Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stalin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 października 2025

Zrozumienie statystyki

 Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej – bardzo późno, a najwięcej – zbyt późno.

                 O wyborach powszechnych.

W ostatnich latach (R. Kapuściński 1996 r.) odbyły się wybory w wielu najzupełniej różnych krajach i wykazały statystyczną cechę wspólną: wyraźna tendencja społeczeństw do dzielenia się na dwa wielkie bloki – tak zwaną lewicę i prawicę. Tak zwaną, gdyż pojęcia te mało dziś znaczą. Uderza, że zwycięzca  osiąga tylko minimalną przewagę liczebną nad pokonanym. Tendencją jest, aby wynik wyborów oscylował wokół podziału 50:50.

    Gdzieś przeczytałem (gdzie?), że lewicowość i prawicowość to orientacje wrodzone, że z tym człowiek przychodzi na świat i dlatego wśród zamożnych burżujów byli fanatyczni komuniści, jak też – wśród ubogich proletariuszy skrajni prawicowcy.


Telewizja nie tylko kształtuje nasze gusta i poglądy, ale i wpływa na wielkie decyzje polityczne.

- W Mogadiszu podniecony tłum ciągnie po ziemi zmasakrowane ciało żołnierza amerykańskiego. Obraz ten pokazany w telewizji, wywołuje w USA szok i oburzenie. Widzowie zmuszają Waszyngton do wycofania się z Somalii.

Nieco statystki (1993 rok).

16 Amerykanów zamordowali terroryści.

57 osób zginęło od pioruna.

31.000 wymordowało się nawzajem w bójkach, napadach rabunkowych i wojnach gangów.

42.000 zginęło w wypadkach samochodowych.

Jatrofobia – tak nazywa się strach przed lekarzami (a jarofobia?).

Jak podaje Jan Garavaglia, autor książki „Jak nie umierać - opowieści patologa sądowego”, w Stanach co roku więcej osób umiera w szpitalach na skutek błędów lekarskich, niż ginie w wypadkach samochodowych.

Ciekawe, jak wygląda podobna statystyka w Polsce?

                          Stalin i jego armia.

W czasie czystek roku 1930 geralissimus zamordował:

z 5 marszałków – 3

z 5 d-ców armii I stopnia – 3

z 10 d-ców armii II stopnia – wszystkich

z 57 d-ców korpusu – 50

z 186 d-ców dywizji – 154

z 16 komisarzy armii – wszystkich

z 28 komisarzy korpusu – 25

z 64 komisarzy dywizji – 58

z 456 pułkowników – 401

(gen. A.Todorowski - „Ogoniok”, lipiec 1987)

środa, 24 kwietnia 2024

Duch komunisty




Może 7 km. w linii prostej dzieli miejsce widoczne na tych trzech zdjęciach od Jabłonek.

Każda zorganizowana grupa przestępcza poszukuje symbolu. Naziści wybrali symbol czterech pór roku, zwizualizowany w stylizowanym układzie Wielkiego Wozu – nazywanym swastyką.

 Komuniści postawili na czerwoną gwiazdę i Stalina, który miał usta jak malina, tudzież na Lenina (wiecznie żywego). Polskiej komunie atoli przytrafił się Świerczewski.

Gloryfikacja polegała na pomnikowaniu onego, no i musiało być muzeum, położone oczywiście w bieszczadzkich Jabłonkach.


„Budynek postawiono wielki, przestronny, aby bił w oczy z daleka. Za to sama ekspozycja była mizerna tudzież wątpliwa: fotografie i dokumenty miały świadczyć o geniuszu, jakim odznaczał się ów osobnik już od lat niemowlęcych. Uwypuklono mętnie walki w Hiszpanii, było owszem o Wielkiej Czystce, że to nie porażka, tylko wielkie zwycięstwo 27 do jednego. Na końcu szlak bojowy z 2. Armią tak zwanego Wojska Polskiego. Słowa oczywiście nie było o tysiącach żołnierzy, którzy poszli do piachu z powodu genialnego dowodzenia Świerczewskiego. Nie wspomniano także o tym, po której stronie generał walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku".

      Eksponaty można było policzyć na palcach: jakaś fajka, którą palił nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, rękawiczki, pas generalski, biurko, lampka, ma się rozumieć kieliszki i karafka, w której generał pewnie trzymał wodę święconą. Do tego trochę broni z czasów drugiej wojny, co czyniło jedyną atrakcję dla młodzieży.

   Niestety – najważniejszej relikwii – płaszcza generalskiego nie było, a to z powodu, że gawiedź mogłaby zacząć liczyć ilość przestrzelin i główkować, skąd wziął się ślad od dźgnięcia bagnetem.

     Z wpisów do kroniki odwiedzin:

„Wieczna pamięć i chwała Tobie Generale” – Zofia i Władek.

„Bądź sławiony po wszystkie czasy, generale Walterze” – Anna, studentka WSP w Rzeszowie.

Przy pomniku generała organizowano wielotysięczne spędy. Przysięgi składali tu harcerze, żołnierze, milicjanci.



Zdjęcia z książki Krzysztofa Potaczały.

Szło nowe. Jako że historia weryfikuje wątpliwe pomniki, los likwidacyjny spotkał najpierw muzeum.

W 1990 roku nadszedł jego kres – pamiątki po generale miały pojechać do Muzeum Wojska Polskiego.

Dyrektor muzeum opowiada:

„W nocy poprzedzającej likwidację ekspozycji, akurat gdy zegary (było ich kilka) wybijały północ, zbudził nas głuchy, ciężki odgłos. Pomyślałem, że to złodzieje, więc wziąłem myśliwski sztucer i ostrożnie zacząłem się skradać do holu. Obszedłem cały budynek, ale nikogo nie znalazłem. Okazało się, że to nie złodzieje, tylko ze ściany spadł na posadzkę ciężki, w zdobionych ramach obraz, na którym generała radośnie podrzucają w górę żołnierze”.

   Powstaje pytanie: - Czy to duch generała, po rachunku sumienia spowodował upadek obrazu, czy też duchy tych, którzy przez generała zginęli, o tej symbolicznej godzinie odwrócili radosny kierunek podrzucania?

Bowiem swoją drogą, z tego co wiem, duchy miewają specyficzne poczucie humoru.







czwartek, 17 marca 2022

62 do jednego



Komunizm okazał się utopią, reżimem bandyckim, opierającym się na mordach, kradzieży, kłamstwie i gwałtach.

Kiermasz książki historycznej, Warszawa. Kupiłem kilka książek. Dla mnie ciekawa, prawdziwa papierowa książka w ręku, nie ma porównania z czytaniem komputerowym.

 Wojna Stalina z maleńką Finlandią. Rosja w końcu "zwyciężyła", ale było to zwycięstwo pyrrusowe, bowiem po stronie napastnika padły dziesiątki tysięcy.

      Finowie bronili się dzielnie.

Stalin przemawia: - „Towarzysze, zwyciężyliśmy! Ta Finlandia, to nic takiego, u nas ludzi mnogo. Ważne, że zwyciężyliśmy strategię i sprzęt zachodni!”

   Na sali podrywają się klakierzy i następuje owacja: - niech żyje tow. Stalin!

 

Biorąc pod uwagę ilość strat i długotrwałość walk – Kacapi przegrali. Przegrali ale jednak ukradli Finlandii kawał ziemi. Ukradli dzięki chamskiej nawale ilościowej - stu na jednego. Przewaga sto do jednego na korzyść Kacapów, a straty? Stu Kacapów na jednego Fina. I zawsze ta sama wojenna proporcja: - na jednego zabitego napastnika przypada trzech rannych.  

W czasie każdej wojny mamy do czynienia z propagandą wojenną z obu stron. Jak zwykle wystarczy myśleć i wtedy wiemy swoje. Jednak w czasie kampanii fińskiej komunistyczna propaganda wpadała w paranoję. 

 

                    62 do jednego

Tylko jeden fakt: - Kacapi podali, że pewnego dnia zniszczyli 62 samoloty fińskie, za co dowódca pułku lotniczego dostał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Prawda była inna atoli.

Tego dnia Finowie przy minimalnych stratach własnych (jeden samolot) zniszczyli doszczętnie, z zaskoczenia, sowieckie samoloty, które nawet nie zdążyły się poderwać z  ziemi. Kacapski pułk przestał istnieć.

Sowieci kłamali koncertowo, największą klęskę przedstawiali w gazetach jako sukces. Jak widzimy dziś dalej jest u nich podobnie prymitywna propaganda.

 A w Polsce czasu pokoju, jeszcze przed chwilą, to jaka była propaganda? Nie prymitywna? I nie miejmy złudzeń, że walka rodzimych swołoczy z Unią wygasła. Z jednej strony nasi Słowiańscy Bracia walczą bohatersko, a z drugiej strony hieny smoleńskie podnoszą głowy.

Czy pisiorską „wygraną” 27 do jednego już zapomnieliśmy?  

A ostatnie polskie wybory do władz, przeprowadzone z pomocą podsłuchów, czy demokratyczne, uczciwe były? Wszyscy dyktatorzy działają identycznie - starają się wszelkimi metodami prać ludziom mózgi, wiedząc o tym, że przeciętny zjadacz chleba nie lubi za dużo myśleć i z czasem łyknie każdy kit.

Przesiewajmy więc informacje i pamiętajmy, że propaganda mądremu nie zaszkodzi. Gorzej z głupim.

Слава Україні!



czwartek, 30 kwietnia 2020

Amerykański mit


Amerykanie na przykład nauczyli się żyć „z trupem pod podłogą”.
Po zagładzie Indian i przywiezieniu murzyńskich niewolników, nadal wierzyli w swe purytańskie cnoty i rozgłaszali ten amerykański mit o życiu w zgodzie z prawami boskimi.
     Protestantyzm tworzył zaryglowane systemy obłudy, a wewnątrz tłamsił się lęk przed naturą i poczucie winy za ludzką biologię.
Amerykanie stworzyli protestancki mit: Bóg i Prawo są białe – Natura jest czarna.
Groźna prostota tej formuły przetrwała trzy stulecia.
Cała ta amerykańska moralność powoduje powstawanie neuroz i dlatego Amerykanie się leczą.
Bo jak się wyleczysz będziesz happy.
A te neurozy biorą się z niepokoju sumienia, z braku fundamentu.
Bo jakim fundamentem może być Biblia?
Przecież w niej jest płacz i krzyk! 
                                                                           
                                                                                    Marian Brandys

I już nie będę Amerykanom dokładał. że wybili Rdzennych. Mają państwo oparte na Krzywdzie.
Dziś ktoś podsuwa Amerykanom debila - Orange Agenta, juniora Busha, to miłe jest, bo można takimi sterować. I przy tym na nich zarobić.
Kiedy jednak trafia się jednostka niezależna - Kennedy. Wtedy trzeba zabić. 
Jednak bez urazy: - nie trzeba zaraz zabijać - można otruć, a potem zagubić testament. 
Watykan, Jan Paweł I.
Papież zjadł kolację, był radosny, wręcz w euforii, bo rewolucja czekała: - podpisał bowiem usunięcie ponad stu purpuratów. Podpisał prawo dopuszczenia kobiet do celebrowania nabożeństw.
I stąd taki krótki pontyfikat. 33 dni zaledwie.

A w Polsce nowożytnej kto rządził?
Polska. Bierut wyjechał żywy. Wrócił w trumnie.

Rosja.
Kto dodusił Stalina po udarze?
Stare nie poddaje się łatwo. 
No to kilka zdań jak zwalczać stare.

Polska AD. 2020, dziś. Czas pandemii.
Czego? pandemii.
A co to jest? Coś czego jak na razie nie ma (zobacz statystykę zgonów dziennych na Cov -19 wobec zwykłej przeciętnej dziennej w Polsce tysiąc sto), ale można parę spraw przeprowadzić pod przykrywką tego czegoś.
Pierwsze primo: - Przestraszyć ludzi wystarczająco. Wtedy zagonić ich do zagrody, gdzie miska ryżu, szajsbuk, a na horyzoncie pełne niewolnictwo.
Lecz  ja może wybiegam za daleko, więc meritum.

                       Chamstwo Większe.

Chodzę na bazar Hala Mirowska - Warszawa.
Jakaś stara (bo ja młody) mnie odpędza (stoisko jajek) słowami -  a sio, a sio! Bo za blisko stanąłem podobno.
Budzi się spontaniczność w Zbyszku - z chamem po chamsku trzeba! Bo to asio dla kur przeznaczone (chyba?), więc reaguję: - Ach ty stara kurwo! Myślisz, że nie umrzesz nigdy? Bo mam prawo, w jej wieku na oko jestem.
No może nieco przesadziłem w tej komunikacji bezpośredniej, ale ta maseczka antypolicyjna mnie dusi, a oną zwykle noszę pod brodą.....

      Maska na brodzie

I zaprawdę powiadam wam cud! Cud!
Stara się zmyła, przedpole jest wolne.
I tu myśl przejrzysta: - jak rozmawiać z chamem niezależnie kim ów jest?
Jeszcze większym chamstwem!

Chama można szybko sprowadzić do parteru tylko Chamstwem Większym. To jest działanie radykalne, bo można także wolniej, lecz cham może takiego wolniejszego działania nie zrozumieć, bowiem cham subtelny nie jest.

Więcej: - cham rozumie tylko siłę.














piątek, 3 kwietnia 2020

Komunikacja między ludźmi


Jak pisałem, prawdą jest że przeciętnie inteligentny człowiek powinien dojść z czasem do widzenia spraw w całej ich przejrzystości i wtedy nie można już widzieć inaczej.
Proste.
A wszystko co proste jest dobre.

Nagminnie korzystamy z cudzych odkryć, które kogoś tam gdzieś kosztowały lata dociekań i cały sens tego korzystania powinien dotyczyć podbierania myśli, a nie zlizywania słów.
Lubię pisać i pisząc, pamiętam że w tym pisaniu najważniejsze jest Jak się pisze.

Co się pisze także ważne, lecz w drugiej kolejności. Ważniejsze jak się pisze - nudno, czy ciekawie, rozwlekle, czy zwięźle, smutno, czy choć z odrobiną humoru.
Żeby nie było tak, że czytasz Czytelniku i nie wiesz co. 

Jak opisywał był klasyk, gdy w komunistycznej Polsce szalała cenzura, szczera niewerbalna komunikacja między ludźmi odbywała się na ścianach publicznych toalet. Większość przekazu stanowiły rysunki, zdarzały się jednak poetyckie perełki:

Sraj Polaku, sraj, bo to jest twój kraj
Jeszcze tyle ci zostało
Że się wysrać możesz śmiało.

W zakłamanej rzeczywistości zdarzały się też apele wzywające do poszanowania pewnych trwałych wartości:

Sram na Stalina trumnę
Na Bieruta czoło dumne
Na wszystkich komunistów na świecie
Tylko nie na Ciebie, desko w klozecie.

Po krótkim czasie pod wierszem pojawił się dopisek:

Zapomniałeś skurwysynie
O Marszałku Konstantynie.

Chodziło oczywiście o polsko – rosyjskiego marszałka Konstantego  Rokossowskiego.
Najwyższą szkołą jazdy jest natomiast celny humor rysunkowy, jak w przypadku mistrza Mleczki.



Podobnie jest z mówieniem.
Mówieniem bez yyyyyyy i eeeeee. 
Mówieniem o byle czym, nawet o „dupie Maryni”, lecz tak, że słuchasz z zainteresowaniem.
Być może to dar, tudzież charyzma, azaliż od dawna wiadomo co jest w przemowie najważniejsze.
Otóż 80 % sukcesu zawiera się w „Jak mówisz”.
Temat przemowy wpływa na ewentualny sukces mówcy tylko w 20 %.

Czyli należy dbać o intonację, dykcję, staranne dobieranie słów – albo tylko brak pośpiechu. Bo w wolnym mówieniu jest szacunek dla słuchacza.... Do tego mowa ciała plus zwięzłość.
I dodawać szczyptę humoru, najlepiej w postaci anegdot na temat. To ważne wskazanie filozofii sufich.
Dlatego nawet najbardziej atrakcyjny i ciekawy temat omawiany „bez jaj” staje się daniem niestrawnym.
A już całkowita klęska jest wtedy, gdy słaby mówca monotonnym, czy bełkotliwym głosem, dukając z kartki, zapodaje jakieś całkiem nieistotne pierdoły. 

piątek, 19 stycznia 2018

Złoto Konkwistadorów

Złoto to słowo, które w podobny sposób fascynuje prawie wszystkich.
Żółty metal z przyjaciół czynił zawziętych wrogów, a także wywoływał wielkie wojny.
      Wystarczała sama pogłoska, że w jakimś regionie znajduje się ten kruszec, aby na poszukiwania ruszały setki tysięcy ludzi, zostawiając wszystko, co dotąd było im bliskie i drogie.
     Wielu spędziło całe życie na poszukiwaniu tego tak często przeklinanego metalu. Wielu znajdowało tylko śmierć.
Z kolei inni, którzy wcale nie myśleli o bogactwie, przypadkowo natrafiali na złote żyły. Szczęście i niefart znajdują się bowiem od zawsze obok siebie.

         Oto złota historia.....

Zbliżała się druga wojna światowa, jednak zanim się zaczęła, wybucha wojna w Hiszpanii.
       Pierwsi na tej hiszpańskiej wojnie zarobili Francuzi, sprzedając wojskom republikańskim bombowce, samoloty myśliwskie, karabiny maszynowe i inną broń.
Premier Leon Blum nie zwracał uwagi na sojuszniczą Anglię, która odmówiła ingerowania w sprawy Hiszpanii.
     A to powinno zadziwić Francuzów, gdyż brytyjscy bankierzy ustawiali się zwykle pierwsi w kolejce po złoto.
Rząd Hiszpanii płacił bowiem złotem, bo miał go pod dostatkiem.
Zasoby skarbca wynosiły 635 ton sztab i monet, a pochodziły jeszcze z czasów Konkwistadorów, którzy złupili Amerykę Południową.




Ten majątek stawiał Hiszpanię na czwartym miejscu w świecie, pod względem zasobów złota.
Pierwsza w tym rankingu była Ameryka, potem Francja i Anglia.
Dla republikańskiego rządu Hiszpanii nadszedł czas, gdy broń była bardziej potrzebna niż złoto.

Republice „pomagał” Związek Radziecki.
Dostarczył 362 czołgi, 120 samochodów pancernych, 806 samolotów, 1555 dział, ponad 20 tysięcy karabinów maszynowych.
Jednak wsparcie Włoch dla strony Franco było dużo większe: - dostarczyły 950 czołgów, a także po tej stronie walczyło trzysta tysięcy włoskich żołnierzy.
       No i rebeliantów wspierał także Hitler.
Za broń francuską republika musiała płacić, a Związek Radziecki otworzył szeroko ramiona i potraktował swoje dostawy jako „darmową i braterską” pomoc.
Daję cudzysłowy, ponieważ w końcu ta darmowa pomoc, wyszła Hiszpanii, jak się to mówi – bokiem.
Stalin bowiem był przebiegłym graczem i miał swój plan.

Ten plan Stalina zaczął się realizować, gdy armie generała Franco zbliżały się do Madrytu.
     Oto narodowy skarb – kilkaset ton złota – znalazł się w niebezpieczeństwie.
Premier Caballero nakazał ewakuację złota do miejsc, gdzie byłoby bezpieczne.
15 września 1936 roku pierwszy transport 800 skrzynek ze złotymi monetami wyjechał do Kartageny, skąd miał zostać przerzucony do Marsylii.
        W stolicy pozostało jeszcze 510 ton.
Tu pojawia się nazwisko wytrawnego agenta NKWD Staszewskiego.
Otóż nawiązał on wcześniej przyjacielskie stosunki z Juanem Negrinem, deputowanym do Kortezów z ramienia partii socjalistycznej.
     Ta przyjaźń stała się szczególnie ważna, gdy we wrześniu 1936 roku Negrin został ministrem finansów w rządzie Caballero.
Staszewski szybko zorientował się, że Negrino był człowiekiem miękkim, łatwo poddającym się zdaniu innych, a co najważniejsze był zafascynowany zmianami rzekomo zachodzącymi w ZSRR.
To do niego należały decyzje o sposobie zabezpieczenia hiszpańskiego skarbu.
      Staszewski zaproponował wysłanie złota do ZSRR, a Negrino tę propozycję podsunął premierowi.
15 października 1936 roku Caballero napisał do Stalina list, w którym zaproponował przesłanie 500 ton złota jako depozyt.
         
Stalin odpowiedział dwa dni później.
Do akcji włączył ambasadora Orłowa, któremu udzielił
ściśle tajnej instrukcji: - Użyć radzieckiego statku. Zachować najściślejszą tajemnicę. Odmówić wystawienia pokwitowania. Odmówić podpisania czegokolwiek. Wyjaśnić, że Bank Państwowy wyda formalne potwierdzenie w Moskwie. Jesteście osobiście odpowiedzialni za operację.

Orłow dobrze wiedział, co znaczy być osobiście odpowiedzialnym.....

Pierwszy transport dotarł do Kartageny 22 października. Dwa tysiące skrzynek, z których każda ważyła 62 kg ulokowano tymczasowo w jaskiniach w znacznej odległości za miastem.
      Całość miała obejmować 7800 skrzyń, które ze względów bezpieczeństwa miały być rozdzielone na cztery statki. Eskortę zapewniały hiszpańskie niszczyciele.

Operacja przebiegała sprawnie. Ostatnią skrzynię z transportu załadowano na statek „Wołgolec” rankiem 26 października, po czym konwój niezwłocznie wypłynął.
      Tuż przed odpłynięciem konwoju, do Orłowa podszedł Mendez Aspe, dyrektor z Ministerstwa Finansów i poprosił o wystawienie pokwitowania, aby mógł się rozliczyć z cennego ładunku.

Orłow był przygotowany na taką prośbę i odpowiedział:
- „Nie jestem upoważniony do wystawiania pokwitowań.
Ale nie obawiajcie się towarzyszu! Pokwitowanie zostanie wystawione przez Bank ZSRR, gdy wszystko zostanie policzone i zważone”.
       I w ten oto sposób wielka operacja przekazania Złota Konkwistadorów w ręce Stalina odbyła się bez żadnego pisemnego dowodu.
Czyli na dobrą sprawę jeden złodziej oddawał zrabowane fanty na przechowanie drugiemu złodziejowi....

Dużo później, gdy skrzynki złożono w magazynach Ludowego Komisariatu Finansów, okazało się, że do Moskwy dotarło 5745 skrzynek o łącznej wadze 453 ton.
     Było to tym bardziej dziwne, że w Kartagenie skrzynki liczyli i Aspe i Orłow. Jednemu wyszło 7800, drugiemu 7900....
Nie starali się wyjaśnić skąd wzięła się ta różnica, zakładając, że w Moskwie zostanie to wyjaśnione.

Na uroczystym obiedzie dla zaufanych z okazji przejęcia skarbu, Stalin powiedział; - „Prędzej zobaczą własne ucho niż to złoto”.....



środa, 8 listopada 2017

Plac Piotra Szczęsnego


Wobec wieku naszej Matki Ziemi, epizod związany z Homo Sapiens jest dosłownie mgnieniem. Jednak w tym mgnieniu ludzie zdążyli nieźle namieszać. Przykładowo wojny towarzyszą nam od zarania dziejów.....
        Co pewien czas powraca pytanie: - a może jesteśmy tylko nieudanym eksperymentem Stwórcy?
Żeby zrozumieć to, co jest, dobrze byłoby spojrzeć na ludzkość z Jego perspektywy.
         To niemożliwe?
O tym przekonamy się jutro.
     
 Jedna z gór w Śri Lance, to Góra Adama - Samanhela, zwana tak przez Syngalezów. 
Ta góra przez stulecia stanowiła przedmiot kultu, ze względu na swój niezwykły kształt i tajemniczy odcisk w skale na jej szczycie.
      Jest to niezwykłe zagłębienie długości prawie dwóch metrów.
I teraz ciekawostka: - w tym zagłębieniu buddyści widzą odcisk stopy Buddy.
- Chińscy autorzy widzą znak ich pierwszego przodka,
- Muzułmanie widzą odcisk stopy Adama, który wylądował tu po wygnaniu z Raju.
  - Ponieważ góra znajduje się w Śri Lance, nie możemy się niestety dowiedzieć, co by orzekli reprezentanci Jedynej Słusznej Religii.

Aby osiągnąć wierzchołek góry, pielgrzymi przekraczają urwiste wąwozy, wchodząc po wykutych stopniach, zanim dotrą do drabiny przymocowanej do skały.
      Ciężkie łańcuchy na ścianie założone zostały jeszcze z rozkazu Aleksandra Wielkiego (356 – 323 p.n.e.).
                                                                                                                                                                  
   Czemuż o tym piszę?                                                                                         
   Temuż, że każdy widzi to, co chce widzieć.                                                             

A dokładnie to widzi tak, jak pozwala mu jego wiara. Czyli każda wiara zaburza tok zdrowego myślenia i powoduje wypaczenie rzeczywistego obrazu zjawisk i rzeczy.
        Azaliż w tym miejscu mógłby ktoś zarzucić, że był przecież w nowożytnej historii nurt bez wiary, rozumianej jako Wiara Jedynie Słuszna, i ten nurt doprowadził przez to do ludobójstwa i niewyobrażalnej nędzy.
        O przepraszam!
Nie był to nurt bez wiary: - nie zapominajmy, że dla „Lenina wiecznie żywego” zbudowano sanktuarium w centrum Moskwy.
W tej doktrynie to Lenin, z rozkazu Stalina stał się Bogiem Naczelnym, a Stalin w swojej niewysłowionej skromności został Bogiem nr 2.
      Stalin był uczniem Gurdżijewa i dobrze wiedział jaką wagę mają symbole.                                                                                                                Nie było miasta w Rosji, gdzie nie stałyby pomniki Lenina i Stalina. Największe place, najokazalsze budowle, nosiły ich nazwiska.
         Propaganda nowej wiary nie musiała się zbytnio wysilać, była przaśna, lecz to w zupełności wystarczało, bowiem o prawomyślność dbała Czerwona Inkwizycja - NKWD.
                                                                                                                                                                        Co tu jeszcze dodać? Ano to, że Stalin jaki był, taki był, lecz nie był hipokrytą.
Mówił: - „Szczerość w dyplomacji jest tak samo możliwa, jak sucha woda, albo żelazo z drewna”.
- „Wybory? Nie jest ważne kto głosuje i na kogo, ważne jest, kto liczy głosy”.

Inni ludobójcy – naziści, usiłowali zmienić świat także pod sztandarem wiary – „Gott mit uns”.
Jedna władza ustanawia symbole, następna władza te symbole zmienia na bardziej swoje, a suweren jako całość nie liczy się. W teorii symbole powinny jednoczyć.
          Czy ludzi można dzielić?
Ludzie zawsze sami się dzielili, dzielą i będą się dzielić na dwie kategorie: - na mądrych i na głupich. Mądrzy są niepodatni na indoktrynację, ona dla nich nie jest groźna. Gorzej z głupimi. Owych propaganda jeszcze bardziej ogłupia.

- Przed wojną warszawski plac przed pałacem Saskim (dziś tylko Grób Nieznanego Żołnierza) nosił imię Józefa Piłsudskiego.
- Za Niemców nosił nazwę Adolf Hitler Platz.
- Za komunistów był to Plac Zwycięstwa.
- W końcu (Czy aby na pewno to koniec zmian?) wrócił do nazwy przedwojennej.                                                                                                        Symbole są bardzo ważne. Piotr Szczęsny spróbował nas obudzić i pojednać.
Uważam, że plac położony przed Pałacem Kultury, powinien nazywać się jak w tytule posta.



sobota, 11 lutego 2017

Maria Lenormand


Czyli „wróżka z Paryża” (1772 – 1842).
Już w wieku dwudziestu kilku lat była sławna i to na skalę europejską. Odwiedzali ją dygnitarze i władcy wielu krajów. Mamy na jej temat obszerną literaturę i liczne protokoły, które uwieczniły jej kwalifikacje.

Po przybyciu do Paryża mówiła otwarcie, że widzi czarne chmury zbierające się nad Francją. Zbliżała się rewolucja, której etapy wcześniej przepowiedziała.

Któregoś dnia odwiedziło ją trzech młodych ludzi: - Robespierre, Marat i Saint Just.
- „Wszyscy zginiecie śmiercią tragiczną” - orzekła wróżka. Młodzi ludzie roześmieli się i wyszli.
     Kiedy jednak Marata dosięgnął sztylet Charlotty Corday, Robespierre zaniepokoił się i kazał Marię Lenormand zamknąć w więzieniu La Conciergerie, skąd prowadziła tylko jedna droga – na szafot.
       Życie uratował jej przewrót 9 Termidora.
W dwa dni później ścięty został Robespierre. Tego samego dnia ścięto „Archanioła terroru” – Saint Justa.
Sława wróżki umocniła się.
      Z jej usług korzystał również car Aleksander.
Kiedyś do wróżki przyszła młoda kobieta w żałobie. Mąż tej kobiety stracił życie pod gilotyną. Maria Lenormand rozłożyła karty i powiedziała:- „Niech się pani pocieszy, bo czeka panią korona!”
     Tą tajemniczą nieznajomą była Józefina de Beauharnais. Wyszła wkrótce za mąż za młodego i mało znanego generała. Mając męża młodszego od siebie, zrezygnowała zapewne z obiecanej korony, ale gnana ciekawością poszła znów do wróżki, zabierając ze sobą męża, którego także interesowały wszelkie przepowiednie.
- „Pani przyszłość będzie się kształtowała tak, jak już to kiedyś powiedziałam. Nie widzę żadnych zmian” – oświadczyła Lenormand zdumionej generałowej.
       Kiedy swoją dłoń pokazał jasnowidzącej Bonaparte, bo to on był mężem Józefiny, wróżka krzyknęła poruszona: - „Widzę sto wygranych bitew! Zbawca republiki, założyciel nowej dynastii, pogromca całej Europy!”
Bonaparte odpowiedział: - „Madame, będę się starał spełnić pani przepowiednie”.
Po wielu latach Maria przepowiedziała temu samemu, już wtedy cesarskiemu małżeństwu – rozwód. Wtedy... Napoleon kazał zamknąć Lenormand w więzieniu!
      Z agentami policji przyszedł po nią minister policji Fouche. Przypomniał sobie wówczas, że wróżka przed laty przepowiedziała mu karierę.
- „Pani przepowiednie się sprawdziły – rzekł – wspiąłem się nawet wyżej niż przypuszczałem. Lecz teraz jest pani aresztowana i niestety posiedzi długo. Czy to pani także przewidziała?”
- „Nie tylko to – roześmiała się Lenormand - moje karty powiedziały mi, że niebawem z więzienia uwolni mnie pana następca, książę Rovigo”.
     Fouche wkrótce popadł w niełaskę Napoleona i usunięto go. Nowym ministrem policji został książę Rovigo.
Biografowie wróżki przypominają, że odradzała Napoleonowi wyprawę na Rosję: -”Wasza Wysokość straci tam swoją wspaniałą armię”.
     Powiedziała także, że zadziwi świat swymi zwycięstwami, lecz umrze na wygnaniu. Wyraźnie ostrzegła go, że okres niepowodzeń zacznie się po rozwodzie z Józefiną, która jest dla niego kimś w rodzaju ducha opiekuńczego.

W tych skrótowych wspomnieniach odnotujmy wizytę cesarza niemieckiego, Fryderyka Wilhelma III.
- „Należy spodziewać się zamachu na życie Waszej Wysokości” – zawyrokowała Lenormand.
- Kiedy? - spytał cesarz.
- To bardzo proste – odpowiedziała wróżka i napisała na kartce papieru bieżący rok 1829.
       Pod spodem zsumowała cyfry składające się na liczbę 1829: 
1+8+2+9 = 20. Liczbę 20 dodała do roku 1829, wyszło 1849.
Umysłowo chory próbował zabić Fryderyka właśnie w 1849 roku.

- Kiedy zjednoczy się państwo niemieckie? - znowu zapytał cesarz.
- Proszę bardzo – wróżka podliczyła cyfry z roku przyszłego zamachu: 
1+8+4+9 = 22. 1849 +22 = 1871.
W tym też roku, po wygranej wojnie z Francją, Bismarckowi udało się zjednoczyć Niemcy.

- A kiedy umrę? Zadał ostatnie pytanie cesarz.
- Podliczmy cyfry roku zjednoczenia Niemiec: 
1+8+7+1 = 17
1871 + 17 = 1888.
Oto rok śmierci Waszej Wysokości!

Kiedy spytano wróżkę o datę następnej wojny, wyliczyła: 
1+8+8+8 = 25. 1888 + 25 = 1913. 
I pomyliła się tylko o jeden rok. Chociaż może się nie pomyliła, bo nie powiedziała, że w 1913 roku rozpocznie się wojna, tylko: - „w 1913 roku rozpocznie się klęska państwa niemieckiego”.
      Maria Lenormand na swoich umiejętnościach przewidywania przyszłości zarobiła ogromny majątek, pozostawiając spadkobiercom pół miliona franków w złocie.

Zastosujmy teraz sposób numerologiczny do niedawnych dziejów Polski, wróćmy do roku Powstania Warszawskiego i zamachu na kata Warszawy Franza Kutschery i zadajmy pytanie: - Który rok w znaczący sposób łączy się z rokiem 1944?

1+9+4+4 = 18 = 1+8 = 9. 1944 + 9 = 1953.
W 1953 roku zginął Stalin. Po ataku apopleksji został doduszony. Chwilę po zgonie Stalina rozstrzelano Berię.

sobota, 30 maja 2015

Duch Święty - koronny świadek

Mam czas, to piszę. Bo gdybym czasu nie miał.....

Znalazło się zdjęcie tablicy z bramy do Ogrodu Biblijnego w Myczkowcach. Bardzo pasuje do tekstów teologicznych.
Proszę przeczytać uważnie treść z tablicy.
   


Rozumiem tę treść następująco: 
Nie idź jak baran w tłumie, bo będziesz zgubiony. Szukaj, rób użytek z własnego mózgu, a nie jest to łatwa droga niestety.....

Pisarz i katolik Rudolf Kramer-Badoni zadaje sobie pytanie (i nam): - Czy Kościołowi jak klubowi, wolno ustanawiać statuty, które muszą być akceptowane przez każdego,kto zamierza doń wstąpić? Pycha kościelnych władz jest przykra. Co się nie podoba i nie jest zalecane, tego nie wolno ci widzieć – treści przekazanych poleceń, które nie zyskały błogosławieństwa, nie wolno ci było słyszeć. I zawsze Duch Święty oświeca dostojników kościoła! Nieuchwytny koronny świadek!
Kramer-Badoni w swojej książce: „Ciężar bycia katolikiem” jeszcze raz powtarza: - „Czy kościół ma prawo przy każdej podejmowanej decyzji przywoływać na świadka Ducha Świętego?Skąd bierze się wobec tego nieustanny tradycjonalistyczny chaos, który trzeba stale porządkować (aby przygotować miejsce dla nowych nonsensów).”

Zarys historii objawień wykazywałby karygodną lukę, gdyby nie wspomnieć o dwu sławnych niewiastach: Katarzynie ze Sieny i Joannie Orleańskiej.
Widzenia, jakie nawiedziły te dziewice, zajmują wśród fenomenów religijnych miejsce szczególne, bowiem one obydwie, powołując się na objawienia, odegrały ważne role polityczne. Strategia kościoła jest godna podziwu, jak zauważył Bruno Ballardini.
Ta strategia opiera się na maksymie jezuity Hermanna Busenbauma (1600-1668) wyrażonej w dziele: „O teologii moralnej”.
 
Otóż: -”Jeśli dozwolony jest cel, dozwolone są także środki”

Tu pasuje akapit z życiorysu Stalina: - Stalin w latach dwudziestych wraz z innymi rewolucjonistami-bandytami napadał na banki na Kaukazie, żeby zdobyć pieniądze dla Lenina.

Pasuje także maksyma z „Mein Kampf”: - „Kłam dostatecznie długo, wtedy przynajmniej część kłamstw stanie się prawdą”.

Na tej maksymie opierają się dalej rządy w państwach, gdzie kler trzyma za rękę polityków.

Katarzyna ze Sieny.
Urodziła się około roku 1347 jako dwudzieste czwarte dziecko mistrza farbiarskiego Benincasa. Katarzyna podobno żyła „pogrążona całkowicie w swych mistycznych medytacjach”.
O dziecka była inna niż pozostałe rodzeństwo.
       W roku 1357 Katarzyna szczyciła się bezpośrednim obcowaniem ze swym „Oblubieńcem”, Jezusem Chrystusem, z którym wymienili się sercami i którego rany otrzymała. Ledwie osiągnęła wiek, w którym zaczęła coś rozumieć, ukazał się jej Pan ubrany w szaty papieskie z tiarą na głowie. Gestem błogosławieństwa wyciągnął ku niej rękę. Odtąd Katarzyna widziała w papieżu ziemskie wcielenie Chrystusa....
      Ten zręczny manewr – pisze Daniken, nasuwa mi na myśl Psalm 4,4: - „Wiedzcie, że dziwnym uczynił Pan świętego swego”.
Należało by zmienić ten tekst na: - „Kościół dziwnymi czynił świętych swoich”.
Jeszcze dosadniej wyraziła się katoliczka Anna Connoly, w książce „Toksyczni święci”. Według niej chrześcijańscy święci byli neurotyczni, a ich myśli mroczne i odpychające. Kult cierpienia jest szkodliwy dla doktryny i sprzeczny z przesłaniem Jezusa.

Katarzyna ze Sieny w wieku 23 lat przeżywa mistyczną śmierć. Przez cztery godziny uważano Katarzynę za zmarłą. W tym czasie ukazuje się jej Pan, Świętość Świętych”.
W białej wełnianej sukni i narzuconym na nią czarnym płaszczu Katarzyna przebiegała ulicami Sieny. Głośno było o jej wizjach i stanach ekstatycznych. Stała się postacią znaną w mieście. Tam, gdzie się znalazła dokonywał się cud po cudzie. Lud odbywał do niej pielgrzymki.
       Od roku 1374 datuje się jej przyszłe „posłannictwo na ziemi”. To posłannictwo najpierw przejawiało się tym, że dyktowała płomienne „polityczne listy” do królowych i królów, papieży i biskupów (dopiero w ostatnich latach życia z konieczności nauczyła się pisać).
Namiętnie zagrzewała do udziału w krucjacie:
„Bóg tego chce i ja tego chcę”.

Jak widać Katarzyna nie miała w sobie bynajmniej pokory i skromności chrześcijańskiej. Cokolwiek inicjowała, powodowana jakoby religijną żarliwością, w rzeczywistości miało polityczne skutki.
Agitowała za powrotem papieża do Rzymu i w 1377 roku dopięła celu.
      Stale i to aż nazbyt wyraźnie podkreśla się jej ufną naiwność, i objawienia jako źródło inspiracji, a przemilcza rolę Katarzyny jako narzędzia polityki.
Cudów sprawdzić się nie da, ale ugruntowana dzięki cudom władza kościelno-polityczna istnieje nadal.

I to jest właśnie to, o czym mówił Osho i za co Ameryka go otruła : - polityk i kapłan idą ręka w rękę, tłumacząc ludziom, że bez nich egzystować nie można.

Należy to widzieć, jeśli się nie jest „porażonym ślepotą”. (I Mojżesz 19,11).