Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocisk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pocisk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2025

Jak skutecznie zakończyć wojny

 


 Drugie życzenie Stanisława Lema.

„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne: Oto  wymarzone lądowanie innych istot z kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u nas stosunki, by orzec, że wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, lecz odmawiam zgody. Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej Radzie Przybyszów.

     Otóż chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. Lecz po ich odlocie wyścig zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.

     Mam taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie. Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się dalej same rozmnażały.

    Moja zasada opiewa: - należy powstrzymywać ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i tak sama niewiele zdziała.

Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, że bronie poruszają się z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają unieszkodliwieniu.


Każda wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno, że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać. Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego otoczenia.

    Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne, zapobiegające bijatykom.

    Gdy ktoś spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeśli nie poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje, aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły, jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie związany przez własną piżamę. Lecz łatwo temu zapobiec, rozbierając się uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.

    Także użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie akcję obronną podejmie odzież napastowanego.

    Odkrycie to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy od szarż.



Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana, a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.


środa, 20 maja 2015

Rozciągnięty czas

Wydaje się, że w tym odludziu i na tej górze czas biegnie dziwnie wolno. Być może to tylko złudzenie, albo zmieniona perspektywa. Po prostu jestem tu w tak głębokiej symbiozie z przyrodą, że wpadłem w jej rytm, a ten rytm... jest niespieszny.
       Jest dzień i noc, słońce i deszcz, bezruch powietrza i wiatr, zimno i gorąco. Nigdzie przedtem, nawet we własnym ogrodzie nie czułem tego, co odczuwam na tej górze. Tu nie ma granicy wyznaczonej płotem, nie ma sąsiadów, chyba, że za sąsiadów uznam zwierzęta obok których jestem.
   

No i to wyrwanie się z „miejskiej indywidualnej klatki mieszkalnej” , ale także z każdego domu, nawet z domu pod lasem, do samotności i mieszkania w głuszy jest silnym przeżyciem. Właściwie jest to szok.
Przypominam sobie tak niedawne pierwsze bieszczadzkie kroki: wylądowanie w Osławicach, nocne oblężenie dzików i pobyt w byłej strażnicy WOP w Łupkowie.
To był 2013 rok, a tyle się wydarzyło, że wydaje się, jakby upłynęło wiele lat. Tak się wydaje dzięki obfitości wrażeń, gdy każdy dzień jest inny, i codziennie odkrywam jakiś nowy zakątek i nową ścieżkę, którą jeszcze nie szedłem. Wolno upływający czas niesie ze sobą zadziwienie.
   


W tym wydłużonym czasie jest przekaz: - zwolniłeś – dlatego tyle widzisz. Zatrzymaj się i rozejrzyj, a zobaczysz jeszcze więcej.
W tym przecudnym miejscu, i rozciągniętym czasie odbieram wrażenia i doznaję nowych uczuć, jakbym rozmawiał z kimś bliskim. To przychodzi do mnie mocno, wyraźnie, namacalnie niemal, a jednocześnie jakoś nieziemsko. Ktoś jest obok i wiem, kto to jest....
Pozdrawiam Ciebie, Duchu Gór! Dziękuję ci Aniele za doprowadzenie w to miejsce!
   

Tak, to dobre słowo: rozciągnięcie czasu, czas bowiem rozciąga się tu nieprawdopodobnie. Sam wschód słońca, od jasności poranka, nasycających się kolorów czerwieni, pomarańczy i wielu odcieni niebieskiego, trwa godzinę.
W tym czasie bieszczadzki świat stopniowo wynurza się z porannej mgły. Perspektywa się poszerza, przyroda się budzi. Zanim pojawi się złoty odyniec słońca, odzywają się dzięcioły w dolinie. Wstaje kolejny pogodny dzień.
    

Na zdjęciu widać plastry na namiocie – dwuletni namiot używany przez wiele miesięcy właśnie się sypie. Oba boki i podłoga są już także poklejone, ale tu dziury powstały z winy myszy, których w ubiegłym roku było zatrzęsienie.
   
Życie jest pełne niespodzianek: - śmiercionośny pocisk może się przydać do przyciśnięcia płachty okrywowej.
Wszystko wokół ocieka wilgocią. Krople rosy wyglądają jak maleńkie brylanciki, skrzą się w promieniach słońca i rzucają refleksy światła.
No, jest bosko!
  


Mam czas, w więc mogę bawić się we wstawianie łat i trwam w tej boskości, zanurzam się w niej cały, kąpię w swobodzie i nasycam. Myślę, że chodzenie nago ma tu niebagatelne znaczenie. Cieszę się, czuję się lekki, dusza śpiewa, jeszcze raz dziękuję, teraz za to, że potrafię się cieszyć, za to, że chce mi się chcieć.
I zaprawdę, powiadam wam: - dla takich chwil warto żyć.