi oraz zasobności. A dodajmy, że i inteligencji. Ta rozstrzygnęła już dawno, że najbardziej efektywną formą utrzymania narzeczeństwa jest stała pamięć o tym, by czasowo urlopować nasze wybranki, a w stosownym momencie je uaktywniać.
Gdy nastąpi rozstanie…..Kobiety z reguły nie przepadają za byłymi narzeczonymi, gdy mężczyźni akurat odwrotnie.
Daje tu o sobie znać syndrom prawa własności : panowie przeważnie myślą: - miałem ją”.
Panie zaś, taka myśl: -„miałam go”, nawiedza widać rzadziej, a świadomość, że „miał mnie”, bardziej widać męczy. Stąd na ciepło przyjaźni liczyć mogą jedynie te pary, którym narzeczeństwo pozostawiło w spadku pamięć o tym, jak to się uroczo „mieli” oboje!”

Dziesięć byków zen - 5



 Poskromienie byka 
 Bat jest symbolem uważności, a powróz jest symbolem wewnętrznej dyscypliny. Uważność i dyscyplina są najbardziej fundamentalne dla poszukującego.
   -Jeśli poddasz się dyscyplinie bez uważności, staniesz się hipokrytą.
   -Jeśli poddasz się dyscyplinie bez uważności, staniesz się zombie, robotem.
Może nikomu nie wyrządzisz krzywdy, może będziesz znany jako dobry człowiek, albo nawet święty, ale nie zdołasz żyć swoim prawdziwym życiem, nie będziesz mógł go świętować. Nie będzie w nim rozkoszy. Staniesz się zbyt poważny, gotowość do zabawy odejdzie na zawsze.
                             A powaga jest chorobą.
 Jeśli dyscyplina jest bez uważności, narzucasz ją silą - i będzie to przemoc, gwałt na twoim własnym istnieniu. Nie da ci to wolności, stworzy więcej i więcej, większych i większych więzień. Dyscyplina jest słuszna, jeśli opiera się na uważności. Dyscyplina zupełnie traci słuszność, staje się zatruta, gdy jest przestrzegana bez uważności, przez ślepy, wierzący umysł.
             Pierwszą rzeczą jest więc bat - uważność. A drugą jest powróz - dyscyplina.
Po co jest dyscyplina potrzebna? Jeśli jesteś uważny, wydaje się, że uważność wystarcza.
 W końcu wystarczy, ale nie na początku, bo umysł ma głębokie wzorce, a energia porusza się zgodnie ze starymi nawykami i starymi wzorcami. Nowe kanały trzeba stworzyć. Możesz stać się uważny, ale na początku samo w sobie nie będzie to wystarczało, ponieważ umysł, znalazłszy nową okazję do wejścia w jakiś stary wzorzec, natychmiast wślizguje się w niego, w ułamku sekundy. Wpadnięcia w złość dokonuje natychmiast. Zanim staniesz się tego świadomy, gniew już się pojawił. Później, gdy twoja uważność stanie się totalna, gdy twoja uważność stanie się z tobą jednością absolutną, wtedy zanim cokolwiek się stanie, uważność zawsze jest, a priori. Jeśli przychodzi złość, przed złością jest uważność; jeśli owładnie tobą seksualność, zanim to nastąpi, jest uważność.
          Gdy uważność staje się czymś naturalnym, spontanicznym, jak oddychanie, kiedy jest nawet we śnie, dyscyplinę można porzucić. Ale na początku – nie!
           Na początku, gdy uważność tworzy się, dyscyplina będzie bardzo pomocna. Dyscyplina potrzebna jest do stworzenia nowych szlaków. Dlatego uważność i dyscyplina powinny iść razem.
           Są ludzie mówiący, że wystarczy sama uważność. W pewnej mierze mają racje, ale dotarcie do tego punktu uważności, gdy wszystkiego jest dość, gdy jest jego własna dyscyplina, jest bardzo, bardzo trudne. Rzadko to następuje.
           Są też inni, którzy stale mówią, że dyscyplina wystarcza, nie potrzeba uważności. Oni też mówią o drugim ekstremum. Sama dyscyplina nie może wystarczyć. Wtedy człowiek, który stale narzuca sobie dyscyplinę, stopniowo staje się mechanicznym robotem.
Homo Mechanicus.
          Wiele religii nauczało jedynie dyscypliny, moralności, dobrych działań i dobrych uczynków -  światu to nie pomogło. Ludzie przez to nie stali się uważni, żywi. Oba przeciwieństwa są tylko połową i połową.
         Zen powiada, że trzeba równocześnie przestrzegać uważności i dyscypliny. Miedzy tymi dwoma przeciwieństwami trzeba stworzyć pewien rytm. Należy zacząć od bata, a skończyć na powrozie... Byk dobrze zna zapylone drogi, i jeśli nie użyje się bata i powrozu, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że byk, którego pochwyciłeś, znów się zagubi. Potrzebne jest ćwiczenie, ale ćwiczenie nie jest celem. Ćwiczenie jest tylko środkiem.
          W końcu trzeba wyjść z ćwiczenia, trzeba zapomnieć o wszelkiej dyscyplinie. Jeśli musisz kontynuować swoją dyscyplinę, pokazuje to po prostu, ze ta dyscyplina nie jest jeszcze naturalna. Na początku pozostajesz uważny, tworzysz nowe szlaki dla energii swojego umysłu. Stopniowo, nie będzie potrzeby, stopniowo, nawet pozostawanie w uważności nie będzie potrzebne. Po prostu jesteś już uważny, nie usiłujesz być uważny. Dopiero wtedy jest rozkwit, gdy uważność jest naturalna, gdy medytacji nie trzeba robić, ale ona po prostu sama się dzieje. Stała się twoim klimatem, żyjesz w niej. Jesteś nią.
        Dosiadłszy byka, powoli wracam do domu. Głos mojego fletu przenika w wieczór. Nadając tempo uderzeniami dłoni, pulsuję harmonią, kieruję nieskończonym rytmem.
Ktokolwiek słyszy tę melodię, przyłączy się do mnie.

Na luziczku

Ostatnie sesje w tym roku. Można je odpuścić? Wszystko można, aby z ostrożna.
Idą posty o dyscyplinie i uważności. Dyscyplina polega na zarządzaniu swoim życiem, również na podejmowaniu decyzji, czy być na rynku, czy nie być. Zwłaszcza w tym czasie pomiędzy świętami a zabawą sylwestrową. A uważność, to też uważanie na siebie - szanowanie siebie.
Giełda była, jest i będzie. A luz jest potrzebny, nawet niezbędny.
Nie da się żyć w młodości bez gonienia, bez ambicji, bez celu, bez marzeń.......
Miałem w tym roku marzenie, żeby się spotkać z trzema królami:
- tym królem z polskiego banknotu 200 zł,
- tym z banknotu stu - złotowego,
 i tym, którego wizerunek jest na banknocie 50 zł.
Udało mi się zrealizować marzenie w jednej trzeciej tylko, z czego się bardzo cieszę, bo uważam, że to i tak jest osiągnięcie. Król Kazimierz Wielki okazał się miłym, ciepłym, kontaktowym facetem......a broda i włosy posiwiały mu nie ze zmartwienia, tylko ze starości.

środa, 26 grudnia 2012

Dziesięć byków zen - 4



4. Złapanie byka. 
 Będzie walka, bo umysł nie tak łatwo odda swą moc. Tak długo umysł był dyktatorem, teraz chcesz, by dyktator zszedł z tronu; jest to niemożliwe. Umysł przyzwyczaił się do kierowania i popychania cię na wszystkie strony. Stoczy z tobą zaciętą potyczkę.    
      Będzie cię ścigał, i będzie znajdował chwile słabości, w których znów może zapanować nad tobą.  Ale, kiedy zobaczysz byka, energię swojego istnienia, możesz go pochwycić.     
      Oczywiście, będzie walka, ponieważ tak długo umysł pozostawał u władzy.. A ta energia, ten byk, jest niewyczerpana. Czasem stoi na szczycie wzgórza, na szczycie jakiegoś przeżycia. Czasem w dolinie, w głębokim wąwozie. Gdy staniesz się wrażliwy na otaczający cię świat, twoja wrażliwość może być zwrócona do wewnątrz, ku twemu wewnętrznemu domowi. Jest to ta sama wrażliwość, dzięki której słyszałeś śpiew słowika, dzięki której odczuwałeś ciepło słońca, dzięki której czułeś aromat kwiatu. Jest to ta sama wrażliwość, która teraz została zwrócona do wewnątrz. Dzięki tej samej wrażliwości będziesz smakował Siebie, odczuwał Siebie, widział Siebie, dotykał Siebie. Wykorzystaj świat jako szkolenie wrażliwości. Zawsze pamiętaj: jeżeli zdołasz stać się bardziej i bardziej wrażliwy, wszystko będzie absolutnie właściwe. Za każdym drzewem, i pod każdym kamieniem, ukrywa się byk.
         Dotykaj z miłością, a nawet kamień odpowie, i tam możesz poczuć byka. Patrz z miłością na gwiazdy, a gwiazdy odpowiadają - byk tam się ukrywa.
          Byk jest energią Totalności. Jesteś jej częścią. Jeśli jesteś żywy i wrażliwy, możesz odczuć całość. Byk zawsze na ciebie czeka. Byk nie jest gdzieś poza tobą. Byk jest twoim najbardziej wewnętrznym rdzeniem.
          Miedzy bykiem i tobą jest ogromna ściana umysłu, myśli. Myśli są cegłami, zrobionymi ze szkła. Możesz więc przez nie widzieć i możesz nie zdawać sobie sprawy, że między tobą i rzeczywistością jest ściana. Walka będzie nieco trudna, ponieważ umysł nie da się łatwo przekonać - bo dla umysłu będzie to śmierć...
          Śmierć umysłu jest twoim życiem. A życie umysłu to twoja śmierć. Jeśli wybierasz umysł, popełniasz samobójstwo, jeśli chodzi o twoje wewnętrzne istnienie. Jeśli wybierasz siebie, musisz porzucić umysł - i to właśnie jest medytacja.
         Aby to osiągnąć, potrzebny jest bat i powróz. Bat i powróz są potrzebne, inaczej może on zabłądzić w jakaś zapyloną drogę. Będąc dobrze wyćwiczonym, staje się naturalnie łagodny. Potem, nie pętany, słucha swego pana.

Joga i Jezus - 1



Joga dzieli człowieka na dwie części – słoneczną i księżycową. Słońce symbolizuje wewnętrzną pozytywność, a księżyc to symbol wewnętrznej negatywności.
Słońce nie oznacza zewnętrznego słońca, a księżyc nie oznacza zewnętrznego księżyca. Te słowa używane są na określenie wewnętrznego wszechświata.
       Jest nawet oddychanie znane jako oddech słońca, a inne – jako oddech księżyca. Co czterdzieści do sześćdziesięciu minut twój oddech zmienia swą drogę, z jednej dziurki w nosie na drugą. Kiedy potrzebujesz w ciele więcej ciepła albo gdy nagle ogarnie cię złość, zaczyna działać oddech słońca. Joga mówi, że jeśli w złości zaczniesz używać oddechu księżyca, nie będziesz się złościć, bo oddech księżyca stwarza wewnątrz wielki chłód.
    Negatywność jest zimna, cicha, nieruchoma. Pozytywność gorąca, wibruje energią, jest aktywna. Słońce jest twoją aktywną częścią, a księżyc częścią nieaktywną.  Gdy najpierw poznajesz słońce, światło jest gorące, jak płomień.
          Gdy przeanalizujesz wewnętrzne życie Buddy albo Jezusa, pamiętając o tym rozróżnieniu, wiele spraw, które zwykle są ukryte, staje się jasnych.
Na przykład, gdy rodzi się ktoś oświecony, tak jak Budda, początek jego życia jest bardzo rewolucyjny. Z chwilą, gdy wkracza on do wewnętrznego wymiaru, pierwsze doznanie jest doznaniem ognistego płomienia. Ale im starszy jest Budda, tym bardziej odczuwa wewnętrzny chłód. Im bardziej doskonały staje się etap księżycowy, tym bardziej rewolucyjna gorączka zostaje zatracona…. To dlatego słowa Buddy nie są rewolucyjne.
        Jezus nie miał tej możliwości. Został ukrzyżowany wtedy, gdy był wciąż rewolucyjny, i zmarł, przynajmniej dla chrześcijaństwa, w wieku trzydziestu trzech lat.. Gdy porównasz słowa Buddy ze słowami Jezusa, różnica jest bardzo wyraźna. Słowa Jezusa wyglądają jak słowa młodzieńca, są gorące. Wczesne słowa Buddy też były takie, ale nie ukrzyżowano go za nie, dożył osiemdziesięciu lat.
      Nie ukrzyżowano go, ponieważ Indie od zawsze wiedzą o tym, że taka jest prawidłowość. Zawsze, gdy człowiek wchodzi do swego wnętrza, zawsze gdy Budda wchodzi w siebie, jego pierwsza ekspresja jest ognista, rewolucyjna, buntownicza. Otwiera się i eksploduje ogniem. Ale potem ta faza odchodzi i w końcu pozostaje tylko księżyc – cichy, bez ognia, tylko świecący. To dlatego Indie nigdy nikogo nie zabiły, nie zachowały się tak, jak Grecy wobec Sokratesa, albo Żydzi wobec Jezusa.
    Jezusa ukrzyżowano szybko. Chrześcijaństwo wciąż pozostaje niekompletne, ponieważ opiera się na wczesnym dziele Jezusa, kiedy był on jeszcze płomieniem. Buddyzm jest kompletny. Zna Buddę w jego wszystkich cząstkach. Zna Buddę księżycowego we wszystkich fazach księżyca – od pierwszego dnia nowiu do światła pełni.
     Było to nieszczęściem dla Zachodu i okazało się jednym z największych nieszczęść w historii, że Jezusa ukrzyżowano wtedy, gdy był jedynie płomieniem, gdy miał ledwie 33 lata.
Płomień zmieniłby się w światło księżyca, ale nie dano mu tej możliwości.
 Powodem było to, że Żydzi nie zdawali sobie sprawy z tego wewnętrznego zjawiska.
      Przemiana ciepła w światło jest tajemną nauką wewnętrznej alchemii. Przemiana węgla w diamenty, czy metali ciężkich w złoto, to tylko symbole. Alchemicy nigdy nie zajmowali się przemianą metali ciężkich w wyższe, lecz musieli ukrywać to, nad czym pracowali.
      Musieli stworzyć ezoteryczną, tajemną symbolikę, gdyż w tamtych czasach bardzo trudno było mówić o wewnętrznej nauce i nie zostać zamordowanym.
      Jezusa ukrzyżowano, bo był alchemikiem. Chrześcijaństwo, które rozwinęło się po Jezusie, obróciło się przeciwko niemu. Kościół chrześcijański zaczął mordować tych, którzy praktykowali alchemię wewnętrznej przemiany.
     Chrześcijaństwo nie mogło rozkwitnąć w religię, pozostało światem kleru. Nie mogło stworzyć sannjasinów, mogło stworzyć wyłącznie kaznodziei – wyszkolonych, martwych, zdyscyplinowanych.---------------------------------------

Joga i Jezus - 2



      W czasie ukrzyżowania, Jezus dopiero wszedł do ośrodka księżyca. Jezus z Biblii nie jest taki, jak Budda, Mahavira albo Lao Tzu. Nie możesz wyobrazić sobie Buddy wchodzącego do świątyni i bijącego lichwiarzy. Jezus to zrobił.
      Z wielką świątynią w Jerozolimie związanych było wiele innych historii. Istniał wielki biznes lichwiarzy, którzy wykorzystywali cały kraj. Ludzie przychodzili na doroczne zgromadzenia oraz na inne zgromadzenia w ciągu roku i pożyczali pieniądze w świątyni na bardzo wysoki procent. Spłata była potem niemożliwa i ludzie wszystko tracili. ŚWIĄTYNIA STAWAŁA SIĘ CORAZ BOGATSZA, BYŁ TO RELIGIJNY IMPERIALIZM. Cały kraj był biedny i cierpiał, a ŚWIĄTYNI PRZYBYWAŁO CORAZ WIĘCEJ PIENIĘDZY. Wtedy, któregoś dnia Jezus wszedł do świątyni z biczem w dłoni. Przewrócił stoły lichwiarzy i zaczął ich bić. Stworzył w świątyni chaos.
     Nie sposób wyobrazić sobie Buddy w takiej sytuacji, to niemożliwe! Jezus był pierwszym komunistą – był ognisty, buntowniczy. To dlatego chrześcijaństwo mogło dać początek komunizmowi. Hinduizm nie mógł dać mu początku, ani żadna inna religia – tylko chrześcijaństwo, ponieważ dzięki Jezusowi komunizm ma punkt odniesienia.
    Sam język, jakiego używał, był zupełnie inny. Wpadał w złość w tylu sytuacjach, że trudno w to uwierzyć. Przeklinał drzewo figowe, które nie dawało owoców, gdy on i jego uczniowie byli głodni. Zniszczył je!
     Groził takimi słowami, jakich Budda nawet by nie wypowiedział. Mówił na przykład, że ci, którzy nie uwierzą w niego i w królestwo Boga, zostaną wrzuceni do ognia piekielnego, w wieczne płomienie piekła, i że nie będą mogli wrócić. Tylko chrześcijańskie piekło jest wieczne. Każde inne piekło jest tylko chwilową karą: idziesz tam, cierpisz i wracasz. Ale piekło Jezusa jest wieczne.
      Wygląda to niesprawiedliwie. Obojętne, jak zgrzeszysz, wiecznej kary nic nie usprawiedliwia. Nie może tak być! A co to za grzechy? Bertrand Russel napisał książkę: - „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem”, a jednym z powodów, jaki wymienił, jest: „Jezus wydaje się być absurdalny”. Russel mówi: - „ Jeżeli wyspowiadam się ze wszystkich grzechów, jakie popełniłem, i ze wszystkich, o których tylko pomyślałem, ale ich nie popełniłem, nie mógłbym dostać więcej niż pięć lat więzienia. Ale wieczne piekło?”.
      Jezus, gdy mówi o niekończącej się karze, mówi językiem rewolucjonisty – rewolucjoniści zawsze patrzą na sam koniec, w skrajność. Nie możesz sobie wyobrazić mówiącego takie rzeczy Buddy albo Mahaviry.  A Jezus mówi, że: -„prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty człowiek wejdzie do królestwa bożego”.
To są zalążki komunizmu, jego podstawy.
     Jezus był rewolucjonistą. Zajmował się nie tylko duchowością, ale i ekonomiką, polityką – wszystkim. Gdyby był tylko człowiekiem duchowym, nie zostałby ukrzyżowany, ale ponieważ stał się poważnym zagrożeniem dla całej struktury społecznej, dla status quo, ukrzyżowano go.

Joga i Jezus - 3






     Jezus nie był tak rewolucyjny, jak Lenin, Mao, czy Marks, ale oni nie istnieliby, gdyby wcześniej nie było Jezusa. Oni szli tą samą ścieżką, co Jezus, wczesny Jezus, ognisty człowiek, buntownik, gotów wszystko zniszczyć, ten Jezus, którego ukrzyżowano.
     Dzień, w którym ukrzyżowano Jezusa, był nie tylko dniem jego ukrzyżowania, był także dniem jego wewnętrznej przemiany.
     Kiedy Jezus pozostał milczący po pytaniu Piłata: -„ Co jest prawdą?” – zachował się jak mistrz zen. Gdy przyjrzysz się wcześniejszemu życiu Jezusa, zauważysz, że ta cisza w ogóle go nie przypomina. Co się stało? Dlaczego milczał? Był jednym z największych mówców, jakich stworzył świat. Jego słowa wnikały tak głęboko. Był człowiekiem słowa, a nie ciszy. Dlaczego nagle zamilkł?.
     Jezus zbliżał się do krzyża. I milczał. Nigdy nie opisano tego, co działo się we wnętrzu Jezusa. Chrześcijaństwo pozwoliło, by temat ten pozostał niewyjaśniony, bo to można wyjaśnić tylko poprzez buddyjskie doświadczenia, w żaden inny sposób.
    Tylko Indie znają wewnętrzne przemiany, które następują.
A więc zdarzyło się: Jezus zaraz zostanie ukrzyżowany i oto jego rewolucja jest bez znaczenia. Wszystko, co mówił, było na próżno, wszystko, dla czego żył, dobiega kresu. Wszystko skończone. Ponieważ wszystko skończone, ponieważ śmierć jest tak blisko, Jezus musi wejść do swego wnętrza. Nie ma czasu do stracenia, ani chwili. Musi przed ukrzyżowaniem dokończyć swoją wewnętrzną podróż.
      Przez cały czas był w podróży wewnętrznej. Ponieważ był również zaangażowany w sprawy zewnętrzne, nie mógł dojść do tego chłodnego punktu, do punktu księżyca – pozostał ognisty, gorący. Mogło też być tak, że stanowiło to jego świadomy wybór.
    Jezus był uczniem Jana Chrzciciela., wielkiego lidera rewolucyjnego i duchowego. Czekał on na Jezusa wiele lat. Wtedy, gdy chrzcił Jezusa w rzece Jordan, rzekł mu:-„Przejmij moje dzieło, a ja zniknę. Już dość”. Od tamtego dnia rzadko go widziano, zniknął. Zapadł się w ciszy. Gdy zrobił to, co miał zrobić, oddał pracę komuś, kto mógł ją dokończyć.
     W dniu ukrzyżowania, Jezus musiał także zrozumieć, że ukończył swoje dzieło: -„Nie ma już możliwości zrobienia czegokolwiek więcej. Muszę wejść do wewnątrz. Tej możliwości nie wolno przegapić”. To dlatego, gdy Piłat spytał go, co jest prawdą, pozostał milczący. Z tego powodu zdarzył się cud, który dla chrześcijaństwa pozostaje zagadką.
      Ukrzyżowano go wtedy, gdy wchodził w swoją chłodniejszą stronę, w centrum księżyca. Gdy ktoś pierwszy raz wchodzi w centrum księżyca, jego oddychanie zatrzymuje się, ponieważ jest aktywnością punktu słońca.  Teraz wszystko staje się nieruchome, staje się takie, jakby było martwe.. Uważano, że zmarł, ale tak się nie stało. Jezus jedynie wszedł do centrum księżyca, gdzie zatrzymuje się oddychanie. Nie ma oddechu wychodzącego, nie ma oddechu wchodzącego, jest przerwa. Kiedy pozostajesz w tej przerwie, następuje tak głęboka równowaga, że jest to praktycznie śmierć. Tak sądzą obserwatorzy.
     Chrześcijaństwo jest niekompletne, ponieważ zna tylko wczesnego, rewolucyjnego Jezusa. I z tego względu mogło dać początek komunizmowi. W Kaszmirze, dokąd powędrował Jezus po ucieczce z Jerozolimy, jego życie nie było już życiem Jezusa, ale Chrystusa. Jezus był punktem słońca, Chrystus punktem księżyca. Jezus natomiast zmarł, jako w pełni oświecony człowiek – księżyc w pełni.

Listy do samego siebie. I do inwestorów



 I listy Ludzi do mnie. Celowo ludzi przez L. Staram się nie osądzać, nie przyklejać etykiet, ale czasami przyklejam. Dzielę mianowicie ludzi na dwie kategorie: mądrych i głupich. Z wielką radością zauważam, że spotykam prawie wyłącznie ludzi, którzy mają otwarte głowy , i potrafią korzystać ze swego umysłu.
To pokrewne energie. Podobne przyciąga podobne.
Podziękowania dla: ”0silbermanna0”
Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Nie należy uogólniać, bo gubimy wtedy prawdę. W każdej nacji, w każdym narodzie są skrajności. „Są ludzie i ludziska, oraz……”.
Nuta antysemityzmu pobrzmiewa wśród Polaków. Lubię jasne sytuacje. Stoję po stronie Żydów: powtarzałem zawsze – 2% ludzkości ma 96 % kasy światowej, to Żydzi są mądrzy, czy głupi? A uczyć się należy od mądrych. Nazwijcie mnie Żydem, dla mnie to honor będzie. Ten naród wydał wielu mistyków, i dał światu Gematrię i Kabałę i Tarota. W postach sprzed roku był cykl o tych Naukach. Wtedy przyszło do mnie wiele obraźliwych- zupełnie chorych komentarzy. Stopniowo zaczęło ich ubywać. Aż znikły zupełnie. Teraz zdarzają się tylko nieliczne złośliwe. Biorąc pod uwagę kontrowersyjność tematów poruszanych na blogu, i poczytność bloga ( zbliżamy się do czterystu tysięcy wejść) oraz jego „translate”, jest to podziwu godne.
  W etykietach podaję: Osho, Eckhart Tolle itd. Te posty, to są właśnie „listy do samego siebie”. Przeważnie nie wklejam z gotowca ściągniętego. Mam przed sobą książkę. Prawdziwą. Wybieram urywek i przepisuję go na komputerze. Słowo w słowo. Opatruję tytułem. To do mnie wtedy mocno trafia, zapada głęboko, na samo dno Istnienia. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale w 90 % te myśli i słowa Osho, czy Tolle, do mnie trafiają, utożsamiam się z nimi.
Podziękowania dla kolegi, który napisał komentarz do posta „Satori”, w którym otworzył dla mnie furtkę. Napisał: „odpowiedź na tak=30 batów, odpowiedź na nie= 30 batów”.
Owszem, tu nie ma alternatywy, a baty kojarzy się z przemocą, ale….Jak uczyli mistrzowie zen? Uważności uczyli. Zakradali się za plecy medytującego ucznia, aby go uderzyć kijem. Jeśli uczeń był nieuważny, nieobecny w Tu i Teraz, dał się podejść, dostawał uderzenie jako naukę.
A więc w znaczeniu szkoły zen, bat to symbol UWAŻNOŚCI, a powróz do pętania, to symbol DYSCYPLINY WEWNĘTRZNEJ.
Przypadkiem o tym właśnie jest następny odcinek „Byków zen”.
Te wszystkie odcinki, a w szczególności ten z numerkiem 5, są skierowane do poszukujących siebie w rozwoju duchowym, oraz do INWESTORÓW GIEŁDOWYCH, zwłaszcza daytraderów grających na CFD.
Okazuje się, że można połączyć ducha z materią. Bo tak właśnie jest w Człowieku.
( nie mylić z człowiekiem )

piątek, 21 grudnia 2012

Życzenia świąteczne

Dla Wszystkich Czytelników bloga Astronomia Finansowa.
Dla tych, którzy czytają,
 Dla tych, którzy piszą,
(  i nieważne, czy chwalą, czy ganią )

Dzień Trzech Czarownic, Daty i DAX

Wygaśnięcie kontraktów. - czyli dzień Trzech Czarownic.
Na obrazku Polanda 20 zaznaczone  daty, które są za nami.
Zapora Gwiezdna, tym razem zabujała tylko trzema świeczkami dziennymi. Nie zatrzymała wzrostów. Data 18 grudnia, podana jako mocna, być może zadziałała, ale ma jeden dzień błędu co najmniej, i trzeba poczekać na potwierdzenie.
I jako ciekawostka: nocne tąpnięcie Daxa o ponad trzy procent.


Semafor na horyzoncie



Żeby poznać siebie i rozwinąć swoje zdolności, należy żyć teraźniejszością, kontrolować swój umysł, zaglądać do środka siebie. Ale również wpatrywać się w horyzont. Horyzont zdarzeń. Dążyć do celu. Walczyć o marzenia. Patrzeć w gwiazdy. A nie tylko pod nogi.      
                            Zerwać przymierze z przegraną.
Boziu, wykorzystaj nasze życie, podsycaj w nas marzenia i pokaż nam, jak kochać samych siebie.
         
 Opowiadałem kiedyś historię :  -„ Na przedmieściu fabrycznego miasta, gdzie była plątanina torów, mieszkało trzech chłopców. Dwóch braci, którzy byli bardzo szczupli i trzeci chłopiec, ich sąsiad – grubasek.
          Chłopcy rywalizowali ze sobą, kto dalej przejdzie po szynie kolejowej bez spadnięcia z niej. Bowiem czasy prosperity minęły, fabryki zamknięto, pociągi wożące towary zniknęły, a tory zardzewiały i zarosły trawą.
      Chłopcy grali w piłkę – szmaciankę i zbierali kapsle od butelek leżące pod piwiarnią.
 Ten z nich, który spadał z toru pierwszy, oddawał lepszemu swoje uzbierane kapsle.
Wszystkie kapsle w niedługim czasie znalazły się w ten sposób w kieszeni grubaska.
 Szczupli bracia obiecali mu swój największy wspólny skarb – szklaną błękitną kulkę, w zamian za zdradzenie tajemnicy, dlaczego nie spada z szyny.
         Grubasek powiedział : - zazdroszczę wam, że nie macie takiego brzucha jak ja. Ale przez to możecie patrzeć pod nogi i dlatego spadacie. Mnie brzuch to uniemożliwia, dlatego wybieram sobie odległy cel, na przykład semafor, i idę. A gdy cel jest już blisko, przenoszę wzrok na inny, bardziej odległy”.

czwartek, 20 grudnia 2012

Opowieść wigilijna



       
Masz w sobie wewnętrzny skarb.....
             -Gdy poprzez doświadczenie duchowe, wycieczkę w głąb siebie, odkryjesz ten wewnętrzny skarb – wybuchniesz śmiechem.
Bo to jest tak, jakbyś szukał okularów, o których zapomniałeś, że masz je na nosie - szukasz ich wszędzie, aż nagle uświadamiasz sobie, że je ciągle nosisz. Wtedy nie wytrzymasz i wybuchniesz śmiechem.  
To, czego szukałeś na zewnątrz, po całym świecie, było i jest od zawsze w tobie. Nie mogłeś tego skarbu odnaleźć, bo szukałeś za daleko. Usiądź, zapomnij o świecie i już to masz. Kto szuka? 
--Poszukiwacz jest poszukiwanym. – Myśliwy jest zwierzyną. – Obserwatora obserwują. Ponieważ nigdy nie zaglądasz w siebie – a nie znajdziesz tego nigdzie indziej, ani na szczytach Himalajów, ani na Księżycu – przychodzi porażka za porażką i stajesz się coraz bardziej poważny, smutny. Zaczynasz w siebie wątpić. A ty po prostu nie tam szukasz, gdzie trzeba. Dlatego wszystkie ścieżki są błędne. Dokądkolwiek pójdziesz, czeka cię porażka. Nic więcej. Porzuć wędrówkę, przestań szukać, wycisz się. Zajrzyj w siebie. Nic się nie dzieje? To źle zaglądasz. Zrób to jeszcze raz. Bo każdy, kto zajrzał w siebie zawsze to znajdował.
            A kiedy to znajdziesz, uśmiejesz się, bo zobaczysz, jakiego byt spłatał ci niesamowitego figla. Posłuchaj starej opowieści…………:
        - Kiedy Bóg stworzył świat, zamieszkał w nim, w samym centrum. Ale żyło mu się coraz trudniej, bo ludzie ciągle przychodzili do niego, że skargami: że czyjaś żona zachorowała, czyjeś dziecko umarło, ktoś nie może znaleźć pracy – skargi na każdy temat, ciągle tylko skargi i skargi. Ludzie nie dbali o to, czy jest dzień, czy noc.
        Bóg musiał wysłuchiwać ich żalów przez 24 godziny na dobę. Bóg miał dość. Zwrócił się do doradców. Doradcy powiedzieli: - Po pierwsze, popełniłeś błąd stwarzając świat, drugim błędem było to, że na nim zamieszkałeś. Lepiej uciekaj, bo ludzie cię wykończą. –                
        Ale dokąd mam uciekać? – zapytał Bóg. – Może na Mount Everest? – rzucił jeden z doradców. – Nic nie wiecie o przyszłości, ja ją znam: wkrótce dotrze tam jeden facet, Edmund Hillary. I jak mnie zobaczy, znowu zaczną się te same kłopoty: autobusy, szosy, lotniska, restauracje, pełno hoteli, bo ludzie zaczną przyjeżdżać, żeby narzekać na swoje kłopoty. Wszystko zacznie się od nowa. – odparł Bóg.
        – No to może na Księżyc?  - Nic nie rozumiecie – stwierdził Bóg – na całym świecie nie ma takiego miejsca, do którego człowiek by nie dotarł prędzej, czy później. 
Jeden z najstarszych doradców, który odzywał się bardzo rzadko, powiedział: - znam jedno takie miejsce, do którego dotrą tylko nieliczni. To jest wnętrze człowieka. Tam się schowaj, będziesz miał spokój. Ludzie będą ciebie szukać wszędzie, tylko nie w sobie.              
          – To brzmi rozsądnie – zgodził się Bóg – i od tej pory zamieszkał w tobie.    Teraz, gdy ci zdradziłem ten sekret, wszystko jest w twoich rękach. Jeśli będziesz chciał się z Nim spotkać, wchodź do środka! Tylko przestań narzekać. Bóg będzie bardzo szczęśliwy z tego spotkania, bo od tysięcy lat nieczęsto widuje ludzi – tylko od czasu do czasu.

Blog



Ludzie maile do mnie piszą. Prywatnie najwięcej. Ci mnie znają bardziej.
Inni piszą na adres bloga. Dzięki wielkie. Widzę siebie przez wasze oczy. Nawet jeśli to tylko Anonimy nieco zjadliwe. Anonim, a podpisujecie się: profesor, docent, doktor, pułkownik.
     Ja się nie kryję za tytułami. Pisałem o sobie. Mam tylko tytuł ekonomisty dyplomowanego po SGPiS - Warszawa 1978. Taki tytuł  „tylko” według oceny niektórych piszących.
     A przecież powinno do tych niektórych dotrzeć, że nie jest ważny tytuł, tylko jaki jesteś.
Ma ci być ze sobą dobrze. I nie krzywdź nikogo. Jest dobrze? Znaczy: jesteś przyjacielsko nastawiony do świata – żyjesz.
     Oceniasz? Wykazujesz, że lepszy jesteś? Więcej wiesz? Dziś to tylko google są.
Jakość się liczy, a nie ilość. Wiedza encyklopedyczna to śmieci, to rzygi, wyjaśnił to Osho.
        (szukaj posta-edukacja)
 Nie masz odwagi podać adresu swojego? Ten blog jest blogiem międzynarodowym. Pokaż się światu ze swoimi argumentami. ( Bo podpisać się tytułem każdy może )
Ewa Szczawińska podpisuje się; Amenhorea Pierwsza – kardynał. Cenię odwagę.
            ŻYCIA BĘDZIE WIĘCEJ NA BLOGU.
Albo stwórz swojego bloga najlepiej. A wszystkich przebił anonim: -pułkownik. Bez odwagi. Pułkowniku! -Na wojnę chcesz innych prowadzić, na śmierć, a sam będziesz dupę w bunkrze podziemnym trzymał?
         Pamiętacie, co napisała Wisława Szymborska w wierszu proroczym o sobie?
        - TU LEŻY TRUP, KTÓRY NIE NALEŻAŁ DO ŻADNEJ Z GRUP
Mnie tytuły nie biorą, w nosie je mam. Moi koledzy ze Studium Wojskowego w SGGW ( tam na wydziale Leśnictwa byłem) dostali stopnie, podoficerskie to się chyba nazywa, a ja jeden uparłem się, że nie chce stopnia w organizacji, która mi się nie podoba.
    Nie jestem przed nikim i nikt nie jest za mną. Tytułami można się obwiesić. Sprawia ci to radość? To tak trzymaj.
W SGPiS, mój promotor, pan Janusz Lewandowski, gdy zobaczył 80 stron mego pisania, powiedział: - Bardzo dobrze, masz już gotową pracę magisterską, ale to tylko dyplom, to skróć to teraz do 30 stron, a potem przy magisterskiej rozszerzysz.
     Rozśmieszyło mnie to. Powiedziałem: - Ja mogę być w salonach i bez tytułów!
Studia chciałem skończyć dla matki. Dla papierka tylko, który matce radość sprawi.