Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2024

Mądre bajki

 


Kreatywność dziecka najlepiej rozwija czytanie bajek. Gdy dziecko jest małe, czyta opiekun, kiedy nauczy się czytać, należy podsuwać mu bajki do samodzielnego czytania. Oczywiście nie wszystkie bajki nadają się do rozbudzania kreatywności.

                                      Albert Einstein

Jeśli nie miałeś w dzieciństwie kogoś bliskiego, kto miał dla ciebie czas i czytał ci bajki, masz teraz okazję, aby ten brak nadrobić.

W mądrych bajkach, dla zdobycia skarbu, konieczna jest ryzykowna eskapada w mrok. Tam po kolejnych przygodach natrafiamy na konieczność zrobienia czegoś niebywałego – przełamania tabu.

Jeśli się tylko zawahamy, zamiast skarbu dostaniemy jego atrapę.


„Rybak Dżaudar miał złych braci, którzy strwonili nie tylko swój spadek po ojcu, ale także majątek Dżaudara i matki. Lżyli ją, bili, ale matka pomimo to wspomagała ich ukradkiem.

Pewnego razu nad jeziorem Dżaudar spotkał tajemniczego maga, który wyjawił mu istnienie zaklętego skarbca. Chłopiec miał przekroczyć wiele groźnych bram i pokonać strzegące je duchy. Usłyszał też, że w ostatniej bramie ujrzy matkę, a wtedy ma kazać jej rozebrać się do naga.

Dla muzułmanina zażądanie, by matka obnażyła się przed synem – tym bardziej gdy postać ta zaklina go w imię miłosierdzia Bożego i powagi prawa Koranu – było czymś niesłychanym. A jednak musiał to uczynić.

Wtedy okazało się, że zjawa tak łudząco podobna do matki była jedynie przeklętym demonem – rozwiała się w nicość wraz z odrzuceniem ostatniej szaty. Nagość bowiem równa się tutaj prawdzie, jaką rozpoznać możemy dopiero po odrzuceniu wszelkich przesłon. Tu ostateczną przesłoną była bariera religijna, odgradzająca od świętości, która jest powiązana z zależnością od matki.

    Problem tkwi jednak w tym, że bycie wybrańcem uważamy za zaprzeczenie zwyczajności. W omawianym przykładzie Dżaudar poznaje matkę – prawdę tylko w skarbcu. W domu atoli powraca w dawne uwikłanie, dalej jest nadopiekuńczy, a ona zdradza niegodziwym braciom sekrety Dżaudara. Mamy tu dwa odrębne porządki: w jednym Dżaudar jest wybrańcem losu, a w drugim ofiarą. Taki kontrast wynika z rozczepienia".

Baśń obrazuje schodzenie w podziemia duszy, aby w ich mroku ukrywać się przed samym sobą. Wszystko tu jest rozmyte, spowite mgłą. Potrzebę ciepłego bezpieczeństwa, czytaj: lęku przed bliźnimi, próbujemy zaspokoić zwykłymi sposobami okaleczonego człowieka. Jednym z takich sposobów jest otwieranie się przed nieznajomym.

Pisałem o niektórych monologach podobnych do spowiedzi, które usłyszałem podczas trzydniowego biwakowania na Fereczatej. Potrzebę wyznań sprowokowała niecodzienność - wielogodzinna wspinaczka, a po niej wyjście na szczyt z cudnym widokiem, gdzie wokół nikogo poza gościem, który o nic nie pytał. Oczywiście potrzebę otwarcia odczuwali tylko samotni wędrowcy, pary unikały intymności. (Zakodowana bojaźń przed partnerem).

Psychologia podpowiada: - jeśli znany kojarzy się z okrutnym, to nieznany rokuje bezpieczeństwo. Alkoholik spotyka pijaczynę i od razu ma powiernika. Niepotrzebna nikomu córka spędza noc z nieznajomym poznanym na dworcu, ponieważ tak samo jak alkoholik, boi się zapragnąć intymności z kimś, kto stawiałby wymagania.

  Mężczyzna uwodzący nieznajomą przez sam fakt, że jest słaby, bo nie umie opanować doraźnej potrzeby seksualnej, w oczach nieszczęśliwej nastolatki zdaje się gwarantować, że już nigdy nie zostanie zraniona odmową intymności.

To przykłady buntu wobec niedojrzałych rodziców, który to bunt sprowadza się do rozpaczliwego poszukiwania prawdziwego domu z kominkiem.

   „Na polu politycznym oczywiście napotkamy przywódcę, który ściąga w szeregi swojej partii nie ekspertów, ale frustratów, osoby, które w żadnych organizacjach ani związkach, nie odnosiły sukcesów, natomiast przyczyniały się do skandali i rozłamów. Wszystko w ramach zasady, że pokrewne energie się przyciągają i do łachudry lgną jemu podobni. Osoby te odczuwają przymus sprawowania władzy (a władza jak wiemy = pieniądze) i za pozostanie przy niej gotowe są na każde draństwo, włącznie z ośmieszeniem i bezprawiem”.

Pogrubiony urywek zasłużył na miano proroczego, pochodzi bowiem z Psychomitopolityki - Urszuli Małgorzaty Benki,  książki, która ukazała się w roku 2004.

czwartek, 21 marca 2024

Sen Abrahama



I przebudził się Abraham w środku nocy i rzekł do swego syna jedynego Izaaka: - Miałem sen i głos Pana powiedział, że muszę poświęcić mego syna jedynego, wdziewaj więc swe gatki.

I zatrząsnął się Izaak i rzekł: - I coś ty na to powiedział? Mam na myśli … kiedy On tę całą rzecz postanowił?

- A cóż niby miałem powiedzieć – odparł Abraham – stojąc o drugiej nad ranem, w bieliźnie, przed Stwórcą Świata? Czyliż mogłem się sprzeczać?

- No dobrze, a czy On ci powiedział, dlaczego mnie chce na ofiarę? – zapytał Izaak swego ojca.

Ale Abraham rzekł: - Wiara nie zna pytań. A teraz zabieraj się i chodź, bo czeka mnie ciężki dzień.

I Sara, która usłyszała o zamierzeniu Abrahama, wzburzyła się wielce i rzekła: - A skąd ty możesz wiedzieć, że to był Pan, nie zaś, dajmy na to, twój przyjaciel, który lubi płatać różne figle. A Pan nie cierpi takich kawałów, bo cokolwiek uczyni, trafia to do rąk jego nieprzyjaciół, niezależnie od tego, czy uiścili oni opłatę pocztową.

I odpowiedział Abraham: - Ponieważ ja wiem, że to był Pan. To był głęboki, dźwięczny głos, dobrze ustawiony, a nie ma przecież na tej pustyni nikogo, kto mógłby zrobić tyle hałasu.

I rzekła Sara: - I ty chcesz dokonać tego bezsensownego czynu?

I odpowiedział jej Abraham: - Ależ oczywiście, że tak, ponieważ kwestionowanie słów Pana to najgorsze, co można by zrobić, zwłaszcza z punktu widzenia gospodarki państwowej.

Przeto wziął ze sobą Izaaka w miejsce przeznaczenia i przygotował go na ofiarę, ale w ostatniej chwili Pan wstrzymał rękę Abrahama i rzekł: - Jak mógłbyś taką rzecz uczynić?

I Abraham rzekł: - Ale Ty rzekłeś.

- Nieważne, co ja rzekłem – ozwał się Pan – Czy ty słuchasz każdego szalonego pomysłu, jaki ci tylko przyjdzie do głowy?

I zawstydził się Abraham: - No … nie całkiem …nie.

- Ja w żartach zaproponowałem ci poświęcenie Izaaka, a ty zaraz pobiegłeś to zrobić – wyjaśniał Pan.

I padł Abraham na kolana: - No tak, tylko że nigdy nie wiem, kiedy sobie żartujesz!

I zagrzmiał Pan: - Żadnego poczucia humoru. To nie do wiary!

- Ale czy to nie dowód, że cię kocham? To, że chciałem poświęcić jedynego syna dla twej zachcianki?

I rzekł Pan: - To dowodzi tylko tego, że niektórzy ludzie gotowi są wykonać każde polecenie, choćby nie wiem jak głupie, jeśli tylko wydaje je dźwięczny, dobrze postawiony głos.

I na tym kończąc, nakazał Pan Abrahamowi udać się na spoczynek i zgłosić się do niego jutro. 

                                                                 Woody Allen


piątek, 26 lutego 2021

Ile waży dusza


Dusza to byt odrębny, lecz związany z ciałem. To nasza witalna esencja, bez niej prawidłowe funkcjonowanie nie jest na dłuższą metę możliwe.

Część duszy może zbłądzić pod wpływem przerażających doznań. Także cząstka duszy może zostać ukradziona przez złodzieja dusz (nie mylić z wampirem energetycznym, czyli zmorą).

Jednak ludzie również dobrowolnie pozbawiają się cząstki duszy, pozostawiać ją na przykład przy partnerze, który odchodzi ze związku, lub bliskiej osobie, która zmarła. Albo silnie chcemy uzyskać czyjąś akceptację (oddam ci duszę tylko mnie kochaj) – w ten sposób stawiamy się w pozycji ofiary, a dusza staje się bezbronna. Wysyłamy w przestrzeń sygnał, że jesteśmy gotowi na krzywdę. Dlatego trzeba nauczyć się mówić „nie” i poczytać o asertywności.

Powinniśmy wierzyć intuicji i z niej korzystać. Intuicja zalicza się do bajkowego świata dziecięcych zabaw, świadomości innych rzeczywistości i jest potężnym orężem obronnym, a także cennym drogowskazem życiowym.

Ileż to razy czujemy niechęć do kogoś dopiero poznanego, o którym nie wiemy nic. Nie wolno lekceważyć tego uczucia. Prawdopodobnie, ta dusza wyrządziła nam krzywdę w jednym z poprzednich wcieleń.

Kto kradnie duszę? Zwykle dzieje się to nieświadomie – zabieramy kawałek kochanej osobie, aby czuć z nią połączenie. Także traktowanie partnera jak przedmiotu własności, albo zazdrość o moc i światło drugiego, także może spowodować uszczerbek.

        Spisane z „Nieznanego Świata”.

 

A teraz konkret spoza „Nieznanego Świata”.

Pewnik: - dusza jest. O tym od wieków zapewniali nas teologowie, ezoterycy i mistycy. Jako, że świat idzie do przodu, mamy teraz dowód naukowy, liczbowy, podający jeden parametr, mianowicie ile waży dusza.

Najpierw w eksperymenty na ten temat prowadził w Ameryce, w roku 1926 dr. McDougall. Dysponował łóżkiem – czułą wagą i uzyskał wynik 21 gram. W latach siedemdziesiątych XX wieku, w Szwecji, dr. Nils Olof Jacobson także przeprowadzał badania na ten temat. Metoda była ta sama: - potencjalny klient mogący w każdej chwili wyzionąć ducha, leżał na łóżku – czułej wadze, ale tym razem elektronicznej. Dr Jacobson zważył w ten sposób kilkadziesiąt osób będących na etapie żywy – nieboszczyk. Wynik był zaskakująco ten sam – zawsze 21 gramów!


„Dokładnie w chwili wykonywania ostatniego tchnienia, ciężar umierającego malał skokowo o 21 gramów. Nie zależało to od płci, wieku, ciężaru ciała”.

Czyli mamy potrójną jasność w temacie: - po pierwsze primo dusza jest.

- Po drugie primo waży ona 21 gramów.

- Po trzecie primo dusza może także wędrować poza ciałem, po czym do ciała wrócić. Dzieje się to w czasie snu, eksterioryzacji oraz śmierci klinicznej (był wpis - Po drugiej stronie).

Zdjęć duszy nie mam, więc żeby nie zamulać posta, pozostawiam Czytelników z powyżej opisaną wiedzą w piątek, 26 lutego 2021, życząc miłego weekendu poza domem.

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozmowa obok zrębu

Biwakuję nad Smerekiem.



Sycę się tym odtłumionym miejscem. Jest cudnie!
Patrzę na południowy horyzont, na którym rysują się połoniny. Zaczynam tęsknić do połonin. Niech tęsknota wzbiera, ona jest jak głód, powinna być mocna. Gdy ją wtedy zaspokoisz......
Znajomi, którzy do mnie dzwonili jeszcze w maju, w sprawach dotyczących szaleństwa i znikomości spraw ludzkich, zostali skutecznie odzwyczajeni od dzwonienia. Z początku wyłączałem telefon.
      Potem pomyślałem: chwilunia: - przecież wystarczy powiedzieć, że mam wakacje, czyli nie ma mnie. I tak zrobiłem. Pomału telefony z tematem giełdowym ucichły. Odzywały się jedynie bardzo nieliczne głosy moich przyjaciół, dotyczące filozoficznych myśli, lub planów bieszczadzkich wędrówek.
I mogłem się poczuć wtedy w błogostanie.
        W tym błogostanie, momentami nie chce mi się pisać, albo czytam coś tak celnego i pięknego, że zamiast swego pisania wolę to zamieścić. Na przykład urywki z Sekretu Wewnętrznej Mocy – Chucka Norrisa.
Cienka książeczka, waży może 10 dkg. Znalazła się w moich rękach w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.
      Czyli stało się tak, jak powinno.
Lecz nie sztuka stać się nudnym, odsuńmy na później przemyślenia mistrza sztuk walki.
  


    
Jest czerwcowy upalny dzień w Bieszczadach, wybiorę się więc do Niedźwiedziego na rytuał chlapu – chlapu. Oraz przyniosę wodę przy okazji.
Odświeżony wracam do namiotu niosąc wodę. Kolejny zakręt drogi, jestem już blisko miejsca, gdzie od szerokiej drogi leśnej, odchodzi boczna dróżka w dół, w kierunku zrębu.
       Idę i widzę, że przy tej bocznej dróżce zatrzymuje się samochód osobowy. Wysiada starszy facet, zamyka samochód, w tym momencie nadchodzę, - dzień dobry!

- Wodę pan niesie?
- A tak, bo ja tu mieszkam.
Zdziwienie.
- Wędruję z namiotem. Czyli chwilowo mieszkam.
- Acha! Jak ja zawsze marzyłem żeby sobie pochodzić z namiotem na emeryturze, ale wie pan – życie.... Już od dwóch lat powinienem odpoczywać, a muszę pracować dalej.
- Jak to musi pan ?
- No muszę pracować, siła wyższa.
- Co to za siła wyższa? Ja już ponad dziesięć lat przed emeryturą przestałem pracować.
- A co pan robi, że pan mógł sobie na to pozwolić?

Tu zaspokoiłem ciekawość nieznajomego ogólnikiem – wygrana na loterii – mówię.
(Powinienem może dodać – na Loterii Życia, ale darowałem sobie).
- Potem jeszcze się rozwiodłem i w ten sposób wskoczyłem w całkowitą wolność.                                                                                                - Acha! To ma pan wspaniały prezent od losu. A ja doglądam masztów telewizyjnych. Do każdego masztu przyjeżdżam raz w miesiącu. To chodźmy razem. I poszliśmy. Po zachodniej stronie zrębu, pod lasem, stoi maszt nadawczy. Tuż przy nim jest wybudowany całkiem zgrabny domek z elektroniką.

Idziemy rozmawiając.
- Jak ja panu zazdroszczę tej wolności. Bo widzi pan, nie pracuję dla siebie, pracuję, aby pomóc synowi. Wziął kredyt na mieszkanie. We frankach wziął. Żona mówi: - trzeba pomóc. Zawsze tak mówiła i zrobiła z syna ofiarę losu. On się nauczył wyciągać rękę do rodziców, znaczy do mnie, w geście „daj”!
      Po tylu latach widzę to wyraźnie, ale co zrobić, nie mam już siły walczyć.                                                                                                 - Ale siłę pracować to pan ma? Ja także byłem w pierwszym małżeństwie w podobnej układance, byłem ofiarą. Jest to klasyczny układ ofiara – oprawca. Do bycia ofiarą można się tak przyzwyczaić, że potem trudno to zmienić. Zwykle oprawca zna wszystkie słabe strony ofiary lepiej od niej samej. I wali jak w bęben! To przywyknięcie do dręczenia staje się powoli masochizmem, ofiara staje się ofiarą do potęgi.
Czy pan wie, kto ponosi winę za taką układankę? To ofiara jest winna, ponieważ pozwala się ofiarzyć.
Kto jest kim w pana rodzinie, to już proszę samemu wydedukować.
Doszliśmy do masztu. Widzę, że faceta zamurowało.
- Ależ mi pan powiedział!
- Bez urazy, właściwie mówiłem o własnym doświadczeniu.
W końcu facet jakby się ocknął. Rozejrzał się i powiedział: - Ojej! Ileż tu lasu wykotłowali! Jaki wielki zrąb! Miesiąc temu jeszcze go nie było! No, idę do pracy.... Do widzenia.

niedziela, 31 maja 2015

Takie tam myśli o Aniołach

Spotykam tylu niedowiarków. Ludzie nie wierzą w siebie, ogólnie są nieufni bardzo. Biegają do kościoła, ale prywatnie często słyszę: ten nasz ksiądz to pijak, a religia jest pokręcona.
     Nie rozumiem takiego podejścia. Gdy mnie się coś nie podoba, na przykład chrześcijaństwo, nie biorę w tym udziału i święto lasu!
Ludzie zastrzegają: nie rób mi zdjęć, ani zdjęć mojego domu, nic o mnie nie pisz. Ludzie boją się ludzi, bo spotkali się z nikczemnością bliźnich i to ich powaliło.
      To jest właśnie szczyt upodlenia jaki niesie ze sobą tresura społeczna. Opinia różnych głupoli robi się najważniejsza.
Przecież to jest niewola. To jest kaganiec i krótka smycz. 
Bardzo czasami niezwykle krótka smycz. 
Ona jest nieraz tak krótka, że wręcz dusi. Człowiek, który na to pozwala jest ofiarą. To nie jest wina opinii społecznej, czyli oprawcy. To jest wina ofiary, że na to pozwala.
        Niektórzy najchętniej by zniknęli, zapadli się pod ziemię. Oni boją się własnego cienia, lecz to już ich osobista sprawa, ja to szanuję i sprawa zamknięta.
Spotykam na szczęście także pasjonatów, ci mają zdecydowaną przewagę.
    Bo tylko wtedy, gdy jest odwaga, oraz kocha się to, co się robi, i robi się to, co się kocha, można zmienić świat na lepsze.
Nie każdy ma tyle szczęścia. Nie każdy kocha swoją pracę, przeważnie jest to obowiązek. Jednak każdy z nas ma coś, co kocha ponad wszystko. Może to być głód wiedzy, uprawa ogródka, jazda na rowerze, zbieranie znaczków pocztowych.....
Jeżeli robimy to, co kochamy, przestajemy myśleć o tym, co mamy, a czego nie mamy.
     Ludzie wytresowani przez społeczeństwo (reklamy....) najczęściej myślą o zdobyciu czegoś, czego jeszcze nie mają, pragną tego. Planują i pracują, pocą się i wytężają siły. Zazdroszczą innym, tym, którzy według nich więcej osiągnęli, i stają się właścicielami kolejnego gadżetu.
Kiedy taki jesteś, twoja przyszłość to coraz szybsza pogoń za konsumpcją. Nie potępiam, więcej: - w ogóle nie oceniam takiego życia. Tylko to nie jest już mój świat i tyle.
    Reklamy …... . Zamieszczam urywki z książki Bruno Ballardiniego „Jezus – jak Kościół wymyślił marketing”.

Łatwo ulegamy oczarowaniu perspektywą posiadania wielu rzeczy. Od iluż to par słyszałem, że byli szczęśliwi, gdy byli biedni, a teraz, gdy mają wszystkiego pod dostatkiem, coś się porobiło z ich związkiem. Wpadli w jarzmo, niewolę posiadania, i to właśnie uśmierca ich związek, czy małżeństwo.
      Jesteśmy skazani na wolność, powiedział Jean Paul Sartre.
Jesteśmy skazani na wolność, a większość tkwi w niewoli konsumpcji?
Kup nowy, lepszy samochód. Kup jakieś super smarowidło do twarzy i pleców, wszędzie ci wtedy wyrosną włosy, goń, zdobywaj, walcz, a gdy cię coś zaboli, weź nasz wynalazek – super pigułkę, po której może ci kicha pęknąć, więc skonsultuj się z farmaceutą. Pękła kicha? Nie nasza wina, nie skonsultowałeś się!
Bo nam chodzi tylko i jedynie o to, aby się nachapać.

     Społeczeństwo konsumpcyjne: - Dąż do tego co ci oferujemy, o niczym innym nie myśl, kupuj, przyj do przodu, nawet depcząc innych, ale głównie depcząc siebie ...
Każdy kto kiedyś popadł w kłopoty finansowe z powodu nadużycia kart kredytowych, wie o czym piszę.
    Gdzie podziała się przyjemność? Była, kiedy się wszystko zaczynało i trwała jeszcze przez chwilę, ale gdzie jest teraz?
Dojrzewając , uczymy się, że zaspokajanie przyjemności trzeba łączyć z hierarchią wartości. Jeśli tego nie robimy, trzeba za to zapłacić więcej, niż nam się wydaje.
Wszyscy znają powiedzenie: - zdrowie najważniejsze.
A może nie jest tak?
Może najważniejsza jest dusza-Anioł?
       

Bo gdy dusza zdrowa także ciało jest zdrowe?
     Gdy zajmiemy się duszą, zaczynają dziać się cuda. Z początku to maleńkie cuda, potem wprost trudno zatrzymać proces, gdy krok po kroku naszym życiem zaczyna kierować wewnętrzny przewodnik.
Czego się nauczyłem, przez ostatnie kilka lat? Trzeba zapewnić sobie (czytaj: duszy) wystarczająco dużo czasu na czerpanie radości z piękna natury. Bo gdy masz czas, możesz siedzieć i myśleć, a gdy go nie masz, to tylko posiedź.
        Tak piękne są Chwile Odpoczynkowe!
Poddaj się, zaufaj, daj się prowadzić, nie walcz. 
Wu-wei.
Życie bez wysiłku wydaje się wielu ludziom tylko pięknym słowem. Takie życie jest dla nich utopią, uważają, że to nierealne.
Zgadza się: jak myślisz – tak jest.
          Niech się dzieje według wiary twojej!

Gdy znajdziemy się na rozdrożu, zadajmy sobie pytanie: - za czym tęsknię? Co lubię robić? Bardzo często zakładamy, że nie uda nam się robić ulubionych rzeczy zawodowo.
A może jednak się uda? Co takiego uwielbiam robić?
    Już samo postawienie takiego pytania często wystarcza na dobry początek.
Jeśli zaczniemy myśleć poważnie o robieniu tego, co kochamy, to będziemy zaskoczeni, jakich wskazówek dostarczy nam dusza-Anioł.
Prowadzenie życia, w którym kieruje nami Siła Wyższa, jest bardzo ryzykowne. Zmusza do wykraczania poza schematy postępowania i granice zwykłego myślenia o życiu, posiadaniu i pracy. Niektórzy uważają taką przygodę, za coś cudownego, innych ona przeraża, jest zbyt niepoukładana.
W każdym razie, czy chcemy tego, czy nie, dusza-Anioł nas obserwuje i stara się prowadzić.
Co trzeba zrobić, aby być w zgodzie z duszą? Czy trzeba nad tym ciężko pracować?
 
      Ciężka praca to najprostsza droga na cmentarz!

Gdy nastąpi otwarcie na Anioła, z łatwością i bez wysiłku dajemy przejaw pragnieniom swego serca. Nie trzeba już wyznaczać sobie celów czy napinać się w pracy, aby coś osiągnąć. Jeśli dostroimy się do duszy-Anioła, to, czego chcemy, bardzo szybko się staje!
      Otwiera się zdumiewająca natura istnienia. Dostajemy wskazówki, sposoby, co i jak mamy robić, dokąd iść, to jest niezwykłe i aktywne kierownictwo. O wiele prościej iść razem z duszą-Aniołem, niż wysilać się samodzielnie. Rezultaty pojawiają się szybko, gdy podchodzimy do sprawy na luziczku i bez wysiłku, lecz na pewno nie wtedy, gdy się zamartwiamy. Trzeba tylko dać szansę duszy-Aniołowi.
Klucz do współpracy z duszą-Aniołem nazywa się Zaufaj. Warto współpracować z Aniołem. Taka współpraca, to jest sama przyjemność.
   

Dusza-Anioł , to boża iskra w nas. Kiedy pracujemy w zestrojeniu z nią, mijają długie godziny, a my nie jesteśmy zmęczeni. Taka praca jest bowiem obdarzona łaską i swobodą, które nadają jej charakter modlitwy. Mnisi średniowieczni mieli motto: Laborare est orare – pracować to modlić się.
To jest właśnie zatracenie się w pracy, każdej pracy, także w daytradingu, w śledzeniu indeksów giełdowych, a także zatracenie się w pracy, której na imię Nicnierobienie. 
    Naucz się odpoczywać - o tym często mówił Osho. Bądź totalny także w chwilach Nicnierobienia.
     Gdy żyjemy duchowo, odkrywamy, że stajemy się innymi osobami, mamy odmienne podejście do życia w porównaniu z tłumem. Nasz świat stał się odmieniony, właściwie żyjemy w innym świecie niż otaczający nas ludzie, w swoim, autentycznym świecie, zgodnie ze swoim rytmem.
      Czy są to jakieś pouczenia - rady dla młodych, którzy są w permanentnej pogoni? No nie wiem.... Przecież ja także goniłem. 
     I nikt nie ma prawa pouczać drugiego.
W każdym razie są to moje listy do samego siebie.
Ci, którzy gonią, są spięci, podenerwowani, wypatrują za czymś nieuchwytnym, są niespokojni z powodu ograniczonego dostępu do dóbr materialnych, oraz własnego braku energii i czasu, aby je zdobyć, a to jest marnowanie sił, bo wystarczy po prostu uwierzyć w obfitość.
     Pewni duchowego wsparcia stajemy zdumieni bogactwem świata, obiema garściami możemy z niego czerpać przyjemność.
    

Bowiem zawsze jest czas na wprowadzenie zmian, lecz kiedy spotkamy się z Aniołami na tamtym świecie, na wprowadzenie zmian do życia będzie nieco za późno.