środa, 30 listopada 2011

Wig 20 - 30 XI 2011


Druga data z proporcji 1 - 1 nie trafiła. Obrót na Wigu 20 dziś dwa razy większy niż wczoraj. Wygląda, że zrobiliśmy falę piątą, w większej czwartej. Czy już cała jest ta hipotetyczna piąta? Gdyby to była duża czwórka, to będzie drugi szczyt.... Świeca dzienna dziś wyskoczyła trochę ponad SMA 18 i SMA 55.....

Konkurs Pytania 6-10.

Przypominam o atrakcyjnych nagrodach, warto się włączyć do gry.

Dziś pytanie jest proste i za 5 pkt.

Podaj 5 spółek o najwyższej kapitalizacji (stan na 30.11.2011). Za każdą spółkę jest 1 pkt.

Odp ślijcie na: datyzwrotu@gazeta.pl

wtorek, 29 listopada 2011

Strażnicy Tajemnic III Rzeszy - Olbrzym


Teren penetrowany przez grupę „Grubego” znajdował się pomiędzy miejscowościami: Walim, Jugowice, Olszyniec, Głuszyca, Bartnica, Sokolec. Pierwsze wyprawy poszły do podziemnych fabryk w kompleksach: Soboń i Włodarz. Potem była Osówka i Sokolec. Okazało się szybko., że potrzebne są butle z powietrzem do oddychania, bez nich ani rusz. Następnie zauważyliśmy, że nie tylko my wchodzimy pod ziemię. Najpierw okazało się, że to konkurencja. Jest kilka grup podobnych do naszej. Przekazali nam wiedzę o Strażnikach. Nie wierzyliśmy początkowo...Do czasu, gdy sami się z nimi nie zetknęliśmy.... Zaczynamy od historii. W roku 1947, roku mojego urodzenia, ukazała się seria artykułów w „ Słowie Polskim”, w której opierano się na rozmowach z inżynierem Dolmussem, Niemcem, który pracował po wojnie w polskim Ministerstwie Odbudowy. Ministerstwo to odzyskiwało z kompleksu Głuszycy olbrzymie ilości materiałów budowlanych. Cegieł, cementu ( dopóki sie nadawał ) -maszyn, dźwigów, suwnic, szyn i wagonów. Zbrojeń i elementów stalowych. Część cementu w workach zabrali Rosjanie. Samo Ministerstwo Odbudowy zabrało stąd pół miliona ( ! ) worków nadającego się do użytku cementu. To 25.000 ton. Inżynier Dolmuss twierdzi ( a pracował w tym miejscu od 1943 roku ) że w końcu roku 1944 do Głuszycy dotarły olbrzymie transporty cementu określane przez niego na 20 milionów worków. A prace budowlane prowadzono przecież nie tylko w tym miejscu....Miało powstać i powstawało ogromne podziemne miasto. Dolmuss twierdzi, że to miała być główna kwatera Hitlera. Decyzja o budowie w tym miejscu zapadła w połowie lat trzydziestych. Teren był badany przez całe dwa lata. Sprawdzono wierceniami jakość skał. Sporządzono plany. Gruby rozmawiał z Niemcem, który brał udział w tych przygotowaniach. Niemiec ten twierdził, że mówiono wtedy, że ma to być budowa „ miasta atomowego”. W 1936 roku! Coś na kształt z filmu „Seksmisja”. Zamknąć się pod ziemią. Przyłożyć z tego miasta całemu światu, wszystko wyczyszczone. Trzeba tylko trochę ( 50 lat w projekcie ) poczekać i można już wyjść, dając początek „Nowej Rasie”. Gdy o tym usłyszałem, wydawało mi się to nieprawdopodobne. Ale stopniowo zmieniałem zdanie. Najpierw odkryliśmy drugi, niższy poziom kompleksu. 50 metrów pod znanym poziomem. Dostaliśmy się tam, przez szyb wentylacyjny. W tym szybie znajdowały się cztery olbrzymie jakby kotły parowozów z węglem aktywnym do filtrowania powietrza. Przeciskaliśmy się kolejno, w specjalnych kombinezonach chroniących przed zerwaniem butle z powietrzem niesione na plecach. Było nas wtedy ośmiu. Dwóch zostawało na górze w asekuracji, a szóstka w dół. Mało to było miłe. Zastanawiałem się wtedy, po co aż takie ilości węgla aktywnego, co Niemcy chcieli wyłapywać z powietrza? Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że to tylko połowa drogi do Podziemnego Miasta....... Stopniowo zmieniałem zdanie na temat Atomowego Miasta Hitlera. Składały się na tę zmianę: wirówki uranowe, o wielkości stacji benzynowej pod zamkiem Książ. A także odkrycie drugiego poziomu pod kompleksem „właściwym”. Tam nie ma nic wielkiego. No z wyłączeniem laboratorium Siemensa. W nim są zupełnie futurystyczne elektryczne turbiny szklane rozmaitych wielkości, od dwudziestometrowych do zupełnie małych, wielkości kufla od piwa. Wszystko w przezroczystym szkle lub materiale podobnym do szkła. Zastanawiające były także gazoszczelne, stalowo-betonowe, hermetycznie zamykane drzwi o wadze kilku ton. Te drzwi zapamiętaliśmy na całe życie......To już przygoda z 2009 roku. Ale po kolei. Teraz, relacja ze wspomnień Alberta Speera, ministra do spraw uzbrojenia i przemysłu wojennego III Reszy: „Raport z 20 VI 1944 r. dla Adolfa Hitlera. ----Na budowę kompleksu Olbrzym wydano tylko w 1943 r. 150 mln marek.” ( dla porównania Kętrzyn kosztował łącznie 36 milionów ). Sam „Riese” koło Jedliny Zdroju pochłonął w 1943 roku 237.000 m sześciennych betonu, wykonano 213 km sztolni, 58 km dróg, sześć mostów i 100 km rurociągów. Sam „Riese” pochłonął tyle betonu, ile zużyto na budowę wszystkich schronów przeciwlotniczych dla ludności Niemiec. -------- Przy budowie zatrudniano nawet do 70.000 więźniów. „ Pracami kierowały trzy firmy : Ackerman z Drezna, Butzer i włoska firma Ghiskleri. ( relacja Dariusza Króla, autora filmu o Górach Sowich ). Pod drzewami stały potężne kompresory tłoczące powietrze do tuneli. Od nich wzdłuż korytarzy ciągneły się rury. Hałas był okropny. Mimo, że były urządzenia ssące i tłoczące, kamienny pył wciskał się do gardła i płuc, wywołując kaszel. Niektóre podziemia były obudowane betonem, inne były z litego kamienia. Były ogromne hale, jak świątynie. Znam dwa przypadki zawalenia się stropów, gdy zginęły nie tylko setki więźniów ale i niemiecki nadzór. Ładunki strzelnicze umieszczali Włosi. Często cały przodek wyrąbany wybuchem zasypywał ładowaczy. Po pracy człowiek wychodził jak pijany. Jeszcze przez kilka godzin była wibracja w ciele i szum w uszach, codziennie wynosiliśmy kilaka trupów”. Część słabnących więźniów była traktowana „bardziej” humanitarnie. Nie zabijano ich na miejscu, tylko byli kierowani do „szpitala”.Gdy tam zgromadziła się grupa kilkunastu więźniów, praktycznie co drugi dzień to było, przychodzili niemieccy felczerzy i dawali zastrzyki w serce z fenolu ( lub innych środków). Czyszczenie i likwidacja. Uśmiercanie i niemiecki Ordnung. ------------------------Makabryczna budowa otoczona była ścisłą tajemnicą. Dlaczego makabryczna? Wiele relacji potwierdza stosowanie przez Niemców „Obiegu zamkniętego żywności”. Polegał on na tym, że zwłokami więźniów karmiono szczury, a szczurami karmiono więżniów. Były dwie „fermy” zajmujące się tym procederem, jedna znajdowała się w Jugowicach. Przyjmowała do stu zwłok tygodniowo, druga większa, była blisko Walimia, na terenie przedwojennej masarni. Dlaczego ścisła tajemnica? Kommanda nosiły podwójne nazwy. Inna nazwa przy pracach pod ziemią, inna na wierzchu. Do terenu nikomu nie wolno było się zbliżać, za to groziła nawet śmierć. Mieszkańców wsi nie mogły odwiedzać nawet bliskie osoby. ----------„ Pewnej nocy wieś otoczyły oddziały SS – wspomina dziennikarz „Wybrzeża” – Andrzej Dudziński. Żołnierze skierowali broń maszynową w okna domów. Gdy ktoś próbował wyjrzeć – strzelali bez ostrzeżenia. Mieszkańcy usłyszeli ciężkie samochody ciężarowe. Ich silniki wyły przez dwie godziny. Skończyło się przed świtem, a potem nastąpiła seria wybuchów. Wydawało się, że grzmią całe góry, że Niemcy chcą je całe poprzestawiać. Nad ranem SS się wycofało. Wszystkie wejścia do tuneli były absolutnie zasypane. Nie słyszano, aby ciężarówki wyjeżdżały z powrotem. Zostały więc w środku. Co kryły?” ---------- Prace były prowadzone na trzy zmiany. Na okrągło. Do maja 1945 roku! Jan Nowak, więzień nr P16406, który był pisarzem w Gross Rosen, obozu, któremu podlegały wszystkie kommanda, podaje, że niedługo przed ewakuacjami w 1945 roku, grupa około 20 tysięcy robotników znikła ze stanu obozowego z dnia na dzień. ----„ Ponieważ wydawało mi się, że zaszła pomyłka, zwróciłem na to uwagę SS-manowi przyjmującemu meldunki, na co ten odpowiedział, że meldunek jest prawidłowy. Z podsłuchanych rozmów SS-manów, którzy z zadowoleniem komentowali to wydarzenie, doszedłem wraz z innymi więźniami do wniosku, że była to likwidacja kommanda „Riese”.------. Prace prowadzono w kilku miejscach kompleksu już po ewakuacji! Czyżby Niemcy do ostatniej chwili liczyli, że nastąpi coś, co zmieni ostatnie dni wojny? Dlaczego prace były tak bardzo utajnione, że Niemcy zabijali nawet SS-manów? Własnych ludzi? Podziemia mogły mieć coś wspólnego z bronią atomową, o tym pisze Dariusz Król, w artykule „ Kryptonim Riese” z 1986 roku, oraz jeden z badaczy tematu, Wacław Sadowski. ------„ W czerwcu 1943 r, sprowadzono tu grupę 120 Duńczyków i Norwegów, fizyków i chemików, do bliżej nieokreślonych prac. Ślad po nich poźniej zaginął. Są wieści o chorobach popromiennych więźniów...-Niedaleko Mieroszowa trwały prace nad wzbogacaniem ciężkiej wody, której zapas w ilości 2,5 tony pochodził z Norwegii. Niemcy mieli także 120 litrów 1- procentowego roztworu ciężkiej wody. W Mieroszowie zakład koncernu I.G.Farben miał to wzbogacać do 100 %. Czyżby Niemcy byli tak blisko wyprodukowania swojej cudownej broni? Równolegle z pracami nad wzbogacaniem ciężkiej wody, w Kozicach wydobywano rudę uranową.”

Szukaj fascynacji


- Znajdź wiele fascynacji w życiu - wtedy osiągniesz bogactwo. Sens życia tkwi w bogactwie przeżytych doznań. - Nie pozwól, aby twoje życie stało się martwym rytuałem. Niech bedą chwile, których nie da się wytłumaczyć. Niech będzie parę tajemniczych rzeczy, które istnieją bez powodu. Pozwól sobie zrobić czasem coś, za co ludzie ocenią cię jako wariata. Człowiek w stu procentach zdrowy jest martwy.... Odrobina szaleństwa zawsze dostarcza radości. Zrób od czasu do czasu coś głupiego. Wtedy odnajdziesz sens. - Osho

Zagadka dla wszystkich

poniedziałek, 28 listopada 2011

Stado Bizonów


Stado bizonów może poruszać się tak szybko jak najwolniejszy

bizon. Kiedy myśliwi polują na bizony, to zabijają najpierw te z

tyłu, czyli najsłabsze i najwolniejsze. Taka naturalna selekcja

jest dobra dla stada jako całości, ponieważ ogólna predkość i

zdrowie całej grupy poprawia się poprzez regularną eliminację

najsłabszych osobników.

W podobny sposób ludzki mózg - może pracować tak szybko, jak jego

najwolniejsze komórki. Nadmierne spożycie alkoholu, jak

powszechnie wiadomo, zabija komórki mózgu. Naturalnie, najpierw

atakuje najwolniejsze i najsłabsze komórki.W ten sposób regularne

spożywanie alkoholu eliminuje najsłabsze komórki, sprawiając, że

mózg pracuje szybciej i bardziej skutecznie.

I dlatego właśnie zawsze czujesz się mądrzejszy po kilku drinkach.

niedziela, 27 listopada 2011

Konkurs mikołajkowy - zagadka nr 4 i 5

Pytanie 4 (1 pkt.):
W którym roku zadebiutowała na warszawskim parkiecie pierwsza spółka z branży budowniczej i co to była za spółka.

Pytanie 5 (1 pkt.):
Podaj nazwę spółki, która przeprowadziła największą liczbę emisji akcji. Jaka to spółka i jaką nazwę dostała ostatnia seria emisji. (stan na 25.11.2011).

Odpowiedzi ślijcie na: datyzwrotu@gazeta.pl

sobota, 26 listopada 2011

Konkurs mikołajkowy - zagadka nr 3.

Pytanie 3 (2 pkt.):
a) (pytanie pomocnicze)
Gerwazy ma dwóch braci i dwie siostry, a jego siostra Gertruda ma jedną siostrę i trzech braci. Ile rodzeństwa jest w tej rodzinie?

b) (pytanie główne)
Z jakiego języka pochodzi nazwa kształtu budowli związanej z cyfrą z powyższej zagadki, jak nazywa się ta budowla?

Odpowiedzi ślijcie na: datyzwrotu@gazeta.pl

RÓŻA DLA WSZYSTKICH

Proporcja 1 - 1


Ciekawe jak sprawdzi się ta proporcja na 29 XI....Na 27 X było trafienie...

ŻYDZI - Osho

. Nieprzypadkowo wszyscy wyznawcy Mahawiry zostali biznesmenami. Mahawira nie jest ponad tobą. On kalkuluje tak samo jak ty. Jest logiczny i praktyczny. Tak samo wszyscy dżiniści są sprytni i kalkulujący. To biznesmeni. I nieprzypadkowo Żydzi są najbardziej kalkulującymi ludźmi na ziemi, najbardziej sprytną społecznością. Dżiniści nazywani są Żydami Indii. Dlaczego tak jest? Mojżesz jest praktyczny, Mahawira również jest praktyczny. Oto opowieść sięgająca początków świata. ------------ ----Bóg szukał społeczności, której mógłby dać dziesięć przykazań. Na świecie panował chaos, potrzebna była moralność i etyka. Bóg odwiedził wiele społeczności, ale nikt nie chciał tych przykazań. – Proponuję dziesięć przykazań – rzekł do hindusów – zawierają one całą filozofię życia. – Podaj jakiś przykład, poprosili. – Mów prawdę, bądź uczciwy – rzekł Bóg. – To trudne w świecie maya – odparli hindusi. – W tej iluzji potrzeba też nieprawdy....jak można zawsze mówić prawdę? Po co tworzyć niepotrzebne trudności? Zapytał też inne rasy. Ktoś powiedział, że niecudzołożenie, to zbyt wiele, zniknie cały smak życia. Cudzołóstwo czyni życie interesującym, można fantazjować.... Bóg poczuł się sfrustrowany. Wszędzie go odrzucano. W końcu dotarł do Mojżesza. – Mam dla ciebie dziesięć przykazań, weźmiesz je? Trochę się obawiał, bo była to ostatnia rasa. Spodziewał się, że Mojżesz zapyta o treść przykazań, ale on rzucił tylko: - za ile? Ile kosztują? – Są za darmo – odparł Bóg. – To wezmę dwa komplety – postanowił Mojżesz. --------------------Wyrachowani, matematyczni, bystrzy, inteligentni. Żydzi stanowią tylko dwa procent ludzkości, ale zdobywają osiemnaście procent Nagród Nobla. Dwa procent wszystkich ludzi na świecie, a należy do nich większość pieniędzy. Żydzi stanowią dwa procent populacji Ziemi, ale rządzą niemal całym światem i wszędzie są odrzucani, wszędzie są potępiani. Ale są bardzo praktyczni i inteligentni. Wszyscy trzej ludzie, którzy rządzili całym XX wiekiem, byli Żydami. Marks, Freud, Einstein. Trzy osoby, które rządziły światem są Żydami. Dlaczego tak jest? To proste. Żydzi są praktyczni.

USTAWIAJ STOPA



Jeszcze na temat stawiania stopa. Bo to podstawa. To poszanowanie samego siebie. Wielkość stopa jest inna przy zajęciu pozycji na świecach dziennych, a inna dla daytradingu. Pisałem kilka dni temu o swojej grze, na Polandzie 20, o kilkunastu punktach w daytradingu. To był powtórzony dawniejszy wpis. Tak było kiedyś. Teraz mój stop jest mniejszy i wynosi 6 pkt. Jeśli rynek idzie w założoną stronę – powiększam pozycję i przesuwam stopa. Gdy siedzę przy komputerze, nie wpisuję poziomu realizacji zysku. Jeśli mnie zamknie, czekam na wyjaśnienie sytuacji. Gdy ruch się rozwija dołączam do jego kierunku. Nie staram się być perfekcyjny i łapać całą falę. Dlatego wchodzę teraz tylko na wybiciach. Często zamykam sam, uznając, że starczy. Lub bardzo podciągam stopa, który zamyka pozycje. Ustawienie stopa jest jak skok do pięknego basenu. Czeka nas przyjemność z pływania. Natomiast jego brak jest skokiem na główkę do basenu bez wody. Z pewnością zrobimy sobie krzywdę.

piątek, 25 listopada 2011

Strażnicy Tajemnic III Rzeszy - cd

Nie ma na świecie człowieka, który chociaż raz nie marzył o znalezieniu skarbu. Nieważne jakiego. Bo w szukaniu tkwi tajemnica: nie chodzi o to w końcu by znaleźć, ale o to by szukać. Śnią się skrzynie pełne złota, tajemne znaki i mapy, i często zupełnie zwykli ludzie stają się w jednej chwili zapaleńcami! Pełnymi energii, nie mogącymi usiedzieć na miejscu. Tak jak pisałem, w poszukiwaniach tkwi niesamowity romantyzm i magia. A jak się spotka człowieka, który wiele widział i potrafi opowiadać? Bakcyl poszukiwacza murowany. Książkę „Szatan z siódmej klasy” znają pewnie wszyscy. Zameczek w Ciepłowodach niedaleko Ząbkowic Śląskich. Po wojnie dom wypoczynkowy nauczycieli. W 1985 r. wykwaterowano z zamku ludzi, aby przeprowadzić remont. Pojawił sie tajemniczy gość, który poprosił zarządzającego zamkiem, o drzwi. Stare drzwi, mocno zniszczone, jak i cały zameczek. Kierownik PGR, który był zarządcą, oddał drzwi bez zastanowienia. Po kilku miesiącach zaczęli przyjeżdżać nieproszeni goście i zostawiali za sobą dziury po opróżnionych skrytkach. Na piętrze, na parterze, w piwnicach. W 1986 r. przyjechał do Ciepłowodów mężczyzna z rodziny, która była właścicielem zamku. O co pytał? O drzwi oczywiście. O drzwi, których już nie było. Gdy się dowiedział o tym, zemdlał. Ocucono go, wtedy powiedział tylko, że były w nich plany wszystkich schowków. Odjechał zabierając domowy skarbczyk: porcelanę, zdjęcia.... dla rodziny bezcenne pamiątki. Na terenie Dolnego Śląska Niemcy ukrywali rozmaitości. Także zawartość bankowych sejfów i inne kosztowności, które miały w przyszłości zasilić nazistowskie państwo. Wiele z tych skrytek nie zostało nigdy odnalezionych i nie zostanie odnalezionych. Dlaczego? Bo szeregowych uczestników biorących udział w ukrywaniu – likwidowano. Albo zasypywano w podziemiach żywcem. Tajemnicę o miejscu ukrycia znał zwykle jeden wyznaczony, wyższy oficer, który składał przysięgę milczenia. Zdarzało się, że ten jedyny świadek ginął. I zabierał ze sobą tajemnicę do grobu. Na Dolnym Śląsku szukaliśmy więc: ukrytych dzieł sztuki, podziemnych fabryk, magazynów, oraz tak zwanego „złota Wrocławia”. Pod koniec 1944 roku, Niemcy zaczęli gromadzić we wrocławskim Prezydium Policji ( dziś budynek komendy Policji przy Podwalu) depozyty ludności cywilnej i zakładów jubilerskich, oraz walory dewizowe wielu instytucji.. Było to zapakowane w 56 zamykanych hermetycznie żelaznych skrzyń o wadze do 300 kg każda. Nic byśmy nie wiedzieli o całej sprawie, gdyby nie aresztowanie w 1953 roku Herberta Klose. Był weterynarzem, podejrzewano go o przynależność do Wehrwolfu, hitlerowskiej organizacji podziemnej. W czasie śledztwa i nie oszukujmy się, również tortur, Klose przyznał się, do przynależności do niemieckiej policji. Opowiedział o ukryciu wrocławskiego złota. Miał stopień hauptmana. Listopad 1944. Do Niemiec wkroczyli już Amerykanie, na linii Wisły stali Rosjanie. Hitlerowcy liczyli, że nawet po wojnie Śląsk nie zostanie oddany Polsce. Wszystko miało zostać na niemieckiej ziemi. Wytypowano pięć miejsc do ukrycia: Wielisławka, Cieplice, rejon Małego Stawu pod Śnieżką, zamek w Grodźcu, oraz góra Ostrzyca koło Proboszczowa. Ale najważniejsze jest szóste miejsce: góra Ślęża koło Sobótki. Była połowa stycznia 1944, zarządzono ewakuację miasta ze „ zbędnej ludności cywilnej”. W mieście działy się dantejskie sceny. Trwały walki na dworcu o dostanie się do ostatnich pociągów odjeżdżających na zachód. Inni, kierowali się przez Oporów, w kierunku Kątów Wrocławskich. Chaos. Ginęły tysiące ludzi, na drogach ostrzeliwanych przez Rosjan. I w takim właśnie momencie rusza transport 23 skrzyń w stronę Karpacza i małego Stawu. W okolicach „Samotni”, gdzie przeładowano złoto z samochodów, Klose spadł z konia i trafił do szpitala. Dzięki temu przeżył. Bo złoto dobrze ukryto, a świadków zabito. Wykonane w latach osiemdziesiątych badania radjestezyjne, wykazały istnienie w Białym Jarze starych wyrobisk kopalnianych, oraz obecność w nich ponad tony złota. Maskowanie wlotów sztolni jest bardzo mozolne i wymaga dużej wiedzy saperskiej. Niemcy wiedzieli,że nikomu nie będzie się chciało bez ciężkiego sprzętu, zaczynać kosztownej pracy odgruzowania. Tym bardziej, że wcześniej należy rozbroić miny. Jest wiele relacji świadków, które mówią o o tajemniczych transportach od pażdziernika 1944, skierowanych do lochów twierdzy w Srebrnej Górze, Kłodzka, sztolni Sobótki i Złotego Stoku. Utrzymanie tajemnicy polegało na zabijaniu świadków, albo jak w przypadku Leśnej zostawiano ich w zawalanych sztolniach. Do Leśnej dotarła Specjalna grupa operacyjna MSW w 1980 r. i odkryła ten fakt.

Kompleks „Riese”. Kilka razy Gruby wyrwał mnie z objęć kostuchy. Dopiero po tych kilku razach dotarło do mnie, żeby nie wyrywać do przodu. Lubię ryzyko, albo mam potrzebę podnoszenia sobie adrenaliny. Ok. Trzydniowa wyprawa. Powinniśmy być już nieżle zmęczeni, ale jesteśmy grupą pasjonatów, zapaleńców. Śpimy po dwie godziny i ..... do przodu ! Przypomiał mi się ten moment gdy byłem w Gdańsku wieczorem kilka dni temu. Dni Bursztynu ? Wieczór. Atmosfera super. Klimaty tak zwane. Ostatnia uliczka na prawo pusta. Widać łagodny zakręt po 150 metrach. Latarnie dają ciepłe światło. I nagły przeskok pamięci do Tuneli! Doszliśmy do Dyspozytorni. Gruby sprawdził tablicę rozdzielczą. Pociągnął za hebel. Zapaliły się ciepłym światłem lampy w 150 metrowym odcinku tunelu, na końcu łagodny zakręt, jak w Gdańsku. I myśl: Niemcy zgasili światło w styczniu 1945, minęło 50 lat. To ja jestem przy zapaleniu światła przed Sezamem! Jestem z grupą Zakręceńców o krok od .... skarbu? Można wyłączyć latarki. Czujemy Chwilę. Chwilę szczęścia. Nikogo nie było tu od 50 lat. Wchodzimy w zakręt korytarza. Widać wysadzone stalowe drzwi. Wiszą na jednym zawiasie. I po szczęściu ! Sala – magazyn. Były tu obrazy w złoconych ramach, pewnie rabowane w muzeach Europy. Były. Bo teraz są same ramy. Setki ram. Płótna wycięte starannie. Chodzimy smutni wśród pustych ram, leżących wszędzie. Ktoś nas ubiegł. Jeden z kolegów znajduje na podłodze niemiecką gazetę, bodaj Frankfurter Allgemeine. Data ? Kwiecień 1968 r. Niemcy przyszli 23 lata po wojnie, po „swoje”. Czyli my spóżniliśmy się odrobinkę, bo jest rok 1995. A więc znowu tajemnica liczby 23?

czwartek, 24 listopada 2011

Poland 20 i Wig 20 ( Elliott ) - 24 XI



Polandowi 20 dziś nie pozwoliła wzrosnąć MA 18 - interwał 1 H. Poza tym indeks "ciągnął" razem z Wigiem 20 do wyznaczonego poziomu. Dziś było minimum na Wigu 20 - 2116,61. Podawałem 2115. Co dalej? Nie wiem, czy to już cała fala 3. Dlatego na rysunku z próbą oznaczenia fal - znak zapytania.

Konkurs mikołajkowy - zagadka nr 2.


Nagroda główna to 7000zł do wykorzystania na Szkolenie z dat zwrotu na GPW.

Odpowiedzi na pytania można słać do 1 grudnia. Będzie 10 pytań, wygrywają osoby z największą liczbą punktów. (Rozwiązania opublikujemy po zakończeniu konkursu)


Pytanie 2 (2 pkt.):
Jak nazywa się reprezentacyjny indeks giełdy, która ma siedzibę w tym mieście:

Odpowiedzi ślijcie na datyzwrotu@gazeta.pl

POLAND 20 - 24 XI


Oczywiście znak zapytania, czy to prawidłowo. Godzina 10.04

Kim jest Osho?

- To wielki nauczyciel duchowy (słowa Dalajlamy) Buddyzm jest olbrzymią religią. Ma więcej wyznawców niż chrześcijaństwo. W Indiach Osho jest stawiany obok Buddy, Mahometa, Jezusa, Ghandiego. –Te kilka słów wyjaśnienia jest przeznaczone dla osób, którym wydaje się, że są mądrzejsze od Osho. Nie musisz się z nim zgadzać człowieku. A jeśli ciebie denerwuje, nie czytaj tego, o czym mówił ten Hindus. Idż w swoją stronę z Bogiem.....

środa, 23 listopada 2011

Budda - Pierwszy krok


Człowiek, który kocha siebie, zaczyna być tak przepełniony miłością, że przenosi ją na innych. Musi się podzielić, bo wie, że miłość do samego siebie jest ekstatyczna. Spodziewa się, że podzielenie się nią z innymi wywoła o wiele większą ekstazę!. Tylko Budda może powiedzieć: -„Kochaj siebie”. Żaden ksiądz, żaden polityk tego nie powie, bo zburzyłoby to wzniesiony przez nich gmach wyzysku. Jeśli człowiekowi nie wolno kochać siebie, jego duch jest coraz słabszy. Jeśli kochasz innych i na tym się skupiasz, to sam bedziesz żył w ciemności. Skieruj światło najpierw na siebie. Stań się światłem, które rozproszy twój wewnętrzny mrok. To światło miłości wytworzy w tobie siłę duchową, ogromną moc. Miłość da ci wgląd w Nieskończoność. Jest to jedyne doświadczenie, które pokonuje czas. Wtedy zobaczysz, że jesteś wieczny. Dlatego ci, którzy kochają, nie boją się śmierci. Ale miłość musi się zacząć od początku, od tego pierwszego kroku: -„Kochaj siebie”. Nigdy siebie nie potępiaj. Możesz stać się częścią całości tylko wtedy, gdy szanujesz Boga mieszkającego w tobie. Jesteś gospodarzem, Bóg jest twoim gościem. Kochając siebie, będziesz wiedział: -Bóg cię wybrał, byś nosił go w sobie. Wybierając ciebie, obdarzył cię szacunkiem. Stworzył cię, okazując w ten sposób miłość do ciebie. Stworzył cię po to, byś dostąpił konkretnej chwały. Tak, Bóg stworzył człowieka na własne podobieństwo. Masz stać się Bogiem? Twoi księża mówią, że jesteś grzesznikiem. Mówią, że jesteś przeklęty, skazany na piekło. Ich sztuczki polegają na podcinaniu korzeni miłości. Ten zawód wymaga ogromnej przebiegłości. Nie szanowałeś i nie kochałeś siebie, a teraz zamierzasz zmarnować swoje życie, potępiając innych. Właśnie dlatego ludziom przychodzi tak łatwo wytykanie cudzych błędów. Znajdują w sobie wiele wad, więc jak mogliby uniknąć dostrzegania tych samych wad u innych?. Muszą to zrobieć, aby zachować twarz. Dlatego tak dużo jest wszędzie krytyki, a tak mało miłości. Nie bój się kochać siebie. Kochaj siebie bezgranicznie, a będziesz zaskoczony. Dzień, kiedy przestaniesz potępiać i lekceważyć siebie przyniesie ci błogosławieństwo. Dzień, w którym odrzucisz ideę grzechu pierworodnego, kiedy zaczniesz myśleć o sobie, jak o kimś wartościowym – będzie dniem Twojej Chwały. -Osho

Najważniejsza nauka Buddy


Najważniejsza nauka Buddy to: -„Pokochaj siebie”. To pierwszy krok, bez którego nie poznasz siebie. „Poznaj siebie” - to krok drugi. ----------Wszystkie kościoły nauczają czegoś przeciwnego. Mówią: - „Kochaj innych, nie siebie”. Za tą nauką kryje się przebiegła strategia. Miłość jest pokarmem duszy. Jest dla duszy tym, czym jedzenie dla ciała. Bez jedzenia ciało jest słabe. Bez miłości dusza jest słaba. Żadne państwo, kościół, kapitalista nie chce by ludzie mieli silne dusze, gdyż człowiek przepełniony energią duchową jest potencjalnym buntownikiem. Miłość zmienia cię w buntownika, rewolucjonistę. Miłość daje ci skrzydła, byś mógł szybować wysoko. Miłość pozwala ci wniknąć w istotę rzeczy, nikt wtedy nie może cię zwieść, ani zniewolić. A księża i politycy funkcjonują dlatego, że mogą żerować na tobie, że wykorzystują innych. Wszyscy księża i politycy to pasożyty. Znaleźli niezawodną, w stu procentach skuteczną metodę, by osłabić cię duchowo. Wpajają ci, żebyś przestał kochać siebie. Jeśli bowiem człowiek nie potrafi pokochać siebie, nie potrafi również pokochać nikogo innego. Ich nauka jest podstępna. Dołożyli wszelkich starań, by ich nauki wyglądały logicznie. Mówią: - jeśli kochasz siebie, staniesz się egoistą, staniesz się narcyzem. To nieprawda. Człowiek kochający siebie odkrywa, że nie ma w nim ego. To przez kochanie innych bez kochania siebie wzrasta ego. Misjonarze mają najbardziej rozbudowane ego. Wydaje im się, że są nadludźmi. Bo kochają innych, kochają ideały. Ich miłość jest fałszem. Człowiek, który kocha siebie, stawia pierwszy krok w stronę prawdziwej miłości. Człowiek, który kocha siebie szanuje również innych, ponieważ wie, że inni są tacy jak on i zasługują także na miłość i szacunek. Zaczyna być świadomy tego, że jesteśmy jednością. - Osho

wtorek, 22 listopada 2011

Konkurs mikołajkowy.

Na astronomii rusza rajd Św. Mikołaja, który przyniesie prezenty. Nagroda główna to 7000zł do wykorzystania na Szkolenie z dat zwrotu na GPW.

Odpowiedzi na pytania można słać do 1 grudnia. Będzie 10 pytań, wygrywają osoby z największą liczbą punktów.

Pytanie 1 (1 pkt.):
Trzech dworzan miało swoje udziały w pewnej kwocie pieniędzy: udział pierwszego wynosił 1/2 , drugiego - 1/3, a trzeciego - 1/6 całości. Każdy ze współudziałowców pobrał ze wspólnej kasy pieniądze—niezbyt uczciwie: nie zostało nic. Następnie pierwszy z nich zwrócił połowę tego, co zabrał, drugi—jedna trzecią, a trzeci - jedną szóstą. Powstałą kwotę podzielono na trzy równe części i dano po jednej trzem dworzanom. Okazało się, że każdy z nich miał wówczas dokładnie tyle pieniędzy ile mu przysługiwało. Ile pobrał każdy z nich jeśli w kasie było więcej niż 50 a mniej niż 100 denarów?

Odpowiedzi ślijcie na datyzwrotu@gazeta.pl 

Wpis doświadczonego inwestora


Nie rywalizuj z innymi inwestorami!

Tak jak nie ma dwóch identycznych płatków śniegu, tak też każdy trader

ma swój własny styl czy też strategię inwestycyjną, więc wyniki

poszczególnych inwestorów mogą się różnić. Podczas gdy jedna osoba nie

rzuca na szalę rynku więcej niż 3-5% całego kapitału i jest zadowolona

z miesięcznej stopy zwrotu rzędu 5-10%, inny inwestor będzie wchodził

w pozycję z ryzykiem rzędu 20-30% mając na celu przykładowo,

podwojenie salda co miesiąc.

Musi upłynąć nieco wody w Wiśle, aby każdy z nas znalazł swój własny

styl, odpowiadający charakterowi i możliwościom czasowym. Jednocześnie

nie powinno Ci zaprzątać głowy ile pipsów, punktów, procent czy

złotówek zarobił w tym czasie inny inwestor. Handel na rynku

przypomina nieco chodzenie na linie. Stracisz równowagę i spadniesz z

niej, jeśli będziesz próbował szybciej zarobić, niż pozwalają Ci na to Twoje

możliwości ... - ROB. ( obrazek - źle wymierzony skok z trampoliny )

Wojna i 300 chłopców


Proporcja w demografii:- na każde 100 dziewczynek, rodzi się 115 chłopców. Biolodzy mają z tym problem. Dlaczego tak się dzieje? Do czasu, w którym zawiera się małżeństwa, 15 chłopców umiera. Proporcja staje się wtedy taka sama, sto na sto, ponieważ chłopcy sa słabsi, niż dziewczynki i więcej dziewczynek przeżywa. Od samego początku 15 chłopców było w nadmiarze, a zapasie, ponieważ mieli umrzeć. Gdyby urodziło się 100 chłopców, w momencie zawierania małżeństw, byłoby ich 85. 15 dziewczynek nie miałoby mężów. Tak nie może być. Nie można rozwiązać tej zagadki, jak natura to organizuje. Potem dwie wojny światowe stworzyły inny problem, bo w czasie wojen ta proporcja ulega dużemu zaburzeniu. Po I wojnie światowej, po każdej innej wojnie, urodziło się więcej dzieci niż zwykle. Natura czyni przygotowania. Działa tu jakaś nieznana, nieświadoma siła. Po wojnie rodzi się więcej dzieci, co nietrudno zrozumieć. Żołnierze wracają do domu spragnieni sexu, częściej go uprawiają, może to jest przyczyna. Jednak rodzi się więcej chłopców niż zwykle i mniej dziewczynek, gdyż w czasie wojny mężczyźni umierają. Zwykła proporcja 100 do 115 zmienia się. Wtedy na 100 dziewczynek rodzi się niemal 300 chłopców. - Osho ( Obrazek-niszczyciel czołgów )

Rady doświadczonego inwestora


1. Nie inwestuj pieniędzy, których nie możesz stracić !

Psychika inwestora wystawiona jest na olbrzymią próbę podczas gdy inwestowane są środki potrzebne do życia. Jeżeli jesteś w życiowym dołku czy też dosięgła Cię desperacja związana z brakiem środków pieniężnych to giełda jest OSTATNIM miejscem, na które powinieneś poświęcać swój czas. Inwestując pieniądze potrzebne Ci do opłacenia rachunków, zapłaty za czynsz czy za ratę kredytową, stajesz się nerwowym, nie myślącym racjonalnie kłębkiem nerwów, ponieważ waga każdego ruchu o kilka punktów nie w tą stronę jest dla Ciebie na wagę złota. Na początku swojej drogi musisz mieć inne źródło dochodu, które zapewnia byt Tobie i Twojej rodzinie. W tym czasie inwestowane powinny być tylko i wyłącznie nadwyżki finansowe by z czasem stać się profesjonalnym graczem giełdowym, który żyje wyłącznie z inwestycji. Jednakże zdaj sobie sprawę, że zanim to nastąpi, czeka Cię długa i czasem wyboista droga ... Nikt nie staje się od razu Warrenem Buffetem, tak jak i Krakowa nie zbudowano od razu. Droga inwestora nie jest kaszką z mleczkiem, lecz ogromem trudnej pracy.

Pamiętaj: nie masz prawa inwestować tych pieniędzy, które są Ci konieczne do życia!*

Pamiętaj: nie masz prawa inwestować tych pieniędzy, które nie należą w pełni do Ciebie (zaciągnięcie kredytu hipotecznego, który będzie służył jako kapitał inwestycyjny jest kompletnym idiotyzmem i stanowi pierwszy gwóźdź do trumny)!

*czasem może się uda, ale większości się jednak nie udaje ... ( ROB )

poniedziałek, 21 listopada 2011

Listy do samego siebie


Jeżeli dojdziesz do ładu ze swoim wnętrzem, to co zewnętrzne samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna. Nie narzekaj, nie noś w sobie skrywanej niechęci – porzuć to, bo się cofasz w nieświadomość. To negatywne emocje. Jeśli zaakceptujesz rzeczywistość, pójdziesz o krok dalej, i osiągniesz stan, w którym negatywne emocje nie powstają. Jak się czujesz robiąc to, co robisz? To sprawdzian. Jeśli źle, to nie zaakceptowałeś Tu i Teraz. Gdziekolwiek jesteś, bądź tam całym sobą. Co to jest stres? To lęk, to czekanie na taksówkę do nieba. Czekając na „coś”, nie tylko przegapiasz, ale i odtrącasz Teraz. Jesteś „tu”, ale wolałbyś być „tam”. Będąc w teraźniejszości, chcesz przenieść się w przyszłość. To rozdarcie wewnętrzne. Pokarm dla ego. Życie w tym stanie, to obłęd. Czy przeszłość mocno cię pochłania? Często o niej mówisz? Odrzuć ją, bo przyspieszasz tylko starzenie się własnego ciała. Zobacz, jak wygladają osoby z twojego otoczenia, które kurczowo czepiają się przeszłości. Niech przeszłość umiera. Poznaj moc bieżącej chwili. Jeśli się niepokoisz, utożsamiasz się z własnym umysłem. A nie jesteś swoim umysłem. To dobrze, że usiłujesz poprawić własną sytuację życiową. To całkiem wykonalne, ale swojego życia poprawić nie możesz. Życie bowiem jest pełne, doskonałe już teraz. Wytyczaj cele, dąż do nich, ucz się na błędach, ale nie trać z oczu „Teraz”. Bądź wdzięczny za obecną chwilę, dziękuj za nią, bo Świat nigdy się od ciebie nie odwraca. Wtedy życie odpłaci ci tym samym. - wdzięcznością.-- Tolle

Strażnicy Tajemnic III Rzeszy - Mierki cd.


Polowanie na dziki w Mierkach Minął tydzień praktyki w nowym miejscu. Wydarzeniem było nocne polowanie na warchlaki. – Zmierzchało się już. Po obfitym, późnym obiedzie, położyliśmy się, czytaliśmy obaj książki, ja chyba przysnąłem. Naraz tupot butów na schodach na górę do nas, wpada leśniczy i woła: - chłopaki, chodźcie szybko, pod lasem są warchlaki pozostawione przez lochę – matkę. Złapiemy je! Nie zadajemy pytań, biegiem kilometr. Biegniemy coraz wolniej, bo las już tuż, tuż. Leśniczy wyciąga do góry szyję, szukając maluchów. Stajemy pod brzózką, leśniczy włazi na ambonę. Coraz ciemniej, ale zobaczył przez lornetkę trzy warchlaki. Podchody indiańskie. Robi się całkiem ciemno. Ja już nic nie widzę. W pewnym momencie w biegu nie wiadomo dokąd, huknąłem się głową o drzewo. Padam na pupę, w głowie błysk. Śliwa na czole jak się patrzy! Mam już dość. I wtedy leśniczy krzyczy: - mam go! Kolega podbiega z workiem na kierunek głosu. Mają małego, który przeraźliwie krzyczy. Wyplątują go z zarzuconej sieci. Pakują do worka. Udane polowanie. Leśniczy chyba widzi kocimi oczami w nocy. Wracamy. W pewnej chwili krzyk leśniczego: -- chłopaki! Na drzewo! Łatwo powiedzieć. Ciemność całkowita. Gdzie szukać drzewa? Ale on znał teren, byliśmy w końcu niedaleko leśniczówki. Pokierował nas głosem. Wspiął się pierwszy. Siedzimy na drzewie. Niewysokie to drzewo. Leśniczy z workiem i piszczącym warchlakiem najwyżej, ja drugi i pode mną kolega, który namolnie pcha się do mnie wyżej. Bo na dole krąży locha i domaga się zwrotu dziecka! Pupa kolegi w niebezpieczeństwie. Siedzimy jak ulęgałki. Słychać także inne dziki. Jesteśmy otoczeni. No ładnie. Narada sztabowa. Leśniczy uspokaja. Nie takie opresje przechodził. Siedzimy godzinkę, albo dłużej. Opowiadamy sobie kawały. Ale przygoda! W końcu cichniemy, bo już nie wiadomo, jak na tym drzewie się umieścić. Ile można tak siedzieć? Ten Szymon Słupnik to miał narąbane! Kurna! Nogi drętwieją, nie wiadomo jak się usadzić, niewygodnie jak cholera, spać się chce. Teraz tylko potrzeba, żeby tatuś- odyniec przyszedł żonie na odsiecz, i postanowił się przytulić do któregoś z nas. Ta myśl się rozwija, widzę już w wyobraźni pod nami wielkiego odyńca z błyszczącymi szablami. Siedzimy zrezygnowani. Jest już pewnie po północy, gdy leśniczy decyduje oddać warchlaka, bo locha nie ma zamiaru zrezygnować. W końcu co by to była za matka? Worek upuszczony pada pod drzewo... pełne radości przywitanie małego z matką i cichnący tupot nóg odbiegających dzików. Cisza. Odczekaliśmy kwadransik i do domu. Obyło się bez "przytul mnie" z dzikiem. Dobrze się spało, tylko krótko, bo leśniczy budził nas o 5.00. Mówił, że powinniśmy się uczyć natury. A natura to: spać z kurami, a wstawać o świcie.

Równowaga jest jak motyl




Jeśli spróbujesz pozostać pośrodku, nigdy tam nie będziesz. Środek jest równowagą, nie możesz próbować w nim być. Będziesz musiał przechylić się w prawo, a potem w lewo. Nie utrzymuj kurczowo żadnej pozycji. Bądź wolny. Pomiędzy przechylaniem się w lewo i prawo, gdzieś w tobie pojawia się subtelny punkt. Nie jest on na zewnątrz ciebie. Przypomina to czas. Przestrzeń i czas istnieją razem. Zegar pokazuje przeszłość i przyszłość, nie pokazuje teraźniejszości. Nigdy nie pokazuje teraźniejszości, nie może, bo gdy ją pokaże, będzie już przeszłością. Wskazówki zegara poruszają się z przeszłości do przyszłości, nie ma w nim teraźniejszości, nie może być. Teraźniejszość nie należy do czasu. Uczyłeś się w szkole i na uniwersytecie, że teraźniejszość jest częścią czasu, ale to jest absurd. Teraźniejszość nie należy do czasu. Tyle razy słyszałeś, że czas dzieli się na przeszły, teraźniejszy, przyszły. Stało się to uwarunkowaniem w twoim umyśle. Tak nie jest, czas ma tylko dwa przedziały: - przeszłość i przyszłość. --------Gdzie jest więc teraźniejszość? Ona jest w tobie. Jeśli spojrzysz do wewnątrz, zawsze znajdziesz teraźniejszość i tylko teraźniejszość. Nie ma tam żadnej przeszłości i przyszłości, nie może być. One z kolei są na zewnątrz. Wchodząc do wewnątrz, wchodzisz w wieczność teraźniejszości. Gdy idziesz na zewnątrz, wchodzisz w przeszłość, albo przyszłość. Tak samo jest z przestrzenią. W przestrzeni istnieje lewa strona i prawa. Albo przechylasz się w lewo, albo w prawo. To dzieje się na zewnątrz. Kiedy jednak osiągasz równowagę, nagle jesteś wewnątrz. Środkowy punkt jest w tobie, nie jest częścią zewnętrznej przestrzeni. W istocie rzeczy, teraźniejszość i środek istnieją razem. Kiedy jesteś w teraźniejszości, jesteś w środku. Kiedy jesteś w środku, jesteś w teraźniejszości. Środek jest czymś wewnętrznym, tak samo jak teraźniejszość. Odnajduj równowagę, bo nie możesz uczynić jej towarem, który raz kupisz i już na zawsze będzie w twoim domu. Nie. Jeśli nie jesteś uważny, będziesz wciąż to przegapiał. Balansuj stale pomiędzy przeciwieństwami. Z czasem nabierzesz w tym wprawy. Gdzieś między nienawiścią i miłością to się zdarza. „Gdzieś”, bo nie można wskazać tego miejsca. Jest to żywym zjawiskiem i przypomina motyle latające w ogrodzie. Jeśli złapiesz motyla i osadzisz go na szpilce, będzie martwy, przestanie być motylem, ujdzie z niego życie. Wewnętrzna równowaga przypomina motyla, nie możesz jej unieruchomić. Ona musi fruwać swobodnie, jak motyl. - Osho

TU i TERAZ


Dość cierpienia, szukam radości, równowagi. Oświecenie to koniec cierpienia. To wyrwanie się z kołowrotu nieustannego myślenia. ---------Nie jestem swoim umysłem – wyłączam umysł, wchodzę w siebie, obserwuję myśliciela. Poświęcam pełną uwagę drobnym czynnościom. Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili. Zgadzam się na wszystko, co niesie ze sobą teraźniejsza chwila, tak, jakbym sam ją stworzył. Działam z nią w zgodzie. Sprzymierzam się z nią. ------Gdy to sobie powiesz, twoje życie ulegnie cudownej przemianie. Obserwuj, nie osądzaj, nie analizuj. Uświadom sobie obecność myśli i obserwatora. Spróbuj zawęzić swoje życie do obecnej chwili. ------Nigdy już nie zadam sobie bólu. Mam dość cierpienia.------- Skup się tylko na działaniu. Owoc sam się pojawi. Skup się tylko na teraźniejszości, to wymaga pełnej zgody na to, co jest. Gdy to zrobisz, ulotni się niedola i mozół, a życie popłynie radośnie. Osiągniesz spokój. Przeszłość zostawisz za sobą, a przyszłość nie będzie ci już potrzebna do zbawienia. Nie ma wtedy potrzeby stawania się kimś innym, niż jesteś. Nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu – to potężna praktyka duchowa ( karma yogi ). Nie ma znaczenia, czy będzie porażka, czy sukces. Tam – w świecie na poziomie sytuacji życiowej możesz nawet zdobyć majątek, posiąść wiedzę, ale w głębszym wymiarze Istnienia już teraz jesteś cały. Zachowasz dążenie do celu, ale już bez złudnych nadziei, że coś, lub ktoś zbawi cię w przyszłości. Gdy sobie uświadomisz, że już teraz jesteś pełny, podniesiesz wibracje swojego ciała, bo uwolniłeś się od czasu psychicznego. Wyzwalasz się z czasu, przestaje ci być potrzebna przeszłość, jako budulec tożsamości, i przyszłość, jako narzędzie spełnienia. Jesteś pełen. Gdy to zrozumiesz, gdy siebie zaakceptujesz..... wtedy możesz sam do siebie powiedzieć: -Kocham cię, takiego, jaki jesteś – .....Jest to najgłębsza przemiana świadomości, jaka może być. Właśnie poznałeś Chwałę Życia. Gdy trwasz w tym stanie Istnienia, jak może ci się nie powieść? Przecież już ci się powiodło.... Eckhart Tolle.

piątek, 18 listopada 2011

OTWARTA DROGA DO SPADKÓW NA WIGU 20


Dyscyplina. – Stawiam tę cechę chrakteru na pierwszym miejscu. Często nie wiem, jak ułoży się wykres. Wtedy nie ma mnie na rynku. Również często się mylę. Wtedy sprawę załatwia stop. Przerabiałem wielokrotnie na sobie, jak to działało, gdy chciałem mieć za wszelką cenę rację. Czekałem na czytelny sygnał otwarcia pozycji, otwierałem, i ustawiałem stopa ( na jakiś poziom -maksymalnie 15 punktów-CFD Poland 20 ). Rynek jednak zaczynał iść w stronę przeciwną. A ja chciałem mieć rację. Przesuwałem więc stopa, lub zabierałem go całkiem. Rezultat wiadomy. Wielka strata. Potrafiłem powiększać kapitał przez pół roku, aby jednym popełnionym błędem cofnąć się do punktu wyjścia. Bardzo często działo się to wtedy gdy grały we mnie emocje życiowe, gdy nie miałem dobrego nastroju, gdy byłem w presji, spięty. Jednak głównie to był brak dyscypliny i lekkomyślność. W swojej dawnej historii inwestora popełniłem wszystkie możliwe błędy, jakie inwestor może popełnić, wszystkie, które są opisane w literaturze. A jako wynalazca, dodałem do tego kilka własnych pomysłów, nie opisanych nigdzie. Napisałem o tym otwarcie w XIV rozdziale książki Marka Marcinowskiego. Postąpiłem szczerze wobec samego siebie. Jestem z tego dumny. Wiele lat uczyłem się, szukając swojej metody. Ostatnio znowu postąpiłem szczerze, przyznając, że mam wątpliwości, co do jakości dalszych spadków. Według mnie za wolno rozwijały się spadki po 27 X. Ale, biorąc pod uwagę, że dziś wreszcie została otwarta droga do spadków, jestem dobrej myśli. Otwarta droga do spadków, bo puściło wsparcie na Wigu 20 i oczywiście na kontraktach też. Daty zwrotu policzyliśmy z moimi uczniami do połowy przyszłego roku. Ale to wykres tchnie w te Daty życie. Na wątpliwości jest jedna rada: nie otwieram pozycji, dopóki nie mam czytelnych sygnałów. Często nie otwieram pozycji przez dzień, dwa, lub nawet tydzień. Nie zostawiam pozycji otwartych z dnia na dzień, dopóki ruch nie jest rozwinięty. W analizie rynku opieram się na kilku prostych rzeczach, również na Liczbach. Patrzę na Wallstreet i DAXA. Teraz już się nie upieram, że rynek powinien iść tak, czy tak. Straty nauczyły mnie pokory. I każdego nauczą pokory. Czekam na czytelny moment. Otwieram pozycję. Gdy rynek pojedzie w zakładaną stronę, podnoszę stopa na zero i ustawiam poziom realizacji zysku. I wtedy mogę odejść od komputera, a nawet wyjść z domu. To dotyczy Polanda 20, którego czuję i mam do niego sentyment, oraz platformy Cityindex. Nie mam do tej platformy zastrzeżeń. Inwestorzy narzekają, że system się zawiesza, gdy jest gwałtowny ruch. Na to jest rada: wpisany zawsze stop. Osho pisze: -Zarobiłeś na chleb? Odpocznij!. Nasze przysłowie: - Nie bądź chamie chciwy. Szanuj siebie, szanuj swoje pieniądze, ustawiaj stopa, bo ci jaja urwie!. Bo o co chodzi? O to, o czym pisze Osho i Tolle, o Tu i Teraz. O umysł pionowy. O Radość. O zadowolenie z siebie. O równowagę wreszcie. O Uczucia. One mówią prawdę. Nie zamiataj Uczuć pod dywan. Proste ma być, a więc jest.

POLITYKA


Syn pyta ojca: tato, co to jest polityka? – Ojciec odpowiada: - Zobacz, ja przynoszę pieniądze do domu, a więc jestem kapitalistą. Twoja mama zarządza tymi pieniędzmi, a więc jest rządem. Dziadek uważa, aby wszystko było na swoim miejscu, a więc jest związkiem zawodowym. Nasza pokojówka jest klasą robotniczą. A wszyscy mamy jeden cel: aby się tobie lepiej wiodło. Ty jesteś ludem, a twój mały brat, który leży jeszcze w pieluchach, jest przyszłością. –Zrozumiałeś, mój synu? Chłopiec zastanawia się i stwierdza, że musi się z tym jeszcze przespać, wtedy odpowie. Poszedł spać. W nocy obudził się, bo jego młodszy brat narobił w pieluchę i darł się wniebogłosy. Poszedł do pokoju swoich rodziców. Tam była tylko mama i spała mocno, nie mógł jej obudzić. Poszedł do pokoju pokojówki. Akurat jego ojciec się z nią zabawiał, a dziadek podglądał ich przez okno. Wszyscy tak byli zajęci swoimi sprawami, że nawet nie zauważyli chłopca. Zrezygnowany wrócił więc do swego pokoju i usnął. Rano ojciec pyta go, czy może swoimi słowami powiedzieć, co to jest polityka. Tak, odpowiedział syn. Polityka jest wtedy, gdy......( obrazek )

Strażnicy Tajemnic III Rzeszy - Walim


Mgła, jakieś cienie się poruszają. Słychać krzyki. Leonard odzyskuje powoli wzrok i pamięć. Jest w szpitalu polowym w Walimiu. Miał wielkie szczęście, odnaleźli go żandarmi i widząc, że daje oznaki życia, dostarczyli do Walimia. Trwa paniczna ewakuacja, bo Rosjanie pojawią się najdalej za godzinę. Ciężko ranny von Schreck, który jakimś cudem nie zginął i znalazł się w tym szpitalu, nie może być wieziony, bo to śmierć. Zresztą i tak brak transportu. Ponieważ jest Ślązakiem, umie mówić po polsku, sprytna pielęgniarka przebiera go w pasiak więźnia obozowego i ostrożnie wywozi na ulicę. Niemcy uciekają. Von Schreck ma znowu szczęście. Dochodzi powoli do zdrowia w polskim szpitalu. Ma żal do Vaterlandu. Strzelano do niego. Nie może tego zrozumieć. Zabito jego ludzi. Ale jest pod rządami Rosjan. Patrzy na to, co wyczyniają. Włos mu się jeży. Był w Wehrmachcie na Froncie Wschodnim a nie wie, że Niemcy nie byli wiele lepsi. Dowiaduje się o tym pomału. Postanawia zostać w Polsce. W 1947 roku żeni się. Rodzą się dzieci, a potem wnuki. W 1980 roku odwiedza z wnuczkiem ruiny zamków, gdzie ukrywano to, co miało być ukryte. Jest pogodny, letni dzień. Von Schreck ( teraz nosi polskie nazwisko ) posila się z wnuczkiem śniadaniem na platformie widokowej, obok malowniczych murów zamkowych. Przyjeżdża autobus z rejestracją Niemiec Zachodnich i wysiada z niego grupa starszych, siwych panów. Jeden z nich, wydaje mu się znajomy... Bierze od wnuczka lornetkę, żeby się upewnić. Nie ma wątpliwości, to Bruner! Przyjechał sprawdzić, czy schowek nienaruszony. Schreck niezauważony wycofuje się z wnukiem do samochodu i odjeżdża. Czuje się zagrożony. Postanawia opisać swoje przeżycia i złożyć je u notariusza, z poleceniem, aby po jego śmierci, notatki trafiły do pani Lamparskiej, która zajmuje sie sprawami wojennymi, tak, jak Wołoszański. Notariusz wywiązuje się z zadania, materiały trafiają do pani Lamparskiej, i zostają umieszczone w rozdziale < Listy von Schrecka > w książce pt.: „ Poszukiwacze skarbów”. Książka trafia do moich rąk, gdy mam za sobą pierwsze wyprawy do kompleksu Olbrzym, oraz wiedzę o wydarzeniach z 1980 roku w Górach Sowich. Jestem pod wrażeniem wyprawy, gdy po opuszczeniu się szybem wentylacyjnym 50 m pod ziemię , trafiamy na tunel z torami kolejowymi. Na torach stoi drezyna gotowa do jazdy, jednak jechać nie należy, ostrzega Gruby - nasz spec od pułapek saperskich. I miał rację. Przez następne kilkadziesiąt godzin przeszliśmy ok. 10 km tunelu, aż do rozwidlenia lewo – prawo. Po drodze Gruby rozbroił trzy pułapki. Potężne czterokilowe miny kordytowe. Detonację miało spowodować przerwanie cienkiego drucika naciągniętego w poprzek torów, przez jadącą drezynę . Nabrałem wtedy szacunku do umiejętności Grubego. I rozbudziłem wyobrażnię, co też Niemcy ukryli, gdzieś w tunelach, skoro zastosowali takie ładunki, tak misternie zamaskowane, żeby unicestwić poszukiwaczy. Wydawało mi się zawsze, że życie powinno być filmem akcji pełnym przygód, gdzie po zakończeniu napisów początkowych, następuje uderzenie adrenaliny. I tak miałem, przy pierwszym zejściu do tuneli. Krzyk Grubego: - Zbyszek, stój! -Stanąłem. Naciągnięty drucik był tuż przy mojej szyji, a jednocześnie poniżej brody! Jeszcze tylko kilka centymetrów, mały ruch głową w dół i.....po mnie! Gorąc w uszach. Łomot serca. Uff ! To bezpośredni kontakt z zagrożeniem życia tak działa. To niesamowite i wciągające. A nawet uzależniające. Tego się szuka w sportach extremalnych. To jest chwila, kiedy myśli się zatrzymują, stają dęba! To Cisza. Niezapomniana Cisza. A potem Radość. Że żyję. To sytuacja graniczna. Huśtawka emocji. To gra, w której stawką jest własne życie. Najwyższa gra. Wielka Przygoda. Gdy zagrożone jest życie, całkiem spontanicznie następuje skok świadomości z czasu w obecność. Nasza przeszłość i przyszłość ustępuje miejsca niezwykle intensywnej, świadomej obecności – zupełnie nieruchomej, a jednocześnie bardzo uważnej. Czas staje w miejscu. Matrix. Teraz, gdy przeczytałem Eckharta Tolle, dopiero do mnie dotarło, dlaczego zagrożenie życia tak mnie kręciło - tak mnie kręciło znajdowanie pułapek saperskich. Bo pomysłowość niemieckich saperów była nieograniczona! Zwłaszcza w kombinacjach detonatorów. Natomiast samym rozbrajaniem pułapek, zajmował się tylko i wyłącznie Gruby. Odsuwaliśmy się wtedy na w miarę bezpieczną odległość. -------Stany zagrożenia uwielbiają amatorzy sportów extremalnych. Te stany wpędzają przemocą w teraźniejszość, gdzie wali łoskotem tętno, tam nie żadnych problemów, czasu, myślenia. Jest tylko sama UWAŻNOŚĆ. Jeśli choć na sekundę wyślizgniesz się chwili obecnej, może cię już nie być. W to wpada się jak śliwka w kompot. To jest nałóg! Ale i czuje się wtedy wartość Życia! Ta chwila, to jest ESENCJA ŻYCIA. To jest boskie Teraz. To jest kontakt z Nieznanym. To cisza, w której czuje się kroki Boga. To jest mistyczne przeżycie. Od momentu zetknięcia się z taką chwilą, szuka się możliwości jej powtórzenia, najpierw podświadomie, a potem świadomie. -----Ale może to filozofia dorobiona teraz? Czego ja szukałem w tunelach? Skarbów? A może po prostu byłem nieszczęśliwy i szukałem śmierci ? To taniec, w którym można się zatracić – Ten taniec to tango, a do tanga trzeba dwojga. To jest dwójka: – Pasja i Śmierć. Maximum i Minimum. Krańcowe wychylenie wahadła. Tango na linie. Lewo – prawo. Można w każdej chwili spaść. Nieznane. Wchodziło się do Teatru Historii. Czarnej Historii. Ciemność. Wąskie snopy światła z latarek na hełmach oświetlają aktorów – żołnierzy, którzy zastygli na wieki w dramatycznych scenach śmierci. Kolejne pomieszczenie i wyobraźnia odgrywa film z ich ostatnich chwil. Nie wszyscy mieli odwagę skończyć ze sobą samodzielnie....Niektórzy nie poddali się do końca i w poszukiwaniu wyjścia, zawędrowali wiele kilometrów. Większość jednak uległa apatii i poddała się Losowi. Byli razem do końca. To był oddział wartowniczy, celowo zamknięty zawałem w tunelach. To świadkowie którzy za dużo wiedzieli. Za dużo świadków, którzy wiedzieli o ukrywanych skarbach. Proste rozwiązanie: jedną detonacją pozbyć się świadków i ukryć skarby. Po tym należało ustawić siatkę strażników z zewnątrz. Aby odstraszali poszukiwaczy, którzy wcześniej, czy później musieli się pojawić. Poszukiwaczy skarbów...... Każdy jest w głębi duszy poszukiwaczem skarbów. Być odkrywcą lądów nieznanych. To pasja i magia - odkrywać tajemnice Przeszłości. Zdmuchiwać kurz zapomnienia z Historii.

środa, 16 listopada 2011

DAX 16 XI godz. 12.30


DAX 0 12.30 16 XI. Dzisiejsza świeca dzienna odbiła się od MA 18. Wygląda na chwilę dziejową, bo świece znalazły się pomiędzy MA 18 i MA 55.

ALEXANDER LOWEN - AKCEPTACJA


– Tak, jak można się zakochać, tak samo można się odkochać. Oczekujemy od partnera, że wypełni obecną w nas pustkę. Nie uświadamiamy sobie, że żadna osoba oprócz nas samych nie może dać nam spełnienia. Warunkiem tego spełnienia jest pełne otwarcie się na siebie i życie. Gdy się zakochujemy, stajemy się otwarci na radość, lecz nie pozostajemy otwarci wiecznie. Po pewnym czasie nasze ego ponownie przejmuje władzę, kwestionując, nie dowierzając i kontrolując. Otwarcie jest postrzegane jako naruszenie systemu obronnego, który musimy naprawić. Dlatego najpierw niezbędne jest otwarcie na samego siebie, na uczucia i naszą potrzebę bycia wolnym od strachu, wstydu i poczucia winy. Jeśli będziemy w kontakcie ze sobą i akceptacji, nasze uczucia nie będą zależne od drugiej osoby. Z takim nastawieniem osoby darzące się miłością, o stabilnym poczuciu własnej wartości, nie są samotne, ani nawet same. Ludzie do nich lgną, ponieważ czują od nich „dobre wibracje”. Mówi się, że prawda nas wyzwoli. Stanie się to jednak dopiero wtedy, gdy ją zaakceptujemy. Akceptacja to poddanie się rzeczywistości, ciału i swoim uczuciom. Uciec od przeszłości? Nie jest to łatwe. Przypomina to trochę historię o Śpiącej Królewnie, która po zjedzeniu zatrutego jabłka zasnęła na setki lat – zła królowa usunęła ją ze swojej drogi. Obudził ja dopiero pocałunek księcia. Podobnie wygląda bajka o Kopciuszku, którego z rąk złej macochy wyrwał zakochany książę. Obie bajki ilustrują marzenie młodych dziewcząt, które pragną być uratowane z rąk okrutnej macochy, ---„Oto marzenie dziewczęce: dostać się w dobre ręce”- Jan Sztaudynger.

wtorek, 15 listopada 2011

Podwójne dno, i daty się powtarzają...



Zawsze jest "jakaś" obrona podwójnego dna. Tym razem była mocna, bo wykres po odbiciu dojechał do linii trendu ukośnej z góry w dół, oraz do istotnych poziomów. Dlatego narysowałem wczoraj czerwoną kreskę tylko do poprzedniego dna. Gdyby spadki miały dalej istnieć, mamy poziom 2115 na Wigu 20. Oznaczenie fal bez zmiany. Na wykresie dziennym jest utrzymany sygnał sprzedaży, według SMA 18. Drugi obrazek ma tytuł: Daty się powtarzają.....

PŁYŃ DO SWEGO PORTU, A NIE NA MIELIZNĘ


W blogu są zamieszczane materiały, wybrane subiektywnie przez autora. Autor nie musi mieć racji. I często nie ma. Jak w życiu. Są dwie strony medalu. I powinna być równowaga. Bardzo dziękuję Wam, czytelnicy, za komentarze. Za to, że mnie poprawiacie. To dla mnie nieustający doping. Bo wiele razy używam nieadekwatnych słów, czy też mylę się po prostu. Nie jest moim zamiarem wdawać się w polemiki. Każdy ma rację. Swoją rację. I niech tak zostanie. Przykładowo: -w czasie objazdu wiosennego polskich uniwersytetów, gdzie prezentowałem Astronomię Finansową, nie pamiętałem, ile trwało Cesarstwo Rzymskie, powiedziałem, że 2 tysiące lat. Ktoś mnie poprawił, że tysiąc. Gdyby to była prezentacja o historii, to kicha. Ale to astronomia, a więc wieczność, bo z teleskopu Hubblea najdalsze przepiękne zdjęcie jest z odległości ponad 15 miliardów lat świetlnych (Wikipedia). Tysiąc lat w lewo, czy prawo, jakie to ma znaczenie? Jednak na następnym uniwersytecie użyłem już określenia: „bardzo długo”. Tak jest bezpieczniej. Cesarstwo Rzymskie trwało bardzo długo. Bo jeśli jakiś system utrzymywał się bardzo długo, to wierzenia tego systemu są ważne. Gdy się użyje takiego ogólnika, zawsze jest trafienie. Miałem wtedy prezentację o Jowiszu - najważniejszym Bogu Rzymian. Nie dzielę włosa na czworo, jak to jest w filozofii. Osho pisze: - „Masz problem, zwróć się do filozofów. Filozofia istnieje 5 tys. lat, a nie rozwiązała jeszcze żadnego problemu. Sama natomiast stworzyła ich jeszcze więcej.” – i kto to mówi? Osho, który jest filozofem. Czujmy się jak okręt , który potrafi płynąć pod silny wiatr, raz lewym, a raz prawym halsem, i zmierza żmudnie do Portu Swego Przeznaczenia. Pilnujmy tylko, żeby nie wpłynąć na mieliznę......

poniedziałek, 14 listopada 2011

POLAND 20 - 14 XI 2011 i WIDŁY

To odbicie na Wigu 20 okazało się falą 1-2. A rysunek Polanda 20? to tylko próba oznaczenia fal.....

MĘŻCZYZNĘ NOSI ?


Mężczyzna zawsze jest w drodze. Musi coś robić, żeby udowodnić , że istnieje. Nie potrafi po prostu być i cieszyć się. Musi lecieć na księżyc. Musi zdobyć Everest. Jest w nim głęboki brak równowagi. Staje się poszukiwaczem przygód. Gdyby pozostawić świat meżczyżnie, nie byłoby domów, co najwyżej namioty. Nie potrafi pozostać w jednym miejscu, coś w głębi niego zmusza go do bycia w ruchu. Nie jest zrównoważony, jego brak równowagi jest jego obłędem. Spójrz na kobietę – jest zrównoważona. Jej potrzeby są niewielkie. Potrzebuje kochać i być kochaną, potrzebuje jedzenia, schronienia, trochę ciepła, domu, to wystarczy. Wtedy nie jest niczym zmartwiona. Żadna kobieta nie stworzyła nauki, żadna kobieta nie stworzyła religii. Mężczyzna jest sfrustrowany tym światem, dlatego zaczyna coś robić z tamtym światem. Nigdy nie jest tu i teraz. Natura egzystencji jest bardziej kobieca. Tak uważa Lao Tzu. Ale jednocześnie nie popiera ruchu wyzwolenia kobiet!. Codziennie dzieje się tak, że mężczyzna trąbi z ulicy, a kobieta krzyczy przez okno: „Już idę, jeszcze chwila”. Kobiety nie mają poczucia czasu, nie spieszą się. Mają zegarki, ale one są raczej ozdobą. Ich makijaż wciąż nie jest gotowy. Nigdy nie jest gotowy. Kobieta zawsze kiedyś przychodzi, ale makijaż nie jest gotowy, zawsze coś jeszcze można zrobić. Kobieta czuje się z lustrem, ze sobą, tak dobrze, bo to jej świat.

Próba oznaczenia fal na Wigu 20. 14 XI godz.11.00

Po piątce spadkowej odbicie jakieś?

NIE WIERZ W ŻADNEGO GURU


Wszystko płynie. Jest dynamiczne, zmienia się. I POWTARZA. A ty szukaj swojej jedynej, niepowtarzalnej metody inwestowania, nie wierz w żadnego guru. Myśl po prostu, człowieku. Bo gdy nie myślimy sami, to BŁĄD. ------- POMYŚL DOBRZE, POWIEDZ CO POMYŚLAŁEŚ, WYKONAJ CO POWIEDZIAŁEŚ.----------------- MYŚL, SŁOWO, CZYN. Bo wszystko bierze się z Myśli.

niedziela, 13 listopada 2011

RĘKA BOGA

I dalekie spojrzenie w głębię kosmosu z teleskopu Hubblea. Ten wycinek został nazwany przez astronomów jak w tytule posta. Rozmiary tego wycinka? Ma wiele miliardów lat świetlnych.

Kosmos

Jeszcze dalej w kosmos. Z tej odległości nasze Słońce jest już ledwo widoczne.

ZBI GNIEW


Wywołałem poruszenie. Popieram konstruktywną krytykę, a nawet mniej konstruktywną ( Komentarze do posta: jestem niedoskonały ). Przyznaję rację moim oponentom.------Wszystko można potraktować jako praktykę duchową. Zawsze byłem buntownikiem, gniewnym i nie znosiłem stagnacji. Lubiłem podejmować tematy tabu w dyskusji. To jest szukanie pasji w sobie i życiu. Chodzi o to, żeby się coś działo. Giełda jest tylko małym aspektem życia. Są różne blogi finansowe i fora. Dyskusja wrze. Ale jednostronna: co dalej? Co jutro? I morze, czy nawet całe oceany słów na temat gospodarki. W astronomii finansowej jest inaczej. O giełdzie tyle, ile potrzeba. A zasadnicza część, ma zadanie pokazywać dwie strony życia, prowokować do myślenia. Inwestorzy szukają złotego środka. A najlepszy jest mix. Własna, indywidualna prosta metoda, oparta na dwóch – trzech rzeczach. Plus zakładanie stopa, zależnego od interwału. „Bo jak nie założysz stopa, to ci jaja urwie”. I pytanie do czytelników, którzy zarzucają mi jednostronność: Tak, promuję Osho, który potępiał wszystkie religie, nie tylko kościół chrześcijański, ale poważał słowa Jezusa. Bo kogo proponujecie promować? Rydzyka?.

sobota, 12 listopada 2011

Koncentracja kontraktów w USA

Wykres mówi więcej niż trzy tuziny słów.

Wykres zaczerpnięty z bloga Marka Marcinowskiego: www.technikaichimoku.pl/

Kapitan Dale Black i wieża Burbank


Mija dokładnie 12 miesięcy od wypadku lotniczego, w którym uczestniczył Dale Black. Jeszcze poprzedniego dnia był niesprawny, chodził o kulach!.....a dziś.... Przeszedł rano badanie lekarskie dopuszczające do lotu, wykonał loty próbne z instruktorem, wynajął samolot i stoi na pasie startowym, tym samym, z którego startował rok temu, a oto rozmowa z wieżą: -----Wieża Burbank, tu trzy-siedem-listopad, proszę o pozwolenie na start......Trzy-siedem-listopad, tu wieża Burbank, ruszaj.......- Wieża Burbank, tu trzy-siedem-listopad. Dokładnie rok temu piper navajo uderzył w pomnik lotnictwa Portal Złożonych Skrzydeł, tuż na południe od lotniska. Dwóch pilotów zginęło. Ja jeden przeżyłem. Tym rocznicowym lotem oddaję chwałę Bogu. Wieża milczała. Zastanawiałem się, czy mnie słyszą. Lecz oni walczyli z emocjami. – Trzy-siedem-listopad, przygotuj się. Kolejne milczenie, a potem słowa: - Trzy-siedem-listopad, dwóch z nas miało służbę tamtego dnia....nie sądziliśmy, że ktoś przeżył. Cieszymy się, że to zrobiłeś! Gratulacje! Nagle ogarnęło mnie przerażenie. Tym razem leciałem nad pomnikiem samotnie. Zrobiłem przerwę, aby odzyskać panowanie nad sobą. Nie – przypomniałem sobie – Nie lecę samotnie. Nigdy nie leciałem samotnie. Ogarnęła mnie pełna pokoju pewność siebie. Dodałem gazu, usłyszałem znajome obroty silnika, poczułem moc pod każdym skrzydłem, znajome odbicie i po chwili byłem w powietrzu. Tamtego dnia trzy razy przeleciałem ponad Portalem Złożonych Skrzydeł. Gdy to zrobiłem, powiedziałem: - Dziękuję, Boże. Dziękuję, Dziękuję, Dziekuję. Byłem tak wzruszony, że nie mogłem mówić. Polało się więcej łez. Tyle łez, że zdawały się płynąć nie tylko z moich oczu, lecz także z nosa, ust, każdego pora skóry na mojej twarzy. – Trzy-siedem-listopad, wieża Burbank, bardzo wielkie gratulacje od nas wszystkich. Chciałem coś powiedzieć, ale nie potrafiłem znaleźć słów. Patrzyłem w dół na Szpital św. Józefa i na budynek, w którym miał swój gabinet doktor Graham. Myślałem o trzynastu operacjach, o wszystkich ludziach, których spotkałem – lekarzach, pielęgniarkach, przyjaciołach, którzy przychodzili mnie odwiedzić. I z tymi obrazami przyszły słowa, które chciałem wypowiedzieć do ludzi z wieży kontrolnej. – Wieża Burbank, dziękuję wam za dzisiejszą pomoc. Tu trzy-siedem-listopad przypominający wam, że z Bogiem......wszystko jest możliwe.

Kosmos i Ziemia





Japonia i Irlandia


W Japonii wykres znowu zbliża się do dna po Fukusimie

Kapitan Dale Black - Lot do nieba



– Mały samolot uległ katastrofie zaraz po starcie. Zderzenie czołowe z budynkiem. Trzy osoby na pokładzie, dwie zginęły, jedna przeżyła. Według komisji Wypadów Lotniczych, ta jedna osoba nie miała prawa przeżyć. Nikt nie miał prawa przeżyć. Wydarzył się cud. Przeżył 21 letni chłopak, którego pasją było latanie. Bardzo wierzący. Lekarze go poskładali, jeździł na wózku inwalidzkim. Problem był z jego nogą, w okolicach kostki były wielkie ubytki kości, stopa niedokrwiona obumierała. Lekarz zalecał pobranie kości i przeszczep, bo mogła być martwica. Dale zdecydował się złożyć swoje życie w ręce Najwyższego. Lekarz był zdumiony jego nieodpowiedzialnością. Protestował. Dale nie zgodził się na kolejną operację. Trwało to kilka tygodni, gdy Dale modlił się żarliwie i inne osoby również modliły się w jego intencji. Kolejne dwie wizyty u lekarza, prześwietlenie nogi – kompletna klęska raz i drugi. Załamanie totalne. Z nogą coraz gorzej, już krew nie krąży wcale. Dale zrozumiał, że nie tędy droga. Odpuścił, zaufał, przestał prosić, zaczął dziękować: „ każdy dzień życia jest Twoim darem. Rezygnuję z marzeń, rezygnuję ze wszystkiego, wszystko oddaję. Głęboki płacz i Panie, prowadź”. -----W tamtej chwili doświadczyłem czegoś, co mi się nigdy nie przydarzyło w moim młodym życiu. Miałem takie fizyczne doznanie, jak gdyby wylano mi na głowę jakąś ciężką, gęstą substancję, która następnie spływała po mnie całym. To uczucie było przemożne i niezapomniane. Wypełniły mnie radość i pokój, czułem się całkowicie wolny! ----Minęły dwa tygodnie od momentu, gdy poczuł na sobie ten ciepły olej. Kolejna wizyta u lekarza. Lekarz powiedział: - nie mogę tego zrozumieć, ale twoja noga jest prawie zdrowa! To cud! Dale Black latał potem samolotami rejsowymi jako kapitan. --------Czy to nie jest: „Poddaj się” – Echarta Tolle?. Albo: „porzuć pragnienia”- Osho? Jest tylko Tu i Teraz. Zaufaj, proś o prowadzenie i dziękuj. Bo każdy dzień mamy darowany, każdy dzień jest prezentem. I każdy świt jest prezentem....

JESTEM NIEDOSKONAŁY


Cena szkolenia z dat zwrotu na Euro, dotyczy znajdowania dat Przełomowych. W abonamencie staram się natomiast podawać wszystkie daty. To jest pomoc przeznaczona dla daytraderów. Tak samo szkolenie z dat na Wigu 20 - to nauka liczenia Zapory Gwiezdnej. Do osób, które mają abonament z Wigu 20, wysyłam komentarz po kolejnych datach przełomowych, jak dalej widzę rynek. To jest duża presja i odpowiedzialność. Liczenie Dat, to jest artyzm, sztuka, luksus. Lubię to liczenie, to jedna z moich pasji! A luksus kosztuje. Inaczej nie byłby luksusem. Luksus, to ten dzwoneczek przy rurach wydechowych na zdjęciu. Ktoś sobie zafundował luksus. Takie rzeczy zauważam. Nie ceniłem się kiedyś, nie szanowałem......i tym samym odpłacało mi życie. Duchowość i pieniądze? Idą w parze! Bądź tylko duchowy, a będziesz miał jedno skrzydło i nie polatasz sobie, oj nie. Mają być dwie strony, tylko wtedy jest równowaga. Osho jest stawiany w Indiach obok Buddy, a miał 800 mercedesów? Nie stronił od kobiet. Zresztą, niech każdy myśli, jak chce. "Róbta, co chceta" - Jurka Owsiaka. Czy jestem mistykiem? - "Był raz jeden taki mistyk, lubił baby i z nimi styk - Jan Sztaudynger"--------- Osho-Totalność. Stań się doskonały, a będziesz bezużyteczny. Pozostań niedoskonały, a życie będzie ciebie wspierać. To nie doskonałość jest moim celem, ale totalność. Najwięksi z ludzi nigdy nie byli doskonali, byli totalni. Mieli w sobie czarne i białe, lewą stronę i prawą. Mieli w sobie wszystko. Ale byli czymś więcej niż sumą tego wszystkiego. Mieli w sobie wszystko, i wtedy pojawiła się harmonia, która jest ponad tym. Nie byli tylko sumą arytmetyczną, byli sumą artystyczną. Wiersz jest czymś więcej niż tworzącymi go słowami. Musi tak być, w przeciwnym razie byłby jedynie słowami. Obraz jest czymś więcej niż tworzącymi go barwami, musi tak być, bo jak inaczej byłby obrazem? --------Pewien Amerykanin chciał mieć portret namalowany przez Picassa. Wiedział, że Picasso zażąda zawrotnej sumy, jednak mógł ją zapłacić, miał dość pieniędzy. Dlatego nie ustalili ceny na początku. Poprosił o portret i Picasso namalował go. Kiedy obraz był gotowy, Picasso zażądał wielkiej sumy. Nawet Amerykanin nie mógł uwierzyć, że taki mały portret, taki mały kawałek płótna zamalowany kilkoma kolorami, może kosztować dziesięć tysięcy dolarów. – To chyba za drogo, nawet dla mnie – powiedział. – Co w tym obrazie jest warte dziesięć tysięcy dolarów? – Co widzisz? – zapytał Picasso. – Widzę kawałek płótna i kilka kolorów. – Dobrze, zapłać więc tyle ile chcesz. – Amerykanin zapłacił pięć tysięcy. Picasso nie dał mu wtedy portretu, ale kawałek płótna i kilka tubek farb, i powiedział: - Bierz, to wszystko, czego chciałeś. -----Portret jest czymś więcej niż kawałkiem płótna, czymś więcej, niż kilkoma kolorami, bo jest harmonią. A kiedy maluje Picasso, jest wielką harmonią. Cena nie dotyczy farb i płótna, cena dotyczy harmonii, którą malarz stworzył – dotyczy czegoś, co wykracza ponad. ------------ Kiedy człowiek jest totalny, ma w sobie wszystko, jest tęczą. Jest w nim cała gama barw, jest ich harmonią. Ta harmonia jest ciągle zmieniającym się zjawiskiem, musisz osiągać ją raz po raz. I na tym polega jej piękno, bo wtedy nigdy nie jest stara, nigdy nie jest nudna. W każdej chwili pojawia się z nicości, jest świeża jak poranna rosa.

PEWNOŚĆ


Osho- tylko głupcy są pewni. Całym sensem dźinizmu jest to, że nic nie jest pewne. ----------- Kilka dni temu żona Mułły Nasruddina odwiedziła Sonę. Znacie Sonę, stawia tarota. Żona Mułly wróciła bardzo zaniepokojona. Przyszłość niepokoi. Wszystko, co dotyczy przyszłości, niepokoi. Dobrze jest nie znać przyszłości, bo kiedy dowiadujesz się czegokolwiek o przyszłości, zaczyna to zmieniać twoją teraźniejszość i pojawia się zakłócenie. Mułła zauważył, że coś jest nie tak, i zapytał,o co chodzi. – Byłam u tarocistki, bardzo dobrej kobiety – odparła żona, - powiedziała mi parę rzeczy i jestem bardzo zmartwiona. – Niczym się nie martw – rzekł Mułła. – Nic nie jest w życiu pewne, nie można przewidzieć niczego, tylko głupcy są pewni. – Naprawdę jesteś tego pewien? – zapytała żona. – Absolutnie pewien! – odparł.----( S.Dali - nieskończoność )

OSHO - KURA


Celny komentarz pod postem: -"fanatycy chrześcijańscy". Czytam Osho, z większością jego filozofii utożsamiam się natychmiast. Niektóre rzeczy docierają do mnie po pewnym czasie. Blog jest aktualnym stanem moich poszukiwań samego siebie. Dziękuję wszystkim tym, którzy uczestniczą razem ze mną w tym marszu, piszą do mnie, krytykują i wspierają. ---Osho- Niemiecka przypowieść - Kura.--- Pewna kura siedziała w kurniku nieruchoma jak Budda, nie martwiąc się niczym. Nagle pojawił się człowiek. Kura wystraszyła się i uciekła.. Gdy wróciła, człowieka już nie było, ale przed kurnikiem leżało trochę ziarna. Kura zaczęła myśleć. W jej głowie pojawiła się naukowa ciekawość. Skąd wzięło się to ziarno? Kolejnego dnia człowiek przyszedł ponownie.. Kura znów uciekła, potem wróciła. Człowiek zniknął, ale znów pojawiło się ziarno. Musiał być jakiś związek między tym człowiekiem i ziarnem. Było jednak zbyt wcześnie, by naukowy myśliciel wyciągnął jakiś wniosek. Kura nie chciała tworzyć żadnej teorii tak wcześnie, w takim pośpiechu. Czekała, naprawdę była naukowcem. Powtarzało się to codziennie. Z czasem w jej małym umyśle pojawiła się teoria, że jest to związek przyczynowo-skutkowy: gdy pojawia się człowiek, pojawia się ziarno. Zaobserwowała to 999 razy. Teraz była już absolutnie pewna, związek przyczynowo – skutkowy istniał. Gdy przychodził człowiek, pojawiało się ziarno. Człowiek był przyczyną, ziarno było skutkiem. 999 razy to wystarczająco dużo. Kura wywnioskowała więc, że ten związek był niezbędny. Już dość czekała, eksperymentowała, przyglądała się. Teraz mogła powiedzieć, że dzieje się to zawsze, bez wyjątku. Musiało być to regułą uniwersalną. Kura była bardzo zadowolona i znowu czekała na człowieka. Gdy przyszedł tysięczny raz, podbiegła do niego, by podziękować za jego dobroć, ale ukręcono jej głowę. --------------Takie jest życie. Nawet jeśli coś pojawia się 999 razy, nie wyciągaj wniosku, gdyż tysięczny raz może być wyjątkiem. W kręgach naukowych znana jest filozofia niepewności. Po Heisenbergu, nauka nie jest już tak samo pewna, jak wcześniej. Nauka jest wstrząśnięta. Musi być wstrząśnięta, bo także zajmuje się życiem. Życie pozostaje tajemnicze.

piątek, 11 listopada 2011

Układ Słoneczny

Jesteśmy Dziećmi Układu Słonecznego.

Strażnicy Tajemnic III Rzeszy - Mierki



Leśniczy z Mierek zarządza zbieranie nasion brzozy. Zabieramy dwa olbrzymie wory i jedziemy nad jezioro naprzeciwko ośrodka rządowego. Kilka słów o ośrodku. To był teren niedostępny dla zwykłego śmiertelnika. Wzdłuż jeziora biegnie taka sama szosa, zbudowana z betonowych płyt, jak w Wilczym Szańcu. W końcu ośrodek Hitlerjugend w Mierkach, przejęty przez komunistów, był budowany przez tę samą Organization Todt, która stawiała bunkry dla Hitlera. Żywego ducha poza nami. Towarzysze muszą mieć spokój przy pracy koncepcyjnej. Jaka to praca? Chlają na potęgę! Do Mierek na polowania przyjeżdżał Cyrankiewicz, Chruszczow i cała reszta. Las przepełniony karmioną bez przerwy zwierzyną. Towarzyszy widziałem z drugiego brzegu w dzień, bo wieczorem, gdy zaczynało się pijaństwo, nie miało prawa być nad jeziorem nikogo. To był czas ściśle tajny. Jezioro malownicze, z podwodnymi żródłami. Jeden raz zaprowadził mnie leśniczy w takie miejsce gdzie biła woda z dna. Po piętnastu minutach miałem jedną wędkę złamaną, a drugą wędkę, jakaś duża ryba wyrwała mi z ręki z taką siłą, że o mało nie wpadłem do wody. Wędka odpłynęła od brzegu i za chwilę stanęła pionowo, by po małym wahaniu gwałtownie zanurkować! Kij miał 5 metrów i 7 metrów żyłki, to razem 12 i tak szybko zanurkował? Leśniczy się śmieje. Mówił, że to wyjątkowe miejsce, bardzo głębokie i rybne. Sam przychodził tu na karpie – olbrzymy. Na hak zakładał cały pieczony w ognisku kartofel. No cóż, trzeba było z żalem odejść, bo już łowić ryb nie było czym. W innym miejscu i dniu byłem obserwatorem, jak na polecenie towarzyszy komunistów, leśniczy i kilku robotników leśnych łowili węgorze. Był wieczór, zbliżała się burza, gdzieś daleko za lasem błyskało. W taki czas, gdy w powietrzu jest elektryczność, rusza się węgorz. Płynie tam, gdzie jest ruch wody. Więc Niemcy zbudowali kanał. Przekopali w dobrze wybranym miejscu dwumetrowej szerokości ujście do niewielkiego wąwozu, który był niedaleko. Ujście było zwykle zamknięte żelazną przegrodą. W burzowe noce kręciło się korbą i przegroda podnosiła się nieco, przepuszczając strumień wody. Ruch wody wyczuwały węgorze i wpływały w ten przepust, by po kilkudziesięciu metrach zatrzymać się na wmontowanym w dno sicie – grzebieniu. Sito wyglądało jak bardzo gęsty grzebień, miało końcówki do ułożone na tyle gęsto, aby węgorz nie zmieścił się pomiędzy nie. W pewnym miejscu końcówki te były zagięte do góry i całość tworzyła kształt skrzyni. Otwarto przegrodę, chlusnęła woda - rwący potok. Nic specjalnego nie było widać, było już nieżle szaro. Po kilkunastu minutach leśniczy krzyknął: „ zamykaj wodę! „ .Pierwszy robotnik pokręcił korbą. Woda przestała płynąć. W tym momencie drugi robotnik zrobił to samo z korbą przy sicie, które zaczęło się wynurzać pełne wijących się, dorodnych węgorzy. W pułapkę wpłynęło 40 okazałych, bo kilogramowych węgorzy! Jako wędkarz znający zwyczaje ryb, darzyłem węgorze wielkim szacunkiem, ze względu na ich zachowanie w czasie rozrodu. Dorosłe osobniki z wielu miejsc na świecie zdąrzają w jedno miejsce – do morza Sargassowego, gdzie na wielkiej głębokości wybijają z dna morskiego, całe rzeki słodkiej wody. Tam węgorze składają ikrę i giną podczas rozrodu, dając życie młodzieży, która po pokonaniu wielu tysięcy kilometrów osiąga wielkość nitki makaronu, gdy pojawia się w Bałtyku i wpływa ponownie do polskich rzek, a potem jezior, aby tu dorosnąć. Na tym połów zakończono, bo na tyle opiewało zamówienie towarzyszy na kolejną sobotę. Węgorze powędrowały do tradycyjnego wędzenia w jałowcowym dymie. A więc wracamy do momentu, gdy zaczęliśmy zbierać nasiona brzozy. Po drugiej stronie szosy rosną małe, może trzymetrowe drzewka. Niemcy posadzili jakąś niezwykle plenną odmianę. Kolega przygiął nieco drzewko do ziemi, a ja zarzuciłem na koronę ten wielki wór, który mieliśmy ze sobą. Nie pamiętam już ile było nasion z jednego drzewka, ale 80 kg uzbieraliśmy tym sposobem może w dwie godziny! Dalej od brzegu było wiele trwałych urządzeń gimnastycznych w całkiem dobrym stanie, w końcu od wojny minęło dopiero 20 lat. Hitlerjugend, była organizacją bardzo dbającą o sprawność fizyczną. Jak się okazało wjazd służby leśnej, do której się zaliczaliśmy, miał określone ramy czasowe, leśniczy spojrzał na zegarek i zarządził odwrót. Czuło się, że jesteśmy obserwowani przez Służby. Pewnie przez lornetki, bo nie widać było nikogo. Jeszcze przed terenem zamkniętym, na dwa kilometry wcześniej, mówił leśniczy, że ci, którzy pilnują, słyszą każde wypowiedziane słowo. Mikrofony w lesie. Dziś to nic nadzwyczajnego, ale wtedy! W Polsce w 1962 r. pokazały się pierwsze magnetofony szpulowe marki Tonette i adaptery Bambino do słuchania muzyki z płyt, kręcących się pod ramieniem z igłą. Od siostry, która była w Niemczech dostałem malutki magnetofon Grundig. To była technologiczna otchłań! To tak, jakby porównać miotłę brzozową z pędzelkiem do paznokci.