Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2025

Właściwa diagnoza

 


W czasach zamętu jaki mamy obecnie, najważniejsze jest zakotwiczenie się po słusznej stronie.

W głowach wielu osób na samym wstępie pojawi się pytanie: - a która to strona jest słuszna?

 Spróbuję, przypominając sprawdzony sposób, pomóc w tym kłopocie.

Założenie: pokrewne energie się przyciągają.

Uczciwy poszukuje uczciwych, a łachudra i zdrajca lgnie do jemu podobnych.

Czytelnicy pamiętają, jak Morawiecki zaraz po wygranych przez Pis wyborach, buńczucznie zapowiadał: „będziemy ewangelizować Europę”.

Jak wiemy gówno z tego wyszło, a gość okazał się kłamcą i złodziejem.

Minęło kilka lat i sytuacja się powtórzyła: o chrześcijańskich wartościach przypomniał Europie amerykański vice.

Owszem, słucham Jacka Bartosiaka, Tomasza Piątka, Pińskiego, uważam, że będzie dobrze, że Rafał wygra, a Donald Tusk, Sikorski, wypłyną jeszcze wyżej, że Europa w bólach, ale się wzmocni, Ukraina przetrwa itd.

Jeśli będzie dobrze, to będzie także dobrze w pieniądzach, bo przecież w innej sytuacji na cóż one byłyby potrzebne? Nie da się (bowiem) ich jeść.

Jednym słowem – głowa do góry!

 

Chmury rozejdą się same,

Ustoi się zmącony staw.

Z całego oceanu pozostanie łyżka przecedzonych prawd.

Krzywe zbiegną się w jedną linię,

wszystko w prosty wzór się przemieni.

I po co tyle krzyku - powiemy,

skoro węzeł rozwiązał się sam?




piątek, 17 stycznia 2025

Szacunek do pieniędzy

Pieniądz jest wspaniałym wynalazkiem, czyni ludzi bogatymi, umożliwia im zdobywanie tego, czego nie mają. Jednak wszystkie religie są mu przeciwne. Nie chcą bogatej ludzkości, nie chcą inteligentnej ludzkości, jeśli bowiem ludzie będą inteligentni, to kto przyjdzie do kościoła?

Wszystkie religie i to zawsze, występowały przeciwko bogactwu, bo ono może dać ci prawie wszystko, co można kupić. Prawie, ponieważ kilku wartości duchowych nie da się kupić: - miłości, oświecenia, wolności i paru innych. Poza tym wszystko inne można kupić za pieniądze.

    Ponieważ wszystkie religie zawsze były przeciwko życiu, musiały także być przeciwko pieniądzom. To całkiem naturalne. A życie potrzebuje pieniędzy, bo potrzebuje wygody, dobrych ubrań, pięknych domów. Życie potrzebuje dobrej literatury, muzyki, poezji.

Na przykład człowiek, który nie pojmuje muzyki klasycznej jest taki ubogi ….. jest niemal głuchy. Oczywiście słyszy, jego zmysły działają – oczy, uszy, nos są na swoim miejscu z punktu widzenia anatomii, ale nie ma w tym metafizyki.

Tak samo jest ze zrozumieniem piękna wielkiej literatury. Jednak aby to wszystko pojąć, musisz być najedzony, nie martwić się ośrodki do życia.


Dla przykładu – muzułmanie zakazali muzyki, to zdarzyło się w Dehli. Rządził wtedy jeden z najpotężniejszych władców muzułmańskich, Aurangzeb.

Był nie tylko potężny, był także straszny. Do jego czasów imperatorzy mówili jedynie, że muzyka jest sprzeczna z islamem. W Dehli było wielu muzyków, a władca nie był dżentelmenem. Ogłosił, że jeśli usłyszy w Dehli muzykę, to natychmiast każe ściąć głowę muzykowi.

     A trzeba pamiętać, że Dehli było od tysiącleci stolicą, tam właśnie znajdowało się centrum kulturalne Indii. Mieszkali tam najróżniejsi geniusze.

Kiedy więc usłyszeli o zarządzeniu Aurangzeba, zebrali się, aby coś postanowić. Owszem, mówi się, że muzyka jest sprzeczna z islamem, nie ma problemu, wszyscy to wiedzą. Ale ten człowiek jest niebezpieczny, chce zabijać.

Na to muzycy nie mogli się zgodzić. W ramach protestu wszyscy, a było ich tysiące, poszli do pałacu Aurangzeba.

Władca wyszedł na balkon i zapytał:

- Co się stało? Czy ktoś umarł?

A mógł tak sądzić, ponieważ muzycy przynieśli ze sobą kukłę zrobioną z poduszek.

Muzycy odpowiedzieli:

- Nie żyje muzyka, a ty jesteś mordercą.

Aurangzeb odpowiedział:

- To dobrze, że nie żyje. A teraz wyświadczcie mi przysługę i zakopcie ją tak głęboko, żeby nigdy nie wstała z grobu.

Tysiące muzyków i ich rozpacz nie miały najmniejszego wpływu na Aurangzeba. On miał poczucie wypełnienia „świętej  misji”.

     Muzyka jest zakazana przez islam. Dlaczego?

Ponieważ na Wschodzie była grywana najczęściej przez piękne kobiety. Zachodnia definicja „prostytutki” znacznie się różni od tej używanej na Wschodzie. Na Zachodzie prostytutka sprzedaje swoje ciało. Natomiast w dawnych czasach na Wschodzie za prostytutkę uważano kobietę, która sprzedawała swój talent, swój taniec, swoją muzykę, swoja sztukę.

Zapewne cię zdziwi to, że każdy władca w Indiach wysyłał swych synów, którzy mieli przejąć po nim władzę, na kilka lat pod opiekę prostytutki. Tam uczyli się etykiety, elegancji, muzyki, subtelności tańca. Władca powinien wszak to wszystko poznać. Powinien pojąć, czym jest piękno, czym logika oraz dobre obyczaje. Taka była stara hinduska tradycja.

I muzułmanie ją przerwali. Muzyka była sprzeczna z ich religią. Dlaczego?

Bo aby nauczyć się muzyki trzeba było wejść do domu prostytutki. Muzułmanie są przeciwni jakiejkolwiek radości, a domy prostytutek pełne były śmiechu, piosenek, muzyki, tańca. Dlatego wprowadzili zakaz: - żaden muzułmanin nie może wejść do domu, w którym gra muzyka. Słuchanie muzyki to grzech.

      Podobne rzeczy działy się w innych religiach. Wspólnym celem tych działań było odarcie człowieka z tego, co go wzbogaca. Najbardziej oczywistym sposobem było nakazanie ludziom, by wyrzekli się pieniędzy.

Rozumiesz tę logikę?

Nie masz pieniędzy – nie masz wielu rzeczy. Zamiast obcinać gałęzie, zaczęli podcinać same korzenie. Człowiek bez grosza jest głodny, staje się żebrakiem, nie ma się w co ubrać. Nie sądzisz chyba, że będzie miał głowę do Dostojewskiego, Alberta Einsteina? To niemożliwe.

      Wszystkie religie, wspólnym wysiłkiem, czyniły ludzi tak ubogimi, jak to tylko możliwe. Tak bardzo potępiały pieniądze, tak gloryfikowały biedę, że bez wahania nazwałbym je organizacjami przestępczymi.


Pomyśl, co powiedział Jezus: - „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty przestąpi bramy niebios”.

     Człowiek bogaty w niebie? To absolutna niemożliwość.

Czy są to słowa zdrowego człowieka?

Bogactwo jest potępiane, pieniądze są potępiane. Świat podzielono na dwa obozy. 98 % żyje w biedzie, ale w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie anioły grają na swych harfach ciągłe Allejuja. Żyją w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie nie wpuszcza się bogaczy. Dwa procent, to ludzie bogaci, którzy żyją w poczuciu winy, że są bogaci.

     Nie mogą cieszyć się w spokoju swym bogactwem, bo w głębi duszy boją się: - może to prawda, że nas nie wpuszczą do raju? Mają dylemat. Dostatek rodzi w nich poczucie winy, są niepocieszeni, za dużo posiadają, zostaną wrzuceni do piekła.

To z tego powodu człowiek bogaty żyje w strachu. Nawet jeśli próbuje cieszyć się tym, co zdobył, poczucie winy go zatruwa. Towarzyszy mu ciągły niepokój – rozmyśla o raju, do którego wpuszczą nawet wielbłąda, a on zostanie za drzwiami. Życie jest takie krótkie, a potem tylko ogień piekielny. Przecież to paranoja.

      Człowiek ubogi już jest w piekle, ale ma nadzieję. Byłbyś zdziwiony widząc, że w biednych krajach ludzie są bardziej zadowoleni  niż w bogatych. Widziałem w Indiach najuboższych ludzi, w których nie było nawet cienia niezadowolenia. Za to Amerykanie włóczą się po całym świecie w poszukiwaniu przewodnika duchowego. Nic dziwnego, oni nie chcą być gorsi od wielbłądów, także chcą do raju. Usiłują więc znaleźć sposób – jogę, jakieś inne wygibasy, żeby kompensować swoje bogactwo.

     Cały ten świat obrócił się przeciwko sobie.

Być może jestem pierwszym człowiekiem, który tak otwarcie wyraża swój szacunek do pieniędzy. To dlatego, że one mogą uczynić cię bogatym w wielu wymiarach.

   Człowiek ubogi nie pojmie muzyki Mozarta, głodny, albo żebrak nie zachwyci się dziełami Michała Anioła.

Poza tym ludzie cierpiący głód  nie mają w sobie dość energii, by karmić swoją inteligencję. Inteligencja rodzi się dopiero wtedy, gdy masz w sobie nadmiar energii, a oni są wyczerpani zarabiając tylko na chleb i wodę.

     Nie mają w sobie dość inteligencji, aby pojąć Braci Karamazow. Są w stanie słuchać jedynie jakichś głupot wmawianych im na mszy niedzielnej. A przecież ani kapłan, ani słuchacze nie rozumieją o czym mowa. 


Zresztą większość słuchaczy jest wyczerpana i senna po całym tygodniu. I to nawet lepiej dla kapłana, bo nie musi przygotowywać ciągle nowych kazań. Może powtarzać stare – i tak każdy śpi, nikt się nie zorientuje …

                                   OSHO 1931 - 1990

niedziela, 5 stycznia 2025

Nie tylko o trójce

 

Trzech Króli

Trzej Muszkieterowie

Trzy Wiedźmy w Makbecie

Trzy Wiedźmy na giełdzie

Trzy cnoty – wiara, nadzieja, miłość

Trzy Gracje

Trzej przyjaciele z boiska

Kiedy ludzie usiłują podnieść ciężki przedmiot, liczą do trzech, aby zacząć w tym samym momencie. Dzieje się tak, ponieważ dopiero policzenie do trzech pozwala na ustalenie niezbędnego rytmu. Biegi tradycyjne rozpoczynały się od trzyczęściowego sygnału: - na miejsca, gotowi, start.

        Najczęstszym tatuażem w organizacjach mafijnych są trzy kropki wewnątrz trójkąta. To znak członków gangów latynoskich i oznacza słowa Mi vida loca (Moje szalone życie). Natomiast tatuaż gangsterów w południowo-wschodniej Azji oznacza To o can gica (Nie dbam o nic).

Trzech króli razy dwa to sześciu króli.

A trzy razy 222 daje ciekawą liczbę 666.

KK, jako wróg wolności i specjalista od wciskania tłumowi kitu, przypisał tę liczbę diabłu, podpierając się Apokalipsą św. Jana.

Jako że autorytet kk zbliżył się do zera, sami sięgnijmy do źródła i zapoznajmy się z wersami Apokalipsy, której hebrajski oryginał został najpierw przetłumaczony na grekę:

  „Tu jest potrzebna mądrość.

   Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:

   Liczba to bowiem człowieka.

   A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”.

                                    Apokalipsa 13, 18.

Kto ma odrobinę rozumu zauważy manipulację doktrynerów kościelnych, którzy nazwali tę liczbę „najbardziej złowieszczą”. Czyli rzucili dogmatem, a jak wiemy dogmat to nic innego, tylko zaproszenie do niemyślenia.

Owszem, w pewnym sensie można się z tym określeniem zgodzić, ponieważ człowiek jest największym szkodnikiem i jeden drugiemu potrafi stworzyć eleganckie piekło na ziemi.

Otacza nas wiele religii. Tudzież bez religii nie można skutecznie zarządzać tłumem. Religia pomaga scalić tłum, ponieważ nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu mentalnego, aby zamiast religii posiłkować się jedynie przyzwoitością.

W starej kulturze chińskiej na przykład (a jak wiemy jest ona mocno starsza od chrześcijaństwa) wymowa liczby 666 przypomina brzmienie zdania: - „Wszystko idzie gładko”.

Natomiast sama liczba jest postrzegana jako bardzo szczęśliwa.

Czyli co? Ano mamy do czynienia z wyraźną sprzecznością: - albo doktryna katolicka nie mówi prawdy, albo diabeł był Chińczykiem.

Na tablicy rejestracyjnej samochodu wożącego Jarozbawa są trzy szóstki.

 

                      Teoria niekonkretna.

W zapisie rzymskim 666 to DCLXVI. Zapis ten odnosił się do niekonkretnej, atoli dużej liczby, podobnie jak dziś dziesiątki tysięcy, czy wiele milionów.

 

                     Teoria Cezara.

 Dotyczy ona osoby Rzymianina, który był postrzegany przez wczesnych chrześcijan jako zagrożenie. Do tej teorii wydaje się pasować cesarz Neron, gdyż jego imię w grece ma wartość numeryczną 666.

Inni uważają, że liczba dotyczy cesarza Klaudiusza (Divus Claudius), którego matka twierdziła, że wyglądał jak bestia. Inicjały DC oznaczają 600, greckie słowo cezar, to w gematri 60. Sam Klaudiusz  był szóstym cesarzem po Juliuszu Cezarze, czyli razem 666.

 

                      Teoria niedoskonałości.

7 jako cyfra doskonała jest uznawana za cyfrę Boga (7 dni stworzenia świata), 8 poziome to nieskończoność - cyfra Jezusa, a 6 to niedoskonałość – człowiek. Jest bowiem w tym produkcie nieco usterek.

Człowiek został stworzony szóstego dnia, jako istota niedoskonała ciałem, umysłem i duszą. Stąd 666.

 

                     Teoria numerologiczna.

Od setek lat numerolodzy próbują znaleźć ukryte znaczenie omawianej liczby. Używano do tego celu zarówno greckiej, jak i hebrajskiej gematrii, osiągając wyniki szokujące. Okazało się, że gematria zachowała się podobnie do matematyki i biegły adept mógł udowodnić liczbowo wszystko, co chciał. Oto mianowicie krótka lista obiektów i postaci, które w ten sposób wskazano:

Święty Mikołaj, komputer, Stany Zjednoczone, Adolf Hitler, Bill Gates, Jan Paweł II, Marcin Luter, Biblia, Józef Stalin, Saddam Hussein, internet, Ajatollah Chomeini.

 

                         Teoria antykapitalistyczna.

„Albowiem przyczyną wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy”.

                    Pierwszy list do Tymoteusza 6, 10.

Azaliż po pierwsze primo: - Jednak pieniądze są ważne, chociażby z przyczyn finansowych (Woody Allen).

Po drugie primo: - Istnieje tylko jedna grupa ludzi, która myśli o pieniądzach więcej niż bogaci, są to mianowicie ubodzy (fenickie).

Po trzecie primo: - aby żyć na luziku, trzeba najpierw osiągnąć pewien stopień zamożności (Celsjusz).

Kapitalizm jest dziś przez wielu postrzegany jako symbol zła, dlatego starają się wykazać jego powiązanie z pieniędzmi. I od razu podają argument: - 666 to suma wszystkich numerów ruletki!

Także przyjrzyj się Czytelniku kodowi kreskowemu na swoich zakupach. Zobaczysz tam trzy pary wąskich linii, po jednej na obu końcach i jedną w środku. Każda z tych par wygląda identycznie jak 6. Skaner nie czyta ich jako szóstek, ale dla niewprawnego oka wyglądają jak szóstki. Liczba 666 jest więc nieodłącznym elementem międzynarodowego handlu.

Co więcej, poszukujemy coraz „bezpieczniejszych” metod płatniczych, co w końcu musi doprowadzić do zrezygnowania z kart kredytowych, telefonów, zegarków (obserwuję młodych – jeden płaci kartą, drugi zegarkiem, trzeci telefonem. Trzeba przyznać sprawnie to idzie, dużo szybciej niż supłanie drobnych z portmonetki, azaliż stoję w kolejce i myślę sobie: - płacą na tak wiele sposobów, że tylko patrzeć, aż ktoś pierwszy zapłaci dupą).

To poszukiwanie „bezpieczeństwa” ma doprowadzić w końcu do odebrania ludziom resztek wolności i tatuowania kodu bezpośrednio na ciele pacjenta.

I o tym konkretnie wspomina Apokalipsa: - „Każdy człowiek będzie nosił znamię Bestii”.

Twórcy sygnalizują zagrożenie: - oto film Omen, nakręcony trzy lata po wprowadzeniu kodów kreskowych, przypominał o liczbie 666. Obraz opowiada o przyjściu na świat Antychrysta, pod postacią chłopca o imieniu Damien, który ma na głowie znak 666 i sprawia, że wszystkim, którzy stają mu na drodze, przydarzają się paskudne wypadki. Film nakręcono ponownie po trzydziestu latach od premiery, nie wnosząc do fabuły niczego nowego, a premiera miała miejsce 6 czerwca 2006.


poniedziałek, 25 listopada 2024

Czas wypoczynku

 


Życie w stanie pełnego luzu było zawsze wyklinane przez two­je pracoholiczne społeczeństwo i traktowane jak lenistwo. Po­czucie rozluźnienia oznacza jednak, że masz do wszystkiego zdrowe podejście. Nie gonisz jak wściekły za pieniędzmi, nie przepracowujesz się, a jedynie zaspokajasz swoje potrzeby ma­terialne. Praca jest właśnie po to. Są jednak także potrzeby du­chowe. Te zaspokajasz, jeśli umiesz „odpuścić". Niestety więk­sza część ludzkości całkowicie bojkotuje jakikolwiek rozwój duchowy.

Stan rozluźnienia to wspaniałe odczucie samej egzystencji, „nicnierobienia", siedzenia w ciszy; przecież trawa i tak rośnie sama z siebie. Ciesz się, że słyszysz ptaki, że drzewa są zielone, że wszystko ma wiele wymiarów i feerię barw. Poczucie, że ży­jesz, nie wymaga od ciebie żadnego wysiłku; odwrotnie - musisz zaprzestać wysiłków. Zatęsknij za stanem braku jakiegokolwiek zajęcia, bez napięć, bez trosk.

Takie wyciszenie pozwoli ci zestroić się z muzyką, która ciebie otacza, ale ty jej nie słyszysz. Nagle dotrze do ciebie, jak cudowne są wschody słońca. Mi­liony ludzi nie zwracają uwagi na piękno wschodów i zachodów słońca. Nie mogą sobie na to pozwolić. Są zajęci ciągłą pracą i wytwarzaniem; nie dla siebie, lecz dla sprytnie narzuconych cu­dzych interesów, dla tych, którzy mają władzę, którzy umieją ma­nipulować jednostkami ludzkimi.

Rządzący w swoim własnym interesie przekonują wszy­stkich, że praca jest czymś wspaniałym. A większość ludzi wie­rzy w to tak mocno, że nie jest już nawet w stanie się zrelakso­wać. Nawet w dni wolne od pracy chcieliby coś robić. Nie umieją usiąść na brzegu morza i rozkoszować się świeżym powietrzem, przesyconym jodem. Z braku lepszych zajęć są w stanie rozło­żyć na części lodówkę, chociaż działała bez zarzutu, albo roze­brać zegar pradziadka, który chodził od stuleci. Chcą coś po­prawić, polepszyć. Muszą coś robić, dokądś pójść, coś zorganizować. Nie usiedzą spokojnie w milczeniu - oto cały problem.

W święta ludzie wyjeżdżają do kurortów, na plaże. Nie po to jednak, by się zrelaksować - nie będzie na to czasu ze wzglę­du na tłok panujący tam w tym okresie. A święta to najlepsze dni na pozostanie w domu, bo całe miasto wyjeżdża nad morze. Zderzak przy zderzaku, jadą wszyscy... a kiedy dojadą, jest tam tak ciasno, że trudno znaleźć miejsce na plaży. Widziałem to na zdjęciach……

 Nawet morze śmieje się z ich głupoty. Poleżą tak sobie chwilkę i zaraz muszą kupić lody i coca-colę. Włączają przenośny telewizor albo radio tranzystorowe, tak żeby wszyscy na plaży mogli słyszeć. Wreszcie czas mija, paku­ją się i biorą udział w powolnym maratonie do domu.

W dni świąteczne zdarza się najwięcej wypadków; więcej lu­dzi zabitych, więcej rozbitych aut. To dziwne. Przez pięć dni w ty­godniu wszyscy marzą o weekendzie, mają plany, nadzieje. A przez te dwa wolne od pracy dni - nie mogą się doczekać, kie­dy znów otworzą się ich biura, fabryki.

Ludzie zostali zmuszeni do tego, by zapomnieć, na czym po­lega relaks. Każde dziecko rodzi się z tą zdolnością, nie musisz uczyć go jak odpoczywać. Po prostu patrz: jest ono w stanie cał­kowitego rozluźnienia, jest wypoczęte. Ale oczywiście nie mo­żesz mu na ten stan zadowolenia pozwolić - zaraz zaczniesz je cywilizować.

Dziecko rodzi się prymitywne, nieucywilizowane. Rodzice, nauczyciele i wszyscy inni otaczający je dorośli dokładają wszel­kich starań, aby je przystosować do społeczeństwa. Nieważne, że społeczeństwo jest chore. A byłoby lepiej nie wciskać dzieci w sztywne ramy społeczne, nie narzucać cywilizacji na siłę.

Ponieważ rodzice mają jak najlepsze intencje, nie zostawią dziecka w spokoju. Wpajają mu zasady pracy, produktywności, konkurencyjności. Tłumaczą mu, że jeśli nie jest jednym z naj­lepszych, to sprawia im zawód. Każdy więc chce być najlepszy.

Jak się rozluźnić? Jak można sobie odpuścić?

Słyszałem piękną historyjkę, która rozgrywa się w czasach, kiedy w Indiach kładziono pierwsze tory kolejowe. Brytyjski in­żynier, który nadzorował prace, nie mógł się nadziwić, że pewien młody wieśniak przychodził codziennie, kładł się w cieniu drze­wa i przyglądał, jak robotnicy pracują, a inżynierowie pokazują im, co i jak robić. Przynosił kanapki, po południu ucinał sobie drzemkę. Inżynier nie wytrzymał w końcu i zagadnął wieśniaka:

- Dlaczego sam nie zaczniesz pracować? Przychodzisz tu codziennie i marnujesz czas na gapienie się.

Wieśniak zapytał:

- Ale po co miałbym pracować?

- Po to, żeby zarobić pieniądze! - odparł inżynier.

- A co miałbym zrobić z tymi pieniędzmi?

- Nie wiesz, głupcze, co można zrobić z pieniędzmi? Jeżeli masz pieniądze, możesz wypoczywać i cieszyć się!

- Ależ ja właśnie to robię - odpowiedział wieśniak. - Po co mam sobie utrudniać życie: ciężko pracować, zarabiać pienią­dze, a potem cieszyć się i wypoczywać? Stać mnie na kanapki i to mi wystarcza. Moja droga jest prostsza.

Dzieci przychodzą na świat z wrodzoną, instynktowną umie­jętnością odpoczywania. Dlatego są piękne, są swobodne. Czy kiedyś to zauważyliście? Wszystkie dzieci, bez wyjątku, są ży­wotne, piękne i pełne wdzięku. Ale gdy dorosną; piękno i wdzięk znikną. Bardzo trudno jest znaleźć dorosłego, który miałby taką ży­wotność, wdzięk. Jeśli znasz kogoś o dziecięcej niewinności i niefrasobliwości - jest on mędrcem. Po wszystkich życiowych wzlotach i upadkach zdecydował na podstawie swojego do­świadczenia (a właściwie decyzja zrodziła się sama), że zanim przyjdzie pora umierać, chce być taki, jak był w dzieciństwie.

Uczę was, jak się rozluźnić, bo jest to jedyny stan, który uczy­ni z was mędrców. Nie pomoże wam w tym kościół, teologia, re­ligia - one nie uczą, jak się odprężyć. One usilnie namawiają do pracy, mówią, że dodaje wam ona godności. Używają pięknych słówek, aby was zniewolić, wykorzystać. Są w zmowie z innymi pasożytami, żyjącymi dzięki społeczeństwu.

Nie jestem przeciwnikiem pracy. Ma ona do spełnienia swo­ją pożyteczną rolę. Ale nie może zastąpić twojego życia! Jest oczy­wiste, że potrzebujesz pożywienia, ubrania, schronienia. Pracuj, aby to mieć, ale nie daj się uzależnić. Po zakończeniu pracy po­winien nastąpić czas wypoczynku.

Nie musisz zdobywać wiedzy na ten temat, jest to sztuka, którą posiadałeś już w dzieciństwie. Umiesz to robić, masz to nadal w sobie, ale uśpione.

                                                                                                                                                                                                    

                                                                                           OSHO

 

 

P.S. W moim przypadku musiało minąć kilkadziesiąt lat, zanim zamieszczone powyżej słowa Osho mogły zakiełkować. Po drodze przydarzyły się dwa długoletnie małżeństwa, trzykrotne znalazienie się na skraju bankructwa w biznesie, kilka innych zdarzeń życiowych dużego kalibru, aż w końcu osiągnąłem niezależność finansową.  I dopiero wtedy pozwoliłem sobie na kontemplowanie  wypoczynku. 

   Nie doceni bowiem sytości ten, kto nie był nigdy głodny.

Żeby docenić ciepło, trzeba choć raz porządnie przemarznąć.                                                                                                                                                                                            

wtorek, 27 lutego 2024

Naśladowanie Amerykanów

„Pieniądze są bardzo ważne, chociażby z przyczyn finansowych”

                                                                     Woody Allen

 Oby tylko nie przegiąć …..


Amerykanie są spięci. A napięcie wzrasta, gdy za czymś gonisz. Odprężenie natomiast pojawia się, gdy się na coś godzisz. Amerykanie go­nią, ścigają się, próbują wydobyć coś z życia, próbują je wyciskać. Nic z tego nie wynika, ponieważ to nie jest dobra droga. Nie możesz wycisnąć życia - musisz się mu poddać. Życia się nie podbija. Mu­sisz być na tyle odważny, żeby dać mu się pokonać. Tutaj przegra­na jest zwycięstwem, a wysiłek, aby wygrać za wszelką cenę, bę­dzie niczym innym, jak twoją ostateczną, całkowitą porażką.

Nie możesz podporządkować sobie życia, ponieważ część nie może ogarnąć całości. To tak, jakby mała kropelka wody pró­bowała zdobyć ocean. Owszem, kropelka może wpaść do ocea­nu i stać się jego częścią, ale nie może go pokonać. Właściwie to wpadnięcie do oceanu, stopienie się z oceanem jest drogą do zwycięstwa.

Amerykanin próbuje odnaleźć szczęście, stąd jego nadmier­na, wręcz obsesyjna troska o ciało. Przekroczyła granice troski, stała się obsesją: człowiek wtedy nieustannie myśli o ciele, robi to i tamto, wszystko, co mu tylko wpadnie do głowy. Wkłada wiele wysiłku, aby znaleźć kontakt ze szczęściem poprzez cia­ło. A to jest niemożliwe.

Poza tym umysł Amerykanina jest nastawiony na rywaliza­cję. Niekoniecznie naprawdę kochasz swoje ciało; być może tyl­ko rywalizujesz z innymi. Ponieważ inni coś robią, ty też musisz to robić.                       

Umysł Amerykanina jest najpłytszym i najbardziej am­bitnym umysłem, jaki kiedykolwiek istniał na świecie. I jest to naj­bardziej rozpowszechniony rodzaj umysłu w obecnym świecie. Właśnie dlatego biznesmen stał się w Ameryce synonimem wszy­stkiego, co najlepsze i najważniejsze. Wszystko inne stało się tłem. Biznesmen, człowiek kontrolujący pieniądze, jest najwyż­szym wzorcem.

W Indiach za taki wzorzec byli uważani bramini - poszukiwacze Boga. W Europie stanowiła go arystokracja - do­brze wychowana, wyedukowana, akuratna, zestrojona z subtel­nymi niuansami życia: muzyką, sztuką, poezją, rzeźbą, architek­turą, tańcem klasycznym, językami, greką i łaciną. Najbardziej cenionym wzorcem była w Europie arystokracja, która przez wie­ki nasiąkała szacunkiem dla wyższych wartości w życiu.

W Rosji Sowieckiej narzuconym i propagowanym wzorcem był posłuszny, zapracowany, uciskany proletariusz. W Ameryce najbardziej sza­nowani są biznesmeni - ci którzy kontrolują pieniądze.

Pieniądze to dziedzina najszerzej pozwalająca na konkuren­cję. Nie musisz być kulturalny, wymaga się jedynie pieniędzy. Nie musisz znać się na muzyce, na poezji. Nie musisz niczego wie­dzieć o literaturze starożytnej, historii, religii, filozofii. Jeżeli masz pokaźną sumkę w banku, to jesteś kimś ważnym. Właśnie dlatego mówię, że jest to najpłytszy umysł, jaki kiedykolwiek istniał. I ten umysł zmienił wszystko w handel, w ciągłą rywali­zację. 

     Nawet jeśli nabywasz Van Gogha lub Picassa, nie robisz tego dla Picassa. Kupujesz, ponieważ twoi sąsiedzi też kupili. Mają obraz Picassa u siebie w salonie, więc jakże ciebie miałoby na podobny nie stać? Musisz go mieć. Możesz nic o nim nie wie­dzieć - nawet, w jaką stronę go powiesić, gdzie góra, gdzie dół; a u Picassa czasem trudno się zorientować, czy obraz wisi popra­wnie, czy też do góry nogami.

Możesz nie wiedzieć, czy jest to oryginalny Picasso, czy nie. Możesz wcale na niego nie patrzeć, ale ponieważ inni go mają i o nim mówią, ty również musisz pokazać swoją klasę. Po pro­stu pokazujesz swoje pieniądze. Wszystko, co jest drogie, jest waż­ne; cokolwiek jest drogie, uznawane jest za ważne. 

Pieniądze i są­siedzi stanowią jedyne kryteria przy podejmowaniu decyzji. Ważne jest, jakie mają samochody, domy, obrazy, gadżety. Lu­dzie mają w łazienkach sauny niekoniecznie dlatego, że kocha­ją swoje ciało, lecz dlatego, że trzeba „to" mieć - wszyscy „to" mają. Jeśli nie masz, wyglądasz na biedaka. Jeśli wszyscy mają domy na wzgórzach, ty również musisz taki mieć. Możesz nie wie­dzieć, jak docenić ten krajobraz, możesz się tam po prostu nu­dzić. Albo możesz zabierać ze sobą radio i telewizor i słuchać tych samych audycji, których słuchałeś w domu, oglądać te same pro­gramy, które oglądałeś w domu. Co za różnica, czy siedzisz w gó­rach, czy we własnym pokoju? Ale inni to mają. Garaż na czte­ry samochody jest konieczny; inni takie mają. Możesz wcale nie potrzebować czterech samochodów.

Słyszałem taki dowcip:

„Stary Luk i jego żona byli znani z tego, że są najbardziej uszczypli­wą parą na całej ulicy. Luk zmarł, a kilka miesięcy później i jego żo­na znalazła się na łożu śmierci. Zawołała sąsiadkę i powiedziała sła­bym głosem:

-Ruthie, pochowaj mnie w mojej czarnej, jedwabnej sukni, ale za­nim to zrobisz, odetnij plecy i zrób z nich nową sukienkę. To dobry materiał, nie chcę go zmarnować.

- Nie mogę tego zrobić - odpowiedziała Ruthie. - Kiedy ty i Luk podejdziecie do złotych schodów, co powiedzą anioły, jeśli twoja su­kienka nie będzie mieć pleców?

- Nie będą patrzeć na mnie - odpowiedziała. - Luka pochowa­łam bez spodni."

Interesujemy się zawsze tym, co mają inni: Luk będzie bez spo­dni, więc wszyscy będą patrzeć na niego. Amerykanie zawsze podglądają to, co robią inni.    

                                                                                        Osho

piątek, 2 grudnia 2022

Wspomnieniowa inspiracja

 

Jako że drążę temat przyszłości – prognozowanie przyszłych dat zwrotu na Wigu 20 jest konkretną próbą zaglądania w przyszłość i napiszę skromnie – pewne osiągnięcia na tym polu mam, także często zastanawiam się, co czeka naszą Matkę Ziemię. I co czeka inteligentne małpy mieszkające na trzeciej planecie od Słońca. No właśnie, kim są ludzie dla Ziemi? Czy w ogóle jesteśmy Ziemi potrzebni? Nie wiem i nie o to chodzi, chociaż nasuwa się analogia do pcheł, które obsiadają psa. Czy jak już pisałem do bakterii, bo tu skala proporcji jest odpowiedniejsza. Jeszcze niedawno, bo w roku 1950 tych bakterii było dwa i pół miliarda. Dziś jest 8 miliardów. Bakterie są maleńkie, atoli jeśli rozmnożą się ponad stan optymalny, stają się zagrożeniem dla swego żywiciela.

      Owszem można na wesoło, że jeszcze do niedawna te bakterie nie były zmutowane i większość z nich chodziła boso, a dziś zmutowały i zaczęły w coraz większej liczbie chodzić w butach.

      Zbliża się koniec roku, więc naturalny czas podsumowań, także wspomnień.

Nie wiem skąd mi w roku 1992 przyszła do głowy (bo dokąd miała przyjść?) myśl, że „kiedyś” odkryję prawidłowości rządzące GPW. Nie mam tu na myśli przekrętów na pojedynczych spółkach, które są „robione” w tak zwane „żywe oczy”. Przeważnie dotyczy to spółek o niewielkiej kapitalizacji. Nie, nie. Nie o to chodzi.

Mnie interesowała jakaś ogólna prawidłowość, mechanizm liczbowy, z pomocą którego Mechanik Światła narzuca inwestorom swą wolę na giełdzie narodowej.

Właśnie tak bym sformułował swoją ówczesną myśl.

Mijały lata, a ja szukałem. Do tego szukania był mi potrzebny ołówek i papier, potem tylko kalkulator. Najpierw, czy też najsampierw było to szukanie w liczbach dni, w których trwał dłuższy wzrost, lub spadek, co można było wyczytać z wykresu giełdowego.

Byłem pewien, że ta jakaś liczba odczytana z wykresu, niesie informację – a ja nie wiem o tym nic, poza tym, że ona jest. Szukałem według metody chybił-trafił. Zapisywałem, czyli gromadziłem materiał statystyczny. To była pasja, ale i obsesja, ponieważ nieraz budziłem się środku nocy, wychodziłem z sypialni do pokoju w którym mieszkały papugi (wychodziłem cichutko, żeby nie obudzić mej drugiej żony, tudzież trzydziestu, a w końcu tej sławnej ilości 55 kotów śpiących w swoich kojcach). Tam próbowałem zrozumieć kolejną liczbę, którą właśnie określił wykres, dlaczego ona jest właśnie taka a nie inna. Dodawałem, odejmowałem, dzieliłem i mnożyłem. Coraz bardziej wciągała mnie matematyka, bo co tu ukrywać - ona pachniała mi pieniędzmi. Czytałem o rynkach finansowych co tylko wpadło mi w ręce.

Pomalutku nad tą moją pasją zaczęła wschodzić jutrzenka. I to jest właśnie to sławne Tao – Droga! Był cel, a jakże, ale dziś już wiem, że w sposób praktyczny udowodniłem sam sobie, iż oprócz celu równie ważna jest droga prowadząca do niego. Albo inaczej: - ta droga, samo podążanie nią jest ważniejsze od celu.

Odkąd stałem się finansowo niezależny, zmieniło się wszystko jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Och! Jak miło wspominam sobie pierwszy wyjazd w Bieszczady! Odspawałem się od komputera, już nie musiałem grać na giełdzie. Nie potrzebowałem także wiadomości finansowych, TV, komputera. Totalny reset. Najpierw nastąpiło zapoznanie z Bieszczadami – namiot stał przez trzy początkowe tygodnie u Krystyny Rados, a ja byłem wolnym ptakiem. Upiłem się ze szczęścia w Smolniku nad Osławą, co miejscowi wykorzystali dla oskubania Zbyszka, chociaż im stawiałem. A niech tam. 

Potem była pierwsza i od razu wielodniowa wyprawa na połoniny, ze spaniem na górze pod dachem nieba, zakończona lądowaniem w Siekierezadzie, gdzie również popiłem z radości i skradziono mi lub zgubiłem telefon, lecz zyski przewa żyły straty - poznałem Marię z Wyspy Sobieszewskiej, tudzież kilkanaście innych ciekawych osób. Syciłem swoją pasję fotografa – do końca roku zrobiłem pierwsze trzy tysiące bieszczadzkich zdjęć.

Czemu ma służyć ten dzisiejszy wpis? Inspiracji i zrozumieniu że:

- Po pierwsze primo warto walczyć o spełnienie marzeń.

- Po drugie primo chodzi o rozbudzenie zainteresowania w tym konkretnym przypadku tematem: - „Jaka jest prawidłowość krążenia pieniądza na GPW”. Bo taka prawidłowość jest.

Z sentymentem zaglądam do archiwum i patrzę na swoje „obrazki poszukiwawcze”. Przy każdym odkryciu wydawało się, że to już, azaliż Tao miało jeszcze potrwać w myśl zasady: - dojdziesz do wszystkiego w odpowiednim miejscu i czasie.

Dla zainspirowania Czytelników zaciekawionych sprawą zamieszczam kilka obrazków z wczesnej fazy poszukiwań, kiedy w zagadnieniu robiło się już letnio (zabawa z dzieciństwa w ciepło – zimno: - Zimno, letnio, ciepło, gorąco, bingo!).







 Wreszcie poczułem, że jestem blisko i zacząłem ogłaszać prognozy. Używałem wtedy niepotrzebnie górnolotnego pojęcia „zapora gwiezdna”, która nie zawsze okazywała się istotniejsza od daty "mocnej". Jak widać na obrazkach, na których omawiałem po czasie sprawdzalność prognoz, jednak wyglądało to obiecująco.



 

 

Miłego weekendu.

 

czwartek, 10 marca 2022

Dobrze czy niedobrze

 


Miałem w życiu, już w drugim małżeństwie, także epizod związany z klasycznym wróżeniem. Tym razem to ja wróżyłem innym z pomocą magicznych kart Tarota. Był o tym wpis. Siły Wyższe podpowiedziały mi ostatecznie, abym nie wróżył z Tarota, bo to nie jest dobre.

Inaczej natomiast jest z jedną z moich pasji, z prognozowaniem dat zwrotu na rynkach finansowych z pomocą astronomii. Tu jest dobrze, to jest dozwolone pomimo wybiegania w przyszłość, w Nieznane, prawie w Magię, uchylanie rąbka tajemnicy, co laik, profan zaliczyć może do wróżenia, a to po prostu liczby mówią. To jest bardzo chłodna, wąska, astronomiczno-matematyczna wiedza. A jak wiemy, wiedza może dać władzę lub pieniądze. Wystarczy umiejętność grania ludźmi za pomocą zbieranych na nich "haków". Mnie władza nigdy nie ciągnęła, zawsze uważałem, że do władzy nad innymi pchają się przeważnie ci z rozdętym ego, albo psychiczni z wizją zbawcy, a tylko zupełnie, tudzież rzadko trafia się prawdziwy mąż stanu. Władza daje pieniądze, a pieniądze władzę. A to dobre nie jest, bo jak widzimy ludzie władzy szybko od tego głupieją. 


Przypomnę fakt, że kapłani egipscy potrafili policzyć datę zaćmienia Słońca (być może z pomocą Maszyny z Antikythery, albo z pomocą Tablicy Zdarzeń Gwiezdnych z Palenque, co na jedno wychodzi) i dzięki temu rządzili. Nie faraon rządził, tylko kapłani. Faraon był figurantem, marionetką. I żył dopóki nie przeszkadzał kapłanom. Tak naprawdę, oraz najczęściej rządzi ktoś z tylnego fotela. Nie wiem, czy to jest dobre. Za to KAŻDY ma nad sobą kogoś większego od siebie. A to akurat jest dobre.


Czy więc ostatecznie mogę ocenić, że spełniła się opisana w poprzednim poście Pępkowa Wróżba z mojego dzieciństwa? Mogę, ponieważ wkroczyłem już w starość. Oto od kwietnia przysługuje mi z urzędu tak zwany dodatek pielęgnacyjny, jako że kończę 75 lat. I to jest dobre!. Pozostaje tylko wymyśleć, co za te pieniądze mam sobie popielęgnować. Natomiast Wróżba Pępkowa niby taka prymitywna, a okazała się zaskakująco precyzyjnie trafna, ponieważ dochodzą jeszcze niezwykłe słowa babci, o których dopiero w dorosłości dowiedziałem się od matki. Nie piszę o nich - są zamknięte w Tobołku Cennych Wspomnień.


                             Dobrze czy niedobrze

Dziennikarz pyta mocno leciwego faceta: - Gdyby miał pan ocenić swoje życie jednym słowem, jak by je pan ocenił? Facet myśli dłuższą chwilę i wypowiada w końcu to jedno słowo: - „Dobrze”.                                                                

Dziennikarz dziękuje, lecz wyraźnie wyczuł, że facet się wahał, więc mówi: - To rozszerzmy zakres opinii. Poproszę o ocenę tego co za panem, ale tym razem w dwóch słowach. Teraz dziadek się już nie zastanawia i wypala: - „Nie dobrze!”.

(Odpuśćmy sobie w tym miejscu wytykanie, że tak się nie pisze, że to błąd, że to jest także jedno słowo. Chodzi bowiem o rzecz głębszą)

----------------------------------------------------------------------

Dawno temu żył w Ameryce pewien farmer. Żona, syn, córka, konie. Uprawiał ziemię, żyło się. Żeby żyć jeszcze lepiej wziął kredyt. A tu przyszła klęska suszy, zbiory przepadły, a kredyt wymagał przecież spłaty. Sprzedał jednego konia, potem drugiego. W następnym sezonie susza walnęła jeszcze mocniej. Musiał sprzedać wszystkie pozostałe konie, oprócz jednego niezwykle pięknego, bieluśkiego ogiera, który był, jak mówił jego „oczkiem w głowie”. Nadszedł trzeci rok suszy, nic nie zapowiadało, że susza odpuści. Rodzina zaczęła głodować i widmo bankructwa zajrzało im w oczy – przecież zastawem dla banku był dom i ziemia.

Do farmera przyjechali jego przyjaciele z miasteczka – szeryf i burmistrz. Przyjechali z propozycją: - Kupimy od ciebie – mówią – twego ogiera, a zapłacimy dobrze.

Farmer na to, że traktuje tego konia jak członka rodziny, to jak ma go sprzedać? Nie sprzedał, przyjaciele wyjechali. Kilka dni później koniokrady włamali się do zagrody i ukradli ogiera. Farmer był załamany. Znowu przyjechał do niego burmistrz z szeryfem i mówią: - widzisz teraz, że źle zrobiłeś nie sprzedając nam konia. Nie masz teraz ani konia, ani pieniędzy. A farmer na to: - Ja nie wiem, czy zrobiłem źle, czy może dobrze. Przyjaciele nie odezwali się, ale pomyśleli, że facetowi rozum odebrało i nie wie co mówi.

Minęło kilkanaście dni i ogier wrócił! Miał na szyi zerwane lasso, uciekł widocznie koniokradom i nie wrócił sam - przyprowadził także trzy inne konie. Farmer sprzedał te trzy konie, spłacił zaległości bankowe i starczyło mu nawet na nowe ziarno. Susza ustąpiła, zbiory wypadły wyśmienicie. Farmer odżył, dzieci rosły.

Japonia zaatakowała Pearl Harbour. Chłopcy z miasteczka zgłosili się do wojska, syn farmera także. Ostatniego dnia przed odjazdem na wojnę młodzi urządzili pożegnalną popijawę. Była już noc, gdy syn farmera wracał samochodem do domu. Do pokonania miał tylko ostatni zakręt przy skałach, za którym widać już było dom. Niestety jechał za szybko. Wypadek - amputacja obu nóg na wysokości kolan.

Do farmera przyjeżdżają ze słowami pocieszenia dwaj starzy przyjaciele: burmistrz i szeryf. - Ależ tragedia dotknęła twojego syna! A farmer na to: - Ja nie wiem, czy to dla niego tragedia, czy też nie. Przyjaciele popatrzyli na siebie i odjechali myśląc sobie: - no tym razem to już całkiem zwariował człowiek.

Zbliżał się koniec wojny, gdy do miasteczka dotarła depesza z wiadomością, że cała paczka młodych z miasteczka zginęła w ciężkich walkach na Okinawie. Tymczasem farmer sprawił synowi protezy i ten znowu zaczął bywać w miasteczku, w którym pojawił się nadmiar kobiet gotowych do zamążpójścia. Młody pomimo kalectwa nie miał więc problemu ze znalezieniem przyszłej żony. Ożenił się, urodziły się dzieci, żył.

PS. Ja to sprawdziłem na sobie: - Nigdy nie wiemy, czy coś jest dla nas dobre, czy niedobre. Dopiero czas to pokazuje.

Również rzeczy wyglądają nieraz zupełnie inaczej niż nam się wydaje.