Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ignorancja kulturowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ignorancja kulturowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Osobisty grajdołek

 


Największym wrogiem człowieka jest ignorancja.
    

Dlatego aby zobaczyć i usłyszeć coś nowego, trzeba odrzucić

stare struktury myślenia i wiary, które stworzyły głęboko

Wyjeżdżoną Koleinę Życia.

 

Czy zdarzyło ci się jechać zimą, wiejską, wąską, oblodzoną drogą w

której wyciśnięte są głębokie koleiny?

Kiedy wpadniesz kołami w takie tory, możesz puścić

kierownicę – koleina ciebie prowadzi.

   Jedziesz i naraz widzisz z naprzeciwka światła - to ciężarówka, która

zbliża się szybko i jest także uwięziona w tych samych koleinach

co ty.

Ciężarówka zbliża się, trąbi i mruga światłami, a ty nic nie

możesz zrobić – lodowa koleina nie pozwala zjechać na bok.                             

Jeśli jedziesz, czyli żyjesz szybko, trudno jest wyjechać z

takiej koleiny.

Ona przytrzymuje, nie chce wypuścić.

Kiedy natomiast może nie tyle, że żyjesz niespiesznie, ale jednak od czasu do czasu potrafisz zatrzymać pęd i dopuścić refleksje – wtedy wyjeżdżoną koleinę uda ci się opuścić jednym krokiem.             

     Albo inaczej: - Warto czasem spojrzeć na swoje życie, jak na zdjęcia w cudzym albumie. Takie patrzenie niesie refleksje, tudzież inicjuje przemianę. Bo jak wiesz, świata nie zmienisz, ale możesz zmienić siebie.          

Tę przemianę nazywam Wyskoczeniem Z Osobistego

Grajdołka.

Trzeba tylko chcieć.


Tybetańska Księga Snów - Ignorancja.

 „W Tybecie świeże skóry rozkłada się na słońcu i naciera masłem, aby nadać im miękkości. Azaliż masło jest również przechowywane w takich skórzanych torbach. Jednak po wielu latach skóra, z której zrobiona jest torba, staje się twarda jak drewno i już nie zmiękczy jej nawet tona świeżego masła.

Ktoś, kto przez wiele lat studiuje nauki, przyjmując je jedynie na poziomie intelektualnym, posiadając niewielkie tylko doświadczenie w praktyce, jest podobny do takiej zesztywniałej skóry.                                                                  

Wiedza nie jest do tego, żeby ją gromadzić, lecz ścieżką, którą należy podążać.                                                                                                                 

Ignorancja kulturowa wymusza wierność określonym wartościom.                                             

Ignorancja wrodzona tworzy pragnienie, aby rzeczy były inne, niż są”.

 

 Czerwona Królowa: - „Kto się nie zmienia, ten się cofa”. 

 Osho: - „Zdania nie zmienia tylko martwy, albo głupi”.

poniedziałek, 13 marca 2023

Czy jeść robaki

 Pierwszy raz jadłem owe jeszcze w czasach komuny w Polsce. Otóż przyjechał z Libii pewien gość z Budimexu, pracujący tam dla Kadafiego i przywiózł pięknie wydaną książkę – album o niemieckich wojennych broniach wunderwaffe - nie do kupienia w Polsce tamtych czasach (cenzura).

Jako ówczesnego miłośnika modeli samolotów, zaprosił mnie do siebie, abym mógł rzecz zobaczyć.

Trzymałem album w rękach, na okładce był Messerschmitt odrzutowy Me 262.





Przerzucałem z przejęciem kolejne kartki. Na stoliku pojawiła się whisky i miseczka – wydawało mi się, że orzeszków do przejadania. Wunderwaffe – czyli V 1, V 2, V 3. Przeglądałem z przejęciem, w milczeniu, popijałem, przejadałem.

    Czas mijał szybko i nie wiadomo kiedy, szklanka okazała się pusta i miseczka także.

Gospodarz dolał whisky i zapytał czy dosypać do miseczki. Jakoś tak dziwnie to zabrzmiało, więc skierowałem na niego wzrok pytający. On na to: - bo zobacz, co my jemy i dosypał „orzeszków”.

Zajrzałem do miseczki, a tam pędraki! Suszone pędraki rożnych wielkości i kolorów! Zupełnie takie same larwy chrabąszcza, jak te, które wykopywałem w ogrodzie przy wiosennym urządzaniu grządek. 

Aż się cofnąłem. Gospodarz widząc to zaśmiał się i pyta: - smakowało? No tak – mówię z pewnym ociąganiem. Bo rzeczywiście te suszone larwy były bardzo smaczne, coś jak solone orzeszki, albo delikatne rosołki.

Bo widzisz – podsumował gospodarz – ten twój odruch i kiedyś mój, gdy po raz pierwszy jadłem suszone larwy, to nic innego, tylko objaw ignorancji kulturowej, w tym wypadku ignorancji kulinarnej.

Hindusi nie jedzą wołowiny, którą jedzą Żydzi. Żydzi za to nie jedzą wieprzowiny, którą z kolei jedzą Hindusi itd.

A co do larw, czy gąsienic - one bywają tak piękne, że aż żal zjeść podobne dzieło Miss Ewolucji.




Przypominam sobie urywek z książki Ryszarda Kapuścińskiego: - Góry Afganistanu. Autor jedzie autobusem, który ma dość wysoko przesunięty środek ciężkości, ponieważ zasadnicze ciężary wiezie na dachu. Z podniesionym środkiem ciężkości jak wiemy łatwiej się wywrócić. Droga wąska, wykuta w skale. Z boku pionowa ściana, w dole przepaść głęboka na pół kilometra. Kierowca prowadzi zawadiacko, za śmiało nawet dla takiego podróżnika - korespondenta wojennego jak Kapuściński. Żołądek podchodzi mu do gardła, kiedy autobus zarzuca w stronę przepaści. Upał, szyby w większości opuszczone. Do wewnątrz wpada chrabąszcz i ląduje na szybie przy Kapuścińskim. Kobieta Afganka, która siedzi obok autora, na migi zachęca go do spożycia smakołyka. Ten odmawia. Afganka zdziwiona ponawia zaproszenie. Znowu odmowa. Następuje jeden ruch ręki i chrabąszcz chrup-chrup kończy żywot w ustach kobiety. Jeszcze się oblizać i jedziemy dalej.

      Minęły lata, wyrwałem się w świat z naszego przaśnego zaścianka. Jadłem na przykład pieczone mrówki, które smakują wybornie, a te które jadłem przypominały w smaku przypieczoną kaszę gryczaną. W wielu miejscach na świecie to drogi rarytas.

Wszystko mija i się zmienia. Upadają tyranie, kościoły, autorytety i zmieniają się także zapatrywania kulinarne.

To jeść robaki, czy nie jeść? A to już każdy sam decyduje. 

piątek, 26 listopada 2021

Jaś był bardzo nieśmiały


 

Jaś był dzieckiem bardzo nieśmiałym i zamkniętym w sobie. Za to wszystko bacznie obserwował. Do domu rodziców przychodzili różni ludzie, wszyscy najpierw nagabywali Jasia, zadawali pytania, a on tego bardzo nie lubił. Czuł instynktownie, że on tych ludzi nie interesuje, a pytają dlatego, bo tak wypada. Jaś był jeszcze za mały, żeby takie postępowanie nazwać fałszem świata dorosłych.

Poznawał ludzi przychodzących do domu jego rodziców i z czasem polubił kilku z nich, bo oni byli inni. Nie zadawali głupich pytań, interesowali się zabawkami Jasia. Pasjami lubił słuchać o różnych ciekawych sprawach o których ci ludzie rozmawiali z rodzicami. Równie przyjemne chwile były, gdy bawił się w samotności, albo słuchał bajek, które czytała mu babcia.

Babcia czytała i opowiadała o wielogłowych smokach, dalekich krainach, krawędzi świata gdzie zionie ogniem, czerwonym kapturku i sierotce Marysi, rycerzach ratujących księżniczkę.

Kiedyś pojawił się gość, który opowiadał niezwykłe rzeczy. Niezwykłe i straszne. O ludziach, którzy brzuchami pożerają innych, o świecie gdzie panuje wieczna ciemność, a ci którzy tam mieszkają nie mają twarzy, o wojownikach, którzy wędrują po świecie z mieczem i zabijają wszystkich, którzy staną im na drodze.

Powoli świat na zewnątrz robił się coraz bardziej groźny, a dom stawał się oazą bezpieczeństwa.

Jaś poszedł do szkoły, kilkoro dzieciaków z klasy dokuczało mu, ponieważ z powodu decyzji rodziców nie chodził na religię. Owszem, zanim poszedł do szkoły był kilka razy w kościele, gdzie w tajemnicy przed rodzicami zaprowadziła go babcia. Wrażenia miał niemiłe po wizycie w tym ogromnym budynku, bo na ścianie wisiał trup. Kościół był prawie pusty, słychać było stukot kroków, któremu odpowiadało echo. Nieliczni ludzie mówili szeptem. Być może dlatego, żeby się nieboszczyk ze ściany nie obraził.                                         

Babcia pokazywała Jasiowi jak trzeba się żegnać.

Z kim mam się żegnać? – pytał naiwnie Jasio.                                         

Babcia wyjaśniła, że to taki zwyczaj. Tak wszyscy robią – dodała.                                                               

Nie wszyscy – zauważył Jasio - mamusia i tatuś tak nie robią.

Przy tym zerkał z bojaźnią na figurę wiszącego nieboszczyka i ciągnął babcię za rękę do wyjścia. Powtarzał: - Chodźmy stąd, tu mi się nie podoba.      

Świat zaczął się Jasiowi dzielić na babcię i na tych wszystkich, którzy tak robią, oraz na mamusię, tatusia i ich znajomych, którzy tak nie robią.

Świat Jasia zaczął się dzielić na świat, w którym znajdowały się rzeczy niemiłe, oraz świat miły i przyjazny - bezpieczeństwo domu, urok ogrodu przed domem, gdzie zawsze było inaczej, bo zmieniały się pory roku i mógł godzinami obserwować mrówki, spokój i tajemniczość lasu, do którego zabierał go ojciec i uczył nazw drzew, kwiatów i szacunku do przyrody.

Oto po raz pierwszy Jaś pomyślał: - mam dom, a w nim swój pokój z zabawkami. Odtąd słowo ”mam” oznaczało dla niego przyjemność zaspokojenia ważnej potrzeby – tu poczucia bezpieczeństwa. 

Mijały lata, Jan był już mężczyzną w sile wieku, kiedy zrozumiał, że treść kryjąca się w słowie „mam” – jakiś kolejny często zbyteczny przedmiot (bo inni to już mają) bywa traktowana przez ludzi jako ochrona przed strachem.                                                                                                           

Albowiem ludzki umysł zanurzony od pokoleń w chaosie chwyta się panicznie jedynego znanego rozwiązania i domaga następnego spełnienia krótkoterminowego w postaci „mam”.

Jan zaczął podróżować. Najpierw poczuł się Europejczykiem, potem obywatelem świata, na którym jest kilka tysięcy różnych religii do wyboru, jednak nie ma obowiązku należenia do którejkolwiek z nich. Aby żyć w zgodzie z innymi, wystarczy być przyzwoitym.

Była mroźna zima, za oknem rozpościerała się białośnieżna bajka, płonął ogień w kominku. Jan sięgnął po książkę, którą jeszcze w młodości dostał w prezencie. Książka opowiadała o jego ulubionym świecie mrówek. Przeglądając ilustracje natrafił na tę jedną szczególną, wyjątkową, dzięki której został zainspirowany do ostatecznego wyrwania się z ignorancji kulturowej, siostry dualizmu.


Jeden obrazek jest wart więcej niż tysiąc słów – pomyślał Jan i uśmiechnął się do swych wspomnień. Zrozumiał jednocześnie, że właściwie wraca do pierwotnego punktu, kiedy to świat zaczynał mu się dzielić. Wraca do dzieciństwa i teraz już wie, że świat jest niepodzielny, a on jako maleńka cząstka także należy do tej całości.

czwartek, 26 września 2019

Kto nie zbiera grzybów

Obywatele wielu państw zachodniej Europy niespecjalnie pasjonują się grzybobraniem.
Niemcy na przykład nie tylko nie zbierają, oni także unikają grzybów w jadłospisie.
W Bundesrepublik prawo pozwala zbierać, należy jedynie pilnować limitów - do kilograma na osobę. Przekroczenie limitu skutkuje grzywną od 2,5 tys, do 10 tys. Euro.

     
Dokopałem się przyczyny nieufności wobec grzybów.
W czasie wojny stuletniej (XIV i XV wiek) stało się coś zagadkowego, mianowicie z nieustalonego powodu nastąpiła gwałtowna i natychmiastowa mutacja, która zamieniła na wiele lat grzyby jadalne w silnie trujące.
     Na zachodzie Europy zatruły się grzybami i umarły dziesiątki tysięcy ludzi.
Ludzie truli się tak masowo i skutecznie, ponieważ ufali grzybom -zbierali je od lat, znali się na nich, a one stanowiły znaczącą część pożywienia jak co roku w jesieni. 
Także wiadomości rozchodziły się wówczas zupełnie inaczej niż dziś.


        Mamy intrygujące relacje świadków z opisywanego okresu zatruć, w których pojawiają się "znaki", oraz liczne opisy zagadkowych istot: ludzi - nieludzi, zakapturzonych, często jakby w maskach, zawsze z zakrytą twarzą, którzy idąc tyralierą w terenie przyleśnym, machali czymś podobnym do kija.
Machali od lewa do prawa i z powrotem, jak przy koszeniu. Wielu świadków mówiło wprost o szeregach “śmierci” z kosami, diabłów, itp.
Czynności “koszenia” towarzyszył dźwięk syczący.

 Nasuwa się subiektywne pytanie:

Czyżby ekipy Obcych prowadziły opryski chemiczne lub biologiczne?
Ale na piechotę? Przecież mogli pryskać z UFO? 



W każdym razie fakt ogromu zgonów, tak mocno wrył się w pamięć narodów, że jako zwyczaj - zakaz działa do dziś. To z tego powodu wielu ludzi z Europy (Finowie, Niemcy, Holendrzy) uważa zbieranie grzybów za nienormalne.



Ktoś powie: - Było, ale minęło.
No dobrze, dziś grzyby zjadamy ze smakiem, ale ….. Jeśli coś zdarzyło się raz, kto zaręczy, że się nie powtórzy?
I trzeba uszanować zwyczaj - przesąd, nawet jeśli zaliczamy go do ignorancji kulturowej, jak u Hindusów niejedzenie krowiny i Żydów niejedzenie świniny.