czwartek, 14 listopada 2019

Joanna d'Arc

Objawienia. 
Historia działań ludzi podłych, kierowanych przez watykańskiego okupanta.

Katarzynie ze Sieny pisałem.
Nie mniej aktywna politycznie była wiejska dziewczyna Joanna, która wśród jasnowidzących stała się gwiazdą o światowym rozgłosie.
      Urodziła się w roku bitwy pod  Grunwaldem. Znana jest jako Joanna d'Arc, albo dziewica Orleańska.
Wkroczyła do wielkiej polityki europejskiej z mandatu udzielonego jej przez objawienie. W XV wieku było to możliwe, okupant religijny dbał bowiem o swój autorytet ogniem, mieczem, spiskiem i trucizną.
    Joanna d'Arc pierwsze objawienia miała w trzynastym roku życia – usłyszała wtedy głos.
   
Zeznania walecznej dziewicy znajdują się w „Rękopisach Biblioteki Królewskiej”:
       Kiedy miałam trzynaście lat, w ogrodzie mego ojca w Dom'remy usłyszałam głos. To był głos Anioła, a dokładnie to świętego Michała.

Powtarzające się objawienia spowodowały, że Joanna została opanowana mistyczną wiarą w swoje posłannictwo i zaczęła tak działać, jakby gnały ją furie.
     Dotarła do infantylnego Delfina i molestowała go tak długo, aż mianował ją „szefem wojny”.


Na czele 4 tysięcy wojowników zmusiła Anglików do wycofania się. To zwycięstwo przyniosło decydujący zwrot w wojnie stuletniej.
     Niestety cel polityczny Joanny: - zjednoczenie Francji Orleanu i Burgundii, a następnie uderzenie na Anglię, nie został osiągnięty. Burgundowie pojmali Joannę pod Compiegne i za dużą sumę sprzedali ją Anglikom.

(Film z 1949 roku z Ingrid Bergman w roli Joanny).  

Anglicy uznali Joannę za czarownicę i umieścili ją w żelaznej klatce.
21 lutego 1431 roku zaczął się proces czarownic. Przewodniczył biskup z Beauvais. Z protokołów wynika, że centralnym tematem procesu były objawienia i głosy słyszane przez Joannę.


28 marca zagrożono Joannie torturami i wyrokiem za kacerstwo i wtedy zaparła się swoich objawień. Czarni najpewniej obiecali Joannie łaskę, azaliż nie mieli najmniejszego zamiaru dotrzymywać słowa.
30 maja 1431 roku podpalono stos. Joanna umarła w płomieniach z okrzykiem: - Jezusie! Jezusie!

W dwadzieścia lat później sługa sądowy podał do protokołu, że serce Joanny mimo całkowitego zniszczenia ciała, pozostało nienaruszone.
    W końcu kościół dostrzegł korzyść ze sprowadzenia na swoje łono świętej i bohaterki narodowej w jednej osobie.
Odwołał więc wyrok.
Podobnie postępowali komuniści, im także zdarzało się odwoływać wykonany wyrok i nazywało się to rehabilitacją pośmiertną.

Joanna została zaliczona w poczet błogosławionych, a w 1920 roku kanonizowana.
    Oficjalny tekst kościoła: - „Każdego 30 dnia miesiąca maja, jako w rocznicę skonu owej błogosławionej córki Boga, winno być odprawione w każdym kościele katolickim specjalne nabożeństwo ku uczczeniu jej pamięci”......
    
Tak oto kościół sam siebie koryguje, oczywiście tylko wtedy, gdy święci stają się skutecznym politycznym narzędziem władzy, tudzież kiedy dzięki identyfikowaniu się z nimi można osiągnąć jakąś korzyść.


 
     

środa, 13 listopada 2019

Granat


Wola Michowa
Przyjechali goście, zrobiło się gwarno. Posłuchałem co w świecie, pogadałem o tym i owym i myślę sobie: - pojadę na grzyby chyba?


I pojechałem w dobrze znane miejsce, najpierw na dół do szosy, za Nalewkarnią Bogdana do góry dwa kilometry, tu rower w krzaki i chodzę.
Spotkałem salamanadrę i jeża.



I znowu sobie myślę (bo miałem czas): - grzybów mam w sumie dość. Zarówno suszonych jak i marynowanych….. 




Aniołku, właściwie nic się nie dzieje, a przecież od czasu do czasu coś szalonego trzeba….. Trochę rozrywki by się przydało…….
Upłynął jak zwykle tylko moment (mój Aniołek jest pierwszy do psikusów). Patrzę - leży granat. 
Model F-1 w całości z łyżką a jakże. 


Wsadziłem granat do tylnej kieszeni w spodniach i wio z góry stojąc na pedałach bo górki i dołki.
A jako że dalej miałem czas, pomyślałem: - trochę gości nastraszę .....
Było po deszczu, błoto pryskało po plecach, wiatr szumiał w uszach.
Kilkanaście minut i dojechałem do Kołyby. Tu nie omieszkałem się pochwalić: - mam granat!
Pokaż – padła propozycja. Sięgam do kieszeni i skóra mi ścierpła: - granat był bez łyżki! Zgubiłem ją w czasie wariackiej jazdy z góry. 
No i co? No i pstro.
Mógł zdetonować? Chyba mógł.
Dziękuję ci Aniołku za niepowtarzalnie rozrywkowe chwile i za to, że dalej żyję.

wtorek, 12 listopada 2019

Zamki z piasku

Ludzie zadają pytania o sens życia. Czy życie musi mieć sens? Życie to przecież wolność wyboru. A wolność nic nie musi.
Może, ale nie musi.
     Najpierw należy przekroczyć próg świątyni. 
Ciało człowieka jest jedną z takich świątyń.
    Bez wejścia do wewnątrz, człowiek nie ma pojęcia kim jest.

Jeśli w siebie nie wchodzisz, to z siebie wychodzisz”.

     Być sobą, poznać samego siebie, od tego zaczyna się Droga.
Kiedy znajdziemy się na właściwej drodze, albo tylko na ścieżynce, albo na szerokiej plaży.....
To potem idzie się.
Idzie się we właściwym tempie. Ani za szybko, ani za wolno. Niespiesznie się idzie.
A to jest ogromna frajda.
To jest świętowanie.
Życie staje się nabożeństwem.
Jest wtedy czas na wszystko.
Także na chwile zachwytu zamkami z piasku.






piątek, 8 listopada 2019

Czy twoja żona dobrze gotuje


Anegdota z repertuaru Osho.

Slobovia i Kowalski spotykają się w środku nocy w barze Pope & Har-lot na kilka piwek. 
Kowalski pyta:
- Czy twoja żona dobrze gotuje?
- Przychodzę do domu dziś wieczorem - odpowiada Slobovia - a moja żona krzyczy i płacze, bo pies zjadł pieróg, który dla mnie zro­biła, po czym wyzionął ducha.
 Mówię jej: „Nie rycz. Kupię ci nowego psa".


czwartek, 7 listopada 2019

Ciekawostka nie tylko dla inwestorów giełdowych


Aby tylko nie popaść w Pompatyczność.
Lubię żartować i dzięki temu udaje mi się przemycać Wiedzę.

Wiemy, że jest przyciąganie energetyczne pokrewnych energii.
Ksiądz trzyma z księdzem, a pasjonat z pasjonatem.
Oraz jest synchroniczność.
Jeśli przykładowo patrzysz na zegarek i widzisz często te same godziny i minuty


Powinieneś wiedzieć, że puka do ciebie Kosmiczne Centrum Koincydencji.
Po co puka? Do tego to już każdy sam powinien dojść. 
Najczęściej chodzi o sygnał: - Nie rozwijasz swego talentu, a być może nawet nie wiesz jaki to talent.

5 listopada o godz. 23.23 już po zamknięciu giełdy amerykańskiej dostałem zamieszczony poniżej obrazek od znajomego Poszukiwacza Liczb Oraz Proporcji.
Kilkakrotnie pisałem o tajemnicy liczby 23 i Marek pamiętając o tym pokazał ciekawostkę.
Markowi dziękujemy tudzież podziwiamy, że chciało mu się to policzyć, a inwestorów zachęcam do poszukiwań indywidualnych, ponieważ badanie wykresów giełdowych niesie - po pierwsze primo - wielką frajdę.
- po drugie primo – na odkrytych proporcjach i liczbach zarabiamy.


Nadmiar rzeczy


Ruszam o rześkim poranku. 
Niosę ze sobą tak mało. Dwie butelki po wodzie tkwią puste w plecaku.
Napiłem się na zapas, a tam dokąd zmierzam, bije źródło.
Idę drogą, potem ścieżką, a w końcu przez łąki. 
Równy rytm kroków. 
Zmieniają się widoki, a dusza śpiewa z radości otulona ciszą i przestrzenią.


Niosę tylko rzeczy niezbędne do biwakowania, a więc plecak jest lekki – waży może dziesięć kilo? 
Kiedy mam wybór: - nieść dużo albo mało, wybieram mało.
Jak powiedział mały chłopiec idący szlakiem wraz z ojcem: - trzeba dbać o swego kościotrupa. 
Tak, tak - nikt nie zaprzeczy, że własny kościotrup jest najważniejszy, a każdy człowiek spotkany na drodze staje się nauczycielem.



Ludzie są owładnięci potrzebą posiadania rzeczy. Ileż to ich się pozbyłem, porządkując mieszkanie po śmierci ciotki. 
Cały ów nadmiar, którym otacza się przeciętny obywatel, okazuje się w końcu zbędny – przychodzi spadkobierca i rozdaje, albo wyrzuca jak leci.




Popołudnie. Doszedłem do miejsca, które mi się podoba - zanocuję tutaj. Wiatr przegnał chmury i szumi w szpilkach sosen..... 

Jesteś wolny

Przebudź się, jesteś wolny,
choćbyś jak w ziemi duch
szedł dołem dookolny,
przebudź się, jesteś wolny.
Zbudź tylko słuch.

Otwórz oczy, oto jesteś
tryskającym powietrzem
zdrój żywy.
Żeś przez ciało przykuty
i żeś ciała upływem,
żyj w wietrze.

            K. Kamil Baczyński

środa, 6 listopada 2019

Prawdziwa Symetria Świata


Informuję, że nie uczestniczę w dyskusjach grupowych na facebooku.
Natomiast odpowiadam na merytoryczne maile <kontakt do autora>.

Kilkakrotnie pisałem, że różne dziedziny nauki, w tym fizyka kwantowa, wkraczają na tereny mistycyzmu i teologii, usiłując zbliżyć się do sacrum: - Chwili Stworzenia. 
       Znamy dobrze przekazy starożytnych mistyków, utrzymujących, że świat to Maya - złudzenie. W rzeczywistości bowiem wszystko wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje. (Oraz wszystko jest energią)
Tu przytoczę maleńki fragment z Ksiąg Jakubowych - Olgi Tokarczuk.

Mówi narrator, Żyd, uczony Kabalista: - "Są sprawy zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne to pozór i my żyjemy w nim, jak we śnie. Bo prawda jest inna i jeśli kto nie jest przygotowany, żeby ją poznać, może mu się wydać przerażająca i będzie przeklinał dzień, kiedy się jej dowiedział".

I oto fizycy odkryli winnego: - cząstkę odpowiedzialną za cały ten sen i kamuflaż, polegający na niemożliwości poznania Prawdziwej Symetrii Świata. 
To niewyobrażalnie maleńkie Coś nosi nazwę Bozonu Higgsa - tudzież Boskiej Cząstki.
Funkcja sprawcza Bozonu polega na nadawaniu cząstkom masy i przez to ukrywaniu rzeczywistości - Prawdziwej Symetrii Świata.


L.Lederman w książce „Na tropach Boskiej Cząstki” formułuje analogię zdarzeń budowy biblijnej Wieży Babel i współczesnego akceleratora, we frapującej postaci „Zupełnie Nowego Testamentu”.

„Cały Wszechświat miał wiele rodzajów mowy, czyli różne słowa. A gdy wędrowali ze Wschodu, napotkali równinę w okolicach Waxahachie i tam zamieszkali.


       I mówili jeden do drugiego:
- Chodźcie, zbudujemy sobie wielki akcelerator, w którym zdarzenia mogą sięgać daleko w przeszłość, aż do początku Chaosu.
       I mieli nadprzewodzące magnesy do zakrzywiania i protony do rozbijania.
A Pani zstąpiła z nieba, by zobaczyć akcelerator, który zbudowali ludzie.

I rzekła: - oto ludzie rozplątują to, com zaplątała.
I Pani westchnęła i rzekła: - Zejdźmy więc i dajmy im Boską Cząstkę, aby mogli zobaczyć, jak piękny jest Wszechświat, który uczyniłam”.
(Porównaj Rdz11,1).


wtorek, 5 listopada 2019

Opowieść o drodze

Bieszczady rok 1960.
Można się tu było szybko wzbogacić. Brakowało siły roboczej, dlatego płace były wysokie.
Faktyczną Kanadę mieli tu drwale i wozacy pracujący na akord.
Pracowali ciężko, nawet po kilkanaście godzin dziennie.
Drwale zarabiali nawet po dziesięć tysięcy miesięcznie.
       To było dużo, wtedy średnia krajowa wynosiła tysiąc pięćset złotych.
Jeszcze lepsze zarobki mieli wozacy pracujący swymi końmi. Po odliczeniu kosztów utrzymania parówki koni i opłacenia pomocnika, na czysto zostawało im ponad dwadzieścia tysięcy. Byli też tacy, którzy mając po kilka zaprzęgów, wyciągali do 50 tysięcy złotych miesięcznie – 33 średnie krajowe.
      Jak Kanada, to Kanada.
Żeby wyciągnąć jednak te 33 krajowe trzeba było ściągnąć ze zrębu do wystawki trzysta kubików (metrów sześciennych) kloców!
     Ten pieniężny czas możemy zobaczyć w filmie „Hasło” z Wirgiliuszem Gryniem w roli głównej.
    Warunki ciężkie.
Pomimo wysokich płac, publiczność pracownicza niespecjalnie  się tu pchała. Dlatego w latach 1960 – 1965, w okresie lata pracowało w Bieszczadach ponad tysiąc żołnierzy.
Ci żołnierze zbudowali 90 km dróg głównych, 40 km dróg leśnych i 25 km torów dla kolejki wąskotorowej.
     W 1962 roku siłami wojska rozpoczęto budowę drogi Hoczew – Czarna, bo stare drogi miały się znaleźć na dnie Zalewu Solińskiego.

Tymczasem życie płynęło swoim torem także w zimie i na przykład listonosze z gromady Wołkowyja, do której należało 17 wsi, jako jedyni w Bieszczadach mieli prawo doręczania poczty konno, z czego oczywiście korzystali. Konie były ich własnością i na utrzymanie zwierząt dostawali dodatek. Także miejscowy felczer docierał do chorych na koniu.
I nie było w tym nic dziwnego, bo konno jeździło się tu zawsze.
        To w tamtych czasach powstał filmik „Opowieść o drodze”, w którym mamy poetycką ścieżkę dźwiękową z zasadniczym stwierdzeniem, żeby nie pytać o przeszłość.

      Splątane krzaki tarniny, a wśród nich zapomniana ścieżka.
Ludzie, którzy piętnaście lat temu tędy chodzili, zostali deportowani. Widać świeży trop wilka, krzyczy orlik, który krąży nad górami, drogę przebiegają jelenie, na skraju drogi wygrzewa się salamandra. Cisza. Czasem tylko wiatr przyniesie daleki skrzyp chłopskiego wozu, a echo powtórzy głosy drwali pracujących gdzieś w lesie.

Dziś praca w lesie wygląda inaczej. Na zdjęciach wystawka pod Chryszczatą. Wśród robotników jest wielu Ukraińców. Niektórzy z nich są wnukami tych, którzy zostali stąd wypędzeni w 1947 roku.







poniedziałek, 4 listopada 2019

Wszyscy jesteśmy równi


Interesuję się wieloma sprawami, między innymi od początku ery kosmicznej ciekawił mnie temat defekacji w kosmosie.
Jak oni to robią?
Początkowo loty orbitalne trwały krótko – walą więc w kosmiczną pieluchę – konstatowałem.
Lecz stopniowo loty trwały coraz dłużej i problem wypróżniania się w stanie nieważkości stawał się zagadnieniem kluczowym.

Te myśli powróciły do mnie po wielu latach, w Bieszczadach, gdzie zanurzyłem się w oceanie wolności.



Otulony swobodną wędrówką i samotnością, obserwowałem swoje reakcje na to co wokół. Obserwowałem nie tylko myśli, lecz także ciało.
- Na przykład: - coś zaswędziało – obowiązkowo trzeba zbadać czy to nie kleszcz jest przyczyną drapania. 
- Jeśli biwakuję kilka dni w jednym miejscu – załatwiam sprawy fizjologiczne na uboczu, żeby potem, przypadkiem nie wejść we własne gówno.
        
I tu pada to magiczne słowo, które cywilizowany świat, w swej hipokryzji, tudzież pruderii omija kiedy tylko może.
A ja tak lubię pisać, więc kiedyś zdrążę to zagadnienie i je opiszę – ponieważ rozwój duchowy polega także na przełamywaniu wewnętrznych i zewnętrznych barier - pomyślałem. 

I zaprawdę powiadam wam: - oto zadziałało sławne wu-wei podsuwając mi gotowy materiał - książkę Floriana Wernera pod tytułem Historia gówna.

Defekacja jest czynnością głęboko demokratyczną.
Wydalamy wszyscy, niezależnie od statusu społecznego, płci, narodowości, czy przynależności religijnej.
Wydalamy dzień w dzień, rok po roku – a jeśli w którymś momencie przestajemy, oznacza to, że jesteśmy martwi.
    Jest rzeczą znamienną, że początek zainteresowania literatury miejskimi fekaliami, na przykład u Wiktora Hugo, zbiega się w czasie z umacnianiem idei demokratycznych.
    W Nędznikach mamy opisaną postać Jeana Valjeana, pracownika kanałów paryskich, który po wielu latach pracy doszedł do wniosku, że wobec Boga i gówna wszyscy jesteśmy równi.

Egalitarny aspekt wydalania ujęła precyzyjnie arystokratka Elżbieta Charlotta, księżniczka Palatynatu Reńskiego, księżna orleańska, szwagierka Ludwika XIV: „ Ach, to przeklęte gówno (list z 9 października 1694 roku do ciotki – Zofii Doroty, księżnej Hanoweru). Uznaję, że czynią to tragarze, gwardziści, ci, którzy noszą lektyki, i cały lud.
A cesarze? Oni po prostu srają, królowie srają, królowe srają, papież sra, kardynałowie srają, książęta srają, arcybiskupi i biskupi srają, a także proboszczowie i wikariusze. Przyznasz pani, że świat jest pełen obrzydliwych ludzi!”
    Ten raport z serca francuskiego dworu czyta się jak fekalny taniec śmierci, bo podobną hierarchię mamy w średniowiecznych przedstawieniach dance macabre.
List księżniczki jest jakby melancholijną skargą na to, że wszyscy ludzie są poddani temu samemu bezlitosnemu dyktatowi ciała.
Wszyscy muszą srać, co oznacza także, że wszyscy muszą umrzeć.
       Oburzona księżniczka pisze dalej: - „Człowiek sądzi, że całuje małe, słodkie usteczka, białe ząbki, a tymczasem całuje gówniany młyn: - wszystkie smakołyki, biskwity, pasztety, torty, masy, szynki, kuropatwy i bażanty, istnieją tylko po to, by zostać zmielonymi na gówno”.
     Hmmm...... To prawda. Jeśli spojrzymy na pożywienie przez barokowe okulary i uznamy wszystkie pokarmy powiązane w trawieniu ze śmiercią, a ludzkie usta za „gówniany młyn”, dojdziemy do ekscytującego wniosku, że całość tego, co bierzemy do ust, wcześniej czy później zamieni się w gówno, a my właściwie jesteśmy gównożercami.




sobota, 2 listopada 2019

Ząb psa


Rzecz dotyczy wszelkich kultów.
Otóż czczony przedmiot ma tylko taką moc, jaką wierni weń przelali poprzez koncentrację swoich pobożnych myśli.

Opowiadanie z Tybetu.

Stara matka pewnego handlarza, który co roku odwiedzał Indie, poprosiła go pewnego dnia, żeby przywiózł jej relikwię z ziemi świętej. Indie, kolebka buddyzmu, są ziemią świętą dla Tybetańczyków. Handlarz obiecał spełnić prośbę matki, ale zajęty swoimi sprawami, zapomniał.
     Stara Tybetanka była zasmucona i w roku następnym, kiedy karawana syna znów ruszała do Indii, kazała mu jeszcze raz obiecać, że przywiezie jej relikwię.
       
On ponownie obiecał, ale potem zapomniał.
To samo zdarzyło się w kolejnym roku, jednak handlarz przypomniał sobie o obietnicy, zanim jeszcze dotarł do domu.
Najpierw szczerze się zmartwił myślą, że znowu sprawi  przykrość pobożnej starej kobiecie.
       
Kiedy zastanawiał się, co by tu można było zrobić, jego oczy dostrzegły leżącą na poboczu drogi psią szczękę. Przyszła mu do głowy pewna myśl. Wyjął jeden ząb z wysuszonej szczęki, oczyścił z kurzu i zawinął w kawałek jedwabiu.
W domu wręczył prezent matce, mówiąc, że jest to bardzo cenna relikwia, ząb wielkiego Siariputry (Jednego z uczniów Buddy).
       Rozradowana i pełna czci kobieta umieściła ząb w relikwiarzu i postawiła na ołtarzyku. Codziennie oddawała mu cześć, zapalała lampki i paliła kadzidło. Inni pobożni ludzie dołączyli do niej i po jakimś czasie psi ząb, zamieniony w świętą relikwię, zaczął emanować światłem.
       Z tej historii zrodziło się tybetańskie przysłowie:
„Nie wyjaśniaj za dużo”.

PS. Dokładnie na tej samej zasadzie działa placebo.

czwartek, 31 października 2019

Szkolenie giełdowe

Osho – nie ugrzęźnij na poziomie słów.
Eckhart TolleKażde słowo jest tylko narzędziem, abstrakcją, drogowskazem, który wskazuje kierunek.

Jak będzie wyglądało szkolenie?
Nietypowo. 
Poza tym powinno być dwuczęściowe. Najpierw ma pomóc zrozumieć wykresy cenowe, bo to na nich pracują nasze pieniądze. 
Przewidywany czas jednej części: 4 - 5 godz. Po miesiącu część druga. Dziesięć osób. Termin – pierwszego marca 2020. Inne szczegóły – kontakt z autorem.
.
Każdy z nas ma kilka talentów, niestety niewielu potrafiło do tych ukrytych talentów dotrzeć. O to powinni zadbać świadomi rodzice. (Żeby nie pchać do skrzypiec dziecka, które ma zdolności matematyczne itd.)
Niestety, świadomych rodziców jest zdecydowanie za mało, więc nie mamy wyjścia i sami sięgamy po dziedzinę „Poznaj siebie”.
Numerologia (przypominam, że należy ona do Nauki Królów) mówi, że talenty są ukryte na przykład w dacie urodzenia. Sumujemy wszystkie cyfry z tej daty dodając je aż do uzyskania jednej cyfry. W przypadku autora bloga jest to 02+04+1947 = 9

9 to nauczyciel lub zbieracz plonów.
Zawsze potrafiłem mówić ciekawie, jednak pod dwoma warunkami: - kiedy po pierwsze primo miałem coś do powiedzenia (przecież nie można się znać na wszystkim)
A po drugie primo - kiedy ktoś chciał mnie słuchać
Jeśli nie są spełnione powyższe dwa warunki z wielka przyjemnością milczę.

Ukoronowaniem drogi nauczyciela był dla mnie objazd polskich uniwersytetów na początku 2011 roku, kiedy jako jeden z trenerów Naszej Sakiewki prezentowałem nową dziedzinę - Astronomię Finansową. Spodobały mi się te przemowy do narodu kończone oklaskami. To tak mile łechce, atoli trzymam swoje ego na krótkiej smyczy.

Jeśli idziemy przez życie w zgodzie z talentami, spotyka nas tylko tyle kopania się z życiowym koniem, ile trzeba. Ani odrobiny więcej.

Świadoma inkarnacja


Po przeżyciach związanych ze śmiercią kliniczną (1995 rok) nasiliło się moje zainteresowanie sferami ducha, a więc także religiami. Często sięgałem po książki z tego zakresu i wyłuskiwałem szczegóły, które potwierdzały osobiste wspomnienia. Był wpis „Po tamtej stronie”.
     Jedną z najcenniejszych książek traktujących o wymienionych sprawach, jest praca Alexandry David-Neel.
Dziś urywek o inkarnacji - wyborze przyszłego wcielenia.
      Rzecz przypisana jest do grupy oświeconych.


To, że wędrówka dusz - reinkarnacja istnieje nie podlega kwestii. Przypominam, że chrześcijaństwo czerpiące z religii pierwotnych, uznawało reinkarnację za dogmat, dopóki decyzją polityczną któregoś z soborów nie usunięto jej z doktryny.
      
Alexandra pisze atoli o inkarnacji - świadomym wyborze przyszłego wcielenia: 
- „Duchowo oświeceni mogą wybrać nie tylko swoich przyszłych rodziców, ale i miejsce, gdzie się odrodzą.
Jednakże lamowie podkreślają poważną różnicę między zwykłym odradzaniem się ogółu ludzi, a transmigracją duchowo oświeconych.
    
Oto ci, którzy nie praktykowali żadnych duchowych ćwiczeń, żyją jak zwierzęta i nieświadomie ulegają popędom, mogą zostać wcieleni w człowieka wędrującego w przypadkowych kierunkach i nie osiągają żadnego określonego celu.
     Na przykład ktoś taki spostrzega jezioro na wschodzie, a ponieważ jest spragniony, chęć napicia się sprawia, że idzie w tym właśnie kierunku.
Kiedy jest już w pobliżu, czuje zapach dymu, który wywołuje w nim obraz domu. Owładnięty myślą, że lepiej byłoby napić się herbaty zamiast wody i mieć dach nad głową na noc, zmienia kierunek.
Odchodzi od jeziora zanim do niego dotarł i zmienia kierunek ze wschodniego na północny, ponieważ to z tego kierunku dochodził zapach dymu.
     Kiedy tak idzie, zanim jeszcze zobaczy dom, czy namiot, ukazują mu się groźne duchy. Przerażony wędrowiec ucieka na południe, najszybciej jak może. Odbiegł i sądzi, że jest daleko od potworów i nie musi się ich obawiać, więc zatrzymuje się i zauważa obok siebie innych, a takich samych jak on podróżnych.      
        Ci inni chwalą uroki jakiegoś błogosławionego kraju, ziemi dobrobytu i radości, ku której się kierują.

W człowieku błądzącym kiełkuje entuzjazm, więc przyłącza się do innych i razem ruszają na zachód. Na tej drodze spotykają go jeszcze inne zdarzenia, sprawiając, że za każdym razem znowu zmieni kierunek wędrówki, zanim ujrzy ziemię, gdzie króluje szczęście.
    I tak upływa życie, a wędrowiec zmieniając ciągle kierunek nigdzie nie dotrze, nie osiągnie żadnego celu.
Za to śmierć zaskoczy go w trakcie tych szalonych peregrynacji, a sprzeczne siły, zrodzone z jego nieuporządkowanego działania, zostaną rozproszone.
Siła energii, konieczna, by określić ciągłość tego samego strumienia, nie wytworzyła się, dlatego żaden tulku nie zostanie ukształtowany.
   
Natomiast człowiek oświecony porównywany jest do podróżnika, który doskonale wie, dokąd chce się udać, zna dobrze topografię okolicy, którą wybrał za cel. Także zna drogi, które tam prowadzą.
Jego umysł jest całkowicie oddany sprawie dotarcia do celu.
Idzie, a ogłuchł i oślepł na miraże i pokusy pojawiające się na drodze i nic nie może go z niej zawrócić.
     Takim człowiekiem kierują siły generowane przez  koncentrację myśli i jego działalność fizyczną.
Śmierć może zniszczyć jego ciało w czasie drogi, ale energia psychiczna, której ciało było zarazem twórcą i narzędziem, nadal pozostaje spójna. Dążąc do tego samego celu, zaopatruje się w nowe materialne narzędzie, jakim jest tulku.
Ta teoria współgra z wielką liczbą dawnych tybetańskich legend, których bohaterowie determinują za pomocą aktu woli naturę ich reinkarnacji i naturę przyszłego wcielenia”.