Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Największa korporacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Największa korporacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

Pierścionek zaręczynowy

Słyszałam, że zerwałaś zaręczyny z Tomem. Co się stało?
- Och, moje uczucia do niego się zmieniły.To się stało.
- Zamierzasz mu zwrócić zaręczynowy pierścionek?
- Ależ nie! Moje uczucia do pierścionka się nie zmieniły.

                                                                                  Anthony de Mello




Kim był  Anthony de Mello?

Największa Korporacja zwraca baczną uwagę na jednostki nieprzeciętne, działające w jej szeregach, promując takie jednostki dopóki jest z tego korzyść.
Tak też było z ojcem Anthonym de Mello, hinduskim jezuitą (1931 – 1987).
     
Gdy Hindus dmuchał w kościelną trąbkę, wszystko działało bez zakłóceń: - Anthony zdobywał miliony wiernych a Największa Korporacja z tego korzystała.
Jednak stała się rzecz typowa dla badaczy umiejących myśleć, wkraczających na teren, z którego trudno się potem wycofać.
     Bywa wtedy bowiem, że uwiedzeni oczywistymi zaletami konkurencji, przez nadmiar obiektywizmu dokonują odkryć nie zawsze miłych dla zleceniodawcy.
I do tego mają odwagę o tych odkryciach głośno mówić.
Tak właśnie stało się z Anthonym de Mello.

Nastąpił bunt oświeconego, a Największa Korporacja w pewnym momencie uznała go za wroga, próbując się od niego odciąć.
Oto Kongregacja Doktryny Wiary, w osobie kardynała Josepha Ratzingera, podówczas jej prefekta, ogłasza upomnienie:

„Hinduski jezuita, ojciec Anthony de Mello jest szeroko znany z powodu swych licznych publikacji, które uzyskały szerokie upowszechnienie w wielu krajach, jakkolwiek nie zawsze są to teksty przez niego autoryzowane.....
W swoich wczesnych pracach o. de Mello, jakkolwiek objawiał oczywisty wpływ nurtów duchowych buddyzmu i taoizmu, jednak utrzymywał się jeszcze w obrębie chrześcijańskiej duchowości. W dziełach tych omawiał rozmaite rodzaje modlitwy: błagalnej, o wstawiennictwo i pochwalnej, a także kontemplację życia Chrystusa, itd.”

Do tego miejsca wszystko jest w porządku. Jednak po komplementach i należnym uznaniu zasług zawodowych, następuje, całkowicie w stylu Procter&Gamble, tzw. część niszcząca, najeżona zarzutami i upomnieniami wobec funkcjonariusza Korporacji, który choć w dobrej wierze, zgrzeszył jednak nadmiernym entuzjazmem dla jakości i performance produktów konkurencji.
           O co tu chodzi?
Już w niektórych partiach swych pierwszych dzieł, a coraz bardziej w kolejnych publikacjach, jezuita odchodzi od podstawowych treści wiary chrześcijańskiej. Objawienie, jakie dokonało się w Chrystusie, zastępuje on domysłem Boga bez postaci, ani obrazu, wywodząc wreszcie Boga jako czystą próżnię.
        Twierdzi, że aby dojrzeć Boga wystarczy po prostu spojrzeć w świat.
Nie można o Bogu mówić, że jedynym Jego poznaniem jest nie-poznanie. Już samo stawianie kwestii Jego istnienia jest nonsensem.
Ten radykalny apofatyzm prowadzi także do negowania faktu, iż Biblia zawiera ważne twierdzenia o Bogu.
     Słowa Pisma Świętego są jedynie wskazówkami, które miałyby służyć do osiągania ciszy.
W innych miejscach ocena świętych ksiąg wszelkich religii, łącznie z Biblią, jest w ocenie ojca de Mello jeszcze surowsza:
One stoją na przeszkodzie temu, by ludzie kierowali się zdrowym rozsądkiem, skłaniają ku ciasnocie i okrucieństwu. Religie, włączając w to chrześcijańską, są jedną z głównych przeszkód na drodze ku prawdzie.

Odkrycie ojca de Mello w gruncie rzeczy nie było wielkim odkryciem. Przejście od rynku zamkniętego do globalnego, naraża na szereg szokujących odkryć, takich na przykład, jak widok masy produktów podobnych do naszego i co najmniej równie dobrych. 
   W takiej sytuacji komunikowanie się badacza z górnymi piętrami władzy własnego przedsiębiorstwa staje się sprawą niezmiernie delikatną, gdyż zasiadający tam panowie mają dość dogmatyczne podejście do rynku, całkowicie odporne na wszelkie myśli o otwarciu się na wolną konkurencję.

De Mello docenia Jezusa deklarując się jego uczniem. Ale traktuje Go jako jednego z nauczycieli. Jedyna dzieląca Go od pozostałych różnica to ta, że Jezus jest „bystry” i całkowicie wolny, a inni nie.
       De Mello nie ma Go za Syna Bożego, a jedynie za kogoś, kto naucza, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Także tezy o ostatecznym przeznaczeniu człowieka budzą konsternację. W pewnej chwili jest mowa o „rozpuszczeniu się” w bezosobowym Bogu, niczym sól w wodzie....
          Stosownie do powyższego, można domniemywać, idąc tropem logiki autora, że jakiekolwiek wyznanie wiary zarówno w Boga, jak i w Kościół może tylko uniemożliwić osobiste dostąpienie do prawdy.
          Kościół, czyniąc sobie bożka ze słowa Bożego w Piśmie Świętym, w istocie wygnał Boga ze świątyni. Dlatego utracił powagę nauczania w imieniu Chrystusa.

Tego już było zdecydowanie za dużo, jak dla marki tak bardzo przeświadczonej o swojej unikalności. Oto zatem obrona marki, i jej wyłącznego wizerunku:

Dla zabezpieczenia dobra wiernych, Kongregacja uznaje za konieczne oświadczyć:

„Wyżej opisane stanowisko (ojca de Mello) jest nie do pogodzenia z wiarą katolicką i może przynieść wielkie szkody”.

Najwyższy Kapłan Jan Paweł II w toku Audiencji udzielonej Prefektowi, zatwierdził niniejszą Notyfikację postanowioną na Sesji zwyczajnej tej Kongregacji i zarządził jej opublikowanie.

Rzym, z siedziby Kongregacji do spraw
Doktryny Wiary
24 czerwca 1998 roku w święto Narodzin
Świętego Jana Chrzciciela.

Dokument byłej Inkwizycji „ratuje” jednak pierwsze prace de Mello, ale te jedynie, które wydrukowano na zasadach wyłączności we Włoszech, staraniem hiperkatolickiego wydawnictwa Edizioni Paoline. Po prostu już było za późno, by przyznać, że ich opublikowanie było błędem, a w gruncie rzeczy, nadarzała się okazja zrobienia interesu na tej zadymie i dalszej ich sprzedaży.

Bruno Ballardini
Książka „Jezus – jak Kościół wymyślił marketing”.

wtorek, 29 stycznia 2019

Wejście w Nieznane

Trzy prawdy:
- Po pierwsze primo: - ludzie szukają świętości.
- Po drugie primo: - tę potrzebę można wykorzystać do rządzenia – religia pomaga w sterowaniu ludźmi.
- Po trzecie primo: - KK jest dla Polski agendą obcego mocarstwa i manipuluje ludźmi zarówno bezpośrednio, jak i poprzez spolegliwych polityków.

Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii wszystkich kultur, i we wszystkich religiach.
A tych religii było multum.
Chrześcijaństwo jest tylko kawałkiem religijnego tortu.

Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z tymi objawieniami udać, jak zwykle w takim momencie, gdy ludzie byli zagubieni, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – zjawiała się Największa Korporacja.
Ludzie pogubieni spowiadali się kapłanom ze swoich Wejść w Nieznane.
     A Wejście w Nieznane jest najwyższą świętością.
Coś tak intymnego nie zdarza się na co dzień.
I oto naprzeciwko tej Świętości staje ktoś, kto być może jest pedofilem. 
Także wiedza takiego człowieka o życiu jest niepełna, ponieważ nie ma rodziny i dzieci, a przynajmniej nie powinien ich mieć.
Pomimo tych zastrzeżeń ma wyjaśnić zagubionej istocie co się dzieje. 
Wyjaśnić tak, aby zawsze było to zgodne z jedynie słuszną doktryną.

Zastanawiałem się kiedyś, dlaczego jedne objawienia są uznawane przez kościół niemal natychmiast, a inne odrzucane.
Otóż sprawa jest jak zwykle prosta: - objawienia potwierdzające „doniosłą” rolę kościoła są mile widziane, natomiast objawienia krytyczne są dyskwalifikowane.
           To są refleksje spisane po przeczytaniu książki Ericha von Denikena: - „Objawienia”.
Jednoczę się w przemyśleniach z autorem niemal w całości. Erich napisał kilka książek, które rozeszły się w milionowych nakładach. Na podstawie książek nakręcono filmy.
      Te filmy komuna w Polsce dopuszczała na ekrany kin, bo podważały one fundament Korporacji, forsując tezę: Bóg = kosmita.
Rozgrywała się przecież podskórna wojna o „rządy nad duszami”, pomiędzy komuną a kościołem.
   W myśl postanowień kościoła, nawet Matce Boskiej, Jezusowi czy Archaniołom nie wolno się ukazywać przypadkowo.
I byle komu.
Także nikt poza kościołem nie może orzekać o „prawdziwości” tego, co widzi. Mamy więc z jednej strony do czynienia z klinicznym przypadkiem pychy monopolisty – uzurpatora.
Z drugiej strony jednak kościół działa sensownie (dla siebie) bo stoi na straży swojej marki.

Erich von Däniken  przestudiował skrupulatnie setki protokółów z objawień i napisał: - Jeśli Matka Boska zaleca dziecku w objawieniu posłannictwo, którego treść nie podoba się kościołowi, wtedy takie objawienie uznaje się za „nieprawdziwe”, jest ono odrzucane, przemilczane, albo wręcz zakazane, po prostu nie było go!
      Tudzież kiedy objawienie o istotnej treści, lecz ganiące kościół przydarzy się komuś wierzącemu, wtedy tej biednej, nawiedzonej istocie czarni proponują, aby poddała się leczeniu psychiatrycznemu, albo egzorcyzmom.
Bo jest tylko jedna prawda, i to jest prawda czarnych.

Znajduje to potwierdzenie w treści broszurki sprzedawanej przez zakonników przy grocie, gdzie Bruno Cornacchiola miał objawienie:
„Bruno zatrzymany w sposób kategoryczny na drodze wiodącej do zguby, jasno ujrzał przed sobą jedyną drogę ratunku: - Rzymski Katolicki Kościół Apostolski”

czwartek, 29 listopada 2018

Animacja w punkcie sprzedaży

Czyli Bruno Ballardini: - Jak Kościół wymyślił marketing.

         Animacja w punkcie sprzedaży.

W czasie ceremonii konsumenci są zorganizowani według reguł role playing. Mieści się tu także testimonial.
Jest to wynalazek, którego nie stosowała nigdy żadna inna korporacja w całej historii marketingu.
          Otóż w punkcie sprzedaży obok Chrystusa, mnożą się inne testimonials.
Tworzą one prawdziwe arcydzieło strategii, w której w cudowny sposób stapiają się w jedno marketing, komunikacja i merchandising.(...)
           Nic tu nie pozostawiono przypadkowi.
Publiczność uczestnicząca w animacji w punkcie sprzedaży, powinna dysponować przestrzenią umożliwiającą przyjmowanie podczas eventu różnych skodyfikowanych pozycji.
Rytuał nie dopuszcza zachowań innych niż ustalone.
Ceremonia przewiduje przemienność pozycji stojącej i klęczącej z pozycją siedzącą – tworzy poczucie przynależności (…)

Punktem ogniskowym animacji jest tabernakulum.
Wokół niego toczy się cały rytuał. Przechowalnia próbki smakowej musi zajmować miejsce godne rangi produktu (….)

Kościół katolicki pierwszy wyczuł, że sama reklama nie wystarczy, by wesprzeć wszystkie cele marketingu.
Już dawno zastosował więc w punkcie sprzedaży, uchodzącą dziś za supernowoczesną formułę communication mix: - mszę.
Nabożeństwo wyprzedza bowiem o wiele wieków ekspozycję „masową”, stosując wyspy i wysunięte lady.
Do tego jest multimedialne: - przeplata się w nim śpiew i mowa, muzyka i cisza, konsultacja indywidualna z interaktywnym kontaktem między personelem a klientelą.
Doskonale zorganizowany mechanizm!

Aktywny udział wymaga określonej wielości działań, obejmujących ministranta, lektora, psalmistę, chór, muzycznego animatora zgromadzenia.... W owym zharmonizowanym zgraniu posług, liturgia oferuje obraz Kościoła we wszystkich jego doświadczeniach, buduje się wspólnym wkładem.

Przywodzi to na myśl najnowsze teorie marketingu. Zgodnie z nimi w przedsiębiorstwie usługowym „wszystko mówi”.
Jak twierdzili Eiglier i Langeard, trzeba tam patrzeć, słuchać i działać oczami, uszami, ciałem i duchem klienta.
Tylko wtedy usługa będzie dla niego znacząca.

                               Dżingle i przyczyny powodzenia.

Wytworzenie ducha przynależności do marki uzyskuje się także poprzez upowszechnienie pieśni i hymnów śpiewanych przy ważniejszych okazjach. Teksty takie, jak „Nobile santa Chiesa” (Szlachetny Kościele) ułatwiają pamięciowe opanowanie wytycznych zakładowych.
        Ale wszelkiego rodzaju muzykę stosowano już od zamierzchłych czasów dla lepszego upowszechnienia przekazu reklamowego wśród najszerszych grup docelowych.
Pieśni były kodyfikowane w oparciu o święte teksty i aranżowane z pomocą szerokiego wachlarza stylów dostosowanych do najrozmaitszych sytuacji.
       Na przykład w mszy śpiewanej wątek Alleluja stanowi naśladownictwo klasycznych gregoriańskich melizmatów, wszelako aranżacja pochodzi z 1969 roku.
Oryginalna duchowość chorałów gregoriańskich stanowi w tym przypadku autentyczną cover version, dokładnie tak, jak w przemyśle reklamowym.

Ciekawszym przykładem jest Psalm 22, czyli Pan jest moim pasterzem.

Część mniej znacząca to szereg semantycznych symetrii.
Muzyczna ekwiwalencja wspiera i akcentuje ekwiwalencję pojęciową zawartą w tekście obu modułów „Pan jest” i „pasterzem”.
Jest to powtórzenie tego samego, tylko inaczej akcentowanego modułu melodycznego.
        Tym sposobem przekaz perswazyjny krystalizuje się niemal na poziomie podświadomości. 

Spełnienie obietnicy: - „nie brak mi niczego” dokonuje się poprzez raison why zawartą w taktach ”bo Ty jesteś ze mną”.
        Ostatnie zdanie, tak powszechne w muzyce lekkiej (por. nawracające „jeśli pójdziesz ze mną” - se verrai con me – z piosenki Chariot w interpretacji Betty Curtis i Petuli Clark, z lat sześćdziesiątych, praktycznie współczesnej z omawianą wersją psalmu), kończy wezwanie do przyjęcia oferty.
          Ciekawostką jest, iż owa wpadająca w ucho melodia opiera się na pięciotonowej skali mizolidycznej.
Uzyskany efekt tonalny mieści się gdzieś między monodią gregoriańską a modalną muzyką etniczną.
W ten sposób można zaspokoić zarówno przyzwyczajenie muzyczne starszych pokoleń, nawykłych do klasycznej mszy śpiewanej, jak i młodych – obytych z modalnością stylów muzyki komercyjnej, od bluesa w górę.
         Autor tego utworu doskonale wiedział, że tego typu repertuar będzie równie skuteczny po „wyeksportowaniu” ze względu na łatwość, z jaką odbiorcy z innych kręgów kulturowych przyswoją materiał dźwiękowy, który i dla nich również będzie brzmiał „swojsko”.
Słowem, wysokiej klasy dżingiel reklamowy.

PS. Marketing współczesny: - Witamy w Polsce XXI wieku! 
Wiadomość z 29 listopada 2018.
Koleje Małopolskie gotowe na święta. W pociągach będzie można się wyspowiadać

sobota, 4 marca 2017

Słowo na niedzielę

Średniowieczna faza marketingu Największej Korporacji.

W tych czasach marketingowi przyświecał jeden zamysł strategiczny – dążenie do komunikacji globalnej. Stawką było dotarcie ze Słowem tam, gdzie dotąd go nie było lub być nie mogło.
W czasie tej kampanii wypłynęła jedna śliska kwestia, z którą kierownictwo musiało sobie poradzić.
      Mianowicie o ile dusza ludzka może być zbawiona jedynie pod warunkiem, że przyjęła prawdy Nowego Testamentu – narodziny, życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa – to co czeka tych, do których wiadomość o tym nigdy nie dotarła?

Do tego oni nie są heretykami, ani niewiernymi, z którymi do lochu i żywcem na stos, lecz osobami dotkniętymi „zatwardziałą niewiedzą”.
Ludzie tacy mieścili się w dwóch kategoriach: - albo zamieszkiwali strony świata, których najsłuszniejsza wiara nie nawiedziła, albo.... pomarli przed początkiem ery chrześcijańskiej.

Istniała także trzecia ważna kategoria, byli w niej mianowicie sami uczniowie Chrystusa.
Oni także Nowego Testamentu nie czytali z przyczyn oczywistych.
    Tu Kościół rzymski zamilkł. Apostołowie byli i pozostali wyjątkiem.
(Edward Stachura:: - wyjątek nie potwierdza reguły. On ją kompromituje)
Niewiele można było zrobić także dla tych, którzy wyzionęli ducha przed narodzeniem Jezusa.
       Chociaż.... Niektóre fragmenty Credo wspominają o zejściu Chrystusa do piekła celem dokonania pewnych zbawień ze skutkiem wstecznym.
       Antydatowanie?
Wobec mieszkańców ziem pozachrześcijańskich zadekretowano imperatywnie dzieło nawracania.
     Prawdopodobnie w tym właśnie czasie począł dojrzewać zamysł wyposażenia się w strukturę, której jedynym zdaniem będzie komunikacja.
Projekt nabrał rumieńców parę wieków później, po odpowiednich weryfikacjach.
      Tymczasem dla potwierdzenia wielkiego ducha przedsiębiorczości, który od zawsze inspirował Korporację, często uciekano się do angażowania znanych freelancerów.
W takim razie kto był wynalazcą agencji reklamowych?

W okresie 1572 do 1585 papież Grzegorz XIII dość często zbiera trzech kardynałów w kongregacji Propaganda Fide dla omówienia środków przeciwdziałania i sposobów walki z reformacją.
     Klemens VIII nadaje tej instytucji stały charakter, wreszcie Grzegorz XV ostatecznie ustanawia jej status.

„Kongregacja, na której czele stoi prefekt, liczy 29 kardynałów i posiada rozgałęzienia w każdym kraju(...)
     Działalnością swoją obejmuje wszystko, co dotyczy – nazwijmy to – nowej strategii Kościoła oraz stosowania nowych środków, które śmiało można określić jako autentyczne atrybuty propagandy, przydatne zarazem dla zbierania wszelkich użytecznych informacji”.

Reklama stała się główną pozycją w budżecie Korporacji świętości i jej strategi marketingowych. Nowatorskim posunięciem było potraktowanie całości personelu Korporacji jako aparatu przekazu: ponad dwieście tysięcy parafii rozsianych po całym świecie.
       Aby do reszty zadziwić dzisiejszych strategów marketingu, należy dodać, że nawet klienci, czyli tak zwani końcowi użytkownicy – stali się narzędziem przekazu.
      Naiwnością byłoby sądzić, że wszystko dokonało się na pstryknięcie palcami.
Wierni tworzą razem zwarte ciało tedy stanowią medium.
Więcej: - chrześcijanie są przekazem.
       Stali się tym przekazem na dobre dwa tysiące lat przed tym, zanim McLuhan wylansował swoją sławną formułę, stosując ją także do chrześcijaństwa:
„Często mówimy o zawartości Pisma, przypuszczając, że treść jest przesłaniem. Ale to błąd.
Prawdziwą treść Biblii stanowi osoba, która ją czyta”

Słowo przeistacza się w księgę i mszcząc się za ludożerczy rytuał, którego padło ofiarą, samo pochłania czytelnika.
      Inaczej mówiąc, konkretyzuje się sytuacja doskonałego modelu gospodarczego, w ramach którego produkcja, komunikacja i konsumpcja splatają się w jedno.
Przecież to skryte marzenie wszelkich artykułów masowej konsumpcji: - dać się zjeść przez miliony po to, by tak naprawdę w trakcie spożywania pożreć zjadających.
I tutaj to marzenie się spełniło.

piątek, 22 kwietnia 2016

Droga Anthonego de Mello


Czyli bunt oświeconego.

Największa Korporacja zwraca baczną uwagę na jednostki nieprzeciętne, działające w jej szeregach, promując takie jednostki dopóki jest z tego korzyść.
Tak też było z ojcem Anthonym de Mello, hinduskim jezuitą (1931 – 1987).
      Gdy Hindus dmuchał w kościelną trąbkę, wszystko działało bez zakłóceń: - Anthony zdobywał miliony wiernych a Największa Korporacja z tego korzystała.
Wydarzyła się w końcu rzecz typowa dla badaczy umiejących myśleć, wkraczających na teren, z którego trudno się potem wycofać.
Bywa wtedy bowiem, że uwiedzeni oczywistymi zaletami konkurencji, przez nadmiar obiektywizmu dokonują odkryć nie zawsze miłych dla zleceniodawcy.
I do tego mają odwagę o tych odkryciach głośno mówić.
      Tak właśnie stało się z Anthonym de Mello.
W pewnym momencie Największa Korporacja uznała go za wroga, próbując się od niego odciąć.
Oto Kongregacja Doktryny Wiary, w osobie kardynała Josepha Ratzingera, podówczas jej prefekta, ogłasza upomnienie:

„Hinduski jezuita, ojciec Anthony de Mello jest szeroko znany z powodu swych licznych publikacji, które uzyskały szerokie upowszechnienie w wielu krajach, jakkolwiek nie zawsze są to teksty przez niego autoryzowane.....
    W swoich wczesnych pracach o. de Mello, jakkolwiek objawiał oczywisty wpływ nurtów duchowych buddyzmu i taoizmu, jednak utrzymywał się jeszcze w obrębie chrześcijańskiej duchowości. W dziełach tych omawiał rozmaite rodzaje modlitwy: błagalnej, o wstawiennictwo i pochwalnej, a także kontemplację życia Chrystusa, itd.”

Do tego miejsca wszystko jest w porządku. 
Jednak po komplementach i należnym uznaniu zasług zawodowych, następuje, całkowicie w stylu Procter&Gamble, tzw. część niszcząca, najeżona zarzutami i upomnieniami wobec funkcjonariusza Korporacji, który choć w dobrej wierze, zgrzeszył jednak nadmiernym entuzjazmem dla jakości i performance produktów konkurencji.
        O co tu chodzi?
Już w niektórych partiach swych pierwszych dzieł, a coraz bardziej w kolejnych publikacjach, jezuita odchodzi od podstawowych treści wiary chrześcijańskiej. Objawienie, jakie dokonało się w Chrystusie, zastępuje on domysłem Boga bez postaci, ani obrazu, wywodząc wreszcie Boga jako czystą próżnię.
      Twierdzi, że aby dojrzeć Boga wystarczy po prostu spojrzeć w świat.
Nie można o Bogu mówić, że jedynym Jego poznaniem jest nie-poznanie. Już samo stawianie kwestii Jego istnienia jest nonsensem.
Ten radykalny apofatyzm prowadzi także do negowania faktu, iż Biblia zawiera ważne twierdzenia o Bogu.
Słowa Pisma Świętego są jedynie wskazówkami, które miałyby służyć do osiągania ciszy.
    W innych miejscach ocena świętych ksiąg wszelkich religii, łącznie z Biblią, jest w ocenie ojca de Mello jeszcze surowsza:
One stoją na przeszkodzie temu, by ludzie kierowali się zdrowym rozsądkiem, skłaniają ku ciasnocie i okrucieństwu. Religie, włączając w to chrześcijańską, są jedną z głównych przeszkód na drodze ku prawdzie.

Odkrycie ojca de Mello w gruncie rzeczy nie było wielkim odkryciem. Przejście od rynku zamkniętego do globalnego, naraża na szereg szokujących odkryć, takich na przykład, jak widok masy produktów podobnych do naszego i co najmniej równie dobrych. W takiej sytuacji komunikowanie się badacza z górnymi piętrami władzy własnego przedsiębiorstwa staje się sprawą niezmiernie delikatną, gdyż zasiadający tam panowie mają dość dogmatyczne podejście do rynku, całkowicie odporne na wszelkie myśli o otwarciu się na wolną konkurencję.

De Mello docenia Jezusa deklarując się jego uczniem. Ale traktuje Go jako jednego z nauczycieli. Jedyna dzieląca Go od pozostałych różnica to ta, że Jezus jest „bystry” i całkowicie wolny, a inni nie.
De Mello nie ma Go za Syna Bożego, a jedynie za kogoś, kto naucza, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Także tezy o ostatecznym przeznaczeniu człowieka budzą konsternację. W pewnej chwili jest mowa o „rozpuszczeniu się” w bezosobowym Bogu, niczym sól w wodzie....
       Stosownie do powyższego, można domniemywać, idąc tropem logiki autora, że jakiekolwiek wyznanie wiary zarówno w Boga, jak i w Kościół może tylko uniemożliwić osobiste dostąpienie do prawdy.
Kościół, czyniąc sobie bożka ze słowa Bożego w Piśmie Świętym, w istocie wygnał Boga ze świątyni. Dlatego utracił powagę nauczania w imieniu Chrystusa.

Tego już było zdecydowanie za dużo, jak dla marki tak bardzo przeświadczonej o swojej unikalności. Oto zatem obrona marki, i jej wyłącznego wizerunku:

Dla zabezpieczenia dobra wiernych, Kongregacja uznaje za konieczne oświadczyć:

„Wyżej opisane stanowisko (ojca de Mello) jest nie do pogodzenia z wiarą katolicką i może przynieść wielkie szkody”.

Najwyższy Kapłan Jan Paweł II w toku Audiencji udzielonej Prefektowi, zatwierdził niniejszą Notyfikację postanowioną na Sesji zwyczajnej tej Kongregacji i zarządził jej opublikowanie.

                                                            Rzym, z siedziby Kongregacji do spraw
                                                                                                     Doktryny Wiary
                                                         24 czerwca 1998 roku w święto Narodzin
                                                         Świętego Jana Chrzciciela.

Dokument byłej Inkwizycji „ratuje” jednak pierwsze prace de Mello, ale te jedynie, które wydrukowano na zasadach wyłączności we Włoszech, staraniem hiperkatolickiego wydawnictwa Edizioni Paoline. Po prostu już było za późno, by przyznać, że ich opublikowanie było błędem, a w gruncie rzeczy, nadarzała się okazja zrobienia interesu na tej zadymie i dalszej ich sprzedaży.

                                                                                          Bruno Ballardini
                                Książka „Jezus – jak Kościół wymyślił marketing”

piątek, 15 kwietnia 2016

Propaganda Fide

Kolejny urywek z książki Bruno Ballardiniego.

W pewnej fazie swej średniowiecznej supremacji, Kościół rzymski musiał zmierzyć się z problemem doktrynalnym zawartym w pytaniu:
      Jeżeli dusza ludzka może być zbawiona jedynie pod warunkiem że przyjęła prawdy Nowego Testamentu – narodziny, życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, to co czeka tych, do których wiadomość o tym nigdy nie dotarła?

I oni nie są heretykami, ani niewiernymi, z którymi do lochu i żywcem na stos, lecz osobami dotkniętymi „zatwardziałą niewiedzą”.
     Ludzie tacy mieścili się w dwóch kategoriach: - albo zamieszkiwali strony świata, których wiara ta nie nawiedziła, albo pomarli przed początkiem ery chrześcijańskiej.
Istniała także trzecia kategoria: - sami uczniowie Chrystusa.
Oni przecież nigdy Biblii nie czytali.
Pozostali wyjątkiem od reguły.....

Także dla tych, którzy wyzionęli ducha przed narodzeniem Jezusa, niewiele dało się zrobić.
Choć niektóre fragmenty Credo wspominają o zejściu Chrystusa do piekieł celem dokonania pewnych zbawień ze skutkiem wstecznym.
Wobec mieszkańców pozachrześcijańskich ziem zadekretowano imperatywnie dzieło nawracania.

Prawdopodobnie w tym właśnie czasie począł dojrzewać zamysł wyposażenia się w strukturę, której jedynym zadaniem była komunikacja. Projekt nabrał rumieńców parę wieków później, po odpowiednich weryfikacjach.
Tymczasem dla potwierdzenia wielkiego ducha przedsiębiorczości, który od zawsze inspirował Korporację, często angażowano freelancerów.
W takim razie kto był wynalazcą agencji reklamowych?

Przykro nam, panie Ayer i panie Thomson, ale pierwsza agencja reklamowa powstała w XVI wieku. Zmartwimy także braci Saatchi, gdyż pomysł globalnego networku wiąże się właśnie z ową agencją.

W okresie od 1572 do 1585 roku papież Grzegorz XIII dość często zbiera trzech kardynałów w kongregacji Propaganda Fide, dla omówienia środków przeciwdziałania i sposobów walki z reformacją.
    Klemens VIII nadaje tej instytucji stały charakter. Wreszcie bullą Inscrutabili z 22 czerwca 1622 roku Grzegorz XV ostatecznie ustanawia jej status.
Kongregacja, na czele której stoi prefekt, liczy 29 kardynałów i posiada rozgałęzienia w każdym chrześcijańskim kraju.
    Swoją działalnością obejmuje wszystko, co dotyczy nowej strategii Kościoła, a więc także atrybuty propagandy, przydatne zarazem do zbierania wszelkich użytecznych informacji.

Reklama staje się główną pozycją w budżecie Korporacji świętości i jej strategii marketingowych.
Absolutnie awangardowym posunięciem było potraktowanie Kongregacji Propagandy Wiary od samego jej początku jako house agency, czyli struktury wewnętrznej, a nie przybudówki zewnętrznej.
      Umożliwiło to silniejszą kontrolę przekazu reklamowego.
Jeszcze bardziej nowatorskim posunięciem było potraktowanie całości personelu Korporacji jako aparatu przekazu: - ponad dwieście tysięcy parafii rozsianych po całym świecie.
Aby do reszty zadziwić dzisiejszych strategów marketingu, należy dodać, że nawet klienci, czyli tak zwani końcowi użytkownicy – ponad miliard osób, stali się narzędziem przekazu.

Naiwnością byłoby sądzić, że wszystko to dokonało się na pstryknięcie palcami. Jeżeli marka jest wektorem znaczeń, tedy chrześcijanie sami stanowią medium.
Więcej: - chrześcijanie są przekazem.
Stali się nim na dobre dwa tysiące lat przed tym, zanim McLuhan wylansował swoją sławną formułę, stosując ją także do chrześcijaństwa:

Często mówimy o zawartości Pisma, przypuszczając, że treść jest przesłaniem. Ale to błąd.
Prawdziwą treść Biblii stanowi osoba, która ja czyta.

Słowo przeistacza się w księgę i mszcząc się za ludożerczy rytuał, którego padło ofiarą, samo pochłania czytelnika. Inaczej mówiąc: w ten sposób konkretyzuje się sytuacja doskonałego modelu gospodarczego, w ramach którego produkcja, komunikacja i konsumpcja splatają się w jedno.
     Przecież to skryte marzenie dla wszelkich artykułów masowej konsumpcji: - dać się zjeść przez miliony po to, by tak naprawdę w trakcie spożywania pożreć zjadających.
A tutaj się ono spełniło.
-----------------------------------------------
Jeden z czytelników pytał: - kim jest jest ten Bruno Ballardini, że go tak forsujesz?
To teraz ja pytam: - A kim ma być? Jest człowiekiem, a to już bardzo dużo. 
       Nie każdy bowiem zasługuje na to miano, nie każdy. Do tego Bruno pisze jak oświecony.
I zadaję następne pytanie: - czy lepiej mieć przed nazwiskiem wiele tytułów naukowych, a być jednocześnie pospolitym cymbałem, czy być mądrym człowiekiem, ale bez tytułów? 
    Co mówili o sobie oświeceni? Jestem człowiek - Nikt.    

Bruno Ballardini – teoretyk komunikacji, profesor rzymskiego uniwersytetu, przez wiele lat pracował jako copywriter w dużej agencji reklamowej, kompozytor muzyki elektronicznej.
Autor kilku książek, m.in. „Manualna dezinformacja” - 1995 r. Obywatel świata, Człowiek, mieszka w Rzymie i Tokio.
Książka „Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza” - 2000 r. ukazała się w wielu krajach.

piątek, 12 lutego 2016

Joanna d'Arc

Joanna d"Arc: - czytaj hipokryzja kościoła.

         Objawienia
W sytuacjach krańcowych czasami przytrafia się objawienie.... 

Objawienia były i są zdarzeniami faktycznymi, ale nie dotyczą wyłącznie chrześcijaństwa.
Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii dawnych kultur, i we wszystkich religiach.
A tych religii było multum.
       Chrześcijaństwo jest jedną z wielu religii.....

Objawienia zdarzają się we wszystkich narodach - nacjach.
Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z tymi objawieniami udać, jak zwykle w takim momencie, gdy ludzie byli zagubieni, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – zjawiała się Największa Korporacja.
        Ludzie pogubieni spowiadali się kapłanom ze swoich wejść w Nieznane.
      Wejście w Nieznane jest najwyższą Świętością.
      Coś tak intymnego nie zdarza się na co dzień.

I teraz naprzeciwko tej Świętości staje ktoś, kto być może jest pedofilem i zagubionemu człowiekowi ma tłumaczyć, jak on ma żyć?

A sam czy umie żyć?

Nie ma przecież dzieci, ani rodziny. Bo nie powinien ich mieć z powodu celibatu!

Skąd ma wiedzę co mówić innym?

Wstawiałem teksty o objawieniach, ten temat mnie nurtuje, oto dalszy ciąg.
           Joanna d'Arc. 
Czyli same gołe fakty.

Nie mniej aktywna politycznie była wiejska dziewczyna Joanna, która wśród jasnowidzących stała się gwiazdą o światowym rozgłosie.
Urodziła się w roku bitwy pod Grunwaldem. Znana jest jako Joanna d'Arc, albo dziewica Orleańska.
      Wkroczyła do wielkiej polityki europejskiej z mandatu udzielonego jej przez objawienie. W XV wieku to było możliwe, dziś by nie przeszło.
Joanna d'Arc pierwsze objawienia miała w trzynastym roku życia – usłyszała wtedy głos.
(Dziś taki głos to małe piwo przed śniadaniem, dziewczynki w tym wieku wywołują większe cuda, to się nazywa poltergeist: przesuwają się sprzęty, fruwają garnki i talerze)
Zeznania walecznej dziewicy znajdują się w „Rękopisach Biblioteki Królewskiej”:
    • Kiedy miałam trzynaście lat, w ogrodzie mego ojca w Dom'remy usłyszałam głos. To był głos Anioła, a dokładnie to świętego Michała.
Powtarzające się objawienia spowodowały, że Joanna została opanowania mistyczną wiarą w swoje posłannictwo i zaczęła tak działać, jakby gnały ją furie.
Dotarła do infantylnego Delfina i molestowała go tak długo, aż mianował ją „szefem wojny”.

Na czele 4 tysięcy wojowników zmusiła Anglików do wycofania się. To zwycięstwo przyniosło decydujący zwrot w wojnie stuletniej.
Niestety cel polityczny Joanny: - zjednoczenie Francji Orleanu i Burgundii, a następnie uderzenie na Anglię, nie został osiągnięty. Burgundowie pojmali Joannę pod Compiegne i za dużą sumę ( święci mają swoją cenę!) sprzedali ją Anglikom.
      Anglicy uznali Joannę za czarownicę i umieścili ją w żelaznej klatce.
21 lutego 1431 roku zaczął się proces czarownic. Przewodniczył biskup z Beauvais. Z protokołów wynika, że centralnym tematem procesu były objawienia i głosy słyszane przez Joannę.

28 marca zagrożono Joannie torturami i wyrokiem za kacerstwo i wtedy zaparła się swoich objawień. Czarni najpewniej obiecali Joannie łaskę, ale nie mieli przecież zamiaru dotrzymywać słowa.
      30 maja 1431 roku podpalono stos.
Joanna umarła w płomieniach z okrzykiem: - Jezusie! Jezusie!
 
W dwadzieścia lat później sługa sądowy podał do protokołu, że serce Joanny mimo całkowitego zniszczenia ciała, pozostało nienaruszone.
W 1956 roku kościół dostrzegł korzyść ze sprowadzenia na swoje łono świętej i bohaterki narodowej w jednej osobie.
Odwołał więc wyrok.
Takie to proste: - zabić, a potem przeprosić.
U komunistów to się nazywało rehabilitacja pośmiertna.

Joanna została zaliczona w poczet błogosławionych, a w 1920 roku kanonizowana.
       Oficjalny tekst kościoła: - „Każdego 30 dnia miesiąca maja, jako w rocznicę skonu owej błogosławionej córki Boga, winno być odprawione w każdym kościele katolickim specjalne nabożeństwo ku uczczeniu jej pamięci”......
      Tak oto kościół sam siebie koryguje. 
Jeśli święci stają się skutecznym politycznym narzędziem władzy i można osiągnąć dzięki identyfikowaniu się z nimi jakąś korzyść, należy ich przytulić.

 


poniedziałek, 25 maja 2015

Ojciec Anthony de Mello

Jedna z przepowiedni Fatimskich głosi, że upadek współcześnie istniejących i dominujących ideologii nastąpi kiedy ludzie nauczą się pisać i czytać ze zrozumieniem.
Na razie więc nie grozi nam upadek ideologii.
     Po Jezusie pozostało niewiele autentycznych wypowiedzi, tylko kilkadziesiąt zdań. Sceptyczni badacze katoliccy mówią jedynie o kilkunastu. Natomiast cała masa wypowiedzi pochodzi od „nawiedzonych” żyjących w późniejszych latach. Biblia jest kompilacją stworzoną na potrzeby doktryny kościoła.
Zupełnie inna sprawa jest z żydowską Torą. Jest tu pewien problem z wiernym tłumaczeniem wieloznaczności, lecz wygląda na to, że Tora jest zakodowanym przekazem od Wielkiej Inteligencji.
     Pisałem o tym w poście; Kod biblii.
Budda żył długo, i zachowały się setki stron zapisów jego słów.
Na temat prawidłowego sposobu przemawiania napisano setki książek. Dużo prościej wyrażał się na ten temat Budda Gautama: - "najlepiej trafia się do słuchacza krótką przypowieścią lub anegdotą".
Droga docierania do czytelników za pomocą wskazówek Buddy jest mi najbliższa.

Do stojącego na stacji pociągu biegnie zasapany mężczyzna i modli się w myślach: - Panie Boże, dodaj mi sił i spraw, abym zdążył na ten pociąg.

W pewnym momencie potknął się i padł jak długi.
Podnosi się, patrzy z wyrzutem na niebo i mówi: - Ale nie musisz mnie popychać.....

Osobą, która stosuje zasadę Buddy jest hinduski jezuita ojciec Anthony de Mello.
 
Początkowo największa Korporacja popierała jezuitę, bo, jak się to mówi: „dmuchał on w jedną trąbkę” z Korporacją. Do tego miał talent trafiania do ludzi za pomocą anegdot i licznych publikacji, dzięki czemu zgromadził wokół siebie miliony sympatyków na całym świecie.
Wszystko było ok. do czasu, w którym de Mello zgłębił temat i podpadł Korporacji stwierdzeniem, że chrześcijaństwo oraz wszystkie inne religie zamykają drogę do prawdy.
        Anthony de Mello stwierdził: - Jezus był bystrym nauczycielem, który głosił, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Jezus nie był Synem Bożym, a Kościół uczynił sobie bożka ze słowa Bożego w Piśmie Świętym i w istocie wygnał Boga ze świątyni. Dlatego utracił powagę nauczania w imieniu Chrystusa.
 
Tego już było zdecydowanie za dużo dla marki tak bardzo przeświadczonej o swojej unikalności. Oto zatem obrona wizerunku marki:
 
Rzym, 24 czerwca 1998 r., Kongregacja do spraw Doktryny Wiary.
Dla zabezpieczenia dobra wiernych, Kongregacja uznaje za konieczne oświadczyć, że wyżej opisane stanowisko ojca de Mello jest nie do pogodzenia z wiarą katolicką i może przynieść wielkie szkody.
             Najwyższy Kapłan Jan Paweł II

Dokument byłej Inkwizycji „ratuje” jednak pierwsze prace de Mello, lecz te jedynie, które wydrukowano na zasadach wyłączności we Włoszech, staraniem hiperkatolickiego wydawnictwa Edizioni Paoline.
Po prostu już było za późno, by przyznać, że ich opublikowanie było błędem, a w gruncie rzeczy nadarzała się okazja zrobienia interesu na tej zadymie i dalszej ich sprzedaży.

sobota, 14 marca 2015

Kamienna pustynia

Marketing największej Korporacji cd.


Internet jest potęgą. To potęga w rękach rządzących, ale także miecz obosieczny.
         Imperatorzy zawsze rządzili za pomocą strachu. Tak działał Adolf Hitler. W „Mein Kampf” stoi czarno na białym: - strasz ludzi! Wtedy utrzymasz władzę!
        A co przekazują czarni? - Bój się Boga!
Czuję się.... jak kropla, która spada z nieba. Leci pod własnym ciężarem, a cała tajemnica w locie.
         Ludzi pęta się od wieków strachem.
Nic nie masz.
       Tylko ten dom, lub mieszkanie na kredyt wzięte. To wszystko co masz. I to możesz stracić. Lecz - nie bój się!
Ja też mam dom. Kupiony za gotówkę: 40 zł zapłaciłem w promocji (Tesco) za nowy namiot - marzec 2015 r. I wiem, że dwa lata wytrzyma w Bieszczadach. ( gdy myszy odpuszczą) Taki żart i wcale nie smutny, bo zaniedługo pokażę w jakich kwiatach ten dom stoi!
        A dziś, w tym Tu i Teraz, 4 miesiące w roku mieszkam w stolicy Polski, w Centrum Warszawy – kamienna pustynia mówią, ale w niej mam własność - to trzecia kolejna własność, po dwóch poprzednich, oddanych na osobiste życzenie, lecz: - trumna nie ma kieszeni - czy nie tak piszę od czasu pewnego? 
     W tej kamiennej pustyni także bywa ładnie.
   




I w tym zawiera się autentyczność, czyli prawda. Dziś żyję, a co będzie jutro? Może się zakocham?
      Z tej kamiennej pustyni wszędzie mam blisko, metro oddali, mam do niego sto metrów.
   


  
Lecz do rzeczy. Kiedyś pisało się: - ad rem.
Czarni: czytaj Manipulanci, trzymają z politykami. Wyraźniej to napiszę: - to czarni pociągają za sznurki, a politycy wykonują ruchy.
        Czyli politycy są politykowani. A im się wydaje, że są samodzielni.
I nie jest ważne, czy za sznurki pociąga partia Boga, czy partia Złotego Cielca. Zobaczmy co pisze Bruno Ballardini.

Do przyciągnięcia i przywiązania klientów do nowej marki, jako logo wybrano narzędzie tortur.
- To narzędzie wybrał sobie syn rzemieślnika, pierwszy przedsiębiorca powstającego właśnie największego w dziejach przedsięwzięcia, by oddać życie „dla dobra ludzkości”.
Facet miał niewątpliwie charyzmę, ale przy tej okazji przeszedł samego siebie, poświęcając się całkowicie na rzecz firmy – przynajmniej tak twierdzą ewangelie. Nawet jeśli dopuścimy hipotezę samobójstwa, nie ma już sposobu, by się dowiedzieć, czy animator kieszonkowej sekty naprawdę je popełnił, kiedy w olśnieniu zobaczył wszystkie jej przyszłe pomyłki, czy też wyczuł możliwość przejęcia rzemieślniczego wyrobu swojej sekty przez wielką korporację, która całkowicie go wypaczy.

W czasach, gdy po raz pierwszy użyto tego znaku, Paweł, jego product manager, był całkowicie świadomy, że ów negatywny symbol jest „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (Kor 1,23)
Aparat perswazyjny był tak potężny, aparatura propagandowa tak silna, że krytyka Porfiriusza, który mówił o złym smaku nowej religii, utonęła w niebycie.
Porfiriusz mówił: - Oto sławetne zdanie Nauczyciela, który powiada: „Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie”.
To jest najbardziej bezsensowny ze wszystkich bezsensownych i najbardziej zwierzęcy ze wszystkich zwierzęcych zachowań pomysł, by człowiek smakował ludzkie mięso i pił krew swoich bliźnich. Co to za gadanie? Bo choćby zawierało pod welonem alegorii cokolwiek inicjacyjnego i dobroczynnego, to przecież odór dobranych słów, wnikając w jakiś sposób poprzez słuch do duszy, niesie jej szkodę, gorsząc ją swą odrażającą naturą, a w wymiarze ezoterycznym całkiem poraża, skoro nastawia człowieka do zagubienia się w mrokach nieszczęścia. Nawet natura istot bezrozumnych czegoś takiego nie zniesie.(....) Baczcie więc: taka jest ta religia, którą przyjmujecie, jeśli nierozsądnie dacie się do niej przekonać. Patrzcie, jak ta choroba ogarnęła miasta, już nie tylko samą wieś! ( Makary z Magnezji, Apokritikos,III,15.)

Niezależnie od tego, jak było w istocie, powodzenie tej inicjatywy bije po oczach: narzędzie śmierci po dziś dzień reprodukowane jest jako trademark w setkach milionów egzemplarzy, wieszane na ścianach przedszkoli i szkół. Funkcjonuje nawet jako powszechnie noszona ozdoba unisex, w wersji dla pań zdobna w szlachetne kamienie. W sumie nieźle: można tylko się zastanawiać, jaki też nosilibyśmy gadżet, gdyby, dajmy na to, Chrystusa powieszono lub ścięto.
Bruno Ballardini – Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza.

Mój przyjaciel, Mirek, wyszukał poniższy tekst:

„Dwa miliardy ludzi są zahipnotyzowane przez Kościół, sądzi aktor Krzysztof Pieczyński. Według niego Kościół nie pali czarownic tylko dlatego, że już nie może. - Polacy utracili swoją tożsamość wraz z przyjęciem chrztu - dodaje i przedstawia swoją wizję oraz jej źródło.

- Jak Pan idzie ulicą przez miasto, to chyba Panu przykro, bo dookoła kościoły i krzyże.
Te krzyże działają na podświadomość. Należy je usunąć ze wszystkich publicznych miejsc z wyjątkiem kościołów. Przestrzeń publiczna nie może być miejscem indoktrynacji.
- Czuje się Pan pozbawiony czegoś przez Kościół?
Absolutnie - tak się czuję. Jestem okradziony z partnerów do twórczej rozmowy, bo Kościół przeniknął także kulturę i sztukę. Przez to ludzie w Polsce produkują zbyt wiele mizernych kopii tego, co stworzono w innych krajach. Widocznie wstydzą się siebie i robiąc kalki myślą, że przez to będą lepsi.
- A gdyby ktoś Panu zaproponował odprawienie nad Panem egzorcyzmów?
To ja zaproponuję, by postawić Kościół przed trybunałem za zbrodnie przeciwko ludzkości. Bo te zbrodnie żyją w naszej zbiorowej podświadomości. Człowiek rodzi się z ich traumą, a nie z grzechem pierworodnym. To, o czym mówię, to rzeczy dla mnie bardzo emocjonalne, natomiast Kościół opanował umiejętność niewyrażania emocji i prawdy, kontroluje się, jest w tym mistrzem.

Tablice Uniqueness

Na nic wszelkie zabiegi wrogów tego logo. Działania propagandowe podjęte przez ewangelistów przygotowały grunt pod największą w dziejach kampanię marketingową.
Albowiem przywiązanie klientów do marki należy budować jakimkolwiek sposobem, Prawdą i nieprawdą. Dopiero po psychologicznym „rozhuśtaniu” grupy docelowej staje się możliwe głoszenie uniqueness produktu, co stanowi pierwsze konkretne posunięcie inwazyjnej strategii marketingu.
Powtórzmy: aurę wyjątkowości produktu można stworzyć tylko poprzez komunikat.
Guidelines marki, mającej podówczas największe wzięcie, to znaczy dziesięcioro przykazań, które chrześcijaństwo przyjęło wraz z całym Starym Testamentem, ustaliło już dogmat w sposób niezrównany, i to w obu najstarszych redakcjach (Wj20,1-21 i Pwt5,1-22)

Ja jestem Pan Bóg twój

To wstępne założenie ustala przede wszystkim, kim jest mówiący. Chociaż od niepamiętnych eonów mamy już za sobą atrofię „dwupłatowego umysłu”, czytając to przykazanie, odnosimy wrażenie głosu z zewnątrz, (Po dziś dzień w żargonie branży głos spoza ekranu w spocie reklamowym określany jest jako voice of God.) który wydobywa się nie wiadomo skąd. W grę wchodzą mechanizmy wykorzystujące nasze najpierwotniejsze tryby poznawcze – to jest przypomnienie tych zamierzchłych czasów, gdy z powodu bardziej wyrazistego podziału między naszymi półkulami mózgowymi słyszeliśmy „głosy” i przypisywaliśmy je bóstwom.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną

Imperatyw ustala raz na zawsze wyłączność, zabezpieczając się zarazem przed ucieczką grupy docelowej do ewentualnej konkurencji.
( Tekst Mateusza: - strzeżcie się, aby was kto nie zwiódł....)

Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko

Rozproszenie wizerunku może zniszczyć dowolną strategię marketingową. Stawką jest nie tylko wyjątkowość produktu, ale także jego marka. Tylko firma ma prawo mówić o produkcie (lub o sobie samej) i winna zachować jak najsurowszą kontrolę swego image'u. Są to zasady na których opiera się „skoordynowany wizerunek”.
Warto zauważyć, że drugie przykazanie doczekało się reinterpretacji – począwszy od soboru nicejskiego (787 rok) – usprawiedliwiającej kult ikon.
Przepisano na nowo dekalog, został on nazwany Katechizmem Kościoła katolickiego. Ten Katechizm poświadcza, że chodziło o zabieg absolutnie konieczny, gdyż umożliwił on masowy kolportaż dla potzeb reklamowych sakralnych podobizn i gadżetów, który religia starego zakonu określiłaby jako idolatrię (Podstawą kultu świętych obrazów jest misterium Wcielenia Słowa Bożego. Kult ten nie sprzeciwia się pierwszemu przykazaniu – Katechizm … (par.2141)

Nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno.

Tu, według Bruno Ballardiniego nastąpiła szatańska zmyłka, i to akurat w chwili, gdy chrześcijaństwo zaczęło doceniać wagę „Słowa”.