Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2026

Olafy w Łazienkach

Kiedyś obecną porę roku nazywano przednówkiem, a dla mnie jest to czas przedwakacyjny. Bo ponieważ jeszcze tylko resztka lutego, marzec i kwiecień i jak zwykło dziać się w cykliczności, do jesieni zatrzyma się pisanie bloga.

Na pożegnanie zimy (20 lutego), dla Ciebie Czytelniku pozdrowienia od Olafów z warszawskich Łazienek Królewskich - w tle Belweder. Nie ma ci on szczęścia do lokatorów w ostatnich latach, oj nie ma. 

Azaliż jest światełko, ponieważ mocno niekorzystny horoskop planetarny, nękający pana premiera Donalda Tuska, właśnie mija.

Więc stałem ci ja i patrzyłem na Belweder w zimowym otoczeniu i zaprawdę, powiadam Wam, oto naszła mnie myśl, że sławny limeryk polskiej Noblistki Wisławy Szymborskiej może zawierać proroctwo:

Pewien rolnik z Neapolu

Posadził chuja w polu.

Przychodzi do niego na wiosnę,

A chuj rzecze: - Precz! Ja rosnę!

- Do widzenia Karolu.


Jak mawiała moja babcia Szeptucha: - Należy mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu, bo owijanie w bawełnę rozzuchwala zło. 



                                       

piątek, 17 października 2025

Manipulacja

 


 Łatwość, z jaką można manipulować umysłem ludzkim, wynika z samej natury człowieka. Jest on bardziej odbiorcą niż poszukiwaczem, chętnie (z powodu lenistwa, bierności i braku wyobraźni) zadowoli się informacją pierwszą z brzegu, albo opinią, a ta im bardziej będzie uproszczona, ubarwiona i bzdurna – tym lepiej. Bzdura ma coś z konwencji bajki (i często kiczu) przemawia więc łatwo do wyobraźni potocznej.

     Prawda może być tak oczywista, że nie wzbudzi żadnego zainteresowania,  może też być zwyczajnie nudna. Tymczasem w bzdurze (dobrze podanej) jest często jakaś fantastyczność, jakaś intrygująca deformacja, zaklęcie, baśń.

Propaganda stała się głównym narzędziem działania każdej władzy współczesnej. Ktoś użył na jej określenie terminu agresja. Jest to o tyle trafne, że istotą propagandy jest po pierwsze primo nieustanny atak i podbój (świadomości człowieka).

Jednak uwaga: - jeżeli spośród wielu prawd wybierzesz tylko jedną i za nią będziesz ślepo podążać, zmieni się ona w fałsz, a ty staniesz się fanatykiem.


Fanatyzm wyzwala w człowieku więcej energii niż łagodność i dobroć. Dlatego fanatyk może łatwiej narzucić swoją wolę, łatwiej ustanowić swoje rządy.

  Po drugie primo: - aby rządzić bez większych problemów, nie trzeba wsadzać do więzień. Wystarczy stworzyć społeczeństwo przeciętnych. Człowiek przeciętny zrobi bowiem wszystko, co zechce władza, ponieważ ma tylko jeden ideał – żeby dać mu spokój.



poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Trzecie życzenie Lema

 


Moje trzecie życzenie przewyższa nieziszczalnością, oba poprzednie. Były one w porównaniu z nim zwykłą dziecinadą.

Otóż życzę sobie otworzyć pewnego ranka oczy, aby przekonać się, że wszystko, co się mnie i światu przytrafiło od mojej matury, było sennym koszmarem. Wyśniłem drugą wojnę światową, obozy koncentracyjne, okupację Polski i innych krajów, „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”, konferencje rozbrojeniowe, Klub Rzymski, debaty atomowe, kryzysy, itp.

     Nic z tego nie zaszło, bo było tylko senną zmorą. Dlatego po przebudzeniu odczuję prócz ulgi także wstyd, żem przypisał ludzkości tyle zaciekłości morderczej i świństw. Jakże się zawstydzę, że mieli rację ci, którzy od dawna pomawiali mnie o mizantropię i sadystyczne cechy charakteru, które przejawiły się w moim śnie.

     Zarazem stwierdzę z radosnym wzruszeniem, że wszystko, czego uczyli mnie moi nauczyciele gimnazjalni o szlachetnej naturze człowieka, było najczystszą prawdą.

                                 Kraków, luty 1980.

 

P.S. – Stanisław Lem był Żydem. Urodził się we Lwowie w roku 1921. W czasie wojny przeżył okropne rzeczy. Śmierć zaglądała mu oczy wielokrotnie.




czwartek, 27 marca 2025

Trzy życzenia - Stanisław Lem

 


 (Recz pisana w lutym 1980 roku).

Pierwsze moje życzenie jest dość skromne. Dotyczy ono powolnej likwidacji kłamstwa w życiu politycznym i społecznym. Kłamstwo bowiem rozkwita w państwie demokratycznym i totalitarnym – w pierwszym jest równouprawnione z prawdą, a w drugim upowszechnia je rząd i wspomaga cenzura. Spełnienie mego pierwszego życzenia nie naruszy tych okoliczności bezpośrednio. Ma jedynie powstać sprzężenie zwrotne pomiędzy publicznym kłamstwem i kłamcą.

     Dzięki temu okłamujący bliźnich sami będą się demaskować. I nie jest ważne, czy chodzi o rzeczników rządowych, komentatorów TV, opozycjonistów, propagandystów, zawodowców reklamy, lub przedstawicieli różnych religii.

      Otóż kłamca zdradzi się przez to, że kłamiąc wyda przeraźliwy krzyk bólu. Kto bowiem będzie kłamał, ten odczuje natychmiast przeszywający ból.

Co prawda umiejscowienie tego bólu będzie dla kłamiącego zawsze niespodzianką. Nikt nie będzie wiedział z góry, czy kłamiąc odczuje kolki nerek, rwanie zębów, czy boleści brzucha. Gdy przestanie kłamać, ból przetrwa jeszcze jakiś czas, jako kara i ostrzeżenie.

    W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu mego systemu będziemy biegali nieco oszołomieni wrzaskami dochodzącymi zewsząd. Wnet jednak zauważymy, że to się opłaca.

Wolno też optymistycznie przypuścić, że po jakimś czasie zrobi się ciszej, ponieważ zainteresowani pojmą, jakie są koszty własne kłamstwa.


Niestety rzecz komplikuje to, że kłamstwo w postaci czystej występuje równie rzadko jak święta prawda.

 Zwykle proponują nam mieszankę obojga. Ponadto wielu ludzi kłamie w dobrej wierze mówienia prawdy.

Aby wyjaśnić, jak to przezwyciężę, dodam kilka słów o technicznym zapleczu mojej metody.

     Otóż istnieje niewidzialny system światowej kontroli, izolowany od rządów i wszelkich innych interwencji, który z szybkością światła bada zawartość prawdy w tym, co się głosi publicznie. Czyli co się mówi w knajpie, albo pod kołdrą przed zaśnięciem nie liczy się i wtedy można dalej łgać ile wlezie.

     Sieć komputerów bada słuszność głoszonego, oraz jego możliwych skutków społecznych.

Kiedy ktoś na przykład oświadczy, że istnieje tylko jeden Bóg – Allach czy Jehowa – nic mu się nie dzieje. Gdy jednak powiada, że w imieniu tego Boga należy zabijać pewne osoby, albo zakręcać jakieś krany, ten dostaje ischiasu, niejako w postaci strzału ostrzegawczego przed dziób. Lecz bóle krzyża będą go dręczyły przez trzy dni.

Kto głosi 60- procentowe kłamstwo, zostanie sparaliżowany w 60 % na sześć tygodni, itd.

    Komputery posiądą dokładne cenniki dla wszystkich kłamstw w rozmaitych mieszaninach z prawdą. To, czego nie ma w cennikach, wyląduje na moim biurku, bo ja będę najwyższą instancją decydującą co jest, a co nie jest kłamstwem.

    Oczywiście podjęte zostaną rozpaczliwe wysiłki, by utworzyć jakieś szanse dla kłamstwa. Zjawią się fanatycy, czy propagandziści, gotowi dalej kłamać, otrzymają bowiem odpowiednie podwyżki uposażeń jako nawiązkę za ból. Powstaną też odpowiednie stanowiska w mediach, których zadaniem będzie wyciszanie wszelkich stękań. Stamtąd będzie dobiegał cały chór wrzasku.

      Nie umiem przepowiedzieć, jakie skutki wywrze na nasz świat ten bolesny proces nauczania. Trzeba się będzie liczyć z okropnymi scenami, na przykład na zjazdach politycznych, czy na dorocznych zebraniach akcjonariuszy różnych firm, bo ograniczona odpowiedzialność nie uratuje zarządu przed boleściami. Prywatnie spodziewam się po mym męczycielskim wynalazku wielu miłych godzin.

    Pozostawiam każdemu nieograniczone prawo kłamania, tyle że będzie musiał płacić rzeczoną cenę. Każdy może sobie wyobrazić, jak świat wyglądałby w rok po spełnieniu mego pierwszego życzenia.


poniedziałek, 21 listopada 2022

Kraina Nicnierobienia

Zwykle wraz z wiekiem odzywa się potrzeba odwiedzenia miejsc rodzinnych i pewnie dlatego czuję się Bieszczadach u siebie. Nie zapomnę wzruszenia (uczucia nie kłamią), kiedy po wielu życiowych zakrętach przyjechałem po raz pierwszy na tę Skrzywdzoną Ziemię i poczułem się znowu dzieckiem. Czy też dotarło do mnie, że noszę w sobie to sławne „wewnętrzne dziecko”, całkiem dotąd zaniedbywane, a teraz chciałbym mu to wynagrodzić.

Wtapiam się w bieszczadzką przyrodę, a wiatr w szerokiej przestrzeni odbieram jako powiew wolności. Cała przeszłość zostaje za górami - urodziłem się po raz drugi?


Nie tęsknię za obłudą tak zwanej cywilizacji, w zupełności wystarcza mi możliwość zaspokojenia najprostszych, podstawowych potrzeb. I nie nudzę się ze sobą, bo siebie akceptuję. Poza tym nie jestem sam - pamiętajmy, że nad każdym z nas czuwa Duch Opiekuńczy.

Wolność. Odkryłem, że znów mogę beztrosko biegać za motylem.


Bo kiedy jest wyjątkowo miło, tudzież bardzo przyjemnie? Ano wtedy, gdy wybierasz luzik. Wtedy otóż, kiedy robisz cokolwiek, ale bez jakiegoś planu, programu. No i bez przymusu i pośpiechu, czyli niespiesznie. Możesz coś robić, choć nie musisz, a jednak to robisz z powodu przyjacielskiego nastawienia do świata. Albo nie robisz nic, jesteś przecież w Krainie Nicnierobienia i dlatego łatwo wpadasz w objęcia Błogosławionej Lubości. Po kokardkę przepełnia cię niewypowiedziane zadowolenie i błoga przychylność dla egzystencji. Znaczy luzik ciebie dopadł i to jest właśnie stan najcenniejszy.

Albowiem gdy osiągnąłeś już ten stan, a wypada akurat potrzeba wykonania czegoś, co niekoniecznie lubisz, to jednocześnie możesz przecież żeglować myślami po wielokrotnie przywoływanych Zielonych Łąkach. I dzięki temu mykowi utrzymujesz stan najcenniejszy.


Oczywiście możesz starać się robić tylko to, co lubisz, atoli jest to już jakiś wysiłek, przymus, czyli azaliż gubisz luzik, zapominając, że powinna być odmiana: góra – dół, słodkie – gorzkie. Niemożliwe jest bowiem wędrowanie tylko na lewej nodze, albo trwanie we wdechu. Wydech musi być.

Nie doceni ciepła ten, kto choć raz porządnie nie przemarzł.

Co ciekawe, ten Twój radosny nastrój mocno irytuje otaczających ciebie ludzi. Przeciętni Kowalscy nie trawią Twego zadowolenia. Uważają, że jeśli nie narzekasz, nie jojczysz, to jest z Tobą coś nie tak, bowiem normą w świecie ludzi są trzy rzeczy: - tkwienie w nieszczęśliwości, zachowania stadne, oraz podobieństwo do maszyn. 


Zabawnie jest nieraz zakpić sobie z przeciętnego Kowalskiego, tylko dla własnej satysfakcji, lub w nadziei, że ów aluzję zrozumie. Każdy przecież na swój sposób poszukuje prawdy. Przypomnę, że w Bieszczadach przylgnęła do mnie także ksywka jajcarz. 

Każdy poszukuje swojej prawdy, więc zadaje pytania. Sobie, innym i wszystko jest okej dopóki nie daj boże niewinne pytania nie przejdą we wścibstwo. Wtedy należy przycisnąć hamulec. Tu przypomnę rozmowę z gościem, który przyczepił się, kiedy akurat przechodziłem przez Roztoki w drodze na Fereczatą. To maleńka osada jak widać, zero ludzi. Ten gościu niósł reklamówkę, więc nie był turystą. Dogonił mnie, idziemy razem.  


  - Dzień dobry – dzień dobry. Standardowa ciekawość rozpiera gościa:

- A pan dokąd? – wyjaśniam dokąd.                                                                                     

- Pan na krótko w Bieszczady przyjechał? – Na długo. Ogólnie w podróżach jestem przez wiele miesięcy w roku.

- To pan chyba nie pracuje? – Pracować przestałem już wiele lat temu.

- To pan musi mieć dużo pieniędzy, podróże kosztują!

- Zgadza się. Podróże kosztują, ale mam dość pieniędzy.

Facet przygląda mi się z ukosa, chwila milczenia, wreszcie odważa się zadać to nurtujące go pytanie:

- A skąd ma pan te pieniądze, jeśli oczywiście można wiedzieć?

- Można. Pieniądze biorę z szafy.                                                                              

- Jak to z szafy?

- No z szafy. Kiedy potrzebuję kasy, podchodzę do szafy, otwieram ją i wyjmuję tyle, ile mi potrzeba.

Gościu przetrawia informację. Ma wątpliwości, więc pada kolejne pytanie:

- A skąd biorą się pieniądze u pana w szafie?

- Moja żona tam je wkłada.

Teraz czekam na ostatnie klasyczne pytanie, jako że tę anegdotę stosowałem już multum razy i ona zawsze działa. Rozmówca już nie odpuszcza, ponieważ wydaje mu się, że za chwilę zagadka się wyjaśni.

- A pana żona to skąd bierze te pieniądze?

- Ja jej daję!

I to nie był jeszcze koniec rozmowy, dalszy ciąg już kiedyś opisałem. 

Fereczata.


Krystaliczne powietrze o poranku, niosące nieco później zapach łąki, ziemi lub lasu. Samotność i cisza. Idę. Lub tylko jestem. Być może tak wygląda droga do nieba, oczywiście jeśli ktoś w nie wierzy. 


piątek, 8 kwietnia 2022

Pokora przypomina kwiat róży

 


Opowiadanie o bałwochwalczym królu, oraz pokrewne przypowieści są symboliczne i należą do filozofii sufich. Mówią one, że gdy jesteś fałszywy, zostaniesz zniszczony – ścięty. Zabije cię twoja nieprawda.

    Wolność jest dla tych, którzy są wolni od ego. Nie ma innej wolności. Wolność oznacza wolność od ego. I decyduje o tym jedno: - jeśli bronisz ego – przegapisz Boga.

Natomiast, gdy jesteś gotów porzucić ego – odnajdziesz go.

     W tym porzucaniu zawiera się odnajdywanie.

Wydaje ci się, że jesteś oddzielony od Boga, a to tylko iluzja, autohipnoza. To myślenie do ciebie przylgnęło. To jest właśnie ego. Ono zasłania tobie prawdziwy świat. To ego zasłania ci prawdę. Gdy to do ciebie dotrze – że jesteś jednością – obudzi się w tobie ufność!


 Nie chroń siebie. Nie popychaj rzeki. Płyń z prądem egzystencji. Za życia bądź żywy. Umierając – umieraj. Budząc się – budź się. A gdy jesteś głodny – jedz. Nie oddzielaj się od życia, które ciebie otacza. Nie przegapiaj chwili. Trwaj w wiecznym Tu i Teraz.

Zawsze działaj autentycznie i szczerze – wtedy między Bogiem a tobą nie będzie bariery.

      Bądź zawsze sobą. Właśnie to nazywam modlitwą.


 Największą przeszkodą między tobą a prawdą, jest ego.

Ego żywi się wiedzą, „religijnością” i powszechnym poważaniem, czyli reputacją, sławą, władzą. Pamiętaj o tym i nie dokarmiaj ego.

    Bądź bardziej pokorny, zauważ swoje błędy, pomyłki. To zauważenie da ci pokorę.

W pokorze, modlitwa sama przychodzi. Dzięki pokorze, pojawia się wielka odwaga!

            Pokora jest silna – ego jest bardzo słabe!.

Ego to wysiłek słabej osoby, próba ochrony. Ego jest pancerzem. Taki człowiek osłania pancerzem swoją słabość. I taki człowiek wie, że jest bardzo słaby.

Największe ego, mają słabi ludzie. Takie rozdmuchane ego jest im potrzebne, aby jakoś egzystować. Oni lubią pouczać i chcą zawsze mieć rację. I bez przerwy oceniają wszystko wokół według swoich chorych zasad. Są zawsze skorzy do kłótni.

       Kto naprawdę czuje się silny nie potrzebuje ego, umie żyć bez niego. Potrafi żyć bez poczucia bezpieczeństwa, w narażeniu na atak.

    Uczony był słaby, tak samo, jak Sayed. Prostytutka była silna, miała siłę kwiatu róży – bezbronnego, miękkiego, delikatnego, a jednak silnego. Widziałeś, jak o poranku kwiat róży bawi się z wiatrem i romansuje ze słońcem? Wysoko podnosi głowę, delikatną, a jednocześnie silną. Lao Tzu nazywa to siłą wody.


 Ego ma siłę skały. Jest twarde. Pokora ma siłę wody. Stań się delikatny, jak woda, a w końcu wygrasz. Twardość przynosi klęskę. Opór wobec życia wcześniej, czy później zniszczy cię. Twoja twardość, twoje własne ego staje się trucizną.

    Spójrz na wodospad spadający ze skały. Skała w końcu zniknie, stanie się piaskiem, a woda, miękka, delikatna będzie istnieć. Twardość skał powoduje ich znikanie.

    Ego przypomina skałę. Pokora przypomina kwiat róży.

 

     - Rzeczy wyglądają nieco inaczej, niż nam się wydaje.

     - Ego wygląda na silne – a jest słabe.

     - Pokora wygląda na słabą, a taka nie jest. Nie daj się zwieść pozorom.

 

                                                                         Osho

Zdjęcia: Zamek Warszawski



 

 

piątek, 4 marca 2022

Dziurka w niebie

 


Ostatnio przytrafiła mi się rozmowa z małym inteligentem z pierwszej klasy. Rozmawialiśmy długo o wielu sprawach błahych, coś mu opowiadałem i naraz wyłonił się dylemat „prawda i kłamstwo”. Znaczy czy można kłamać. Jasio powiedział: - „Ja wiem wujku co to prawda. Prawda to taka dziurka w niebie, przez którą bozia wyciąga do mnie rękę”.

Odebrało mi głos. Można się wzruszyć?.













sobota, 26 lutego 2022

Żółte ludziki

Kiedyś, bardzo dawno temu, prawda była oczywista. Każdy był tym, kim naprawdę był. Wybitny łucznik był wybitnym łucznikiem, a marny łucznik nie pchał się do pierwszego szeregu. Potem wszystko się zmieniło. Marny strzelec dostrzegł możliwość szachrajstwa – mógł kupić złoty łuk i przechadzać się z nim między ludźmi. Zauważył, że to wystarczy dla zrobienia wrażenia, że jest doskonały. Nikt nie odważył się sprawdzić jego umiejętności. Z poziomu czynów ludzie przeszli na poziom deklaracji.      

Ludzie zaczęli nosić maski, wiele masek. Najpierw oddzielili się od świata natury, od Źródła, potem odkryli, że lęk duszy można ukoić za pomocą przedmiotów i używek. Jednak to  działanie było niedostateczne, więc sięgnięto po fałsz. Prawda przestała być wartością i stała się trudna do zweryfikowana. Ludzie coraz głębiej wpadali w kanał: - zaczęli budować następne mury, tym razem przeciwko sobie. 

                   Zaglądanie w przyszłość - prognozowanie, czyli poszukiwanie prawdy, która dopiero nastąpi.

Piotr Gibaszewski jest jednym z najlepszych polskich astrologów. Jego prognozy dotyczące kilku podstawowych aspektów otaczającej nas rzeczywistości, bywają zaskakująco celne. Przykład mamy w poprzednim dzisiejszym poście. Przypominam, że astrologia jest wiedzą z wyższej półki, nazywaną Nauką Królów.

Krzysztof Jackowski dla odmiany jest osobą o zdolnościach paranormalnych. Przypomnę jego słowa jeszcze sprzed zarazy: - „Krótko przed groźnym konfliktem – wojną, ludzie będą się bali oddychać, będą ograniczenia wolności, zakazy”. Potem, już w czasie pandemii dodał: - „W Polsce będzie wydzielona strefa przygraniczna z zakazem wstępu”. No i te jego niekwestionowane osiągnięcia w poszukiwaniu denatów. Gość nieprzeciętny, porównywalny z ojcem Klimuszko. Piszę o panu Jackowskim w związku ze słowami, których użył ostatnio: - „Zagrożenie. Ludzie będą się bać bo pojawi się żółty pył”.

Internet momentalnie zasugerował: Czarnobyl, promieniowanie, skażenie. Być może. Nie wiadomo.

I tu przypomniało mi się proroctwo Nostradamusa, w którym w naszych czasach pojawia się żółty pył, ale nie w Polsce tylko we Włoszech. No i mamy wątpliwości co do prawidłowego tłumaczenia archaicznego języka, którym posługiwał się Nostradamus. A może to nie żółty pył, tylko żółte ludziki? Bo zielone ludziki już znamy. 

wtorek, 1 lutego 2022

Święty płomień


 



Obudziło mnie wołanie kruka. Nocą spadło trochę świeżego śniegu, a o poranku słońce nawet próbowało się przebić przez mgłę. Idę przez białośnieżne odludzie. Jest mroźno, śnieg skrzypi pod butami, a ja idę i myślę (niespiesznie), ponieważ tak się składa, że znowu mam czas.






 Społeczeństwa tworzą systemy, które z biegiem lat stają się anachroniczne – najnormalniej w świecie tracą rację bytu.

Na przykład nigdy nie mogłem pojąć po co nosi się krawaty.

Był czas że zakładałem takowy, oraz garnitur, ale źle się wtedy czułem – jakoś tak w obcej skórze, tudzież spętany, zniewolony całą tą cywilizacją. A przecież uczucia są tak ważne, no i nie kłamią. Wreszcie odrzuciłem tę głupotę garniturowo - krawatową, oraz przy okazji kilka innych. 




 

- Każdy ma prawo znaleźć drogę, która prowadzi przez jego wieś.





- Do końca swoich dni zdrowy na umyśle człowiek powinien mieć odwagę bycia nieco szalonym, ponieważ płomień szaleństwa jest święty.