Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Opiekuńczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch Opiekuńczy. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 marca 2024

Rząd czuwa nad nami

Padało kilka godzin, usnąłem oczywiście i obudził mnie dzięcioł. Świat umyty, nastawiam obowiązkową miętę, po czym kręcę się to tu to tam i za klonem znajduję nieco podeschniętą kurkę.







Trzeba będzie dozbierać grzybów do obiadu, a na razie jako że odzywa się potrzeba ruchu, biorę pusty plecak, zamykam dom i odchodząc patrzę z przyjemnością na to fajne miejsce pod jaworem.



Jestem bardzo zadowolony, a kiedy tak się dzieje, zaraz dziękuję memu Duchowi Opiekuńczemu za całokształt.

Jak Czytelnicy wiedzą, ta modlitwa dziękczynna jest zwięzła, tudzież prosta i polega na głębokim westchnięciu – Ach! I to wszystko.

Duchy przepadają za takimi krótkimi, atoli szczerymi podziękowaniami płynącymi wprost z serca.

I zaprawdę powiadam wam: - w tym momencie spojrzałem w niebo i przypomniały mi się słowa:


Wierzę, że tam na górze jest Coś, co czuwa nad nami.                                

Niestety jest to rząd.

                         Woody Allen





czwartek, 8 lutego 2024

Pokochać swojego niedźwiedzia

Część 15.  

Dopiero nastaje sławna pora miedzy psem a wilkiem, a ja syty wrażeń leżę już w namiocie. Jest ciepło – więc nie zasłaniam wejścia. Usypiam szybko, azaliż czujnie jak zając.

Nagle budzę się.

Jest zupełnie ciemno, tak ciemno, jak może być tylko w dupie (czarnej), o ile tam kiedyś byłeś Czytelniku. Jest tak ciemno, że nawet nie widzisz własnych myśli. Ta wyjątkowa ciemność podobna do sadzy tak mnie zadziwiła, że rano zajrzałem do kalendarza księżycowego i wyczytałem: „18 lipca księżyc w nowiu”.

Atoli wracam do meritum: - jest głucha noc i coś mnie budzi.

Chyba dźwięk jakiś był w tej kompletnej ciszy. Był, albo nie był.

Coś musiało być, bo czuwam. Czuwam korzystając z jedynego dostępnego w tych warunkach zmysłu, mianowicie z uszu.

Coś słychać. To warczenie? Czyli wilk!

Dźwięk staje się głośny – jednak tym razem jest to groźny pomruk. Basior! Głos staje się bliższy i wyraźnie przemieszcza się z prawej strony z dołu, na lewą stronę. Kolejny pomruk słyszę z całkiem bliska, jakby zwierz był tuż za jaworem. Naraz powiew ciągnący z dołu, od strony ściany lasu, przynosi dobrze znany zapachowy bukiet – odór amoniaku przyprawiony mokrą sierścią starego psa z subtelną, atoli niezbędną domieszką smrodu padliny.

Niedźwiedź!

Misio skonsumował przejrzałe delicje, a potem w miejscu gdzie leżały resztki nieboszczyka wytarzał w tym swoją osobistość. Teraz, gdy to opisuję, mogę sobie pozwolić na frywolność, bo to moje któreś tam z rzędu bliskie spotkanie z niedźwiedziem. Emocje, początkowy paraliżujący strach, wszystko to zbladło pozwalając rejestrować zmysłom detale zdarzenia, tym razem z pomocą drugiego zmysłu - nosa.

     Strach był, a jakże, bowiem stwierdzam z niejakim zdziwieniem, że trzymam w garści finkę, po którą sięgnąłem instynktownie.

Nie boi się bowiem tylko martwy albo głupi.

Widzę niedźwiedzia uszami, chwilami węchem, jak krąży i już nie mruczy, tylko porykuje! Jednak nie wyczuwam wrogości w tych rykach, raczej irytację,  niezadowolenie, że oto pojawił się intruz na jego terenie.

Wczoraj traktor kosił i hałasował cały dzień, a dziś pojawił się namiot. Niedźwiedź obchodzi namiot, jest nie więcej niż dwadzieścia - trzydzieści metrów, ależ się wyperfumował!

Mocniej zaciskam nóż w chwili gdy misio mruczy z bliska ze zbocza ponad namiotem, czyli za moimi plecami.

Rozpatruję sprawę z wisielczym humorem, tudzież wagowo: ja – 70 kg z haczykiem, dorosły bieszczadzki niedźwiedź może 500, czy nawet 600 kg. Zero szans. Jednak statystycznie dobra nasza, bo nie zanotowano w Bieszczadach żadnego przypadku śmiertelnego.

Zdarzenie trwa już dość długo, pewnie pół godziny, na pewno trzy pełne okrążenia namiotu były - teraz zwierz usiadł chyba, ponieważ mruczenie dobiega z tego samego kierunku. Nauczony przez babcię - Szeptuchę wysyłam myśl do mego Ducha Opiekuńczego, aby porozumiał się z Duchem niedźwiedzia i namówił owego do odejścia.

System zadziałał – oto pomruki wyraźnie łagodnieją, nawet powiedziałbym, że stają się przyjazne, po czym stopniowo cichną – misio wziął i sobie poszedł. Uff!

    I zaprawdę, powiadam wam: - przypomina mi się scena z Niedźwiednikami z Bombaju, z książki Robertsa – Shantaram. Pamięć podsuwa dziwne słowa, jak mi się wtedy wydawało: – Każdy jest wędrowcem. Wędrowcem przez życie i kiedyś spotka swego niedźwiedzia, a wtedy powinien go pokochać.

    Jako że zwierzęta mają osobiste terytorium, być może jest to ten sam niedźwiedź (niedźwiedzica?), na którego drodze znalazłem się w tym miejscu już dwukrotnie. Czy mam go w takim razie nazywać „moim” niedźwiedziem? Bo jeśli tak, a do tego jest to niedźwiedź-dziewczynka, na co wskazywały końcowe przyjazne pomruki  onego - onej w czasie obu incydentów nocnych, to nie mam wyboru i powinienem go – ją – pokochać!

Cisza kompletna. Napięcie opadło, jeszcze trochę czuwam zanurzony w tej sadzy ciemności - w końcu senność zwycięża.


 

poniedziałek, 21 listopada 2022

Kraina Nicnierobienia

Zwykle wraz z wiekiem odzywa się potrzeba odwiedzenia miejsc rodzinnych i pewnie dlatego czuję się Bieszczadach u siebie. Nie zapomnę wzruszenia (uczucia nie kłamią), kiedy po wielu życiowych zakrętach przyjechałem po raz pierwszy na tę Skrzywdzoną Ziemię i poczułem się znowu dzieckiem. Czy też dotarło do mnie, że noszę w sobie to sławne „wewnętrzne dziecko”, całkiem dotąd zaniedbywane, a teraz chciałbym mu to wynagrodzić.

Wtapiam się w bieszczadzką przyrodę, a wiatr w szerokiej przestrzeni odbieram jako powiew wolności. Cała przeszłość zostaje za górami - urodziłem się po raz drugi?


Nie tęsknię za obłudą tak zwanej cywilizacji, w zupełności wystarcza mi możliwość zaspokojenia najprostszych, podstawowych potrzeb. I nie nudzę się ze sobą, bo siebie akceptuję. Poza tym nie jestem sam - pamiętajmy, że nad każdym z nas czuwa Duch Opiekuńczy.

Wolność. Odkryłem, że znów mogę beztrosko biegać za motylem.


Bo kiedy jest wyjątkowo miło, tudzież bardzo przyjemnie? Ano wtedy, gdy wybierasz luzik. Wtedy otóż, kiedy robisz cokolwiek, ale bez jakiegoś planu, programu. No i bez przymusu i pośpiechu, czyli niespiesznie. Możesz coś robić, choć nie musisz, a jednak to robisz z powodu przyjacielskiego nastawienia do świata. Albo nie robisz nic, jesteś przecież w Krainie Nicnierobienia i dlatego łatwo wpadasz w objęcia Błogosławionej Lubości. Po kokardkę przepełnia cię niewypowiedziane zadowolenie i błoga przychylność dla egzystencji. Znaczy luzik ciebie dopadł i to jest właśnie stan najcenniejszy.

Albowiem gdy osiągnąłeś już ten stan, a wypada akurat potrzeba wykonania czegoś, co niekoniecznie lubisz, to jednocześnie możesz przecież żeglować myślami po wielokrotnie przywoływanych Zielonych Łąkach. I dzięki temu mykowi utrzymujesz stan najcenniejszy.


Oczywiście możesz starać się robić tylko to, co lubisz, atoli jest to już jakiś wysiłek, przymus, czyli azaliż gubisz luzik, zapominając, że powinna być odmiana: góra – dół, słodkie – gorzkie. Niemożliwe jest bowiem wędrowanie tylko na lewej nodze, albo trwanie we wdechu. Wydech musi być.

Nie doceni ciepła ten, kto choć raz porządnie nie przemarzł.

Co ciekawe, ten Twój radosny nastrój mocno irytuje otaczających ciebie ludzi. Przeciętni Kowalscy nie trawią Twego zadowolenia. Uważają, że jeśli nie narzekasz, nie jojczysz, to jest z Tobą coś nie tak, bowiem normą w świecie ludzi są trzy rzeczy: - tkwienie w nieszczęśliwości, zachowania stadne, oraz podobieństwo do maszyn. 


Zabawnie jest nieraz zakpić sobie z przeciętnego Kowalskiego, tylko dla własnej satysfakcji, lub w nadziei, że ów aluzję zrozumie. Każdy przecież na swój sposób poszukuje prawdy. Przypomnę, że w Bieszczadach przylgnęła do mnie także ksywka jajcarz. 

Każdy poszukuje swojej prawdy, więc zadaje pytania. Sobie, innym i wszystko jest okej dopóki nie daj boże niewinne pytania nie przejdą we wścibstwo. Wtedy należy przycisnąć hamulec. Tu przypomnę rozmowę z gościem, który przyczepił się, kiedy akurat przechodziłem przez Roztoki w drodze na Fereczatą. To maleńka osada jak widać, zero ludzi. Ten gościu niósł reklamówkę, więc nie był turystą. Dogonił mnie, idziemy razem.  


  - Dzień dobry – dzień dobry. Standardowa ciekawość rozpiera gościa:

- A pan dokąd? – wyjaśniam dokąd.                                                                                     

- Pan na krótko w Bieszczady przyjechał? – Na długo. Ogólnie w podróżach jestem przez wiele miesięcy w roku.

- To pan chyba nie pracuje? – Pracować przestałem już wiele lat temu.

- To pan musi mieć dużo pieniędzy, podróże kosztują!

- Zgadza się. Podróże kosztują, ale mam dość pieniędzy.

Facet przygląda mi się z ukosa, chwila milczenia, wreszcie odważa się zadać to nurtujące go pytanie:

- A skąd ma pan te pieniądze, jeśli oczywiście można wiedzieć?

- Można. Pieniądze biorę z szafy.                                                                              

- Jak to z szafy?

- No z szafy. Kiedy potrzebuję kasy, podchodzę do szafy, otwieram ją i wyjmuję tyle, ile mi potrzeba.

Gościu przetrawia informację. Ma wątpliwości, więc pada kolejne pytanie:

- A skąd biorą się pieniądze u pana w szafie?

- Moja żona tam je wkłada.

Teraz czekam na ostatnie klasyczne pytanie, jako że tę anegdotę stosowałem już multum razy i ona zawsze działa. Rozmówca już nie odpuszcza, ponieważ wydaje mu się, że za chwilę zagadka się wyjaśni.

- A pana żona to skąd bierze te pieniądze?

- Ja jej daję!

I to nie był jeszcze koniec rozmowy, dalszy ciąg już kiedyś opisałem. 

Fereczata.


Krystaliczne powietrze o poranku, niosące nieco później zapach łąki, ziemi lub lasu. Samotność i cisza. Idę. Lub tylko jestem. Być może tak wygląda droga do nieba, oczywiście jeśli ktoś w nie wierzy. 


środa, 3 sierpnia 2011

Euro/USD i Duch Opiekuńczy

Euro tańczy według dat, inne rynki robią, co mają robić. Dzień piękny. Tylko cieszyć się życiem! Bo co potrzebne do szczęścia, jak pisze Osho? Tylko ty sam! Szczęście masz w sobie i zawsze miałeś. Myśli to tylko narzędzie, należy je kontrolować, i po wykonaniu zadania odłożyć na bok. A więc poranny wpis, wyłączyć komputer i na spacer. DZIAŁANIE DUCHA OPIEKUŃCZEGO - KIEROWCĘ ZATRZYMUJE DROGÓWKA . Zdarzenie nr 1.Wszystkie przypadki z Warszawy, z dwóch lat, 2008 i 2009. Kłopoty z okiem i w końcu operacja, sprawiły, że upłynął termin badania technicznego i rejestracji samochodu. Noc. Zbliżam sie do tunelu pod Wisłostradą. Jechałem bez pasów, żółte światło, zawahałem się przez mgnienie, przejechałem już na czerwonym. Pusto. Widzę motocykl za sobą. Oho, policjant . Daje znak, abym zjechał na pobocze, zaraz po wyjeździe z tunelu. Wysyłam DUCHA OPIEKUŃCZEGO żeby mi pomógł. Okazuje się, że jechałem 80 km, a wolno 50, no i dowód rejestracyjny nieważny. 4 przewinienia - należy się mandat, ileś punktów, no i zatrzymanie dowodu. Chwila spokojnej rozmowy, policjant mówi: panie, nie wiem , co się ze mną dzieje, ale ja pana puszczę. I mnie puszcza.Tym razem świadkiem była moja żona. Pytała mnie potem, czemu byłem tak spokojny. A dlaczego miałem się niepokoić skoro DUCH działał ? Zdarzenie nr 2. Jestem umówiony wieczorem w centrum miasta, nie ma gdzie zaparkować, krążę na pamięć ulicami, nie patrzę na znaki.Wiadomo, zmiana organizacji ruchu co chwila, wczoraj można było tędy jechać, dziś nie. Jeszcze pieszych nie przepuściłem podobno i jeszcze coś. Razem 3 wykroczenia, podobno bardzo poważne, bo policjant wymienił sumę mandatu i punktów. Dużo tego. No DUCHA wysłałem, to przyglądam się całemu zdarzeniu jakby z zewnątrz. Nic się nie odzywam. Patrzymy na siebie przez chwilę. Aleje Jerozolimskie, duży ruch. Policjant wyrażnie podenerwowany ( może moim spokojem?, a może tym, że jechali za mną dość długo dając znaki, a ja się nie zatrzymywałem, bo nie było gdzie ) - poleca mi pojechać kilkaset metrów do przodu i stanąć na środku ronda przed Rotundą . < Tam pana skasuję , dodaje > Jadę posłusznie . Wjeżdżam na wskazane miejsce. Wysiadam . Przyjeżdża policjant , wysiada salutuje, ale nic nie mówi ..Znam tę chwilę wachania – to Duch działa, policjant zastanawia się co się dzieje..Coś jest nie tak. Pisk opon. Staje przy nas samochód, wypada kierowca, - panie władzo,woła , - a tu obok człowieka przejechało. Jednocześnie policjant z samochodu mówi: - puść pana, mamy wezwanie z centrali, potrącenie pieszego. Jestem pouczony i po sprawie. Tu miałem mieszane uczucia ; czy to ja spowodowałem potrącenie pieszego ? Zdarzenie nr 3. Jadę 80, tyle wolno. Błoto pośniegowe. Widzę samochód policyjny i funkcjonariusza, który wózkiem z licznikiem mierzy miejsce wypadku . Chcę zjechać na środkowy pas, nie puszczają mnie. Hamuję. Poślizg, samochód zaczyna tańczyć.Wpadam kolejno na trzy słupki gumowe, którymi policjant osłonił swój samochód i w ostatniej sekundzie udaje mi się nie uderzyć w jego pojazd. Uff! Adrenalina się podnosi. Policjant wychyla się blady zza samochodu i zatrzymuje mnie. Dmucham w balonik i wysyłam DUCHA. DUCHU porozum się z DUCHEM policjanta i spraw, aby mnie puścił. Odjeżdżam wybawiony z opresji. Policjant powiedział: panie, jaki ja jestem szczęśliwy, że nie przypieprzył pan w mój samochód, dlatego pana puszczę. KORZYSTAĆ Z POMOCY DUCHA OPIEKUŃCZEGO - ANIOŁA STRÓŻA,WE WSZYSTKICH ŻYCIOWYCH SYTUACJACH PODBRAMKOWYCH.! Dopisane po pewnym czasie: można wspierać się Duchem praktycznie non-stop. Niesamowite! Nie tylko w opresjach .... No to ciąg dalszy: Po zarobieniu pierwszych dużych pieniędzy, po raz pierwszy oblewa mnie fala zachwytu nad światem, aż mi się robi gorąco. Jestem szczęśliwy! Wiem, że modlitwa dziękczynna powinna być. I należy się Aniołowi. Aniele, tak mi dobrze, to Twoja zasługa! DZIĘKUJĘ! Słyszę odpowiedż: Podziękuj sobie, to Twoja zasługa,przecież ja jestem częścią Ciebie! A Ty zacząłeś słuchać samego siebie. Wreszcie. POMYŚL DOBRZE. POWIEDZ CO POMYŚLAŁEŚ. ZRÓB CO POWIEDZIAŁEŚ . A początek był taki. Na jednym z wielu zakrętów życiowych, postanawiam porozmawiać z Aniołem Stróżem. Sposób prosty: zastanów się o co pytasz (w myślach) kilka głębokich oddechów i chwytasz się za nos, wstrzymując oddech. Albo głowa do wanny! Duch się budzi zawsze nawet przy lekkim zagrożeniu życia. Pukamy do Anioła. -Co mam zrobić ze sobą w tym życiu? Nic,tak dalej postępuj. -Dlaczego mam to robić? To jest twoje zadanie,chciej je wypełnić. -Na co zwrócić uwagę? Twoja wola jest zależna od innych, postępuj tak, jak ty uważasz. -Czy mogę przyśpieszyć drogę do Prawdy? Tak, ale to nie jest potrzebne. -Czy możesz przekazać mi coś jeszcze? Wszystko, co ci przekazuję, już wiesz, lub będziesz wiedział. Rozmowa zaskakująco ciekawa, ale brak powietrza , zaraz się chyba zesikam! Ostatnie pytanie: -Czy mogę pytać przed podjęciem decyzji, czy jest to decyzja dobra czy zła? MOŻESZ, ALE NIGDY TAK DO KOŃCA NIE BĘDZIESZ PEWIEN, CZY ODPOWIEDŹ POCHODZI ODE MNIE, WIĘC PO CO PYTAĆ ? Łapię powietrze! No to sobie pogadałem! Sięgam po zeszyt, w którym zacząłem wiele lat temu zapisywać sny. Zapisuję rozmowę z Duchem, dlatego mogę ją teraz przytoczyć precyzyjnie. Ostatni przykład osobisty pokazuje,że mamy zdarzenia na własne życzenie, że jesteśmy kreatorami rzeczywistości.1995 rok, zbankrutowałem po raz drugi, firma jest już jednoosobowa, wszystkich musiałem zwolnić. ( a zatrudniałem oficjalnie 15 osób, drugie tyle na czarno) Stoję po 36 godzin przy wtryskarce tworzyw sztucznych, robię packi do walenia much i grzebienie. Potem odespać i w Polskę jedziemy sprzedawać. Jestem zmęczony sytuacją. W eter idzie wielokrotnie myśl : nie chcę tak ciężko pracować, żeby tak się porządnie wyspać, wogóle już mnie wtryskarka nie cieszy. ( Maszyna była wyjątkowa, tak jak Porsche wśród samochodów}. I stało się . Wypadek, 8 miesięcy w szpitalu. No, wyspałem się i odpocząłem za wszystkie czasy! Czyli : nie pozostawiać niedoprecyzowań, bo wyjdzie niedokładnie, czyli bokiem. Od tej chwili zastanawiaj się, kontroluj swoje myśli. Przykład wojenny: Opowiadanie kapitana Jana Blicharskiego, lotnika polskiego bombowego dywizjonu 300,rok 1945, Anglia. 12 lutego 1945. Jałta. Przemówienie Churchilla, mówi: it is right- to poważne słowo angielskie - żeby Sowieci zabrali Polsce Kresy. Dla mnie, jako, że pochodzę z Tarnopola, to był straszliwy cios. To była moja ojczyzna. Było 13 załóg po siedem osób, czyli 91 ludzi. Zaczeliśmy rozmawiać, utworzyły się grupki. Podnosione głosy. Jest po odprawie w dniu lotu. Najwięcej było Kresowiaków i trzy załogi oświadczyły, że w tej sytuacji nie lecą. Nie będą walczyć dla Anglików, którzy nas zdradzili. Po gorącej dyskusji, jedna załoga odmówiła lotu, a jedna złożona z wilniuków zapowiedziała, że to będzie jej ostatni lot. Noc z 13 na 14 lutego 1945. 8 tysięcy metrów. Widać z daleka markery czerwone na niebie, wyznaczające ogromny kwadrat. To zrobiły swoją robotę Mosqito. Wielki Teatr Nadchodzacej Śmierci. Podnosi się kurtyna. Płoną beczki czerwonych flar postawione na wysokości 10 km. Pięknie oznaczony cel. Na dole Drezno. Cel był łatwy. Drezno nie było bronione przez artylerię przeciwlotniczą, ani przez myśliwce. W powietrzu tłok. Leci tysiąc bombowców. Byłem bombardierem. Pierwszy zobaczyłem nasze czerwone markery. Mechanik otworzył drzwi bombowe, nacisnąłem guzik. Bomby poszły. Silne szarpnięcie do góry.(Pierwsza cookie na Drezno poszła z ręki Polaka, kapitana Blicharskiego – to symbol, był na niej napis: „Za Warszawę ) W zaciemnym wojennie Dreżnie 12 lutego 1945 Polak zapalił pierwsze światełko nagrobne) Samolot uwolnił kilka ton. Bomba główna to cookie, waga 4000 funtów, do tego wiązka Fosforowych pocisków zapalających w kształcie ołówków. Cookie burzące. Siadają całe kwartały domów. Fosfor płonie i się przylepia. Płonie nawet metal. Piekło. Zaczyna się burza ogniowa, a po chwili huragan ogniowy rwie w górę z szybkością 80 km zabierając cały tlen. Wszystko co żyje i oddycha dusi się. To Apokalipsa nadleciała nad Drezno. Ludzie w schronach, ale czują, że nadchodzi ostatnia godzina. W niebo, razem z huraganem iskier biegnie modlitwa : Vater unser, der da bist im Himmel- Ojcze nasz... Dywizjon 300 miał lancastery - w każdym jedna cookie, natomiast każdy B-29 wiózł ich więcej.... Straty dywizjonu - jedna maszyna, która zderzyła się w powietrzu nad Dreznem z samolotem angielskim, to był lancaster wilniuków.(Chcieli ostatniego lotu, to go dostali) Żeby okazać najwyższe zaufanie pilotowi, Polacy nie zabierali spadochronów. Jeśli sam coś umyślisz - działa. Jeśli pomyśli to siedmiu, działa mocniej. A jeśli pomyśli cały naród ? I pomyśli,że jest ponad inne narody ? POMYŚL DOBRZE, POWIEDZ, CO POMYŚLAŁEŚ WYKONAJ, CO POWIEDZIAŁEŚ