Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lutego 2026

O pisaniu



Aby pisanie mogło zmienić mentalność, czy tylko zasiać wątpliwość i skłonić do przemyśleń – o tym decyduje sam Czytelnik, jego wrażliwość i zaufanie do słowa. Dlatego słowo pisane było przez wieki postrachem każdej autorytarnej władzy, bo mogło wiele zmienić. Stąd umieszczanie ksiąg na indeksach kościelnych, stąd palenie książek na stosach, zmuszanie pisarzy do emigracji, skazywanie ich na śmierć.

Jednak pisanie może zmieniać świat nie tylko pozytywnie, ale też na gorszy, przyczyniać się do powiększania zła, nienawiści i agresji: - Protokoły Mędrców Syjonu, Mein Kampf.

Umysł współczesnego człowieka jest zalewany oceanem słów, przez co tracą one na wartości i sile, coraz mniej mówią, a coraz bardziej dezorientują, wyczerpują i męczą.

Nie można napchać do tekstu za dużo cytatów, stałby się wtedy zbyt gęsty. Myśl musi odpoczywać i w tym celu potrzebuje przestrzeni, czasem wypełnionej czymś łatwym, odrobiną grafomanii, czy nawet kiczem.

                                                                                 Lapidarium


czwartek, 20 listopada 2025

Cyfra 6

Przy okazji dzisiejszych rozważań spójrzmy na Varso Tower – ten rzekomo najwyższy budynek w Europie. Rzekomo, ponieważ liczony jest z masztem 80 metrów. Azaliż z tarasu na szczycie widok mamy imponujący.







Społeczeństwo Obywatelskie.

Polacy narzekają na rzeczywistość bardziej niż inne nacje i socjologowie są zgodni, że winę za to ponosi gen chłopski, pańszczyźniany, niewolniczy, bowiem całe wieki pańszczyzna drukowała się w ich głowach. Chłopa wykorzystywała święta trójca: pan, wójt i pleban. Dziś polityczni demagodzy korzystają skwapliwie z tego wdrukowanego genu chłopskiego.

Z tym naszym marudzeniem jest coś nie tak.

Na pytanie – Co słychać ? Najczęściej pada odpowiedź:

- A szkoda gadać! Co ma oznaczać, że jest źle, a gdy się stłucze waza etruska, od razu wiemy, że to wina Tuska.

Jeśli natomiast jest ewidentnie dobrze, zwykle umniejszamy sukces, bo oczywiście: - „szału nie ma”.

Ludzie zazdroszczą powodzenia, tego że komuś jest lepiej i dlatego wygodnie skrywają się za tarczą narzekania.

Za tą tarczą ukrywają swój podstawowy kompleks: - zaniżoną samoocenę. Niska samoocena obywateli to prezent dla władzy. Tacy ludzie dają sobą manipulować, ponieważ oczekują, że ktoś weźmie ich za rękę i poprowadzi. Więcej – niska ocena własna jest jednym ze źródeł wrogości wobec innych, także wobec instytucji.

Polityczni demagodzy dobrze wiedzą, że ludzie „są głupi” jak rzekł był klasyk i bez skrupułów grają na niskich instynktach, szczując na wyimaginowanych wrogów, aby broń boże jednostka nie odkryła, że tym wrogiem jest jej osobista niska samoocena, tudzież szczujący.

 Dla politycznych demagogów człowiek z wysoką samooceną (człowiek mądry, więc niekoniecznie wykształciuch) to niebezpieczeństwo utraty władzy.  Zdrowa ocena własna jest jedynym lekarstwem odpornościowym dla świadomości jednostki, oraz dla społeczeństwa obywatelskiego.

Podła władza nie lubi niebezpiecznych ludzi, bo to z nich składa się społeczeństwo obywatelskie. Oczywiście powstanie takiego społeczeństwa musi nieco potrwać.

Zobaczmy, co o tym sądził Ryszard Kapuściński:

                        Cyfra 6

Kalkulacja wielkiego autorytetu socjologicznego Ralfa Dahrendorfa (rok 1999) oparta na cyfrze 6, dotycząca niedawnej Europy Wschodniej.

- Ustrój polityczny można zmienić w 6 miesięcy.                 

- Zrujnowaną gospodarkę naprawić w 6 lat.                          

- Społeczeństwo Obywatelskie stworzyć w lat 60.

Kapuściński: - Jestem optymistą, dlatego uważam, że 50 lat wystarczy.

(Jeśli zacząć liczenie od roku 1989, otrzymujemy optymistyczny wynik 2039)

    Polska zmieniła się mocno przez ostatnie 20 lat, pomimo działań politycznych podleców, którzy przecież nie działają na rzecz poczucia wspólnoty. Także kryzys moralny, przy istotnym współudziale czarnych z kk dalej trwa. Mocno brzydka twarz demokracji patrzy na nas z parlamentu, ale zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić, co nie znaczy że człowiek z wysoką samooceną taką twarz zaakceptuje. 

    Wysoka samoocena pomaga iść przez życie z dumą. Skąd brać takie nastawienie? Ano z domu przeważnie – to wpojony szacunek dla samego siebie, ponieważ w dzieciństwie byłaś – byłeś traktowany z szacunkiem. Owszem, są dzieci z domów patologicznych, które mają poczucie godności, mimo że były traktowane źle, ale to są wyjątki. Generalnie rodzice powinni dbać o to, żeby dzieciom „rosły skrzydła”, żeby wierzyły w siebie. 

wtorek, 18 listopada 2025

O lesie


Nie chcę rozpisywać się o tym, że wchodząc do lasu czuję się jeszcze lepiej niż przedtem (a tak właśnie jest), co mogłoby może niektórych Czytelników nużyć.

Każdy ma (bowiem) prawo żyć jak chce i mnie nic do tego.

Mogę za to zamieszczać pisanie innych, z którymi to opisami się utożsamiam. I generalna refleksja: nie możemy trwać jedynie we wdechu, po nim musi być wydech.

Po okresie pobytu w kamiennych wąwozach miejskich ulic – czas w lesie odbieram jako lekarstwo.

 

         "O lesie

Co to znaczy znaleźć się bliżej natury? Znaczy to dalej od fabryk, od spalin, zatrutej wody, zatłoczonych ulic, hałasu. Ale także (a czasem przede wszystkim) znaczy to: - dalej od podłości, od kłamstwa i jego rzeczników, od tych, którzy chcą cię poniżyć i zniszczyć. Jeżeli jestem sam w lesie, nie może spotkać mnie żadna podłość, nie mogę usłyszeć kłamstwa ani świstu bata".

                      Ryszard Kapuściński - Lapidarium 









wtorek, 11 listopada 2025

O raku, chamstwie i hołocie

 



Co mówią patolodzy o raku? Mówią, że im bardziej komórki neoplazmy są prymitywne, tym większa agresywność cechuje ich zachowanie.

     Związek między prymitywizmem, agresywnością i chamstwem.

Chamstwo  jest aktywne, zaciekłe, natarczywe, to niestrudzona siła, zło, które ciągle atakuje.

Jeden cham zburzy przyjemną zabawę, natomiast jeden kulturalny człowiek to za mało, aby podnieść poziom zabawy chamów.

 

                               O hołocie.

Unikaj hołoty, bo źle skończysz - ona cię pogrąży, zniszczy. Traktuj tych ludzi jak roznosicieli zarazy, omijaj ich z daleka. W hołocie jest wola podboju, zawistna pasja unicestwienia wszystkiego. Dążeniem hołoty jest burzyć twój spokój, uniemożliwiać ci pracę, a ludzkości – uniemożliwiać postęp. Ruch hołoty to zawsze ruch wstecz, do tyłu, to ruch – w bezruch, chce ona tylko jednego – wciągnąć cię w bagno. Tego wciągania w bagno nie będziesz w stanie powstrzymać, ponieważ jesteś zbyt słaby. Masz tylko jedno wyjście – nie dopuścić do zrobienia pierwszego kroku w kierunku bagna. Ten pierwszy krok rozstrzyga. Ale ileż jest sytuacji, w których trudno się zorientować, że ten pierwszy krok już zrobiłeś.

                              Ryszard Kapuściński

wtorek, 28 października 2025

Zrozumienie statystyki

 Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej – bardzo późno, a najwięcej – zbyt późno.

                 O wyborach powszechnych.

W ostatnich latach (R. Kapuściński 1996 r.) odbyły się wybory w wielu najzupełniej różnych krajach i wykazały statystyczną cechę wspólną: wyraźna tendencja społeczeństw do dzielenia się na dwa wielkie bloki – tak zwaną lewicę i prawicę. Tak zwaną, gdyż pojęcia te mało dziś znaczą. Uderza, że zwycięzca  osiąga tylko minimalną przewagę liczebną nad pokonanym. Tendencją jest, aby wynik wyborów oscylował wokół podziału 50:50.

    Gdzieś przeczytałem (gdzie?), że lewicowość i prawicowość to orientacje wrodzone, że z tym człowiek przychodzi na świat i dlatego wśród zamożnych burżujów byli fanatyczni komuniści, jak też – wśród ubogich proletariuszy skrajni prawicowcy.


Telewizja nie tylko kształtuje nasze gusta i poglądy, ale i wpływa na wielkie decyzje polityczne.

- W Mogadiszu podniecony tłum ciągnie po ziemi zmasakrowane ciało żołnierza amerykańskiego. Obraz ten pokazany w telewizji, wywołuje w USA szok i oburzenie. Widzowie zmuszają Waszyngton do wycofania się z Somalii.

Nieco statystki (1993 rok).

16 Amerykanów zamordowali terroryści.

57 osób zginęło od pioruna.

31.000 wymordowało się nawzajem w bójkach, napadach rabunkowych i wojnach gangów.

42.000 zginęło w wypadkach samochodowych.

Jatrofobia – tak nazywa się strach przed lekarzami (a jarofobia?).

Jak podaje Jan Garavaglia, autor książki „Jak nie umierać - opowieści patologa sądowego”, w Stanach co roku więcej osób umiera w szpitalach na skutek błędów lekarskich, niż ginie w wypadkach samochodowych.

Ciekawe, jak wygląda podobna statystyka w Polsce?

                          Stalin i jego armia.

W czasie czystek roku 1930 geralissimus zamordował:

z 5 marszałków – 3

z 5 d-ców armii I stopnia – 3

z 10 d-ców armii II stopnia – wszystkich

z 57 d-ców korpusu – 50

z 186 d-ców dywizji – 154

z 16 komisarzy armii – wszystkich

z 28 komisarzy korpusu – 25

z 64 komisarzy dywizji – 58

z 456 pułkowników – 401

(gen. A.Todorowski - „Ogoniok”, lipiec 1987)

środa, 22 października 2025

Selekcja

 


 Elektronika pokonała starą, biurokratyczną cenzurę, ale nie przemogła naturalnej pokusy rządzących, aby panować nad umysłami poddanych i urabiać je na korzystną dla siebie modłę. Dlatego system cenzury prewencyjnej, której głównym narzędziem był zakaz, zastąpił system manipulacji, którego głównym instrumentem jest selekcja.

    O jednych rzeczach się mówi, o innych milczy, o jednych mówi się więcej, o innych mniej itd.

Nie tylko selekcja jest ważna, istotny jest też sposób prezentacji: - w krajach zamożnych widzimy uśmiechniętych polityków, zakupy przedświąteczne, tłok na placach.

W krajach biednych – uciekinierzy na drogach, dzieci – szkieleciki na rękach płaczących matek, młodzi ludzie w kominiarkach strzelają do siebie zza węgła.

Środki masowego przekazu, nawet jeśli im nie wierzymy, uważamy że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób pole myślenia do informacji i opinii, jakie wybiorą sami decydenci. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli.

Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści podawanych mu przez media –jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swych obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego co usiłują narzucić mass media.

    Media szukają krwi, a coraz więcej ludzi chciałoby normalności. Jednak zło jest bardziej fotogeniczne według mediów, bo fascynuje, pochłania bez reszty, ale przede wszystkim to na nim się zarabia.


piątek, 17 października 2025

Manipulacja

 


 Łatwość, z jaką można manipulować umysłem ludzkim, wynika z samej natury człowieka. Jest on bardziej odbiorcą niż poszukiwaczem, chętnie (z powodu lenistwa, bierności i braku wyobraźni) zadowoli się informacją pierwszą z brzegu, albo opinią, a ta im bardziej będzie uproszczona, ubarwiona i bzdurna – tym lepiej. Bzdura ma coś z konwencji bajki (i często kiczu) przemawia więc łatwo do wyobraźni potocznej.

     Prawda może być tak oczywista, że nie wzbudzi żadnego zainteresowania,  może też być zwyczajnie nudna. Tymczasem w bzdurze (dobrze podanej) jest często jakaś fantastyczność, jakaś intrygująca deformacja, zaklęcie, baśń.

Propaganda stała się głównym narzędziem działania każdej władzy współczesnej. Ktoś użył na jej określenie terminu agresja. Jest to o tyle trafne, że istotą propagandy jest po pierwsze primo nieustanny atak i podbój (świadomości człowieka).

Jednak uwaga: - jeżeli spośród wielu prawd wybierzesz tylko jedną i za nią będziesz ślepo podążać, zmieni się ona w fałsz, a ty staniesz się fanatykiem.


Fanatyzm wyzwala w człowieku więcej energii niż łagodność i dobroć. Dlatego fanatyk może łatwiej narzucić swoją wolę, łatwiej ustanowić swoje rządy.

  Po drugie primo: - aby rządzić bez większych problemów, nie trzeba wsadzać do więzień. Wystarczy stworzyć społeczeństwo przeciętnych. Człowiek przeciętny zrobi bowiem wszystko, co zechce władza, ponieważ ma tylko jeden ideał – żeby dać mu spokój.



piątek, 10 października 2025

Rozmowy przy jedzeniu

 


Nowy Jork. Od rana do nocy w kawiarniach, w barach, w klubach, w restauracjach – jedzą. Tematy rozmów: - gdzie będziemy znowu jedli, co będziemy jedli, co wybraliśmy z karty, co podali, jakie to było.

Długo o tym wszystkim. Kończą wnioskiem – za dużo jemy. Część postanawia biegać. Inni studiują informacje poświęcone odchudzaniu. Są sympatyczni w tym swoim zatroskaniu o linię i sprawność.

Historia kultury życia codziennego to coraz częściej historia gastronomii – gdzie otworzyli (lub zamknęli) nową restaurację? Gdzie można dobrze zjeść? Jakiej jeszcze potrawy spróbować? Kto robi najlepszą cielęcinę? Kto najlepiej przyrządza ostrygi?                                  

Rozmowy o jedzeniu zastąpiły rozmowy o pogodzie. A właściwie – pogoda jest głównym tematem rozmów przy jedzeniu.

   Jest jednak jedno miejsce, gdzie Amerykanie zachowują się jak w kościele: cicho, w skupieniu, nabożnie – w banku.


sobota, 4 października 2025

Capri

Statki jeden za drugim dopływają do portu. Wysiadają kolejne wycieczki. Tworzy się tłum, procesja, która wyrusza z molo i wciska się w wąskie uliczki miasteczka. Cicha dotąd wyspa (jest rano) wypełnia się szybko gwarem. Ale nie z powodu, że turyści rozmawiają ze sobą, nie! Robi się głośno, ponieważ zaraz po wyjściu na ląd turyści wyjmują z kieszeni, z toreb, teczek i plecaków słuchawki telefonów komórkowych i zaczynają rozmawiać z Lizboną i Genewą, z Filadelfią i Melbourne, triumfalnie informując, że oto właśnie wylądowali na Capri, że są na Capri, że widzą domy, góry i skały, ogrody i plantacje, słońce i morze, że czują się świetnie, że zaraz będą jedli obiad (a po południu - że właśnie zjedli obiad), że kupili koszulkę z napisem Capri, że za trzy godziny (za dwie, jedną, za kwadrans, za chwilę) odpłyną z Capri itd., itd.

To pustosłowie, to nieopanowane gadulstwo, to tokowanie i ekscytacja toczą się godzinami przez wyspę, zalewając jej uliczki i zaułki chaotyczną, natrętną, różnojęzyczną wrzawą.

                                                   Ryszard Kapuściński

P.S – Ogólnie turystyka masowa nie jest z mojej bajki, wolę biegun przeciwny: - na przykład uczcić rocznicę ślubu bez tłumów, do tego w miejscu magicznym.

Magia - przekonanie o istnieniu świata irracjonalnego, nad którym można zapanować za pomocą rytualnych działań i zaklęć.





„Nie rób tego sam, co możesz zrobić we dwoje.

Takie są rady i zasady moje”.

                                                     Jan Sztaudynger 





poniedziałek, 13 marca 2023

Czy jeść robaki

 Pierwszy raz jadłem owe jeszcze w czasach komuny w Polsce. Otóż przyjechał z Libii pewien gość z Budimexu, pracujący tam dla Kadafiego i przywiózł pięknie wydaną książkę – album o niemieckich wojennych broniach wunderwaffe - nie do kupienia w Polsce tamtych czasach (cenzura).

Jako ówczesnego miłośnika modeli samolotów, zaprosił mnie do siebie, abym mógł rzecz zobaczyć.

Trzymałem album w rękach, na okładce był Messerschmitt odrzutowy Me 262.





Przerzucałem z przejęciem kolejne kartki. Na stoliku pojawiła się whisky i miseczka – wydawało mi się, że orzeszków do przejadania. Wunderwaffe – czyli V 1, V 2, V 3. Przeglądałem z przejęciem, w milczeniu, popijałem, przejadałem.

    Czas mijał szybko i nie wiadomo kiedy, szklanka okazała się pusta i miseczka także.

Gospodarz dolał whisky i zapytał czy dosypać do miseczki. Jakoś tak dziwnie to zabrzmiało, więc skierowałem na niego wzrok pytający. On na to: - bo zobacz, co my jemy i dosypał „orzeszków”.

Zajrzałem do miseczki, a tam pędraki! Suszone pędraki rożnych wielkości i kolorów! Zupełnie takie same larwy chrabąszcza, jak te, które wykopywałem w ogrodzie przy wiosennym urządzaniu grządek. 

Aż się cofnąłem. Gospodarz widząc to zaśmiał się i pyta: - smakowało? No tak – mówię z pewnym ociąganiem. Bo rzeczywiście te suszone larwy były bardzo smaczne, coś jak solone orzeszki, albo delikatne rosołki.

Bo widzisz – podsumował gospodarz – ten twój odruch i kiedyś mój, gdy po raz pierwszy jadłem suszone larwy, to nic innego, tylko objaw ignorancji kulturowej, w tym wypadku ignorancji kulinarnej.

Hindusi nie jedzą wołowiny, którą jedzą Żydzi. Żydzi za to nie jedzą wieprzowiny, którą z kolei jedzą Hindusi itd.

A co do larw, czy gąsienic - one bywają tak piękne, że aż żal zjeść podobne dzieło Miss Ewolucji.




Przypominam sobie urywek z książki Ryszarda Kapuścińskiego: - Góry Afganistanu. Autor jedzie autobusem, który ma dość wysoko przesunięty środek ciężkości, ponieważ zasadnicze ciężary wiezie na dachu. Z podniesionym środkiem ciężkości jak wiemy łatwiej się wywrócić. Droga wąska, wykuta w skale. Z boku pionowa ściana, w dole przepaść głęboka na pół kilometra. Kierowca prowadzi zawadiacko, za śmiało nawet dla takiego podróżnika - korespondenta wojennego jak Kapuściński. Żołądek podchodzi mu do gardła, kiedy autobus zarzuca w stronę przepaści. Upał, szyby w większości opuszczone. Do wewnątrz wpada chrabąszcz i ląduje na szybie przy Kapuścińskim. Kobieta Afganka, która siedzi obok autora, na migi zachęca go do spożycia smakołyka. Ten odmawia. Afganka zdziwiona ponawia zaproszenie. Znowu odmowa. Następuje jeden ruch ręki i chrabąszcz chrup-chrup kończy żywot w ustach kobiety. Jeszcze się oblizać i jedziemy dalej.

      Minęły lata, wyrwałem się w świat z naszego przaśnego zaścianka. Jadłem na przykład pieczone mrówki, które smakują wybornie, a te które jadłem przypominały w smaku przypieczoną kaszę gryczaną. W wielu miejscach na świecie to drogi rarytas.

Wszystko mija i się zmienia. Upadają tyranie, kościoły, autorytety i zmieniają się także zapatrywania kulinarne.

To jeść robaki, czy nie jeść? A to już każdy sam decyduje. 

piątek, 11 lutego 2022

Czwarta władza

Czyli mechanizm rządzenia ciemnym ludem. 

Czwarta władza to jest oręż, który potrafi wykoleić parowóz każdego władcy. Pamiętajmy jednak, że wszystkie reżimy dążą do pełnego kontrolowania mediów. Czyli co robić? Ano przesiewać informacje, na dzień dobry nikomu nie wierzyć, a już na pewno nie wierzyć w oficjalny rządowy przekaz. Każdy przekaz każdego rządu. To komu wierzyć? Sobie!


Dziennikarze śledczy. Jest to ciekawa grupa pasjonatów o bardzo krótkiej średniej długości życia. Jednak postęp, żmudne i niebezpieczne docieranie do prawdy, odbywa się wyłącznie dzięki ludziom odważnym. Redakcja The Boston Globe po kilku latach takiego śledztwa rzuciła na kolana kk w Ameryce. I się zaczęło. Ktoś powie: - kościół został udupiony finansowo i moralnie. Zgoda, atoli azaliż jest taki podstawowy myk: - ktoś pierwszy musi przerwać milczenie mając argumenty. Zadać pytanie i żądać odpowiedzi. Oskarżać do skutku. Ktoś pierwszy musi rzucić kamień, który wywoła lawinę. I właśnie taki (ponadczasowy) myk mamy opisany w książce „Cesarz”.



„Nikt, ale to nikt, przyjacielu, nie przeczuwał, że nadciąga koniec. A raczej coś tam się przeczuwało, coś po głowie chodziło, ale takie niejasne, niewyraźne, że jakby w ogóle nie było żadnego odczuwania nadzwyczajności. A przecież już od dawna snuł się po pałacu kamerdyner, coraz to jakieś światła wygaszając, ale wzrok się do owego zgaszenia przyzwyczajał i następowało wygodne pogodzenie wewnętrzne, że widocznie niewidocznie takie wszystko musi być wygaszone, przyciemnione, półmrocznie zamroczone. W dodatku do cesarstwa wkradły się gorszące nieporządki, które całemu pałacowi sprawiły wiele utrapień, a już najwięcej naszemu ministrowi informacji, panu Tesfaye Gebre-Egzy, rozstrzelanemu później przez panujących dziś buntowników.

Zaczęło się od tego, że w roku siedemdziesiątym trzecim, latem, przyjechał do nas dziennikarz z telewizji londyńskiej, niejaki Jonathan Dimbleby. Ten ci dawniej już bywał w cesarstwie robiąc chwalebne filmy o naszym wszechwładcy i dlatego nikomu nie przyszło do głowy, że taki żurnalista, który najpierw chwali, ośmieli się później zganić, ale taka już widać łotrowska natura ludzi bez godności i wiary. Dość że tym razem Dimbleby miast pokazywać, jak nasz pan rozwoju dogląda i troszczy się o pomyślność maluczkich, przepadł gdzieś na północy, skąd ponoć wrócił przejęty i roztrzęsiony i zaraz wyjechał do Anglii. Nie minął miesiąc, a z naszej ambasady przychodzi doniesienie, że pan Dimbleby pokazał w telewizji londyńskiej swój film pod tytułem „Ukryty głód”, w którym ten pozbawiony zasad oszczerca dopuścił się demagogicznej sztuczki ukazując tysiące ludzi umierających z głodu, a obok czcigodnego pana, jak biesiaduje z dostojnikami. Następnie pokazał drogi, na których leżą dziesiątki szkieletów zagłodzonych biedaków, a zaraz potem nasze samoloty przywożące z Europy szampany i kawior. Tu pola całe pełne konających chudzielców, tam – nasz monarcha ze srebrnej patery mięso swoim psom podający i tak na przemian: przepych –nędza, bogactwo – rozpacz, korupcja – śmierć. W dodatku pan Dimbleby oświadcza, że klęska głodu spowodowała już śmierć stu, a może  dwustu tysięcy ludzi i że drugie tyle może w najbliższych dniach podzielić ich los. Doniesienie ambasady mówi,  że po filmie wybuchł w Londynie wielki skandal, są apelacje do parlamentu, gazety biją na alarm, dostojnego pana potępiają.

Tu widzisz przyjacielu,  cała nieodpowiedzialność obcej prasy, która podobnie jak pan Dimbleby latami monarchę naszego chwaliła, a nagle, bez żadnego powodu i umiaru – potępiła. Dlaczego tak? Dlaczego taka zdrada i niemoralność? W dalszym ciągu ambasada donosi, że z Londynu wylatuje samolot dziennikarzy europejskich, którzy chcą zobaczyć śmierć głodową, poznać naszą rzeczywistość, a także ustalić, gdzie podziewają się pieniądze, które tamtejsze rządy dawały czcigodnemu panu, aby rozwijał, doganiał i przeganiał. A więc krótko mówiąc, ingerencja w wewnętrzne sprawy cesarstwa! W pałacu poruszenie, oburzenie, ale osobliwy pan nakazuje spokój i rozwagę. Teraz czekamy, jakie będą najwyższe ustalenia. Od razu rozlegają się głosy, aby przede wszystkim odwołać ambasadora z powodu  tak przykrych  i alarmistycznych doniesień, tyle niepokoju w życie pałacu wnoszących. Jednakże minister spraw zagranicznych argumentuje, że takie odwołanie rzuci strach na pozostałych ambasadorów, którzy w ogóle przestaną donosić cokolwiek,  a przecież czcigodny pan musi wiedzieć, co o nim mówią w różnych częściach świata. Następnie odzywają się członkowie rady koronnej którzy żądają,  aby samolot z dziennikarzami zawrócić z drogi i całej tej bluźnierczej hałastry nie wpuszczać.

Ale jakże to, powiada minister informacji, nie wpuścić, jeszcze większy krzyk podniosą i pana miłościwego bardziej potępią. Rada w radę postanawiają podać dobrotliwemu panu następujące rozwiązanie: - wpuścić, ale zaprzeczyć. Tak jest, wyprzeć się głodu! Trzymać ich w Addis Abebie, pokazywać rozwój i niech piszą tylko to, co w naszych gazetach potrafią wyczytać. A prasę, przyjacielu, mieliśmy lojalną, powiem nawet – przykładnie lojalną. Prawdę mówiąc, nie było jej wiele, bo na trzydzieści z okładem milionów podwładnych tłoczono dziennie 25 tysięcy egzemplarzy gazet, ale pan nasz z takiego wychodził założenia, że nawet najbardziej lojalnej prasy nie należy dawać w nadmiarze, gdyż może się z tego wytworzyć nawyk czytania, a potem już krok tylko do nawyku myślenia, a wiadomo, jakie to powoduje niewygody, utrapienia, kłopoty i zmartwienia.

Bo, powiedzmy, coś może być lojalnie napisane, ale zostanie nielojalnie odczytane, ktoś zacznie czytać rzecz lojalną, a zechce później nielojalnej i tak pójdzie drogą, która go od tronu będzie oddalać, od rozwoju odciągać, do warchołów prowadzić.

Nie, nie, pan nasz nie mógł do takiego rozpuszczenia, pobłądzenia dopuścić i dlatego w ogóle nie był entuzjastą nadmiernego czytania. Wkrótce potem przeżyliśmy prawdziwą inwazję korespondentów zagranicznych. Pamiętam, zaraz po ich przyjeździe odbyła się konferencja prasowa. Jak wygląda, pytają, problem śmierci głodowej, która dziesiątkuje ludność? Nic mi o tym nie wiadomo, odpowiada minister informacji i muszę ci, przyjacielu, powiedzieć, że nie był on daleki od prawdy. Po pierwsze, śmierć głodowa była w naszym cesarstwie od setek lat rzeczą codzienną i naturalną i nigdy nikomu nie przychodziło do głowy podnosić z tego powodu wrzawę. Nastawała susza i ziemia wysychała, bydło padało, chłopi umierali – zwyczajny, zgodny z prawami natury i odwieczny porządek rzeczy. Z powodu tej odwieczności, normalności, żaden z notabli nie ośmieliłby się zaprzątać uwagi jaśnie wielmożnego pana tym,  że w jego prowincji ktoś tam umarł z głodu. Oczywiście sam dostojny pan odwiedzał prowincje, ale nie miał w swoim ustalonym zwyczaju zatrzymywać się w rejonach ubogich, gdzie panował głód, a poza tym cóż można zobaczyć w czasie takich oficjalnych odwiedzin? Ludzie z pałacu też na prowincję nie jeździli, bo wystarczy, że człowiek opuści pałac, a tu na niego naplotkują, nadonoszą, tak że kiedy wróci, przekona się, że już wrogowie przesunęli go bliżej bruku. Skąd więc mogliśmy wiedzieć, że na północy panuje jakiś nadzwyczajny głód?

Czy możemy, pytają korespondenci, pojechać na północ? Nie można, wyjaśnia minister, bo pełno zbójców na drodze. I znowu muszę powiedzieć, że nie był on daleki od prawdy, gdyż w ostatnim okresie donoszono o rozmnożeniu w całym cesarstwie wszelakiej zbrojnej i przy traktach zaczajonej nieprawomyślności. Po czym minister zabrał ich na wycieczkę po stolicy, pokazywał im fabryki i rozwój zachwalał. Ale ci, gdzie tam – rozwoju nie chcą, tylko żądają głodu, nic więcej ich nie obchodzi, chcą mieć głód i tyle! No, powiada minister, głodu to wy mieć nie będziecie, skądże głód, jeżeli jest rozwój! Ale tu, przyjacielu, nowa historia powstała. Bo oto nasze zbuntowane studenctwo wysłało na północ swoich delegatów, a ci naprzywozili i fotografii i strasznych historii o tym, jak umiera naród, i wszystko to korespondentom cichcem, tylcem przekazali. I nastąpił skandal, nie dało się więcej mówić, że głodu nie ma. Znowu korespondenci atakują, zdjęciami wymachują, pytają co rząd w sprawie głodu zrobił. Jaśnie najwyższy pan, odpowiada minister, przywiązał do tej sprawy najwyższą wagę. Ale konkretnie! Konkretnie! Woła bez żadnego uszanowania ta z piekła rodem hałastra.

Pan nasz, powiada spokojnie minister, oznajmi w odpowiednim czasie, jakie są jego majestatu zamierzone postanowienia, ustalenia, polecenia, nie ministrom bowiem rozstrzygać o takich rzeczach i bieg sprawom nadawać. W końcu korespondenci odlecieli i głodu z bliska nie widzieli. A całą tę sprawę, tak spokojnie i godnie poprowadzoną, minister uznał za sukces, zaś nasza prasa określiła nawet jako zwycięstwo. Tak zawsze jakoś minister kierował, że wszystko na sukces wychodziło i dobrze było, a baliśmy się, że gdyby ministra onego nie stało, wnet by smętkiem powiało, co się potem sprawdziło, kiedy nam go ubyło. Zważ jeszcze, łaskawco, że między nami mówiąc – nie jest źle dla lepszego porządku i większej pokory podwładnych naród odchudzić, wygłodzić.

Już nasza religia nakazuje, aby połowę dni w roku przestrzegać ścisłego postu, a przykazanie nasze mówi, że kto post łamie, dopuszcza się ciężkiego grzechu i cały zaczyna cuchnąć siarką piekielną. W postnym dniu nie można jeść więcej niż raz dziennie, a i to nic innego jak kawałek przaśnego placka z przyprawą korzenną. A dlaczego taką surową regułę narzucili nam ojcowie, polecając ciało bez końca umartwiać? A dlatego, że człowiek jest z natury istotą złą, której potępieńczą rozkosz sprawia uleganie pokusom, a zwłaszcza pokusie nieposłuszeństwa, posiadania i rozpusty. Dwie rządze plenią się bowiem w duszy człowieka – żądza agresji i żądza kłamstwa. Jeżeli nie pozwolić mu, żeby krzywdził innych, będzie sobie samemu zadawał krzywdę, jeżeli nie napotka nikogo, aby go okłamać, sam siebie w myślach okłamie.

Słodki jest człowiekowi chleb kłamstwa, powiada księga przypowieści, a potem napełniają się piaskiem usta jego. Jakże teraz zaradzić tej groźnej istocie, jaką jawi się człowiek, jaką my wszyscy jesteśmy, jakże ją okiełznać i poskromić? Jak rozbroić tę bestię, jak ją obezwładnić? Jeden jest tylko na to sposób, przyjacielu – osłabić człowieka.

Tak jest – odebrać mu siły, bo nie mając ich, nie będzie mógł czynić zła. A właśnie post osłabia, głodówka pozbawia sił. Taka jest nasza amharska filozofia i o tym pouczają nasi ojcowie. A wszystko to sprawdzone jest w doświadczeniu. Człowiek głodzony przez całe życie nigdy nie będzie się buntować. Na północy nie było żadnego buntu. Nikt tam nie podniósł ani ręki, ani głosu. Ale niechże tylko podwładny zacznie jeść do syta, a potem zechcesz odebrać mu misę, zaraz powstanie do buntu. Ta jest pożyteczność w głodowaniu, że głodnemu tylko chleb na myśli, cały jest zaprzątnięty myśleniem o strawie, resztki sił na to wytraca, a już mu nie staje ani głowy, ani woli, żeby szukać rozkoszy w pokusie nieposłuszeństwa. Zważ tylko, łaskawco, kto zniszczył nam cesarstwo, kto je zburzył? 

Ani ci, którzy mieli za dużo, ani ci, którzy nie mieli nic, a jedynie ci, którzy mieli trochę. Dlatego trzeba zawsze wystrzegać się tych, którzy mają trochę, bo to najgorsza, najbardziej żądna siła, to oni najgorliwiej prą do góry". 


PS. I pojawia się pytanie natury zasadniczej: - Jak zakwalifikować ludzi, którzy według władzy mają zasuwać za miskę ryżu? Czy tacy osobnicy mają trochę, czy też nie mają nic?

sobota, 29 stycznia 2022

Czy warto myśleć

 


Kto z Czytelników miał tę książkę w ręku, lub tylko wyguglował, wie, że „Cesarz” – Ryszarda Kapuścińskiego, reportera o światowej sławie, to rzecz o Etiopii i rządach Hajle Selasje.

Monarcha sprawował władzę z pomocą wypróbowanych metod: kija i marchewki. Kij był dla narodu, marchewka dla dworzan. Tajna policja, szpiedzy, donosy, naród należało łupić, tolerować głód, przeciwników władzy postraszyć, uwięzić, jeśli to nie wystarczało zastosować tortury niewielkie, albo średnie. Przy braku reakcji na opisane perswazje – zabić.

Władca stworzył wiele niecodziennych stanowisk pałacowych. O Moździerzyście był wpis wczoraj.

Był także Poduszkowy, którego jedyne zadanie polegało na bieganiu za jaśnie panem i podkładaniu mu poduszek pod nogi, gdy ten siadał na krześle. Pan był bowiem wzrostu niewysokiego, a dostojna władza wymagała krzeseł wysokich, żeby z góry patrzeć na podwładnych. Stopy pana nie mogły bez sensu majtać w powietrzu, czy tylko zwisać smętnie ponad podłogą. Krzesła były wysokie, jednak wysokości różnej i dlatego poduszkowy dysponował sześćdziesięcioma nadzwyczaj skrzętnie dobranymi rozmiarami poduszek, aby każda była w sam raz, a dobry pan podkreślał swą godność nogami, opartymi ani za wysoko, ani za nisko, lecz w sposób właściwy tak, jak należy. 

Był Pieskowy, który w czasie audiencji, gdy pan siedział, a wszyscy obecni stali, biegał za ulubionym pieskiem pana o imieniu Lulu i ścierał mocz z butów notabli, ponieważ bowiem azaliż pasja Lulu opierała się na dwóch zasadach: - bieganiu po sali i radosnym sikaniu na buty wybranych.

Dziwne pomysły władcy? Każdemu satrapie odbija. Na przykład polskiemu dobremu panu Jarosławowi usługuje z tylnego siedzenia Łupieżowy, co widzieliśmy w Sejmie. 

Zdjęciowo Ogrody Zamku Warszawskiego.


Oto wydaje mi się że zabawny rozdział o myśleniu:

„No wiec w rok po owym powstaniu w Godżam, które ukazując zaciekłą i bezwzględną twarz ludu poruszyło pałacem i napędziło lęku wyższym dostojnikom – ale nie tylko im, bo i nam, sługom podrzędnym, też skóra zaczynała cierpnąć, spotkało mnie osobliwe nieszczęście, gdyż syn mój, Hailu, w tych przygnebiających latach student uniwersytetu, zaczął myśleć.

Tak jest, zaczął myśleć, a muszę objaśnić cię, przyjacielu, że myślenie było w tamtych czasach dotkliwą niedogodnością, a nawet kłopotliwą ułomnością i jaśnie wysoki pan w swojej nieustającej trosce o dobro i wygodę podwładnych nigdy nie zaniedbywał starań, aby ich przed tą niedogodnością i ułomnością chronić. Wszak po cóż mieli tracić czas, który powinni oddawać sprawie rozwoju, zakłócać swój spokój wewnętrzny i nabijać głowy wszelką nieprawomyślnością?

Nic przyzwoitego i łagodnego nie mogło wyniknąć z faktu, że ktoś postanowił myśleć, albo nieopatrznie i wyzywająco wdał się w towarzystwo tych, którzy myśleli. A taką, niestety, nieostrożność popełnił mój lekkomyślny syn, co jako pierwsza zauważyła moja żona, której instynkt matczyny podpowiedział, że nad naszym domem gromadzą się ciężkie chmury, i która pewnego dnia powiada mi, że chyba Hailu zaczął myśleć, ponieważ wyraźnie posmutniał.

A tak było wtedy, że ci, którzy rozglądali się po cesarstwie, i zastanawiali się nad tym, co ich otaczało, chodzili smutni i zamyśleni, z jakąś niespokojną zadumą w spojrzeniu, jakby przeczuwając coś nieokreślonego, niewypowiedzianego, najczęściej spotykało się takie twarze wśród studentów, którzy – dodajmy tu – sprawiali naszemu panu coraz więcej przykrości. Aż dziw, że policja nigdy nie wpadła na ten trop, na ów związek między myśleniem a nastrojem, ponieważ gdyby w porę dokonała tego odkrycia, łatwo mogłaby unieszkodliwić pomienionych myślicieli, którzy swoim malkontenctwem, sarkazmem i złośliwą opieszałością w okazywaniu zadowolenia tyle utrapień i kłopotów sprowadzili na głowę czcigodnego pana.

Cesarz jednak, większą okazując bystrość niż jego policjanci, rozumiał, że smutek może nakłaniać do myślenia, zniechęcenia, gwizdania, zwisania i dlatego nakazywał w całym cesarstwie rozrywki, zabawy, tańce, przebierańce. Sam dostojny pan polecał pałac oświetlać, ubogim uczty wydawał, do wesołości zachęcał. A kiedy się najedli, wytańczyli, pana swojego chwalili. I trwało to latami, a tak już owa rozrywka ludziom głowy zatkała, zaszpuntowała, że kiedy się spotykali, tylko o rozrywaniu gadali, śmiechem przebijali, dziwostwory wspominali, baśnie powtarzali. A chociaż bieda, ale zabawa. Chociaż marnie, ale figlarnie. Choć goło, ale wesoło. A tylko tym, którzy myśleli, widząc, jak wszystko szarzeje, karleje, w błotku się tapla, w liszaj obłazi, ani do figlów było, ani do wesołości. Przy tym jeszcze utrapienie wszystkim sprawiali, do myślenia ich nakłaniając, ale inni, choć nie myślący, mądrzejsi byli, nie dawali się wciągać i jeśli studenci brali się do gadania, wiecowania, ci uszy zatykali i czym prędzej znikali.

Bo po co wiedzieć, jeśli lepiej nie wiedzieć? Po co trudniej, jeśli można łatwiej? Po co gadać, jeśli dobrze pomilczeć? Po co wdawać się w sprawy cesarstwa, jeśli w swoim domu tyle do zrobienia, do kupienia? Otóż przyjacielu, widząc, w jak niebezpieczną wyprawę puszcza się mój syn, starałem się odwodzić go, odciągać, do rozrywki zachęcać, na wycieczki wysyłać, już nawet wolałbym, żeby nocnemu życiu się oddawał niż tym potępieńczym spiskom i manifestom. Wyobraź sobie to moje strapienie, zgnębienie, że ojciec w pałacu, a syn w antypałacu, że wychodzę na ulicę chroniony przez policję przed własnym dzieckiem, które manifestuje, kamieniem się zamierza. Mówiłem mu – a dajże ty spokój z myśleniem, do niczego ono nie prowadzi, zostaw myślenie, weź się za swawolenie, popatrz na innych, którzy mądrych słuchają, jak chodzą pogodni, czoła mają bezchmurne, myślą nie skażone, śmiechem się przebijają, w rozrywce wyżywają, a jeśli już strapienia ich nachodzą, to takie, jak by tu kieszeń nabić.

A pan nasz czcigodny ku podobnym zatroskanym, zabieganym zawsze dobrotliwie się odnosi, zachęca, popiera i o tym jak by tu im ulżyć, ocieplić, nieustannie myśli. Lecz Hailu na to – a jakże tak nie myśleć? Jakie może być przeciwieństwo między myślącym a mądrym? Jeżeli kto niemyślący, to znaczy, że niemądry. A właśnie że mądry – ja na to. Bo ów myśl swoją w bezpieczne miejsce nakierował, w ustronie, w zacisze, a nie między młyńskie koła huczące, miażdżące, a tam w cichości tak je uklepał, przyklepał, że nikt nie może się przyczepić, oskarżyć. A i on sam zapomniał, gdzie ona jest ta myśl i bez niej nauczył się obywać”.