czwartek, 17 stycznia 2019

Wędrówka dusz

Buddyzm przyjmuje za pewnik wędrówkę duszy w kolejnych wcieleniach.
Wiara w reinkarnację była również częścią doktryny chrześcijańskiej, ale stopniowo KK stawał się coraz bardziej polityczny a mniej duchowy i w końcu reinkarnację z doktryny usunięto.
     Zgłębiałem temat aż do momentu, kiedy wydawało mi się, że wiem już dostatecznie dużo.
Potem, po śmierci klinicznej w 1995 roku, dołączyły osobiste doznania z pobytu "po tamtej stronie".
Dusza jest nieśmiertelna, a reinkarnacja po prostu jest.

Dziś post o poszukiwaniu następnego wcielenia XIII Dalajlamy. Czytelnicy poznają ustaloną od wieków procedurę, o której opowiada osoba najbardziej kompetentna, bo obecny XIV Dalajlama, na wygnaniu w Indiach.
Książka „Opowieść o Tybecie” - Thomasa Lairda.

Po śmierci XIII Dalajlamy rządy objął regent Reting Rinpocze. Po roku piastowania stanowiska, regent rozpoczął najważniejszą część swojej pracy: - poszukiwania XIV Dalajlamy.
Udał się nad jezioro wizji - Lhamo Latso i spojrzał w jego wody podczas medytacji.
       Pięćset lat wcześniej opiekuńczy duch jeziora, Palden Lhamo, obiecała I Dalajlamie w jednej z jego wizji, że zawsze będzie strzegła linii przekazu inkarnowanych dalajlamów.
W myśl tradycji, bogini ukazywała medytującemu regentowi wizję w jeziorze, która umożliwiała mu odnalezienie nowego dalajlamy.
   Mimo usilnych nalegań Reting Rinpocze do 1926 roku zachował milczenie na temat tego, co dostrzegł w jeziorze. W tym roku zebrał Kaszag i ogłosił, że w wizji zobaczył, iż dalajlama odrodzi się we wschodniej prownicji Amdo.
W jeziorze dostrzegł tybetańską literę Ah i kilka innych szczegółów, które wskazywały na konkretną wieś w Amdo.
    W końcu z Lahsy wyruszyły trzy zespoły poszukiwawcze, dwa skierowały się na wschód, a jeden udał się tam, gdzie prowadziły znaki przekazane przez Retinga Rinpocze.
Zgodnie z wizją regenta, zespół poszukiwawczy, który potem odnalazł małego Lhamo, najpierw udał się do odległego miasta Jekundo.
       Tam spotkali panczenlamę, który uciekł do Chin w latach dwudziestych, po tym, jak odmówił Lhasie płacenia podatków wymaganych przez XIII Dalajlamę na finansowanie armii. 
Potem bezskutecznie próbował wynegocjować swój powrót do Tybetu.
Podczas długich rozmów pomiędzy chińskim i tybetańskim rządem (Lhasa nie zgadzała się, żeby towarzyszyli mu chińscy żołnierze) panczenlama był unieruchomiony w Jekundo.
    Po śmierci XIII Dalajlamy dyskretnie sprawdzał na własną rękę doniesienia o narodzinach niezwykłych dzieci w okolicy.
Jak wspominał XIV Dalajlama, duchowa więź pomiędzy obiema liniami przekazu inkarnowanych lamów nigdy nie osłabła, mimo politycznych problemów. Panczenlama słyszał o nieustraszonym chłopcu z Taktser, którego imię dodano do listy zespołu poszukiwawczego.
Panczenlama nigdy nie wrócił do Tybetu i zmarł w następnym roku.

W maju 1937 roku zespół poszukiwawczy dotarł do największego klasztoru w AmdoKumbum, zbudowanego w miejscu narodzin Tsongkhapy – który został rozpoznany na podstawie wizji ówczesnego regenta.
     Taktser znajdował się niedaleko Kumbum, ale najpierw zespół udał się złożyć uszanowanie przedstawicielowi lokalnej władzy, Ma Pu-fangowi, co opóźniło ich przybycie do Taktser do września.
       Chcąc ocenić chłopca w jego naturalnym otoczeniu, przełożony zespołu poszukiwawczego i jednocześnie tulku, który nazywał się Ketsang Rinpocze, zamienił się ubraniem i pozycją ze swoim służącym.
Udając podróżnych, grupa poprosiła rodziców Lhamo o posiłek i nocleg na jedną noc.
     Ketsang usiadł dyskretnie w kuchni z innymi służącymi, podczas gdy rodzice Lhamo zajmowali się zabawianiem „wysokiego lamy” w głównym pomieszczeniu domostwa.
XIV Dalajlama nie pamięta chwili, która miała odmienić jego życie, ponieważ miał wtedy zaledwie dwa lata.
Jednak poznał relacje wszystkich świadków tego zdarzenia.

Wszedł do kuchni i zastał tam Ketsanga Rinpocze, inkarnację lamy z klasztoru Sera, trzymającego w dłoniach starą malę i siedzącego jakby nigdy nic przy ogniu.
Mala należała do XIII Dalajlamy.
Chłopiec bez lęku podszedł do niego i powiedział: -”Chcę to”.
Ketsang Rinpocze odrzekł: - „Jeśli wiesz, kim jestem, na pewno dam ci tę malę”.
Dziecko zawołało wtedy: - „Sera Lama, Sera Lama”, podając nazwę klasztoru, z którego pochodził Ketsang Rinpocze.
Kiedy dotarł do nas zespół poszukiwawczy – powiedział Dalajlama – stwierdził, że mówię w dialekcie z Lhasy. Ja tego nie pamiętam, ale moja matka mówiła mi, że z członkami zespołu poszukiwawczego porozumiewałem się w języku, którego nie rozumiała. 
Oznacza to, że używałem go w poprzednim życiu.

Zachichotał, kręcąc głową – nawet dzisiaj podchodzi do tych historii z pewnym niedowierzaniem.

Ketsang Rinpocze był pod wrażeniem tego, że został rozpoznany jako lama z Sera i faktu, iż chłopiec nie wypuszczał mali z rąk.
Gdy następnego ranka goście zbierali się do odejścia, według relacji Lhamo wybuchnął płaczem, błagając, żeby iść z nimi.
        Zespół był przekonany, że Lhamo jest prawdopodobnie XIV Dalajlamą, wrócił więc do Taktser kilka dni później i poinformował rodziców, że pragnie poddać chłopca oficjalnej próbie.
Rodzice się domyślali, że mnisi szukają czyjejś inkarnacji, jednak nic ich nie dziwiło, ponieważ, co ciekawe, wcześniej dwóch braci Lhamo zostało rozpoznanych jako inkarnacje.

W dniu próby na długim stole położono przed chłopcem wiele różnych przedmiotów należących do zmarłego dalajlamy, ale poprzekładanych podobnymi, które nie były jego własnością.
       Za każdym razem Lhamo wybierał właściwe rzeczy, odrzucając fałszywe, mówiąc: - „To jest moje”.
W ten sam sposób sprawdzano tuzin innych chłopców, lecz żaden nie wybrał trafnie więcej niż raz, a jeden nieśmiały w ogóle nie chciał podejść do poszukiwaczy.
      Zespołowi bardzo zależało na tym, żeby zabrać ze sobą chłopca do Lhasy, ale Ma Pu-fang zażądał za niego okupu w chińskiej walucie, co w roku 2000 stanowiło równowartość 2,5 miliona dolarów.
Żądanie opóźniło wyjazd chłopca prawie o dwa lata, mimo iż zespół poszukiwawczy przekonywał watażkę, że nie są pewni tej inkarnacji i chcą jedynie sprawdzić jego, oraz innych w Lhasie.
Zespół usiłował zdobyć pieniądze w okolicy, a kurierzy kursowali do Lhasy i z powrotem, czekając na instrukcje.

Jesienią 1937 roku rodzice Lhamo Thondupa zabrali go do klasztoru Kumbum, gdzie spędził dwadzieścia miesięcy.
      Wreszcie zespół zdołał pożyczyć pieniądze na okup od grupy chińskich muzułmanów udających się przez Lhasę do Mekki. Pielgrzymi spłacili Ma Pu-fanga w Xining, a Tybetańczycy zwrócili im dług w Lhasie.
Transakcja ta okazała się bardzo korzystna dla pielgrzymów.
XIV Dalajlama przebywał w Kumbum do lipca 1939 roku. Jego dwaj bracia, którzy zostali rozpoznani jako inkarnacje lamów, znaleźli się w klasztorze wcześniej i studiowali, żeby zostać mnichami. 
       Kiedy Lhamo przyjechał do Lhasy i zobaczył dom nazywany Chensalingka, w którym zmarł XIII Dalajlama, koniecznie chciał wejść do budynku, bo jak mówił "tam są moje zęby". Zaciekawiony mnich-nauczyciel poszedł do wskazanego budynku razem z malcem.  
        Lhamo w jednym z pomieszczeń wskazał na małe pudełko mówiąc: - " tu". 
W pudełku była sztuczna szczęka XIII Dalajlamy.

środa, 16 stycznia 2019

Wielka Tajemnica Indian Lakota

Modlitwa Indian Lakota na przygotowanie Wielkiego Przejścia.

Jeśli zatrzymamy się na tym, co powierzchowne, na świecie pozorów, nie starając się ich przekroczyć, śmierć może wydawać się przerażająca. 
     Oswajaj śmierć w każdym dniu życia, gdyż powiedzieć życiu tak, oznacza także tak dla śmierci.
Kiedy spojrzymy na śmierć wewnętrznym widzeniem, stanie się ona przejściem, metamorfozą, duchowym przepoczwarzeniem, pozwalającym wejść w świat jaśniejący światłością.
Doszedłszy do kresu życia, przeżytego w całej pełni i świętowanego, będę mógł po raz ostatni:

Podziwiać kwiat, który ufnie się otwiera
na czuły pocałunek słońca.

Zadrżeć pod łagodną pieszczotą wiatru
muskającego skórę

Kąpać się w krystalicznie czystej wodzie
zimnego górskiego potoku,
Zanurkować w oczyszczającej wodzie
głębokiego jeziora.....

Napotkać zdziwione spojrzenie lisa
uosobienia sprytu

Zobaczyć z bliska pasącego się jelenia z Wirginii
żywego symbolu wolności

Pójść na przechadzkę do lasu,
gdzie w doskonałej harmonii
współzamieszkują maleńkie kwiatuszki
i majestatyczne drzewa
w tajemniczej symbiozie,
mającej nieskończenie wiele wymiarów...

Zadrżeć ze szczęścia wobec łagodnej
i czystej miłości

Upoić się oszałamiającą wonią leśnego dywanu
i krzepiącym zapachem ogniska

Poczuć tajemniczą energię, objawiającą się
we wzrastaniu roślin i drzew.

Zawibrować w nastrojowym świetle księżyca

Dać się zaskoczyć mądrością dziecka

Odetchnąć słodkim i upajającym
zapachem dzikiej róży

Wsłuchać się w tajemniczą symfonię
śpiewu ziemi,
wznoszącą się w wonnym
i ożywczym zapachu
nagrzanej słońcem łąki

Chodzić w czystości pierwszego śniegu
i tańczyć razem z milionami puszystych
nieskalanie białych płatków,
stworzonych jako doskonałe sześcioboki

Włożyć najpiękniejszy strój obrzędowy
i w uroczystym nastroju
kontemplować wschód słońca
wśród traw perlących się od
kropel rosy


Usnąć w ognistych barwach zachodu słońca,
dziękując Stwórcy za jego dobroć

I cudem myśli ulecieć z ostatnim
jesiennym kluczem dzikich gęsi,
aby powrócić do Wielkiej Tajemnicy


Wielka Tajemnica Indian Lakota

Dzisiaj się narodziłem w piękniejszym świecie, jaśniejącym światłem i wypełnionym Miłością.
Tak, jak róża więdnie, muszę opuścić swoje ciało, aby napoić duszę ze źródła Życia.
       W dłoniach Stwórcy, przez całą wieczność, będę odtąd żył w głębokim pokoju.
Dziękuję, że tak wiele mi dałeś na ziemi, wchodzę w Wielką Tajemnicę.

wtorek, 15 stycznia 2019

Subiektywne zatrzymanie czasu

Sekunda, godzina, rok – wszystko to są fragmenty czasu. który rozumiemy, ponieważ jest to skala ludzkiego życia.
Mówimy, że czas płynie, ucieka, przemija, a coś dzieje się w okamgnieniu.

        Wspomniane mgnienie oka, czyli mrugnięcie, trwa jedną trzecią sekundy, a nasze oczy są w stanie rejestrować wydarzenia trwające jedną dziesiątą sekundy..
Wydarzeń dziejących się szybciej albo nie spostrzegamy w ogóle, albo zauważamy je jako rozmyte.

Impreza. Żona i mąż popijają równo.
Po kolejnym kieliszku żona spogląda badawczo na męża i mówi: - nie pij więcej bo stajesz się coraz bardziej rozmyty

Wystarczy przerzucić statyczne obrazy w tempie 20 czy 30 na sekundę, a nasze oczy zobaczą ruch.
Tak narodziło się kino.

Na drugim końcu naszego poczucia czasu są umieszczone wydarzenia bardzo rzadkie, mające miejsce raz na pokolenie, czy raz w życiu. Za okres pokolenia przyjmujemy zwykle 20 do 25 lat.
      Jesteśmy dziećmi Układu Słonecznego i dlatego średnia długość życia człowieka jest w synchroniczności z Precesją Ziemi.
Precesja Ziemi wynosi 26 tys lat.
Średnia długość ludzkiego życia to 26 tys. dni.

Naukowcy odkryli, że większość zwierząt żyje średnio od miliarda do półtora miliarda uderzeń swojego serca.
Dlatego zwierzęta duże, których metabolizm jest wolniejszy i których serca biją wolniej, zwykle żyją dłużej niż małe zwierzątka o szybkim tętnie.
              Oczywiście są wyjątki.
Czyli to taka reguła mniej więcej, bo jak mawiał Stachura: - wyjątki wcale reguły nie potwierdzają – wręcz przeciwnie - one ją kompromitują.

Takim wyjątkiem są papugi, które żyją mniej więcej tyle co ludzie, chociaż ich serca biją dwa razy szybciej.
Jak łatwo obliczyć, serce człowieka który przeżył swoje 26 tys. dni uderzy 2,6 miliarda razy. Znowu synchroniczność.

Kto jednak przeżywa te miliardy uderzeń serca?
Przecież wszystko się zmienia i mija, także my nie jesteśmy tymi samymi istotami, którymi byliśmy jako dzieci, a nasze najwcześniejsze wspomnienia właściwie można przypisać zupełnie komu innemu.
- Cała nasza krew podlega wymianie co trzy miesiące
- Skóra zmienia się co dwa tygodnie,
- Prawie każda komórka naszego ciała jest wymieniana
raz na 10 lat.
Tylko bardzo nieliczne cząsteczki naszych ciał towarzyszą nam od dzieciństwa.

Przypominamy górskie jezioro, które jest nieustannie zasilane przez strumyki, a rzeki z niego wypływające utrzymują mniej więcej naszą postać.

Serce dorosłego człowieka w stanie spoczynku uderza raz na sekundę.
Sekunda to podstawowa cegiełka ludzkiego pomiaru czasu.
W czasie jednej sekundy:

- przejdziemy jeden metr, gdy poruszamy się niespiesznie
- skrzydła kolibra uderzą 70 razy
- dźwięk przebędzie 340 metrów
- a promień światła 300 milionów metrów.
Tenisista serwuje piłkę z prędkościami ponad 200 km/godz.
Przy kichnięciu powietrze wylatuje z szybkością 165 km/godz.

I jeszcze jeden ciekawy rekord ze świata zwierząt.
Taki sam wynik w pływaniu i biegu – 113 km/godz.
Pływakiem rekordzistą jest marlin, a biegaczem gepard.
       Natomiast rekordzistą w locie jest sokół wędrowny, co prawda nieco pomaga mu grawitacja: - z gniazd na klifach, a coraz częściej z gniazd na wieżowcach, na przykład z Pałacu Kultury w Warszawie, potrafi nurkować w stronę łupu z szybkością 320 km/godz.

W skali mikro cząsteczki tlenu w temperaturze pokojowej śmigają z szybkością tysiąc sześćset km/godz.
W skali makro Ziemia obraca się mniej więcej tak samo szybko – ta szybkość na równiku to 1680 km/godz.
     Samolot poruszający się tak szybko tworzyłby uderzeniową falę dźwiękową, ale Ziemia dosłownie ciągnie powietrze za sobą, więc nie słyszymy huku.
     Nie wszystkie planety obracają się tak szybko. Wenus wiruje z prędkością zaledwie 1,8 metra na sekundę.
Gdybyśmy szli szybko po jej równiku, położenie Słońca nie ulegałoby dla nas zmianie – nastąpiłoby swoiste subiektywne zatrzymanie czasu.
.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Buty z duszą

Całe życie jest metaforyczną wędrówką, natomiast w tej części naprawdę na piechotę, buty są niezbędne.
Można w nich zawędrować aż do Ogrodów Edenu.
       Każdy nosi przecież w sobie jakiś wymarzony obraz Ogrodów Edenu.
A jak już tam dojdziesz, w tych zielonościach, można buty zzuć i łapać kontakt bezpośredni z Matką Ziemią.

    
Po kilku miesiącach chodzenia boso, skóra na stopach twardnieje i zdarzyło się, że na bosaka szedłem z Gorlic na Łemkowską Watrę w Żdyni!
To był taki symbol powrotu do NaturyBosa Pielgrzymka Niekościelna.


Buty

to są buty stare jak świat
weszły w niejedną życia kałużę
potyczki znają małe i duże
biegły po śniegu deptały trawę
witały inne buty ciekawe
czasem do kąta stawiane były
i nie dlatego że coś zbroiły
niemi świadkowie różnych wydarzeń
smutku radości spełniania marzeń
czułości chwilek płaczu i kłótni
dwaj przyjaciele dziś trochę smutni
trochę dziurawe ciut popękane
jak czyjeś życie trochę zdeptane
to są buty stare jak świat


W Bieszczadach szlaki są kamieniste.
I po deszczu gliniaste.
Intensywnie używane buty mają tu krótki żywot.
        Rano rosa..... Bieszczadzka rosa nie ma sobie równych..... Mam na myśli brodzenie po łące o letnim świcie......
Potem dajmy na to idę na grzyby, a właściwie po grzyby.
Bo „na grzyby” idzie się wtedy, gdy nie wiadomo, czy coś przyniesiemy.
Natomiast „po grzyby” to jak iść po gotowe.
       Więc idę po gotowe.
Wola Michowa – Wchodzę w las drogą wyjeżdżoną przez leśnych. Cały tydzień ściągali tędy dłużyce. Droga rozmaślona, błoto specyficzne, bieszczadzkie, tłuste. Łapczywie łapie za but.
Łapie? Wyciągaj!
I idzie się dalej.
Pod górę idzie się drogą, bo po obu bokach las gęsty, zarośla kolczaste.
Godzina i plecak pełen. Wracam.
Po drodze potok, a buty zabłocone. To potokiem! Prosto potokiem, albo wężykiem dla zabawy.

Teraz przed chałupą zzuć buty i dalej już do wieczora kręcę się boso! Niech stopa odpocznie.
A buty suszymy w cieniu – dłużej posłużą. Druga para (wczoraj mokra) dziś sucha - gotowa czeka.

Po każdym kolejnym tygodniu wędrówki, na butach pokazują się coraz większe objawy starzenia.
Zwykle wytrzymują (lub nie wytrzymują) jeden sezon. Czasami dwa sezony.
        Przecież one mają służyć i to są tylko buty.
Kiedy jednak są używane dwa sezony.... wtedy stają się butami z duszą.
Jakby stanowiły część ciała wędrowca.

Są popękane, czasami wystaje palec, azaliż tu nie pokaz mody – nikt nie patrzy – chwilowo można but podreperować sznurówką, albo drutem. 
Aby tylko dojść do domu.
          Zakończyły swoją służbę, ale …. tyle przeszliśmy razem!
Nadeszła chwila rozstania – więc chwila zadumy i można im podziękować.

Na drzewie ze znakiem szlaku, w niedalekiej odległości od cerkwiska w miejscu na mapie, gdzie kiedyś była łemkowska wieś Zubeńsko, wisiała sobie para butów.



Para butów Nieznanego Wędrowca. Jeden but miał pękniętą zelówkę.
Buty wisiały już dość długo, bo zaczęły mocno porastać mchem.
       Pisałem już o tym miejscu.
Kiedy trafiły się następne buty do wyrzucenia, przywiozłem je do tego Drzewa Wędrowca i sfotografowałem.
I w ten oto sposób dzięki fotografii, na koniec swego żywota przeszły do historii:
- Buty Staszka.
- Buty Zbyszka.
- Buty Nieznanego Wędrowca.

sobota, 12 stycznia 2019

Tran dla psa

Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów.
Codziennie trzymał między kolanami głowę protestującego psa, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła.
         Któregoś dnia pies się wyrwał i rozlał tran na podłogę.
Potem jednak powrócił, żeby wylizać podłogę i łyżkę, co wywołało niemałe zdumienie karmiciela.
Oto okazało się, że pies nie miał nic przeciwko tranowi, lecz nie podobała mu się metoda jego aplikowania.
                                                                  Anthony de Mello

piątek, 11 stycznia 2019

Kamienie z Ica

Fakty: - miejscowość Ica znajduje się 150 km od pustyni Nazca i jej zagadkowych rysunków.
Kamienie z podobnymi rytami archeolodzy odkrywali w grobach Inków – czyli już od stuleci były one uznawane za magiczne.




Kamienie z Ica to mocno zwęglone andezyty, czyli ciemne kamienie pochodzenia wulkanicznego, wygładzone przez wodę rzeczną, pokryte przedziwnymi rysunkami. Ich powstanie datuje się na 220 mln lat, co oznacza, że są starsze od Andów o 160 mln lat, a rysunki na co najmniej 12 tys. lat.


Mają różne wymiary i barwy, ważąc od 15 do 500kg, najczęściej są czarne, szare lub żółte, rzadziej mają czerwonawy odcień. Są bardzo kruche i po upuszczeniu pękają. Ciekawostką jest to, że jak na razie nie odnaleziono dwóch o identycznym rysunku.





Na ostatnim zdjęciu widzimy dobrze znane rysunki z pustyni Nazca.
W czasach nowożytnych odkryto je w 1961r. gdy na teren gór spadły ulewne deszcze, powodując wylanie rzeki, która zmieniła swoje koryto, odsłoniła stare pieczary i wypłukała kamienie z przedziwnymi znakami. Zdarzenie to nie odbiłoby się szerokim echem gdyby nie fakt, że przedstawione ryciny nie pasowały do żadnej z kultur, jakie do tej pory zostały rozpoznane na Ziemi.

Czy możliwe jest, że dzieje homo sapiens zaczynają się w okresie znacznie wcześniejszym niż epoka malowideł Cro Magnion, jak uparcie twierdzi oficjalna nauka?
W Glenn Rose, w Teksasie, Carl Baugh odkrył odcisk stopy prehistorycznego człowieka obok odcisku dinozaura, datowany na 140 mln lat.
W Paluxy River badacz Hilton Hinolerliter odkrył skamieniałe odciski dwóch jaszczurów i człowieka, ich wiek to 65 mln lat.

W 1971 r. Odkopano dwudziestometrowej długości iguanodonta, a obok zmineralizowaną czaszkę prehistorycznego człowieka.
Naukowcy twierdzą, że iguanodonty wyginęły 60 milionów lat temu.

Do tego dochodzi cała masa zweryfikowanych znalezisk z Zakazanej Archeologii.

Wiadomości o Kamieniach z Ica, zaczęły przeciekać do opinii publicznej w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.
W małej miejscowości Ica, w Peru, miejscowy lekarz, doktor Cabrera zainteresował się dziwnymi kamieniami, które tubylcy znajdowali w okolicy.
Stopniowo powiększał się zbiór Cabrery, aż osiągnął jedenaście tysięcy artefaktów.
     Mówiąc dokładniej, to nie kamienie były sednem sprawy, a rysunki na nich.
Rysunki wykonano tą samą zaawansowaną techniką – jakby dentystycznym biaksem.
W rysunkach i kamieniach mamy kilka zagadek.
Wygląda na to, że jaszczury były oswojone. 
Na pierwszym kamieniu mamy wyryty wizerunek człowieka jadącego na dinozaurze. Niemożliwe? Przecież duża populacja tych jaszczurów była roślinożerna, a na krowie, wielbłądzie i koniu człowiek jeździ.  
        Na innym kamieniu rysunek człowieka, którego prehistoryczny jaszczur niesie chwytem za kark.



Tego było już za dużo i zaczęło się: - ortodoksyjna nauka podniosła alarm!
Jednogłośnie okrzyknięto zbiór Cabrery jako fałszerstwo.

Nic dziwnego, że podniósł się tak wielki krzyk: - oto Kamienie z Ica poddały w wątpliwość cały porządek oficjalnej nauki o dziejach człowieka.
Historię ludzkości trzeba pisać na nowo.
To przykre, ale tak wiele traktatów naukowych, profesur, doktoratów, dysertacji i innych wypocin staje pod znakiem zapytania.

A przecież ani leniwy kapłan, ani naukowy ortodoksa nie lubią pisać nowego kazania.....

Według wierzeń Majów nasz świat jest tylko kolejnym światem.
Pierwszy był zniszczony ogniem...
Drugi został zniszczony wodą......

Czy to są tylko wierzenia, czyli mity?
A skąd wzięły się Tablice Astronomiczne Majów zaczynające się od zdarzeń gwiezdnych sprzed bagatelka czterystu milionów lat?

Wielka szkoda, że nie możemy wysłuchać co ma do powiedzenia Archanioł Lucyfer, ale możemy za to wysłuchać dr. Cabrery.
Dziś nie ma go już wśród żywych, zostały jednak kamienie które mówią.



O Pańskiej kolekcji ostatnio jakby ciszej. Dwadzieścia lat temu wzbudzała ona wielką sensację i zainteresowanie, obecnie większość badaczy wychodzi z założenia, że dokonał Pan gigantycznego fałszerstwa – że Pańskie kamienie są falsyfikatami...
– Jeśli zaczyna Pan w ten sposób, właściwie nie powinienem w ogóle rozmawiać. Nadszedł jednak czas, żeby niektóre rzeczy wreszcie wyjaśnić i powiedzieć, jak jest naprawdę. Dość milczenia! Dość prześladowań!
Moje dzieci zostały zaszczute tylko dlatego, że są moimi dziećmi! Mnie, przez długie lata, za wszelką cenę próbowano odżegnać od czci i wiary! Na szczęście nie do końca to się udało. Mimo wrogiego nastawienia środowiska naukowego nadal istnieją osoby, które potrafią docenić faktyczne znaczenie mojej kolekcji. To ci, którzy zdają sobie sprawę z tego, że „kamienie z Ica” są jedną z pierwszych stron historii ludzkości, którą już wkrótce będzie trzeba napisać od początku, od nowa.
Jednak naukowcy badający kamienie stoją mocno przy swoim stanowisku, odróżniając podróbki zrobione nieudolnie przez wieśniaków od tych zbieranych przez Cabrerę i nie tylko jego. Odkąd bowiem historia kamieni stała się sławna, tubylcy masowo sprzedają turystom własnoręcznie wykonane podróbki.
  • Skąd ta gorycz?
    – Stąd, że od wielu lat, niezmiennie, padam ofiarą spisku. Jestem ofiarą zmowy konserwatywnej nauki, tej samej która zwalcza poglądy autora Zakazanej archeologii Michaela Cremo, oraz przedstawicieli sfer rządowych Stanów Zjednoczonych i Peru. Moje odkrycia są zbyt rewolucyjne i kwestionują zbyt wiele powszechnie zaakceptowanych pewników, by mogły być przyjęte bezboleśnie. Jednak to, co dzieje się wokół mojej osoby, to już gruba przesada.

    Co ma Pan na myśli?
    – W dyskredytowanie mojej kolekcji zaangażowane były (i są!) tajne służby Peru i USA. To one zaczęły podrzucać do mojej kolekcji obiekty, które później stanowiły podstawę do stwierdzenia, iż zbiór moich kamieni jest sfałszowany. Prawda jest natomiast taka, że sfałszowane są niektóre kamienie, zaoferowane mi poprzez długi łańcuch pośredników, uniemożliwiający precyzyjne określenie źródła ich pochodzenia. Natomiast autentyczność innych kamieni nie podlega żadnej dyskusji. Posiadam ekspertyzy, które w sposób całkowicie niezależny ode mnie potwierdzają wiek rytów znajdujących się na powierzchni otoczaków z Ica.
    Jakie to ekspertyzy?
    – Uniwersytetów z Bonn i Monachium. Podpisali się pod nimi znani geolodzy – prof. Alfred Dahrendorf i prof. Max Liebermann.

    Czy w uzyskaniu tych opinii pośredniczył Erich von Däniken?
    Däniken jest moim przyjacielem, to fakt. Od lat wspiera mnie w pracach badawczych i we wszystkich przedsięwzięciach kolekcjonerskich. Rozumie też wszystkie moje kłopoty, bo jego los również nie jest mi łatwy ani prosty. W tym przypadku był jednak tylko pośrednikiem. Wziął ze sobą do Europy kilka moich kamieni i przekazał je odpowiednim placówkom badawczym. Z samym wynikiem analiz nie miał nic wspólnego.

    Co wynika z ostatnich badań przeprowadzonych w Niemczech?
    – Potwierdzają one moje poprzednie poglądy: że rysunki na kamieniach z Ica liczą co najmniej kilkaset tysięcy i że pochodzą z epoki, kiedy – według konwencjonalnych ustaleń – na ziemi nie było jeszcze ludzi.

    Nie powinno chyba dziwić, że, słysząc to, wielu ze zdziwieniem kiwa głowami i do Pańskich ustaleń odnosi się z niedowierzaniem...
    – Nie, dziwić się nie można. Ale i nie można natychmiast dystansować się od czegoś, czego treści do końca się jeszcze nie zna... Ale to właśnie ma miejsce.

    Na kamieniach z Ica przedstawiono sceny, w których widać, jak dawni chirurdzy dokonują skomplikowanych zabiegów transplantacji narządów., jak – za pomocą teleskopów – obserwują nieboskłon – i – co stanowi największą herezję! – dosiadają dinozaurów! Coś takiego musi budzić gwałtowne reakcje...
    – Ale one nie powinny kończyć się próbami zamachu na moje życie i systematycznym utrudnianiem życia mojej najbliższej rodzinie!

    Próbowano Pana uśmiercić?
    – Wielokrotnie! Wychodzono bowiem z założenia, że jeśli mnie zabraknie, moja kolekcja i cała obrazoburcza teoria bardzo szybko pójdą w zapomnienie. Jednak fakt, że ktoś ucieka się do tak drastycznych kroków, dla mnie może oznaczać tylko jedno – że są osoby, i to osoby bardzo wpływowe, które zdają sobie sprawę z tego, iż to właśnie ja mam rację i za wszelką cenę nie chcą dopuścić do tego, żeby nowe spojrzenie na początki ludzkości i na naszą prehistorię ujrzało światło dzienne
    Jaka jest Pańska najnowsza interpretacja kamieni z Ica?
    – Nie różni się ona od interpretacji, którą głosiłem do tej pory. Teraz jednak jestem jeszcze bardziej pewny jej słuszności. Kamienie z Ica są świadectwem istnienia w pełni rozwiniętej i technologicznie bardzo zaawansowanej cywilizacji, która istniała na Ziemi na długo przedtem, zanim pojawiła się tu obecna wersja „homo sapiens”. Należą do kategorii takich samych świadectw jak te, które w swojej wspaniałej książce przytaczają Michael Cremo i Richard Thompson – jak regularnie obtoczona metaliczna kula z zaznaczonym równikiem odnaleziona w Afryce Południowej w pokładach sprzed dwóch miliardów lat, czy słynna podeszwa buta z Nevady będąca „rówieśnikiem” trylobitów...

    Jak jednak wytłumaczyć to, że ten rodzaj zabytków odkryto tylko w Ica – w Pańskim rodzinnym mieście?
    – To nieprawda. Większość kamieni z mojej kolekcji pochodzi nie z Ica, lecz z Ocucaje, a nazwa kamienie z Ica bierze się stąd, że właśnie tu znajduje się moja kolekcja. Zresztą zabytków o podobnym charakterze jest dużo więcej, ich egzystencja jest jednak systematycznie przemilczana przez współczesną naukę. Wystarczy powiedzieć, że kamienie z Ica zdają się też mieć wiele wspólnego z zabytkami znajdującymi się na mesecie Marcahuasi, w nadbrzeżnym paśmie Andów. Jedyna różnica między Marcahuasi a kamieniami z Ica polega na skali – na otoczakach z Ica obrazy występują w skali mikro, jakby były skoncentrowane w okularze mikroskopu, natomiast w Marcahuasi mamy do czynienia z kamiennymi gigantami – olbrzymimi rzeźbami, których wymowa jest jednak taka sama.

    Jaka?
    – Z faktu istnienia kamieni z Ica, gigantów z Marcahuasi czy figurek z całym prehistorycznym zwierzyńcem z meksykańskiego Acambaro


     
    wynika przede wszystkim to, że o prawdziwych początkach cywilizacji zarówno w Ameryce prekolumbijskiej jak i na całym świecie współczesna archeologia akademicka nie ma zielonego pojęcia!
    Stąd właśnie zajadłość, z jaką zwalcza się takie osoby jak ja – ludzi, którzy mówią o tym głośno, nie bacząc na konsekwencje.

Fakt prześladowania Pana nie jest zbyt dobrze znany...
– Nikt nie lubi chwalić się takimi rzeczami. W przypadku kamieni z Ica podjęto taką samą akcję dezinformacyjną, jak miało to miejsce w Wielkiej Brytanii, gdzie w pewnym momencie, wynajmując parę zdemenciałych emerytów, postanowiono skompromitować fenomen kręgów zbożowych. Jeszcze wcześniej coś podobnego uczyniono w Rooswell, w USA, zacierając ślady jakie pozostały po przechwyceniu przez Amerykanów pojazdów pozaziemskich z żywymi istotami na pokładzie. Mamy do czynienia ze spiskiem – ze zmową establishmentu naukowego i politycznego w skali całego globu.

Nie boi się Pan tak ostrych określeń?
– Nie, ponieważ istnienie tego spisku dzień w dzień odczuwam na własnej skórze i od z górą dwudziestu lat ponoszę jego najbardziej bolesne konsekwencje.

czwartek, 10 stycznia 2019

Przystanek ponad Rybnem





Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart – usłyszałem w ubiegłym roku od kogoś spotkanego w górach.
     Chyba coś nie tak.
Bo jeśli ktoś nie może na przykład chodzić, to jest na straconej pozycji?
Ważne, żeby niezależnie od osobistej sytuacji nie poddawać się pesymizmowi. Nie stawać się robotem bez indywidualnych myśli. Przecież to z tych myśli wszystko bierze.

Życie jest w kolorze twojej wyobraźni
                                                Marek Aureliusz)

Mnie w każdym razie taki czynny wypoczynek odpowiada. Zauważyłem, że w czasie wędrówki myśli mam nieliczne i do tego jakoś tak spokojnie poukładane.
Czyli wędrowanie przynosi mi pożytek.






Konieczna jest dbałość o własny pożytek
Byłże ktoś kiedyś chwalony za to, że pomógł sam sobie?
                                                                Lucjusz Seneka

Śniadanie zjedzone – można ruszać dalej. Zachmurzyło się i zrobiło się parno.

Się idzie powolutku skrajem drogi w tej cudownej samotności.
Idzie się lekko, niespiesznie, radośnie.






Świat chce, aby człowiek był robotem. Jeśli się nie sprzeciwisz, wchodzisz w kłopotliwe położenie.
      Nie ma wyjścia – trzeba chronić własną indywidualność, gdyż ten świat stał się wrogi wobec indywidualności.
Możesz zagubić, albo już zagubiłeś swoją oryginalną postać i z tego powodu ciągle czegoś szukasz, ciągle czegoś ci brakuje.
       Popatrz na przesłanie rynku reklam: - kup to, i to, i jeszcze tamto, a będziesz szczęśliwszy. Sam siebie pytasz:
- Może mam za mało pieniędzy?
- Albo chodzi o lepsze meble, dom, inną żonę i lepszą pracę?

I tak życie upływa ci na pospiesznym podążaniu z jednego miejsca w drugie.
Jesteś ciężko chory.

Żeby wyzdrowieć, należy najpierw postawić prawidłową diagnozę: - Oto zrozumiałem, że społeczeństwo od samego początku działa na mnie tak zaburzająco! Jest to działanie perfidne i nosi nazwę indoktrynacji, albo tresury społecznej.

Diagnoza postawiona.                                                                                               I co teraz? - Teraz przyjmuję do wiadomości, że szczęście nie znajduje się na zewnątrz! Nie ma go w kolejnych gadżetach, a także we władzy nad innymi.
Moje szczęście tkwi wewnątrz mnie.

Kiedy to do mnie dotarło – nastąpił ten sławny skok kwantowy do środka – nadpłynęła wewnętrzna radość, zmieniła się percepcja.

Uczucia są ważne – należy im ufać.
One są....no nadzwyczajne! To nie fakty powinny nas zaskakiwać, lecz wypływające z nich uczucia.
Fakty?                                                                                                           Powstają jedne z drugich, jako skutki z przyczyn i tyle.
                                                                                                                    Natomiast uczucia.... one często wymykają się logice.
A czasem dzieją się także rzeczy wręcz nieprawdopodobne i każdy w miarę wrażliwy odczuwa je inaczej niż zwykle, jako sygnał od „Góry”, lub …. potwierdzenie własnej boskości!                         

Oto nastąpiła kreacja rzeczywistości za pomocą mojej osobistej myśli!

Kiedy tak się dzieje?
W Stanie Łaski.
Stan Łaski to dar.
Siły Wyższe” dają zawsze zielone światło, aby ten stan osiągnąć.
Opisywałem swoje odczucia w chwilach, kiedy miało „coś” nastąpić jako stan „na luziczku”, silne zadowolenie z życia, coś w rodzaju modlitwy dziękczynnej, poczucie łączności z „Czymś”.

Pisałem kiedyś o książce „Lot do nieba” - dwudziestolatek jako jedyny przeżył katastrofę samolotu – walczy o życie w szpitalu.

Stan zdrowia nie poprawia się.
Coś zrozumiał. Przestał walczyć. Odpuścił, zaufał, przestał prosić, zaczął dziękować:


- Każdy dzień życia jest Twoim darem. Rezygnuję z marzeń, rezygnuję ze wszystkiego, wszystko oddaję. Panie, prowadź.

W tamtej chwili doświadczyłem czegoś, co mi się nigdy nie przydarzyło w moim młodym życiu. Miałem takie fizyczne doznanie, jak gdyby wylano mi na głowę jakąś ciężką, gęstą substancję, która następnie spływała po mnie całym. To uczucie było przemożne i niezapomniane. Wypełniły mnie radość i pokój, czułem się całkowicie wolny!