Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2026

Wiersz dla Zielonych

 


Nie lubię koloru czerwonego - mówi entuzjasta ekologii,

siedząc w swoim chińskim elektryku,

pod czerwonymi światłami w Alejach Jerozolimskich.

To kolor zakazu – stój, nie rusz się.

 

Widząc czerwoną plamę na chodniku

obejdź ją z daleka.

Jeżeli wdepniesz w krew

twoje buty posłużą za dowód: byłeś wspólnikiem!

 

Jakże inny jest kolor zielony

to kolor przyzwolenia

kolor łąki,

otwartej przestrzeni: oddychaj, żyj!

 

Nasza przyszłość będzie zielona.

Tylko ci co mają zielono w głowie

nie myślą o strachu.

Na zielone głowy wkładają czerwone kapturki

i już nie boją się wilków.


środa, 25 marca 2026

Ukryty ksiądz

 


 Osłabić człowieka, sztuczka druga: - Trzymaj człowieka w stanie nieświadomości. Odetnij mu dostęp do miłości, bo bez miłości inteligencja człowieka spada. Czy zauważyłeś to? Kiedy się zakochujesz, wszystko, co umiesz, osiąga szczyt. Kiedy ludzie są zakochani, funkcjonują na najwyższych obrotach. Najinteligentniejszymi ludźmi są ci najbardziej seksowni. Energia miłosna jest w zasadzie inteligencją. 

Gdy w ludziach tłumi się seksualność, uciekają w inny świat. Zaczynają tęsknić za taksówką do nieba. Zaczynają myśleć: tu nie ma raju, on jest gdzie indziej. Idą do księdza i pytają o niebo.

   - Sztuczka trzecia: - Trzymaj człowieka w jak największym strachu. Najlepszym sposobem jest nie pozwolić mu kochać, bo miłość niszczy strach. Kiedy jesteś zakochany, nie boisz się. Gdy jesteś zakochany, możesz walczyć z całym światem. A kiedy nie kochasz, boisz się wszystkiego. Budzą się lęki. I wtedy ludzie są na kolanach kłaniając się kapłanom i politykom. To spisek. Twój polityk i twój ksiądz są twoimi wrogami, ale udają, że służą społeczeństwu. A tak naprawdę pasożytują na tobie.

   - Sztuczka czwarta: - Niech człowiek będzie jak najbardziej nieszczęśliwy, zagubiony. Niech siebie potępia, niech wierzy że został ukarany za swoje grzechy. Takiego człowieka można przepychać z miejsca na miejsce, można łatwo zamienić go w Dryfującą Kłodę. Taki człowiek jest zawsze gotowy przyjmować polecenia, rozkazy, daje się dyscyplinować, ponieważ czuje, że tylko ktoś inny pomoże mu ułożyć życie. Jest doskonałym materiałem na ofiarę.

    - Piąta sztuczka: - Trzymaj ludzi w separacji, aby nie mogli się jednoczyć. Napuszczaj ich na siebie, szczuj. Staraj się ich podzielić. Mów, że pożywienie jest czymś wspaniałym, jedzcie ile chcecie, ale potem nie dostarczaj pożywienia...

   Mów do drzewa: - Bądź zielone, rozkwitaj, a jednocześnie podcinaj mu korzenie. Mówią ci, kiedy i kogo wolno kochać. To tak, jakby stworzyć prawo pozwalające oddychać tylko wtedy, gdy jesteś ze swoją żoną, lub mężem. Przecież musisz oddychać przez 24 godziny! Mówią, że jest niższa miłość, do której nie wolno dopuścić, ona jest zła, tylko wyższa, duchowa jest dobra. 

Czy widziałeś kiedykolwiek duszę bez ciała? Czy widziałeś dom bez fundamentów? Niższe jest przecież fundamentem wyższego! 

”Święci tego nie robią” – jesteś grzesznikiem! A skąd wzięli się ci święci? Masz poczucie winy, a to właśnie w nim siedzi ukryty ksiądz.

                                                     Osho

 


poniedziałek, 17 marca 2025

Z czego wynikają problemy



Wiadomo, że kiedyś żyło się wolniej. Statki parowe, dyliżanse, korespondencja za pomocą listów pisanych ręcznie, czasami telegram.

       Jednak już w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy o dziennych cyklach informacyjnych decydował telegraf, a dzienniki przejęły rolę tygodników, tempo przyspieszało.

       W drugiej połowie ubiegłego stulecia zafundowano nam cykl informacyjny całodobowy, określany symbolem 24/7. Dwadzieścia cztery godziny przez siedem dni tygodnia.

     Zaczęły liczyć się minuty i sekundy – komunikacja stała się natychmiastowa. Media cyfrowe działające z szybkością światła, nadały internetowi niezwykłą siłę, która zdominowała dotychczasowe media drukowane, niosąc azaliż destrukcyjne skutki.

       Szybkie nie znaczy bowiem lepsze, czy po prostu uczciwsze. Otóż stało się tak, że cykl informacyjny wyprzedził dopływ wiadomości – media elektroniczne domagają się więcej materiału, niż dostarcza go ociężały świat. Przykład?

      „Papież umarł” to tylko sucha wiadomość, która właściwie wyczerpuje temat i nie trzeba jej powtarzać. Nie trzeba powtarzać? To o czym mają informować media? Dlatego prawdę należy otoczyć historiami fałszywymi. „Papież być może dopiero umiera”. „A jak umrze, to co wtedy?”. „Jednak słabo, bo słabo, ale żyje jeszcze”. „Mimo wszystko jeszcze nie umarł”.

„Papież wybiera się do Domu Ojca, jest naprawdę umierający”.

Następnie: „Papież zmarł tydzień temu”. „Jak umierał papież”. „Konklawe wybiera nowego papieża”. „Watykańska giełda nazwisk”.

I w końcu: „Nowy papież wybrany”. „Jak długo pożyje nowy papież?”.

      Kiedy cykl informacyjny wyprzedza dopływ wiadomości, musi przetwarzać kilka rzeczywistych „sensacji”. Tak się dzieje całymi dniami i tygodniami, kiedy oglądamy obrazy, które kiedyś mogły podnieść żołądek do gardła, a dziś okazuje się, że jesteśmy na nie znieczuleni.  

     Pożary, wypadek masakryczny, spadł samolot, wojna, morderstwo ze szczególnym okrucieństwem (czy może być morderstwo miłe i łagodne?), ktoś nakradł zupełnie bez umiaru (w domyśle - należy kraść z umiarem, tudzież zgodnie z procedurami). Zaraza, klęski żywiołowe.

      Wspomniane wiadomości (czytaj śmieci informacyjne) wypełniają programy info, a wszystkie przeznaczone są dla dorosłych dzieci, będących grupą docelową rynku. Śmieci bombardują czytającego, mając za zadanie spowodować „iskrzenie na łączach”, czyli sukcesywnie wprowadzać pacjenta w rozkojarzenie, zinfantylizować, czyli tak ogłupić, żeby ten łyknął każdą bzdurę. Często przypominam żeby dbać o swoje wewnętrzne dziecko, co nie znaczy zdziecinnieć.

     Ludzie mają w sobie co prawda naturalnie wbudowaną obronę w postaci wrodzonych talentów, jednak spece od propagandy dobrze o tym wiedzą i są w działaniu konsekwentni – kiedy delikwent przestaje się kontrolować w czerpaniu wiadomości, zaczyna cierpieć na deficyt uwagi i zwyczajnie tępieje. Staje się podatny na fałsz.

      Gdzieś przeczytałem zdanie: - 98% Amerykanów ma TV. Z tego wniosek, że pozostałe dwa procent musi sobie niestety we własnym zakresie dostarczyć codzienny ładunek strachu, przemocy i seksu.

     Witamy w nowoczesnym świecie!

Kiedy zaczyna szwankować głowa jako centrum decyzyjne, sprawa staje się arcypoważna, ponieważ delikwenta dopadają choroby.

Ten związek kilkadziesiąt lat temu zauważył Osho i mówił:

„Wiele chorób ma podłoże psychosomatyczne, czyli bierze się z głowy. Czy wiecie, że jest korelacja pomiędzy liczbą osób wykształconych w danym kraju, a liczbą chorych psychicznie? W USA jest najwięcej osób wykształconych, a więc także chorych psychicznie. Psychologowie twierdzą, że jeśli ta tendencja się utrzyma, za 100 lat trudno będzie w Ameryce znaleźć osobę psychicznie zdrową. Obecnie (Słowa z roku 1970) trzy czwarte mieszkańców Stanów Zjednoczonych cierpi na różne nerwice i zaburzenia umysłowe. 

     W tym kraju codziennie trzy miliony osób korzysta  z usług psychoanalityków. Lekarze podejrzewają, że już 80% chorób powstaje na tle psychicznym. W miarę postępu medycyny wzrasta liczba chorób uznawanych za psychosomatyczne. Mogę was zapewnić, że w przeciągu najbliższych dwudziestu lat, 99% chorób zostanie uznane za psychosomatyczne.

     Ludzkie problemy wynikają z procesów, które zachodzą w mózgu”.




czwartek, 8 lutego 2024

Pokochać swojego niedźwiedzia

Część 15.  

Dopiero nastaje sławna pora miedzy psem a wilkiem, a ja syty wrażeń leżę już w namiocie. Jest ciepło – więc nie zasłaniam wejścia. Usypiam szybko, azaliż czujnie jak zając.

Nagle budzę się.

Jest zupełnie ciemno, tak ciemno, jak może być tylko w dupie (czarnej), o ile tam kiedyś byłeś Czytelniku. Jest tak ciemno, że nawet nie widzisz własnych myśli. Ta wyjątkowa ciemność podobna do sadzy tak mnie zadziwiła, że rano zajrzałem do kalendarza księżycowego i wyczytałem: „18 lipca księżyc w nowiu”.

Atoli wracam do meritum: - jest głucha noc i coś mnie budzi.

Chyba dźwięk jakiś był w tej kompletnej ciszy. Był, albo nie był.

Coś musiało być, bo czuwam. Czuwam korzystając z jedynego dostępnego w tych warunkach zmysłu, mianowicie z uszu.

Coś słychać. To warczenie? Czyli wilk!

Dźwięk staje się głośny – jednak tym razem jest to groźny pomruk. Basior! Głos staje się bliższy i wyraźnie przemieszcza się z prawej strony z dołu, na lewą stronę. Kolejny pomruk słyszę z całkiem bliska, jakby zwierz był tuż za jaworem. Naraz powiew ciągnący z dołu, od strony ściany lasu, przynosi dobrze znany zapachowy bukiet – odór amoniaku przyprawiony mokrą sierścią starego psa z subtelną, atoli niezbędną domieszką smrodu padliny.

Niedźwiedź!

Misio skonsumował przejrzałe delicje, a potem w miejscu gdzie leżały resztki nieboszczyka wytarzał w tym swoją osobistość. Teraz, gdy to opisuję, mogę sobie pozwolić na frywolność, bo to moje któreś tam z rzędu bliskie spotkanie z niedźwiedziem. Emocje, początkowy paraliżujący strach, wszystko to zbladło pozwalając rejestrować zmysłom detale zdarzenia, tym razem z pomocą drugiego zmysłu - nosa.

     Strach był, a jakże, bowiem stwierdzam z niejakim zdziwieniem, że trzymam w garści finkę, po którą sięgnąłem instynktownie.

Nie boi się bowiem tylko martwy albo głupi.

Widzę niedźwiedzia uszami, chwilami węchem, jak krąży i już nie mruczy, tylko porykuje! Jednak nie wyczuwam wrogości w tych rykach, raczej irytację,  niezadowolenie, że oto pojawił się intruz na jego terenie.

Wczoraj traktor kosił i hałasował cały dzień, a dziś pojawił się namiot. Niedźwiedź obchodzi namiot, jest nie więcej niż dwadzieścia - trzydzieści metrów, ależ się wyperfumował!

Mocniej zaciskam nóż w chwili gdy misio mruczy z bliska ze zbocza ponad namiotem, czyli za moimi plecami.

Rozpatruję sprawę z wisielczym humorem, tudzież wagowo: ja – 70 kg z haczykiem, dorosły bieszczadzki niedźwiedź może 500, czy nawet 600 kg. Zero szans. Jednak statystycznie dobra nasza, bo nie zanotowano w Bieszczadach żadnego przypadku śmiertelnego.

Zdarzenie trwa już dość długo, pewnie pół godziny, na pewno trzy pełne okrążenia namiotu były - teraz zwierz usiadł chyba, ponieważ mruczenie dobiega z tego samego kierunku. Nauczony przez babcię - Szeptuchę wysyłam myśl do mego Ducha Opiekuńczego, aby porozumiał się z Duchem niedźwiedzia i namówił owego do odejścia.

System zadziałał – oto pomruki wyraźnie łagodnieją, nawet powiedziałbym, że stają się przyjazne, po czym stopniowo cichną – misio wziął i sobie poszedł. Uff!

    I zaprawdę, powiadam wam: - przypomina mi się scena z Niedźwiednikami z Bombaju, z książki Robertsa – Shantaram. Pamięć podsuwa dziwne słowa, jak mi się wtedy wydawało: – Każdy jest wędrowcem. Wędrowcem przez życie i kiedyś spotka swego niedźwiedzia, a wtedy powinien go pokochać.

    Jako że zwierzęta mają osobiste terytorium, być może jest to ten sam niedźwiedź (niedźwiedzica?), na którego drodze znalazłem się w tym miejscu już dwukrotnie. Czy mam go w takim razie nazywać „moim” niedźwiedziem? Bo jeśli tak, a do tego jest to niedźwiedź-dziewczynka, na co wskazywały końcowe przyjazne pomruki  onego - onej w czasie obu incydentów nocnych, to nie mam wyboru i powinienem go – ją – pokochać!

Cisza kompletna. Napięcie opadło, jeszcze trochę czuwam zanurzony w tej sadzy ciemności - w końcu senność zwycięża.


 

środa, 22 lutego 2023

Dożyć do emerytury

 


 

Dawno temu ludzie dali się podzielić. Ciemna strona nie tylko podzieliła narody, ona także zrobiła to z pojedynczym człowiekiem. Do kogo dociera ta refleksja, ten wie, że jego zadaniem jest poskładanie w całość tego, co zostało podzielone.

Po pierwsze primo człowiek został oddzielony od natury. Został nauczony walki z naturą, ujarzmiania jej.

Po drugie primo w człowieka wdrukowano celowo fałszywy program. Jakiś przykład?

Fałsz: - Muszę znaleźć kogoś, kto mnie zaakceptuje.

Prawda: - Nic nie muszę. Owszem, mogę kogoś takiego spotkać, może się tak przydarzyć i wtedy jest dodatkowo miło. Atoli nie muszę, bo nie jest to konieczne aby było wystarczająco miło.

Jeśli szukam kogoś, kto mnie zaakceptuje, oznacza to, że sam siebie nie akceptuję. A nie mogę siebie akceptować, bo przecież nie wiem tak naprawdę kim jestem. Nie przerobiłem podstawowej lekcji o tytule „Poznaj siebie”.

Dlatego ciągle szukam swego odbicia w oczach innych ludzi i ze strachem oczekuję od nich wyroku – nagany, albo pochwały.

Ponieważ tak postępuję, uzależniam swoje samopoczucie od oceny innych, tak samo rozbitych psychicznie jak ja, albo jeszcze mocniej. Żyjąc w ten sposób coraz bardziej oddalam się od samego siebie i coraz trudniej jest mi ze sobą wytrzymać. Boję się samotności i swoich myśli. A fuj!


Oczywiście każdy żyje jak chce, ale o sobie mogę pisać. Przerobiłem numerologiczną lekcję „Poznaj siebie”- i wiem, że było warto. Okazało się, że jestem małym grzesznikiem i jeszcze uzyskałem multum innych cennych wiadomości, które każdy, KAŻDY! może sam wyliczyć w postaci osobistej Drogi Życia, która jest częścią Portretu Numerologicznego. 

Ludzie często atoli nie chcą wiedzieć za dużo o sobie, lub się boją, bo to jest jak zajrzenie w głąb duszy. A tam czeka Nieznane. Jednak zamiast dowiedzieć się, jaką drogą należy iść, żeby nie tylko nie kopać się niepotrzebnie z koniem, nie tracić sił na walkę, ale (chociażby dla zdrowia) nauczyć się wchodzić w to sławne Wyższe, gdzie stres znika, a pacjenta ogarnia luzik. Mądrzy ludzie mówią, że stres zabija.

Popatrzmy więc na statystykę: 27 % mężczyzn w Polsce nie dożywa do emerytury.



piątek, 3 lutego 2023

Banan w pełni dojrzały




Na zdjęciach budynek polskiej przedwojennej giełdy papierów wartościowych, w którym obracano akcjami spółek od 1828 roku. Pasowały mi te zdjęcia, a ponieważ blisko mieszkam, więc dziesięć minut spaceru i gotowe.

Zastanawiałem się tylko chwilę nad tytułem wpisu, który ma traktować o tym co tu i teraz na powojennej polskiej giełdzie, atoli szybciutko wpadł mi w oko jeden z tytułów z wczorajszego stooq. Rzecz była o wskaźniku strach – chciwość. Rynki finansowe mianowicie liczą na pivot, a ulica nie wierzy w dalsze wzrosty.

Owszem, mamy regułę, że ulica, czyli większość, zwykle nie ma racji. Jest jednakże małe „ale” dotyczące słowa „zwykle”. Czyli co? Zdarzają się wyjątki od reguły i jest ok?

I tu pojawia się moje ulubione: - wyjątek nie tylko nie potwierdza reguły, ale ją wręcz kompromituje.

Teraz możemy mieć do czynienia z takim wyjątkiem, kiedy ulica będzie miała rację.

Jeszcze w ubiegłym roku policzyłem datę zwrotu dla Wig 20 na luty 2023. A nieco dokładniej to ona wypadła mi w pierwszej dekadzie miesiąca. Więc może to być już dziś na przykład. Jest tu pewna niewiadoma, bo poprzednią datę, styczniową, wyliczyłem na 9 stycznia, a było 11 stycznia. Pewien zakres błędu jest dopuszczalny. Wykres wygląda dystrybucyjnie i ma prawo dociągnąć jak na obrazku, a nawet wykonać podwójny szczyt, albo nie wykonać. Tak czy inaczej Liczby astronomii finansowej wskazują zwrot.



Opisana lutowa data zwrotu należy nie tylko do mocnych, ale nawet do bardzo mocnych.

Jak widać z powyższego przeszedłem z podawania daty zwrotu przed faktem, na pisanie o niej w trakcie.

Natomiast o następnych datach zwrotu będę już pisał po fakcie, pokazując prognozowane dni w korespondencji z archiwum.

                            O harmoniczności

To, że fala wzrostowa w Polsce od dołka covidowego z 16 marca 2020 roku do 12 października 2021 potraktowana harmonicznością, dała wynik idealnie trafny na dołku 3 października, wcale nie oznacza, że będzie się tak działo dalej. Owszem – potencjalna data końca marca 2023 powinna być brana pod uwagę, atoli przed nami najpierw to, co na obrazku. A jeszcze wcześniejszą datę, z początku marca, pokazywałem w jednym z ubiegłorocznych wpisów.

    Co poza tym o pieniądzach? Stan finansów państwa jest nieznany, ponieważ przy sterze stoją szachraje. I złodzieje. Ten stan określił obrazowo były członek RPP – Bogusław Grabowski: - „Pożar w burdelu”. 

czwartek, 15 grudnia 2022

Myśli przy układaniu drewna

 

Aby zrozumieć, jak się rzeczy mają, potrzebna jest odpowiednia perspektywa.

"Nie zobaczysz bowiem wzorów na perskim dywanie, jeśli tkwisz w nim nosem" – Nassim Haramein (fizyk kwantowy).

Na przykład wraz z upływem lat, okazuje się, że Albert Einstein zasługuje na więcej niż jedną Nagrodę Nobla. Jak to bywa u geniuszy, wyprzedził on swoją epokę o całe dziesięciolecia. Dopiero dziś wiele z jego idei obleka się w ciało.

Czy był doceniany?

Był. Na przykład przez Washington Post, który po jego śmierci w roku 1955 zamieścił rysunek Ziemi widzianej z kosmosu, a na niej umieścił napis widoczny poniżej.


Faktem jest, że to dzięki okruchom z talerza
Einsteina inni uczeni zdobywają i będą zdobywać swoje Nagrody Nobla.

Trzeba jednak pamiętać, że Einsteina jednocześnie niszczono. Był niszczony przez zazdrosnych kolegów naukowców, przez Beocjan, antysemitów, zwykłych frustratów, tudzież ludzi tylko podłych, którzy czekają na okazję, aby kogoś ukąsać.

Teraz używamy nowoczesnego słowa hejt, na określenie zachowania pospolitego łachudry.

Tak samo, jak nie "powinno się" nazywać pijaka pijakiem, bo on się weźmie i obrazi.

Otworzyłem archiwum zdjęciowe, a w nim folder „Dom na Górze”. To był marzec roku 2017, zaraz po śmierci Jana Gabriela. 

Bożenkę, partnerkę Jana, związaną z nim na dobre i niedobre, opuściły siły, wydawało się, że tylko chwilowo. Jeszcze zrobiła napitek dla gościa i siebie. Jeszcze upichciła podpłomyki.




 A po trzech miesiącach dołączyła do Jana. 

A ja? Podwoziłem drewno taczką, waliłem młotkiem w klin, układałem kawałki przed domem, za nim i z boku także. I myślałem niespiesznie o tym i owym, a teraz oglądam ten zatrzymany czas na zdjęciach i to niesamowite, ale każda myśl z czasu owego mi się przypomina.












Wszystko mija.

I takie właśnie niezbyt długie wynurzenia przyszły mi do głowy, kiedy zasiadłem dziś do pisania przedostatniego w tym roku wpisu.

Nie ma się co smucić, że na przykład kogoś mogą powołać do wojska, potem na front i zginie człowiek. I tak wszyscy kiedyś, każdy w swoim czasie, spotkamy się na Niebieskich Połoninach. Jedna rzecz jest na tym świecie pewna – jest nią śmierć. Bo podatki niektórzy potrafią jednak ominąć. Nie tak jest?

I nie wymiękać, a za to pamiętać koniecznie, jakie motto mają tak zwani rządziciele: - „Na tłum najsilniej działa strach”.

Więc alleluja i do przodu!

piątek, 25 lutego 2022

Niech Moc będzie z Ukrainą

 



Im więcej przedmiotów posiadają ludzie, tym bardziej o nie się boją, a strach rządzący ich myślami podpowiada im, że najlepiej będzie zdobyć jeszcze więcej wszystkiego, ponieważ część można stracić. Dla podkarmienia ego może to być kupienie większego domu, zbudowanie wyższego muru, zdobycie skuteczniejszej broni.

Jeśli będę bardzo bogaty, innym biedniejszym ludziom będzie się wydawało, że jestem potężny i mądry.


Kilka lat temu, przy szykowaniu ogniska przyszło mi do głowy takie porównanie: - brak umiaru w gromadzeniu dóbr, czy ogólnie w zarabianiu pieniędzy jest chorobą. Jeśli w pogoni za kasą ktoś się zatraca (ze mną tak było) to jakby zaraził się dziwną chorobą, która rozprzestrzenia się wokół jako przyjemnie pachnący dym: - z jakiegoś powodu większość ludzi zdrowych, wąchając ten dym zachwyca się zapachem, a przez to także zaczyna chorować. I tak to się kręci. 

Dziś można rozwinąć te siekierkowe myśli. Wartość rzeczy jest względna. Samochód na przykład. To bardzo pomocne urządzenie. Ale bez paliwa klops - staje się bezużyteczny. Teraz za pieniądze mogę wszystko kupić. Ale jutro może już nie - one mogą z jakiegoś powodu stracić wartość i nie chodzi tu o stopniową utratę wartości z powodu inflacji.

Rozmawiam ze znajomymi podpierając się zimną logiką. Czy robić zapasy żywności? No dobrze, ale na jak długi czas można się zabezpieczyć i co kupić? Makaron? A na czym go ugotujesz żyjąc w mieście, gdy nie będzie gazu ani prądu? Ognisko? Więc zapałki jak najbardziej mogą się przydać. Wódka, spirytus jako pieniądz? Bowiem w czasach kryzysowych wracamy do transakcji wymiennych. Ok. tylko ile tego ma być i gdzie to trzymać? W szafie? Zakopać? Kiedy masz takie problemy, oznacza to, że już dałeś się skołować.

Bo patrząc z dystansem: - sprawy dzieją się ponad naszymi głowami. Są częścią większej rozgrywki, jak najbardziej zgodnej ze znanym nam Cyklem 52 lat. Trwa walka o prymat nad światem. Ameryka zagrożona, Chiny weszły w taktyczny na razie alians z Rosją. Na razie, bo wygląda na to, że docelowo ją także połkną razem z tą całą naszą Cywilizacją Zachodnią. A wtedy sprawdzi się proroctwo Pinokia: ; - każdy posłuszny dostanie swoją miskę ryżu.

To co? Mamy wybrać bierność? Absolutnie nie! Z bandytą rozmawia się językiem bandyty, on innego języka nie zrozumie. Tylko że nie zrobię tego ani ja, ani ty Czytelniku. Jednak możemy dokładać swoje ziarenka niezgody, gdzie tylko się da. A dla Ukrainy serce! Niech Moc będzie z Ukrainą!










wtorek, 15 lutego 2022

Grypa 1918


Jak wiemy, żeby zacząć się wymądrzać, najpierw wskazane jest zaczerpnięcie wiedzy na dany temat.

Czemu grypa, a nie kowid?

- Po pierwsze primo: - kiedy pojawił się kowid, grypa w jakiś dziwny i tajemniczy sposób odleciała w niebyt. A przecież cyklicznie co roku, a co kilka lat z nadwyżką chorowało w Polsce po kilkaset tysięcy osób na tę przypadłość. Często kończyło się to zgonem, zwykle umierali najstarsi. Bo przecież azaliż na coś trzeba zemrzeć.



- Po drugie primo: - umierano na zapalenie płuc, na niewydolność oddechową – a to typowe objawy grypy.  




 Otóż epidemie grypy przydarzały się zawsze. Na przykład Liwiusz opisał wielką epidemię w roku 412, a potem w roku 395 p.n.e., kiedy to choroba zdziesiątkowała wojska greckie oblegające Syrakuzy.                                                                                  

W XIX wieku było aż pięć epidemii grypy. Ostatnia wybuchła w 1889 roku i tak samo jak obecna zaczęła się w Azji. O pierwszych przypadkach donoszono z Buchary, potem zaraza dotarła do Tomska na Syberii, a równocześnie do Petersburga. Przed końcem roku grypa szalała już we wszystkich miastach Europy zachodniej. W Indiach pojawiła się w lutym, w marcu w Australii, w Chinach w lipcu, zaś do serca Afryki dotarła w sierpniu. Doszło do wielu zgonów. W jednym tylko tygodniu 1892 roku w Londynie, zmarło na grypę pół tysiąca ludzi.

Przez następne ćwierć wieku choroba w wielu nawrotach kosiła przeważnie ludzi starszych, którzy umierali na zapalenie płuc. Respiratorów od handlarza bronią wtedy jeszcze ponieważ nie było, ani nikomu nie śniło się o szczepionce.


W kwietniu 1918 roku grypa pojawia się wśród żołnierzy amerykańskich na froncie francuskim, ale zanotowano tylko kilka ofiar śmiertelnych. Za to w cztery miesiące później zaraza rusza do szturmu atakując port w Breście. Tym razem musiała to być jakaś zjadliwa mutacja, bo zabijała jak leci: zarówno ludzi osłabionych chorobami, jak i tych w pełni sił. Zarówno starców, jak i młodych. Wirus przemaszerował triumfalnie przez świat, oszczędzając atoli, jedynie kilka atoli na Pacyfiku, a także maleńkie wysepki na Atlantyku, jak np. Świętą Helenę. Według niekompletnych danych śmiertelność na wybranych obszarach osiągała wśród zarażonych nawet dwucyfrowy procent. Z Nowej Zelandii grypa dotarła do Tonga (zabijając 8% populacji), Nauru (16%) i Fidżi (5%).

Wirus został nazwany Hiszpanką i oznaczony symbolem H1N1. Gospodarka wielu krajów została sparaliżowana, ponieważ nie było wtedy FED –u, dodruku pieniędzy, ani tarcz antykryzysowych (tudzież polskiego ładu). Do tego uczeni byli w kropce, bo poza potoczną nazwą, nie bardzo mogli się rozeznać w budowie wirusa-winowajcy. Także nie ma zgody, co do rodowodu wirusa, ponieważ statystyki zdrowia były wtedy prowadzone w niewielu krajach, a i te trzymały dane dla własnego użytku. Nie ma różnicy między ówczesnymi dyplomatami w cylindrach, a dzisiejszymi – dyplomata zawsze powie to, czego wymaga od niego polityk-mocodawca.

Pandemia roku 1918 grasowała bezkarnie i wygasła w sposób naturalny pożerając według szacunków sto milionów istnień, gdy podczas całej wojny światowej zginęło 17 milionów ludzi: - dziesięć milionów żołnierzy i siedem milionów cywilów. Tę grypę Hiszpankę, nazywaną w mojej rodzinie influencą, wielokrotnie wspominano pod kątem zgonów właśnie. Mianowicie część rodziny ze strony babci mieszkała na terenach Bitwy Karpackiej, gdzie w 1918 roku wojska przechodziły z lewa na prawo i odwrotnie. W rodzinie sąsiadów umarła połowa dzieci, czyli pięcioro. A znowu u innych zmarli rodzice i osierocili szóstkę drobiazgu. Istna hatakumba jak rzekł był niejaki Jaki.

Różne odmiany wirusa grypy zaczęto izolować dopiero od lat trzydziestych poprzedniego stulecia. Podczas II wojny światowej pojawiły się co prawda pierwsze szczepionki, ale jak się okazało zawodziły całkowicie przy nowych odmianach choroby.

Ostatnie wiadomości z historii grypy wskazywały, że najbardziej skuteczne jest wtryskiwanie szczepionki do nosa i ust, a nie forma zastrzyków. Poza tym wkraczaliśmy w erę podróżnictwa na masowa skalę, a jak wiadomo wirusy nie potrzebują ani paszportów ani wiz. Ludzkość czekała na współpracę międzynarodową.

Rodowód słowa kwarantanna.

Jest wzmianka o kwarantannie z XIV wieku w portach Morza Śródziemnego i Adriatyku. „Quarantenaria”, czyli 40 dni odosobnienia dla podróżnych z obcych portów.

Czasy nowożytne.

W czasach powojennych uważano, że grypa nie jest chorobą kwarantannową, ani egzotyczną. Wiosną 1957 roku profesor J.H. Hale z uniwersytetu w |Singapurze zwrócił uwagę na przepełnienie miejscowych szpitali. Pacjenci chorowali na grypę. Pobrano materiał do badań i ustalono, że chodzi o wirusy grupy „A”. Poszły depesze do Genewy, która z kolei powiadomiła świat, że grypa ma przebieg łagodny, nie notuje się zgonów”. Jednak była to dopiero zapowiedź tego, co miało nastąpić.

Profesor Hale próbki wirusów zamroził, zapakował w suchy lód i wysłał w odrębnych paczkach do Anglii, USA, Indii i Australii. W ten sposób próbki dotarły do Światowego Ośrodka Badań nad Grypą w Montgomery w stanie Alabama w USA. Tu lekarze rozmnożyli wirusa w zarodku jaja kurzego, a potem zapuścili go w nos łasicom – zwierzętom, które reagują na grypę podobnie jak człowiek. Wkrótce po tym niemiłym zabiegu łasice zaczęły kichać i dostały dreszczy. Takie były początki wirusa „grypy azjatyckiej”, a konkretnie wirusa A Singapore 1/57. Nieco wcześniej zasygnalizowano pojawienie się groźnego wirusa  w jednej z prowincji Chin, który to wirus krótko potem rozprzestrzenił się na cały ten olbrzymi kraj. Naukowcy chińscy wyodrębnili wirusa w marcu, ale Chiny Ludowe nie należały wtedy do WHO, więc nie miały obowiązku informowania o epidemiach.

Po dwóch miesiącach wirus przedostał się do Hongkongu, a stamtąd do Singapuru.

Teraz zwróćmy uwagę na kolejne cztery primo:

- Pierwsze primo: - na początku pandemii usłyszeliśmy określenie „odporność stadna”, ale że jako spece od propagandy czuwają, określenie dość szybko zostało zastąpione „odpornością populacyjną”. Bo w czym rzecz? Ano jeśli ktoś wpadł już w nawyk nieprawomyślnego myślenia, mógł pomyśleć, że należy do stada. I gdyby dalej drążył temat tym swoim niezależnym myśleniem, mógłby nie daj boże dojść do wniosku, że rządzący politycy zaliczają go na przykład do stada baranów. A to mówiąc między nami wcale nie jest dalekie od prawdy. Atoli jednak pacjentowi mogłoby się zrobić przykro, mógłby zesmutnieć i przy najbliższych wyborach nie zagłosować na tych niemiłych panów polityków.

- Drugie primo: - Liczby. W latach 1914 – 1918 liczba ludzi oscylowała wokół dwóch miliardów. Zaraza uśmierciła 100 milionów. Dziś ludzi jest 8 miliardów, a więc cztery razy więcej. Gdyby żniwo kowida miało być porównywalne z hiszpanką, powinno umrzeć 400 milionów. A umarło do dziś niecałe 6 milionów. Więc śmiertelne żniwo obu pandemii jest nieporównywalne. Czyli panika była niepotrzebna? Poniekąd niezupełnie. Kiedy Pfizer ogłosił sukces ze szczepionką, cena jego akcji dosłownie wystrzeliła. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że wierchuszka Pfizera opyliła swoje udziały w tym jakże odpowiednim momencie.  Albo inaczej: - jeśli coś dużego się dzieje, zwykle ktoś na tym dużo zarabia. Politycznie lub pieniężnie.

- Trzecie primo: - ludźmi najwygodniej rządzi się z pomocą strachu. Zawsze znajdzie się jakieś zagrożenie. A to wojna, a to zaraza, a to klimat się zmienia. Powstaje chwilowa panika i ludzie głupieją. Covidcrazy: -  Wymyślono maseczki otwierające się przy jedzeniu.


 A to należy skwapliwie wykorzystać, na przykład tym ogłupionym można na luziczku wcisnąć dowolny rządowy kit, pokazując jakieś liczby wyssane z palca, a mające potwierdzać fikcyjny sukces.







Nie wszyscy dali się zagonić do stada: - Kanada - "Szczepienia tak, przymus nie". 


- Czwarte primo: - Daty. Rok 1918, kiedy pandemia osiągnęła kulminację i wygasła, od roku 2022 dzielą 104 lata. To dokładnie dwa cykle Kalendarza Majów, zwane także Cyklami Kondratiewa. Pisałem o tym Cyklu pod koniec 2020 roku. Czy to tylko przypadek synchroniczności, czy też wszystko jest zapisane w gwiazdach i sprawy wydarzają się wtedy, kiedy mają się wydarzyć? 

Na to ostatnie pytanie odpowiedzi poszukać może jedynie tylko ten, kto wpadł nie tylko w nawyk czytania, ale i myślenia.