czwartek, 21 marca 2019

Bruno

Nie rozdziobią nas kruki

Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat! ......
Nie omami nas forsa
Ni sławy pusty dźwięk! .......

Fruniemy w góry gdzieś! 

Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo......

                                                             Edward Stachura


Bruno Ballardini to obywatel świata. Już nie Europy, ale świata. Jego 
 perspektywa jest więc nieco szersza niż ta widziana z polskiego zaścianka. 
Bo i problem jest szerszy.
          Nie ma narodu, któremu kk nie dopiekł.
Lecz zgodnie z zasadą, że im gorzej, tym lepiej, dzięki arogancji kk - naszego
okupanta - Polska się zmienia. 
Czy to się komu podoba, czy nie, podążamy za Irlandią
     Poniżej perspektywa europejska z parady karnawałowej w Düsseldorfie.
Luzik, radość, tolerancja - tudzież przy okazji sedno spraw bieżących w 
dwóch karykaturach.
     Napis na hamaku: - Ciągłe przetwarzanie danych





Poniżej karykatura miłośnika rodeo.
Pytanie - czy przy i po transformacji w Polsce był ktoś, kto nie jechał na 
plecach Narodu?
Najpierw uwłaszczała się komuna, potem do dziś robią to "Styropianowi 
Panowie", niby podzieleni na dwie strony, lecz jedna i druga strona jest w symbiozie nie tylko z czarnymi.
      Czarni są sprytni - obstawili obie bramki. 
Szlak do fikcyjnego podziału przetarła Coca Cola, która wypączkowała z 
siebie Pepsi Colę
Dalej jest to ten sam produkt, ale obroty podwojone. 
Czysta psychologia.
Inwestorzy giełdowi wiedzą co oznacza split akcji, czyli podział zarządzony
 w odpowiednim czasie.



Wpisy na blogu i obecność Czytelników, są tylko kropelkami padającymi 
na mur.
Jednak dobrze wiemy, że nie ma większej siły niż miękka kropelka 
uderzająca w twarde.
Oto ostatnia statystyka naszych miękkich kropelek.


Miss Ewolucja wymusza zmiany mentalne. 
W głowach ludzi zmiany mentalne. 
A owe wymuszają z kolei zmiany w rzeczywistości. Pozytywne, jasne myśli 
ciągną do góry. I to są właśnie te miękkie krople.
Tak to działa.
"Jeśli dwaj zbierzecie się w imię moje..."

Lecz oddajmy już głos obywatelowi świata.



Ciekawostką jest, że pierwszeństwo zastosowania benchmarkingu nie wiąże 
się z inicjatywą firmy Xerox z lat osiemdziesiątych,(jak utrzymują święte 
kroniki amerykańskiego biznesu) lecz – raz jeszcze Kościoła (jak wynika z
 jego świętych Ksiąg)
      I nie ma znaczenia, że pomysł ów stosowały również kolejno koncerny ponadnarodowe, takie jak Motorola, Procter&Gamble. IBM, a nawet Fiat.
Oczywiście, zanim doszło do całkowitego otwarcia i osiągnięcia zdolności do konfrontacji ze światem zewnętrznym, usankcjonowanego całkiem niedawno 
przez drugi sobór watykański, management Największej Korporacji popełnił 
kilka błędów taktycznych, grzesząc zapewne naiwnością.
     W pierwszym okresie, w dekretach Teodozjusza z 391 roku sformułowano 
zaledwie zasady ogólne, których należało przestrzegać wobec konkurencji. 
Być może wstrzemięźliwość tę dyktowała świadomość szkód wynikających z 
ewentualnego starcia.
      Rzeczywiście, wadliwie stosowany benchmarking może sprowadzić się do banalnej analizy wskaźników performance i nie generować bodźców 
niezbędnych do rewidowania własnych zachowań i praktyk.
Owszem, benchmarking może być także neutralny – firma nie wdaje się 
nadmiernie w konfrontację z konkurentami, ale wtedy jej siła przebicia spada. 
Takie działanie jest nieskuteczne.
       Dlatego, gdy chrześcijaństwo stało się oficjalnym wyznaniem Rzymu, 
pomysł „fizycznej” eliminacji konkurentów kiełkował raczej nieśmiało.
Tak się działo jednak tylko do czasu, gdyż już za panowania Justyniana, w 
532 roku, na hipodromie w Bizancjum czterdzieści tysięcy pogan stało się  
desparecidos. 
       Potem w rytmie crescendo nastąpiły spektakularne prześladowania Żydów w wykonaniu Tyberiusza. Nie ograniczyły się one tylko do Żydów, szybko doszli Samarytanie, a nawet inna wspólnota chrześcijańska pozostała jeszcze na rynku – Montaniści.
W późniejszym czasie, od XIII do XVI wieku Święta Inkwizycja, wsparta długą serią dekretaliów papieskich, pokusiła się o szerszą konkretyzację pomysłu, 
który koniec końców okazał się uciążliwy w realizacji.
A przecież paru markom i dziś w głębi ducha marzyłaby się tego rodzaju 
eliminacja konkurentów.
       Który na przykład spośród menadżerów Knorra może zaprzeczyć, iż nie
 śnił, przynajmniej raz w życiu, o uprowadzeniu szefów Maggi i ugotowaniu 
drani w ich własnym rosole?
Ale im, być może, tak tylko się śniło. Natomiast wielkość Kościoła polega 
właśnie na tym: - żadnych półśrodków – także przy eksperymentach.


Podsumujmy Umbertem Eco (Cmentarz w Pradze): -

Księża są przy tobie tuż po urodzeniu, kiedy cię chrzczą. 
Potem masz ich w szkole, jeżeli rodzice byli bigotami i powierzyli im twoją 
edukację. Kolej na pierwszą komunię, lekcje katechizmu i bierzmowanie. 
      W dniu ślubu ksiądz powiada ci, co masz robić w sypialni, a nazajutrz, 
żeby mieć się czym podniecać w konfesjonale, pyta cię na spowiedzi, ile 
razy to zrobiłeś.                                                                                                                              Tobie o spółkowaniu mówią księża ze wstrętem, a sami wstają codziennie z łóżek, gdzie je uprawiali; nie myją nawet sobie rąk i idą jeść i pić swojego Pana, żeby potem wydalić go z siebie i wysikać. 
       Powtarzają że ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają, co się da. Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej pasożytniczej hołoty.







środa, 20 marca 2019

Neutrino

23 lipca 2012 roku na Słońcu doszło do największego wybuchu jaki kiedykolwiek odnotowano za pomocą sond kosmicznych. 
Miał on miejsce na skraju widocznej z Ziemi strony tarczy słonecznej. Tylko fakt, że wyrzut był skierowany w bok, a nie bezpośrednio w naszą stronę, spowodował, że nie odczuliśmy jego skutków.
         A mogło być naprawdę niewesoło.
Ustalono, że do koronalnego wyrzutu materii (CME) doszło z plamy o numerze 1520. Wiatr słoneczny osiągnął rekordową prędkość i rozprzestrzenił naładowane cząstki po całym Układzie Słonecznym.




W jądrze Słońca panuje temperatura około 1,5 miliona stopni Celsjusza. W tej ogromnej gwiezdnej elektrowni zachodzą reakcje syntezy termojądrowej.
Proszę spojrzeć na porównanie wielkości Ziemi do Słońca.


Naukowcom zawsze marzyło się, żeby zajrzeć do środka Słońca i sprawdzić, co dzieje się w samym centrum ognistej kuli.
Wydawało się to niewykonalne, jednak ciekawość przełamała barierę niemożliwości i wreszcie odkryto sposób zerknięcia głęboko, aż w samo serce gwiazdy.
        Kiedy to się stało, naukowcy ze zdumieniem stanęli wobec zagadki, która zagroziła wywróceniem podstaw fizyki jądrowej.
Całe zamieszanie spowodowała widmowa, na razie teoretycznie obliczona cząstka, której nadano nazwę neutrino.
          Neutrino miało być niezwykłą cząstką subatomową.
Wyliczono, że ono prawie wcale nie oddziaływuje z materią i gdyby było możliwe zbudowanie ściany z czystego ołowiu o grubości kilku milionów kilometrów, neutrino przeniknęłoby przez nią bez trudu.

W tym momencie fizyka kwantowa zaiskrzyła na styku mistyki i filozofii.
Oto określono neutrino czymś najbliższym niczemu, co nadal pozostaje czymkolwiek.



Neutrino, ta nieuchwytna cząsteczka – drobinka, przez wiele lat stanowiła fundament wielkiej zagadki dotyczącej Słońca.
Wielu naukowców wręcz podważało jej istnienie.

Czytelnikom (i sobie) oszczędzę opisu teorii, mającej pomóc w wykryciu neutrin, a opartej na rozpadzie beta.
        Zawsze na początku musi być pomysł.
       W jaki sposób zarejestrować neutrino?
Oto Raymond Davis doszedł do wydawało się szalonego pomysłu zdemaskowania neutrin przy pomocy jakiegoś podziemnego ogromnego zbiornika, który należy wypełnić chlorowym środkiem do czyszczenia (perchloroetylenem).

Znaleziono taki zbiornik w nieczynnej kopalni złota Homestake w Dakocie Południowej, na głębokości niemal dwóch kilometrów pod powierzchnią.
    Dwukilometrowa warstwa skał była dla neutrin bez znaczenia, a chodziło tu o wyeliminowanie zakłóceń spowodowanych przez promieniowanie kosmiczne.
Napełniono zbiornik, ustawiono aparaty pomiarowe, no i udało się!
Raymond Davies dostał w 2002 roku Nobla z fizyki.



PS. - Tak się składa, że znaczna większość laureatów Nagrody Nobla to Żydzi. Wypada więc założyć, że więcej mądrych ludzi znajdziemy wśród Żydów niż w pozostałych nacjach.
      A głupi ludzie przeważnie mądrzejszych od siebie nie lubią.

W tym miejscu jak ulał pasuje cytat z Umberto Eco:

Ludowi potrzeba wroga. (...)
Wroga rozpoznawalnego i naprawdę groźnego ma się we własnym domu lub na jego progu. Dlatego właśnie Żydzi.
Dała nam ich boska Opatrzność, korzystajmy więc z tego i, na Boga, módlmy się, żeby nigdy nie zabrakło jakiegoś Żyda, którego należy się bać i nienawidzić.
Potrzeba wroga, żeby lud nie tracił nadziei”.









wtorek, 19 marca 2019

Wycieczka bezhamulcowa

Po szalonym zjeździe z Żebraka przez Mików, wjeżdżam na boczną drogę Rzepedż – Smolnik. Tu są tylko niewielkie przewyższenia.
Przy cerkwi w Smolniku mijam chyżę Zbyszka Sawickiego – nie ma w domu mego znajomego rzeźbiarza.
Za Smolnikiem, kieruję się drogą na Zubeńsko, potem krótka wizyta w schronisku Koniec Świata i wyjeżdżam na dobrze znaną górę położoną na południe od stacji w Łupkowie.



Dłuższa chwila sycenia się ciszą i tym co wokół.

Zjeżdżam ścieżką w dół i szutrową drogą biegnącą obok starego łemkowskiego cmentarza jadę do Nowego Łupkowa.
Tu spojrzenie w tył w stronę cmentarza.


Przede mną dwa fajne odcinki spadzistych zjazdów.
Pierwszy zjazd ma jeden zakręt na dole - pokonałem ten zakręt wspomagając się tym razem oboma butami - obie podeszwy zadymiły.

     Drugi zjazd pokonuję stojąc na pedałach (liczne dołki) i na pełnym gazie, bo już jest w miarę prosto. Zdjęć w ruchu nie mogę robić, bo obie ręce są potrzebne do manewrowania kierownicą wśród sporych kamieni i nierówności.
Powtarza się miła chwila pędu, a kamienie tylko strzelają spod opony.
Z wiatrem w uszach przemykam obok osiedla, gdzie mieszkają klawisze z miejscowego zakładu karnego.
Mijam sklep, domy dawnego pegeeru i już jestem na górze.


Szosa Komańcza – Cisna.
Na niej ruch zwykły o tej popołudniowej porze, czyli zerowy.

Zbliżam się do zjazdu - można się tutaj na odcinku kilometra spokojnie i do oporu rozpędzić – hamulce zbędne. Jest komfortowo - można robić zdjęcia.
Się rozpędzam.






Po zjeździe dalej mamy już płasko, a od skrzyżowania, gdzie stoi tablica Kimadło Wampira do Woli Michowej jest tylko 10 kilometrów.

I już w domu.
A buty do wyrzucenia.

poniedziałek, 18 marca 2019

Rowerem bez hamulców

Mijają dni spędzane w zadowoleniu, ponieważ dbam o rozmaitość zajęć. A to buduję schody, a to odchwaszczam najbliższe otoczenie chałupy, maluję butelki, rowerem podjeżdżam do lasu po grzyby, potem krojenie, nawlekanie, suszenie, leniuchowanie, wyprawy z wykrywaczem, czytanie książek, patrzenie w gwiazdy, nawet ponownie zacząłem rzeźbić w drewnie, a wszystko połączone nieustanną pasją fotograficzną. 
  Któregoś ranka czuję potrzebę dłuższej wyprawy rowerem.
Szykuję niewielkie, lecz smakowite i kolorowe śniadanie dla człowieka, a także nie zapominam o śniadaniu dla lisicy – zrzucam dla niej z tarasu conocną zdobycz. Dziś złapała się tylko jedna mysz, ale za to jaka tłuściutka. Mniam.
     Czemu mniam?
Kosmonauci amerykańscy będąc poza Ziemią jedzą pastę właśnie z mięsa myszy. Najbardziej wartościowe ponoć.

Jeszcze smarowanie rowerowego łańcucha i zamykam chałupę.
Kiedy ruszam z Kołyby, mam świadomość, że rower jest prawie hamulców. Górska zjazdy bardzo szybko unicestwiają bowiem okładziny hamulcowe.
Ale co mi tam!
Staję na pedałach i wio w dół.
Lubię szalone szusowanie rowerem.....
Przecież dla zdrowia psychicznego trzeba od czasu do czasu odrobiny szaleństwa......
Czyli mam zapotrzebowanie na adrenalinę.
Na dole decyduję o kierunku dalszej jazdy – przełęcz Żebrak, Mików, Smolnik, Łupków.

Połowa trasy podjazdowej do przełęczy ma niewielkie nachylenie, kilka razy zsiadam aby fotografować



Szałas na przełęczy.

Stąd mam trzy możliwości zjazdu, a wszystkie przerobiłem po wielokroć (bo hamulce działały): - do Woli Michowej, tu na początku zjazdu są dwa ostre zakręty, nie wyrobię się bez hamulców, no i nie mam zamiaru już wracać.
     Drugi zjazd jest w stronę Baligrodu. Na tej przepięknej trasie jest aż kilkanaście zakrętów na odcinku do bazy studenckiej Rabe, potem prawie równo aż do szosy w Bystrem. Bez hamulców nie da rady.
Dlatego wybrałem zjazd do Mikowa, tu na początku jest jeden ostry zakręt i tu powinno się udać.
      Oczywiście jestem chwilami szalony, ale nie samobójczy.
Rozważam więc sprawę, bo pojawiają się wątpliwości.
Droga ma na początku serpentynę na spadku.
A rower jest prawie bezhamulcowy. Jak na płaskim wcisnę hamulce, (szybkość 15 km/godz) zatrzymuję się po dwudziestu metrach.
     Muszę więc jechać hamując od razu na maksa tym co jest.
Aby tylko minąć pierwszy, najgroźniejszy zakręt.
Przecież nie będę prowadził roweru, jak jest z góry? No nie?
Powinno się udać.
Na pewno się uda! 
Musi się udać!  
I już się cieszę! - Och! Ale będzie się działo, przecież tak lubię wariackie zjazdy! Wariackie, bo ze sprawnymi hamulcami to każdy głupi potrafi zjechać.....
Aparat wisi na brzuchu - oczywiście będę robił zdjęcia w czasie jazdy.
Jadę.

Wciskam oba cięgła hamulców tak, że mi palce zbielały, jednak rozpędzam się coraz bardziej i nagle
     po pierwsze primo: - przypominam sobie, że w ubiegłym roku była podobna sytuacja – ledwo uniknąłem wypadku.
Po drugie primo: - wtedy hamulce były mocniejsze, tylko nieco za późno je przycisnąłem......
      Zjeżdżam dalej z duszą na ramieniu, szybkość z każdym metrem niebezpiecznie się zwiększa i czuję, że nie mam szans zmieścić się w zakręcie.
W ogóle nie myślę o tym, że coś może wyjechać z naprzeciwka – tu ruch jest zerowy.......
     Ja cię kręcę! Jejku! Jejku! Niechybnie spadnę w wąwóz! A urwisko spadziste, kilkanaście metrów w dół i sterczące głazy. Zaczynam tracić panowanie nad pojazdem....  
Aniołku ratuj!!!!

I zaprawdę powiadam wam: - odbieram myśl jak błyskawicę: - A jak ratowałeś się w dzieciństwie, jeżdżąc na rowerku bez hamulców?
Natychmiast wciskam but na oponę przy przednim widelcu..... Może trzy sekundy i but robi się gorący - oparzył! Za moment rozerwał się z boku, a z podeszwy zadymiło..... 
Pruję po krawędzi szosy, a siła odśrodkowa wypycha mnie z zakrętu, ułamek sekundy i będzie po mnie!.... Aaaaaa! Uuu!!!!
I Ufff!! Się wyrobiłem na zakręcie......

Się wyrobiłem, a byłem już w dwóch stanach: - przerażenia i krytycznym.


Gangster na krześle elektrycznym

błysnął humorem specyficznym

choć to nie było w moich planach

znalazłem się w dwóch naraz stanach

nebrasce oraz krytycznym".

                                                         Wisława Szymborska

Puszczam ze zdrętwiałych palców ściśnięte cięgła i śmigam w dół. Serce bije mocno, adrenalina walnęła.
       Jak to miło się puścić swobodnie....
No lubię pasjami różne szalone akcje, ale obiecuję sobie, że więcej bez hamulców po zakrętach nie zjeżdżam.
Co innego na prostej …. na prostej drodze można jak najbardziej. Na przykład na zjeździe z punktu widokowego ponad Cisną w obu kierunkach można jechać bez hamulców.

Po minięciu zakrętu było już w miarę prosto, choć chwilami znowu groźnie, bo zjeżdżałem „ile fabryka rowerowa” pozwalała. Tylko wizg opon i szum wiatru w uszach, aż tylne koło na łagodnych łukach drogi tracąc przyczepność wpadało w wibracje.....




W połowie zjazdu, gdzieś za nieczynnymi kotłami dawnego wypału, szosa ma dołek, a potem jest sto metrów pod górkę i tu udaje mi się zatrzymać w sposób naturalny.



Potem znowu osiągam szybkość maksymalną. Łagodny skręt na pełnym gazie - na drodze stoi dorodny lis i mnie nie widzi i jeszcze nie słyszy szumu opon. Zobaczył! Kilka susów i wbiega do lasu. Stało się to tak nagle, że o pstryknięciu nawet nie pomyślałem.Wiatr szumi  w uszach.


Przez Mików tylko przemknąłem, widoczne na zdjęciu budynki i konie są już przy drodze do Duszatynia.



Tu na dole zdjęcia widać rozerwany but, w podeszwie opona wyrwała bruzdę aż pokazała się skarpetka.
Na tym rowerze bez hamulców jeździłem jeszcze wielokrotnie. Na przykład nauczyłem się tracić szybkość wjeżdżając na przeciwzbocze.
Jednak już do Mikowa nie zjeżdżałem więcej, bo to był drugi raz, kiedy o mało nie wyleciałem z drogi, a podobno do trzech razy sztuka....
Dopiero jesienią kolega, którego zwą generałem, założył nowe hamulce.
Azaliż, jak się okazało, owe już nie były przeznaczone na moje zjazdy, bo już więcej na ten rower nie wsiadłem.

piątek, 15 marca 2019

Hamulce w człowieku


Takie hamulce są efektem strachu przed Nieznanym
Trzymasz się przeszłości i boisz się iść w Nieznane. 
Trzymasz się znanego, tego, co oswojone. 
Może być to bolesne, ale przynajmniej to znasz. Łączy was specyficzny rodzaj symbiozy.
         Będziesz zaskoczony, ale widziałem to u tysięcy ludzi: trzymają się kurczowo swojego smutku z bardzo prostego powodu.
Ze smutkiem łączy ich pewien rodzaj braterstwa. Żyli w takim związku dostatecznie długo, aby wpaść w objęcia przyzwyczajenia.
     Oni boją się zmiany.
Przerwanie symbiozy ze smutkiem byłoby prawie jak rozwód.
Taka sama sytuacja jest bowiem z małżeństwem i rozwodem. Mężczyzna często myśli o rozwodzie, kobieta również - ale obydwoje dają sobie jakoś radę, żyją ze sobą z tej prostej przyczyny, że oboje boją się Nieznanego.
       Ten mężczyzna jest zły, to prawda, ale jak byłoby z innym? 
Może się okazać jeszcze gorszy. 
Już się przyzwyczaiłaś do niegodziwości tego mężczyzny, być może do braku miłości, i jesteś w stanie to tolerować. Robisz tak od dawna, uodporniłaś się. 
Nie wiesz, jak byłoby z nowym facetem. 
Musiałabyś zaczynać od samego początku.
Więc ludzie trzymają się tego, co znają.

                                                                                      Osho 

W poszukiwaniach objawów wiosny dotarliśmy dziś do podmokłych łąk Kampinoskiego Parku Narodowego, gdzie rośnie lilia złotogłów.






czwartek, 14 marca 2019

Korona Stworzenia

Thomas Jefferson w Deklaracji Niepodległości stopił religijne i świeckie wartości w jednym zdaniu: - „Wszyscy ludzie zostali przez Stwórcę stworzeni równi”.
    W każdym razie idee zawarte w Deklaracji stały się przesłanką amerykańskiej religii obywatelskiej. Powoływał się na nie Abraham Lincoln i Martin Luther King, i do dziś pozostają głównym spoiwem wiążącym grupy etniczne zamieszkujące USA.
          Jednak w przeszłości wielokrotnie wykorzystywano Prawo Naturalne odwołujące się do autorytetu bóstwa, w celach amoralnych, do uzasadniania podbojów kolonialnych, niewolnictwa i ludobójstwa.
W imię miłości do Boga nienawidzimy się do imentu.
Zarówno w przeszłości, jak i obecnie, a także w przyszłości trwać będzie walka o dusze.....
Jeśli chodzi o „biologicznego” Boga, to znaczy takiego, który kieruje ewolucją i bezpośrednio ingeruje w ludzkie sprawy (jak to ujmuje teizm), to dokonania biologii i nauk o mózgu, w coraz większym stopniu podważają tezę o Jego istnieniu.
        Czy można jednak odrzucić świadectwa 3 tys. lat duchowych doświadczeń judaizmu, islamu i chrześcijaństwa?
Wierzenia religijne mają dla ludzi liczne korzystne następstwa. Jest to wewnętrzna potrzeba, która niesie nadzieję i poczucie bezpieczeństwa. Poprzez wiarę, ludziom wydaje się, że rozumieją życie.
        A jednak wiara religijna ma także drugi, destrukcyjny aspekt, dorównujący najgorszym ekscesom materializmu. 
Szacuje się, że w znanych dziejach ludzkości istniało około stu tysięcy systemów wierzeń i wiele z nich było przyczyną niekończących się wojen między plemionami i narodami.
     Dotyczy to zwłaszcza trzech wielkich religii cywilizacji zachodniej. Każda z nich w pewnym okresie swoich dziejów rozprzestrzeniała się dzięki ekspansji militarnej. Nie można zapomnieć o krwawym podboju obu Ameryk, o ujarzmianiu i ludobójstwie, któremu nieodmiennie towarzyszył znak krzyża.
Miłosierny Bóg polecił usunąć pogan z ziemi obiecanej: - „niczego nie zostawiając przy życiu”. Zabijano więc również zwierzęta.
Niestety żadna religia nie rozprzestrzeniała się nigdy dzięki tolerancji dla rywalek.
      Religijna nietolerancja i bigoteria mają swoje źródło w trybalizmie – przekonaniu o wyższości własnej grupy. 
To trybalizm przyczynił się do powstania religii bez Boga: - ideologii totalitarnych, nazizmu i marksistowsko-leninowskiej doktryny walki klas.
       Przekonania zwolenników trybalizmu, są właściwie objawami schizofrenii: - oni mają wizję i są święcie przekonani, że otaczają ich wyłącznie wrogowie. Wydaje im się, że mają do spełnienia jakąś wydumaną misję, a ich działania są uświęcone i zawsze słuszne.
            Najgroźniejszym dogmatem religijnym jest szeroko rozpowszechnione wśród chrześcijan przekonanie: - „Nie zrodziłem się dla tego świata”.
Człowiek wierzący uważa, że czeka go lepsze życie przyszłe, przez co łatwiej znosi cierpienia swoje i innych, nie musi przeciwdziałać niszczeniu środowiska. Może bezlitośnie tępić przeciwników wiary i wychwalać samobójcze męczeństwo.
       Obiektywne świadectwa nie przemawiają zbyt silnie na rzecz wiary religijnej, nazywanej przez sceptyków szlachetnym kłamstwem.
Czy modlitwa, lub stan umysłu, chroni przed chorobami, lub przyczynia się do niższej śmiertelności?
        Z pewnością tak, ale tylko poprzez wzmocnienie, czy też poruszenie systemu odpornościowego (wewnętrzny lekarz).
W starciu dwóch armii pobłogosławionych przez kapłanów jedna przegrywa niestety.

Wniosek?
Tylko nauka, jako uniwersalny wytwór kultury, może zjednoczyć ludzkość. Nie faworyzuje bowiem żadnego plemienia, ani religii, co stanowi podstawę prawdziwie demokratycznej kultury globalnej.
      Istota zdrowej psychicznie ludzkiej jednostki polega na zwycięskim zmierzeniu się z samotnością i przeciwnościami losu. 
Zintegrowane Ja umożliwia dokonywanie swobodnych i suwerennych wyborów. 
Takie działanie, wzbudza zwykle podziw w otoczeniu, bo nie polega na posłuszeństwie wobec autorytetów, a także nie zgadza się z przekonaniami religijnymi sprowadzonymi do czysto zewnętrznej pobożności.
      Od tysiąca pokoleń zwiększały się szanse przeżycia i reprodukcji ludzi, którzy podzielali wiarę swojego plemienia. Trwało to wystarczająco długo, aby wytworzyć regułę podatności na indoktrynację.
       Stopniowo maleje rola autorytetów religijnych i ideologicznych. Dzieje się tak już od czasów Oświecenia. Jednak tempo tych przemian jest bardzo wolne.
Nadal w chwilach zagrożenia – realnych, lub tylko sztucznie wymyślonych przez rządzących, łatwo ulegamy pokusie uległości wobec autorytetu. 
Przecież najłatwiej rządzić przy pomocy żerowania na podsycanych lękach.
To manipulacja umysłami powoduje, że w dalszym ciągu jesteśmy podatni na indoktrynację.
       
Rozpatrując sprawę jeszcze z innej strony, zauważamy, że ludzie nie tylko potrzebują, ale wręcz łakną poezji afirmacji. 
W czasie podniosłych uroczystości pragną doświadczać poczucia obcowania z potęgą większą niż oni sami. Większość ludzi bowiem rozpaczliwie boi się śmierci, pragnie nieśmiertelności, a rytuały zdają się ją obiecywać.
      
 Okazujmy więc tolerancję wobec wiary innych, lecz nie zapominajmy kim jesteśmy. 
Naszą siłą jest prawda. 
Przez długie lata wmawiano nam, że jesteśmy wyjątkowymi istotami, umieszczonymi przez bóstwo w centrum wszechświata, jako Korona Stworzenia
Okazuje się azaliż, że ta Korona Stworzenia wcale nie jest wyjątkowa.
Mało tego: - obserwując jak owa Korona pracowicie niszczy swój własny dom, konstatujemy, że ludzka populacja mądrością niestety nie grzeszy. 

A w poszukiwaniu objawów wiosny zaglądamy do Ciężkowic.




środa, 13 marca 2019

Brexit na wiosnę

Wypatruję objawów wiosny, lecz śledzę także na luziczku to, co dzieje się w naszej informatycznej wiosce.
Omijam ględzenie, a wyłuskuję przecedzone prawdy.
Już każdego dnia obijamy się o temat Brexitu.

Wczoraj jeden z ministrów (!) UK tak skomentował obecną sytuację: - Oto jesteśmy w czarnej dupie, więc po co nam wiosło, skoro nawet nie mamy łódki?

Ta niegłupia wypowiedź natychmiast przypomniała mi znaną z Polski wypowiedź głupią.
      Myśl wyartykułował komunista, niejaki Gomułka.
Czas był trudny. Zaopatrzenie rynku szwankowało, ponieważ działała zasada : - wpuść komunistę na pustynię, a on tak zarządzi, że piachu zabraknie.
         Jednak towarzysze komuniści mieli wizję przeprowadzenia społeczeństwa do świetlanej przyszłości.
Gomułka potrafił ględzić z trybuny po kilka godzin. Przemawiając, podniecał się tracąc nieraz kontrolę nad tym, co mówi i przydarzyło się, że wypowiedział kilka wiekopomnych zdań. 

Między innymi: - „Gdybyśmy mieli dość mięsa, zarzucilibyśmy konserwami całą Europę! Ale nie mamy blachy na puszki”.

Wiosna coraz bliżej, tu początek kwietnia 2017 – Wawel, Kraków.