Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wu-wei. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wu-wei. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2023

Nic nie trwa wiecznie

Zaglądam do archiwum, a w nim widzę tekst sprzed kilku lat. Więc dziś wu-wei, działanie bez wysiłku.

 

Zima. Dużo siedzę z powodu „zostań w domu”. Codziennie przechodzę minimum 5 km. dzięki pieskowi. Czytam, odpisuję na elektroniczne listy. Staram się omijać obce słowa. Markety, shopy, toalety i takie tam. Obce, bo niesłowiańskie.  Tu w Polsce mamy sklep, ubikację, sracz, wygódkę, albo zadupie.

 

Musi być azaliż wdech i wydech, noc i dzień.

Jak Czytelnicy wiedzą, nie podobały mi się rządy poprzedniej ekipy. Jednak jeszcze  bardziej nie podoba mi się obecna zgraja. Ale nic to – rzeczy nie trwają wiecznie.

 

Czuję się buntownikiem od urodzenia.

Dostosowuję się do tak zwanych „norm społecznych”, jednak one zabierają wolność, dlatego ciekawią mnie czasy Rewolucji Francuskiej.

Rewolucje atoli bywają zwykle krwawe, a ci którzy dorywają się do władzy….

 

Pierwsza fotografia Hitlera

 

A któż to jest ten mały dzi­dziuś w ka­fta­ni­ku?
Toż to mały Adol­fek, syn pań­stwa Hi­tle­rów!
Może wy­ro­śnie na dok­to­ra praw?
Albo bę­dzie te­no­rem w ope­rze wie­deń­skiej?
Czy­ja to rącz­ka, czy­ja, uszko, oczko, no­sek?
Czyj brzu­szek pe­łen mle­ka, nie wia­do­mo jesz­cze:
dru­ka­rza, kon­sy­lia­rza, kup­ca, księ­dza?
Do­kąd te śmiesz­ne nóż­ki za­wę­dru­ją, do­kąd?
Do ogród­ka, do szko­ły, do biu­ra, na ślub
może z cór­ką bur­mi­strza?

Bobo, anio­łek, kru­szy­na, pro­my­czek,
kie­dy rok temu przy­cho­dził na świat,
nie bra­kło zna­ków na nie­bie i zie­mi:
wio­sen­ne słoń­ce, w oknach pe­lar­go­nie,
mu­zy­ka ka­ta­ryn­ki na po­dwór­ku,
po­myśl­na wróż­ba w bi­buł­ce ró­żo­wej,
tuż przed po­ro­dem pro­ro­czy sen mat­ki:
go­łąb­ka we śnie wi­dzieć - ra­do­sna no­wi­na,
te­goż schwy­tać - przy­bę­dzie gość dłu­go cze­ka­ny.
Puk puk, kto tam, to stu­ka ser­dusz­ko Adolf­ka.

Smo­czek, pie­lusz­ka, śli­nia­czek, grze­chot­ka,
chłop­czy­na, chwa­lić Boga i od­pu­kać, zdrów, po­dob­ny do ro­dzi­ców, do kot­ka w ko­szy­ku,
do dzie­ci z wszyst­kich in­nych ro­dzin­nych al­bu­mów.
No, nie bę­dzie­my chy­ba te­raz pła­kać,
pan fo­to­graf pod czar­ną płach­tą zro­bi pstryk.

Ate­lier Klin­ger, Gra­ben­stras­se Brau­nau,
a Brau­nau to nie­wiel­kie, ale god­ne mia­sto,
so­lid­ne fir­my, po­czci­wi są­sie­dzi, woń cia­sta droż­dżo­we­go i sza­re­go my­dła.
Nie sły­chać wy­cia psów i kro­ków prze­zna­cze­nia.
Na­uczy­ciel hi­sto­rii roz­luź­nia koł­nie­rzyk
i zie­wa nad ze­szy­ta­mi.

                                      

                    Wisława Szymborska 

poniedziałek, 21 lutego 2022

Odezwa do rozumu

 


Każdy myślący osobnik dobrze wie, że ludźmi najwygodniej zarządza się strachem. Straszą nas zarazą, zmianami klimatu, wojną. Straszą z kilku powodów: - po pierwsze strach zamula logikę, ogłupia i osłabia. W tym miejscu zaczynają się choroby psychosomatyczne, ponieważ oddajemy energię. Zanika indywidualność, chęć buntu, pojawia się posłuszeństwo. A posłuszeństwo to niewola.                                              

- Po drugie ciągły strach kieruje wielu w stronę paniki.                             

- Wreszcie po trzecie primo panika kieruje tłum w stronę jakiejkolwiek władzy, która potrafi stwarzać pozory kompetentnej. I skołowany tłum przylepia się do wredusów.

Bywają sytuacje krańcowe. Zarówno w życiu narodów jak i jednostek. Azaliż z każdej sytuacji jest jakieś, lepsze lub gorsze, ale wyjście. W życiu osobistym nasze (suwerenne lub narzucone, albo ich brak) decyzje wyznaczają Drogę Życia.

Mamy wpływ na wybór tej Drogi. Inaczej jest ze sprawami wielkich społeczności. Niby jednostka ma na nie wpływ (wybory do władz), ale jak widzimy zawsze mogą się przydarzyć kanalie, które wybór narodu sfałszują. Mówiąc krótko: - jednostka na wiele spraw wpływu praktycznie nie ma. Może sobie jedynie pokiwać palcem w bucie lub na boso.  

A skoro tak, czy warto się martwić, stresować organizm? Po co? Z takiego właśnie założenia bierze się filozofia autora bloga:

Należy martwić się po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie.                                       

Koń ma głowę większą niż ja, więc niech on się martwi.                                                   

Na luziczku.                                                                                                                        

Pocałujta w dupę wójta itp.


I pilnować profilaktyki, w tym dwóch terapii - fizycznej i psychicznej: - aktywność fizyczna, gdy tylko się da to na powietrzu – ona zastępuje wiele lekarstw, natomiast żadne lekarstwo nie zastąpi aktywności fizycznej.

Zdrowie psychiczne: - Hobby, pasje. „Życie bez pasji do dupy jest”. Zrozumieć, że szczęście tkwi w środku człowieka, a nie na zewnątrz. Nauczyć się być zadowolonym. Cieszyć się z małych rzeczy „bowiem w nich wzór na szczęście zapisany jest”. Żadna rzecz, czy drugi człowiek mnie nie uszczęśliwi, jeśli nie potrafię się cieszyć tym, co jest. Proste?

Pierzyny z Bitej Śmietany.

Fotografia zatrzymuje czas, tudzież zdjęcia ulubionych miejsc przywracają pozytywne emocje. Ja tak mam. Zapraszam więc Ciebie Czytelniku na moje ukochane bieszczadzkie Zielone Pastwiska. Przypomniałem sobie, że kiedyś sam siebie nazwałem Łowcą Chmur. Bo piękno tych Pierzyn z Bitej Śmietany urzeka. Gdy człowiek się wyciszy, co najłatwiej osiągnąć z dala od ludzi, wtedy po prostu trwasz, niech będzie że w zachwycie i wtedy wszystko dzieje się samo, wu-wei, bez wysiłku. I wydaje ci się, że urodziłeś się na nowo, a świat widzisz po raz pierwszy.



środa, 24 lutego 2021

Rowerowe refleksje

 Koniec września. Rowerem do lasu, ale najpierw metro.


O świcie w lesie mgły.


Drugi wysyp borowików dobiega końca, teraz trzeba poczekać na pojawienie się młodych podgrzybków, takich akurat do marynaty. Jest jesiennie, oraz dość sucho, dlatego nieliczne stare podgrzybki mają spękane kapelusze.










Rowerem po lesie ze zdjęć jeździłem tylko raz, ponieważ w tym lesie jest nierówno - za dużo korzeni na ścieżkach. Zdecydowanie wygodniej jest jechać po równym. I dlatego następnego dnia grzyby się suszą, a ja wychodzę pojeździć po równym. Rzut oka na stojący przed domem rower japoński marki
SamaRama i już pruję przez Ogród Saski.


Mijam fontannę, żołnierzy stojących na warcie przy Grobie Nieznanego Żołnierza i wpadam na ten sławny równy plac. Sławny, bo tyle razy zmieniał nazwę. Piłsudskiego, Hitler Platz, Zwycięstwa i znowu Piłsudskiego. Jeśli płyty na placu układało wojsko, to trzeba z czystym sumieniem stwierdzić, że polskie wojsko do układania płyt się nadaje, bo kładą równo.




Teraz kółka. Od lewa do prawa. Plac zajęty częściowo przez jakąś pisiorską wystawę plakatów. Można ją okrążyć robiąc koło. Potem aż do smoleńskiego grzdyla i powrót. Jeszcze kółko i jeszcze. Następnie ósemki po pustym placu.

Jaki mam rower? Niebieski. A dokładniej to niebieską damkę. Czemu damkę? To było podwójne Wu-wei – dostałem ją w prezencie, a gdy dają – bierz, bo inaczej obrazisz darczyńcę. Po drugie primo rower ma napis Turing.



Jak czytelnicy wiedzą, przypadków nie ma, Alana Turinga bardzo cenię i kiedy zobaczyłem ten napis, wiedziałem, że powinienem się ucieszyć, co też niezwłocznie zrobiłem.                    

Jakie cechy niezbędne powinien mieć pojazd? Być tani w eksploatacji i jeździć.                                                                      

Znowu przejeżdżam obok żołnierzy, którzy jak zwykle zerkają na tego, który jeździ, bo oni muszą stać. Fontanna i wio do końca alejki do tej tablicy, która głosi, że wygraliśmy, tylko sześć milionów zginęło. 



                                                                              

Jeszcze raz powrót na plac – kółka, ósemki i dziękujemy panu – wracam.             Miło jeździć rowerem po równym.

czwartek, 6 lutego 2020

Wewnętrzny pulpit


Wszystko czego doświadczam, jest tylko przemijającym spektaklem.


W jaki sposób przetwarzasz osobiste dane?                                                    

Kiedy trafia ci się jakaś informacja, natychmiast zastanawiasz się, czy ona może ci jakoś pomóc w dojściu do prawdy, którą najczęściej rozumiesz jako wzbogacenie się: - może da się to sprzedać i na tym zarobić (nie jest tak?). Być może jednak należysz do mniej licznej grupy, która dąży do zrozumienia, objawiającego się specyficznym spokojem, błyskiem w oczach, humorem i charyzmą.

Załóżmy, że należysz do liczniejszej grupy, a więc żyjesz w złudzeniu, że jesteś niekompletny, potrzebujesz dopełnienia. Wydaje ci się, że osiągniesz pełnię przez zyskanie czegoś – informacji, umiejętności, majątku, statusu, ukochanych ludzi, dzieci, przyjaciół.
Wszystko dzieje się w odpowiednim miejscu i właściwym czasie. Ludzie dojrzewają podobnie jak owoce.


Każdy człowiek posługujący się własnym rozumem, wcześniej, czy później dojdzie do prawdy, że myśl o niekompletności i konieczności poszukiwania czegoś lub kogoś, kto da szczęście, to tylko gra.
        Grasz w tę grę z samym sobą, by nadać życiu sens.

Od zawsze byłeś i jesteś kompletny, a najciekawsze jest to, że kiedy tylko dopuścisz możliwość, że tak może być, kiedy się jedynie odrobinę wysuniesz ze swojej skorupy, ostrożnie wysuniesz bez samooszukiwania tak zwanym „pozytywnym myśleniem” (jest dobrze, jest dobrze – a wiesz, że jest źle) i pomyślisz: - a jeśli rzeczywiście jestem kompletny, to co wtedy?


Być może jestem kompletny, bo czy jestem, tego nie wiem, więc ostrożne "być może", hipotetyczne "tak mogłoby być" – wtedy staje się to strawne dla podświadomości i ona taki kąsek połknie.
Jeśli tak się stanie, powinno się coś wydarzyć. 
Nie zaraz jakiś wielki cud, ale coś małego, znak, wskazówka pokazująca kierunek, może zobaczysz księżyc w szklance z wodą?


To zauważone małe Coś jest promykiem oświecenia, który może wrzucić delikwenta w sławne Tu i Teraz, czyli innymi słowy znajdujesz się na krawędzi opisywanego przez Osho skoku kwantowego do wewnątrz, do źródła.

Zajrzyj w siebie, w twoim wnętrzu jest źródło.  
Jeśli je odkryjesz, ono nigdy nie wyschnie.
                                            Marek Aureliusz
Kiedy uda ci się zajrzeć w siebie ........ 
Oto znalazłeś autentyczny skarb, a życie tylko czekało na tę wiadomość i zaczyna się magia: - w jednej chwili dostajesz wszystko, czego potrzebujesz. 

Co jest tym "Wszystko"?
Tym razem to ogromne Coś: - Zrozumiałeś, że szczęście zawsze było w środku ciebie, a nie na zewnątrz. Dostałeś dar cieszenia się tym, co jest, odkryłeś swoje wewnętrzne dziecko, olśniło cię, albo nazwij to jak chcesz.


Ten dar dostajesz dzięki użyciu osobistego mózgu, bo po raz pierwszy użyłeś jego uśpionej funkcji, a rzecz dzieje bez wysiłku i specjalnych starań. Zamiast specjalnych starań trzeba tylko stworzyć drobne pęknięcie w skorupie indoktrynacji. 
Trzeba jedynie odrobinę uchylić drzwi, do których puka Wyższe.

Jeśli przydarzą się odwiedziny Wyższego, życie nagle zyskuje więcej sensu niż jesteś w stanie wykorzystać. Wpadasz jakby w Odmienny Stan Świadomości. Wszystko dzieje się samo. Taoiści nazywają te chwile wu-wei. W Europie nazywamy to Stanem Łaski.


Jeśli czujesz się już wystarczająco poobijany przez życie, być może nadszedł właściwy czas i trzeba spróbować aktywować ten stan. 
Próba polega na kliknięciu w ikonę, która świeci na twoim osobistym wewnętrznym pulpicie i ma tytuł: - Stan Łaski.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Wszyscy jesteśmy równi


Interesuję się wieloma sprawami, między innymi od początku ery kosmicznej ciekawił mnie temat defekacji w kosmosie.
Jak oni to robią?
Początkowo loty orbitalne trwały krótko – walą więc w kosmiczną pieluchę – konstatowałem.
Lecz stopniowo loty trwały coraz dłużej i problem wypróżniania się w stanie nieważkości stawał się zagadnieniem kluczowym.

Te myśli powróciły do mnie po wielu latach, w Bieszczadach, gdzie zanurzyłem się w oceanie wolności.



Otulony swobodną wędrówką i samotnością, obserwowałem swoje reakcje na to co wokół. Obserwowałem nie tylko myśli, lecz także ciało.
- Na przykład: - coś zaswędziało – obowiązkowo trzeba zbadać czy to nie kleszcz jest przyczyną drapania. 
- Jeśli biwakuję kilka dni w jednym miejscu – załatwiam sprawy fizjologiczne na uboczu, żeby potem, przypadkiem nie wejść we własne gówno.
        
I tu pada to magiczne słowo, które cywilizowany świat, w swej hipokryzji, tudzież pruderii omija kiedy tylko może.
A ja tak lubię pisać, więc kiedyś zdrążę to zagadnienie i je opiszę – ponieważ rozwój duchowy polega także na przełamywaniu wewnętrznych i zewnętrznych barier - pomyślałem. 

I zaprawdę powiadam wam: - oto zadziałało sławne wu-wei podsuwając mi gotowy materiał - książkę Floriana Wernera pod tytułem Historia gówna.

Defekacja jest czynnością głęboko demokratyczną.
Wydalamy wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, płci, narodowości, czy przynależności religijnej.
Wydalamy dzień w dzień, rok po roku – a jeśli w którymś momencie przestajemy, oznacza to, że jesteśmy martwi.
    Jest rzeczą znamienną, że początek zainteresowania literatury miejskimi fekaliami, na przykład u Wiktora Hugo, zbiega się w czasie z umacnianiem idei demokratycznych.
    W Nędznikach mamy opisaną postać Jeana Valjeana, pracownika kanałów paryskich, który po wielu latach pracy doszedł do wniosku, że wobec Boga i gówna wszyscy jesteśmy równi.

Egalitarny aspekt wydalania ujęła precyzyjnie arystokratka Elżbieta Charlotta, księżniczka Palatynatu Reńskiego, księżna orleańska, szwagierka Ludwika XIV: „ Ach, to przeklęte gówno (list z 9 października 1694 roku do ciotki – Zofii Doroty, księżnej Hanoweru). Uznaję, że czynią to tragarze, gwardziści, ci, którzy noszą lektyki, i cały lud.
A cesarze? Oni po prostu srają, królowie srają, królowe srają, papież sra, kardynałowie srają, książęta srają, arcybiskupi i biskupi srają, a także proboszczowie i wikariusze. Przyznasz pani, że świat jest pełen obrzydliwych ludzi!”
    Ten raport z serca francuskiego dworu czyta się jak fekalny taniec śmierci, bo podobną hierarchię mamy w średniowiecznych przedstawieniach dance macabre.
List księżniczki jest jakby melancholijną skargą na to, że wszyscy ludzie są poddani temu samemu bezlitosnemu dyktatowi ciała.
Wszyscy muszą srać, co oznacza także, że wszyscy muszą umrzeć.
       Oburzona księżniczka pisze dalej: - „Człowiek sądzi, że całuje małe, słodkie usteczka, białe ząbki, a tymczasem całuje gówniany młyn: - wszystkie smakołyki, biskwity, pasztety, torty, masy, szynki, kuropatwy i bażanty, istnieją tylko po to, by zostać zmielonymi na gówno”.
     Hmmm...... To prawda. Jeśli spojrzymy na pożywienie przez barokowe okulary i uznamy wszystkie pokarmy powiązane w trawieniu ze śmiercią, a ludzkie usta za „gówniany młyn”, dojdziemy do ekscytującego wniosku, że całość tego, co bierzemy do ust, wcześniej czy później zamieni się w gówno, a my właściwie jesteśmy gównożercami.




niedziela, 31 maja 2015

Takie tam myśli o Aniołach

Spotykam tylu niedowiarków. Ludzie nie wierzą w siebie, ogólnie są nieufni bardzo. Biegają do kościoła, ale prywatnie często słyszę: ten nasz ksiądz to pijak, a religia jest pokręcona.
     Nie rozumiem takiego podejścia. Gdy mnie się coś nie podoba, na przykład chrześcijaństwo, nie biorę w tym udziału i święto lasu!
Ludzie zastrzegają: nie rób mi zdjęć, ani zdjęć mojego domu, nic o mnie nie pisz. Ludzie boją się ludzi, bo spotkali się z nikczemnością bliźnich i to ich powaliło.
      To jest właśnie szczyt upodlenia jaki niesie ze sobą tresura społeczna. Opinia różnych głupoli robi się najważniejsza.
Przecież to jest niewola. To jest kaganiec i krótka smycz. 
Bardzo czasami niezwykle krótka smycz. 
Ona jest nieraz tak krótka, że wręcz dusi. Człowiek, który na to pozwala jest ofiarą. To nie jest wina opinii społecznej, czyli oprawcy. To jest wina ofiary, że na to pozwala.
        Niektórzy najchętniej by zniknęli, zapadli się pod ziemię. Oni boją się własnego cienia, lecz to już ich osobista sprawa, ja to szanuję i sprawa zamknięta.
Spotykam na szczęście także pasjonatów, ci mają zdecydowaną przewagę.
    Bo tylko wtedy, gdy jest odwaga, oraz kocha się to, co się robi, i robi się to, co się kocha, można zmienić świat na lepsze.
Nie każdy ma tyle szczęścia. Nie każdy kocha swoją pracę, przeważnie jest to obowiązek. Jednak każdy z nas ma coś, co kocha ponad wszystko. Może to być głód wiedzy, uprawa ogródka, jazda na rowerze, zbieranie znaczków pocztowych.....
Jeżeli robimy to, co kochamy, przestajemy myśleć o tym, co mamy, a czego nie mamy.
     Ludzie wytresowani przez społeczeństwo (reklamy....) najczęściej myślą o zdobyciu czegoś, czego jeszcze nie mają, pragną tego. Planują i pracują, pocą się i wytężają siły. Zazdroszczą innym, tym, którzy według nich więcej osiągnęli, i stają się właścicielami kolejnego gadżetu.
Kiedy taki jesteś, twoja przyszłość to coraz szybsza pogoń za konsumpcją. Nie potępiam, więcej: - w ogóle nie oceniam takiego życia. Tylko to nie jest już mój świat i tyle.
    Reklamy …... . Zamieszczam urywki z książki Bruno Ballardiniego „Jezus – jak Kościół wymyślił marketing”.

Łatwo ulegamy oczarowaniu perspektywą posiadania wielu rzeczy. Od iluż to par słyszałem, że byli szczęśliwi, gdy byli biedni, a teraz, gdy mają wszystkiego pod dostatkiem, coś się porobiło z ich związkiem. Wpadli w jarzmo, niewolę posiadania, i to właśnie uśmierca ich związek, czy małżeństwo.
      Jesteśmy skazani na wolność, powiedział Jean Paul Sartre.
Jesteśmy skazani na wolność, a większość tkwi w niewoli konsumpcji?
Kup nowy, lepszy samochód. Kup jakieś super smarowidło do twarzy i pleców, wszędzie ci wtedy wyrosną włosy, goń, zdobywaj, walcz, a gdy cię coś zaboli, weź nasz wynalazek – super pigułkę, po której może ci kicha pęknąć, więc skonsultuj się z farmaceutą. Pękła kicha? Nie nasza wina, nie skonsultowałeś się!
Bo nam chodzi tylko i jedynie o to, aby się nachapać.

     Społeczeństwo konsumpcyjne: - Dąż do tego co ci oferujemy, o niczym innym nie myśl, kupuj, przyj do przodu, nawet depcząc innych, ale głównie depcząc siebie ...
Każdy kto kiedyś popadł w kłopoty finansowe z powodu nadużycia kart kredytowych, wie o czym piszę.
    Gdzie podziała się przyjemność? Była, kiedy się wszystko zaczynało i trwała jeszcze przez chwilę, ale gdzie jest teraz?
Dojrzewając , uczymy się, że zaspokajanie przyjemności trzeba łączyć z hierarchią wartości. Jeśli tego nie robimy, trzeba za to zapłacić więcej, niż nam się wydaje.
Wszyscy znają powiedzenie: - zdrowie najważniejsze.
A może nie jest tak?
Może najważniejsza jest dusza-Anioł?
       

Bo gdy dusza zdrowa także ciało jest zdrowe?
     Gdy zajmiemy się duszą, zaczynają dziać się cuda. Z początku to maleńkie cuda, potem wprost trudno zatrzymać proces, gdy krok po kroku naszym życiem zaczyna kierować wewnętrzny przewodnik.
Czego się nauczyłem, przez ostatnie kilka lat? Trzeba zapewnić sobie (czytaj: duszy) wystarczająco dużo czasu na czerpanie radości z piękna natury. Bo gdy masz czas, możesz siedzieć i myśleć, a gdy go nie masz, to tylko posiedź.
        Tak piękne są Chwile Odpoczynkowe!
Poddaj się, zaufaj, daj się prowadzić, nie walcz. 
Wu-wei.
Życie bez wysiłku wydaje się wielu ludziom tylko pięknym słowem. Takie życie jest dla nich utopią, uważają, że to nierealne.
Zgadza się: jak myślisz – tak jest.
          Niech się dzieje według wiary twojej!

Gdy znajdziemy się na rozdrożu, zadajmy sobie pytanie: - za czym tęsknię? Co lubię robić? Bardzo często zakładamy, że nie uda nam się robić ulubionych rzeczy zawodowo.
A może jednak się uda? Co takiego uwielbiam robić?
    Już samo postawienie takiego pytania często wystarcza na dobry początek.
Jeśli zaczniemy myśleć poważnie o robieniu tego, co kochamy, to będziemy zaskoczeni, jakich wskazówek dostarczy nam dusza-Anioł.
Prowadzenie życia, w którym kieruje nami Siła Wyższa, jest bardzo ryzykowne. Zmusza do wykraczania poza schematy postępowania i granice zwykłego myślenia o życiu, posiadaniu i pracy. Niektórzy uważają taką przygodę, za coś cudownego, innych ona przeraża, jest zbyt niepoukładana.
W każdym razie, czy chcemy tego, czy nie, dusza-Anioł nas obserwuje i stara się prowadzić.
Co trzeba zrobić, aby być w zgodzie z duszą? Czy trzeba nad tym ciężko pracować?
 
      Ciężka praca to najprostsza droga na cmentarz!

Gdy nastąpi otwarcie na Anioła, z łatwością i bez wysiłku dajemy przejaw pragnieniom swego serca. Nie trzeba już wyznaczać sobie celów czy napinać się w pracy, aby coś osiągnąć. Jeśli dostroimy się do duszy-Anioła, to, czego chcemy, bardzo szybko się staje!
      Otwiera się zdumiewająca natura istnienia. Dostajemy wskazówki, sposoby, co i jak mamy robić, dokąd iść, to jest niezwykłe i aktywne kierownictwo. O wiele prościej iść razem z duszą-Aniołem, niż wysilać się samodzielnie. Rezultaty pojawiają się szybko, gdy podchodzimy do sprawy na luziczku i bez wysiłku, lecz na pewno nie wtedy, gdy się zamartwiamy. Trzeba tylko dać szansę duszy-Aniołowi.
Klucz do współpracy z duszą-Aniołem nazywa się Zaufaj. Warto współpracować z Aniołem. Taka współpraca, to jest sama przyjemność.
   

Dusza-Anioł , to boża iskra w nas. Kiedy pracujemy w zestrojeniu z nią, mijają długie godziny, a my nie jesteśmy zmęczeni. Taka praca jest bowiem obdarzona łaską i swobodą, które nadają jej charakter modlitwy. Mnisi średniowieczni mieli motto: Laborare est orare – pracować to modlić się.
To jest właśnie zatracenie się w pracy, każdej pracy, także w daytradingu, w śledzeniu indeksów giełdowych, a także zatracenie się w pracy, której na imię Nicnierobienie. 
    Naucz się odpoczywać - o tym często mówił Osho. Bądź totalny także w chwilach Nicnierobienia.
     Gdy żyjemy duchowo, odkrywamy, że stajemy się innymi osobami, mamy odmienne podejście do życia w porównaniu z tłumem. Nasz świat stał się odmieniony, właściwie żyjemy w innym świecie niż otaczający nas ludzie, w swoim, autentycznym świecie, zgodnie ze swoim rytmem.
      Czy są to jakieś pouczenia - rady dla młodych, którzy są w permanentnej pogoni? No nie wiem.... Przecież ja także goniłem. 
     I nikt nie ma prawa pouczać drugiego.
W każdym razie są to moje listy do samego siebie.
Ci, którzy gonią, są spięci, podenerwowani, wypatrują za czymś nieuchwytnym, są niespokojni z powodu ograniczonego dostępu do dóbr materialnych, oraz własnego braku energii i czasu, aby je zdobyć, a to jest marnowanie sił, bo wystarczy po prostu uwierzyć w obfitość.
     Pewni duchowego wsparcia stajemy zdumieni bogactwem świata, obiema garściami możemy z niego czerpać przyjemność.
    

Bowiem zawsze jest czas na wprowadzenie zmian, lecz kiedy spotkamy się z Aniołami na tamtym świecie, na wprowadzenie zmian do życia będzie nieco za późno.


poniedziałek, 27 lutego 2012

MĄDROŚĆ DZIECKA


Przypomina mi się przypowieść: - Było trzech chłopców. Dwóch braci szczupłych, i ich kolega bardzo gruby, z brzuszkiem. Mieszkali na peryferiach fabrycznego miasta. Było bardzo wiele torów kolejowych w ich okolicy. Ulubioną zabawą chłopców było chodzenie po szynie kolejowej jak najdłużej. Kto nie spadał, wygrywał kapsle z butelek od piwa. Wszystkie kapsle trafiły szybciutko do grubego kolegi. Dwaj szczupli bracia poprosili go, by zdradził im tajemnicę, dlaczego nigdy nie spada z szyny. Grubasek powiedział: -----„Zazdroszczę wam, że jesteście szczupli, też bym chciał, tak jak wy, patrzeć na swoje stopy. Ale mam brzuszek. On mi zasłania nogi. Dlatego wybieram sobie jakiś odległy cel, którym jest semafor najczęściej i idę do celu nie patrząc pod nogi. Gdy semafor jest już blisko, wybieram następny odległy cel. Oto cała tajemnica”. ---Kiedyś wydawało mi się to słuszne, że trzeba mieć jakiś cel w życiu, długofalowy najlepiej. Dom postawić. I dążyłem do niego. Działalność gospodarcza . Dużo mogłem. Po osiągnięciu celu, albo w momencie gdy był w zasięgu ręki, przestawał być celem, przestawał mnie cieszyć, i wtedy zachodziły zdarzenia wywracające cały mój porządek życiowy. Wszystko padało jak domek z kart.Teraz wiem, że to myśli kreują rzeczywistość. Goniłem za czymś. Oddawałem energię w ten sposób. I traciłem zadowolenie z Tu i Teraz. Cel, to taksówka do nieba. Cel to czekanie, czyli odrzucanie Tu i Teraz. To jest taka sama Pułapka Czasu jak grzebanie się w przeszłości. To co robić? Wyższa szkoła jazdy jest! Intencja. Pomyśl i zapomnij. Deepak Chopra. Naturalnie i bez wysiłku ma być. Wu – wei. Świętuj życie! Energia ma poruszać się swobodnie. Ma płynąć jak rzeka. A jesteśmy energią. Obserwuj dzieci. Lubię rozmawiać z dziećmi, są zaskakująco mądre bo jeszcze nie pokręcone przez dorosłych. Po rozmowie z kilkuletnim dzieckiem, czuję się odświeżony. Dzieci skaczą i biegają w kółko. Zapytaj dziecko: -„Dokąd biegniesz”? Wydasz mu się niemądry. Zresztą dzieci zawsze tak myślą o dorosłych. Jesteśmy dla nich głupkami. Bo takie bezsensowne pytanie może zadać tylko głupek. Nie ma powodu, żeby dziecko biegało dokądś! Wzruszy ramionami i odpowie: -„Donikąd”. Dziecko biegnie „donikąd” panie Poszukiwaczu Celu! Dziecko rozumie całą swoją osobą, że jest Tu i Teraz. Cieszy się chwilą, ma nadmiar energii. Nie ma celu, ale ma nadmiar energii i ten nadmiar PORZEBUJE WYBIEGAĆ! Uczmy się więc od dzieci cieszyć chwilą!

piątek, 5 sierpnia 2011

Nie jesteś swoim umysłem.

Ciało, umysł, Dusza. Świadomość, podświadomość, nadświadomość. Bóg ojciec, Syn Boży, Duch święty. To co jest Tu, To co jest Tam, i To co jest pomiędzy. To święta Trójka. Ciało jest ważne. Lubi, gdy o nie dbamy. To pojazd, którym jedziemy przez Życie. Ale nie jesteśmy swoim ciałem. Umysł jest ważny. To narzędzie, które ma nam pomagać. Pomagać, to nie znaczy, że ma nami rządzić. To sługa. Gdy sługa rządzi panem, wyniki są smutne dla pana. Nie jesteś swoim umysłem.
Dusza to Ty. To Najwyższe Ja. To Istnienie. Jesteś panem. To Ty powinieneś przewodzić. Dbać o ciało i używać umysł według powiedzenia Zaratustry : Pomyśl dobrze, powiedz, co pomyślałeś, wykonaj, co powiedziałeś. Po wykonaniu zadania, narzędzie, którym jest umysł należy odłożyć. Wyobraź sobie, że w twoim salonie, we wnęce przy kominku, leży zwinięty wąż odkurzacza. Lubisz sprzątać, czy nie lubisz, to nieważne. Od czasu do czasu trzeba posprzątać. Sprzątasz. Sprzątnięte. Odkładasz odkurzacz do kąta. Czy tak robisz? OK. A teraz wyobraź sobie, że z tym odkurzaczem chodzisz cały czas, wychodzisz z domu – z odkurzaczem, wracasz – z odkurzaczem, jesz – z włączonym odkurzaczem, cały czas on ci szumi w głowie, wychodzisz na taras – z odkurzaczem, idziesz do ogrodu – z odkurzaczem, idziesz pod prysznic – z odkurzaczem włączonym, idziesz wreszcie spać – odkurzacz włączony nawet w czasie snu. Budzisz się – i słyszysz: dzień dobry, to ja, odkurzacz. To przecież CHORE! To Rwąca Rzeka Szalonych Myśli. Gdy się nie obronisz, ona cię porywa! Myślenie podpowiada ci że potrzebujesz wiecej czasu. Czas jest połączony z Cierpieniem, dostaniesz tyle czasu, ile zechcesz, i całe morze Cierpienia. Czy właśnie tego chcesz? Myślenie to ego, to podpalacz, który sam potem udaje, że gasi wywołany przez siebie pożar. Co robić? Prawdy Objawione:Jest tylko Tu i Teraz. Jest tylko Teraźniejszość. Przeszłość była, czyli jej teraz nie ma. Przyszłość będzie, czyli jej teraz nie ma. Gdy uciekasz do przeszłości – cierpisz. Wpadasz do bagna, musisz się potem umyć. Albo tylko wyschniesz, a błoto samo odpadnie. Ale nie całe, zawsze coś zostanie przylepione. A przyszłości nie traktuj jak Taksówki do Nieba. Tam nie ma Zbawienia. Zbawienia nie ma na zewnątrz. Zbawienie jest wewnątrz, ono jest w Tobie. To wu – wei. Nic nie musisz. Nie dbać o bilet, nie dbać o bagaż. Ściśnij tylko w dłoni Twój kamyk zielony..... „Pokochaj siebie” - Charlie Chaplina. To jest ta prawda, która Cię wyzwoli. W tej właśnie chwili powinno to do Ciebie zapukać.