Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2024

Sztuka miękkiego upadania

 


Mądrość zmierza do tego jednego punktu: - obudź się, przypomnij sobie sztukę odpo­czywania. Zawsze miałeś ją w sobie, ciągle jeszcze wiesz, jak to robić, chociaż społeczeństwo usiłuje to z ciebie wyprzeć.

Możesz to sobie przypomnieć i kiedy to ci się uda, po­wróci twoje poczucie dziecięcej swobody. Na pewno nieraz  wi­działeś, jak dziecko się przewraca, ale nie robi sobie krzywdy, nie łamie kości. Spróbuj sam – przewracaj się jak dziecko.

Pewien psychoanalityk przeprowadził eksperyment. Dał ogło­szenie do gazety: - Zapłacę dużo pieniędzy komuś, kto przyj­dzie do mnie do domu i przez cały dzień będzie naśladował to, co robi moje dziecko. Cokolwiek ono zrobi, zrobić musi także ta osoba.

Pojawił się młody zapaśnik i powiedział, że chce spróbować. Już w połowie dnia prawie nie mógł się ruszać, miał dwa zwichnięcia. A dziecko było zachwycone i podekscytowane. Bo kie­dy ono podskakiwało - on także; kiedy wdrapało się na drzewo - zapaśnik wdrapał się za nim; kiedy zeskoczyło - on także mu­siał skoczyć. I tak przez kilka godzin. Dziecko zapomniało o je­dzeniu, o całym świecie. Miało świetną zabawę z tego, że zapaś­nik ledwo za nim nadąża.

Wczesnym popołudniem zapaśnik po prostu zrezygnował. Powiedział psychoanalitykowi: - Nie chcę żadnych pieniędzy. To dziecko wykończyłoby mnie, gdybym został do wieczora. I tak muszę się natychmiast udać do szpitala. Dzieciak jest nie­bezpieczny. Skończ te eksperymenty.

Każdy dzieciak ma nieskończone pokłady energii, a co cie­kawe - nie męczy się. Nie ma w nim napięć. Widziałeś śpiące dziecko? Czy patrzyłeś, jak ssie swój kciuk, jak bardzo to lubi, jak dobrze mu się śpi i śni? Jego ciało jest w stanie wspaniałe­go rozluźnienia.

Wszyscy słyszeliśmy o tym, że pijacy na całym świecie, mimo że się przewracają, nie doznają żadnych większych obrażeń cia­ła. Każdego ranka znajduje się ich gdzieś na ulicach i odwozi do domów. Dlaczego pijacy nie łamią sobie nóg czy rąk? Bo nie wiedzą, że się przewracają, a w związku z tym nie napinają mięś­ni. To właśnie wewnętrzne spięcia są powodem większości zła­mań. Upadając miękko - nic sobie nie złamiesz. Dzieci tak ro­bią, pijacy tak robią. Czemu ty tak nie robisz? Jak to się stało, że zapomniałeś?

Czy zwróciłeś uwagę na to, że czujesz swoje ciało tylko wte­dy, kiedy coś cię boli, kiedy jesteś spięty? Czy masz świadomość posiadania głowy, kiedy cię ona nie boli? Kiedy twoje ciało jest całkowicie zrelaksowane, nie czujesz, że je posiadasz. W tym za­pomnieniu pojawia się możliwość odkrycia tego, co także istnie­je w tobie: twojej istoty duchowej.

W stanie rozluźnienia czujesz, że nie jesteś ciałem, ale czymś wiecznym, nieśmiertelnym. Żadna religia świata nie jest ci po­trzebna, bo masz świadomość, że jesteś osobą religijną. Być religijnym nie oznacza wierzyć w konkretnego Boga, w papieża, w jakąś ideologię. Religia to poznanie tego, co jest wieczne w tobie, co stanowi sedno twojego istnienia: twoją własną boskość, piękno, wdzięk, chwałę. Sztuka relaksacji oznacza do­świadczanie spraw niemierzalnych, niematerialnych: swojej prawdziwej istoty.

Zdarzają się chwile, kiedy bezwiednie wchodzisz w stan roz­luźnienia. Serdeczny śmiech, taki do rozpuku, nie ten nakaza­ny przez umysł, ma działanie odprężające. Dlatego jest on uzna­wany za jedno z najlepszych lekarstw na odzyskanie dobrego samopoczucia. Jednak taki śmiech należy do rzadkości - został uznany za niewłaściwy przez tych, którzy są także przeciwnika­mi stanu odprężenia.

Ludzkość została zamieniona w śmiertel­nie poważny szpital psychiatryczny.

Przypomnij sobie, jak chichoczą dzieciaki. Całe ciało jest za­angażowane w ten śmiech. A ty? Śmiejesz się tylko głową, praw­da? Jest to kolejna czynność intelektualna.

Uważam, że serdeczny śmiech jest lepszy niż modlitwa, po­nieważ przynosi odprężenie. Modląc się, stajesz się spięty. Śmie­jąc się, zapominasz nagle o wszystkich nakazach i sprawach po­ważnych. Przez krótką chwilę jesteś ponad to. Kiedy znów będziesz się śmiał - zwróć na to uwagę. Pomyśl, w jakich jeszcze sytua­cjach ci się to zdarza. Jesteś odprężony po akcie miłosnym... cho­ciaż to także jest wbrew zasadom narzucanym nam przez rzą­dzących tym światem.

Facet przewraca się na drugi bok i udaje, że śpi, a tak naprawdę walczy z poczuciem winy za popełniony grzech. Kobieta płacze, bo znów została wykorzystana. Na do­datek ma rację - przecież nie czuje żadnej przyjemności, żadnej satysfakcji. Nie wie, co to orgazm. Pięćdziesiąt lat temu na ca­łym świecie trudno było doszukać się jakiejkolwiek kobiety, która przeżywałaby orgazm. Czy można wyobrazić sobie ohydniejszy spisek przeciwko lu­dzkości ? Mężczyzna chce zakończyć jak najszybciej. Siedzi w nim Biblia albo Koran, albo Bhagawadgita i potępia jego uczynek. Jest więc przekonany, że robi coś złego. Chce uporać się z tym jak najszybciej. Ale i tak po zakończeniu czuje się winny. Jakże mógłby się odprężyć? A zanim kobieta zacznie cokolwiek odczuwać - jest już po wszystkim.

W kościołach, w świątyniach, w większości spotkasz kobiety, stare kobiety. Kiedy kapłan mówi o grzechu, one doskonale zdają sobie z tego sprawę. To był grzech, bo nie odczuwały żadnej przyjemności, były wykorzystane jak przedmiot. Jeżeli jednak pozbyłyby się poczucia winy, wszystkich zahamowań, doznałyby w akcie miłosnym prawdziwego odprężenia. Przyjrzyj się swojemu życiu i spróbuj znaleźć więcej momentów, w których stan rozluźnienia przychodzi naturalnie. Jeżeli je­steś dobrym pływakiem, kiedy znajdujesz się w wodzie, spróbuj po prostu unosić się swobodnie, bez żadnych ruchów. Poczujesz uległość wobec nurtu rzecznego, stawanie się częścią rzeki.

Staraj się odnaleźć stan rozluźnienia na wiele różnych spo­sobów, a wkrótce odkryjesz jego tajemnice. Będzie to jedno z najważniejszych osiągnięć - uwolni cię od pracoholizmu.

Nie oznacza to wcale, że staniesz się leniwy. Wręcz odwrotnie - im bardziej jesteś odprężony, tym więcej masz w sobie siły, napływa do ciebie więcej energii. Twoja praca zacznie mieć znamiona twórczości, a nie wytwórczości. Wszystko będziesz robił pełnią siebie, z miłością. I będziesz miał do tego ogromną energię.

Stan rozluźnienia nie wpływa negatywnie na twoją pracę. Po­woduje jedynie to, że wykonujesz ją z sercem i wyobraźnią. A teraz dowcip, aby wywołać u ciebie śmiech. Pozwoli on zredukować napięcie w twojej twarzy, w brzuchu, w ca­łym ciele, tak byś mógł poczuć w sobie zupełnie odmienny rodzaj energii. (Jeśli się nie śmiejesz, być może należysz do gro­na tych ludzi, którzy odczuwają stały ucisk w okolicy brzucha, jakby mieli tam kamienie.)

Joe, przyjaciel Paddy, zapisał się na wieczorowe kursy dokształcające dla dorosłych. Po jakimś czasie zapytał Paddy:

- Czy wiesz kim jest Ronald Reagan?

- Nie wiem - odpowiedział Paddy.

- To prezydent Stanów Zjednoczonych, ty głupku. A może wiesz chociaż, kto to jest Margaret Thatcher?

- Nie wiem - odpowiedział Paddy.

- Jest premierem Wielkiej Brytanii. Widzisz! Tobie też przydałby się taki kurs.

- Tak? No to ja mam pytanie do ciebie, Joe. Czy wiesz kto to jest MickO'Sullivan?

- No, nie wiem...

- Cóż - odparł Paddy - to jest ten facet, który pieprzy się z twoją żoną, gdy ty jesteś na kursie.

                                            OSHO

 

To był ostatni wpis w tym roku i wydaje się on mocno aktualny, jako że zbliża się wypoczynek świąteczny.

Życzę Tobie Czytelniczko - Czytelniku zdrowego relaksu, tudzież szampańskiej zabawy sylwestrowej. Do zobaczenia w styczniu 2025!


poniedziałek, 18 marca 2024

Biblijny przekręt finansowy

Pieniądze są bardzo ważne, chociażby z przyczyn finansowych.

                     Woody Allen

 

Człowiek jest przypisany do pieniądza, a im większe pieniądze, tym więcej znaków zapytania, tajemnic, niedopowiedzeń, strachu o ich utratę, czy tylko rozważań o uczciwości ich zdobycia. Utarło się przekonanie, że władza daje pieniądze i vice versa, tudzież że wielki złodziej bywa bezkarny, a nawet podziwiany za spryt w unikaniu kary i staje się bohaterem. Mały złodziejaszek natomiast zwykle staje przed sądem.

 

O jednym z dawnych przekrętów finansowych donosi biblia, kiedy to Jezus przegnał ze świątyni przekupniów. Tak przynajmniej nauczają kapłani, azaliż jest to prawda niepełna, której współcześni czarni urzędnicy są świadomi. Otóż ci rzekomi przekupnie nie byli zwykłymi przekupniami, którzy handlem profanowali miejsce święte.

     To byli pracownicy zatrudnieni przez kapłanów, aby w murach świątyni udzielać pożyczek ówczesnym frankowiczom. Lichwiarski procent tych pożyczek-kredytów był atoli tak duży (czytaj: chciwość kapłanów), że kredytobiorcy wpadali w spiralę zadłużenia.

Czyli Jezus swoim postępkiem sprzeciwił się ówczesnej Centrali religijnej i już tylko za to musiał być ukarany. Niby drobny szczegół, a jednak zmienia postać rzeczy.

   Centrala religijna poczuła się zagrożona, więc wydała prosty a skuteczny wyrok na wichrzyciela.

    Kiedy okazało się, że narodziła się legenda Jezusa, nowocześnie myślący kapłani obyci z odwracaniem kota ogonem do przodu  postanowili wynieść na ołtarze swą ofiarę i wybudować na jej legendzie Instytucję.

 

I tu jak ulał pasuje przypowieść pewnego hinduskiego jezuity:

    

                                          

                                             Wynalazca

 

Po wielu latach pracy, pewien wynalazca odkrył sztukę zapalania ognia za pomocą sił duchowych.

Wybrał się więc do dalekich północnych siedzib ludzkich i tam nauczał tej sztuki jeden z miejscowych szczepów.

Miejscowi kapłani pełni zazdrości o wpływ wynalazcy na ludność, kazali go zamordować.

Aby nie wzbudzać podejrzeń o zbrodnię, ustawiono portret Wielkiego Wynalazcy na głównym ołtarzu świątyni, ułożono również liturgię tak, aby imię jego było czczone, a pamięć o nim nigdy nie wygasła.

Skrwawione szaty Wynalazcy złożono w relikwiarzu i mówiono, że mają moc uzdrawiania.

Najwyższy Kapłan sam podjął się opisania żywota Wynalazcy. Ten opis stał się Świętą Księgą, w której chwalebne czyny Wynalazcy były wielbione, a jego dobroć stawiana wszystkim za przykład. Tak stworzono przedmiot wiary.

Kapłani pilnowali, aby Księga była przekazywana kolejnym pokoleniom, podczas gdy oni samorzutnie interpretowali znaczenie słów Wynalazcy i wagę jego świętego życia i śmierci.

Równocześnie bezwzględnie karali śmiercią i klątwą każdego, kto nie zgadzał się z ich poglądami.

       Byli tak zajęci głoszeniem jedynie słusznej prawdy, że gdzieś po drodze pogubili sens nauk Wielkiego Wynalazcy.

Właśnie dlatego dziś już nikt nie pamięta, jak się rozpala ogień za pomocą siły ducha.

 

                                            Anthony de Mello

 


czwartek, 30 kwietnia 2020

Amerykański mit


Amerykanie na przykład nauczyli się żyć „z trupem pod podłogą”.
Po zagładzie Indian i przywiezieniu murzyńskich niewolników, nadal wierzyli w swe purytańskie cnoty i rozgłaszali ten amerykański mit o życiu w zgodzie z prawami boskimi.
     Protestantyzm tworzył zaryglowane systemy obłudy, a wewnątrz tłamsił się lęk przed naturą i poczucie winy za ludzką biologię.
Amerykanie stworzyli protestancki mit: Bóg i Prawo są białe – Natura jest czarna.
Groźna prostota tej formuły przetrwała trzy stulecia.
Cała ta amerykańska moralność powoduje powstawanie neuroz i dlatego Amerykanie się leczą.
Bo jak się wyleczysz będziesz happy.
A te neurozy biorą się z niepokoju sumienia, z braku fundamentu.
Bo jakim fundamentem może być Biblia?
Przecież w niej jest płacz i krzyk! 
                                                                           
                                                                                    Marian Brandys

I już nie będę Amerykanom dokładał. że wybili Rdzennych. Mają państwo oparte na Krzywdzie.
Dziś ktoś podsuwa Amerykanom debila - Orange Agenta, juniora Busha, to miłe jest, bo można takimi sterować. I przy tym na nich zarobić.
Kiedy jednak trafia się jednostka niezależna - Kennedy. Wtedy trzeba zabić. 
Jednak bez urazy: - nie trzeba zaraz zabijać - można otruć, a potem zagubić testament. 
Watykan, Jan Paweł I.
Papież zjadł kolację, był radosny, wręcz w euforii, bo rewolucja czekała: - podpisał bowiem usunięcie ponad stu purpuratów. Podpisał prawo dopuszczenia kobiet do celebrowania nabożeństw.
I stąd taki krótki pontyfikat. 33 dni zaledwie.

A w Polsce nowożytnej kto rządził?
Polska. Bierut wyjechał żywy. Wrócił w trumnie.

Rosja.
Kto dodusił Stalina po udarze?
Stare nie poddaje się łatwo. 
No to kilka zdań jak zwalczać stare.

Polska AD. 2020, dziś. Czas pandemii.
Czego? pandemii.
A co to jest? Coś czego jak na razie nie ma (zobacz statystykę zgonów dziennych na Cov -19 wobec zwykłej przeciętnej dziennej w Polsce tysiąc sto), ale można parę spraw przeprowadzić pod przykrywką tego czegoś.
Pierwsze primo: - Przestraszyć ludzi wystarczająco. Wtedy zagonić ich do zagrody, gdzie miska ryżu, szajsbuk, a na horyzoncie pełne niewolnictwo.
Lecz  ja może wybiegam za daleko, więc meritum.

                       Chamstwo Większe.

Chodzę na bazar Hala Mirowska - Warszawa.
Jakaś stara (bo ja młody) mnie odpędza (stoisko jajek) słowami -  a sio, a sio! Bo za blisko stanąłem podobno.
Budzi się spontaniczność w Zbyszku - z chamem po chamsku trzeba! Bo to asio dla kur przeznaczone (chyba?), więc reaguję: - Ach ty stara kurwo! Myślisz, że nie umrzesz nigdy? Bo mam prawo, w jej wieku na oko jestem.
No może nieco przesadziłem w tej komunikacji bezpośredniej, ale ta maseczka antypolicyjna mnie dusi, a oną zwykle noszę pod brodą.....

      Maska na brodzie

I zaprawdę powiadam wam cud! Cud!
Stara się zmyła, przedpole jest wolne.
I tu myśl przejrzysta: - jak rozmawiać z chamem niezależnie kim ów jest?
Jeszcze większym chamstwem!

Chama można szybko sprowadzić do parteru tylko Chamstwem Większym. To jest działanie radykalne, bo można także wolniej, lecz cham może takiego wolniejszego działania nie zrozumieć, bowiem cham subtelny nie jest.

Więcej: - cham rozumie tylko siłę.














środa, 3 stycznia 2018

Konstelacja Serpens

Wydaje się nam, że żyjemy otoczeni materią w uporządkowanym świecie. Nasz mózg z pomocą zmysłów powinien dostarczać obiektywnych informacji o stanie rzeczywistości.
         Jednak natychmiastowa interpretacja faktów, według zasady „widzę to, w co wierzę”, zniekształca obraz świata.
Ludzie omamieni iluzją, a nawet wprowadzeni w stan hipnozy (fanatyzmy religijne), wierzą w alternatywne interpretacje, czyli w rzeczywistość pokręconą.
      Teoretycznie zdrowy na umyśle człowiek, wraz z wiekiem, powinien powrócić do ustawień fabrycznych, odrzucić śmieci indoktrynacji.
Azaliż dzieje się w większości odwrotnie – starzy ludzie najczęściej toną w schemacie życia i nic już nie jest w stanie zdjąć klapki z ich oczu i uszu.
I nie dzieje się tak z powodu, że nie widzą, bo są ślepi, ale dlatego, że ich wyobraźnia nie pozwala widzieć.

Mówi się: - „nie rzucaj pereł przed wieprze, one stoją w błocie i nie zobaczą tych pereł, które tylko chlupną”....
        Ludzie z klapkami na oczach są straceni duchowo. To mentalni pigmeje, nie potrafią się wyprostować i spojrzeć do góry. Patrzą tylko pod nogi, co przychodzi im łatwo, bo idą przez życie kucając.
A sprawa jest całkiem prosta. Bowiem wszystko co dobre jest proste: - Zmień sposób myślenia – to odmieni twój los!
        Nie patrz tylko w dół, spójrz czasem w gwiazdy....
Znana od dziesięcioleci teoria neuroplastyczności mówi: - „myślenie, uczenie się i działanie zmienia anatomię mózgu, oraz sposób jego funkcjonowania”.
         Jak to ująć inaczej?
Otóż można bez użycia leków wpływać na strukturę mózgu, nie potrzeba stosować żadnych dziwnych terapii. Wystarczy „robić coś w odmienny sposób”, wyskoczyć co pewien czas z „wyjeżdżonej koleiny życia”.
         Osho mawiał: - zrób co pewien czas coś szalonego.
A więc należy myśleć niestandardowo, wychodzić poza siebie, nastawiać umysł na rzeczy niemożliwe.
Nawet w Biblii, do której jest tyle zastrzeżeń, znajdujemy fragment: - „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, co jest dobre”. (Rz 12, 2)

Taka wiedza, to skarb. Pisałem o tym wielokrotnie, że powstają wtedy nowe połączenia neuronowe w mózgu – w znaczący sposób opóźniamy starzenie!

Otacza nas kosmos – czyli niebiosa.
„Bogactwa niebios są niewyobrażalne. Czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, tak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują” - (1 Kor 2,9)

Wiele zdarzeń w tym nieskończonym wszechświecie jest na granicy cudu.
Na przykład diamenty są na Ziemi niezwykle rzadkie i przez to cenne. Są twarde, ponieważ ich atomy są mocno zbite dzięki wiązaniom kowalencyjnym.
         Słowo „diament” pochodzi z greki (adamas) i oznacza „trudny do rozbicia”.
Diamenty bardzo rzadko bywają zanieczyszczone i mają zadziwiające właściwości optyczne. Powstają w głębi Ziemi dzięki procesom wulkanicznym i są najwspanialszymi minerałami znanymi nauce.

W 2011 roku astronomowie odkryli wyjątkową planetę. 
Planeta znajduje się w konstelacji Serpens w galaktyce Drogi Mlecznej.
        Cóż jest w tym odkryciu takiego wyjątkowego?
Otóż ta superplaneta jest jednym ogromnym diamentem o masie pięciokrotnie większej od masy Ziemi!

W czasopiśmie „Discovery” czytamy: - „niezwykły stan fizyczny i stabilność układu wskazuje, że nie zmieni się on przez miliardy lat”.
Trwanie przez miliardy lat.... To jest właściwie Wieczność!
      I w ten oto sposób, z konstelacji Serpens, wyłonił się kolejny kandydat do Życia Wiecznego. Amen.

czwartek, 9 listopada 2017

Międzygalaktyczni Konstruktorzy

Niniejszym poznajemy dwóch Konstruktorów Międzygalaktycznych: - Trurla i jego przyjaciela Klapaucjusza.
Czytelnik, znający co nieco treść Pisma, zauważy od razu niezwykłe podobieństwo owych, do lansowanego wizerunku Boga i jego oponenta - Archanioła Lucyfera.

O Bogu wiemy dużo, jak się niektórym wydaje.
Inni znowu twierdzą, że nie wiemy właściwie nic.
Bo skąd to mamy niby wiedzieć?
Z Pisma, czyli Biblii?
      Wielce uczeni teologowie odkryli w tym Piśmie osiemdziesiąt tysięcy nieścisłości lub merytorycznych błędów. A więc Pismo odpada.
        Są Księgi o wiele starsze - Rigweda, Mahabharata, Rhamajana, oraz informacje z tabliczek pokrytych pismem klinowym.
Z tych źródeł wiemy, że wśród wielu bogów dochodziło do różnicy zdań, a mówiąc konkretnie, bogowie prowadzili ze sobą wojny śmiertelne.
       Z Apokryfów natomiast, wyłania się obraz boga mściwego.
(Bóg do Mojżesza: - „nie chcą ciebie słuchać? Odsuń się nieco, ja się z nimi patyczkować nie będę - załatwię ich jednym strzałem!”)

To co starsze (czyli pierwowzór) jest bardziej wiarygodne od kopii. Więc fundamentem wiedzy teologicznej pozostają Apokryfy Starego Testamentu. 
      (W Polsce - Biblioteka Prymasowska. Słowo wstępne – Józef Glemp, kardynał, Prymas Polski)
Archanioł Lucyfer uważał, że człowiek w wydaniu boskim był nieudanym eksperymentem i należałoby coś poprawić w prototypach.....
     Substancja o nazwie lucyferyna służy świetlikom do przenoszenia światła. Kto tak tę substancję nazwał? Co chciał przez to przekazać?
Przypadek?
Przecież nie ma przypadków....

Archanioł Lucyfer sprzeczał się z Bogiem, bo miał odwagę, a być może także rację. Można to wnosić z nienawistnych konotacji, jakie Kościół dołączył do imienia zbuntowanego Archanioła.
       Archanioł w akcie buntu, albo..... miłości do człowieka, zaingerował genetycznie w jestestwo tych, którzy zamieszkiwali biblijną Sodomię i Gomorię.
     Bóg (natomiast) w swoim miłosierdziu działał zdecydowanie, unicestwiając oba miasta. Jednak Anioł (posłaniec Lucyfera?) ostrzegł Lota. I w ten sposób niektórzy „zainfekowani genetyczną popraweczką"” uratowali się jednak.
       Być może ta hipotetyczna ingerencja mogła się już zdarzyć na etapie biblijnego Ogrodu Eden. Przecież Adam także się zbuntował! (Historia z Ewą? - Zmanipulować można przecież dowolny fakt!)
Nasuwa się pytanie: czy genetyczna popraweczka Archanioła Lucyfera okazała się w końcu popraweczką, czy pogorszeczką?
Jednakowoż takie dywagacje, to tylko gdybanie.
       Za dużo znaków zapytania.

Od młodej (stosunkowo młodej - co wykazałem w poście o religii solarnej) religii chrześcijańskiej nie dowiemy się jak było. Ta młoda religia jest bowiem zakotwiczona w swojej prawdzie, a ta polega na symbiozie z politykami i ssaniu suwerena. 
     Bez urazy, ale PO także była w symbiozie, manipulowała i miała suwerena gdzieś. Może działała tylko nieco mniej bezczelnie. Jednym słowem jedni, drudzy i trzeci rządziciele są tyle samo warci. 
Czyli jest, jak było: - trwa rozmowa między Panem, Wójtem i Plebanem. 
Panie Zbyszek!!!!
Wracaj pan do meritum!

Wracam więc.
Nie znamy szczegółów, jak to było z naszym stworzeniem.
         Z pewnością działała miss Ewolucja.
A ingerencja genetyczna z zewnątrz?
      Mogła być dopiero na etapie człowieka Cro Magnion, ponieważ nastąpił wtedy zagadkowy skok cywilizacyjny.
Liczne opisy tworzonych przez bogów Chimer – pół zwierząt, pół ludzi, pasują jak ulał do eksperymentów genetycznych prowadzonych obecnie w wojskowych laboratoriach. Niektóre z tych Chimer dotrwały przecież do czasów mitologii greckiej i podbojów Cesarstwa Rzymskiego,
     Albo rację ma Stephen Wolfram: - Bóg wygenerował  świat za pomocą programu komputerowego. 

Nie wiemy, jak było, możemy tylko przypuszczać, czyli posłuchajmy opowieści....


Pewnego razu zdarzyło się, że świetny Międzygalaktyczny Konstruktor Trurl przybył szarą godziną do swego przyjaciela Klapaucjusza milczący i zadumany.....
    cdn.

poniedziałek, 1 maja 2017

Cyfry Omegi

Okazuje się, że problem stopu jest również silnie związany z liczbą Omega.
Otóż Omega jest prawdopodobieństwem, że losowo wybrany program zakończy działanie.
      To zdumiewające, lecz mnóstwo matematycznych twierdzeń da się sformułować jako problem stopu.
"Kilkaset początkowych cyfr Omegi zawiera odpowiedzi na więcej matematycznych pytań, niż dałoby się zapisać w całym wszechświecie" - mówią spece z IBM.

Francuski matematyk Emil Borel, jako pierwszy wskazał, że ta liczba może zawierać odpowiedzi na wszystkie możliwe do pomyślenia pytania.
A Chaitin ujął to tak; - ''Omega jest twardą jak diament, destylowaną i skrystalizowaną esencją matematycznej wiedzy''.

Dalej komentatorzy piszą;
      W całej historii ludzkości mistycy i filozofowie poszukiwali prostego klucza do uniwersalnej mądrości, zwartej formuły lub tekstu, który zapewni odpowiedź na każde pytanie.
Tora, i-CING, Biblia, Koran, żydowska Kabała, one wszystkie niosą tę nadzieję.
Omega jest w wielorakim sensie liczbą kabalistyczną.

Możemy o niej wiedzieć, lecz nie możemy jej poznać rozumowo. Aby poznać ją szczegółowo, musielibyśmy przyjąć jej nieobliczalne cyfry na zasadzie aktu wiary, jak słowa świętej księgi.
    Omega jest zwięzłym kluczem do uniwersalnej mądrości, i daje odpowiedź na każde matematyczne pytanie.
Cyfry Omegi kodują tajemnicę wszechświata.
(No i masz babo placek – znowu popłynęła czysta liryka!).

Cyfry Omegi kodują tajemnicę wszechświata, jednak są nieobliczalne.
Tak uważał nawet odkrywca tej liczby – Gregory Chaitin.
Jednak trafił się matematyk z Auckland, Cristian Calude, który obliczył pierwsze 64 cyfry Omegi;

             00000010000001000100000100001110111001100 itd.

Osiągnięcie Calude'a wywarło głębokie wrażenie na Chaitinie. Pod wpływem tego wrażenia zasugerował, aby mierzyć poziom rozwoju ludzkiej cywilizacji liczbą bitów Omegi, które potrafimy wyznaczyć.

Wiedzieć, czego się nie wie, jest również pewną formą wiedzy.....

Okazuje się, że Omega ma jeszcze więcej cudownych właściwości.

Chaitin uważa, że teoria naukowa, to w rzeczywistości program komputerowy, który oblicza obserwacje. Im mniejszy i bardziej zwięzły program, tym lepsza teoria.
     Świętym Graalem fizyków jest Teoria Wszystkiego, obejmująca wszystkie fundamentalne cechy rzeczywistości w prostym układzie równań, który może zostać zapisany na odwrocie znaczka pocztowego.
Teoria Wszystkiego jest ostateczną kompresją świata.

„Najbardziej niezrozumiałą rzeczą na temat wszechświata jest to, że jest on zrozumiały” – powiedział Einstein.

Chaitin, który utożsamia zrozumienie z kompresją, mówi to samo, ale swoim językiem.
Najbardziej niezrozumiałą rzeczą na temat wszechświata jest to, że jest on ściśliwy.

Dzięki tej niezrozumiałej rzeczywistości zdołaliśmy zrozumieć uniwersalne prawa natury, które działają zawsze i wszędzie, a to z kolei pozwoliło nam zbudować reaktory jądrowe i komputery.
       Dla Chaitina ściśliwość wszechświata jest cudem; 
 - Z jakiegoś powodu Bóg zbudował świat z najmniejszej liczby klocków.
Z jakiegoś powodu prawa fizyki są tak proste i tak piękne, jak tylko jest to możliwe, a równocześnie pozwalają nam ewoluować.

Przypomina się Leibnitz;
- Bóg wybrał najdoskonalszy świat. Najprostszy pod względem hipotez i najbogatszy pod względem zjawisk.
A prawda jest rozpoznawalna dzięki swemu pięknu i prostocie.

piątek, 15 kwietnia 2016

Propaganda Fide

Kolejny urywek z książki Bruno Ballardiniego.

W pewnej fazie swej średniowiecznej supremacji, Kościół rzymski musiał zmierzyć się z problemem doktrynalnym zawartym w pytaniu:
      Jeżeli dusza ludzka może być zbawiona jedynie pod warunkiem że przyjęła prawdy Nowego Testamentu – narodziny, życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, to co czeka tych, do których wiadomość o tym nigdy nie dotarła?

I oni nie są heretykami, ani niewiernymi, z którymi do lochu i żywcem na stos, lecz osobami dotkniętymi „zatwardziałą niewiedzą”.
     Ludzie tacy mieścili się w dwóch kategoriach: - albo zamieszkiwali strony świata, których wiara ta nie nawiedziła, albo pomarli przed początkiem ery chrześcijańskiej.
Istniała także trzecia kategoria: - sami uczniowie Chrystusa.
Oni przecież nigdy Biblii nie czytali.
Pozostali wyjątkiem od reguły.....

Także dla tych, którzy wyzionęli ducha przed narodzeniem Jezusa, niewiele dało się zrobić.
Choć niektóre fragmenty Credo wspominają o zejściu Chrystusa do piekieł celem dokonania pewnych zbawień ze skutkiem wstecznym.
Wobec mieszkańców pozachrześcijańskich ziem zadekretowano imperatywnie dzieło nawracania.

Prawdopodobnie w tym właśnie czasie począł dojrzewać zamysł wyposażenia się w strukturę, której jedynym zadaniem była komunikacja. Projekt nabrał rumieńców parę wieków później, po odpowiednich weryfikacjach.
Tymczasem dla potwierdzenia wielkiego ducha przedsiębiorczości, który od zawsze inspirował Korporację, często angażowano freelancerów.
W takim razie kto był wynalazcą agencji reklamowych?

Przykro nam, panie Ayer i panie Thomson, ale pierwsza agencja reklamowa powstała w XVI wieku. Zmartwimy także braci Saatchi, gdyż pomysł globalnego networku wiąże się właśnie z ową agencją.

W okresie od 1572 do 1585 roku papież Grzegorz XIII dość często zbiera trzech kardynałów w kongregacji Propaganda Fide, dla omówienia środków przeciwdziałania i sposobów walki z reformacją.
    Klemens VIII nadaje tej instytucji stały charakter. Wreszcie bullą Inscrutabili z 22 czerwca 1622 roku Grzegorz XV ostatecznie ustanawia jej status.
Kongregacja, na czele której stoi prefekt, liczy 29 kardynałów i posiada rozgałęzienia w każdym chrześcijańskim kraju.
    Swoją działalnością obejmuje wszystko, co dotyczy nowej strategii Kościoła, a więc także atrybuty propagandy, przydatne zarazem do zbierania wszelkich użytecznych informacji.

Reklama staje się główną pozycją w budżecie Korporacji świętości i jej strategii marketingowych.
Absolutnie awangardowym posunięciem było potraktowanie Kongregacji Propagandy Wiary od samego jej początku jako house agency, czyli struktury wewnętrznej, a nie przybudówki zewnętrznej.
      Umożliwiło to silniejszą kontrolę przekazu reklamowego.
Jeszcze bardziej nowatorskim posunięciem było potraktowanie całości personelu Korporacji jako aparatu przekazu: - ponad dwieście tysięcy parafii rozsianych po całym świecie.
Aby do reszty zadziwić dzisiejszych strategów marketingu, należy dodać, że nawet klienci, czyli tak zwani końcowi użytkownicy – ponad miliard osób, stali się narzędziem przekazu.

Naiwnością byłoby sądzić, że wszystko to dokonało się na pstryknięcie palcami. Jeżeli marka jest wektorem znaczeń, tedy chrześcijanie sami stanowią medium.
Więcej: - chrześcijanie są przekazem.
Stali się nim na dobre dwa tysiące lat przed tym, zanim McLuhan wylansował swoją sławną formułę, stosując ją także do chrześcijaństwa:

Często mówimy o zawartości Pisma, przypuszczając, że treść jest przesłaniem. Ale to błąd.
Prawdziwą treść Biblii stanowi osoba, która ja czyta.

Słowo przeistacza się w księgę i mszcząc się za ludożerczy rytuał, którego padło ofiarą, samo pochłania czytelnika. Inaczej mówiąc: w ten sposób konkretyzuje się sytuacja doskonałego modelu gospodarczego, w ramach którego produkcja, komunikacja i konsumpcja splatają się w jedno.
     Przecież to skryte marzenie dla wszelkich artykułów masowej konsumpcji: - dać się zjeść przez miliony po to, by tak naprawdę w trakcie spożywania pożreć zjadających.
A tutaj się ono spełniło.
-----------------------------------------------
Jeden z czytelników pytał: - kim jest jest ten Bruno Ballardini, że go tak forsujesz?
To teraz ja pytam: - A kim ma być? Jest człowiekiem, a to już bardzo dużo. 
       Nie każdy bowiem zasługuje na to miano, nie każdy. Do tego Bruno pisze jak oświecony.
I zadaję następne pytanie: - czy lepiej mieć przed nazwiskiem wiele tytułów naukowych, a być jednocześnie pospolitym cymbałem, czy być mądrym człowiekiem, ale bez tytułów? 
    Co mówili o sobie oświeceni? Jestem człowiek - Nikt.    

Bruno Ballardini – teoretyk komunikacji, profesor rzymskiego uniwersytetu, przez wiele lat pracował jako copywriter w dużej agencji reklamowej, kompozytor muzyki elektronicznej.
Autor kilku książek, m.in. „Manualna dezinformacja” - 1995 r. Obywatel świata, Człowiek, mieszka w Rzymie i Tokio.
Książka „Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza” - 2000 r. ukazała się w wielu krajach.

sobota, 4 kwietnia 2015

Słowo na sobotę


Godzina 11.11
Drogi doprowadzają autora do Ogrodu Biblijnego koło Myczkowców obok Soliny.
     


Zwiedzających wita tekst, który cenię, wyryty na kamiennej tablicy. Tekst o wchodzeniu przez ciasną bramę.
Jest w tym tekście głębia, oj jest! Tylko każdy rozumie te słowa inaczej.....
I nasuwają się pytania zasadnicze: - W co wierzą ludzie? Komu ufają?

Chrześcijanom o misjonarskich zapędach, wydaje się, że mają monopol na jedynie słuszną prawdę. A to jest naginanie słów do obowiązującej doktryny. Słów wątpliwych do tego, bo nigdy się nie dowiemy, czy takie słowa rzeczywiście zostały wypowiedziane.
Mamy (bowiem) do czynienia z fałszowaniem historii. I tu pada magiczne hasło: Słowo Boże.

Ponad miliard ludzi w naszej globalnej wiosce uważa się za chrześcijan. Jak związać ich z wiarą? Potrzebny jest do tego jakiś fundament.
       Tym fundamentem jest Biblia.
W Biblii stwierdzono osiemdziesiąt tysięcy rozbieżności.
      

W kościołach wbrew zdrowemu rozsądkowi głosi się, jakoby Biblia była natchniona przez Boga i zawierała Słowo Boże.
       W uszach i naiwnym sercu prostego chrześcijanina słowa namaszczonego teologa brzmią tak, jakby dobry Bóg osobiście księgę inspirował, a nawet podyktował. Co się tyczy Nowego Testamentu, to pozostawia się katolika w wierze, że uczniowie Jezusa z Nazaretu od ręki stenografowali Jego nauki, przykazania i „proroctwa”, a oglądając cudowne czyny, jakich dokonywał, natychmiast wpisywali je do Kroniki Cudów.
        Prawdziwy chrześcijanin nie powinien wątpić, że Biblia to zbiór autentycznych relacji.
     

Jedno jest pewne: duże i małe kościoły chrześcijańskie żyją w wiernych i z wiernych, towarzyszą prostemu człowiekowi od kołyski do trumny.
       Dzięki przemyślanej indoktrynacji, poprzez przebiegle ustanowione obrzędy dla każdego etapu życia, stają się „niezbędnie potrzebne”, sprawują władzę i napełniają kościelne kasy.

Laik ma prawo domagać się, aby zwolniono go z uznawania błędów i nieżyciowych dogmatów, ma prawo domagać się sprostowań i prawdy, prawdy w imię Boga. I ta prawda powinna być wyłożona językiem prostym, zrozumiałym, bez skomplikowanej, pokrętnej, teologicznej ekwilibrystyki.
Laik ma wreszcie prawo oczekiwać, że zdejmie się z niego wszelkie „strachy”, wykorzystywane bardzo skutecznie, funkcjonujące od prawie dwóch tysięcy lat.

         Nieomylna korporacja

Soborowa uchwała o Kościele z 21 XI 1964 roku:
- Kościół katolicki jest jedynie prawdziwym kościołem
- Jedynie on głosi nieomylną, pełną i całkowitą prawdę
- Tylko on jest nieodzowny do zbawienia
- Jedynie jemu została powierzona pełna skarbnica niebiańskiego dobra
- Jest on jedynym spadkobiercą boskich obietnic
- Jedynie on jest natchniony duchem Chrystusa
- Tylko on ma powierzony urząd nieomylnego nauczyciela
( Teraz już wiemy skąd zaczerpnął pomysł swego tytułu nieśmiertelny nauczyciel Kim Ir Sen )

     18 listopada Kościół katolicki uroczyście i oficjalnie oznajmił w Konstytucji Dogmatycznej:
- Pierwszym autorem Biblii jest Bóg.
- Biblia w całości jest święta.
- Biblia w całości napisana została z natchnienia Ducha Św.
- Wszystko, co jest w Biblii, należy traktować, jak gdyby było pisane przez Ducha Św., a Biblia uczy pewnie, wiernie i bezbłędnie.
 
Amen! ( Amen jest od Zbyszka)

Aby miliardowi wiernych zaprezentować ten kanon prawdy, teologowie nie wspominają o wynikach swych badań na Biblią, powołując się głównie na „oryginalny” tekst Ducha Św.
       Pod żadnym pozorem nie można jednak podać, że tekstu oryginalnego po prostu nie ma. Takie stwierdzenie pomieszałoby wiernym w głowach. Zachwiało by to także fundamentem doktryny.
Okazało by się wtedy, że „król jest nagi”.

Żaden z Ewangelistów współczesnych Jezusowi, i w ogóle nikt z jemu współczesnych nie pisał relacji jako naoczny świadek. O Jezusie i jego uczniach zaczęto pisać dopiero po zburzeniu Jerozolimy przez Tytusa w roku 70.
Oto co na ten temat mówi dr Johannes Lehmann, współautor nowoczesnego przekładu Biblii:
„Autorzy Ewangelii nie są biografami, lecz interpretatorami. Nie rozjaśnili oni tego, co przez pokolenia zostało zaciemnione, a właściwie zaciemnili to, co było jasne.
Oni nie pisali historii, oni ją „robili”.

„Teksty oryginalne” wielokrotnie przerabiane, tak inspirujące teologiczną rabulistykę, w ogóle nie istnieją.
Zatem co dostajemy do rąk?
Jedynie odpisy, wyłącznie kopie, sporządzane na przestrzeni wieków (od IV do X). Równo 1500 kopii, z których każda jest inna. Stwierdzono osiemdziesiąt tysięcy rozbieżności.
(Przypominam zamieszczoną anegdotę o mnichach przepisujących stare teksty, i słowach: - w „celi bracie”, zamienionych na: - w „celibacie”).
       Nie znaleziono choćby jednej strony „tekstu oryginalnego”, na której nie byłoby różnic. Każda kopia poprawiana była przez nowych autorów zgodnie z ich odczuciami i według aktualnych potrzeb.
Najwybitniejszy „oryginał”- Codex Sinaiticus, odnaleziony został w 1844 roku w synajskim klasztorze. Zawiera on szesnaście tysięcy poprawek, przypisywanych siedmiu różnym korektorom. Wiele fragmentów przerabiano trzykrotnie, by wreszcie zdecydować się na wersję czwartą - „oryginalną”.
     Friedrich Delitzsch, znakomity specjalista, autor słownika hebrajskiego, osobiście odkrył trzysta błędów w kopiowaniu „oryginalnego” tekstu.

Szlachetne bałamuctwo

Sprawa „tekstu pierwotnego” jest znamienna dla szlachetnego sposobu teologicznego wprowadzania w błąd. Zwykły śmiertelnik kojarzy pojęcie „tekst oryginalny” z czymś wiarygodnym, o udowodnionej prawdziwości.
Fakt, że bajka o Biblii jako „Słowie Bożym” przetrwała, należy uznać za zjawisko niezwykłe, bez precedensu i godne najwyższej inspiracji.
Reklamowanie „tekstów pierwotnych”, mimo odkrytych sprzeczności i zafałszowań, od których się w nich roi, graniczy nieomal ze schizofrenią.
Fałszerstwo to mocne słowo. Oznacza celowe wprowadzenie w błąd. Jednak faktyczny stan rzeczy pokazuje, że zafałszowania miały miejsce.
Chrześcijańscy teologowie biorą fałszerzy pod swoje czarne skrzydła i nazywają ich robotę „poprawkami”. Owijają „poprawiaczy” w watę słów, twierdząc, że działali oni „w duchu” i dla „dobra”.
      Dr Robert Kehl z Zurichu tak napisał o zafałszowaniach:

„ Poprawiane fragmenty dostawały inny sens w zależności od aktualnie obowiązującego dogmatycznego kierunku. Te wszystkie „poprawki”, a tym bardziej planowane „korekty”, spowodowały totalny chaos, mętlik, jakiego odkręcić nie sposób”.

Wieloletni duszpasterz przy katedrze Św. Piotra w Genui, Jean Schorer, doszedł do następującego wniosku:

„Teza, jakoby Biblia była w całości natchniona przez Boga przeczy zdrowemu rozsądkowi, a także w samej Biblii znajduje jednoznaczne zaprzeczenie.
Tylko nieoświeceni Ewangeliści i niewykształcone owieczki mogą podzielać pogląd Kościoła”.

W tekście Biblii dopuszczono się wielkich manipulacji. W serii wydawniczej „Religia człowieka nowoczesnego” cytowany już dr Kehl pisze:
„Większość wierzących w Biblię w swej naiwności łudzi się, iż Biblia od początku istniała w takiej formie, jaką dziś się im przedstawia. Nie wiedzą – i najczęściej nie chcą wiedzieć – że pierwsi chrześcijanie przez prawie dwieście lat prócz Starego Testamentu nie mieli żadnego „Pisma”. I kiedyś nikt nie myślał, żeby nowotestamentowe zapiski, odczytywane w gminach traktować za święte. Pomysł taki zrodził się dopiero wówczas, gdy różne odłamy chrześcijaństwa zaczęły się wzajemnie zwalczać i zaistniała potrzeba oparcia się na czymś konkretnym. I z wolna zaczęto wtedy owe zapiski uważać za Pismo Święte”.

          Chrześcijańska naiwność

„Słowo Boże” poddano niejako pod głosowanie, potajemnie, za pomocą czarnych i białych kul. Takie są fakty. Instytucja światowa uzurpująca sobie prawa strażnika jedynej prawdy, czyli największa korporacja, jak nazywa ją Bruno Ballardini, ma świetnie funkcjonujący system public relations.
             Lecz przyznać, że Biblia nie jest „Słowem Bożym”, bo zgodnie z wyjaśnionym „sposobem” jej powstania NIE MOŻE NIM BYĆ to nie jest brak cywilnej odwagi, to całkiem słuszna obawa, że Korporacja utraciłaby wtedy swą bazę handlową i w rezultacie zostałaby – na zasadzie wzajemności – pozbawiona kapitału udziałowego.
      Wykorzystując naiwność wiernych, czołowi kościelni duszpasterze trwają w mniemaniu, że ludzie są ciemni i można ich dowolnie długo manipulować i utrzymywać w chrześcijańskiej pokorze. I poniekąd mają rację.
 
Zaprawdę, powiadam Wam: dalej rozbrzmiewa z kazalnic stara pieśń o Biblii jako o Słowie Bożym. A to jest niegodne i nieuczciwe.
   


Z satysfakcją przystanąłem w tym miejscu.
Cisza jest bowiem niezwykle cenna.
Docenisz to, gdy dokuczy ci ktoś permanentnym bezsensownym paplaniem na okrągło. A więc częściej milczmy, nie mając nic mądrego do przekazania.

I zaprawdę powiadam wam: chodziłem po terenie ogrodu sam, nie uczestniczyłem w indoktrynacji, którą parał się przewodnik – sługa czarnych.
I wyszedłem z Ogrodu Biblijnego w Myczkowcach ochoczo, oraz z wyraźnym poczuciem ulgi. Udałem się już z przyjemnością do ogrodu - muzeum miniatur cerkiewek z Karpat.
 
         Niech Mądrość będzie z Wami! - Oto słowo na sobotę.