Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2026

Wszystko zapisane w gwiazdach


Lekki mrozek o poranku, śniegu trochę, idzie się naprzód i wpada w rytm. Wtenczas często przychodzą znikąd myśli ogólne:

   - Tysiąc lat temu filozof arabski orzekł: „Nic nowego nie wymyślimy, już wszystko zostało powiedziane, a dalej będą jedynie powtórki”.

Przypomniało mi się to, gdy czytałem „Polska mistrzem Polski – Krzysztofa Vargi:

„Żeby rządzić tłumem, trzeba ten tłum skretynić. Skretyniony tłum pójdzie wtedy za dźwiękiem fletu jak owe stado szczurów. Skretyniony tłum szczurów zje tę kolorową trutkę i zanim padnie w konwulsjach, powie, że była bardzo smaczna”.

I tu Varga ma rację i to w wymiarze nie tylko polskiego zaścianka. Ludzie są podatni na reklamy, na propagandę, na populizm. Można nimi manipulować, czyli w sumie ludzie są głupi.

    - Także w Ameryce są głupi, bo zobacz kogo wybrali – powiedział pewien mój bieszczadzki znajomy.

- Odpowiedziałem: - Filozof niemiecki Hegel opisał działanie siły ponadczasowej, którą nazwał Duchem Świata. Ten Duch unosi się ponad Ziemią i co pewien czas ląduje w jakimś narodzie, a wtedy ten wybrany naród dostaje pierdolca (imperialnego, nazistowskiego, itp.) i zaczyna wojować z innymi. To pierwsze primo.

- Po drugie primo przecież dobrze wiesz, że wojny mamy niestety wpisane w geny, a pokój jest tylko przystankiem, chwilą oddechu przed następną wojną, co cztery tysiące lat temu opisał nam szczegółowo cesarz Aśioka.

Znajomy zamilkł, zafrasował się wielce azaliż, po czym sobie poszedł, choć dobrze wiem, że przekonany nie był i swe wątpliwości wyłuszczy przy najbliższej okazji. To wielki dar mieć takiego znajomego – jest wtedy z kim toczyć górnolotne dywagacje.




Idę ci ja sobie dalej zimowym skrajem drogi, minąłem cerkiew i wtedy pojawiło się trzecie primo.

- Gwiazdy!

Przecież wszystko jest zapisane w gwiazdach, a układ planetarny dla Polski na lata 2021 - 2025, omawiany przez Piotra Piotrowskiego (były posty) jest identyczny jak w roku 1939. Fatalny wręcz układ planet dołował także Donalda Tuska w latach 2022 – 2025, teraz ten układ odpuszcza. Ogólnie mamy na świecie wzmożenie brunatnej fali, szowinizmu, chamstwa i siły. Zaczyna gotować się jak w tyglu. I nie ma co rozdzierać szat nad tym czy Trump to wariat. 

Naprawdę rządzi tam kompleks wojskowo-przemysłowy, a prezydenta, który próbuje działać samodzielnie, spotyka niespodzianka w Dallas. Polityka Ameryki jest od lat tak samo imperialna, wcześniej bardziej zakulisowa - czy zapomnieliśmy o próbie zamachu stanu w Turcji? Walka o nowy podział świata przybiera na sile, ponieważ Ameryka prymat już przegrała i nie ma czasu na dalsze ceregiele. Nie dziwmy się więc imperialnym zakusom Kacapii. Ten naród ma teraz nie tylko dwugłowego orła w herbie, ale i dwóch carów – oprócz Putlera, także świętego Mikołaja II, któremu wybudowano w 2003 roku w Jekaterinburgu, na miejscu kaźni, Cerkiew Na Krwi, oraz w miejscu porzucenia szczątków rodziny carskiej sanktuarium w Ganinej Jamie. I żeby nie było bałaganu w ich religii, wszyscy wyżsi prawosławni kapłani należą dziś do FSB.

Nasuwa się analogia z doktryną kk: - czerwoni zabili cara – teraz wynieśli go na ołtarze i porównują do Chrystusa.

Atoli wszystko to z perspektywy „patrzenia na zdjęcia w cudzym albumie” ocenić należy jako ciągłą walkę dobra ze złem. Jeśli któraś z wymienionych sił przeważa ponad 50 %, zaraz odżywa strona przeciwna i wahadło przelatuje ponownie przez punkt równowagi. Nic nowego pod słońcem.

Zatrzymałem się, ponieważ pojawił się piękny trop wilka.


A nieco wyżej wilk nawalił charakterystyczną kupę, białą od zjedzonych kości.


 







wtorek, 1 kwietnia 2025

Jak skutecznie zakończyć wojny

 


 Drugie życzenie Stanisława Lema.

„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne: Oto  wymarzone lądowanie innych istot z kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u nas stosunki, by orzec, że wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, lecz odmawiam zgody. Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej Radzie Przybyszów.

     Otóż chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. Lecz po ich odlocie wyścig zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.

     Mam taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie. Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się dalej same rozmnażały.

    Moja zasada opiewa: - należy powstrzymywać ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i tak sama niewiele zdziała.

Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, że bronie poruszają się z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają unieszkodliwieniu.


Każda wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno, że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać. Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego otoczenia.

    Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne, zapobiegające bijatykom.

    Gdy ktoś spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeśli nie poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje, aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły, jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie związany przez własną piżamę. Lecz łatwo temu zapobiec, rozbierając się uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.

    Także użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie akcję obronną podejmie odzież napastowanego.

    Odkrycie to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy od szarż.



Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana, a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.


wtorek, 19 listopada 2024

13

 


Ahinsa – odmiana buddyzmu, zbliżona do dżinizmu, czyli religia bez przemocy. Cesarz Asioka 268–232 p.n.e. nawrócił się na ahinsę, atoli dopiero wtedy, gdy wyciął w pień połowę ludności subkontynentu indyjskiego. Minęły lata i okazało się, że z pomocą takiej religii rządzić skutecznie się nie da, a potężne Indie po rządach Asioki rozpadły się na całe dwa tysiące lat.

2300 lat temu dziadek Asioki przekazał wnukowi potężne państwo, plus kilka ponadczasowych wskazówek:

- Skuteczne rządy polegają na toczniu licznych wojen, przedzielonych krótkimi okresami pokoju.

- Nikomu nie wierz, wyzbądź się litości. Litość to słabość.

- Umowy i traktaty są po to, aby je w sprzyjających okolicznościach łamać.

- Nie brataj się z sąsiadem, tylko z sąsiadem sąsiada.

- Spiskuj, knuj, dokuczaj sąsiadowi gospodarczo i militarnie, a kiedy osłabnie, napadaj bez skrupułów.

- W rządzeniu wspieraj się religią i szpiegami.

Z powyższej historii jasno wynika, że jakaś religia musi w państwie być. Ona jest niezbędna dla scalenia narodu, bowiem nie da się rządzić samą przyzwoitością. Tłum takich rządów nie zrozumie. (bowiem).

Faktem jest, że człowiek ma naturalną skłonność do piękna, harmonii, wzniosłości, czy nawet przeżyć mistycznych. Tę właśnie potrzebę duchową wykorzystują religie. Odbierając rozum dają ideologię.

Eckhart Tolle: - religie stały się częścią obłędu, który zniewolił ludzkość.

"Obezwładniony Olbrzym" - Psycho-analiza Kościoła Katolickiego.

Manfred Lutz. Autor jest kierownikiem kliniki badawczej wielkiego szpitala psychiatrycznego w Niemczech.

Mówiąc krótko: - w tej klinice doradza się wielkim przedsiębiorstwom.

A pacjent - kościół katolicki, jest takim wielkim przedsiębiorstwem. Więcej: - jest koncernem ponadnarodowym, największą korporacją.

Manfred Lutz pisze: - kościół katolicki to obezwładniony olbrzym. Wcześniej, czy później powinno dojść do próby leczenia olbrzyma, bo to jest pacjent.

Bardzo chory pacjent.

    Jeden z podwładnych Lutza, Watzlawik, sformułował myśl: - Kościół katolicki jest najbardziej nieudanym samobójcą w "całej" historii ludzkości.

- W przeciągu dwóch tysięcy lat, pomimo wielu starań, nie udało mu się ze sobą skończyć.

Dalej Watzlawik pisze, że chrześcijaństwo, to jakby rodzina alkoholika. Czyli nie taki całkowicie beznadziejny przypadek. Leczenie ma szanse.

Być może tak jest, ponieważ jak pisałem, tłumem bez religii rządzić się nie da. Jakaś religia być musi, najlepiej rodzima, podobnie jak religia shinto w Japonii. Na ziemiach słowiańskich uprawniona jest religia naszych dziadów i jej rodzimy znak - Swadziebnik. Znak symbolizuje cztery pory roku, widoczne na nocnym niebie (Wielki Wóz) w czasie każdego z przesileń. Pisałem o rodowodzie swastyki.


Zaiste, słuszne to słowa i do tego zbawienne, że Polskę od tysiąca lat ssie mafia watykańska.


Dziś wracam do liczby 13 – liczby Miłości według Kabały, a jednocześnie liczby fibo. Wracam do tej liczby, bo pisiory ciągle klepią „koalicja 13 grudnia”, dając podobnym do siebie głupkom sygnał, że poprzez liczbę 13, koalicja rządząca jest nie tylko BRZIDKA, ale i wręcz szatańska.

Dwie kwestie:

Pierwsza: - Liczba 13, dzięki propagandzie kk uważana była do niedawna za liczbę szatana, przeciwstawienia się Bogu.

13 października 1307 roku, w piątek, papież do spółki z Filipem Pięknym aresztował Templariuszy. W ten sposób obaj dłużnicy pozbyli się nie tylko długów i wierzyciela, ale na dodatek rozkradli jego majątek. I tak 13 zostało obciążone postępkiem paskudnym, wykonanym przez tak zwanego „Ojca świętego”. Pisałem kilkakrotnie o sprawie. 

Jak wiemy biegły matematyk potrafi udowodnić każdą liczbę.

Cytuj:

Każde z imion szatana przedstawionych literowo jest podzielne przez 13
13 razy Izrael buntował się przeciwko Bogu idąc przez pustynię


Ludzie nadal obawiają się tej liczby. 13 dzień miesiąca (już nie tylko piątek) jest dniem traktowanym szczególnie podejrzliwie. Występuje jakaś obawa, że temu dniu nie będzie towarzyszyć dobro, ani prawda, a zamiast nich mogą przydarzyć się niemiłe rzeczy.
Wielu ludzi zmienia plany z tego dnia na kolejny, aby tylko ominąć jakże "pechowy" dzień.

Jak Czytelnicy wiedzą, jestem fanem liczb, a one zawsze pokazują prawdę (rynki finansowe). Oto czas wydarzeń z poprzednich dziesięcioleci ( Fatima i inne, Wojtyła - godz. śmierci 21.37. Godzina smoleńska - 8.41.) ukazuje, że ta liczba po pierwsze primo działa, a po drugie primo działa zgodnie z zasadą dualizmu. 

Po śmierci Wojtyły kk zaprzestał z oczywistych powodów nagonki na trzynastkę. Lecz całe wieki trucia ludzkich mózgów dalej procentują i gdy forsuję znaczenie trzynastki jako Miłości, spotykam się nader często z powątpiewaniem, niedowierzaniem, zaskoczeniem, a nawet niektórzy zaczynają patrzeć na mnie podejrzliwie, gdy dla wyjaśnienia sprawy używam słów „kabała” i „mistycyzm żydowski”. To także efekt mozolnej pracy kościółka w temacie antysemityzmu. Najłagodniejsze reakcje Januszów to : „no … ciekawe. Coś w tym jest”. „Nie wiedziałem”. „ Czy to jednak prawda?”

Pozdrawiam Czytelników 13 razy


 

środa, 21 lutego 2024

Przesunięcie w czasie

Moje dzieciństwo niewątpliwie związane jest z babcią. Bez dwóch zdań babcia w czasie owym, miała niekwestionowany autorytet i rządziła całą rodziną.

A ja byłem niejadkiem, tudzież dzieckiem niespokojnego ducha, atoli babcia stosowała swoistą pedagogikę i kłopotów ze mną nie miała. Ta pedagogika babci polegała na umiejętnym przypominaniu o istnieniu diabła:

- Jeśli dziecko jest bardzo niegrzeczne, to może przyjść diabeł i urwie mu głowę.

- Babciu a ja to jaki jestem?  - pytałem, patrząc z niepokojem na babci minę.

- Ty? – babcia przeciągała odpowiedź   …… Truchlałem!

- Ty jesteś w miarę grzeczny – padała dość niejednoznaczna ocena, jednak diabeł wydawał się jakby mniej groźny, napięcie malało. Wtedy prosiłem: - babciu opowiedz coś! I babcia opowiadała.

                          Opowiadanie babci Szeptuchy.

Kiedyś, w jednej wiosce żyło dwóch chłopców. Bawili się razem, dorastali razem, byli przyjaciółmi. Czas był niespokojny, jak to zwykle bywa, kiedy jeden władca pokłóci się z drugim, a na wojnę, aby ginąć, zostają wysłani prości ludzie.

    Ludzie zaczęli mówić o brance do wojska, więc dwaj przyjaciele umówili się, że jeśli pójdą na wojnę, a jeden z nich zginie, to ma obiecać, że pojawi się na ślubie drugiego jako duch.

     Nadeszła wojna i stało się: jeden z przyjaciół poległ.

Kiedy wojna się skończyła, drugi młodzieniec wrócił do wioski, a jako że wielu młodych zginęło, dziewcząt był nadmiar. Nie miał kłopotu z żeniaczką.

Nadszedł dzień ślubu. Po pięknej uroczystości ślubnej w cerkwi, rozpoczęło się huczne wesele. Wszyscy bawili się, tańczyli, tylko nie pan młody, który był markotny.

- A co ty taki smutny? Zapytała męża jednodniowa żona.

- Ano trapię się z powodu przyjaciela, który nie może się z nami bawić. I opowiedział żonie o przysiędze, którą kiedyś sobie złożyli.

- To ty może idź na cmentarz i zaproś duszę przyjaciela na wesele, bo może on zapomniał o przyrzeczeniu – powiedziała żona.

I tak się stało – poszedł pan młody na cmentarz, odwiedzić grób zabitego.

Robiło się już ciemno, kiedy zbliżał się do cmentarza. Naraz usłyszał skoczną muzykę. Kiedy już stanął przy grobie, zorientował się, że muzyka dobiega spod ziemi.

Zdziwiony zaczął wzywać duszę przyjaciela, która zaraz wyskoczyła z grobu.

- Obiecałeś być na moim weselu, nawet jako dusza i chyba zapomniałeś!

- Nie zapomniałem – odpowiedziała dusza – wybieram się do ciebie, ale u nas także dziś wesele i tańce, zobacz sam – i otworzył przyjacielowi widok na podziemie.

A tam zabawa na cztery fajerki, pary wirują, aż w oczach miga. Spodobała się ta zabawa podziemna panu młodemu i mówi: - to i ja potańcuję trochę z duszami umarlaków, a potem pójdziemy na moje wesele.

- Dobrze – mówi dusza poległego – tylko pamiętaj, żebyś broń boże w tanach nie obracał się w lewo! W prawo, zgodnie z biegiem wskazówek zegara możesz się kręcić, atoli w lewo się nie waż!

Ale co tam przestroga! Wszystkie pary wirowały, to i żywy w świecie zmarłych zapomniał się i zanim się zatrzymał, były już trzy obroty w lewo.

Zatrzymał się, odechciało mu się zabawy i mówi nieco zaniepokojony: - to chodźmy teraz do mnie do żywych.

- Coś ty narobił! – rzekła na to dusza przyjaciela – mówiłem ci, żebyś się nie ważył obracać w lewo, a ty obróciłeś się i to trzy razy! A każdy taki obrót oznacza przesunięcie w czasie o sto lat! Tam na ziemi minęło już trzysta lat i nie żyje nikt, kto ciebie znał, ani kogo ty znałeś.

- To co teraz będzie? – zapytał żywy.

- Teraz musisz żyć w tym nie swoim czasie. Jedno tylko ci poradzę: - idź do popa i opowiedz mu co się stało. To ci jakoś powinno pomóc – wyjaśniła dusza.

    Poszedł nieszczęśnik do popa. Ten wysłuchał cierpliwie, zapytał o nazwisko, a potem zaczął przeglądać stare księgi wiernych.

Wreszcie znalazł zapis sprzed trzystu lat: - Na marginesie obok daty ślubu i nazwisk zaślubionych dawny kapłan umieścił uwagę: - Pan młody zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach w dniu ślubu, a ciała nigdy nie odnaleziono.

 

poniedziałek, 29 stycznia 2024

5 kłosów

 


Był początek XVII wieku, kiedy w Kanadzie aptekarz Harper począł parać się rolnictwem. Atoli lato przychodziło późno, zima zaczynała się wcześnie, nic dziwnego, że okres wegetacyjny dla ziarna, które przywiózł z Anglii, był za krótki.

Poszukując rozwiązania, aptekarz poprosił znajomego marynarza, aby przywiózł mu próbkę pszenicy z jakiegoś mroźniejszego kraju, w którym zbiory się udają. Ów marynarz wywiązał się z zadania przywożąc woreczek pszenicy polskiej kupionej w Gdańsku.

     Harper zasiał pszenicę. Coś tam jednak było źle z gruntem, czy z nawodnieniem, wzeszła bowiem niewielka część zasiewu. Na pozostałe nieliczne kłosy Harper chuchał i dmuchał, ale nim dojrzały do zbioru, krowa prawie wszystko wyżarła. 

Cudem ocalało pięć kłosów, wszystkie inne zginęły na skutek niezbadanych wyroków Opatrzności. Pięć ostatnich kłosów Harper dokładnie ogrodził i wreszcie zebrał z nich z nich garstkę ziaren.

Następny rok był bardziej udany, a ziarno istotnie okazała się odporniejsze na niskie temperatury, dało się wcześniej siać i później zbierać.




I spójrzmy teraz na bezbrzeżne kanadyjskie prerie – dzisiejszy śpichlerz świata, bo drugi śpichlerz - Ukraina - chwilowo dotknięty wojną.

Kanadyjskie prerie złocą się dziś pszenicą „Red Five”, tą, która przywędrowała z obcego kraju i wiernie odpłaca nowej ojczyźnie.


niedziela, 13 marca 2022

Hawajskie ropuchy

 


To ciekawe, że dzięki hawajskim ropuchom możemy sobie przypomnieć trzy (cztery?) polskie porzekadła.

"Głównym bogactwem brytyjskiej kolonii karnej na Hawajach była uprawa trzciny cukrowej. Jako że nowoczesna myśl człowiecza powinna pomagać w ulepszaniu życia, dbając zarówno o koszty, jak też o zdrowie społeczeństwa, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku przywieziono na Hawaje ropuchy. Ich zadaniem miała być walka z pasożytami trzciny cukrowej, głównie małym chrząszczykiem, który w czasie żerowania charakterystycznie chrobotał wewnątrz łodygi. (Czyżby to stąd wzięło się powiedzenie „chrząszcz brzmi w trzcinie?)

Walka z chrząszczami miała od teraz polegać na zjadaniu chrząszczy, co ropuchom spodobało się nad wyraz. Ropuchy rozmnażały się, rosły, znikał dźwięk chrobotania, który był do tej pory dzwonem na trwogę, plantatorzy odetchnęli, zapanowała sielanka.

Aliści jak wiemy żadna sielanka nie trwa wiecznie. Oto zaczęto rozwijać turystykę, dla której warunki byłyby wręcz idealne, gdyby nie komary hawajskie. Rzecz się dzieje we wspomnianych latach siedemdziesiątych.

                    Elektryczna pułapka

Zmrok zapada jeszcze przed osiemnastą, jest przecież lipiec, sam środek zimy. Gdy zmierzch zapada, goście hotelu w Korolevu przerywają swe zajęcia, aby popatrzeć na zlot hawajskich ropuch. Nawet gracze w bingo, czyli zwyczajnej loteryjki, odchodzą na pół godziny od tej infantylnej rozrywki, aby swą uwagę skupić na ropuchach. Azaliż nie powinniśmy przypuszczać, że ropuchy sprowadzono na Fidżi po to, aby występowały wieczorami w spodniczkach z trawy morskiej i tańczyły upojne hula-hula pod kołyszącymi się palmami.

Jak rzekłem, przymierze człowieka z ropuchą rozwijało się harmonijnie do czasu, kiedy na widowni pojawiło się nieskomplikowane urządzenie sprowadzone z USA, a noszące nazwę „Inseckt - o - cutor”. Jedenaście takich aparatów, z których każdy kosztuje 80 fidżyjskich funtów, zmontowano wokół hotelu w Korolevu, na południowym brzegu Viti Levu, głównej wyspy archipelagu. Urządzenie, które dokonało rewolucyjnych przemian w zwyczajach hawajskich ropuch delegowanych na Fidżi, jest bardzo proste.

Na niezbyt wysokim słupie umieszczono na wysokości dwóch metrów nad ziemią zwyczajną jarzeniówkę. Wokół niej rozpostarto gęstą siateczkę z cienkich drucików, przez które od zmierzchu do świtu płynie prąd. Jarzeniówka wabi owady, będące prawdziwą plagą tych stron. Owadzie hufce nacierają na światło – przynętę i po prosu giną, paląc się na zdradzieckich drucikach. Podobno w ciągu nocy jedno takie urządzenie zabija milion owadów, podczas gdy koszty prądu są nikłe, a urządzenie nie wymaga żadnej konserwacji.

Ja tego miliona świeżo upieczonych owadzich osobników nie liczyłem, ale faktem jest, że z urządzenia dosłownie sypie się chmura nadpalonych skrzydeł i innych żałosnych resztek komarzych. W każdym razie ponurej aktualności nabiera stara polska piosenka o komarze, który „z dębu spadł i złamał sobie w krzyżu gnat”.   Jaki jest turystyczny efekt działania opisanego urządzenia? Otóż można teraz spokojnie zasiąść sobie na fotelu wśród nocnej ciszy i to nawet w odległości kilkudziesięciu metrów, nie bojąc się jednocześnie ataku legionu komarów. Atoli najbardziej jednak chwalą sobie ten produkt nowoczesnej cywilizacji same ropuchy.

Kto tego nie widział, ten się nie śmiał! Oto o zmierzchu wypełzają zewsząd tysiące ropuch. Spieszą zająć miejsca jak najbliżej słupów, na których włączono właśnie światło i zasilanie w grillu owadzim. Teraz wystarczy – oczywiście jeśli się jest ropuchą – podnieść paszczękę do góry i ją rozdziawić, a pieczone gołąbki wpadną same do gąbki.

Teraz praktyka: - jak to jest w zwyczaju nie tylko u ropuch, najbliżej żłobu ustawiają się potężne, spasione okazy, ledwie już łażące z przejedzenia. Wraz z odległością od elektrycznego piekarnika wielkość ropuch wyraźnie maleje, tak że na samym skraju ropuszej jadłodajni widać zbiorowisko pokornych, już zupełnie małych ropuszek. Cierpliwie czekają obserwując wyłupiastymi ślepkami, jak zdumiewające ilości pieczystego pożerają możni przedstawiciele ich rodu. Ta ciżba jest pogodzona z losem, ale trzyma otwarte na fool swe mizerne pyszczydełka, w nikłej nadziei, że może trafi się zniesione przez wietrzyk jakieś nadpalone skrzydełko, pieczona nóżka, a może nawet – każdemu wolno marzyć – sama główka, ścięta elektrycznym drucikiem.

Biali panowie, do których należą plantacje trzciny, wcale nie są tym wynalazkiem zachwyceni. Okazało się bowiem, jak można było się tego spodziewać, że ropuchy przedkładają pieczyste ponad chrząszcze i od momentu zastosowania grilla żadna szanująca się hawajska ropucha nie wyjdzie nocą na trzcinowe pole. Na zdjęciach ropucha bieszczadzka, moja przyjaciółka z Rabego. Nie mam złudzeń - polubiła mnie za dokarmianie strąconymi gzami - muchami końskimi. Chodziłem boso, a ona przeważnie mieszkała w bucie.

Plantatorzy z okolicznych plantacji nie podzielają więc zachwytów turystów przybyłych z dalekich stron. Zachwytów nad zmyślnością ropuch. Ich stanowisko jest jasne – z obrzydzeniem patrzą na nocny ropuszy bankiet, potem wracają do baru, gdzie kędzierzawy, bosy barman fidżyjski, ubrany w tradycyjną spódnicę i śnieżnobiałą kurtkę nalewa im szybko wzmocnioną porcję trunku sprowadzonego z dalekiej Szkocji. Biali panowie sączą trunek i wzdychają: - Nie szczęści nam się ostatnio! Ceny cukru są nadal niskie, a nie zanosi się niestety na jakąś dobrą wojnę, która poprawiłaby koniunkturę"…..




PS. Na zdjęciach ropucha bieszczadzka, moja przepiękna przyjaciółka z Rabego. Aliści nie mam złudzeń - polubiła mnie za dokarmianie strąconymi gzami - muchami końskimi. Chodziłem boso, a ona przeważnie mieszkała w bucie. Zdumienie budził jej apetyt: - godziny południowe, upał, ja niemal nagi. Przydarzył się atak chmary much, trwał może godzinę, nie miałem nic innego do roboty, więc liczyłem strącenia, ale tylko te osobniczki (gryzą bowiem wyłącznie samiczki, podobnie jak u komarów), które zabiłem skutecznie i wrzuciłem do buta. Tych świeżych nieboszczyków było ponad pięćdziesiąt. Przyjaciółka połknęła wszystkich bez popijania.

 

środa, 9 marca 2022

Dzieciństwo z babcią Szeptuchą.



W jakim kierunku zmierzają ostatnie blogowe wpisy? Usiłuję stopniowo, małymi łykami podzielić się z Czytelnikami wiedzą o przyszłości. Żeby nie przytłoczyć. Dlatego dziś wpis relaksowy.

Sprawy bieżące. Oto Unknown napisał komentarz do wczorajszego posta. „Hostele w budynku mieszkalnym są niezgodne z prawem”. Przyjmuję to za pewnik. Nie wiedziałem o tym, a teraz wiem. To zapytam o wydarzenie jakby nadrzędne: - a taka poważna rzecz jak wojna? Czy na przykład ona, ta aktualna wojna, to ona jest zgodna z prawem, czy też nie? Z Międzynarodowym Prawem czy jest zgodna? Tudzież z polską czy inną konstytucją czy jest zgodna? Nie jest? A to śkoda! Czyli prawo prawem, a życie sobie w wykonaniu miłościwie nam panujących bałwochwalczych władców – rosyjskich, polskich, chińskich czy jakich chcesz.    


Wątek tytułowy, osobisty.

Oto mam 5 – 6 lat. Leżę w łóżku. Wydaje mi się, że dopiero się obudziłem. Czuję się bardzo osłabiony, jestem chyba po chorobie, pewnie było silne przeziębienie. Często miałem w dzieciństwie takie przypadłości. Nade mną pochylona babcia i mama. Podają mi coś do ręki. To jakiś stary splątany kawałek sznurka? Słyszę słowa: - zobaczymy czy będzie bogaty. Rozplącz to! – pada podpowiedź. Rozplątuję. Czuję w palcach, że „sznurek” jest kruchy, więc działam delikatnie, co trwa chwilę. I już gotowe. Obie kobiety pilnie śledzą działania palców. Mama spojrzała pytająco na babcię, a ta mówi: - będzie wróżył i wielkie pieniądze będą przechodziły przez jego ręce, ale bogaty będzie dopiero w starości.

Po wielu latach dowiedziałem się, że jeszcze dwie sprawy były ważne. Pierwsza jak dziecko rozprostuje tę pępowinę, czy ona będzie prosta, czy też będzie miała krzywości, co sygnalizuje zakręty - problemy życiowe. Moja pępowina po rozprostowaniu miała sporo krzywości.

Druga sprawa jeszcze ważniejsza: - pępowina była krucha i sucha (jak te kabanosiki z reklamy telewizyjnej Tarczyńskiego) i dobrze to czułem, że można ją rozciągnąć, ale tylko do pewnej granicy, bo inaczej przerwie się, pęknie. Teraz wiem, że gdy tak się stanie, dostajemy sygnał przedwczesnej śmierci.

Ponieważ pępowinę rozwinąłem nie przerywając jej, to oznaczało, że będę żył aż do samej śmierci. Ha, ha!

Od tego zdarzenia minęło 70 lat i powziąłem wiedzę, że po pierwsze primo: była to stara wróżba, jeszcze z czasów naszych słowiańskich dziadów, wróżba z pępka, a dokładnie z osobistej pępowiny noworodka zachowanej po porodzie. Moja babcia Szeptucha bardzo dbała o te stare zwyczaje. Zaraz ktoś powie że to gusła, albo głupie. A ja powiem, że jeśli coś działa, to azaliż głupie nie jest i dopóki nie mamy dostatecznej wiedzy na jakiś temat, nie wychylajmy się pochopnie z opinią.

Jak rzeczy potoczyły się dalej? Wielkie pieniądze przechodziły przez moje ręce dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy przez 20 lat byłem właścicielem „Przetwórstwa tworzyw sztucznych” Warszawa Kawęczyńska 41. Był wpis.

Drugie wielkie pieniądze, tym razem nie moje, przechodziły mi przez ręce, gdy byłem kasjerem w Queens Casino w Pałacu Kultury. Były wpisy o kasynie warszawskim i tym drugim kasynie w Ciechocinku.


CDN. 

wtorek, 8 marca 2022

Inwestować w spokój

 


Cykl Kalendarza Majów działa.

Jeśli chodzi o wydarzenia finansowe, to jesteśmy dopiero chwilę po szczycie nie tylko trzynastoletniego, cząstkowego, czy pojedyńczego cyklu, ale też cyklu podwójnego o długości stu czterech lat. (wpis „Rok 2020” z 11 -10-2019).  

Niektórzy komentatorzy mówią, że na rynkach finansowych mamy pewne opóźnienie w stosunku do faktów, ponieważ kowid nie załamał rynków i dopiero otwarta agresja faszystowskiej Rosji może wywołać większy ruch w dół. Chwila moment. Otwarta agresja, czyli wojna ZAWSZE napędza koniunkturę. Natomiast kowid najpierw przestraszył, ale zaraz potem spowodował ogromną pompę dodruku kasy. Nadmiar pieniądza uderzył popytem w rynki finansowe, więc jak miało być załamanie? Odezwały się co prawda silne emocje, które wywołały gwałtowne, ale w skali makro krótkie tąpnięcie. Jeśli oczywiście były to emocje, a nie ustawiony ruch. Inflacja skwapliwie zmniejsza wartość pieniądza, a ten się broni szukając okazji inwestycyjnej, czy też tylko w miarę spokojnej przystani.

Jak rzekł był klasyk: - fala A musi być azaliż. Emocje jak wiemy nie są dobrymi doradcami przy podejmowaniu decyzji nie tylko pieniężnych. To co robić? Stać z bronią (znaczy z kasą) u nogi i patrzeć jak ona topnieje, czy inwestować? A jeśli tak, to w co? Zobaczmy ilu wokół nas pojawiło się doradców! A ty Zbyszku to w co inwestujesz przykładowo?

Chwilowo to ja inwestuję głównie w spokój. Otóż wraz z wiekiem wyraźnie osłabła moja chęć do ryzyka inwestycyjnego, a wzrosła potrzeba świętego spokoju.

Na przykład ustaliłem pewną codzienną przedwakacyjną dyscyplinę poranną: - godz. 6.30 pierwsze wyjście z moim pieskiem Dyziem, potem pocałować w dziubek świeżo upieczoną małżonkę, śniadanie w miłej atmosferze i wychodzę na godzinny szybki spacer z kijami po parku. Wracam, jest dziewiąta, teraz moja żona pocałowywuje w dziubek swego świeżo upieczonego męża i wychodzę z pieskiem Dyziem na drugie sikanie tudzież sranie. A proste to nie jest, bo pomimo sześciu wind w budynku w którym mieszkam w Warszawie, trzeba trochę czekać. Jest ruch, samych hosteli w tym budynku ponad sto. Jest ruch a Dyzio to starszy pan pieskowy, ma 18 lat. To jakby facet miał 90 lat. A taki osobnik już często niedomaga. Jak ja to określam: - Dyziowi  dość często przerywa się połączenie dupa – głowa i sika gdzie popadnie. Sprzątam, no bo jak inaczej i żyjemy dalej.

Błędem jest bowiem martwienie się na zapas. Po co martwić się dziś - jutro też dzień. Koń niech się martwi - on ma większą głowę. Popatrzmy - taki stary dowcip o inflacji, a zawsze aktualny. Każda rzecz ma dwie strony. tudzież wszystko można opisać na wesoło. 

Babcia wysłała wnuczka na targ, żeby zobaczył co się dzieje z cenami. Ten obadał temat, wraca i opowiada: - babciu kochana, majtki w cenie opadają, kiełbasa stoi a jajka się wahają.

W jednym z następnych postów postaram się napisać więcej o giełdzie, a to już przy okazji omawiania wykresów.

Wierzmy w naszych Słowiańskich Braci Ukraińców. Wierzmy i wspierajmy jak kto potrafi. Oni walczą i giną za siebie, ale jednocześnie i za nas. Giną, ale także biją faszystowskiego Gada.

Слава Україні!

CDN.

czwartek, 3 marca 2022

Ławrow się tłumaczy

Ukraina walczy. Jedni giną, a drudzy kombinują jak zarobić. Bo mają za mało. Przedmiotów, pieniędzy. I od razu pojawiają się doradcy i tłumacze.

Jedni tłumaczą co jakiś ktoś chciał powiedzieć, a nie powiedział, a drudzy doradzają jak zarobić. Jeśli wiesz jak zarobić, to zrób to na własny rachunek. Po co mącisz ludziom w głowach?

Nie dajmy się zwariować. Większość z doradców, to szarlatani. A ty zagubiony człowieku musisz wybrać, komu wierzyć. To ja ci powiem: Nikomu nie wierz, wierz tylko w siebie! Najpierw w siebie. I we mnie nie wierz także. Czas i zdarzenia zweryfikują to co jest. A jest szybko. Przesiewaj sieczkę informacyjną, lecz startuj z logicznego punktu: - Zapytaj kto ma najwięcej? 

Kto najwięcej zarobił, albo ukradł i już właściwie dławi się tym ukradzionym dobrem i wygląda jak niektórzy brzuchaci polscy księża ( bez urazy za to porównanie) i nie tyle ucieka, bo Putin jakby, tudzież nieco ograniczył jego możliwości w tym zakresie, ale próbuje „ratować” ( a zabrać chujowi!) na przykład jacht za 900 mln dolarów, z załogą 100 osób. To wszystko ukradzione Narodowi Rosyjskiemu. Bo Matuszka Rosija podobno swoje dobra ma dla wszystkich, w tym dla Ciebie – ale w domyśle tylko dla oligarchów, wyciągają nikiel z Matuszki Rosiji, wysysają z niej ropę. I bawią się! ŻRĄ, CHLAJĄ  ruja i poróbstwo, a Ty za to płacisz! Jak długo na to pozwolisz ty Ruski Czełowieku? Kiedy obudzi się w Tobie Русская душа? Rosyjska Dusza ona tak mała teraz. Niebolsza znaczy.

Wstęp długi, treść do przekazania za to krótka: - wiadomość z ostatniej chwili - Ławrow się tłumaczy!. Że niedokładnie go zrozumiano itd. Czyli jak widzimy nikt z wielkich tego świata i dotyczy to obu stron (zrozum to jak chcesz) nie chce umierać za Putina! A już na pewno nie chcą umierać ci, którzy mają najwięcej! To już po wojnie jest? Ja nie wiem. 

Podpowiadam: - zwalić całą sprawę na oligarchów. Że to wszystko przez nich. To krwiopijcy, swołocze i szubrawcy. Takie szubrawcy, że nawet tak zacnego człowieka jak Putin one skołowały.

Слава Україні! 

wtorek, 28 stycznia 2020

Fulguryt


Co pewien czas wracam do dziecięcych wspomnień z letniska. Dziś o zbieraniu ”piorunów”.


Zbierałem je razem z wiejskimi dziećmi. Ktoś te dzieci prawidłowo poinstruował, a one z kolei mnie oświeciły, że szklane kluski znajdowane przy torach kolejowych w okolicach Chotomowa pod Warszawą, to „pioruny”. Niestety nie mam zdjęć "piorunów" o tym kształcie.
Na zdjęciu "piorun" z Sahary.


Tory biegły w tym miejscu nasypem o wysokości może trzech metrów, wokół łąki. Odcinek kolejowy całkiem prosty, czyli niby nic szczególnego, a „piorunów” było tyle, że po krótkim czasie mieliśmy ich pełne kieszenie.            
     Te szkliste, ciężkie wałeczki o długości 15 cm zwykle były wrzecionowate, nieco grubsze w połowie długości, rzadziej zdarzały się rurki. Miały barwę od żółtej poprzez brąz do prawie czarnej. Przez ich całą długość biegł kanalik, idealnie centryczny okrągły otwór, o średnicy około 5 mm.


Dziś wiem, że prawidłowa nazwa szklistego efektu błyskawicy brzmi fulguryt i jest to stopiona od uderzenia pioruna ziemia, żwir, piasek, w każdym razie krzemionka. W mieście można wypatrzeć bezfulgurytowe ślady uderzenia pioruna na chodniku. Jest to wyraźnie wypalona, osmolona na brązowo dziurka na ćwierć palca. Nieraz w niewielkiej odległości da się także zobaczyć następne wypalenie, a kiedy pójdziemy po linii wyznaczonej przez dwa trafienia, odkryjemy ich jeszcze więcej. To znak, że głęboko pod ziemią płynie rzeka wznosząca, która w tym miejscu zakręca gwałtownie w dół. 

Barwa fulgurytu jest zależna od podłoża w które bije błyskawica. Natomiast miejsce obfitujące w fulguryty oznacza, że pod nogami mamy silny, ukryty w głębi ziemi ciek wodny, który ściąga wyładowania elektryczne.



Na piorunozbieraniu byłem dwukrotnie, przy sośnie obok domu cioci pojawiła się kupka szklanych klusek. Jako, że o wiele bardziej kręciło mnie zbieranie amunicji i różności wyposażenia wojskowego, na tym zakończyła się przygoda z fulgurytami.  Pozostałości wojennych była bowiem w okolicy obfitość, ponieważ na tym terenie (Ziemia Niczyja biegła od Wisły przez Chotomów do Bugo-Narwi) Rosjanie w 1944 roku zatrzymali front naprzeciwko Niemców przez sierpień, wrzesień, październik, listopad i grudzień. Czekali aż Niemcy wykończą Powstanie Warszawskie.
O fulgurytach przypomniałem sobie dopiero niedawno nad morzem. Tu uderzenie pioruna potrafi stworzyć rzeźbę - dziwoląga z piasku.