Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Jesteśmy częścią jednej orkiestry

 


Kiedy masz poczucie humoru, stajesz się religijny. Natomiast smutek, powaga, są oznaką osób negujących życie.

Poza tym powaga jest tarczą miernoty.

Nie jesteśmy sierotami. Ziemia to nasza matka. Niebo jest naszym ojcem.

Cały olbrzymi wszechświat należy do nas, a my do niego. Jesteśmy częścią jednej orkiestry.

    Usłyszeć muzykę bytu – oto jedyna autentyczna religia. Ta religia nie ma świętych pism, bo ich nie potrzebuje. Tej religii wystarcza cisza. To z tej ciszy rodzi się modlitwa, wdzięczność i wtedy całe istnienie zamienia się w boskość.

 

                                                               Osho

 

PS. Jeśli potrafisz zbierać kwiaty tylko dla swojej własnej osobistości, oznacza to, że jesteś na właściwej drodze.









                                  

                                                                  


środa, 9 kwietnia 2025

Kosmiczne struny

 


Część kosmologów (Richard Gott z uniwersytetu w Princeton) zakłada istnienie strun kosmicznych. Uważają, że mogą to być „drogi szybkiego ruchu” do podróży w przeszłość. Twory nazwane strunami należą do zjawisk reliktowych, powstałych wkrótce po Wielkim Wybuchu. Zgodnie z tą teorią w fazie gwałtownej inflacji kosmosu w pierwszych ułamkach sekundy, nie wszystko przebiegało gładko, tudzież równomiernie. Obliczenia wskazują bowiem, że wraz ze zmianą pola przy przejściu w rozszerzanie wszechświata, w odseparowanych od siebie regionach zwanych domenami, powstawały zniekształcenia czasoprzestrzeni.

      A dokładnie przydarzały się one w miejscach styku domen, na skutek negatywnej siły ciążenia. Zniekształcenia te, takie swoiste „nici”, przyjmowały postać bardzo cienkich, nieskończenie długich strun. Kosmolodzy przyjęli dla nich średnicę (uwaga!) jednej tysiąc miliardów miliardów miliardowej centymetra.

     Pomimo tej niewyobrażalnej cienkości, jeden kilometr takiej nitki miałby wagę całej Ziemi. Do tego tę niezwykłą „nić”, ciągnącą się przez 10 miliardów lat świetlnych, teoretycznie dałoby się ścisnąć w kulkę o wielkości mniejszej od atomu! Kulka byłaby mniejsza od atomu, a jednocześnie miałaby wagę supergromady galaktyk!

     Aż ciężko sobie to wszystko wyobrazić. Niektórzy kosmolodzy przypuszczają wręcz, że galaktyki mogły w ogóle powstać tylko dzięki energii grawitacyjnej tych pętli strunowych, a w nich miałyby się jakoby do dziś zachować nietypowe, supergęste pola energetyczne młodego wszechświata.

     Według Gotta, struny kosmiczne do tego stopnia zniekształcają czasoprzestrzeń, że mogą być wykorzystane  przez Wehikuły Czasu do, jak pisałem, podróży w przeszłość. Oto kiedy dwie równoległe struny „pędzą” z szybkością podświetlną w przeciwnych kierunkach, wówczas statek kosmiczny powinien najpierw poruszać się wzdłuż tej biegnącej w przód, po czym „przeskoczyć” na strunę przejeżdżającą obok, ale pędzącą w tył. Po kilku takich „przesiadkach” można byłoby zalecieć w mocno daleką przeszłość i jednocześnie ominąć tak zwany „paradoks babci”.

      Czytam o tych dywagacjach i wydaje się, że są to rzeczy wręcz fantastyczne, albo „zupełnie niepojęte, jak mówi pismo święte”. Jednak idee powyższe są poparte obliczeniami i przypominam, że to co wczoraj uznawaliśmy za utopię, dziś staje się praktyką. 

Pojawia się odwieczna dwoistość: - z jednej strony geniusz ludzki wygląda na nieograniczony (Korona Stworzenia), lecz przeczy temu rzeczywistość z drugiej, która w najlepszym wypadku wskazuje na Planetę Małp.


wtorek, 1 kwietnia 2025

Jak skutecznie zakończyć wojny

 


 Drugie życzenie Stanisława Lema.

„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne: Oto  wymarzone lądowanie innych istot z kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u nas stosunki, by orzec, że wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, lecz odmawiam zgody. Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej Radzie Przybyszów.

     Otóż chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. Lecz po ich odlocie wyścig zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.

     Mam taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie. Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się dalej same rozmnażały.

    Moja zasada opiewa: - należy powstrzymywać ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i tak sama niewiele zdziała.

Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, że bronie poruszają się z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają unieszkodliwieniu.


Każda wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno, że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać. Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego otoczenia.

    Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne, zapobiegające bijatykom.

    Gdy ktoś spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeśli nie poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje, aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły, jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie związany przez własną piżamę. Lecz łatwo temu zapobiec, rozbierając się uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.

    Także użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie akcję obronną podejmie odzież napastowanego.

    Odkrycie to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy od szarż.



Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana, a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.


poniedziałek, 3 marca 2025

Wiedza Sumerów

 


Szczegółowa statystyka wejść na bloga  pokazała nadprzeciętne zainteresowanie postem „Latające miasto Pura” z 22 kwietnia 2021.

Dodaję więc jeszcze jedną liczbę dotyczącą zaskakującej wiedzy Sumerów, zapisaną na glinianej tabliczce wydobytej z ruin Niniwy.

Na tej pogruchotanej tabliczce pojawia się mianowicie liczba 21 w treści dotyczącej kosmosu, sugerując, że „21 to fundament kosmosu”.

Jakiś czas przetrawiałem tę informację, bo ona nie dawała mi spokoju. I eureka! - rozwiązania najprostsze są najlepsze:

- Podstawowe dane o kosmosie. Czego mianowicie jest w kosmosie najwięcej?

- Najwięcej jest wodoru.

- Jaką długość ma pasmo wodoru?

- 21 cm.

To Sumerowie znali długość pasma wodoru?

A dlaczego mieli nie znać, skoro Ktoś dziesięć tysięcy lat pne. zbudował Wielką Piramidę z wiadomością dla potomnych jaka jest szybkość światła, tudzież odległość od Ziemi do Słońca.

Historia ludzkości sprzed tysiącleci wygląda zupełnie inaczej niż podaje oficjalna nauka.


 

czwartek, 9 stycznia 2025

Błękitna Kropka

Bieszczady. Samotny biwak na odludziu. Noc - tkwisz w czerni, która wydaje się wręcz materialna. Ale za to całe niebo wysypane srebrnym piaskiem gwiazd! Dociera do ciebie ogrom kosmosu i czujesz, że twoje problemy znikają.

Cisza dzwoni w uszach, także nikt nie zakłóca prawidłowości prądów powietrznych, które ciebie otaczają. Możesz patrzeć do woli na lampiony gwiazd, rozwieszone jakoś dziwnie nisko nad głową. Bez trudu lokalizujesz siedem gwiazd Wielkiego Wozu i Gwiazdę Polarną.

Powiedzieć, że są to klimaty magiczne, to jakby nic nie powiedzieć. Posłuchajmy Carla Sagana:


Nasz Układ Słoneczny. W nim Ziemia jest trzecią planetą od strony Słońca. W tej perspektywie Ziemia wygląda jak bladoniebieska kropka i obserwowana z tak daleka mogłaby wydawać się niezbyt interesująca dla hipotetycznego przybysza z gwiazd.

A przecież na tej niebieskawej kropce jest nasz dom, siedlisko radości i cierpień, tysięcy religii, ideologii i doktryn gospodarczych. Żyli tu, lub żyją i święci i grzesznicy, bohaterowie i tchórze, twórcy i niszczyciele cywilizacji, królowie i wieśniacy, moraliści i skorumpowani politycy.

    W skali kosmosu Ziemia nie stanowi nawet jednego piksela, a pomyślmy o rzekach krwi przelanej przez tych wszystkich generałów i tyranów, którzy w chwili triumfu stawali się panami jakiegoś fragmentu tej kropki. Pomyślmy o niekończącym się paśmie okrucieństw wywołanych nienawiścią.

     Nasza pyszałkowatość, podsycana przez wiarę iż jesteśmy „koroną stworzenia”, okazuje się złudzeniem z perspektywy kosmosu. Ziemia jest bowiem jedynie samotną plamką w bezmiarze kosmicznych ciemności.

Ta jej znikomość w obliczu bezkresnej przestrzeni nie pozostawia żadnej nadziei, że nadejdzie skądś pomoc, by obronić nas przed nami samymi.



(Prezentacja ma ponad dziesięć lat, stąd 6 miliardów).

Ziemia jest jedynym znanym dotąd światem, na którym narodziło się życie. Nie ma żadnego miejsca, do którego w najbliższej przyszłości nasz gatunek mógłby wyemigrować. Odwiedzić – owszem, zamieszkać – na razie nie.

Czy nam się podoba, czy nie, niszczona systematycznie Ziemia pozostanie nadal naszym siedliskiem.


Mówi się, że astronomia uczy pokory i kształtuje charakter. Chyba nie można dobitniej pokazać bezsensu ludzkiej zarozumiałości, niż poprzez widok naszej błękitnej drobinki z kosmicznej perspektywy.

W moim przekonaniu obraz ten może pobudzić nasze poczucie odpowiedzialności i sprawić, że będziemy się traktowali z większą życzliwością, oraz zadbamy o naszą błękitną kropkę – jedyny dom, jaki mamy.

                                                             Carl Sagan – Błękitna Kropka

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Rezonans Schumana - 8

 


Ciekawostka techniczna, albo tak miało być. Oto przeglądając statystyki bloga zauważyłem znaczącą liczbę odsłon Rezonansu Schumana – 8, wpisu sprzed trzynastu lat.

Otworzyłem ten wpis, żeby sobie przypomnieć, o czym pisałem w części 8.

Zauważyłem trochę literówek i postanowiłem naprawić tekst. Poprawki naniosłem, chciałem wcisnąć „opublikuj”, a puknąłem w "usuń". Powstało puste miejsce.

Ale nic to – jest archiwum. Nie ma przypadków - traktuję to jako sławny Znak stający na Poboczu Drogi Życia i powtarzam posta z grudnia 2011.


 Jakie jeszcze są inne legendy?  A może fakty?

 

      Opowieści astronomiczne z tabliczek glinianych Sumerów.                                                      

      „Kilka miliardów lat temu, wielka planeta zwana Tiamat krążyła wokół Słońca, pomiędzy Marsem a Jupiterem. W naszym Układzie Słonecznym, krążyła jeszcze jedna planeta, zwana Nibiru. Była to wielka planeta i poruszała się w kierunku odwrotnym od innych. Kiedy zbliżała się do planet Układu Słonecznego, przecinała orbitę Marsa i Jupitera. Było to wielkie wydarzenie w naszym układzie, a zdarzało się w cyklu 3600 lat.  Kiedyś, w takim zbliżeniu, jeden z księżyców Nibiru uderzył w Tiamat.

Tiamat rozpadła się. Jeden duży kawałek, wraz z mniejszym, wpadł pomiędzy Wenus i Marsa, tworząc nową planetę zwaną Ziemia, a ten mniejszy nazwano Księżycem. Pozostała część Tiamat rozpadła się na milion kawałków zwanych Potłuczoną Bransoletą”.  


 
                                                                                                                                „Potłuczoną Bransoletą” - nazywamy dziś pas asteroidów krążących pomiędzy Marsem a Jowiszem. Kierunek biegu planety odwrotny od innych to retrogradacja. Nibiru była znana Babilończykom, nazywali ją Marduk. W latach dziewięćdziesiątych NASA namierzyła Nibiru w ogromnej odległości od Słońca. Nibiru jest teraz bardzo blisko Ziemi. Będzie na kursie "kolizyjnym" z Ziemią w grudniu 2012 roku.

Czyli koniec świata? Bzdury. Nie wpadajmy w katastrofizm. To tylko milenijne strachy. Historia podaje co się działo w roku 1000. Histerię medialną rozpętaną wokół końca roku 2000 także pamiętamy.

To może przebiegunowanie Ziemi? Może tak, ale to nic wielkiego, tylko jeden dzień i będzie po sprawie. Ziemia w swej historii przechodziła ten stan wielokrotnie.

Poza tym Nostradamus opisał losy Ziemi, aż do czasu buntu zniewolonych ludzi, co ma się nazywać końcem Ery Numerycznej i nastąpi po roku 3000.

Liczba 60 podstawową jednostką obliczeniową Sumerów.                                                                  60 x 60 = 3600

Dlaczego minuta ma 60 sekund, a godzina 60 minut?                                           

Jak długo należy prowadzić obserwacje, aby zauważyć cykl 3600 lat? 

Kto obserwował katastrofę Tiamat i rzecz przekazał Sumerom ? 

Co o tym myślisz, Czytelniku?

środa, 6 listopada 2024

Małpy na beczce prochu

 


Największym źródłem energii dostępnym naszej cywilizacji jest bomba wodorowa. Atoli technologia, którą rozporządzają ludzie jest tak prymitywna, że energię syntezy wodoru potrafimy wyzwolić tylko w wybuchowy sposób. Na syntezę kontrolowaną w reaktorach, musimy jeszcze poczekać. Zwykły huragan wytwarza energię setek bomb wodorowych. Dlatego kontrolowanie pogody jako jedna z cech cywilizacji typu I, wyprzedza dzisiejsze umiejętności o przynajmniej sto lat.

Tu pewna ciekawostka: - W powieści Dana Browna „Anioły i Demony”, grupa przestępcza chce wysadzić Watykan za pomocą bomby zbudowanej z antymaterii skradzionej z genewskiego CERN. Czemu z antymaterii? Ano z powodu wydajności: - bomba wodorowa ma przy całej swej niszczycielskiej potędze „tylko” jeden procent wydajności, a bomba z antymaterii osiąga wydajność stu procent!

Pamiętamy kultowe powiedzenie z pewnego polskiego filmu – Ile procent cukru jest w cukrze?

Otóż przestępcy jak wiadomo są bezwzględni i przed inwestowaniem w cokolwiek wybierają pewność zamiast wątpliwości – tu za pewnik przyjęli, że dopiero bomba z antymaterii przemieniająca sto procent materii w energię obrazuje prawdziwe piękno równania Einsteina!

Jak będzie wyglądał dalszy rozwój naszej cywilizacji, ocenianej przez Carla Sagana na 0,7? A może dokładnie 0,62?

 Cywilizacja typu I jest wtedy, gdy zbada już większą część swojego systemu gwiezdnego. My, kolejne kroki rozwoju dotychczasowej techniki podboju kosmosu mierzyliśmy w dziesięcioleciach, dlatego jakościowe skoki, polegające na kolonizacji innych planet będziemy odmierzać stuleciami.

Niestety mamy poślizg w prognozach krótkoterminowych, bo na przykład pierwsi ludzie na Marsie mieli lądować według przewidywań NASA w roku 2020. Potem, gdy Elonowi Muskowi uda się lądowanie pierwszych ludzi na Marsie, upłynie jeszcze 50 lat, zanim będziemy nazywać rzecz kolonizacją, a podbój całego Układu Słonecznego potrzebuje co najmniej stu lat.

    Dla porównania przejście od cywilizacji typu I do typu II może zająć już "tylko" tysiąc lat. Biorąc pod uwagę wykładniczy rozwój cywilizacji możemy oczekiwać, że w ciągu tysiąca lat wzrastające potrzeby energetyczne takiej rozwijającej się cywilizacji wymuszą konieczność bezpośredniej eksploatacji Słońca.

Tu następna ciekawostka: - kilkanaście lat temu astronomowie zaobserwowali (są zdjęcia) ogromny obiekt „tankujący” bezpośrednio z naszego Słońca. Jak wiemy tego typu informacje bywają ukrywane, a jeśli przeciekną, są wyciszane, lub ośmieszane.

Typowym przykładem cywilizacji typu II jest Federacja Planet przedstawiana w serialu Star Trek. Cywilizacja ta dopiero zaczęła panować nad siłą grawitacji – czyli nauczyła się zakrzywiać czasoprzestrzeń za pomocą tuneli czasoprzestrzennych i po raz pierwszy osiągnęła możliwość dotarcia do najbliższych gwiazd. Jednocześnie uniknęła ograniczeń związanych z barierą prędkości światła, opanowując praktycznie posługiwanie się teorią względności Einsteina.

    W niektórych systemach gwiezdnych powstały niewielkie kolonie, a zadaniem kosmicznego statku Enterprise jest ich ochrona. Pojazd czerpie energię ze zderzeń antymaterii z materią, a więc tylko ta umiejętność wytwarzania dużych ilości antymaterii wyprzedza naszą cywilizację o tysiąclecia.

      Osiągnięcie poziomu cywilizacji III potrwa kolejne tysiąclecia. Taka jest skala czasowa przepowiadana przez Isaaca Asimova w jego klasycznym cyklu powieści Fundacja.

Cykl ten opisuje powstanie, upadek i odrodzenie się cywilizacji galaktycznej, która wykorzystuje źródła energii samej Galaktyki. W cyklu powieści Asimova wyprawy do gwiazd przez zakrzywienie czasoprzestrzeni nie stanowią żadnego problemu, one są zwyczajnym sposobem prowadzenia handlu i zawierania transakcji międzygalaktycznych.

Czyli były potrzebne dwa miliony lat, by nasz gatunek wyszedł z leśnej gęstwiny i stworzył współczesną cywilizację, natomiast opuszczenie przytulnego Układu Słonecznego może zająć „tylko” kilka tysięcy lat. Inna sprawa, że za przymiotnikiem "przytulny" przyszli gwiezdni podróżnicy jeszcze zatęsknią, bo przypomni o sobie zasada Miss ewolucji przystosowująca człowieka do życia na Ziemi, a nie w kosmosie.

   Tu pozwolę sobie na dygresję dotyczącą dalszej ewolucji rasy ludzkiej, bo nie ma wątpliwości, że takowa jest (Na razie jakby głupiejemy od nadmiaru medialnego bełkotu). Dziś wspomnę jedynie o kierunku polegającym na wspomaganiu ciała i mózgu ludzkiego implantami SI. Dziedzina rozwija się gwałtownie, a na horyzoncie widać cyborga – nie wiadomo, czy już maszynę, czy jeszcze człowieka.

    Cywilizacja typu III potrafi wykorzystywać energię supernowych i czarnych dziur. Pojazdy tej cywilizacji będą potrafiły dotrzeć do jądra Galaktyk, czyli najbardziej tajemniczego ze wszystkich źródeł energii. Astrofizycy przypuszczają, że centrum Galaktyki może skrywać miliony czarnych dziur, a więc już nie źródło, lecz prawdziwy ocean energii. Ponieważ cywilizacja na tym etapie rozwoju będzie korzystała z energii milion miliardów razy większej od tej dostępnej nam dzisiaj, wygląda na to, że osiągnie panowanie nad dziesiątym wymiarem.

      Oczywiście o ile przebrniemy przez barierę uranu, co potrwać ma do trzystu lat. Na razie bowiem jesteśmy stadem małp siedzących na beczce prochu.

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Voyager

 



Powtarzanie sprzyja zapamiętaniu - w jednym z poprzednich wpisów, poszukując zrozumienia liczby miliard, zmierzyliśmy odległość z Ziemi do Księżyca za pomocą "małpek" - butelek 100 ml. z wódką, ustawionych jedna na drugiej.



Obliczenia dały wynik trzy miliardy.
Oto para patrząca w milczeniu z Księżyca na Ziemię. Milczą, ponieważ ogrom tych trzech miliardów małpek wprawił ich w zdumienie. W zdumienie i w zachwyt.



"Wędrowcami byliśmy od początku. W promieniu setek kilometrów znaliśmy każde drzewo i wiedzieliśmy kiedy pojawią się na nim owoce albo orzechy. Chodziliśmy ścieżkami zwierzęcymi, szukając okazji do zaspokojenia głodu ciałami braci mniejszych.

Używając podstępów, zasadzek, albo po prostu posługując się siłą, dokonywaliśmy w gromadzie tego, czego nie osiągnęlibyśmy polując samotnie. Byliśmy sobie nawzajem potrzebni – myśl, że mielibyśmy zdobywać pożywienie w pojedynkę, wydawała nam się równie niedorzeczna jak prowadzenie życia osiadłego.

      Gdy susza się przeciągała, albo czuliśmy w powietrzu nadciągający chłód, ruszaliśmy całą gromadą w dalszą wędrówkę – często ku zupełnie nieznanym ziemiom – w poszukiwaniu lepszego miejsca”.

Cytowany urywek pochodzi z książki „Błękitna Kropka”- Carla Sagana i jest początkiem opisu narodzin, a potem wysłania w kosmos Voyagera 1 i Voyagera 2.


Voyager – wędrowiec.

    Wiemy, że dla zrozumienia odległości kosmicznych niezbędne jest uchwycenie właściwej perspektywy. Znamy już przykład układu Ziemia – Słońce, w którym Ziemia ma wielkość ziarnka maku, Słońce jest pestką wiśni, a jedno od drugiego dzieli odległość 90 centymetrów. Gdy przyjmiemy taką skalę, pierwsza gwiazda, Proxima Centauri znajdzie się w odległości dwustu kilometrów od duetu Ziemia – Słońce.

Na poniższym zdjęciu opisany układ 90 centymetrów jest zmniejszony jeszcze bardziej – ma rozmiar kropki i nie jest hipotetyczny - w realu widzimy go z orbity Neptuna. Czytelnie zaznaczone są orbity wszystkich planet.

Zdjęcie wykonał Wędrowiec 1.


Carl Sagan opowiada ze wzruszeniem, jak jego dziecko -Voyager 1 wylatuje poza orbitę Neptuna, żegnając na zawsze Układ Słoneczny. Na sygnał z Ziemi pojazd obraca się do spojrzenia wstecz i po raz pierwszy (po raz pierwszy w dziejach nowożytnych, jak powiedziałby Oppenheimer) możemy zobaczyć nasz Układ Słoneczny z zewnątrz. Opis pod zdjęciem.



czwartek, 4 kwietnia 2024

Trzy z haczykiem

 


Kiedyś pisałem jak można łatwo pojąć odległości astronomiczne, gdy odpowiednio dobierzemy skalę.

Oto przyjmujemy, że Ziemia ma wielkość ziarnka maku. W tej skali Słońce ma rozmiar pestki wiśni i od Ziemi – ziarnka maku jest oddalone o 90 centymetrów.

Wyobraź sobie Czytelniku, że ten układ Słońce – Ziemia, mierzący 90 cm. znajduje się na Twoim stole.

Pomyśl teraz od jakiego miasta dzieli cię odległość 200 km. i wtedy pojmiesz raz na zawsze kosmiczne skale, ponieważ pierwsza gwiazda Proxima Centauri, która w rzeczywistości jest odległa od Ziemi o 4,3 roku światła, a w tej, całkiem do łyknięcia skali, zmniejszyła swoją odległość do całkiem sympatycznych dwustu km.

A teraz nieco o wielkich liczbach, które towarzyszą nam na co dzień. W tym o pieniądzach. Pomyślmy o miliardzie. Ile to właściwie jest, jak to sobie wyobrazić?

Rozpatrzmy zagadnienie miliarda za pomocą popularnej małpki z alkoholem.


Polacy kupują rocznie miliard małpek (nawet nieco więcej) czyli trzy miliony dziennie. Nie widzę tego miliarda oczami wyobraźni - tak podane liczby do mnie na przykład nie przemawiają.

Spróbujmy inaczej: - małpka ma 12, 6 cm wysokości.

Wyobraźmy sobie, że układamy małpki jedna za drugą tak, aby było ich w sumie miliard, czyli tyle, ile Polacy wypijają rocznie.

Zaczynamy od miejsca, w którym Ty, Czytelniku aktualnie jesteś. Układamy buteleczki i docieramy do Paryża. Czy to już miliard?

Jeszcze nie. 

Załóżmy następnie, że Nowy York jest na linii prostej pomiędzy Tobą, a Paryżem i układamy małpki przez ocean aż do Nowego Yorku.

Czy już osiągnęliśmy miliard?

Nie, dalej do miliarda sporo brakuje.

Przystępujemy atoli do rachunków:

Na jeden kilometr potrzeba 7936 i pół małpki.

Na tysiąc kilometrów wypadnie niecałe osiem milionów buteleczek (7.936.500). Po ilu kilometrach osiągniemy miliard?

Obwód Ziemi to 40.075 km.

40.075 x 7936,5 = 318 055 237,5

Ułożyliśmy jedna za drugą 318 milionów małpek i mamy opasaną nimi całą kulę ziemską, a do miliarda dalej brakuje. Atoli opaska złożona z 318 milionów małpek już utkwiła w pamięci.      

Teraz trzeba tylko tę ostatnią liczbę pomnożyć przez dziwnie znajome 3,14 i wreszcie mamy miliard.

Miliard jest to liczba małpek ułożonych jedna za drugą, opasujących Ziemię trzykrotnie (z haczykiem). Tyle właśnie owych Polacy wypijają rocznie.

Natomiast kiedy ustawimy miliard małpek jedna na drugiej, uzyskamy z tej piramidy inną, ciekawą liczbę kilometrów. Ciekawą tudzież istotną nawet w skali astronomicznej.

Miliard jest to liczba małpek ustawionych jedna na drugiej, sięgających na jedną trzecią odległości do Księżyca. 

Ten miliard znowu mnożymy przez trzy i otrzymujemy łatwą do zapamiętania pełną odległość Ziemia - Księżyc.

Księżyc jest odległy od Ziemi o trzy miliardy małpek.

(Trzy z haczykiem). 

Anegdota: Jedzie dawniejszy pociąg - szyny kolejowe nie były wtedy jeszcze łączone, a więc stuku – puku.

W przedziale dwóch pasażerów rozmawia ze sobą, tytułując się nawzajem „panie profesorze”.

Podróż monotonna, tylko to stuku – puku.

Trzecim pasażerem jest rolnik bezpruderyjny, nudzi się i w pewnym momencie zwraca się do panów profesorów:

- Bardzo przepraszam, ja jestem zwykłym chłopem, jak się to potocznie mówi i lubię proste wyjaśnienia. Czy któryś z panów by mi wytłumaczył dlaczego tak stuka?

Profesorowie spojrzeli po sobie, a jako że jeden z nich potrafił przybliżać zrozumienie nawet najtrudniejszych problemów, odezwał się tak:

- Wagon jedzie na kołach. Zgadza się?

- Zgadza się – odpowiedział pytający.

- Na obwód koła mamy wzór matematyczny, w którym znajduje się liczba Pi. Przypomnę, że Pi równa się 3 i czternaście setnych. Czyli trzy z haczykiem. Nadąża pan?

- Nadążam – trzy z haczykiem - przytaknął chłop.

- No i mamy winnego! Zawołał profesor – to ten haczyk tak stuka!

niedziela, 12 listopada 2023

Speed of light

 


Kiedyś zacząłem podejrzewać, że nie tylko matematyka, ale i gwiazdy (czytaj: astronomia) rządzą rynkami finansowymi. Po pewnym czasie sprecyzowałem sprawę: - gwiazdy wpływają na decyzje inwestorów, czyli pośrednio na rynki finansowe. Niech będzie, że wpływają na inwestorów za pomocą grawitacji.

W matematyce i astronomii szukałem Liczb, które na zagadnienie rzucą snop światła. Jak wiemy, ważny jest kaganek oświaty. Nie mylić z krużgankiem. Moje poszukiwania polegały na chłonięciu strzępów Wiedzy Starożytnych, a to dzięki inspiracji Ericha von Daenikena, Roberta Buvalla, Johanessa von Buttlara - precesja Ziemi, Pas Oriona, liczba Fi i podobne klocki.




 Wielokrotnie piszę o korzystaniu z Mądrości Pokoleń – dlatego  Kodeksy Majów, Apokryfy Starego Testamentu, Piramidy egipskie.

Żadna tam Piramida Cheopsa, tylko Wielka Piramida, która stała już na płaskowyżu Giza na 8 tysięcy lat przed Cheopsem. Każda epoka ma bowiem swojego złodzieja-pojeba, który chciałby nadać własne imię jakiejś Wielkiej Inwestycji. Jeśli nie da się wybudować na przykład CPK z jego imieniem, to tworzy mit smoleński, czyli kradnie prawdę.

Ad rem.

Wiedza Starożytnych jest znana decydentom (Biblioteka watykańska, artefakty wydobyte przez Służby z podziemi Minotaura, z wnętrza Wielkiej Piramidy itp).

Poza tym, jak zauważają Czytelnicy, Wielki Brat po kropelce zaczyna cedzić wiedzę o UFO.

Globalna Katastrofa (Potop) sprzed czternastu tysięcy lat zmiotła z powierzchni Ziemi zaawansowaną cywilizację. Ta cywilizacja była na tyle zaawansowana, że po pierwsze primo potrafiła przewidzieć nadejście katastrofy.

Po drugie primo postanowiła wybudować w nieprzypadkowym miejscu coś niemal niezniszczalnego, a w matematyce opisującej wymiary inwestycji i jej położenie zawrzeć przesłanie do potomnych.

Czyli Starożytni wiedzieli gdzie zbudować i co zbudować.

Dziś skupię się wyłącznie na zasadniczej stałej kosmicznej, mianowicie szybkości światła.

 Powyżej pojawiło się zdanie „rzucić na zagadnienie snop światła”, rozumiane jako światło = wiedza.

To rzucam: - Starożytni znali szybkość światła bezbłędnie. Homo sapiensom odkrycie już odkrytego zajęło atoli nieco czasu. Świetliki - muszki nocne. One świecą, mają takie maleńkie latareczki. Za baterię służy im lucyferyna - to ona daje światło. A kk twierdzi że Lucyfer to brzydal. 

Przerywnik. Graffiti na murze przy warszawskiej Królikarni. Gdzieś w archiwum mam zdjęcie. 

Barbie to kurwa. 

Cindy                                                                                                                 

Przy okazji ze zdumieniem dowiadujemy się, że Starożytni znali „nasze” jednostki miary: sekundę tudzież jeden metr. Jak to możliwe? Nie wiem, ale znali. 

Zwykły Kowalski (Janusz) podsumuje: - to przypadek. Czytelnicy bloga wiedzą jednak, że przypadków nie ma, oraz blog nie jest czytany przez Januszów. Poza tym dziwny to przypadek, skoro dotyczy aż dziewięciu cyfr.

Apokryfy Starego Testamentu (rzecz nie ujęta w kanonie wiary – czytaj: ukryć to, żeby broń boże ludzie nie zaczęli myśleć, albo: - ukryć, bo ludzie to głupki i tak nic nie zrozumieją):

„I Bóg rzekł – Mam 8766 oczu i tyle jest godzin w roku. Nie kombinuj człowieku. Godzina to 60 minut, minuta to 60 sekund”.

Sprawdzamy:  8766:24 = 365,25 dni w roku astronomicznym.

Ortodoksi naukowi chcąc być mądrzejszymi od Boga spierają się o to drugie miejsce po przecinku, że raczej 4 a nie 5. Nie biorą azaliż pod uwagę, że Ziemia staje się coraz "grubsza”, z powodu ciągłego opadu pyłu kosmicznego, co powoduje minimalną zmianę szybkości wirowania.

 

Każda osoba posługująca się własnym rozumem, powinna w tym miejscu stracić wiarę w tzw. oficjalną naukę.  

Większość z nas jest wzrokowcami, dlatego obrazek trafia najlepiej.