czwartek, 21 maja 2020

Ktoś gasi światło


Świat ciemnieje, słońce zaraz wskoczy za górę.



Ktoś gasi światło, niebieskość szybko przechodzi w granat. Zapada noc. Cisza robi się tak głęboka, że aż nie do wiary. 
W Świątyni Natury następuje ostatnia odsłona - oto uroczyście, tudzież niespiesznie zapada letnia, bardzo ciepła noc. Dziś pełnia, a więc czekam na srebrne światło. Księżyc powoli się wynurza, najpierw jest przejrzyście, ale po dosłownie kilkunastu minutach podnosi się mgła. Księżyc wędruje coraz wyżej, przy tym pozornie maleje, ale to niwelujemy powiększeniem. 






Przed północą mgła odpływa zepchnięta wiatrem i księżycowe światło pada na malutkiego człowieczka, który właśnie w tym zakątku bieszczadzkiego świata spotyka się z chwilą Wieczności.




Przydarza się czasem srebrny księżyc nad białymi chmurami.

   
W najdalszym kącie tego świata
Dokąd mnie rzucił wędrowca los
Tęskniłem zawsze do tej ziemi,
Na której kiedyś nie brakowało trosk.
Dziś tu jest moje miejsce
Tu mam swój letni dom.....


 Ziemia oddycha wilgocią po upalnym dniu. Nadpłynął miły chłód i przez to lekko się oddycha.

Księżyc  świeci tak niezwykle jasno, że aż cienie się wyostrzyły. Jest pełne 20 stopni Celsjusza, a wokół nie tylko niepowtarzalnie urzekająco przepięknie, ale wręcz zupełnie magicznie bajkowo ach! ach! Ach! 
I jeszcze raz ACH!!!
Aż żal wchodzić do namiotu.

I tym razem z pomocą zdjęć księżycowych żegnam się z Czytelnikami do pierwszych dni czerwca.

środa, 20 maja 2020

Łemkowska Sotnia


Stepan Stebelski – Chrin.

"Nazbierać Łemków do sotni to trudna sprawa.
Łemko jest przywiązany do swojej wsi i nieufny. Ale kogo pozna i polubi, za tym pójdzie w ogień!
Najpierw chodziłem po wsiach łemkowskich i przemawiałem do ludzi. Że Łemkowie, to sławne książęce plemię, które wróg chce wyrzucić z ziemi ojczystej, że Łemkowie muszą z bronią w ręku stanąć w swojej obronie.
Wysłuchałem żalów, próśb, skarg, krzywd, życzeń i sprowadziłem wszystko do konieczności stanięcia we własnej obronie.
    Nabór zaczynałem wtedy, gdy miałem wrażenie, że zjednałem sobie ludzi. Zgłasza się wielu ochotników, ale zabroniono mi zabierać najbardziej świadomych, bo tacy zwykle byli zajęci pracą polityczną. Dlatego nic dziwnego, że znalazł się u mnie element w 70 % niepiśmienny.
    Z nowymi rekrutami od razu zaczynam rajdy, podczas których wychowuję ich i szkolę. Chcąc zachęcić Łemków, przeprowadzam kilka akcji, ale takich, które na pewno się powiodą. Żeby ich sobie zjednać, jako pierwsze rzuciłem hasło: - Idziemy bronić waszych wiosek!
        Dopiero po kilku miesiącach zacząłem mówić o obronie Łemkowszczyzny. Potem poszerzyłem front polityczny na całą Ukrainę – stawiając jako główny cel naszej walki – państwowość i zjednoczenie.
    Rozbudziłem w Łemkach dumę, uświadamiając im, że są pierwszą Łemkowską Sotnią i że kontynuują tradycję Republiki Komańczowskiej.
    Tak zacząłem. Ciągną do mnie chłopcy, z bronią i bez niej. Później ją zdobywamy. Ludzie cieszą się, że powstała Łemkowska Sotnia.
    W naszą siłę zaczęli wierzyć już wkrótce, po sukcesach w Zagórzu, Zawadce Morochowskiej, Zahutyniu i Górach Morochowskich. W krótkim czasie miałem już cztery czoty.
     Od rana do południa trwało szkolenie Łemków, po południu odpoczynek, a wieczorem napad na wroga.
W krótkim czasie sotnia nowych robiła więcej niż stare sotnie. Na rajdach moi żołnierze szkolili się, a w bojach hartowali. Wszędzie po wsiach robiliśmy robotę propagandową. Ruch chronił moje wojsko przed blokadą i i pościgiem nieprzyjaciela. Pomagał mi też w uderzaniu na grupy wroga. Już po kilku miesiącach nowo wcieleni, byli u mnie rojowymi.
    Nasze działania na terenach Zakerzonia stały się politycznie niepotrzebne po porozumieniu trzech państw: ZSRR, czerwonej Polski i Czech, w sprawie przymusowego wysiedlenia ukraińskiej ludności z tego terenu. 


Chryszczata w tle od strony wschodniej.

Jakaś niewypowiedziana tęsknota ciągnie mnie w niedaleką, sławetną przeszłość, za moimi drogimi żołnierzami Łemkami. Z dwóch setek zostało ich zaledwie kilkunastu. Czy spotkam się jeszcze z tymi, którzy pozostali wśród żywych?

Wspominam, naszych walk rocznice
A krwawe były sławne dni
Mściciele byli – niby wicher…
Z konia ziskakuju nehajno
I kłyczu: Łemky! Napered!
Jak żywioł idą, mkną zawzięci
Na Lachów śmiało mężni mkną
W koncercie huku przyschły usta
Gniew w oczach naszych pachnie krwią.
„U nastup, chłopci! Na okopy!
Dawaj hranaty! Na Sztyky!

Ech, lubie do ataku iść,
Wyrywać pragne się do boju
W stalowej ławie naprzód iść
To tylko mara…
Deż wy, Łemky
Bojewi łycari moji?

Gdzie jesteście
Waleczni rycerze moi?

Wist. Tetiana napisała taki wiersz:

I moji Łemky ne zabudut
Moi Łemkowie nie zapomną
Ciebie, rycerzu wolny mój,
 Z wdzięczności swojej na to wspomną,
Że mężnie ty stawałeś w bój.
 (szczo ty u bij stawaw jak stij)

(…) Myśli płyną jedna za drugą, przemykają jak gnane w nieznane jesiennym wiatrem listki.
Proszę wist.Tetianę, by powiedziała, o czym myśli.
  - Chciałabym wiedzieć, jak żyje się moim Łemkom na „Ziemiach Odzyskanych”. Czy wrócą jeszcze kiedyś na ziemie swoich pradziadów. Czy może na zawsze pozostaną nad Odrą i Nysą? Boję się, żeby to nasze sławne ukraińskie plemię nie przepadło dla Ukrainy, jeśli koło historii będzie toczyć się tą drogą jeszcze kilkadziesiąt lat.
Polacy są gotowi asymilować rodziny rozrzucone w obcym morzu. Gdy dojdzie do starcia miedzy Polakami i Niemcami, to nasi Łemkowie mogą stać się niewinną ofiarą ich porachunków.
Czasem jestem myślą na pustkowiach Łemkowszczyzny. Stawiam sobie pytanie, kto z powstańców jeszcze się tam trzyma, jak sobie dają rade, jakie mają odczucia?

Na pewno w Stężnicy, Berezie, Woli Matiaszkowej, i Bereżnicy zamieszkał wróg i zamiast języka łemkowskiego słychać mazurskie przekleństwa.
Wyobrażam sobie nasze pogrążone w smutku góry: - Lniana, Popiwnycia, Łopiennik, Magura, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska i nasze Bieszczady, o których nieraz śpiewają:

Oj,czemuż ty sia ne żenysz,
Wysokij Beskyde?
Bo Wetłynska połonina
Za mene ne pide….                                                                      


Chrin zimował w bunkrze od października 1947 do połowy kwietnia 1948.
Tylko raz dziennie wychodził na powietrze na pół godziny. Spanie bez poduszek, kołder, słomy, żeby się wszy nie wdały.

Gdy stracili swą bazę na Chryszczatej, bywało, że walczyli nie jedząc po kilka dni, rekord pobił jeden ze striłców: - nie jadł 9 dni.
(….)    Wistun Siryj siedzi nad alfabetem i uczy się czytać, jego dziewczyna skończyła przecież 8 klas.
ST. Wist.Rybałka martwi się: - z jego wsi ponad 20 chłopców poszło w szeregi UPA, teraz policzył, że został tylko ST.wist. Szwarnyj i on. Zadawał sobie pytanie z kim pójdzie szukać ziomków, gdy Ukraina będzie wolna.

W tym marszu na spotkanie wolności, w ciągłych zaciętych walkach, z Łemkowskiej Sotni, która liczyła 250 osób, zostało tylko kilkanaście.

Zapytał: - druhu dowódco, jak długo będziemy jeszcze  w podziemiu?
- Tak długo, jak na Ukrainie będzie okupant, jak długo w kołchozach będzie słychać płacz głodnych dzieci, jak długo będziemy katowani w więzieniach i jak długo będziemy umierać na Syberii!
Dopóki w naszych lasach i wioskach słychać nieprzyjacielskie karabiny, dopóki są obławy, panuje terror i gwałt, dopóty będziemy walczyć!"

Stepan Stebelski - „W szczęku żelaza”, „Zima w bunkrze” Спогади-хроніка 1947/1948)
Dowódca sotni zwanej "Łemkowską", Udarnyky 5, "95 a" w kureniu Rena.

wtorek, 19 maja 2020

Co robić aby głowa nie bolała


Wędruję po bliskich memu sercu bieszczadzkich odludziach i już tylko z tego powodu jestem zadowolony. Idę niespiesznie, co pewien czas się czymś zachwycam. Zupełnie jak dziecko. Chłonę to co wokół, fotografuję, mało myślę dlatego. 



Na ewentualne większe myślenie przychodzi czas dopiero po wybraniu kolejnego miejsca na nocleg, przy gotowaniu posiłku na przykład.


Takie bardzo niezwykle proste życie podczas włóczęgi. Proste, azaliż jakie relaksujące! Lecz każdy spędza wolny czas po swojemu i nic mi do tego.






Istotą kilku starych kultur, także filozofii zen i sufizmu, był wgląd we własną naturę – czyli powiedzenie znane Czytelnikom – poznaj siebie.
To „poznaj siebie” pokazuje drogę od więzów do wolności, uczy jak pić z fontanny życia.
Bo my, istoty ograniczone, bardzo często cierpimy, zamiast cieszyć się życiem.
     
Cierpimy w tym naszym chorym świecie, gdzie zwykle za sukces uznawane jest osiągnięcie statusu materialnego. 
I ja byłem na tej drodze, bo jakieś zaplecze finansowe być powinno ……
Większość ludzi egzystuje jednak od wypłaty do wypłaty nie przestając narzekać na Los, nieliczni umiejący zarobić, często nie potrafią przestać i gromadzą dobra aż do momentu, gdy rozlega się ostatni dzwonek.
Jest już dom, samochód, pokaźna suma na koncie. Często także nowy egzemplarz młodej żony. I jest niesmak – czegoś jednak brakuje.
Nie ma radości, bo na wierzch wypełza na przykład strach przed chorobą albo śmiercią. Zamiast żyć, taki człowiek tracił czas na walkę, współzawodnictwo z podobnymi do siebie.
Bo przecież dopuszczalny jest tylko jeden rodzaj współzawodnictwa – z samym sobą.
Wybrany cel okazuje się ułudą, która nie może dać szczęścia, ponieważ szczęście nigdy nie znajdowało się na zewnątrz.
To był błędny kierunek – ślepa uliczka.
Rodzimy się nadzy i tacy odchodzimy.
I co dalej?
Pstro.
Jest wolność – niech każdy żyje jak chce. Jak to miło nikomu nic nie narzucać! Ach!

Po takim wniosku układam się na dowolnie wybranym boku i usypiam, a rano wstaję z jasną psychiką. Postępowanie proste i zdrowe – to pewnie z tego powodu nigdy nie bolała mnie głowa.

poniedziałek, 18 maja 2020

Gospodarka światowa słabnie


Pamiętając o tym, że niniejszy blog jest w jakiejś części finansowy, tudzież o specyficznym miejscu dzisiejszej Polski, w której jak mi się wydaje stykamy się z ponadprzeciętnym kłamstwem serwowanym przez władze, zamieszczam istotny przedruk (z drobnymi skrótami aut. bloga) ze Stooq, dotyczący zawirowań w gospodarce światowej.

Prawdziwym zabójcą jest koronawirusowe bezrobocie
Saxo Bank - Biznes
15 maja 2020, 12:05


Koronawirus to czysto negatywny czynnik zewnętrzny. Na początku spowodował negatywny wstrząs podażowy, który szybko został zrównoważony negatywnym wstrząsem łącznego światowego popytu. Fakt, iż globalne ceny surowców również idą w dół, potwierdza, że mamy do czynienia ze wstrząsem popytowym.
Jedynym krótkoterminowym rozwiązaniem problemu rozprzestrzeniania się wirusa było promowanie dystansu społecznego i narzucenie ścisłej izolacji w przypadkach, gdy było to konieczne, co jeszcze bardziej pogorszyło łączny popyt. Do gospodarstw domowych apelowano, by ich członkowie pozostali w domu i unikali interakcji społecznych, przez co mniej wydawali. Kiedy konsumenci mniej wydają, przedsiębiorstwa zaczynają mniej produkować. Innymi słowy, nawet jeżeli niektóre firmy są w stanie utrzymać produkcję pomimo tych nietypowych okoliczności, niekoniecznie mają po temu powody. Przełoży się to negatywnie na produkcję i doprowadzi do masowych zwolnień. Na tym etapie właśnie jesteśmy.

Faza I: Tymczasowe masowe zwolnienia

W kwietniu gospodarka Stanów Zjednoczonych zmniejszyła się o ponad 20 mln miejsc pracy w wyniku izolacji, przez co stopa bezrobocia wzrosła do 14,7% z poziomu 4,4% odnotowanego miesiąc wcześniej. W opinii wielu członków Rezerwy Federalnej, bezrobocie może wkrótce osiągnąć 20%, a ostateczna wartość szczytowa może wynieść około 30%. Lepszym wskaźnikiem obecnej sytuacji jest jednak prawdopodobnie udział liczby pracujących w ogólnej liczbie ludności (osób powyżej 16. roku życia), który spadł do 51,3%. Innymi słowy, jedynie połowa Amerykanów ma pracę. 

Koronawirus najmocniej uderzył w sektor usługowy: zniknęło ponad 7 mln miejsc pracy w branży turystyczno-hotelarskiej, niemal 2,5 mln w branży edukacyjnej i 2 mln w handlu detalicznym. Na wykresach poniżej widzimy stopę bezrobocia w podziale na poziom wykształcenia. Można zaobserwować, że w każdym przypadku w okresie izolacji stopa bezrobocia wzrosła dotychczas czterokrotnie, jednak - podobnie jak ma to miejsce z każdą "normalną" recesją - skala wstrząsu jest znacznie większa w odniesieniu do osób z niższym wykształceniem. Jedyną istotną różnicą jest amplituda wstrząsu w tak krótkim okresie.

Faza II: Efekt histerezy i problemy z wypłacalnością

Znaczną część zwolnień uznaje się za tymczasową (do 70% według kwietniowego raportu w sprawie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w Stanach Zjednoczonych). Po zniesieniu ograniczeń gospodarka powróci do normalności, a przedsiębiorstwa ponownie zatrudnią pracowników zwolnionych w okresie kryzysu. Nie zgadzam się z tym założeniem. Jeżeli przyjmiemy, że w procesie tym wyprzedzającym punktem odniesienia są Chiny, nie mamy w perspektywie ożywienia w kształcie litery V. W Chinach przywrócenie zdolności produkcyjnej do 100% trwało miesiąc—półtora miesiąca, jednak konsumpcja jest nadal powolna. W marcu sprzedaż detaliczna spadła o 15,8% w ujęciu rok do roku, a wydatki na posiłki w restauracjach w tym samym okresie spadły o niemal 50%. Wiele sklepów jest nadal beznadziejnie pustych, nawet w Pekinie.

Zjawisko to znane jest pod nazwą efektu histerezy. Pomimo zakończenia pandemii, nadal ma ona zauważalny wpływ na konsumpcję i oszczędności. Ze względu na niepewne prognozy ekonomiczne i obawy o wzrost bezrobocia, konsumenci mają silną tendencję do oszczędzania, co jest wyjątkowo negatywne dla łącznego popytu i przyczynia się do pogorszenia zapaści gospodarczej. W efekcie przedsiębiorstwa mają coraz większe problemy z wypłacalnością poza wcześniejszym spadkiem zysków przemysłowych (podobnie jak w Chinach, gdzie zysk przemysłowy w I kwartale 2020 r. spadł o 37%) i nie będą miały innego wyboru niż skupić się na przywróceniu przepływów pieniężnych i na cięciu kosztów, w tym zatrudnienia. Błędne koło spowolnienia łącznego popytu i problemów z wypłacalnością dopiero się rozkręca i doprowadzi do silnego i trwałego wzrostu bezrobocia, który będzie większy w krajach niedysponujących wystarczającymi automatycznymi mechanizmami stabilizacji.

Wygrani i przegrani w świecie po COVID

Konsekwencje koronawirusa osłabią gospodarkę w nadchodzących latach. Twórcy polityki, zapewniając istotny zastrzyk płynności do gospodarki, opóźnili to oddziaływanie, jednak nie wyeliminowali go w całości. Nadchodzi druga fala kryzysu ekonomicznego, charakteryzująca się słabym popytem, bezprecedensową liczbą upadłości i znacznie większym bezrobociem. Przed pandemią światowa gospodarka znajdowała się już w bardzo słabej pozycji ze względu na wysoki poziom długu publicznego i prywatnego, zawyżane wyceny rynkowe i niewielką dynamikę wzrostu. 
Doświadczenia historyczne wskazują, że w przeciwieństwie do wojen, po pandemiach nie następuje mocne ożywienie, a ich negatywne skutki, takie jak spadek okazji inwestycyjnych czy wzrost oszczędności gromadzonych na czarną godzinę, mogą utrzymywać się nawet przez 40 lat (szczegółowe informacje dostępne są w wyczerpującym artykule opublikowanym na stronie NBER).

Inną charakterystyczną cechą pandemii jest to, że przyczynia się do jeszcze większego zubożenia osób biednych. Jeden z ostatnich artykułów na blogu MFW, na podstawie współczynnika Giniego netto, mówi, że pandemia progresywnie pogłębia różnicę pomiędzy biednymi i bogatymi oraz pogarsza perspektywy zatrudnienia osób z wykształceniem podstawowym, w przeciwieństwie do osób z wyższym poziomem wykształcenia. Najbardziej uderzający jest wniosek, że nierówność ma tendencję do wzrostu w dłuższej perspektywie (współczynnik Giniego netto po pięciu latach jest wyższy o niemal 1,5%), co potwierdza, że konsekwencje pandemii długoterminowo przekładają się na stan ogólnej gospodarki.

Istnieje ryzyko, że różnica pomiędzy bogatymi i biednymi symbolizowana na wykresie poniżej przez zmiany na indeksie S&P 500 od minimum w dniu 23 marca oraz łączny wzrost wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych w tym samym okresie, jeszcze bardziej się pogłębi. W ostatnich latach zarówno MFW, jak i Bank Anglii opracowały szereg badań wykazujących, że luzowanie ilościowe powoduje trwały skok nierówności w poziomie zamożności ze względu na wzrost cen aktywów finansowych. 

Biorąc pod uwagę rozmiary zastrzyków płynności dostarczonych przez banki centralne na całym świecie oraz pierwotne skutki dla giełdy, w obecnym kryzysie wygranych może być zaledwie 1%. Z drugiej strony przegrana będzie cała reszta ludności, w szczególności osoby o niższym wykształceniu, zmuszone do poradzenia sobie ze wzrostem bezrobocia i spadkiem siły nabywczej. Spowodowane koronawirusem bezrobocie zagraża umowie społecznej pomiędzy obywatelami a państwem i może utorować drogę populizmowi. Rządy niewątpliwie będą dążyły do rozwiązania problemu bezrobocia i nierówności poprzez wdrożenie bardziej redystrybucyjnej polityki i pogłębienie deficytu fiskalnego. 
Czy to wystarczy? 
Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie, wiem jednak, że twórcy polityki nie mogą kolejny raz zawieść tych 99%.

(Christopher Dembik - Saxo Bank)



Wdzięczność


Rozmawiam mailowo ze znajomym Belgiem. Odkąd przeszedł na emeryturę, rzadko się odzywa, lecz jak się już odezwie, płyną przemyślenia konkretne, szczere i zwięzłe:

- "Topię swoje lęki w whisky, kiedy tylko mogę stronię od cywilizacji, ale po tygodniu, dwóch ciągnie mnie do ludzi.
Potem patrzę na nich, a oni mówią i love you darling, leczą się na nerwy i nie rozumieją dlaczego przestali kochać. A kobiety to wyczuwają i ich zdradzają, a oni nie mogą się z tym pogodzić.
Nie wiedzą także czy jest Bóg i kto zabił prezydenta, a być może to ich nie interesuje.
Boją się za to panicznie śmierci, co zwłaszcza teraz widać.
                    Skrót, szybkość, przyspieszenie.
Ok, ale kierunek jaki? Ku czemu zmierzaliśmy?
Bo to już przeszłość i właśnie dostaliśmy na głowę kubeł zimnej wody.
Jedno pewne że to była zabawa w cywilizację.
Już za nami czas kiedy wydawało się niektórym, że wolność mogą przywrócić narkotyki. A wolność przecież, jak to często powtarzasz, każdy nosi wewnątrz siebie, tak samo jak szczęście.
     Kiedy skończyłem studia i dość szybko objąłem kierownicze stanowisko, wydawało mi się że to już ten wymarzony sukces. Teraz tylko piąć się do góry.
Czułem się, jakbym siedział na Górze Światła. Jeszcze było na niej ciemno, a ja się rozglądałem gdzie jest przycisk, którym wystarczy tylko pstryknąć i stanie się światło.
Kalkulowałem że już można się żenić i mieć dzieci.
Czas mijał, ja kręciłem się w zależnościach i układach, wybierając co chwila mniejsze zło. Nie wiadomo kiedy dzieci dorosły, a ja wpadałem w coraz większą frustrację – przestał podobać mi się świat w którym już nie żyłem, a jedynie wegetowałem.
                To nie było moje życie.

Napisałeś kiedyś: - Kiedy dotarło do mnie, że gdzieś po drodze zgubiłem swoje życie….. Wtedy i mnie olśniło, że przecież ze mną było tak samo.
Już nie czułem się pożyteczny i niezastąpiony. Zmieniła się hierarchia wartości i wiele spraw straciło sens.
Przygasłem, jednak wydaje mi się, że podświadomie pracowała myśl: - nie mam siły na zadziałanie, lecz może ona to zrobi za mnie …..
W końcu żona podjęła tę wyzwoleńczą decyzję i tu złapałem chwilę oddechu, a korzystając z emerytury zacząłem podróżować.
                   I stało się!
Raz na zawsze skończyły się te przygnębiające poranki, gdy nie chce się rozpocząć dnia, bo życie się odkleiło, wyschło.
I już nic nie porusza, nie wzbudza nawet odrobiny ciekawości.
Niby wszystkie bramy otwarte, a ja wejść nie mam chęci....
Za to wszystko jestem wdzięczny mojej byłej, bo ona za mnie zrobiła ruch, ja już byłem na wpół martwy"

piątek, 15 maja 2020

Bajka o dwóch kotach

Były sobie dwa koty. 
Jeden stary, drugi młody. Wychodziły wieczorem na dach paryskiej kamienicy, siedziały tam razem, dopóki nie zrobiło się dostatecznie ciemno, po czym stary kot wstawał, przeciągał się i znikał w ciemnościach. Ciekawiło to młodego kota, więc zapytał w końcu: - Gdzie ty tak chodzisz?
- Chodzę poruchać – odpowiedział stary kot bez żadnych dodatkowych wyjaśnień.
Młodego sprawa zaciekawiła jeszcze bardziej i zaczął starego prosić, żeby ten zabrał go ze sobą. Stary najpierw nie chciał słyszeć o wspólnej wyprawie, jednak nagabywany bez ustanku, któregoś wieczora odpuścił.
Powiedział: - Dobrze, możesz iść ze mną, tylko o nic nie pytaj i rób to samo, co ja.
I poszli w noc razem. 
Przeskoczyli na dach sąsiedniej kamienicy, potem na dach następnej, a potem …. Stary kot oczywiście skoczył pierwszy, jednak albo źle wymierzył, albo to wiek dał o sobie znać, ponieważ skoczył niefortunnie i zawisł na przednich łapach na rynnie. Młody nie zastanawiał się ani chwili i skoczył tak samo.
Wiszą więc sobie dwa koty na rynnie. 
Wiszą, wiszą, wreszcie stary mówi: - Ja już dłużej nie mogę! I spadł.
Młody popatrzył za nim w dół, chwilę pomyślał i mówi: - A ja sobie jeszcze porucham! 

Stąd wzięła się nazwa kafejki Pod Wiszącym Kotem.

czwartek, 14 maja 2020

Wielka Piramida



Budowniczowie Wielkiej Piramidy znali recepturę produkcji „wiecznego betonu”, liczbę pi, fi, szybkość światła, wymiary Ziemi, odległość Ziemi od Słońca i jeszcze parę rzeczy, których nie odkryliśmy.


Jesteśmy społeczeństwem dezinformowanym - o wielu sprawach dowiadujemy się z przecieków (kontrolowanych?), nieraz po wielu latach, tudzież nie dowiadujemy się o nich wcale. 
Jak mniemam nie tylko mnie się wydaje, że najbardziej trafne porównanie zachowań tak zwanej opinii publicznej to sterowane zachowania stadne jak u stada owiec, żeby nie powiedzieć baranów.
Co pewien czas uzupełniam swoją wiedzę o sprawach okrytych tajemnicą. Jednak z tym uzupełnianiem jest coraz większy problem, bo przytłacza nas ogrom bzdur. 
Trzeba każdą wiadomość dosłownie obwąchiwać, zanim się o niej napisze. Poza tym pełnej wiedzy nigdy nie posiądziemy, bo o to bardzo dbają decydenci i dlatego w kilku tematach zderzamy się ze ścianą: 
- Kręgi Zbożowe. 
- UFO. 
- Co znalazły i wyniosły skrycie służby specjalne z kolejno odkrywanych pustych komór Wielkiej Piramidy

Jednak jest jedno niezastąpione źródło, którego nie da się zmanipulować: - kilkadziesiąt osób w nowożytnych dziejach ludzkości miało wgląd do Kroniki Akashy. A więc do tego co było, jest i będzie. Między innymi taki wgląd miał zmarły w 1945 roku Amerykanin Edgar Cayce nazywany „śpiącym prorokiem”.




Ten niekwestionowany autorytet, podał wiele szczegółów dotyczących Sfinksa,  oraz datę budowy Wielkiej Piramidy na 10,5 tysiąca lat przed Chrystusem.  Kiedy trwała ta budowa, Sfinks stał już w Gizie od tysiącleci.
W latach osiemdziesiątych XX wieku Robert Bauval, francuski architekt zainspirowany readingami Edgara, za pomocą specjalnie stworzonego programu komputerowego opierającego się na precesji Ziemi pokazał układ nocnego nieba nad Sfinksem, w czasie budowy Wielkiej Piramidy.


środa, 13 maja 2020

Jak to z Babą Jagą było


Bieszczady zajmują 2100 km kw. a to tylko pięć tysięcznych powierzchni Polski.


Idę. Jest pogodny i rześki poranek, nawet chłodno, a więc pora wymarzona na wędrowanie. 


Czuję się wolny, bo mogę iść, gdzie chcę. Mogę iść naprzód, albo zawrócić. Jednak wolę iść naprzód, zwłaszcza tam, gdzie jeszcze nie byłem. Zawsze odczuwam ciekawość, co jest za następną górą.

Hałas cywilizacji został gdzieś daleko za mną. Cudne odludzie, ponieważ takich miejsc większość turystów na szczęście nie odwiedza. Stąd daleko do ludzkich skupisk, a mnie to właśnie pasuje. Z tego powodu jestem zadowolony jeszcze bardziej niż zwykle.

Kto jest zadowolony ten żyje teraźniejszością.                                                 
Kto się smuci – żyje przeszłością.                                                                            
Kto się boi - żyje przyszłością.

Azaliż nie można oddalać się od ludzi za daleko, bo stałoby się tak, jak z Babą Jagą.
Otóż mieszkała ona za siedmioma górami i siedmioma rzekami. Kiedyś umyśliła sobie, że jednak jest to zbyt daleko i od tej chwili Babę Jagę nie opuszczał już stan bardzo niemiłego permanentnego wkurwienia. 




Napełniam butlę w Synagurycznem, zrywam jednego borowika do zupy i idę pod górę pobiwakować tam, gdzie jeszcze mnie nie było.



wtorek, 12 maja 2020

Przetrwać niepogodę

Deszcz zaczął padać przed wieczorem. 


Nie było burzy, tylko spokojny, obfity, jednostajny opad. Padało całą noc. Spałem dokąd się dało, a że nic nie wskazywało na przerwę w deszczu, więc śniadanie było wewnątrznamiotowe.
Mijała godzina za godziną, deszcz nie ustawał - usnąłem. Było już po południu, kiedy zapadła cisza. 
Wyjrzałem. 
Niebo dalej mocno zachmurzone, więc może to być tylko chwilowa przerwa. jest moment na gotowane jedzenie. Zapaliłem ogień bez problemu, korzystając z suchych patyków trzymanych w namiocie. Garnek z wodą na ogień - wrzucam drobno pokrojone dwa średnie kapelusze borowika, kostka rosołowa, łyżka masła, już się gotuje, jeszcze pieprz i dosypuję kaszy na sławną gęstą zupę Zbyszka w której łyżka musi stanąć. 
Zaczyna padać. 
Chowam się w namiocie a jedzenie dochodzi na szyszkowym żarze. Po piętnastu minutach zabieram gotowe jedzenie do namiotu. Pada równo, mijają godziny, nadchodzi wieczór - zjadam resztę z obiadu. Pada bez zmian. 





I w takich właśnie warunkach Czytelniku następuje sprawdzenie odporności psychicznej na biwaku. Możesz siedzieć lub leżeć. Dom ma dwa metry kwadratowe, a może się przydarzyć nawet trzydniówka. Werbel deszczu puka w tropik namiotu, jesteś sam ze swoimi myślami, a nie każdy to lubi. Ja lubię siebie i swoje myśli, a do tego mam czas, mogę je albo zapisać, albo nagrać. Można myśleć, albo nie myśleć. No to drugie nie jest łatwe, ale można poczynić postępy. 
Im dłużej trwa niepogoda, tym bardziej człowiek tęskni za słońcem, a przecież po każdym deszczu nadchodzi kiedyś cudny świt, a potem wchodzisz na nagrzaną, pełną wilgoci słoneczną łąkę, ona bierze cię w objęcia, a w tobie wybucha radość i chce ci się śpiewać! 



poniedziałek, 11 maja 2020

Biały rożek


Otulony watą ciszy spałem wyjątkowo długo. Obudził mnie dopiero ostry krzyk orła. Przeciągnąłem się tak, że zatrzeszczało w kościach, po czym wychynąłem na świat boży. Czułem się wspaniale, a kiedy sikałem jeszcze mi się polepszało.
Potem przez wiele godzin kręciłem się niespiesznie w promieniu trzech – czterech kilometrów. Pochodziłem po szczycie, obszedłem okolice jednego ze źródeł i całe wschodnie przeciwzbocze. 
Cisza dzwoniła w uszach, tylko chwilami podmuchy wiatru przynosiły z dołu świergot ptaków. Trawy falowały łagodnie, czułem jak mi drgały nozdrza łowiąc zapachy.





W lesie odkryłem miejsce, gdzie stała jeszcze jedna chyża i obok zasypaną studnię. W tym miejscu znalazłem również to, co pozostało po koziołku:


  

został po nim tylko jeden rożek. Rożek zobaczyłem z daleka, leżał na ciemno rudej ściółce z jodłowych szpilek i był całkiem biały, tak go wilki obgryzły. Stało się to pewnie w zimie.