czwartek, 22 stycznia 2015

Odludne miejsce

To jest ostatni wpis w styczniu, do zobaczenia w lutym!.
Dlatego pozwoliłem sobie dziś na trzy posty - listy do samego siebie.

Język jest naszym światem. Jeśli chociaż na krótką chwilę człowiek zapomni
swojego języka, to kim się stanie? Kultura, społeczeństwo, chrześcijaństwo,
komunizm - co pozostaje? Nic. Jeśli z egzystencji zlikwiduje się
język, to zniknie cała ludzkość, wraz ze swoją kulturą, cywilizacją, nauką,
filozofią.
Język umożliwia komunikację z innymi; to jedyny sposób porozumiewania się. Jest przydatny, ale także niebezpieczny. Kiedy jakieś narzędzie jest przydatne, to zwykle w takim samym stopniu jest ono niebezpieczne. Ryzyko polega na tym, że im bardziej umysł pogrąży się w języku, tym dalej odejdzie od centrum.
Bycie świadkiem oznacza wyjście poza język, poza werbalizację, poza umysł.
Bycie świadkiem, to stan nie-umysłu, stan braku myśli.
 
Spróbowałem tego..... Przestać myśleć.... Także o kobietach przestać myśleć?

Wysłano reportera żeby zdobył opinię człowieka z ulicy o kobiecie współczesnej. Pierwszą napotkaną osobą był dziewięćdziesięcioletni mężczyzna.

 Obawiam się, że niewiele ci pomogę, synu – powiedział z żalem staruszek.
Od pół roku już nie myślę o kobietach.
      Anthony de Mello.
       
      Bycie świadkiem wymaga czasu i niczego nie da się przewidzieć. No i stało się, udało się. Kiedyś przyszedł taki pierwszy moment, że poczułem w głowie Ciszę. Pustkę - Space. To był ulotny jak mgnienie moment bez myśli. To było niezwykłe doświadczenie które się przydarzyło. Dopiero później poznałem ćwiczenie Osho – gilotyna. A potem wymyśliłem własny sposób na rozbiegane myśli.

Zaczęło się coś dziać. Otwierał się nowy wymiar. Albo inaczej: poczułem że wchodzę w świat prawdziwy, w którym jest spokój, nie ma wysiłku i pogoni za własnym ogonem. Wnikałem stopniowo w ten zupełnie inny świat. Z fałszywego świata pełnego problemów, zajrzałem na chwilę do prawdziwego.
To ten świat Tu i Teraz gdzie cieszysz się każdą komórką swego ciała.
Doświadczenie to spodobało mi się tak bardzo, że zacząłem tego szukać, zapragnąłem wejść w to Nieznane głębiej.
                   Cisza bardzo pomaga.
Może być tylko wewnętrzna, lecz lepiej, gdy jest ona także z zewnątrz.
      
Spodobały mi się długie chwile samotności. Nie chciałem nikogo spotykać, chciałem sprawdzić, co się dzieje gdy tydzień z nikim nie rozmawiam. Szukałem więc prawdziwego odludzia, maksymalnego oderwania od cywilizacji, możliwości pobycia obok wolnych, czyli dzikich zwierząt.
Czy szukałem także zagrożenia? Nie myślałem o tym, ale zagrożenie, niebezpieczeństwo jest pociągające.
       O co tu chodzi?
Znowu chodzi o mózg, o fale alfa. Niebezpieczeństwo powoduje, że stajemy się uważni i szybko odnajdujemy swoje centrum, wchodzimy w świadomość. Właśnie dlatego gry zawierające ryzyko, mają w sobie taki urok. Sporty ekstremalne dają jeszcze większą adrenalinę. Wtedy nie jesteś w stanie myśleć; myśli ustają. Wtedy nie możesz marzyć. Nie możesz sobie niczego wyobrażać. Wtedy teraźniejszość staje się trwała. W takiej niebezpiecznej chwili, gdy nagła śmierć możliwa jest w każdym momencie, nagle uświadamiasz sobie istnienie swojego ośrodka. Ryzyko ma w sobie urok tylko dlatego, że dzięki niemu czasami udaje ci się je poczuć.
     
W zagrożeniu szybko odnajdujemy swoje centrum, wchodzimy w świadomość, stajemy się obserwatorem.
Już tylko sama samotność wystarczy dla „ucywilizowanego” człowieka, aby poczuć zagrożenie. 
    


Gdy do tej prawdziwej samotności jeszcze dojdzie noc i usłyszysz głosy zwierząt: szczekanie zaniepokojonego kozła, ryknięcia niedźwiedzia, nocny krzyk puchacza, gdy przypomnisz sobie o sąsiedztwie żmij, zauważysz poruszające się trawy przy braku wiatru, zarejestrujesz jakieś szurnięcia w krzakach.....Ogarnie cię niepokój, poczujesz się zagrożony. Wpadasz wtedy w uważność.
    Zmysły, zwłaszcza słuch, na odludziu robią się bardzo wyostrzone.
Groźna wydaje się każda nadciągająca burza, a nawet tylko pojawiające się czarne chmury..... 
Lecz może się zdarzyć, że w takich chmurach zauważysz obok ich powagi, także magiczne piękno !
   


 

Być sobą

       Jak rodzice wbijają cię w poczucie winy?
Robią to w procesie nazywanym powszechnie wychowaniem.

Nie ma znaczenia czy twoi rodzice żyją. Oni są dalej w twojej głowie.

Wyobraź sobie, że każde z rodziców przywiązało ci do szyi powróz i każde ciągnie cię w swoją stronę. Tak długo cię ciągną, aż pod wpływem ich wspólnego ciągnięcia wylądujesz w swojej własnej kupie gówna – i o to chodzi, bo w ten prosty sposób zobaczysz wyraźnie swoją własną winę.
Twoi rodzice wspólnymi siłami zabrali cię tam, gdzie nie chciałeś być, lecz musisz być. 
          I oto pada magiczne słowo: musisz.
 
Musiałeś wpaść w gówno. Ludzie często mówią: „moi gówniani rodzice”.
Niesłusznie zupełnie. Takie doświadczenie z rodzicami, a potem resztą treserów jest niezbędne, aby się obudzić. Dlatego rodzicom należy się szacun za to, że tacy właśnie byli.       Poza tym …..
        Astrologia, nauka królów, uczy, że dusza sama wybiera miejsce i czas inkarnacji. Człowiek sam wyszukuje swoich rodziców i dzięki temu istnieje gwarancja, że w każdym wypadku wyląduje we właściwej winie. Kiedy spojrzysz na to z tej właśnie perspektywy, stanie się dla ciebie jasne, że rodzice to twój własny wybór. Oni mieli za zadanie wsadzać cię dostatecznie długo pupą w twoją winę. Stworzyli dla ciebie mentalną klatkę. Tej klatki nie ma, ona jest tylko w twojej wyobraźni. Poruszasz się od wyimaginowanej kraty do kraty, i ani kroku dalej.
Jak niedźwiedź, któremu odebrano wolność.
          Każdy żyje w takiej klatce, a twoim zadaniem, twoją lekcją jest to zrozumieć, pojąć i przypomnieć sobie, że masz wolną wolę.
W każdym razie rodzice mieli uszykować dla ciebie więzienie, klatkę. Co też uczynili.
Jak tego dokonali?
Takimi przykładowo zdaniami:
- Taką dobrą kaszkę mamy dla ciebie....
- Co? Nie chcesz jeść? Bądź grzeczny, jedz.
- Łyżeczka za mamusię, łyżeczka za tatusia.
- Inne biedne dzieci nie mają kaszki
- Jeszcze trochę i jeszcze.
- Jedz bo dostaniesz klapsa!
- Zobacz jak naświniłeś!

To jest właśnie zasługa twoich rodziców, że znaleźli odpowiednie słowa w odpowiednim czasie i z zapierającą dech precyzją wskazali ci drogę ku twojej winie. Ten proces trwał lata i uczenie nazywa się socjalizacją.
Prześledźmy ten proces jeszcze raz w wierszu.

Kaszka manna
Andrzej Waligórski

Niedobrze się robi ptaszkom, odbija się myszce
Mamcia karmi dziecko kaszką łyżeczka po łyżce.
Karmi, nuci coś radośnie: "Jedz, jedz ty łobuzie..."
Kaszka dziecku w buzi rośnie i wydyma buzię.

Ma już kaszki pełen brzuszek i płucka, i nereczki,
Kaszka sączy mu się z uszek i rozpycha majteczki.
Słyszy dziecię matki piosenkę i myśli figlarnie:
"Jak cię dorwę, gdy dorosnę, to też cię nakarmię..."

Zaśmiało się miłe dziecię na myśl o igraszkach.
Mamcia na to: "A więc przecie smakuje ci kaszka".
Dam ci jeszcze, żebyś przytył i miał pulchne policzki!"
Dziecko żuje myśląc przy tym: "Ach, dajcie mi nożyczki!"

Wtem huknęło coś jak mina - gówniarz zwymiotował.
"Porzygała się dziecina - zaczniemy od nowa!"
Kot z rozpaczy skoczył w wannę a pies się wściekł na dworze.
Po coś stworzył kaszkę mannę, o sympatyczny Boże?!

Niech do ciebie dotrze, że rodzice zrobili wszystko jak należy, abyś mógł wylądować w swojej własnej winie.
                        Czy spodziewałeś się tego po nich?
 
Nie podoba ci się twoja wina, co więc robisz? Zrzucasz ją na rodziców!

Lecz prędzej czy później będziesz musiał ją wziąć na siebie z powrotem. Rzecz ma się bowiem tak: - nie tylko ty wyszukałeś sobie rodziców, ale i oni wyszukali sobie ciebie. Z milionów dusz pływających w tym oceanie wybrali sobie akurat ciebie. Dlaczego akurat ciebie? Ano z tych samych powodów: ty z niezachwianą pewnością pchałeś ich ku ich własnej winie. Im się ta ich wina akurat tak samo podobała, jak tobie twoja.
          Co więc robią twoi rodzice? To samo, co ty: zrzucają winę na ciebie.
Jesteś takim niewdzięcznym dzieckiem....
 Ale oni też powinni kiedyś wziąć swoją winę z powrotem na siebie.
Jeszcze jedna ważna rzecz: w obu wypadkach jest to ten sam proces. Kiedy bierzesz na siebie swoją winę, to rodzicom nie pozostaje nic innego do zrobienia, tylko wziąć na siebie swoją.
       Nie mów więc: już dawno przebaczyłem moim rodzicom, ale oni nie chcą popuścić. Gdybyś im faktycznie przebaczył, oni też byliby na takim samym etapie. Zatem po zarzutach twoich rodziców możesz rozpoznać, że nie wybaczyłeś im do końca. Być może zrobiłeś to w swojej głowie, gdyż tak jest szlachetnie, ale nie w sercu.
      Przebacz im, wtedy oni przebaczą tobie. Wszystko jedno, kto zacznie.

Gdy jednak twoi rodzice już nie żyją, cała praca z odkupieniem winy pozostaje na twoich barkach. Gdy to zrobisz – zbawiasz ich. Oni czekają na to z utęsknieniem!
Nie zrozum tego źle. Nie piszę żebyś to zrobił dla nich. Zrób to dla siebie.

Nie próbuj stworzyć lepszego świata dla swoich dzieci, bo stworzysz im piekło.
Zrób to dla siebie, a przy okazji, taki efekt uboczny, zbawisz także ich.

A więc mamy ustalone: Jesteś winny!
Czyli właśnie zaczynasz poznawać swoją winę. Przeczuwasz skąd przychodzisz. To jest punkt pierwszy.
W drugim punkcie zaczniesz szukać węża, który podobno kusił, zaczniesz szukać odpowiedzi an pytanie: - kim jestem?
              A teraz wracamy do uwarunkowań.
Ci, którzy mają władzę, posługują się człowiekiem uśpionym. Robią z ludzi niewolników.
Walka przeciwko tym uwarunkowaniom nie ma sensu. Po prostu zostaniesz zniszczony. Mądrzej jest podporządkować się. Dziecko musi tłumić swoje ja. To wywołuje w nim przerażenie, bo czuje, że robiąc to nigdy nie odnajdzie sensu życia. Nigdy nie będzie sobą, nie znajdzie się w zadowoleniu, spełnieniu, szczęściu.
      Siły zewnętrzne jednak są zbyt potężne, a walka z nimi zbyt ryzykowna, aby pozwolić sobie na bunt.
Każde dziecko stopniowo zamyka wszystkie drzwi swojej istoty. Przed nikim się nie ujawnia, zaczyna udawać.
           Staje się aktorem.
Niebezpieczne jest wszystko, co prowadzi do konfliktu z usankcjonowanymi normami. Nawet otwarcie przed bliskimi osobami odbierasz jako ryzykowne. Z tego powodu każdy człowiek się zamyka. Nikt nie jest niczym kwiat, tańczący na deszczu albo w słońcu.
         
Wszyscy żyjemy zamykając swoje kielichy kwiatów. Otwarcie bowiem może nas zranić.
Aby nie dać się zranić używamy osłon, tarczy. A najlepszą tarczą jest hipokryzja. Z tego powodu cała rzeczywistość społeczna została zafałszowana. Nawet w przyjacielskiej relacji ludzie utrzymują między sobą dystans. Boją się, że jeżeli pozwolą na zbytnie zbliżenie, druga osoba może zajrzeć za ich maski.
Zobaczy twoją prawdziwą twarz.
Z tego powodu większość ludzi w tym świecie jest nieautentyczna.

       Co więc robić?
Buntować się! I nie ma tu znaczenia, że nie będziesz za to kochany, natomiast będziesz potępiany, poniżany.
Jednak warto się zbuntować, bo bycie sobą jest przecież największym błogosławieństwem.
      Nieposłuszeństwo stanowi podstawę rzeczywiście religijnego człowieka.
 Chodzi o nieposłuszeństwo wobec wszystkich kapłanów, polityków i narzucanych norm. Chodzi o takie nieposłuszeństwo, na jakie możesz sobie pozwolić. Tylko przyjmując taką postawę możesz odrzucić wszelkie uwarunkowania. Gdy to zrobisz, przestaniesz pytać, na czym polega sens życia. To pytanie zamieni się samoczynnie w pytanie: - Jak mam żyć bardziej autentycznie?
 Życie jest celem samym w sobie. A tobie życie przepływa między palcami. Tak ustawili cię twoi „chrześcijańscy dobroczyńcy”. Oni zastosowali bardzo prostą strategię: - wmówili ci, że twoje życie jest karą.

         Kim są twoi święci?
Są to ludzie, którzy wyrzekli się życia. Im mniej autentycznie żyli, tym są uznawani za większych. Wszyscy twoi mędrcy żyją w atmosferze nocnego koszmaru. A jednocześnie głoszą kazania, w których nawołują do podążania za nimi. Cały ich wysiłek jest skierowany na to, aby odciąć cię od życia.
      Potępiają seks, potępiają chęć życia w komforcie, czerpanie zadowolenia z jedzenia i ubrania. Jest to ucinanie życia. Życie jest ci zabierane kawałek po kawałku.
Jeżeli zbadasz historię klasztorów chrześcijańskich, dżinijskich, buddyjskich czy hinduskich, będziesz zdumiony. Trudno uwierzyć, że ludzie byli traktowani w tak nieludzki sposób i to w imię religii. Robiono tam różnego rodzaju głupoty.
     Jeżeli masz mniej sił witalnych, jest to na rękę politykom i kapłanom, ponieważ mniej się buntujesz, jesteś posłuszny, przestrzegasz normy i tradycje. Nie stanowisz zagrożenia. Kiedy jesteś w pełni sił stanowisz zagrożenie dla tych, którzy chcą ciebie wykorzystać. Walcz z całych sił. Nie bądź niewolnikiem.
      Przedstawiciele establishmentu obawiając się żywotnych osób, wynaleźli subtelną strategię: dali ci cel w życiu. Masz stać się kimś. A ty już w tej chwili jesteś taki, jakim chce cię widzieć natura. Nie musisz stawać się kimś innym.
        Pozbieraj części samego siebie, skoncentruj się na tu i teraz.
 
Podlegałeś warunkowaniu przez całe swoje życie, nosisz w sobie wszelkiego rodzaju fałszywe idee. Musi upłynąć nieco czasu, abyś najpierw je rozpoznał, a potem odrzucił. W rzeczy samej gdy je tylko rozpoznasz, że są fałszywe, one odpadną od ciebie pod własnym ciężarem. Usuwasz ze swojej głowy błędne, szkodliwe programy, usuwasz śmieci.
       Samo rozpoznanie wystarcza.
Gdy to się dzieje, zaczynasz pomału wychodzić z niewolnictwa.
Każdy sam wydobywa się z uwarunkowań, a to jest trudne, wymaga czasu. Nie jest to podobne do zrzucenia ubrania, ale do ściągnięcia - zdarcia skóry. 
      Utożsamiliśmy się z naszymi uwarunkowaniami. Znamy siebie tylko jako katolicy, muzułmanie, komuniści ….. Możemy wpaść w kryzys tożsamości.
W uwarunkowaniach jest zawarta cała twoja przeszłość, twój umysł oraz twoje ego. Jeśli jednak starczy ci odwagi, nie pozostawaj widzem, przyłącz się do tańca!
 
Pozbądź się całego śmietnika, który został na ciebie wrzucony. Być może przestanie wtedy ciebie interesować gromadzenie tandety, mnóstwa niepotrzebnych przedmiotów. Kiedy to się stanie, Bóg zacznie w tobie ożywać, zacznie płynąć źródło twojego życia.
        Odzyskasz swoją niewinność.
        Odzyskanie niewinności oznacza odzyskanie raju.
        Ponownie wkroczysz do Edenu.

Ukrywasz swoją prawdę

    Tantra poucza byś wyrażał siebie.
Zanim będziesz mógł wyrażać siebie, potrzebujesz dokładnie zrozumieć na czym polega indoktrynacja.
Indoktrynacja - warunkowanie zaczyna się już w momencie twoich narodzin. Warunkują cię twoi rodzice, dzieci z którymi się bawisz, sąsiedzi, szkoła, kościół, państwo. Ten proces zachodzi na poziomie nieświadomym. Dziecko nieświadomie gromadzi warunkujące wzorce, dzieje się to poprzez naśladownictwo.
     Tak się dzieje na całym świecie.
Indoktrynacja jest podobna do programu komputerowego. Błędnego programu, który prowadzi ludzi do bycia maszynami.
Czyli nasuwa się jeden wniosek: stare programy należy odrzucić, bo żaden człowiek nie przyszedł na świat, by stać się maszyną.
       Jest to poniżające i degradujące. Dlatego każde dziecko już na samym początku życia, kiedy tylko stanie się świadome intencji rodziców, rodziny, religii, systemu kształcenia, zaczyna się zamykać. Przyjmuje postawę obronną, bo nie może sobie pozwolić na konfrontację z przeważającymi siłami.
Jednocześnie jest ono bezradne i całkiem zależne od ludzi, przed którymi musi się bronić.
Problem staje się jeszcze bardziej złożony, ponieważ ludzie, przed którymi dziecko musi się bronić, myślą, że kochają dziecko.
                           To są twoi rodzice.
I prawdopodobnie nie kłamią. Mają dobre intencje, lecz głęboko zaburzoną świadomość. Oni głęboko śpią. Nie zdają sobie sprawy, że są marionetkami w rękach ślepej siły zwanej społeczeństwem, które narzuca im swoje interesy.
       Zadaniem rodziców o zaburzonej świadomości jest podtrzymanie w tobie poczucia winy. To jest jedno z najbardziej destrukcyjnych uczuć, nadaje się świetnie do represji psychicznych, jest niczym bat na gołe plecy.
       Represja jest to wykonywanie działań, których tak naprawdę nie chcesz wykonywać. Oznacza bycie kimś, kim nie jesteś naprawdę. Represja jest drogą wiodącą do niszczenia siebie.
Nauczono cię być nieprawdziwym. Stałeś się hipokrytą, ukrywasz swoją prawdę.

Kiedy czujesz złość, pokrywasz ją niby uśmiechem. Ale szczęki zaciskasz, tłumisz złość.
Represja oznacza, że nie słuchamy własnej natury. Jest to sposób abyś skierował się przeciwko samemu sobie, abyś był słaby.
Osłabianie ludzi to jest właśnie gra społeczeństwa. Nie masz energii by się sprzeciwiać.
     Nie wiesz kim jesteś,
     Nie wiesz dokąd zmierzasz,
     Nie wiesz co tu właściwie robisz.
Lecz ty nie złość się na rodziców, oni są także ofiarami. Ich ojcowie, ich kapłani przyczynili się do zniszczenia ich umysłów. To ich postawy stworzyły ten zły świat. Jest on zły w każdym calu.
Miliony ludzi zostały zamordowane, zarżnięte, żywcem spalone w imię religii, w imię Boga, wolności, demokracji, komunizmu. Są to tylko piękne nazwy, a za nimi kryją się okropne rzeczy. Pewnego dnia ludzie spojrzą na swoją historię, jak na historię szaleństwa.

środa, 21 stycznia 2015

Ty wybierasz


Czyli śmietnik informacyjny.
         Wyjazd – bycie w drodze, jest to jakiś sposób na życie. Umilknę więc zaniedługo, na jakiś czas umilknę. Cisza woła.
Tobie to dobrze – słyszę od znajomych, - możesz podróżować. 
       A przecież wszyscy jesteśmy podróżnikami, każdy jest aktualnie w swojej indywidualnej Podróży przez Życie. Czy nie tak jest?

Któregoś dnia turysta odwiedził słynnego rabina.
Zadziwił go niesłychanie widok domu rabina: -wszystkie pokoje wypełniały jedynie książki, zaś całe umeblowanie stanowił stół i krzesło.
- Rabbi, gdzie są twoje meble? - spytał turysta.
- A gdzie są twoje? - zareplikował rabin.
- Moje? Ależ ja jestem tutaj jedynie przejazdem!
- Ja także - odparł rabin.


            Bruno Ferrero "Ważna róża"
   


Należy utrzymywać porządek w swoim otoczeniu. Sprzątać w domu, dbać o ogród, strzyc trawnik, odśnieżać, gdy jest co odśnieżać. To są rzeczy oczywiste. I nie musi być to wcale porządek tip – top. Wystarczy, że porządek będzie w miarę, ale z sercem, z miłością do otoczenia.
      Czy pozwalamy sąsiadowi wrzucać śmieci do naszego ogrodu? Nie pozwalamy?
Porządek powinien panować również w naszej głowie. Wszystko, co do nas przychodzi, co sami przynosimy – zostaje.
     Nie każdego przecież wpuszczamy do domu, a więc uwaga także na śmietnik informacyjny, który atakuje naszą głowę. Zalewają nas informacje śmieciowe, a tresura społeczna skłania do łykania wszystkiego.
Przesiewanie jest tu niezbędne, bo mamy do czynienia z prawdziwym korkiem na autostradzie informacji.
        Informacja, zupełnie zbędna informacja, zalewa nas.
Nie musisz wszystkiego wiedzieć, nic nie musisz, poza tym i tak nie będziesz wielu rzeczy wiedział - wiedziała, bo ci ich nie podadzą.
Również weź pod uwagę, że to, o czym słyszysz jest manipulowane. To tylko szum informacyjny, albo właśnie śmietnik....

          Mówi turysta Andrzej, poznany gdzieś na bieszczadzkim szlaku:

Co robisz, gdy odkrywasz, że czegoś nie wiesz? Potrafisz się do tego przyznać? Młodych ludzi utwierdza się w przekonaniu, że taki dzień nigdy nie nadejdzie. Jednak prędzej niż sądzą, ten dzień nadchodzi i przeżywają problem bez pomysłu na jego rozwiązanie.
A może powiedzieć życiu „tak”?
Powiedzieć to nieokreślonemu czemuś, komuś? Poddać się, dopuścić okres chaosu? Pomachać białą flagą i skapitulować?
I dopiero wtedy zacząć odbudowę na solidnych fundamentach? Nie budować domu na piasku …. Zaufać losowi i dać się prowadzić?.

Dopóki nie uznamy, że niewiedza może być zaletą, nigdy nie osiągniemy głębi życia bez względu na to, jak wyrafinowana jest nasza wiedza. Nie przeczytam wszystkich interesujących książek, i nie ma takiej potrzeby. Odpowiedzi na najważniejsze pytania noszę przecież od zawsze w sobie …..
Kiedy zdobędziemy się na odwagę, by nie wiedzieć, mogą zdarzyć się rzeczy cudowne.
    


Nasz umysł jest domem, który może być zaśmiecony przez informacje negatywne, to tak samo, jakbyśmy patrzyli biernie, gdy sąsiad wrzuca do naszego ogrodu coraz to nowe obrzydlistwa.
       Pozwalasz na takie działanie? 
Te obrzydlistwa to codzienne informacje o zbrodniach, wojnach, przemocy, kradzieżach. Takich informacji słucha większość populacji, bo takiego właśnie negatywnego pokarmu ta większość potrzebuje. Do przyjmowania tego pokarmu większość została przyuczona.(bowiem) 
     
Lecz ten blog nie jest skierowany do większości, nie jest skierowany do zwykłych Kowalskich.
        To o czym myślimy, stanowi papu dla umysłu. 
        To o czym myślimy stwarza atmosferę. 
        Ta atmosfera może być pełna światła, albo pełna ciemności.
                                               Ty wybierasz.

Wybaczanie

Protestancki teolog Paul Tillich przebadał reakcje jednostki na lęki po kazaniach zatytułowanych Shaking of the Foundations (Trzęsienie fundamentów). Chodziło o uczucia, które przychodzą gdy życie sprowadza nas do krytycznego punktu.
      Otóż dociera do nas wtedy, że całkiem zgubiliśmy swoją drogę.
Dlaczego mnie to spotkało​? - pytamy.
 
Często obwiniamy innych, co jest dobre na krótką metę, bo pozwala nam złożyć gdzieś swoje cierpienie, daje nam chwilę wytchnienia. Gdy jednak postępujemy tak zawsze, zranimy nasze relacje i wejdziemy w ślepą uliczkę oszukiwania siebie.
      Wielu ludzi żali się, narzeka. Narzekamy, bo większość z nas prowadzi życie zupełnie nieludzkie. Oni przeczuwają, że być może mają w sobie bożą iskrę, a nie chcą, albo wytresowani przez tłum nie potrafią z tego skorzystać. Nie czują się za dobrze jako ludzie, dlatego narzekają na wszystko.
Nie jest to fakt, do którego łatwo się przyznać, a kościół zamiast wesprzeć tylko wprowadza zamęt i błędne kody.
     Z jednej strony jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo, a z drugiej strony prochem jesteś. Lecz przecież religie, które nas otaczają, to tylko dobry biznes.
Często obwiniamy Boga. I właściwie mamy rację, skoro Bóg jest wszechmocny, mógł nam oszczędzić cierpienia. Wtedy, w tej chwili oddechu powinno do nas dotrzeć, co się właściwie stało.
      Trochę cierpliwości i dowiemy się, że każde cierpienie niesie konkretny dar wrażliwego życia....
Bądź miłosierny, także dla siebie.
 
Surowość serca nigdy nie jest znakiem uduchowienia, nawet gdy przybiera maskę moralnej prawości.
     Cierpienie otwiera drzwi do zachwytu nad cudem czułej miłości, drzwi do duchowego życia.
Nie znaczy to jednak, że mamy bez przerwy nosić na sobie ciężki plecak cierpienia i lęków.           
      Boisz się czegoś?
Z pewnością to właśnie ciebie dopadnie. Myśl jest przecież stwórcza, a gdy zostanie poparta emocją...... Lęk jest fajną emocją i to z lęków biorą się choroby, takie jak rak i zawał. Lekarze mówią o tak wielu chorobach, że one mają przyczynę psychosomatyczną, biorą się z głowy, z psychiki, z chorych myśli.

Jeśli będziemy trzymać się silnie negatywnych i bolesnych uczuć, nie potrafimy wybaczyć, zaczniemy umierać fizycznie i duchowo.
       Trzymać w sobie urazę, nienawiść, to jakby trzymać w dłoni płonący węgiel: - odrzuć go, bo się poparzysz.

Gdy to zrobisz, gdy nauczysz się wybaczać, poczujesz wewnętrzny świt.
    
Świt w Woli Michowej.

wtorek, 20 stycznia 2015

Nienawiść

Legenda Tunelu UPA wiąże się z kolejną legendą –  legendą sotennego Stepana Stebelskiego – Chrina.

Każdy komentarz z treścią merytoryczną znajdzie się na blogu, proszę tylko pamiętać o jednym: minęło 70 lat, trzy i pół pokolenia, może czas zakopać topór emocji i nienawiści?
 
Tych, którzy mordowali już nie ma, a Bieszczady kolorowe to nie Wołyń, gdzie ludobójstwo było faktem. Nie mnie oceniać, jak wielki to był błąd OUN-UPA.
Jeśli ludobójstwo można nazwać błędem, a nie zbrodnią. Zbrodnia i tyle. Czy podobne ludobójstwo jest już za nami? Czy to przeszłość?
     Tak, to jest przeszłość aż do następnego ludobójstwa. 
Nic się nie zmieniło. Ludobójstwo bierze się bowiem z nienawiści. Zemsta napędza następną zbrodnię. I tak w kółko. W końcu już nikt nie wie o co chodzi, ale nienawidzi. Gdy przychodzi zamieszanie, rewolucja, ta nienawiść wyłazi z ludzi.
       Czy znamy słowo Przebaczenie? Zdaje się, że jest coś takiego w chrześcijaństwie.
Dziś ludobójstwo nazywa się ładnie czystką etniczną. - Zobacz ekshumacja w Srebrenicy.
       Sierpień 1944.
Zdarzyła się krwawa niedziela w Baligrodzie, fakt. Ale jaki to fakt, wobec tylko dwóch dni sierpniowych 1944 roku, Warszawa - Wola. Powstanie Warszawskie.
W Baligrodzie sotnia Burłaki miała listę osób do rozstrzelania, sporządzoną według jakiegoś klucza. Zginęły 42 osoby. Na warszawskiej Woli, we wspomniane dwa dni zginęło sześćdziesiąt tysięcy ludzi!
          Wyrzynanych, rozstrzeliwanych, nieraz palonych żywcem.
Niemcy zabijali wszystkich jak leci. Dziś Niemcy są naszymi partnerami na wielu polach, jest pojednanie. Nikt im nie wygraża pięścią i nie wymyśla od bandytów. Jest Komisja Pojednania, która dba o wystudzenie emocji. Niemcy są dziś naszymi przyjaciółmi.
     Jest szacunek dla prochów tych, którzy walczyli w imię czegoś wielkiego, nawet jeśli to była Trzecia Rzesza, a więc ludobójstwo w milionach. Prochy rozstrzelanych esesmanów z masowego grobu na Wyspie Sobieszewskiej przeniesiono na cmentarz garnizonowy w Gdańsku. Tym cmentarzem opiekują się polscy żołnierze i jest w związku z tym jakaś afera? Można wyciszyć emocje?
Lecz można też mścić się na grobach ukraińskich, co stało się zaraz po wojnie na masową skalę na Roztoczu. Być może to zrobili sami komuniści, oni byli zdolni dosłownie do wszystkiego.
       Jak to powiedział Churchill?

Gdy zginie jeden człowiek, to tragedia dla jego rodziny. Gdy zginie milion to tylko statystyka.

Niczego nie umniejszam, ani nie powiększam. Ciemne strony poruszam? To dlatego, że my - „ludzie”, jesteśmy bardziej ciemni niż jaśni.

Staram się ograniczać do Bieszczadów, lecz wiem, że Wołyń ciąży.
Proszę tylko zwrócić uwagę na propagandę komuny: Komuniści podawali liczby: sto tysięcy Polaków zginęło, dwa tysiące Ukraińców. Dziś historycy zmienili proporcje: osiemdziesiąt tysięcy Polaków, dwadzieścia tysięcy Ukraińców.
W Baligrodzie jest remontowana cerkiew. I nawet sam napis o tym remoncie komuś przeszkadza.
    


Jak się opisuje Powstańców UPA na rynku w Baligrodzie?
Faszystowskie bandy UPA. Dalej funkcjonuje synonim: Ukrainiec= bandyta.
Zobacz komentarz pod wpisem Legendarny tunel UPA w Bieszczadach. 
      Różni byli Ukraińcy, zdarzali się także pospolici bandyci.
Tacy sami zwykli bandyci zdarzali się wśród Polaków.

Tuż przed Bystrem, obok tablicy z nazwą Baligród jest pomnik ku czci żołnierzy polskich, którzy zginęli w walce z UPA.
Ci polscy żołnierze wysadzili w powietrze polowy podziemny szpital UPA razem z rannymi.
Wysadzić szpital z rannymi to niechwalebne działanie.
I to dotarło szybko do tych polskich żołnierzy. Przestraszyli się zemsty UPA, próbowali więc uciec z Cisnej do Baligrodu. Na zdjęciach widać zakręt, to za tym zakrętem czekali striłcy.
    



Była wtedy zima 1947 r. Styczeń. Właśnie jest kolejna rocznica wysadzenia szpitala.
          Jeszcze żył rosyjski generał Świerczewski, jeszcze koledzy nie wystawili go do odstrzału, a przygotowania do akcji Wisła były na ukończeniu.
Dobrze byłoby całą tę historię zemsty UPA ukryć, ale nie da się. Sotenny Chrin, zanim zginął w 1949 roku z ręki NKWD, opisał sprawę. Część polskich żołnierzy z tej zasadzki, UPA wzięła do niewoli. Zanim zostali rozstrzelani, zeznali z detalami jak było. Nie da się bez końca fałszować historii.
Napis na pomniku powinien brzmieć:
  • W tym miejscu wpadli w zasadzkę i zginęli ci, którzy wysadzili w powietrze szpital UPA z rannymi.


Dalej sieje się wrogość. 70 lat na wyliczanie sobie win powinno wystarczyć. Nic nie wskrzesi tych, którzy zginęli. Komuś zależy dalej na dzieleniu ludzi, na szczuciu ich nawzajem na siebie. Komuś zależy na tworzeniu podziałów. Ktoś chce „dzielić i rządzić” .
        Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Do mącenia ludziom w głowach wykorzystuje się nawet Matkę Boską. Mam tu na myśli historię opisaną na tablicy obok kapliczki Królowej Nieba. (o tym innym razem)
Panowie Polacy z Baligrodu, ile lat można trwać w nienawiści?
Być może na wieki wieków …..

Legendarny tunel UPA w Bieszczadach

Tao walki.
    • Tao to droga, ale także mądrość.
Ta mądrość jest stara. Stara mądrość, która przetrwała, jest dobra.
    • Przekonali się o tym Amerykanie, gdy musieli się wycofać z Wietnamu. Musieli bowiem.....
Takie wielkie mocarstwo, a przegrało.... I straty były dużo większe niż oficjalnie podawano.
Niby Amerykanie wyciągnęli wnioski ze swojej klęski i dziś wykładają mądrości generała Sun Tzu na uczelniach wojskowych.
W tym miejscu przytoczę dwa zdania z Tao walki:

Gdy przeciwnik jest wypoczęty, zmęcz go.

Jeśli nie możesz zwyciężyć przeciwnika górą, zrób to dołem.

Okazuje się, że UPA znało Tao walki.
Czyli rzecz o studni.

Na zdjęciu studnia, którą wskazał Henryk Bieszczadnik. Ta studnia bez cembrowiny jest chyba obok starego cmentarza w Maniowie. Czy łuski od pocisków karabinowych mogą być piękne? One są dziś piękne kolorem patyny.
     

 
 Opowiada Darek Karaluch:

Lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Znajdujemy się na Wypale za Mikowem, pomiędzy Chryszczatą a Magurycznem. Na wypale trzech wypalaczy, wśród nich młodziutki Darek Karaluch.
Praca niebezpieczna, ciężka i brudna, ale za to zarobki ogromne. Wypalacze od zawsze pili tęgo i palili papierosy jakby tego dymu z wypału było im za mało.
Kiedyś, gdy trzyosobowa załoga wypału miała chwilę przerwy po zdaniu kolejnej partii węgla drzewnego, i wypalacze przypadkiem byli nie tyle może trzeźwi, ile w miarę mało pijani, zaczęli chodzić po najbliższej okolicy i znaleźli zarośnięty, czy też zamaskowany wlot do studni.

        Ukraińska studnia

Wypalacze stanęli nad brzegiem studni i zajrzeli w głąb. Tam otchłań. Rzucili kamień. Nie chlupnął. Wody nie ma? A to ciekawe. Co tam na dole może być?
Darek Karaluch był najmniejszy i odznaczał się odwagą, niewiele myśląc zaproponował kolegom, aby go spuścili na dół. Opowiada:
Wróciliśmy po linę i za chwilę zjeżdżałem w dół.
Obijając się o ściany zjechałem na 11 metrów.
Na dole było w miarę sucho i okazało się, że z dna jest wlot do tunelu prowadzącego w stronę Mikowa. Na dnie studni – szybu leżały bateryjki do latarki, a więc ktoś tunelem chodził”

Darek ruszył naprzód i przeszedł może 150 metrów.

Było duszno, mokro i wiadomo - niebezpiecznie, miejscami stemplowanie zaczynało puszczać, nie było sensu iść dalej, tym bardziej, że wiedziałem gdzie jestem”
Darek już się bowiem domyślił, że znajduje się w Legendarnym Tunelu UPA prowadzącym do Smolnika.
 
To wejście do tunelu - studnia dalej istnieje.
I przy odrobinie szczęścia można ją znaleźć. Tylko nic z tego nie wyniknie.
Tunel, do którego studnia prowadziła, już się zapadł, minęło 70 lat, a tunel był podstemplowany drewnem. Co jest zaskakujące - tunel miał długość osiem kilometrów! Były w nim odwodnienia, szyby wentylacyjne i kilka wyjść zapasowych. Tunel prowadził do Smolnika.
A dokładnie to do cerkwi w Smolniku, gdzie zbudowano dwa wejścia-wyjścia: jedno za konfesjonałem – dziś wystarczy zapukać w ścianę za tym przybytkiem i słyszymy odgłos zamurowanej pustki. Wchodziło się za popa i w dół po drabinie.
Na zdjęciach cerkiew w Smolniku i ściana za konfesjonałem.
    


  



Drugie wejście było w piwnicy.
          Rozważania ponadczasowe.

Tunel służył ludziom, których już nie ma. Oni tu mieszkali. Ci ludzie to Powstańcy. Wszyscy Powstańcy sięgają po Wolność. Powstańcy mają odwagę wyciągać ręce po swoją wolność, bronić swojej ziemi.
Komunikację Smolnik – las, dało się pięknie ukryć, bo do świątyni przychodziło codziennie wiele osób na modlitwy i prawosławne śpiewania, a w święta były tu tłumy. Komuniści nie byli w stanie doliczyć się ile osób weszło, a ile wyszło, poza tym nie było szubrawca, który by zdradził, czerwoni Polacy nigdy więc nie wpadli na trop tunelu.
     
     
 I tu dwie refleksje:
Sama budowa tunelu była wielkim osiągnięciem inżynieryjnym, wykonanym bez maszyn do budowy metra. Liczyły się tylko ręce człowieka, kilof, łopata i Wiara w słuszny cel, która dodawała sił. Została wykonana taka ogromna praca, a komuniści nie dowiedzieli się o niej. To pokazuje, jaka była organizacja, jedność społeczeństwa oraz wspaniała konspiracja.
Ta jedność i konspiracja sprawdziła się jeszcze bardziej w ciężkich warunkach walki partyzanckiej, gdy na Maguryczne i Chryszczatą szły kolejne obławy komunistów. Pierścień obławy się zamykał, a UPA „zapadała się pod ziemię”.
 Tunel służył głównie do komunikacji, natomiast w górach było wiele podziemnych kryjówek - bunkrów. Powstańcy znikali, aby po chwili pojawić się za plecami wojska. Mamy dwie legendy, które się ze sobą łączą - legendę Tunelu i legendę sotennego Chrina.
Minęły dwa lata walki – 1945, 46 i nadeszła wiosna 47, nastąpiła deportacja – akcja Wisła.
Wywieziono stąd kolorowych ludzi, Bieszczady wyludniły się, tym razem to przyroda zaczęła odzyskiwać swoją własność.

https://www.youtube.com/watch?v=T5Q1bspP7cE

sobota, 17 stycznia 2015

Daty zwrotu astronomii styczeń 2015

      


Zapora Gwiezdna z listopada sięga aż do szczytowej świecy z 4 grudnia zaznaczonej dodatkowo datą zwykłą.
       Potem widzimy osiągnięcie astronomii:
od 4 grudnia nie ma po drodze dat mocnych aż do 16 grudnia, na którego wypadła jednocześnie data zwykła i data mocna.

Zapora grudniowa wskazała niemal identycznie jak listopadowa – tuż przed lokalnym szczytem z 8 i 13 stycznia. Dla Zapory przyjmuję siedem dni błędu.
Data 5 stycznia trafiona i tu liczyłem na wzrosty. Nawet przyjąłem, że Zapora wskazuje także tę datę, lecz to 9 dni błędu. 
Chwyciłem parę punktów w ciągu dwóch sesji wzrostowych 7 i 8 stycznia i czekałem, co będzie dalej licząc na dalsze wzrosty po korekcie. Zajmowałem pozycje, ale robiłem to z „palcem na cynglu”. 12 stycznia uznałem, że to dno fali cztery. Następny dzień to potwierdził i dopiero dzień 15 stycznia zanegował formację wzrostową.
Licząc fale od 16 grudnia, mamy jednak całą piątkę wzrostową do 13 stycznia.
Co dalej pokazuję na obrazkach w większej skali, próbując rozpisać fale. 
   


W takim oznaczeniu, jak na rysunku, wychodzi, że koniec spadków tuż tuż - będzie cała piątka spadkowa. Tylko dwa „ale”:
        Ta cała piątka, to może być dopiero dno fali 1 wyższego rzędu.
        Oznaczenie fal może okazać się nieprawidłowe.
Kto ma zawsze rację? To rynek ma zawsze rację, na liczeniu fal można się nieźle poślizgnąć. Sugerowanie kierunku jest niepotrzebnym brzemieniem do dźwigania. Zdecydowanie wolę matematykę i daty z astronomii uzupełniane za pomocą AT.