Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2025

Szacunek do pieniędzy

Pieniądz jest wspaniałym wynalazkiem, czyni ludzi bogatymi, umożliwia im zdobywanie tego, czego nie mają. Jednak wszystkie religie są mu przeciwne. Nie chcą bogatej ludzkości, nie chcą inteligentnej ludzkości, jeśli bowiem ludzie będą inteligentni, to kto przyjdzie do kościoła?

Wszystkie religie i to zawsze, występowały przeciwko bogactwu, bo ono może dać ci prawie wszystko, co można kupić. Prawie, ponieważ kilku wartości duchowych nie da się kupić: - miłości, oświecenia, wolności i paru innych. Poza tym wszystko inne można kupić za pieniądze.

    Ponieważ wszystkie religie zawsze były przeciwko życiu, musiały także być przeciwko pieniądzom. To całkiem naturalne. A życie potrzebuje pieniędzy, bo potrzebuje wygody, dobrych ubrań, pięknych domów. Życie potrzebuje dobrej literatury, muzyki, poezji.

Na przykład człowiek, który nie pojmuje muzyki klasycznej jest taki ubogi ….. jest niemal głuchy. Oczywiście słyszy, jego zmysły działają – oczy, uszy, nos są na swoim miejscu z punktu widzenia anatomii, ale nie ma w tym metafizyki.

Tak samo jest ze zrozumieniem piękna wielkiej literatury. Jednak aby to wszystko pojąć, musisz być najedzony, nie martwić się ośrodki do życia.


Dla przykładu – muzułmanie zakazali muzyki, to zdarzyło się w Dehli. Rządził wtedy jeden z najpotężniejszych władców muzułmańskich, Aurangzeb.

Był nie tylko potężny, był także straszny. Do jego czasów imperatorzy mówili jedynie, że muzyka jest sprzeczna z islamem. W Dehli było wielu muzyków, a władca nie był dżentelmenem. Ogłosił, że jeśli usłyszy w Dehli muzykę, to natychmiast każe ściąć głowę muzykowi.

     A trzeba pamiętać, że Dehli było od tysiącleci stolicą, tam właśnie znajdowało się centrum kulturalne Indii. Mieszkali tam najróżniejsi geniusze.

Kiedy więc usłyszeli o zarządzeniu Aurangzeba, zebrali się, aby coś postanowić. Owszem, mówi się, że muzyka jest sprzeczna z islamem, nie ma problemu, wszyscy to wiedzą. Ale ten człowiek jest niebezpieczny, chce zabijać.

Na to muzycy nie mogli się zgodzić. W ramach protestu wszyscy, a było ich tysiące, poszli do pałacu Aurangzeba.

Władca wyszedł na balkon i zapytał:

- Co się stało? Czy ktoś umarł?

A mógł tak sądzić, ponieważ muzycy przynieśli ze sobą kukłę zrobioną z poduszek.

Muzycy odpowiedzieli:

- Nie żyje muzyka, a ty jesteś mordercą.

Aurangzeb odpowiedział:

- To dobrze, że nie żyje. A teraz wyświadczcie mi przysługę i zakopcie ją tak głęboko, żeby nigdy nie wstała z grobu.

Tysiące muzyków i ich rozpacz nie miały najmniejszego wpływu na Aurangzeba. On miał poczucie wypełnienia „świętej  misji”.

     Muzyka jest zakazana przez islam. Dlaczego?

Ponieważ na Wschodzie była grywana najczęściej przez piękne kobiety. Zachodnia definicja „prostytutki” znacznie się różni od tej używanej na Wschodzie. Na Zachodzie prostytutka sprzedaje swoje ciało. Natomiast w dawnych czasach na Wschodzie za prostytutkę uważano kobietę, która sprzedawała swój talent, swój taniec, swoją muzykę, swoja sztukę.

Zapewne cię zdziwi to, że każdy władca w Indiach wysyłał swych synów, którzy mieli przejąć po nim władzę, na kilka lat pod opiekę prostytutki. Tam uczyli się etykiety, elegancji, muzyki, subtelności tańca. Władca powinien wszak to wszystko poznać. Powinien pojąć, czym jest piękno, czym logika oraz dobre obyczaje. Taka była stara hinduska tradycja.

I muzułmanie ją przerwali. Muzyka była sprzeczna z ich religią. Dlaczego?

Bo aby nauczyć się muzyki trzeba było wejść do domu prostytutki. Muzułmanie są przeciwni jakiejkolwiek radości, a domy prostytutek pełne były śmiechu, piosenek, muzyki, tańca. Dlatego wprowadzili zakaz: - żaden muzułmanin nie może wejść do domu, w którym gra muzyka. Słuchanie muzyki to grzech.

      Podobne rzeczy działy się w innych religiach. Wspólnym celem tych działań było odarcie człowieka z tego, co go wzbogaca. Najbardziej oczywistym sposobem było nakazanie ludziom, by wyrzekli się pieniędzy.

Rozumiesz tę logikę?

Nie masz pieniędzy – nie masz wielu rzeczy. Zamiast obcinać gałęzie, zaczęli podcinać same korzenie. Człowiek bez grosza jest głodny, staje się żebrakiem, nie ma się w co ubrać. Nie sądzisz chyba, że będzie miał głowę do Dostojewskiego, Alberta Einsteina? To niemożliwe.

      Wszystkie religie, wspólnym wysiłkiem, czyniły ludzi tak ubogimi, jak to tylko możliwe. Tak bardzo potępiały pieniądze, tak gloryfikowały biedę, że bez wahania nazwałbym je organizacjami przestępczymi.


Pomyśl, co powiedział Jezus: - „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty przestąpi bramy niebios”.

     Człowiek bogaty w niebie? To absolutna niemożliwość.

Czy są to słowa zdrowego człowieka?

Bogactwo jest potępiane, pieniądze są potępiane. Świat podzielono na dwa obozy. 98 % żyje w biedzie, ale w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie anioły grają na swych harfach ciągłe Allejuja. Żyją w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie nie wpuszcza się bogaczy. Dwa procent, to ludzie bogaci, którzy żyją w poczuciu winy, że są bogaci.

     Nie mogą cieszyć się w spokoju swym bogactwem, bo w głębi duszy boją się: - może to prawda, że nas nie wpuszczą do raju? Mają dylemat. Dostatek rodzi w nich poczucie winy, są niepocieszeni, za dużo posiadają, zostaną wrzuceni do piekła.

To z tego powodu człowiek bogaty żyje w strachu. Nawet jeśli próbuje cieszyć się tym, co zdobył, poczucie winy go zatruwa. Towarzyszy mu ciągły niepokój – rozmyśla o raju, do którego wpuszczą nawet wielbłąda, a on zostanie za drzwiami. Życie jest takie krótkie, a potem tylko ogień piekielny. Przecież to paranoja.

      Człowiek ubogi już jest w piekle, ale ma nadzieję. Byłbyś zdziwiony widząc, że w biednych krajach ludzie są bardziej zadowoleni  niż w bogatych. Widziałem w Indiach najuboższych ludzi, w których nie było nawet cienia niezadowolenia. Za to Amerykanie włóczą się po całym świecie w poszukiwaniu przewodnika duchowego. Nic dziwnego, oni nie chcą być gorsi od wielbłądów, także chcą do raju. Usiłują więc znaleźć sposób – jogę, jakieś inne wygibasy, żeby kompensować swoje bogactwo.

     Cały ten świat obrócił się przeciwko sobie.

Być może jestem pierwszym człowiekiem, który tak otwarcie wyraża swój szacunek do pieniędzy. To dlatego, że one mogą uczynić cię bogatym w wielu wymiarach.

   Człowiek ubogi nie pojmie muzyki Mozarta, głodny, albo żebrak nie zachwyci się dziełami Michała Anioła.

Poza tym ludzie cierpiący głód  nie mają w sobie dość energii, by karmić swoją inteligencję. Inteligencja rodzi się dopiero wtedy, gdy masz w sobie nadmiar energii, a oni są wyczerpani zarabiając tylko na chleb i wodę.

     Nie mają w sobie dość inteligencji, aby pojąć Braci Karamazow. Są w stanie słuchać jedynie jakichś głupot wmawianych im na mszy niedzielnej. A przecież ani kapłan, ani słuchacze nie rozumieją o czym mowa. 


Zresztą większość słuchaczy jest wyczerpana i senna po całym tygodniu. I to nawet lepiej dla kapłana, bo nie musi przygotowywać ciągle nowych kazań. Może powtarzać stare – i tak każdy śpi, nikt się nie zorientuje …

                                   OSHO 1931 - 1990

piątek, 31 marca 2023

Przed Stworzeniem

Temat akurat na wpis przedświąteczny.

Na początku było olbrzymie kosmiczne jajo. Wewnątrz niego był Chaos, a w Chaosie unosił się P’an ku, boski embrion.

Mit o P’an ku -  Chiny III wiek

Na początku nie było Nic. I rzekł Bóg: - Niech stanie się światłość! I stała się światłość. Dalej nie było Nic, ale było to o wiele lepiej widać.

Autor nieznany

Prawa natury leżały ukryte w mroku, aż rzekł Bóg: - Niech będzie Newton! I wtedy wszystko stanęło w jasności.

Aleksander Pope

Jeśli Bóg stworzył świat, gdzie był przed Stworzeniem?

Mahapurana, Indie IX wiek

 

Jest jedno takie niewygodne pytanie uwierające twórców wszystkich religii: - czy Bóg miał matkę?

To pytanie zadał fizyk kwantowy Michio Kaku. Zadał pytanie, ale i spróbował na nie odpowiedzieć według zasady, że przecież każdy może być teologiem.

Kiedy mówi się dzieciom, że Bóg stworzył Niebo i Ziemię, one niewinnie pytają, czy Bóg miał matkę. Matka (bowiem) musi być. Ojciec dla boskiego poczęcia już niekoniecznie, ale matka jak najbardziej.

To pozornie proste i naiwne pytanie wprawiało ojców kościoła w niezłe zakłopotanie, połączone niejednokrotnie z drgawkami. Do pomocy wołali wtedy najlepszych teologów, jednak pytanie nie odpuszcza i prześladuje od wieków twórców ideologii, stając się jednym z głównych tematów drażliwych dyskusji z oponentami.

     Nic dziwnego – wszystkie wielkie religie wytworzyły mitologiczny obraz  boskiego aktu Stworzenia, ale żadna z nich nie rozwiązuje w sposób zadowalający paradoksów logicznych, pojawiających się w pytaniach, które zadają dzieci.

Ortodoksi chcieliby zamknąć usta oponentom krzycząc: - To są sprawy święte i takich pytań zadawać nie wolno! Azaliż zapominają oni, że mamy wolność wypowiedzi.

      Czy Bóg mógł stworzyć świat w siedem dni? Nie wiem. Być może mógł, bo był bogiem. Ale też mógł zgodnie z teorią superstrun stworzyć świat w dni dziesięć. Albo w dni 26.

A co zdarzyło się przed tym pierwszym dniem? Skąd wzięła się ta pierwsza myśl u Boga (zawsze jest pierwsza myśl), że trzeba Coś stworzyć? Stworzyć ma się rozumieć według Boskiego Planu.


Przecież mogło Jemu (temu Bogu) być dobrze z tym co było, bo nie było Nic i nie miał ci On żadnych w związku z tym problemów: - nikt nie żebrał o więcej, nikogo nie zdradzała żona, nie było żadnej wojny. W związku z tym Bóg miał spokojną
głowę. Więc po co mu to było?

Tudzież znowu - czy Bóg miał matkę?

Jeśliby przyznać, że Bóg miał matkę, to naturalnym staje się następne pytanie, czy ona również miała matkę i tak dalej aż do nieskończoności.

Azaliż gdyby się przydarzyło, że Bóg matki nie miał, wtedy taka odpowiedź wzbudzi jeszcze więcej pytań. Niewygodnych pytań.

To skąd wziął się Bóg?

Z siebie samego?

A może istniał zawsze, czyli był i jest (jeśli oczywiście w ogóle jest) poza czasem?

Teraz popatrzmy na inną tak samo drażliwą kwestię związaną z matką: -  w ciągu stuleci wszyscy wielcy uznani przez kościół malarze, tworząc swoje dzieła, musieli zmierzyć się z delikatnym, ale i ważkim problemem teologicznym, któremu na imię pępek.

Czy przedstawiając Boga lub Adama i Ewę mają malować pępek. Należy tu wspomnieć, że artyści uznani przez kościół malowali Ewę, osobę podległą Adamowi, czyli gorszego sortu, bo narodzoną z jego żebra - jak wymyślili usłużni teolodzy męscy. Natomiast artyści nie uznawani przez kościół malowali Lilith – jednocześnie stworzoną z Adamem osobę płci żeńskiej.





Więc nie bardzo było wiadomo, czy malować Bogu, Adamowi i Ewie pępek.

Skoro (bowiem) pępek jest śladem po pępowinie, to ani Bogu, ani Adamowi i Ewie nie należy pępka malować.

Michał Anioł stanął na wysokości zadania i na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej namalował fresk przedstawiający stworzenie świata, tudzież wygnanie Adama i Ewy z raju. Kościół pilnował, aby odpowiedź na zasygnalizowany wyżej problem pępka wybrzmiał nie tylko w tak zwanym domu bożym, ale i w każdym większym muzeum: - Bóg, Adam i Ewa nie mają pępków, ponieważ byli pierwsi.

 

P.S. To ostatni wpis przed świętami, Czytelnikom życzę zdrowo spędzonego czasu, czyli w miarę niewiele siedzenia przy stole, za to dużo ruchu w plenerze.


Warszawska palma



Bulwary nad Wisłą, w tle Stadion Narodowy


piątek, 17 kwietnia 2020

Eliksir młodości

W każdym kraju umiera rocznie jakiś stały w miarę odsetek populacji. Na przykład w Polsce 2018 było to 389 tys. a w 2019 - 414 tys.
Jeśli przyjmiemy że rocznie umiera 400 tys., to dzienna przeciętna wychodzi na 1096 sztuk, czyli w miesiącu 32 800. Jeśli porównamy te liczby z oficjalną liczbą polskich zejść na wirusa, ogarnie nas spokój. Wielki spokój.

Nawet przy koniecznym założeniu, że po pierwsze primo: - polskie statystyki zgonów mijają się z prawdą z powodów wyborczych. 
Po drugie primo: - obecna ekipa rządząca dała się poznać z wyjątkowej kreatywności w żonglerce faktami.
A to bardzo ciekawa sztuka, zobaczymy co będzie dalej.

Jak wyglądają bieżące liczby zmarłych na wirusa w innych państwach? Jest ich jakaś rosnąca liczba, którą na razie możemy porównać w skali miesiąc do miesiąca poprzedniego, lub do tego samego miesiąca sprzed roku.
Nawet jeśli przyjmiemy, że część państw także fałszuje statystyki, ta liczba jest niewielka. Jak na razie niewielka, bo to tylko szacunki.
Do tego umierają przeważnie ci, którym i bez wirusa niedaleko.
Brzmi to dość bezwzględnie, lecz uważam, że sprawy należy nazywać po imieniu. Przecież mnie także niedaleko jako 73 latkowi. 
Jednak bez chorób towarzyszących i do tego o nie spłaszczonym mózgu. 
Dlatego testament spisany i luzik.

Problem wiąże się z zatrzymaniem gospodarki. Problem, albo wybawienie.

Starsi Polacy pamiętają jak propaganda powtarzała ciągle: - i będziemy dalej umacniać przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. I ta przyjaźń tak się w końcu umocniła, że się spierdoliła. Bo nic nie trwa wiecznie.
Rozwój tak, lecz nie kosztem przyrody i nie poprzez narzuconą ludziom obłędną konsumpcję.

Właściwie to w aktualnym szumie informacyjnym wiadomo tylko, że rok 2020 miał być kluczowym rokiem w Cyklu Kondratiewa.                     
Ten cykl w gospodarce zalicza się do podstawowych praw natury, takich jak 
wdech i wydech, dzień i noc.                                                                                                     
Co się szykowało widać było na przykład na rocznym wykresie liniowym Dow Jones. On już był w chmurach i wydawało się, że jeszcze chwila, a znajdzie się w Niebie. A przecież to miejsce, zwane także zaświatem, nie jest przeznaczone dla Dow Jonesa, tylko dla wybrańców, którzy wykupili bilety u czarnych pośredników.
      Ileż to razy czytałem: - Przyspieszenie, więcej, dalej, coraz szybciej, gwałtowny rozwój.  I obserwowałem nie tylko młodych, którzy siedząc lub stojąc w metrze, przerzucali pracowicie strony w telefonach.
Wiem, wiem, mam dystans, już dawno wyskoczyłem z tej obłędnej pogoni za własnym ogonem, ale właśnie dzięki temu cóś (ależ polubiłem to słowo) wyczuwam.
Piszę co i raz o odwiecznej prawdzie, że nic nie może trwać wiecznie, a wielu bajało już głośno o zapanowaniu nad prawami przyrody. Jeszcze tylko wygramy wojnę z efektem cieplarnianym i czeka nas Wielkie Zwycięstwo.
A tu kubeł zimnej wody.
To jak teraz będzie? 
Przecież czytamy o tym w internetowej chmurze: - będzie inaczej.
Albo: - bardzo ciekawa sztuka, zobaczymy co będzie dalej.

                           Sprawiedliwość, demokracja, równość.                                                                
Każdy w miarę inteligentny człowiek dobrze wie, że to są mrzonki. Jednak jest taka jedna rzecz bezwzględnie zrównująca ludzi. Jedna, ponieważ podatki duzi potrafią obejść.
Jest nią śmierć.                                                                                                      
Nieśmiertelność natomiast, dzięki religiom, mamy  zagwarantowaną jak napisałem wyżej – w zaświatach.
                                       
                                             Nieśmiertelność.

Od zarania dziejów władcy przemyśliwali nad eliksirem może nie od razu nieśmiertelności, ale na przykład młodości. A iluż to bezczelnych oszustów, którym udało się wkraść w łaski możnych, wyłudziło od nich potężny grosz, bo starzejący się satrapowie nie szczędzili pieniędzy na rzekome prace badawcze.
              Oto czytam wypowiedzi różnych nawiedzonych, nawet uznanych lekarzy twierdzących, że choroby serca, nowotwory, Alzheimer, a nawet sam proces starzenia się – już niedługo odpłyną w siną dal przeszłości. Jakby nie rozumieli, że coraz bardziej palącym problemem jest przeludnienie.
Jednak uporczywe wychwalanie prawdziwych, jak i wyimaginowanych osiągnięć medycyny, zachwiały dotychczasową pewnością świata naukowego, że bez względu na terapię człowiek nie może żyć dłużej niż 120 lat.                                                                                                                            
Bo faktem jest, że nauczyliśmy się produkować repliki narządów, używając materiałów kształtowanych z dokładnością do atomowej tolerancji. Lista owych mikroprotetycznych urządzeń biegnie od sztucznych żył do siatkówek oka, a nawet do sztucznej pamięci przechowywanej w chipach zbudowanych jak neurony.                                                                                             
     No i ta coraz bardziej niezastąpiona AI – proces odkrywczy jest zautomatyzowany, a potem następuje produkcja: - taśmy produkcyjne nadzorują komputery i obsługują roboty, co obraca stare biologiczne laboratorium w coś w rodzaju wytwórni dorożek.

Może się wydawać, że człowiek właśnie wkroczył na drogę do unicestwienia najbardziej podstawowego problemu egzystencji – starzenia się. Jednak zastępowanie zużywających się elementów organizmu – nowymi, spowoduje tylko, że coraz starszy człowiek będzie sprawny aż do samego zejścia.

Atoli starzec z nowym sercem, wątrobą i czym się tylko da, byłby dalej starcem, tyle że odnowionym wielozakresowo. Technologia łataniny tkankowo-narządowej musiałaby zejść na poziom kwantowy. Lecz nawet i w tej dziedzinie nie wszystkie procesy mogą być odwracalne w czasie.
Im głębiej sięgamy, tym pojawia się więcej pytań i problemów. Właściwie jest to zasada uniwersalna. I właśnie tu tkwi prawdziwy kłopot: - każde życie, nie tylko ludzkie, ma za fundament ogrom procesów nieodwracalnych w czasie.

                                                Życie godne kapusty

Już noworodek zawiera w sobie widoczne dla fachowca znamiona przyszłej śmierci. Żeby przedłużyć długość życia, należałoby zmienić dynamikę biologiczną tak, aby stała się odwracalna.
Trzeba sobie wyraźnie uzmysłowić, że śmierć będąc zagładą osobnika każdego gatunku, jednocześnie wpisuje się w ewolucję. Gdyby nie było śmierci, nikt, a raczej nic nie mogłoby zaludniać Ziemi, oprócz bakterii.

Odmłodzenie jako odwracanie czasu, dla mózgu cofającego się musi oznaczać stopniową utratę pamięci. I nie zastąpią tego ubytku wszczepione chipy z pamięcią zewnętrzną, ponieważ wtedy człowiek zniknie jako świadomość, a narodzi się cyborg.
Bez chipów pamięci natomiast, będziemy mieli do czynienia ze starcem odmłodzonym tak doskonale, że gaworząc jak niemowlę, robiąc kupę w pieluchę, ów nie będzie wiedział kim był. 
Ustrój biologiczny ocaleje, azaliż będzie to ocalenie wegetatywne, a tym samym życie godne kapusty.



PS. Mam tyle zdjęć pól uprawnych w Powsinie, także z rzędami kapuścianych głów, teraz by się przydały, a nie mogę ich znaleźć. Jednak nie ma przypadków - Czytelnicy dobrze wiedzą jak wygląda kapusta. Za to znalazłem dynie. Na zdjęciu widoczny mój piesek - Dyzio (W sentymencie do Nikodema Dyzmy), który jest takim samym luzakiem jak jego pan.
Najpierw sprawę obadać a potem olać.

wtorek, 10 marca 2020

Obezwładniony Olbrzym


Czyli demony chrześcijaństwa.

Eckhart Tolle: - Religie stały się częścią obłędu, który zniewolił ludzkość.

Kościół katolicki gra na niskich instynktach swoich wiernych.
Ta instytucja jest praprzyczyną zła tkwiącego w ludziach. Zamordowała Jezusa - buntownika, który próbował walczyć z instytucją. Przegonił lichwiarzy - pracowników świątyni, udzielających kredytów na bandyckich warunkach. Kościół starał się fakt zmanipulować, twierdząc, że to byli przekupnie, właściwie nie mający prawa być w świątyni. 
     Po śmierci Jezus już nie był groźny dla kościoła, można było mu przypisać dowolną wypowiedź. (patrz wpis Wynalazca, Anthony de Mello) 
KK dalej usiłuje prowadzić indoktrynację społeczeństwa bezpośrednio przez księży, a pośrednio przez zniewolonych polityków.

Inne religie są niewiele lepsze. I tak trwa ta chora symbioza człowiek – religia.

     
"Do najbardziej odpowiedzialnych za tragedię mojego kraju należy Watykan. Zbyt późno uświadomiłem sobie, że prowadziliśmy politykę zagraniczną, służącą jedynie egoistycznym celom Kościoła katolickiego."

To słowa płk Józefa Becka, szefa MSZ, wypowiedziane do włoskiego ambasadora w Bukareszcie po upadku Polski w 1939 roku. 
A dziś jakie wieści docierają do nas z Watykanu?


"Zaginięcie Emanueli Orlandi. Trop prowadzi do Stolicy Apostolskiej

Emanuela Orlandi zaginęła bez wieści latem 1983 roku w drodze na zajęcia do szkoły muzycznej. Miała wówczas 15 lat. Była córką urzędnika kurii rzymskiej i wraz z rodziną mieszkała na terenie Stolicy Apostolskiej. W ostatnich latach pojawiało się wiele teorii dotyczących jej zaginięcia. Początkowo wiązano je z działaniami tureckich aktywistów domagających się uwolnienia Mehmeta Ali Agcy, który dokonał zamachu na papieża Jana Pawła II. 

Z kolei w 2012 roku znany watykański egzorcysta ojciec Gabriele Amorth stwierdził, że Emanuela Orlandi została porwana przez Żandarmerię Watykańską do udziału w grupowych aktach seksualnych.


W listopadzie zeszłego roku w podziemiach nuncjatury apostolskiej w Rzymie znaleziono szczątki młodej kobiety o drobnej budowie, ale ostatecznie - wbrew wcześniejszym spekulacjom mediów - nie potwierdzono, by należały one do Orlandi".


Kupiłem książkę napisaną przez jednego z obrońców kościoła - należy znać atoli język i argumenty wrogów wolności.

"Obezwładniony Olbrzym". - Psycho-analiza Kościoła Katolickiego.
Manfred Lutz - ordynator wielkiego szpitala psychiatrycznego w Niemczech, kierownik kliniki badawczej.
Mówiąc krótko: - w tej klinice doradza się wielkim przedsiębiorstwom. 
To już jest prawidłowość - dziś cały świat zaczyna potrzebować psychiatryka.....
Pacjent - kościół katolicki, jest wielkim przedsiębiorstwem. Więcej: - jest koncernem ponadnarodowym, największą korporacją.

Instytucja.

Manfred Lutz pisze: - kościół katolicki to obezwładniony olbrzym. Wcześniej czy później powinno dojść do próby leczenia olbrzyma, bo to jest pacjent.
Bardzo chory pacjent.
    Jeden z podwładnych Lutza, Watzlawik, sformułował myśl: - Kościół katolicki jest najbardziej nieudanym samobójcą w "całej" historii ludzkości.
- W przeciągu dwóch tysięcy lat, pomimo wielu starań, nie udało mu się ze sobą skończyć.

No, to jest fakt.
       Dalej Watzalwik pisze, że chrześcijaństwo, to taka rodzina alkoholika. Czyli nie taki całkowicie beznadziejny przypadek. Leczenie ma szanse.

Być może, być może.....

Czego uczą w seminariach? Alternatywnej rzeczywistości:
- "Średniowiecze kościoła było tak wspaniałe, że przyćmiło swoją jasnością wiek Oświecenia".

Kiedyś zaprzaństwo i fałsz czarnych poruszały mnie mocno, z czasem coraz mniej. Dziś z wielkim spokojem, tudzież serdecznie życzę kościołowi upadku, a przedtem uścisków piekielnych, siarki i sadzy sypiącej się z uszu, gdy ta instytucja walnie się dostatecznie mocno w piersi, wyznając grzechy.
    Swoje grzechy.



P.S.  W internecie przeczytałem wpis, że aktualny wirus jest karą za grzech pedofilii w kk.
Być może tak jest. 
Mnie taki wniosek pasuje, jedynie należy dodać, że tych grzechów jest nieco więcej.....

A na marginesie aktualnej epidemii: - Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział, że nadejdzie czas, gdy kapłani będą namawiać wiernych do nie przychodzenia na msze, że będzie się wylewać wodę święconą, uznałbym go za fantastę.                                                                                                  
W każdym razie nie traćmy poczucia humoru.                                                                                
Na razie nie ma lekarstwa na wirusa. Wierzący jest wygrany, bo może się pomodlić, tudzież wypowiedzieć zaklęcie.                         
Czy modlitwa pomoże? Nie wiadomo, jednak zaszkodzić nie powinna.
Gorzej z zaklęciem: - tu trzeba uważać, żeby nie wypadło, jak z magikiem z Konina:

Raz pewien magik z Konina                                                         chciał zmienić wodę w litr wina 
lecz wskutek kichnięcia
pomylił zaklęcia
przypadkiem wskrzeszając Lenina




czwartek, 31 października 2019

Świadoma inkarnacja


Po przeżyciach związanych ze śmiercią kliniczną (1995 rok) nasiliło się moje zainteresowanie sferami ducha, a więc także religiami. Często sięgałem po książki z tego zakresu i wyłuskiwałem szczegóły, które potwierdzały osobiste wspomnienia. Był wpis „Po tamtej stronie”.
     Jedną z najcenniejszych książek traktujących o wymienionych sprawach, jest praca Alexandry David-Neel.
Dziś urywek o inkarnacji - wyborze przyszłego wcielenia.
      Rzecz przypisana jest do grupy oświeconych.


To, że wędrówka dusz - reinkarnacja istnieje nie podlega kwestii. Przypominam, że chrześcijaństwo czerpiące z religii pierwotnych, uznawało reinkarnację za dogmat, dopóki decyzją polityczną któregoś z soborów nie usunięto jej z doktryny.
      
Alexandra pisze atoli o inkarnacji - świadomym wyborze przyszłego wcielenia: 
- „Duchowo oświeceni mogą wybrać nie tylko swoich przyszłych rodziców, ale i miejsce, gdzie się odrodzą.
Jednakże lamowie podkreślają poważną różnicę między zwykłym odradzaniem się ogółu ludzi, a transmigracją duchowo oświeconych.
    
Oto ci, którzy nie praktykowali żadnych duchowych ćwiczeń, żyją jak zwierzęta i nieświadomie ulegają popędom, mogą zostać wcieleni w człowieka wędrującego w przypadkowych kierunkach i nie osiągają żadnego określonego celu.
     Na przykład ktoś taki spostrzega jezioro na wschodzie, a ponieważ jest spragniony, chęć napicia się sprawia, że idzie w tym właśnie kierunku.
Kiedy jest już w pobliżu, czuje zapach dymu, który wywołuje w nim obraz domu. Owładnięty myślą, że lepiej byłoby napić się herbaty zamiast wody i mieć dach nad głową na noc, zmienia kierunek.
Odchodzi od jeziora zanim do niego dotarł i zmienia kierunek ze wschodniego na północny, ponieważ to z tego kierunku dochodził zapach dymu.
     Kiedy tak idzie, zanim jeszcze zobaczy dom, czy namiot, ukazują mu się groźne duchy. Przerażony wędrowiec ucieka na południe, najszybciej jak może. Odbiegł i sądzi, że jest daleko od potworów i nie musi się ich obawiać, więc zatrzymuje się i zauważa obok siebie innych, a takich samych jak on podróżnych.      
        Ci inni chwalą uroki jakiegoś błogosławionego kraju, ziemi dobrobytu i radości, ku której się kierują.

W człowieku błądzącym kiełkuje entuzjazm, więc przyłącza się do innych i razem ruszają na zachód. Na tej drodze spotykają go jeszcze inne zdarzenia, sprawiając, że za każdym razem znowu zmieni kierunek wędrówki, zanim ujrzy ziemię, gdzie króluje szczęście.
    I tak upływa życie, a wędrowiec zmieniając ciągle kierunek nigdzie nie dotrze, nie osiągnie żadnego celu.
Za to śmierć zaskoczy go w trakcie tych szalonych peregrynacji, a sprzeczne siły, zrodzone z jego nieuporządkowanego działania, zostaną rozproszone.
Siła energii, konieczna, by określić ciągłość tego samego strumienia, nie wytworzyła się, dlatego żaden tulku nie zostanie ukształtowany.
   
Natomiast człowiek oświecony porównywany jest do podróżnika, który doskonale wie, dokąd chce się udać, zna dobrze topografię okolicy, którą wybrał za cel. Także zna drogi, które tam prowadzą.
Jego umysł jest całkowicie oddany sprawie dotarcia do celu.
Idzie, a ogłuchł i oślepł na miraże i pokusy pojawiające się na drodze i nic nie może go z niej zawrócić.
     Takim człowiekiem kierują siły generowane przez  koncentrację myśli i jego działalność fizyczną.
Śmierć może zniszczyć jego ciało w czasie drogi, ale energia psychiczna, której ciało było zarazem twórcą i narzędziem, nadal pozostaje spójna. Dążąc do tego samego celu, zaopatruje się w nowe materialne narzędzie, jakim jest tulku.
Ta teoria współgra z wielką liczbą dawnych tybetańskich legend, których bohaterowie determinują za pomocą aktu woli naturę ich reinkarnacji i naturę przyszłego wcielenia”.

wtorek, 29 stycznia 2019

Wejście w Nieznane

Trzy prawdy:
- Po pierwsze primo: - ludzie szukają świętości.
- Po drugie primo: - tę potrzebę można wykorzystać do rządzenia – religia pomaga w sterowaniu ludźmi.
- Po trzecie primo: - KK jest dla Polski agendą obcego mocarstwa i manipuluje ludźmi zarówno bezpośrednio, jak i poprzez spolegliwych polityków.

Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii wszystkich kultur, i we wszystkich religiach.
A tych religii było multum.
Chrześcijaństwo jest tylko kawałkiem religijnego tortu.

Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z tymi objawieniami udać, jak zwykle w takim momencie, gdy ludzie byli zagubieni, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – zjawiała się Największa Korporacja.
Ludzie pogubieni spowiadali się kapłanom ze swoich Wejść w Nieznane.
     A Wejście w Nieznane jest najwyższą świętością.
Coś tak intymnego nie zdarza się na co dzień.
I oto naprzeciwko tej Świętości staje ktoś, kto być może jest pedofilem. 
Także wiedza takiego człowieka o życiu jest niepełna, ponieważ nie ma rodziny i dzieci, a przynajmniej nie powinien ich mieć.
Pomimo tych zastrzeżeń ma wyjaśnić zagubionej istocie co się dzieje. 
Wyjaśnić tak, aby zawsze było to zgodne z jedynie słuszną doktryną.

Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego jedne objawienia są uznawane przez kościół niemal natychmiast, a inne odrzucane.
Otóż sprawa jest jak zwykle prosta: - objawienia potwierdzające „doniosłą” rolę kościoła są mile widziane, natomiast objawienia krytyczne są dyskwalifikowane.
           To są refleksje spisane po przeczytaniu książki Ericha von Denikena: - „Objawienia”.
Jednoczę się w przemyśleniach z autorem niemal w całości. Erich napisał kilka książek, które rozeszły się w milionowych nakładach. Na podstawie książek nakręcono filmy.
      Te filmy komuna w Polsce dopuszczała na ekrany kin, bo podważały one fundament Korporacji, forsując tezę: Bóg = kosmita.
Rozgrywała się przecież podskórna wojna o „rządy nad duszami”, pomiędzy komuną a kościołem.
   W myśl postanowień kościoła, nawet Matce Boskiej, Jezusowi czy Archaniołom nie wolno się ukazywać przypadkowo.
I byle komu.
Także nikt poza kościołem nie może orzekać o „prawdziwości” tego, co widzi. Mamy więc z jednej strony do czynienia z klinicznym przypadkiem pychy monopolisty – uzurpatora.
Z drugiej strony jednak kościół działa sensownie (dla siebie) bo stoi na straży swojej marki.

Erich von Däniken  przestudiował skrupulatnie setki protokółów z objawień i napisał: - Jeśli Matka Boska zaleca dziecku w objawieniu posłannictwo, którego treść nie podoba się kościołowi, wtedy takie objawienie uznaje się za „nieprawdziwe”, jest ono odrzucane, przemilczane, albo wręcz zakazane, po prostu nie było go!
      Tudzież kiedy objawienie o istotnej treści, lecz ganiące kościół przydarzy się komuś wierzącemu, wtedy tej biednej, nawiedzonej istocie czarni proponują, aby poddała się leczeniu psychiatrycznemu, albo egzorcyzmom.
Bo jest tylko jedna prawda, i to jest prawda czarnych.

Znajduje to potwierdzenie w treści broszurki sprzedawanej przez zakonników przy grocie, gdzie Bruno Cornacchiola miał objawienie:
„Bruno zatrzymany w sposób kategoryczny na drodze wiodącej do zguby, jasno ujrzał przed sobą jedyną drogę ratunku: - Rzymski Katolicki Kościół Apostolski”

czwartek, 8 marca 2018

Bieszczadzkie jedzenie

Pogoda idealna, dusza się raduje, nogi same niosą, tylko żołądek przypomina o jedzeniu.
Zgłodniałem.
      Wracam właśnie z Baligrodu z cotygodniowymi zakupami. Mijam Bystre, a więc do namiotu czekającego na górze 686 jeszcze dwie godziny marszu. 
Wysoko, wysoko krąży para orłów i znajomym krzykiem ogłasza swoje panowanie. 
Czy to co będę jadł to będzie obiad, czy może kolacja raczej?
Azaliż czy trzeba na wszystko naklejać cywilizacyjne nalepki?
To będzie jedzenie po prostu.

Idę.
I myślę. Bo mam czas. Gdybym czasu nie miał, wtedy tylko bym szedł.

Człowiek oszalał na punkcie urozmaicania jedzenia. Moja babcia – Szeptucha mawiała, że potrawy powinny być proste, a jeść należy w skupieniu, gryźć porządnie, a nie łykać w pośpiechu i nie gadać przy tym. Zawsze podawała za przykład zwierzęta, żeby je podpatrywać jak żyją, żeby się od nich uczyć. Że jedzą z namysłem, że pies gdy je nie szczeka.
      To pory roku pozwalają ludziom odmieniać jadłospis, a grzyby mają nieocenione znaczenie.....
Te babcine nauki, można dziś podciągnąć pod celebrację.
Tylko po co podciągać? One się same obronią. Nic na siłę.

          Neurotycy
Mamy dwie grupy neurotyków. Pierwsza nie je, tylko obżera się.
Szybko i dużo. Ciało woła stop, a oni jedzą.
W ten sposób objawia się także zachłanność, chciwość.

Przychodzi baba do lekarza i mówi:
Poproszę lek na chciwość! Tylko dużo, duuuużo!!!

To już zwierzęta wiedzą lepiej, kiedy skończyć.

Stoją świnie przy korycie i pałaszują. Nagle jedna zaczęła rzygać. Pozostałe w krzyk: - nie dolewaj, bo nie damy rady zjeść!

Przychodzi Jasio z przedszkola i mówi: - mamo, dzieci mówią, że ja dużo jem, czy to prawda?
Nie słuchaj dzieci Jasiu, zjedz zupkę bo mi wanna potrzebna.

Druga grupa neurotyków, to ci którzy się głodzą. 
Ciało woła: - jeść! A oni poszczą. Jeśli nie poszczą, czują się wywyższeni jedząc drogie egzotyczne wynalazki.
I do czego się da używają blendera. Mnie natychmiast nasuwa się pytanie: - a zęby to po co są?
       To są dwie skrajności, ale o nich dość.

Kiedy słuchasz ciała, ono wszystko ureguluje i nie wpadasz w napięcia i lęki.
Twoje ciało ( i moje także) jest świątynią, jest boskim darem. Ono jest piękne, delikatne i wspaniałe. Mamy zmysły, które dał nam Stwórca. Świat jest radosny i bajecznie kolorowy, niechaj to trwa. Niechaj trwa harmonia między okiem i kolorami, harmonia między wszystkim, co zostało stworzone. Nie niszczmy tego.

Słuchajmy ciała. Ono nie jest naszym wrogiem. Jest przyjacielem. Ciało ma swoją mądrość. Nie zakłócajmy jego pracy.
       Dlatego tak piszę, aby niepotrzebnie nie mędrkować, a zwłaszcza zrzucić z siebie uwarunkowania, nie słuchać jak inni trąbią o cudownych dietach. Wystarczy słuchać siebie, odbierać sygnały od własnego ciała - ono podyktuje co należy jeść.


W jedzeniu jest energia. Babcia mawiała, że powinno się jeść „swoje” jedzenie. Uprawiane samodzielnie w ogrodzie, czy na polu. Dziś to oznacza produkty ze swego kraju. O nawozach sztucznych wyrażała się źle. Twierdziła, że one zaburzają równowagę ziemi. Ale nie rozszerzajmy tematu.

Pojadłem niespiesznie, siedzę i myślę, ponieważ mam czas. Gdybym czasu nie miał, tobym tylko siedział.

Ile jeść, co jeść. Nie ma tu uniwersalnych zasad. Każdy z nas jest unikalny, niepowtarzalny. Jeden pracuje fizycznie, drugi nie. Inne smaki są w zimie, inne latem. Powtarzam często, że nie ma recepty na życie, a więc także nie ma recepty na jedzenie. A już na pewno nie stosują się do mnie recepty innych.
      Tylko rozwiń w sobie wrażliwość – to zupełnie wystarczy.
Pytam swoje ciało co powinienem mu dać. Nie co mogę, tylko co powinienem.

Ciało nie usiłuje ci niczego narzucać, lecz także nie jest twoim niewolnikiem. Zaprzyjaźnij się ze swoim ciałem.
     Ten, kto się obżera, jak i ten kto narzuca sobie jakieś diety z zewnątrz, oni mają jeden wspólny problem: - oboje są głusi na potrzeby ciała.
Potępianie kogoś za to, że je to co mu smakuje, nie ma sensu.


Jeśli język nie odczuwa przyjemności smakowania – po co w ogóle jeść?
Jeśli patrzenie na piękne rzeczy byłoby grzechem dla oczu, to po co w ogóle patrzeć?
Jeśli słuchanie czegoś miało by być grzechem dla uszu, to po co słuchać?
Nie zostałyby nam żadne doznania – nic tylko palnąć sobie w łeb!


Moje zmysły są zaangażowane we wszystko, co robię. Dzięki nim jestem połączony z życiem. Kiedy jemy coś z apetytem, Bóg który mieszka w każdym z nas, czuje się zadowolony.
      I tu dochodzimy do „świętych nauk”. 
Religie nauczają masochizmu: - Umartwiaj się. Cierp.
Religie sączą truciznę, mówią:
- Im bardziej będziesz się umartwiał, tym więcej łask zdobędziesz u Boga. Jeśli jesteś szczęśliwy – popełniasz grzech. Szczęście jest grzechem. Nieszczęście cnotą.
        Oto cała ich logika.


Lecz dość o smutkach, teraz pójdę na łąkę, posłucham co w trawie piszczy i uzbieram bukiet niby dla siebie, ale jako, że życie jest tajemnicą, takoż dla Ciebie Czytelniczko z okazji Dnia Kobiet. Czyż to nie jest miłe?.....
        Boziuniu! Jak tu uroczo! Dziękuję – ach!