niedziela, 30 kwietnia 2017

Maszyna Turinga


Nieobliczalność

Odpowiedź na pytanie, co komputery potrafią obliczyć, a czego nie potrafią, stanowiła z kolei obsesję angielskiego matematyka Alana Turinga.
        W czasie drugiej wojny światowej, Turing pracował w supertajnym ośrodku wywiadowczym Bletchley Park, gdzie między innymi złamano szyfry Enigma oraz Fish, którymi hitlerowcy szyfrowali swoje komunikaty radiowe.
        Informacje, które pozyskiwano dzięki złamaniu tych szyfrów, pozwoliły zmniejszyć straty i skrócić wojnę, według niektórych historyków, nawet o dwa lata.
      
               Colossus

Sukces Turinga i jego kolegów polegał w znacznym stopniu na zastosowaniu urządzenia pod nazwą Colossus, które było pierwszym programowalnym elektronicznym komputerem.
        Pod koniec wojny, w Bletchley Park działało co najmniej dziesięć takich maszyn.
Nazwisko Turing kojarzy się jednak głównie z pojęciem maszyna Turinga, oraz pracami, które wykonywał jeszcze przed wojną, a które dotyczyły możliwości i ograniczeń komputerów.
         
W latach trzydziestych było to urządzenie nie z tej ziemi, dziś maszyną Turinga jest każdy komputer.
Można powiedzieć, że Alan Turing był wynalazcą komputera ogólnego zastosowania, które swą niezrównaną wszechstronność zawdzięcza nieskończonej elastyczności oprogramowania.
       Genialne odkrycie Turinga polegało na spostrzeżeniu, że w ostatecznym rozrachunku wszystko co robi komputer to żonglowanie symbolami.
Komputer jest karmiony jedną sekwencją symboli, po czym wypluwa inną sekwencję symboli, która zależy od aktualnie działającego programu.
I to wszystko.

Turinga interesowało, czego komputer policzyć nie może. Niemal natychmiast natknął się na takie zadanie, które na dodatek okazało się niezwykle proste.

        Problem stopu

Niemożliwe zadanie polegało na tym, aby sprawdzić, kiedy jakikolwiek program komputerowy się zatrzyma.
Dzisiejsi programiści wiedzą, że komputer czasami się zapętla, wykonuje w kółko ten sam zestaw instrukcji.
       Najprostszy sposób sprawdzenia polega na uruchomieniu komputera i obserwacji, kiedy się zatrzyma.
Jest to proste zadanie, jeżeli komputer zatrzyma się po minucie, godzinie, albo nawet po roku.
Ale co będzie, jeśli program zatrzyma się dopiero po tysiącu, albo milionie lat?
Nikt nie będzie czekał tak długo.

A więc proste zadanie, ale żaden komputer nie jest w stanie go obliczyć.

Liczba Omega

W życiu piękne są tylko chwile.....

Czy to prawda?
Takich pięknych chwil może być bardzo dużo, jeśli potrafimy je stworzyć, czyli cieszyć się drobiazgami, a właściwie byle czym.
Chwile radości są naturalne, ale naturalny jest także smutek.
         Czyli wracamy do klasyki, że powinien być wdech i wydech, bo nie da się inaczej.
Dlaczego doświadczamy teraźniejszości?
Ponieważ wszystkie inne sposoby doświadczania rzeczywistości spowodowałyby śmierć z głodu.

List kondolencyjny Alberta Einsteina do rodziny przyjaciela:

Teraz odszedł on z tego dziwacznego świata, nieco wcześniej ode mnie. To nie ma znaczenia. Dla nas, wyznawców fizyki, rozróżnienie pomiędzy przeszłością, teraźniejszością a przyszłością nie jest niczym innym, jak uparcie podtrzymywaną iluzją.

Gdzie możemy znaleźć tajemnicę wszechświata?
W jednej jedynej liczbie!

Następne cudowne dziecko, Gregory Chaitin, pochodzący z Argentyny, w wieku również 15 lat, zaczyna publikować artykuły w czasopismach dotyczących fizyki.
       Chaitin interesuje się na początku teorią liczb, potem algorytmiczną teorią informacji.
Kluczowym pomysłem Chaitina było zdefiniowanie miar złożoności danej liczby, jako długości najkrótszego programu komputerowego w kodzie binarnym, czyli jako ciągu zer i jedynek, który może wygenerować tę liczbę.
        Gregory w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku odkrywa liczbę Omega.

Jest to liczba o nieskończonej ilości cyfr, wśród których nie istnieje żaden wzorzec.
Niekończąca się sekwencja zer i jedynek Omegi może zostać wygenerowana tyko nieskończenie długim programem.
Nie ma drogi na skróty.

Chaitin nazywa ją „bardzo niebezpieczną liczbą''.

W porównaniu z Pi, Omega jest nieskończenie bardziej złożona.
Oprócz tego, że Omega jest losową, nieskończenie złożoną, i nieskończenie nieredukowalną liczbą, nieoczekiwanie okazało się, że jest także w istotny sposób powiązana z ostatecznymi ograniczeniami komputerów – z tym, co one potrafią, a czego nie potrafią obliczyć.

sobota, 29 kwietnia 2017

Czy Bóg jest komputerowym programistą?

Na dziś koniec wpisów.
Nie zdążyłem umieścić wszystkich, które chciałem umieścić.
Bo to jest finisz przedwakacyjny. I ma być sens we wpisach.
Więc do zobaczenia na blogu jutro.

Jedną z konsekwencji prac Wolframa jest kwestia istnienia sztucznej inteligencji – maszyny, która myśli, czuje i zachowuje się jak człowiek.
        A pomysł, że wszechświat jest wielkim komputerem użytym do rozwiązania jakiegoś problemu, jest także punktem wyjścia dla wielu fizyków z otwartą głową, m.in. dla Eda Fredkina.
Merytoryczni komentatorzy są zgodni, że jest to zarówno dobra, jak i zła wiadomość.
Dobra wiadomość polega na tym, że nasze życie rzeczywiście ma jakiś cel.
Zła wiadomość niesie przesłanie: - tym celem może być wartość liczby Pi z dokładnością do zyliona liczb po przecinku!.
My sami nie prowadzimy żadnych obliczeń, po prostu złapaliśmy autostop na Wielkim Komputerze, który działa miliard lat.
Wszechświat zaczyna bardziej przypominać wielką myśl niż wielką maszynę'' – napisał brytyjski astronom sir James Jeans.

Złożony krąg zbożowy (Anglia) opisywany przez Nassima Harameina.

Matematyk Chaitin rzecz ujął w bardziej nowoczesnej formie: „Czy Bóg jest programistą?”.
I rozwija myśl Wolframa pokazując ją na przykładzie liczby Pi.

Rozwinięcie dziesiętne tej liczby tworzy ciąg liczbowy, w którym żadna grupa cyfr nie powtarza się cyklicznie.
Liczbę Pi można jednak wygenerować za pomocą krótkiego programu komputerowego.
Natomiast Chaitin odkrył liczbę, która jest naprawdę złożona.
Ta liczba nazywa się Omega.

Wygenerowanie liczby Omega wymaga nieskończenie długiego programu komputerowego.
          ''Czy wszechświat jest jak Pi, czy jak Omega? - stawia pytanie Chaitin.
Większość ludzi sądzi, że jak Omega, Wolfram sądzi, że jak Pi.

I kontynuuje myśl dodając, że złożoność świata jest skończona, podobnie jak złożoność liczby Pi, a stąd z kolei wniosek, że teoria kwantowa w swej obecnej postaci jest błędna.
Jeżeli Wolfram ma rację, kiedyś będziemy w stanie dużo więcej zrozumieć (może wszystko?).

Chaitin przyznaje, że spędził długie godziny w domu Wolframa, dyskutując z gospodarzem na temat jego idei.
        (Podobne przyciąga podobne: - ksiądz trzyma z księdzem, głupi z głupim, a Chaitin z Wolframem).
Matematyk konkluduje (dyplomatycznie): - ''Zdaję sobie sprawę, że prezentowane przez nas poglądy są interesujące, a zarazem prowokacyjne, i tylko czas może udzielić odpowiedzi, czy fizyczny wszechświat się z nimi zgadza''.

Pogoda jest żywą istotą?

Stephen Wolfram sądzi, że program komputerowy, który natura stosuje do generowania wszechświata, jest bardzo krótki.
Z pewnością nie mówimy tu o dziesiątkach milionów linii kodu, z których składają się takie programy jak microsoft Windows.
         Wręcz przeciwnie.
Kod natury dałby się zapewne zapisać w nie więcej niż czterech linijkach programu Mathematica” - mówi programista.


Jeżeli to prawda, to te cztery linijki są odpowiedzialne za stworzenie wszystkiego – od czekoladowych pączków, przez telewizyjne programy rozrywkowe, aż po procesy myślowe, które doprowadziły Wolframa do zuchwałej tezy, że marne cztery linijki kodu są odpowiedzialne za wygenerowanie całej rzeczywistości.

Mimo dziesięciu lat pracy, nie osiągnął jednak zasadniczego celu – kosmicznego programu komputerowego realizującego wszystko.
      Nie traci jednak nadziei, że kiedyś go znajdzie. Wszystko, do czego doszedł w czasie dziesięcioletnich poszukiwań, a co wystarczyłoby na tysiące prac naukowych, zostało zawarte w epickim dziele A New Kind of Science – 2002 rok
       Księga liczy 1200 stron, zawiera 1000 ilustracji i pół miliona słów. W pierwszym dniu sprzedano 50 tysięcy egzemplarzy, a w środowisku naukowym zawrzało.
        Reakcja była niemal w każdym aspekcie negatywna.
Autorowi zarzucano arogancję i pominięcie osiągnięć innych, a najbardziej bolesne dla środowiska było stwierdzenie, że książka prezentuje całkowicie nowy sposób uprawiania nauki.

Nikt od czasów Newtona nie ośmielił się na coś takiego.
Jednak szybkość krytyki wskazała, że nie jest ona merytoryczna. Trudno bowiem uwierzyć, aby ktokolwiek był w stanie w ciągu kilku dni wyrobić sobie zdanie o tak obfitym materiale.
          Była to zwykła reakcja przedstawicieli ortodoksyjnego środowiska na przebojową nowość.
Wybitne jednostki, np. Gregory Chaitin, odkrywca boskiej liczby Omega, napisał tak:
       - „Bez urazy. Gdyby autor starał się uczynić wszystko, aby książka zawierała wyłącznie absolutną prawdę i nikogo nie uraziła, to niczego nie mógłby napisać”.
Poglądy Wolframa sprowadzają się bowiem do tego, że nie ma dróg na skróty, a dokładnie to wszystkie drogi na skróty zostały już odkryte przez konwencjonalną matematykę.
        Natomiast większość zjawisk złożonych nie da się ująć w zwięzłym matematycznym równaniu. Aby się przekonać co się w takim układzie dzieje, trzeba uruchomić program komputerowy.
To było pierwsze primo.
Po drugie primo: - Układy złożone są równoważne w sensie obliczeniowym.

Weźmy dla przykładu atmosferę ziemską.
Jej funkcjonowanie jest równie złożone jak każdej istoty żywej, a więc powinniśmy ją sklasyfikować jako żywą istotę, taką jak my!

Kiedy ktoś mówi, że pogoda ma własny rozum, to traktujemy to jako przenośnię” – mówi Stephen, - „a ja sądzę, że to stwierdzenie jest bardziej dosłowne niż nam się wydaje”.

Stephen Wolfram


Od wielu wieków mistycy powtarzali, że świat, który widzimy jest jedynie ułudą, iluzją.
W czasach nowożytnych potwierdził tę opinię najpierw Albert Einstein, a potem zrobiła to nowa dziedzina nauki – fizyka kwantowa,

Pewien problem pojawia się w sytuacji, kiedy reguła 110 dotyczy jakiegoś określonego układu węzłów, a układ taki występuje w kilku różnych miejscach w sieci.
Który z nich powinien zostać zaktualizowany pierwszy?
         Zmiana kolejności aktualizowania prowadzi na ogół do różnych sieci przyczynowo – skutkowych.
Zamiast pojedynczej historii, taki wszechświat będzie miał kilka różnych historii.
Światy równoległe?
        A my nie będziemy wiedzieć, dlaczego jesteśmy w tej konkretnej historii, a nie w innej, co stanowiłoby dyskomfort.

Na szczęście istnieje wyjście z tej niepożądanej sytuacji. Otóż istnieją pewne reguły, które sprawiają, że kolejność aktualizowania staje się nieistotna.
"Przy zastosowaniu tych reguł zawsze istnieje tylko jeden wątek czasu we wszechświecie" – mówi Wolfram.

Opowieści, w których przestrzeń i materia wyłania się z sieci, mogą przeciętnemu człowiekowi wydawać się mętne, ale na fachowcach teoria Wolframa zrobiła wrażenie jeszcze z innego powodu.
Otóż potrafi ona wyjaśnić teorię grawitacji Einsteina.
Ujmując rzecz w skrócie:
         Materia porusza się w zakrzywionej czasoprzestrzeni, a czasoprzestrzeń jest zakrzywiona z powodu obecności materii.
Masa Ziemi zakrzywia czasoprzestrzeń, wytwarzając obok siebie
zagłębienie. 
Nie widzimy tego, ponieważ zakrzywienie trójwymiarowej przestrzeni może zobaczyć tylko istota czterowymiarowa, a my jesteśmy trójwymiarowi i możemy widzieć tylko trzy wymiary.
       Czasoprzestrzeń jest czterowymiarowa, ponieważ obejmuje jeden wymiar czasowy i trzy wymiary przestrzenne. Wymiar czasowy rozciąga się oczywiście wzdłuż kierunku przeszłość – przyszłość. Natomiast trzy wymiary przestrzenne wzdłuż kierunków wschód – zachód, północ – południe i góra – dół.
       Wolfram twierdzi, że nieustannie aktualizowana sieć przestrzenna zachowuje się dokładnie tak, jak zakrzywiona czasoprzestrzeń Einsteina.

Ciekawostką jest, że do matematycznych obliczeń tej zakrzywionej czasoprzestrzeni jest niezbędne użycie tzw. ''tensora Ricciego''.
Wolfram potrafi, przy zaledwie kilku założeniach, wyprowadzić
warunki, które musi spełniać „tensor Ricciego”.
No i zgadnijmy, jakie to są warunki?

Oto oglądamy równania grawitacji Einsteina!

Program generujący świat

Wolfram jest przekonany, że program komputerowy generujący nasz wszechświat jest nie tylko bardzo prosty, ale także może być jednym z najprostszych programów zdolnych do wygenerowania wszechświata.
       To przekonanie, to na razie jest tylko akt Wiary przez duże w.
Odkrywca sądzi, że nasz wszechświat jest jednym z najprostszych wszechświatów, jedynie z dodanym pojęciem przestrzeni i czasu.
Dlatego warto najpierw popróbować i sprawdzić proste reguły, bo któraś z nich może się okazać poszukiwaną regułą.
       Jeżeli program generujący nasz wszechświat jest rzeczywiście jednym z najprostszych, to musi zawierać bardzo mało treści.
Z tego powodu Wolfram uważa, że wszechświat nie może być automatem komórkowym, bo z definicji automat jest określonym zbiorem komórek w przestrzeni. A wbudowana w program koncepcja przestrzeni, to już dla niego zbyt dużo.
        Uważa, że przestrzeń wyłoni się z czegoś jeszcze bardziej fundamentalnego, i wyłoni się wraz ze wszystkimi innymi atrybutami wszechświata w miarę działania programu.

Wolfram sądzi, że przestrzeń jest rodzajem sieci punktów, połączonych „węzłami”. To niesamowite, ale prosta sieć węzłów potrafi naśladować własności absolutnie każdej wyobrażalnej przestrzeni, czy to będzie przestrzeń jednowymiarowa, dwuwymiarowa, czy 279 wymiarowa.

Zdaniem Wolframa przestrzeń nie jest niczym więcej, jak siecią połączonych ze sobą węzłów.
Wyobraża on sobie przestrzenną sieć, która zmienia swój stan podobnie, jak automat komórkowy.
Okazuje się, że wszystko w naszym wszechświecie może powstać z takiej sieci przestrzennej.

Weźmy na przykład cząstki materii. 
W automacie komórkowym funkcjonującym w regule 110, szybko pojawiają się zorganizowane struktury, które są trwałe i zachowują się tak, jakby poruszały się w przestrzeni. Takie samo zachowanie wykazują elementarne cząstki materii – kwarki, elektrony i inne cząstki. 
      W rzeczywistości struktury te są nieustannie niszczone i natychmiast się regenerują. Podobnie działa zwykły telewizor.
W automacie z regułą 110 czasami dochodzi także do zderzenia cząstek. W rezultacie tego zderzenia pojawia się grupa innych cząstek, rozchodząca się z miejsca zderzenia.
       Takie zjawiska obserwują fizycy w akceleratorach cząstek, na przykład Europejskim Laboratorium CERN w Genewie.
Podobne zjawiska można również zaobserwować w sieci przestrzennej, gdzie cząstki są reprezentowane przez sieć węzłów – trwałe układy połączeń.
Wolfram odkrył, że regularnie odświeżany układ węzłów może reprezentować zarówno przestrzeń w której żyjemy, jak i materię, z której jesteśmy zbudowani.

Przypominają się słowa Einsteina:
Rzeczywistość to jedynie iluzja, aczkolwiek całkiem trwała” .

Reguła 110


Skoro nie da się matematycznie opisać zjawisk złożonych, to czy jest jakiś inny sposób, aby to zrobić?
Nad takim właśnie zagadnieniem zaczął pracować Wolfram, bo było dla niego jasne że wszechświat przestrzega jakieś reguły.
Przecież w przyrodzie są struktury, regularności i cykle, a więc wszechświat nie może być i nie jest siedliskiem przypadkowości i chaosu.

Dla Wolframa było więc jasne, że musi być coś bardziej ogólnego od czystej matematyki, za pomocą czego można będzie opisać złożoność, czyli wszystko.
Musi coś być i wiedział, że prędzej czy później on to coś znajdzie.
Wiedział, wierzył, uporczywie szukał i znalazł, bo musiał znaleźć!

Tą jedyną rzeczą która spełniała wszystkie warunki był program komputerowy.

          Wielka tajemnica natury

Wolfram próbował teraz odkryć, jaki rodzaj nauki można zbudować, wychodząc od najbardziej ogólnych reguł ujętych w programach komputerowych,
       Najprostszy program, od którego Stephen zaczął swój fantastyczny kwantowy rajd, nazywa się automatem komórkowym.
W streszczeniu taki program rozrasta się w działaniu i zachowuje jak wąż, który zjada własny ogon. Takie działanie nosi nazwę rekursji.
Okazuje się, że w przypadku jednowymiarowego, dwukolorowego automatu komórkowego z regułą zależną od sąsiednich komórek, istnieje 256 możliwych programów.
       Bardzo szybko okazało się, że niektóre reguły i niektóre dane początkowe nie prowadzą do niczego interesującego.
W miarę powstawania kolejnych linii komórek, początkowy układ zanikał. Natomiast w niektórych przypadkach pewien konkretny układ zaczynał powtarzać się w nieskończoność.
Od czasu do czasu zdarzało się jednak coś znacznie bardziej interesującego.

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęła się era tanich komputerów osobistych, więc Wolfram mógł generować swoje automaty komórkowe na ekranie komputera, a nie na kartce papieru.
       Tak, tak – do tej pory robił to ręcznie na kartce papieru!
(Tu wtrącenie od autora bloga: - przypomina mi się, jak przez dziesięć lat poszukiwałem działających Liczb Planetarnych za pomocą ołówka, kartki papieru i kalkulatora – sprawdzając żmudnie kolejne wyliczone Liczby metodą prób i błędów na wykresie świecowym dziennym Wig 20, a także Dow Jones).
Obserwowanie linii komórek maszerujących miarowo w górę ekranu, jest jak oglądanie ciekawego filmu. (Podobnie mamy my, inwestorzy daytraderzy obserwując powstawanie świeczek na wykresie świecowym wybranego rynku, w małym interwale)
      Od czasu do czasu układy czarnych komórek tworzą na ekranie obiekty, które pozostają trwałe, mimo, że są nieustannie przetwarzane, niszczone, a potem regenerowane przez działający w komputerze program.
       Stephen godzinami bawił się swoimi automatami komórkowymi, zafascynowany wędrującymi po ekranie kształtami. Pewnego dnia zauważył coś naprawdę wyjątkowego.
Odkryłem układ, który się nigdy nie powtarzał”.

W biologii, gdzie czynnikiem sprawczym jest ślepy dobór naturalny, złożoność organizmów stanowi rezultat skomplikowanej serii procesów fundowanych przez miss Ewolucję w ciągu miliardów lat.
       W otaczającym nas świecie, proste przyczyny prowadzą do powstania prostych zjawisk, a złożone przyczyny do powstawania zjawisk lub rzeczy skomplikowanych.
Nasz bohater odkrył wyjątek od tej reguły: - złożone zjawisko, które miało prostą przyczynę.

Czytelnicy pamiętają myśl Edwarda Stachury: „Wyjątek nie potwierdza reguły – on ją kompromituje”.

Dla Wolframa był to moment, który zmienił jego życie.

Wpatrując się w ekran komputera na którym bez końca ewoluował „obiekt”, zadawał sobie pytanie:
- Czy to tu kryje się pochodzenie złożoności wszechświata ?
Kiedy powstaje róża, galaktyka, albo ludzki umysł, czy natura po prostu stosuje i wciąż powtarza te same proste reguły?
Czy to jest ta wielka tajemnica?”.

Od tej chwili pochodzenie złożoności stało się dla Wolframa obsesją.
W momencie, gdy doznał swego objawienia, pracował w California Institute of Technology w Pasadenie. W połowie lat osiemdziesiątych przeniósł się do Princetown, do placówki naukowej, która była dawniej Instytutem Einsteina.
       W końcu założył własną firmę – Ośrodek Badań Układów Złożonych i zaczął wydawać pierwsze naukowe czasopismo o złożoności.
Stworzył nowy język komputerowy- Mathematica, którym posługiwał się w badaniach.
       Otworzył drugą własną firmę – Wolfram Research. Zatrudniał w niej matematyków i przedstawicieli innych dziedzin nauki, aby wspólnie rozwijać oprogramowanie.
Język programowania okazał się nie tylko narzędziem, ale także inspiracją. Mathematica była zbudowana z prostych modułów, lecz potrafiła wykonywać niezwykle złożone zadania.
      „Wbiła mi ponownie do głowy, że proste programy mogą mieć niezwykle złożone rezultaty” - mówi Wolfram.
W tym czasie pojawiły się dwie wiadomości, początkowo wydawało się, że jedna jest dobra, a druga niedobra.
Ta niedobra była taka, że nie było zbyt wielu chętnych do współpracy przy badaniach nad złożonością, a Stephen do tej pory opierał się na sponsorach – potrzebował pieniędzy.
Dobrą wiadomością stał się stan konta Wolframa – okazało się, że niemal z dnia na dzień został multimilionerem.
Mathematica zdobyła bowiem miliony użytkowników na całym świecie.
       Wolfram nie musiał już szukać sponsorów do finansowania swoich badań. Miał wystarczające środki na działanie samodzielne, a pieniędzy wciąż przybywało.
Tak więc potencjalnie niedobra wiadomość stała się wiadomością bez znaczenia.

Teraz odkrywca postawił przed sobą zadanie iście gargantuiczne i dlatego na dziesięć lat zamilkł. W tym czasie nie opublikował ani jednego artykułu naukowego, skoncentrował się na badaniach złożoności i zniknął z naukowej sceny.
   
Mijał miesiąc za miesiącem, a rok za rokiem, kiedy świat kręcił się swoim własnym rytmem, a Wolfram swoim, kładąc pracowicie podwaliny nowej nauki.
Mówi matematyk Gregory Chaitin z ośrodka IBM: - „Wolfram starał się zbadać komputerowo wszystkie możliwe światy, a przynajmniej te, które wynikają z prostych reguł”.
W rezultacie powstała cała skarbnica interesujących, małych programów komputerowych.
       Wśród wielu odkryć Stephena, na szczególną uwagę zasługuje reguła 110 automatu komórkowego.
Automat komórkowy z regułą 110 stanowi „uniwersalną maszynę Turinga” - mimo że jest zdumiewająco prosty, może symulować dowolny, nowoczesny komputer i zrealizować dowolne obliczenia, do których zdolny jest jakikolwiek komputer.
        Właściwości reguły 110 są niezwykle sugestywne.
Skoro tak prosty, jednowymiarowy automat, jest zdolny do wygenerowania nieskończonej złożoności, to dowodzi, że natura ma do dyspozycji niezmiernie potężne narzędzie.
I Wolfram jest przekonany, że natura – (czytaj; miss Ewolucja) korzysta z tego narzędzia.
        „Sadzę że układy fizyczne, poddane rekursywnie prostym regułom – gdy wyniki są wielokrotnie podawane na wejście – mogły stworzyć wszystko, od czubka naszego nosa, po najdalsze gromady galaktyk”.
Czy zatem wszechświat jest gigantycznym automatem komórkowym – trójwymiarową wersją jednowymiarowych gier, którymi Wolfram bawił się na ekranie swojego komputera?
Okazuje się, że on sam jest odmiennego zdania.
Sądzę, ze prawda jest znacznie dziwniejsza i jeszcze bardziej interesująca”.

Kosmiczny komputer

Horyzont wszechświata

Należy sobie uzmysłowić co to znaczy horyzont wszechświata.
Horyzont wszechświata ma wiele wspólnego z horyzontem obserwowanym ze statku na morzu. Wiemy, że poza widzianym horyzontem jest więcej morza. Podobnie jest z widzianym wszechświatem, którego nie tylko jest więcej – on jest nieskończony!
Nasz wszechświat składa się w uproszczeniu z atomów, a atom można porównać do kuli wielkości piłkarskiego stadionu, która jest wewnątrz pusta. Czaszę kuli tworzy elektron, który z szybkością światła, w trójwymiarze okrąża jądro. Ten elektron ma wielkość piłeczki tenisowej.
     Atom składa się głównie, bo w 99,9999 % z pustki.
Każdy atom jest tak pusty, że wewnątrz atomu oprócz jadra jest jeszcze miejsce na milion miliardów protonów.
A więc każdy atom to taka wydmuszka okrągłego jajka – jest tylko skorupka, a w środku pusto.
       Wszechświat jest to więc głównie pustka – Space!
I do tego ta pustka jest nieskończona.
W obserwowalnym wszechświecie jest tylko 10 do osiemdziesiątej potęgi protonów. Średnia gęstość materii w kosmosie jest więc niesłychanie mała.

Kosmiczny komputer

Bóg wybrał świat najprostszy w hipotezach i najbogatszy w zjawiskach.
                                                          Gotfried Leibnitz 1686

Jest rok 2068.
Ekspedycja z Ziemi wylądowała na obcej planecie i przedziera się przez ruiny pozostałe po wysoko rozwiniętej cywilizacji.
Ta cywilizacja przed wiekami opuściła swój świat udając się w nieznane.
      Członkowie ekspedycji brną przez zwały gruzów w kierunku masywnego budynku – centralnego magazynu informacji.
W upiornym świetle dwóch czerwonych bliźniaczych słońc, pokonują z widocznym trudem potężną grawitację planety i posuwają się naprzód metr za metrem.
     Wreszcie docierają do schodów wiodących do głównego wejścia, forsują drzwi i idąc korytarzem, dość szybko znajdują się w sali, gdzie ich oczom ukazuje się główny komputer.
Na ścianie widzą tablicę, zapisaną niezrozumiałymi znakami. Wszyscy gromadzą się wokół osoby, która skanuje napis za pomocą podręcznego translatora.
Pokazuje się tłumaczenie. Zdumieni czytają;

Przepis na wszechświat;
Uruchom program komputerowy (poniżej)
Powtarzaj przez 13,7 miliarda lat

Ktoś parsknął śmiechem, ktoś westchnął z niedowierzaniem,
wszyscy gapią się na zapis programu komputerowego, a to są zaledwie cztery linijki.
.
Czy przepis na wyprodukowanie wszechświata może być aż tak prosty?

Taki pogląd wyznaje genialne dziecko z Londynu – fizyk kwantowy Stephen Wolfram.
Uważa on, że źródłem tej oszałamiającej złożoności – od galaktyk spiralnych, przez rododendrony do istot ludzkich, jest wielokrotne powtarzanie kilku prostych instrukcji.

"Nasz wszechświat został wygenerowany przez prosty program komputerowy" – mówi Wolfram.
Ten młodzian zaczął publikować artykuły w poważnych czasopismach naukowych w wielu piętnastu lat. Do rewolucyjnych wniosków doprowadziło go odkrycie z roku 1980.
       Otóż wbrew wszelkim oczekiwaniom odkrył, że proste programy komputerowe mogą generować wyjątkowo złożone rezultaty.
Do tego wniosku doszedł w momencie, kiedy zaczął interesować się galaktykami spiralnymi i działaniem ludzkiego mózgu.

Problem polega na tym, że działanie każdego z tych złożonych układów nie da się wyjaśnić na podstawie konwencjonalnej nauki” - mówi Wolfram.
       Konwencjonalna nauka to synonim nauki opartej na matematyce. Mniej więcej od XVII wieku – głównie dzięki Galileuszowi i Newtonowi wiemy, że prawa przyrody, które rządzą lotem kuli armatniej, lub ruchem planet, mogą zostać zapisane w postaci matematycznych formuł.
      Biorąc przykład z Newtona, kolejne pokolenia fizyków opisywały matematycznie niemal wszystko – począwszy od widma światła emitowanego przez gorące palenisko, aż po zakrzywienie czasoprzestrzeni wokół masy skupionej w czarnej dziurze.
      Nauki ścisłe, oparte na regułach matematycznych, mają ogromne zasługi w opisywaniu i odkrywaniu tajemnic przyrody, jednak nie potrafią opisać złożoności, a to jest spory minus.
Nie opisze się matematyką biologii, ani turbulencji w ruchu cieczy.
Część naukowców ma nadzieję, że kiedyś ta bariera zostanie przełamana i matematyka pozwoli na opis złożoności, jednak Stephen Wolfram uważa inaczej.
        "Matematyka jest podobna do latarni ulicznej, która oświetla tylko to, co jest w jej zasięgu – głównie grunt wokół słupa, jest więc ślepa na większość zjawisk, które nas otaczają, czyli na zjawiska złożone".

piątek, 28 kwietnia 2017

Miłość to kwiat



Miłość jest kwiatem, który rzadko zakwita. Miliony ludzi żyją w błędnym przekonaniu, że kochają, że potrafią kochać.
        Ale jest to tylko ich przekonanie.
Miłość zakwita bowiem tylko wtedy, gdy znika wszelki lęk. Miłość jest tylko wtedy, gdy jesteś otwartym i nie masz nic do ukrycia.
Kiedy prawdziwie pokochasz nie będziesz potrzebował medytacji, ani modlitwy.
Dzięki miłości wszystko samo przyjdzie do ciebie. I Bóg także. To właśnie miał na myśli Jezus mówiąc: Miłość jest Bogiem.
Kabir powiedział:
  • Patrzę na ludzi......
Tak bardzo się boją, lecz nie mogę zrozumieć dlaczego.
Nie mają przecież niczego do stracenia. Są podobni do człowieka, który jest nagi, lecz nie idzie do pobliskiej rzeki, żeby się wykapać. Obawia się że zamoczy ubranie, a gdzie je wysuszy?
                                                           Taka jest właśnie sytuacja w lęku.
                                                                                                   
Jesteś nagi, nie masz ubrania, ale zawsze się o nie obawiasz.
Cóż możesz stracić?
Nic
Śmierć zabierze twoje ciało. Cokolwiek masz zostanie ci odebrane.

Nie powinieneś się bać. Nic nie powinno ciebie zranić. Lęk bierze się wyłącznie z tresury społecznej, z fałszywych poglądów narzuconych ci przez rodziców i tłum. Przekonano cię, że musisz się chronić, nie wolno się odkrywać, masz być gotowy do walki, każdy człowiek jest twoim wrogiem, każdy jest przeciwko tobie.
        A tak nie jest.
Każda osoba skupia się głównie na sobie, nie na tobie. Nie ma się czego bać, Szukaj głębokiego zadowolenia, ono jest oznaką miłości.

Miłość uczyni cię wolnym od pragnień. Pragnienia wynikają bowiem z braku zadowolenia. Pragniesz, bo myślisz, że jeśli będziesz coś miał, przyniesie ci to zadowolenie.
Porzuć więc lęk, bądź wolny od strachu, stań się otwarty. W tym procesie doznasz odrodzenia. Pojawi się w tobie nowa jakość.
   

Światy równoległe


Gdziekolwiek się znajdujemy, wszechświat rozciąga się od tego miejsca we wszystkich kierunkach bez granic.
                                                                           Lukrecjusz - I wiek p.n.e.



Dwie rzeczy trzeba sobie uświadomić, gdy ma się do czynienia z równoległymi wszechświatami.
Po pierwsze primo: - one nie są wcale równoległe.
Po drugie primo: - one nie są też wcale wszechświatami.

Bardzo, bardzo daleko stąd, w galaktyce zdumiewająco podobnej do Drogi Mlecznej, znajduje się gwiazda, która wygląda zdumiewająco podobnie do Słońca.
       Licząc od tej gwiazdy, na trzeciej planecie, która zdumiewająco przypomina Ziemię, mieszka ktoś, kto wygląda jak twój bliźniak.
Nie tylko wygląda jak ty, lecz także właśnie czyta te słowa, które ty czytasz.
      Co więcej, istnieje nieskończona ilość galaktyk, które wglądają tak, jak nasza galaktyka . Zamieszkuje w nich nieskończona liczba istot, które nie tylko są identycznymi wersjami nas, ale i prowadzą życie identyczne z naszym.
Jeżeli nam się wydaje, że to czysta fantazja – science fiction, jesteśmy w błędzie.
Istnienie naszych sobowtórów to nieunikniona konsekwencja standardowej teorii wszechświata. Co więcej, obliczono jak daleko mieszka nasz najbliższy sobowtór.
      Ta odległość wynosi najwyżej 1 i 10 miliardów miliardów miliardów zer metrów. To ogromna liczba, odpowiadająca odległości wielokrotnie przekraczającej zasięg największych teleskopów.
Nie jest jednak istotne, że nasz bliźniak znajduje się w
tak zapierającej dech w piersi odległości. Istotny jest fakt, że ten bliźniak w ogóle istnieje.
Następnym zagadnieniem jest ogromna ilość światów równoległych, przyprawiająca o ból głowy.
       Teoria wielu światów bardzo nieoszczędnie gospodaruje wszechświatami, ale przewiduje poprawnie wyniki wszystkich znanych eksperymentów.
Ta ogromna ilość istniejących światów równoległych powoduje powstanie zarówno problemów moralnych, filozoficznych, jak i religijnych.
       W ich ilości każdy możliwy scenariusz zostanie spełniony. Jaki sens ma więc walka o lepszy świat, jeśli niezależnie od tego, jak dobrze nam się powodzi w życiu, istnieje inna ziemia, gdzie nasz sobowtór ponosi same porażki!
W niektórych rzeczywistościach istnieją wersje naszej osoby, których historia życia jest bardzo podobna. W innych rzeczywistościach jest bardzo odmienna. W jeszcze innych w ogóle nie istnieją wersje naszej osoby, ponieważ w tych rzeczywistościach nie narodziliśmy się.
       Larry Niven wykorzystał tę ideę w opowiadaniu science fiction, opisującym dzieje firmy Crosstime, która wprawdzie zarabia miliardy na imporcie i patentowaniu wynalazków ze światów równoległych, jednak zaledwie w miesiąc po rozpoczęciu działalności firmy, zaczyna się seria samobójstw wśród pracowników.
Także założyciel firmy ginie w ten sposób.
Śledztwo stopniowo odkrywa prawdę.
         Ludzie popełniają samobójstwa na skutek świadomości, że istnieją ich sobowtóry i prowadzą one inne życie – mniej samotne i bardziej szczęśliwe.
Popełniają samobójstwa w desperacji, ponieważ wiedzą, że wszystkie możliwości są realizowane, a więc nic nie ma znaczenia – cokolwiek zrobią, przeciwna decyzja zostanie podjęta w którymś z tych innych światów.

Znowu być dzieckiem bez symulacji komputerowej

Zatoka Gdańska.
Obudzony impulsem, nad morzem znalazłem się już przed świtem.
Pochodziłem i stwierdziłem, że to był falstart. Wracałem.
Byłem już w lesie i wtedy.... Anioł mnie klepnął!
No może musnął tylko, ale odruchowo się obejrzałem.
A tu za mną wyrosła tęcza nad tęcze! Olbrzymia, bo słońce nisko!
No to biegiem z powrotem!



Na pierwszym zdjęciu (aparat), kiedy wbiegam na plażę, piasek plaży ma niespotykany kolor. To rzadkość, aby świt był tak samo krwisty jak zachód.

Upływa pół minuty i kolor staje się o kilka tonów bledszy.
Trzecie zdjęcie – Xperia gubi kolor z urzędu, no i telefon nie ma szerokiego obiektywu. 

W każdym razie jestem zadowolony to mało! Jestem w zachwycie! Podskakuję! Znowu przeżywam ten moment – to się nazywa pasja. Dla takich chwil warto żyć!
Liczą się tylko chwile?
Być może, być może.....
      Lecz może jednak warto narodzić się na nowo?
Znowu być dzieckiem i biegać po plaży za kolorowymi kamykami? Czyli zrozumieć, że najważniejsza jest umiejętność znajdowania radości we wszystkim?
Plus tolerancja dla inności – niech każdy wierzy w co chce.


Kiedy tylko padają słowa „fizyka kwantowa” – mnie przypomina się seria porywających wykładów Nassima Harameina na youtoube. Pisałem o jego odkryciach i odczycie który nazwano ''Lotem na latającym dywanie z krainy tysiąca i jednej nocy''.
To właśnie Nassim Haramein pierwszy połączył religię, filozofię, i fizykę kwantową w całość.
A teraz wypis z książki Marcusa Chowna:
 – „Nieskończone Życie Nieboszczyka”.

To za pomocą nauki o kwantach opisujemy małe obiekty, takie jak atomy, za jej pomocą dostaliśmy laser, reaktory jądrowe i iPody.
To mechanika kwantowa wyjaśniła, dlaczego świeci Słońce, a grunt pod naszymi nogami jest twardy.
       Mamy także ogólną teorię Einsteina – opisującą duże obiekty, takie jak wszechświat, i przewidującą istnienie czarnych dziur oraz sugerującą, że czas miał początek.
Nie wiemy co prawda jak połączyć ze sobą teorię małych rzeczy z teorią dużych – teoretycy wciąż poszukują kwantowej teorii grawitacji, jednak powinno do nas dotrzeć, że życie we współczesnej epoce to naprawdę wielki przywilej.
        Potrafimy na przykład sięgnąć wzrokiem aż po horyzont światła – granicę obserwowalnej przestrzeni.
Potrafimy także policzyć elementy składowe kosmosu, czyli owe kilkaset miliardów galaktyk, powstałych w tytanicznej eksplozji zwanej Wielkim Wybuchem.
Jednak przyznać trzeba, ze nadal nie wiemy, co spowodowało Wielki Wybuch.

Fizyka kwantowa podsuwa nam takie niezwykłe hipotezy:

- Powodem Wielkiego Wybuchu było zderzenie światów równoległych.
- Jedna zdumiewająca liczba zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, które kiedykolwiek moglibyśmy zadać.                                                                               - Gwiazdy stanowią artefakty pozaziemskiej inteligencji.                                          - Cztery linijki programu komputerowego wystarczą, aby wygenerować mnie, ciebie i cały świat, który widzimy wokół siebie
- Gdy czas dobiegnie końca, wszyscy będziemy mogli zostać przywróceni do życia w symulacji komputerowej.

Ostatnia z wymienionych hipotez podsunęła mi pomysł tytułu tej książki. Bowiem jest możliwe, że w chwili śmierci, każdy z nas zostaje przemieszczony na koniec czasu wszechświata, gdzie budzi się w ostatecznej cyfrowej rzeczywistości, a przed jego oczami przesuwa się subiektywna, nieskończona wieczność i po skończonej, krótkiej ziemskiej egzystencji trwa Nieskończone życie Nieboszczyka.
       Najbardziej ezoteryczna kwestia, którą poruszam w tej książce:                        - Czy jedna liczba zawiera w sobie cały sekret wszechświata?  - okazuje się mieć znaczenie dla pochodzenia ludzkiej wyobraźni, twórczości i ogólnie dla funkcjonowania mózgu.
Na tym ostatecznie polega natura nauki, która z jednej strony działa na krańcach ludzkiego poznania, lecz z drugiej strony dociera do głębi zagadnień, które interesują nas wszystkich;
- skąd pochodzimy
- dokąd zmierzamy                                                                                                    - co my, u diabła, tu robimy?”