Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipokryzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hipokryzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 grudnia 2020

Wesołych Świąt

 Święta. A więc świętujemy i dziękujemy. Ale komu dziękujemy i za co? 

Weźmy na przykład  amerykańskie Święto Dziękczynienia. Co roku w czwarty czwartek listopada  – amerykańskie rodziny zjeżdżają się z najdalszych stron, by wspólnie zasiąść nad obowiązkowym indykiem, pieczoną dynią i szarlotką. Za co oni dziękują? Ano za to, że mieli karabiny, a Indianie tylko łuki i wynik negocjacji „Manhattan za szklane koraliki” był do przewidzenia.

Zimowe święta w Europie, zwane od jakiegoś czasu Bożym Narodzeniem, są tak naprawdę starymi świętami przedchrześcijańskimi. Zostały one przez kk po prostu zawłaszczone i "przemalowane" na barwy legendy z Palestyny. 

Zbliża się wigilia – moment szczególny, a jednocześnie w tak wielu domach zasnuty delikatną mgiełką obłudy.

- Zdrowia życzę, masz tu kolejny krawat (albo inną rzecz całkiem zbędną). A ja dla ciebie ciasto. Ach! Po cóż to! Zabierz to ciasto - zobacz – stół się ugina od jedzenia (niektórzy sporo wyrzucą po świętach). Zjedz szyneczki – zobacz jaka różowa (E 323, E 421), wygląda zupełnie jak podkolorowana twarz naszego nieodżałowanego wujka Leona, gdy tak leżał cichutko gotowy do pochówku. I nie rozmawiajmy o polityce, ani o wirusie. Przetrwajmy jakoś ten wieczór w (udawanej) zgodzie. Powiedz teraz, co u ciebie? (A gówno to ją powinno obchodzić, plotkarę wredną). - U mnie wszystko ok, daję sobie radę cioteczko kochana.....

 I nadeszło Nowe, głównie z powodu wirusa. Następuje wymuszona zmiana wielu nawyków. Więc może nadszedł czas, aby wreszcie uznać siebie jako najbliższego przyjaciela i cieszyć się z przebywania z samym sobą?

Ale dość przynudzania. Niech każdy żyje po swojemu, oraz tak, żeby mu było dobrze, a nawet jeszcze lepiej. Wiary nie traćmy, ducha nie gaśmy. Z pomocą zdjęcia - symbolu dzielę się Dobrym Uczuciem z Tobą Czytelniczko - Czytelniku.



A tu mój osobisty kwiatek, który zakwitł w grudniu, zgodnie ze swoją nazwą.


Do zobaczenia w styczniu, a Tobie życzę Wesołych Świąt, oraz Szczęśliwego Nowego Roku! 










Na zdjęciach bieszczadzkie połoniny.

sobota, 11 kwietnia 2020

Wesołych Świąt

Ileż to schematów postępowania nam towarzyszy. To jest ta Wyjeżdżona Koleina Życia, o której często wspominam. 
Zmienić się samemu nie jest łatwo, atoli nagle pojawił się czas zupełnie inny niż dotychczas i próbuje coś pokazać. Próbuje pokazać nam nas samych. Pokazać co było dobre, a co nie. Co ulotne, a czego się warto trzymać, bo jest godne i sprawiedliwe. 
Czas przewartościowań powinien wstrząsnąć człowiekiem dostatecznie mocno i podsunąć zdrową myśl, że mniej może oznaczać więcej.
W takiej myśli zawiera się ratunek dla jednostki, jej zdrowie psychiczne. Społeczeństwo składa się z jednostek. O tym, że wszystko bierze się z myśli, znowu przypomnę jutro, we wpisie "Siła myśli - przykład wojenny".  

I zobacz Czytelniku: - zwykle po życzeniach świątecznych następowała przerwa w kontaktach, pisaniu. Czyli schemat, koleina życia. 
Co kiedyś mnie pomogło zerwać z życiową koleiną?
Słowa Barbary de Angelis: - Skocz w Nieznane! Nie masz skrzydeł? One wyrosną ci już w locie!

Osobista hierarchia wartości.

Na początku postawmy pytanie: - czy kiedykolwiek, lub dziś, poza eremitami z Himalajów byli ludzie, którzy nigdy nie sprzeniewierzyli się osobiście wyznawanej hierarchii wartości?


I zawsze potrafili sprostać wszystkim swym obowiązkom?
Sprostać swemu idealnemu modelowi życia religijnego, lub świeckiego?
Sprostać, to znaczy dopasować do niego wszystkie swoje uczynki i myśli?
      Przecież wcześniej czy później każdy znajduje się w sytuacji, kiedy musi wybierać mniejsze zło. Lub tak działać, żeby możliwie mniej krzywdzić. Także siebie mniej krzywdzić. 
      
Wydarza się więc wiele mniejszych lub większych odstępstw od osobistego ideału. Część osób będzie udawać, że nic się nie stało. Czyli kłamstwo.
Część się rozgrzeszy argumentem, że to był wyjątek.
Bo wyjątek potwierdza regułę, jak powiedział kiedyś ktoś.
Otóż nie.
Wyjątek regułę kompromituje.
Czyli następuje moralne bankructwo, a my tak czy tak pogrążamy się w kłamstwie.

Jednak dziś ludzie są przygotowani na podobne alternatywy dzięki otaczającym nas codziennym przykładom hipokryzji i nauce o nieopłacalności pewnych postaw.
    (Tu przypominam przyczynę upadku państwa Atlantydów – wejście w kłamstwo).
W każdym razie sprawny umysłowo współczesny człowiek wie, że jest jakiś Wielki Brat, który za niego myśli, jednocześnie stopniowo pozbawiając swobód. Jesteśmy osaczani gąszczem stanowionych praw i szpiegowani w sposób coraz bardziej bezczelny.

Jaka przyszłość nas czeka? Dokąd zmierza cywilizacja?
Ano najpierw mamy się pozbyć tradycyjnego pieniądza na rzecz karty płatniczej. Z okazji wirusa sprawa jakby przyspiesza.
Kiedy tak się stanie:                                                                                                              - twoja płatność namierzona miejscowo uzupełni wskazania inwigilacji telefonicznej. Urośnie także baza danych do skanowania twarzy. Służby gwałtownie powiększają również bazę danych o nazwie: -"Co na niego mamy?" 
 - gdy władze uznają, że stałeś się dla nich zagrożeniem zablokują ci kartę.
Na początek nie kupisz jedzenia. Będziesz musiał iść do nich, wyjaśniać, kajać się i prosić, coś podpisywać.
Gdybyś ominął te rafy, w każdej chwili będą mogli zaliczyć cię do terrorystów i wsadzić do więzienia, lub zabić. 
Służby doskonalą swe działania, ponieważ zdarzało w Polsce, że tak zwani terroryści najpierw lądowali w Klewkach, tam Amerykanie ich torturowali, polscy komuniści brali kasę, sprawa się rypła, Leppera trzeba było zabić z powodu chlapania ozorem, a w końcu Polska płaciła odszkodowanie za tortury.

Polityczni psychopaci tradycyjnie dzielą ludzi na lepszych i gorszych. 
Wróg musi być.
Ja mam od razu skojarzenie z selekcją w Auschwitz: zdatni do pracy na lewo - niezdatni na prawo i do gazu. 

Komuniści nie tak dawno jeszcze sterowali ludźmi za pomocą reglamentacji wszystkiego. Kto chciał życia nieco lepszego od przeciętnej zapisywał się do Jedynie Słusznej Partii. Tylko przebojowe jednostki wybijały się ponad przeciętność bez wiszenia u klamki, w oczekiwaniu na jakiś spadnięty ochłap ze stołu jaśnie państwa komunistów.
Państwo komuniści zaczynali według nauk klasyka: - jeśli coś działa - popsuć.
Terrorem doprowadzić ludzi do nędzy. Naszczuć jednych na drugich. Kiedy wylezą niskie instynkty, będzie jeszcze łatwiej rządzić. 
Potem reglamentacja - przydzielać po uważaniu.
Stąd powiedzenie: - wpuść komunistę na pustynię, a piachu zabraknie. 
A przecież oni wzorem wszystkich nieudaczników (nieudacznik dobrze wie, że o wiele łatwiej coś popsuć niż zbudować) musieli zaczynać od terroru i psucia, bo gdyby wszystko działało sprawnie - nie byliby potrzebni. 

                        Wielki Brat czuwa. I to nie jeden.


A jeśli Wielki Brat zatrudnił w tajnych laboratoriach
grupę genetyków i nanotechników, pracujących nad serum, które po 
wstrzyknięciu potrafi usunąć niepotrzebne już odruchy buntu i nadziei, wartościowania i krytycyzmu?

Przecież ludzie z takimi cechami są niebezpieczni dla systemu.
Nie dają sobą sterować.
Kiedyś nie pozwalał sobą sterować buntownik o imieniu Jezus, a że nie było nanotechniki, zastosowano proste fizyczne rozwiązanie i Instytucja mogła rządzić bezkarnie dalej (wpis Wynalazca), aż się wynaturzyła do imentu.

Atoli nic nie trwa wiecznie, wszystko mija.
Jak mówi Pismo kiedyś dawno temu bogowie stworzyli człowieka jako niewolnika. 
W jednym z bogów po pewnym czasie obudziło się sumienie (W doktrynie chrześcijan to Archanioł Lucyfer) i on wziął i wszczepił człowiekowi cóś. 
Jedni mówią że owe cóś to była wolna wola, a inni nazywają to umiejętnością korzystania z własnego rozumu. 
Dziś zdążamy jakby do zamknięcia koła; - znowu potrzebni są niewolnicy, którzy zasuwają za miskę ryżu.

                     Nowi Ludzie

I zaprawdę powiadam wam: - będą się rodzić Nowi Ludzie.
Gatunek spreparowanych stworzeń, z informacjami  zawartymi w kodach, a przez to z przewidywalnymi reakcjami.
Będą to bardzo funkcjonalne istoty, wyzwolone z konfliktów, egzystujące w sztucznej „przyrodzie”, ponieważ notoryczne niszczenie środowiska naturalnego do tego w końcu doprowadzi.
     Dzisiejszy zwykły człowiek niby przeczuwa te niebezpieczeństwa, ale jednocześnie łyka papkę destrukcji:
- Łyka ocean przemocy w stu kanałach telewizji.
- Patrzy jak zabijają i mówi: - ten przegrał. A ten co wygrał nie jest przecież mordercą broń boże!
- Zło to inni – oto moja moralność.
- Jestem Mądry, oraz Lepszy. Tudzież przygotowany do życia w bieżących realiach.
- Jestem Ostrożnym Lepszym, umiejętnie rozgrywającym swoją życiową partię.
- Wiem dostatecznie dużo i precz z Gorszymi!
A co będzie, kiedy władzę (chwilowo oczywiście) przejmą Gorsi?

Wtedy zwykły człowiek uruchomi wpisaną w geny hipokryzję. Przecież zawsze można mówić jedno a robić drugie.

Niemiłe te myśli? 

Przecież musi być wdech i wydech, noc i dzień. Nie można mieć tylko radosnych myśli, gdyż to by świadczyło o wariactwie takiego osobnika. Spójrzmy na siebie oczami innych.



poniedziałek, 4 listopada 2019

Wszyscy jesteśmy równi


Interesuję się wieloma sprawami, między innymi od początku ery kosmicznej ciekawił mnie temat defekacji w kosmosie.
Jak oni to robią?
Początkowo loty orbitalne trwały krótko – walą więc w kosmiczną pieluchę – konstatowałem.
Lecz stopniowo loty trwały coraz dłużej i problem wypróżniania się w stanie nieważkości stawał się zagadnieniem kluczowym.

Te myśli powróciły do mnie po wielu latach, w Bieszczadach, gdzie zanurzyłem się w oceanie wolności.



Otulony swobodną wędrówką i samotnością, obserwowałem swoje reakcje na to co wokół. Obserwowałem nie tylko myśli, lecz także ciało.
- Na przykład: - coś zaswędziało – obowiązkowo trzeba zbadać czy to nie kleszcz jest przyczyną drapania. 
- Jeśli biwakuję kilka dni w jednym miejscu – załatwiam sprawy fizjologiczne na uboczu, żeby potem, przypadkiem nie wejść we własne gówno.
        
I tu pada to magiczne słowo, które cywilizowany świat, w swej hipokryzji, tudzież pruderii omija kiedy tylko może.
A ja tak lubię pisać, więc kiedyś zdrążę to zagadnienie i je opiszę – ponieważ rozwój duchowy polega także na przełamywaniu wewnętrznych i zewnętrznych barier - pomyślałem. 

I zaprawdę powiadam wam: - oto zadziałało sławne wu-wei podsuwając mi gotowy materiał - książkę Floriana Wernera pod tytułem Historia gówna.

Defekacja jest czynnością głęboko demokratyczną.
Wydalamy wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, płci, narodowości, czy przynależności religijnej.
Wydalamy dzień w dzień, rok po roku – a jeśli w którymś momencie przestajemy, oznacza to, że jesteśmy martwi.
    Jest rzeczą znamienną, że początek zainteresowania literatury miejskimi fekaliami, na przykład u Wiktora Hugo, zbiega się w czasie z umacnianiem idei demokratycznych.
    W Nędznikach mamy opisaną postać Jeana Valjeana, pracownika kanałów paryskich, który po wielu latach pracy doszedł do wniosku, że wobec Boga i gówna wszyscy jesteśmy równi.

Egalitarny aspekt wydalania ujęła precyzyjnie arystokratka Elżbieta Charlotta, księżniczka Palatynatu Reńskiego, księżna orleańska, szwagierka Ludwika XIV: „ Ach, to przeklęte gówno (list z 9 października 1694 roku do ciotki – Zofii Doroty, księżnej Hanoweru). Uznaję, że czynią to tragarze, gwardziści, ci, którzy noszą lektyki, i cały lud.
A cesarze? Oni po prostu srają, królowie srają, królowe srają, papież sra, kardynałowie srają, książęta srają, arcybiskupi i biskupi srają, a także proboszczowie i wikariusze. Przyznasz pani, że świat jest pełen obrzydliwych ludzi!”
    Ten raport z serca francuskiego dworu czyta się jak fekalny taniec śmierci, bo podobną hierarchię mamy w średniowiecznych przedstawieniach dance macabre.
List księżniczki jest jakby melancholijną skargą na to, że wszyscy ludzie są poddani temu samemu bezlitosnemu dyktatowi ciała.
Wszyscy muszą srać, co oznacza także, że wszyscy muszą umrzeć.
       Oburzona księżniczka pisze dalej: - „Człowiek sądzi, że całuje małe, słodkie usteczka, białe ząbki, a tymczasem całuje gówniany młyn: - wszystkie smakołyki, biskwity, pasztety, torty, masy, szynki, kuropatwy i bażanty, istnieją tylko po to, by zostać zmielonymi na gówno”.
     Hmmm...... To prawda. Jeśli spojrzymy na pożywienie przez barokowe okulary i uznamy wszystkie pokarmy powiązane w trawieniu ze śmiercią, a ludzkie usta za „gówniany młyn”, dojdziemy do ekscytującego wniosku, że całość tego, co bierzemy do ust, wcześniej czy później zamieni się w gówno, a my właściwie jesteśmy gównożercami.




poniedziałek, 11 lutego 2019

Ludzie są jak małpy

Spojrzenie z perspektywy bohatera spod Saratogi i West Point.








Tadeusz Kościuszko pisał:


„Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie posiadają dosyć zdrowego rozsądku, by odróżniać dobro od zła, zachowywać się, rozumować, pojmować i porównywać relacje, a także rozwijać swoje idee poprzez rozważania lub badania (za wyjątkiem małej liczby tych, którzy są obłąkani od urodzenia), ale po to są szpitale, żeby przeszkodzić im w wyrządzaniu szkód.
        
Czyż nie byłoby lepiej zacząć od przemawiania ludziom do rozsądku, uświadamiając im, że w ich prawdziwym interesie leży raczej, by postępowali prawie i sprawiedliwe, byli dobrymi ojcami, dobrymi synami, kochającymi Ojczyznę i przestrzegającymi prawa niż szkodzili sobie i oszukiwali się nawzajem, tracąc spokój ducha w nieustannej krzątaninie dla pokrzyżowania planów zasadzek i podstępów ze strony innych ludzi; jeśli do takiego wychowania dodacie dobre prawo, które karząc za przestępstwa jednocześnie przeciwdziała szerzeniu się przywar; jeśli ponadto sami będziecie dawać przykład cnoty w każdych okolicznościach, bądźcie pewni, że Lud pójdzie za wami, gdyż ludzie są w sposób naturalny naśladowcami jak małpy.

Jeśli jednak, na odwrót, rozpoczniecie od oświecania Księży, dacie im /tym samym/ więcej środków, by zniewalali Lud i trzymali go w jeszcze silniejszym uzależnieniu, bowiem każde wydzielone ciało w Narodzie będzie mieć zawsze swój własny interes, przeciwny do interesu Państwa, bądź będzie występować przeciwko działaniom rządu, bądź będą miały miejsce potajemne bunty i konspiracje, w które niestety obfituje historia. Nie można mieć nadziei, że zmieni się ich zachowanie, gdyż w ich podstawowym interesie leży mamienie ludu kłamstwami, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami oraz abstrakcyjnymi i niezrozumiałymi ideami teologicznymi. 
      Księża będą zawsze wykorzystywać ignorancję i przesądy Ludu, posługiwać się (proszę w to nie wątpić) religią jako maską przykrywającą ich hipokryzję i niecne uczynki. Ale w końcu jaki jest tego rezultat: lud nie wierzy już w nic, jak np. we Francji, gdzie chłopi nie znają ani obyczajności, ani religii; są bardzo ciemni, chytrzy i niegodziwi.

Widzieliśmy Rządy Despotyczne, które posługiwały się zasłoną religii w przekonaniu, że to będzie najmocniejsza podpora ich władzy, wyposażano więc Księży w największe możliwe bogactwa kosztem nędzy ludu, nadawano im najbardziej oburzające przywileje aż po miejsce u Tronu, jednym słowem, tak mnożono względy, dobra i bogactwa Duchownych, że połowa Narodu cierpiała i jęczała z biedy, podczas gdy oni, nie robiąc nic, opływali we wszelkie dostatki.
      Teraz, kiedy znane są zgubne skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu niż pozwolić im upaść i upodlić się, a na koszt Rządu utworzyć szkoły dla Chłopów, w których będą oni mogli uczyć się moralności, rolnictwa, rzemiosła i kunsztu.

Kościół winien być oddzielony od państwa, nie wolno mu zajmować się kształceniem młodzieży. Naród powinien być panem własnego losu i jego prawa powinny być nadrzędne wobec praw kościoła. Żadna religia nie może im przeczyć, odwołując się do prawa boskiego, przeciwnie, każda religia powinna być posłuszna prawom ustanowionym przez naród, a Rząd jako taki nie powinien mieć innej religii niż religia natury"....





Adam Mickiewicz pisał w „Trybunie Ludów”:

„Księża i prałaci, wy oczekujecie zbawienia tylko od złota... 
Nie mówcie, że ludy was opuszczają; to wy je opuściliście; one was szukają na posterunku waszym i tam was nie znajdują; one chcą się podźwignąć, a wy je w dół spychacie (...). 
     Lud, który walczy o swoją niepodległość albo o rozszerzenie swoich swobód, nie powinien ufać wysokim dostojnikom Kościoła, którzy wszyscy jednakowo są przywiązani do kultu absolutyzmu bez względu na to, czy ten absolutyzm jest mahometański, czy heretycki, czy nawet ateistyczny”.


Co dziś możemy do tego dodać?
Na przykład ponadczasowe słowa Osho:

Największym wrogiem wolności jest symbioza polityka z kapłanem.



czwartek, 31 stycznia 2019

Żubry bieszczadzkie

O naszym stosunku do zwierząt wiele mówi to, co stało się z Trymerem, który był jednym z owczarków grających Szarika w „Czterech Pancernych”.
     Wypchane zwłoki Trymera stoją w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach.
Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, że wypychamy na przykład Janusza Gajosa?

Popkultura, szkoła, dom, religia, literatura, sztuka w ogóle kształtują nasze postrzeganie zwierząt.
Nie dotyczy to tylko tych spośród nich, które pracują w służbach mundurowych.
      Przekaz jest dwojaki.
Z jednej strony dowiadujemy się, że zwierzęta są po to, byśmy mogli je wykorzystywać.
To znaczy: - zjadać je, ubierać się w ich skóry, testować na nich leki lub detergenty, zabawiać się ich kosztem w cyrku czy zoo.
       Z drugiej strony wmawia się nam swoisty wolontaryzm zwierząt. W myśl tej teorii zwierzęta ochoczo rwą się do pracy na rzecz ludzi, a na reklamach produktów mięsnych i mlecznych oferują swoje ciała do wykorzystania.
Uczymy się więc, że powinniśmy dzielić zwierzęta na te do kochania i te do zjadania. W pierwszej grupie byłyby między innymi psy oraz koty.
Azaliż niektóre narody postępują uczciwie i nie bawią się w podobną hipokryzję - u nich nie ma zmiłuj dla żadnego stwora. 

Do wpisu o zwierzętach dodaję całkiem żywe i bezpieczne żubry bieszczadzkie. Dwa zdjęcia z ręki Dominiki Antkowskiej. 



Trzy zdjęcia z ręki Stacha M. 
Na pierwszym po polanie przechodzi autor.                                                Zdążyłem tylko odejść (nieudane fotołowy) gdy na polanę weszło stado i mój szanowny kolega nie chodząc zbyt daleko zaliczył fotołowy udane.         Cieszyłem się razem z nim!



środa, 27 kwietnia 2016

Piknik na Otrycie

Poranek wstaje cudny.
Dziś odchodzę z Otrytu.
       Pospałem do syta, plecak prawie spakowany, pojadłem, gotuję jeszcze wodę na kawę, gdy nadchodzi mieszane, rozgadane towarzystwo w średnim wieku. Trzy panie i dwóch panów. Rej wodzi jak słyszę pani Jadziunia. 
Przyszli na miejsce widokowe, zakłócili ciszę, rozkładają kocyki nieopodal. Pięć osób, a szumu robią co niemiara.
- Dzień dobry!
- Ahoj.
- Pan mieszka w Chacie Socjologów? Zagaja pani Jadziunia.
- Nie.
Daję w ten wyraźny sposób znać, że nie palę się do rozmowy.
Jednak pani Jadziunia się nie zraża. 
- To gdzie pan śpi?  Korci mnie, żeby odpowiedzieć: - a gówno to panią obchodzi.... Ale się powstrzymałem.
- Namiot. 
- I nie boi się pan?
- Czego? 
- Niedźwiedzi, wilków, żmij?
- Nie, ich to się nie boję....
Zawiesiłem głos. Wpadam bowiem na pomysł. Przecież także jajcarz jestem?

Następuje chwila przerwy w indagacji. 
Woda zagotowana, zalewam kawę i słodzę. Popijam. 
Towarzystwo wyciągnęło jedzenie, panie porozkładały moc wiktuałów na obrusie i zaczął płynąć strumień, potok, ocean ugrzecznionych frazesów związanych z highe life-bon-ton-savoir vivre-pardon:
- może masełka Krzysieńku, poproszę ogóreczka, bądź tak uprzejma Jadziuniu i podaj dżemiku, bądź łaskaw, czy mogę cię prosić, wybacz proszę kochanie, że tak bezceremionialnie sięgam, itp.

Oni jedzą - ja piję. 
No nie moje to klimaty, słucham języka tych „wyższych sfer” i pomału niedobrze mi się robi, a szkoda byłoby śniadania, które smakowało mi wyjątkowo.
W co się bawimy?
W cywilizację.
Czego się boimy? 
Śmierci się boimy głównie! Czarnej śmierci z kosą....

Popijam, rozwijam pomysł i myślę sobie (bo mam czas): - zaraz zakłócę im ten piknik.
Odzywam się: 
- W naszej okolicy czai się jednak pewne niebezpieczeństwo, czy też zagrożenie:- dziś złapałem pod kolanem trzynastego kleszcza w tym miesiącu! Ależ się wgryzł głęboko. Musiałem go nożem wydłubać, krew leciała! Teraz martwię się, czy on nie był zakażony.....
       Zrobiło się cicho, umilkły pogaduszki. Jedzą w milczeniu i myślą. Wpatruję się intensywnie w panią Jadziunię, pani Jadziunia we mnie, a jej oczy robią się jakby okrągłe. Być może z zainteresowania.
Brnę dalej: - Bo Miejscowi ze Smolnika i Dwernika mówią, że w tym roku jest w całych Bieszczadach, a szczególnie tu na Otrycie wyjątkowo dużo zakażonych kleszczy.....
      Niektórzy spośród towarzystwa niby niepostrzeżenie, wykonują kilka drobnych ruchów, które jednak z satysfakcją rejestruję. Odsuwają się nieco od trawy wychylającej się spoza kocyków.
Myk nóżką na kocyk!
      Pani Jadziunia przetrawia sprawę, wydaje się, że jest dostatecznie zaintrygowana i po chwili wahania formułuje pytanie ostateczne:
- I co wtedy, jak taki zakażony kleszcz.... Nie dokończyła.
Ależ ci hipokryci boją się o własną dupę! Bardzo przyjemna rozmowa! Och, jak ja lubię takie rozmowy!
       Przeciągam te miłe dla mnie chwile, po czym skwapliwie wyjaśniam:
 - Na ukąszenie takiego zakażonego kleszcza nie ma lekarstwa niestety. Nie wynaleziono jeszcze. Wtedy już tylko śmierć, pogrzeb. Żyje się jeszcze około roku i podobno umiera w straszliwych męczarniach.
No można się także zwrócić w kierunku modlitwy. Nie wiem czy modlitwa pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.

Co powiedziawszy podniosłem się i poszedłem składać namiot.



Namiot spakowany i umocowany, jeszcze tylko druciak trzeba dowiązać.
Targam plecak do wygaszonego ogniska, przecieram druciak z sadzy i podwiązuję pod śpiwór. Gotowe.
Szalenie wyćwiczonym, płynnym, oraz zgrabnym ruchem zarzucam plecak na siebie i zapinam sprzączkę na piersiach.
Towarzystwo już zakończyło konsumpcję, zbierają wiktuały, i obserwują moje ruchy z ukosa.

- Pan to ma pewnie także wiele innych podobnie ciekawych rzeczy do opowiadania? Mówi z wyraźnym przekąsem pani Jadziunia, kładąc akcent na słowie „podobnie”.
Na to tylko czekałem! 

- A mam! Mogę na przykład powiedzieć wierszyk. Okolicznościowy wierszyk, bez urazy oczywiście....
- Prosimy, prosimy.... I patrzą po sobie porozumiewawczo (chyba nam się trafił wariat jakiś?) No to dostaną wariata!

Pewien młodzian z miasteczka Sucha
miał chuja na kształt obucha
Czy wiarę pani dasz
że ten kutas miał twarz
i śmiał się od ucha do ucha?

Ręce sprzątające piknik zatrzymały się w pół drogi, pięć par oczu patrzy na mnie w oniemnieniu.
- Taki wiersz nazywa się limerykiem – wyjaśniam informacyjnie. 
On, ten wiersz znaczy, jest zbudowany tak, że pierwsza zwrotka rymuje się z drugą i piątą, a trzecia z czwartą.
Limerykami chlubiła się nasza noblistka, Wisława Szymborska. Oto taki mniej znany jej autorstwa:
I walę natychmiast:

Jeden chłop w Neapolu
posadził chuja w polu
Przychodzi do niego na wiosnę
A chuj mówi: ja rosnę
Do widzenia Karolu.

Zadeklamowałem wierszyk i widzę, że konsternacja w tym „dobrze wychowanym” towarzystwie jest totalna. Ależ bardzo miło jest! 
Jeszcze kilka sekund sycę się wywołanym efektem ….

Do widzenia Karolu – powtarzam, unosząc rękę na pożegnanie.
I pożegnalne zdjęcia Chaty. 




Ruszam naprzód. Znaczy w dół.
Kierunek: Chmiel.

piątek, 12 lutego 2016

Joanna d'Arc

Joanna d"Arc: - czytaj hipokryzja kościoła.

         Objawienia
W sytuacjach krańcowych czasami przytrafia się objawienie.... 

Objawienia były i są zdarzeniami faktycznymi, ale nie dotyczą wyłącznie chrześcijaństwa.
Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii dawnych kultur, i we wszystkich religiach.
A tych religii było multum.
       Chrześcijaństwo jest jedną z wielu religii.....

Objawienia zdarzają się we wszystkich narodach - nacjach.
Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z tymi objawieniami udać, jak zwykle w takim momencie, gdy ludzie byli zagubieni, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – zjawiała się Największa Korporacja.
        Ludzie pogubieni spowiadali się kapłanom ze swoich wejść w Nieznane.
      Wejście w Nieznane jest najwyższą Świętością.
      Coś tak intymnego nie zdarza się na co dzień.

I teraz naprzeciwko tej Świętości staje ktoś, kto być może jest pedofilem i zagubionemu człowiekowi ma tłumaczyć, jak on ma żyć?

A sam czy umie żyć?

Nie ma przecież dzieci, ani rodziny. Bo nie powinien ich mieć z powodu celibatu!

Skąd ma wiedzę co mówić innym?

Wstawiałem teksty o objawieniach, ten temat mnie nurtuje, oto dalszy ciąg.
           Joanna d'Arc. 
Czyli same gołe fakty.

Nie mniej aktywna politycznie była wiejska dziewczyna Joanna, która wśród jasnowidzących stała się gwiazdą o światowym rozgłosie.
Urodziła się w roku bitwy pod Grunwaldem. Znana jest jako Joanna d'Arc, albo dziewica Orleańska.
      Wkroczyła do wielkiej polityki europejskiej z mandatu udzielonego jej przez objawienie. W XV wieku to było możliwe, dziś by nie przeszło.
Joanna d'Arc pierwsze objawienia miała w trzynastym roku życia – usłyszała wtedy głos.
(Dziś taki głos to małe piwo przed śniadaniem, dziewczynki w tym wieku wywołują większe cuda, to się nazywa poltergeist: przesuwają się sprzęty, fruwają garnki i talerze)
Zeznania walecznej dziewicy znajdują się w „Rękopisach Biblioteki Królewskiej”:
    • Kiedy miałam trzynaście lat, w ogrodzie mego ojca w Dom'remy usłyszałam głos. To był głos Anioła, a dokładnie to świętego Michała.
Powtarzające się objawienia spowodowały, że Joanna została opanowania mistyczną wiarą w swoje posłannictwo i zaczęła tak działać, jakby gnały ją furie.
Dotarła do infantylnego Delfina i molestowała go tak długo, aż mianował ją „szefem wojny”.

Na czele 4 tysięcy wojowników zmusiła Anglików do wycofania się. To zwycięstwo przyniosło decydujący zwrot w wojnie stuletniej.
Niestety cel polityczny Joanny: - zjednoczenie Francji Orleanu i Burgundii, a następnie uderzenie na Anglię, nie został osiągnięty. Burgundowie pojmali Joannę pod Compiegne i za dużą sumę ( święci mają swoją cenę!) sprzedali ją Anglikom.
      Anglicy uznali Joannę za czarownicę i umieścili ją w żelaznej klatce.
21 lutego 1431 roku zaczął się proces czarownic. Przewodniczył biskup z Beauvais. Z protokołów wynika, że centralnym tematem procesu były objawienia i głosy słyszane przez Joannę.

28 marca zagrożono Joannie torturami i wyrokiem za kacerstwo i wtedy zaparła się swoich objawień. Czarni najpewniej obiecali Joannie łaskę, ale nie mieli przecież zamiaru dotrzymywać słowa.
      30 maja 1431 roku podpalono stos.
Joanna umarła w płomieniach z okrzykiem: - Jezusie! Jezusie!
 
W dwadzieścia lat później sługa sądowy podał do protokołu, że serce Joanny mimo całkowitego zniszczenia ciała, pozostało nienaruszone.
W 1956 roku kościół dostrzegł korzyść ze sprowadzenia na swoje łono świętej i bohaterki narodowej w jednej osobie.
Odwołał więc wyrok.
Takie to proste: - zabić, a potem przeprosić.
U komunistów to się nazywało rehabilitacja pośmiertna.

Joanna została zaliczona w poczet błogosławionych, a w 1920 roku kanonizowana.
       Oficjalny tekst kościoła: - „Każdego 30 dnia miesiąca maja, jako w rocznicę skonu owej błogosławionej córki Boga, winno być odprawione w każdym kościele katolickim specjalne nabożeństwo ku uczczeniu jej pamięci”......
      Tak oto kościół sam siebie koryguje. 
Jeśli święci stają się skutecznym politycznym narzędziem władzy i można osiągnąć dzięki identyfikowaniu się z nimi jakąś korzyść, należy ich przytulić.