Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bank. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bank. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 października 2025

Rozmowy przy jedzeniu

 


Nowy Jork. Od rana do nocy w kawiarniach, w barach, w klubach, w restauracjach – jedzą. Tematy rozmów: - gdzie będziemy znowu jedli, co będziemy jedli, co wybraliśmy z karty, co podali, jakie to było.

Długo o tym wszystkim. Kończą wnioskiem – za dużo jemy. Część postanawia biegać. Inni studiują informacje poświęcone odchudzaniu. Są sympatyczni w tym swoim zatroskaniu o linię i sprawność.

Historia kultury życia codziennego to coraz częściej historia gastronomii – gdzie otworzyli (lub zamknęli) nową restaurację? Gdzie można dobrze zjeść? Jakiej jeszcze potrawy spróbować? Kto robi najlepszą cielęcinę? Kto najlepiej przyrządza ostrygi?                                  

Rozmowy o jedzeniu zastąpiły rozmowy o pogodzie. A właściwie – pogoda jest głównym tematem rozmów przy jedzeniu.

   Jest jednak jedno miejsce, gdzie Amerykanie zachowują się jak w kościele: cicho, w skupieniu, nabożnie – w banku.


poniedziałek, 4 marca 2024

Diesenberg 1935

 

Twardy orzech do zgryzienia, albo ciąg dalszy paradoksu babci.

Pewnemu biednemu wynalazcy wreszcie się powiodło: - po wielu latach nieudanych prób skonstruował wehikuł czasu. A pora już była po temu najwyższa, ponieważ bank, od którego pożyczył pieniądze, stracił cierpliwość i zażądał natychmiastowej spłaty długu.

     Nasz bohater postanawia dopomóc szczęściu: - wsiada do wehikułu i niezwłocznie przenosi się o tydzień w przyszłość. Tam sprawdza jakie liczby padły w totolotku. Zapisuje wylosowane numery, sprawdza listę wygrywających na której nie ma jego nazwiska, wraca, wypełnia kupon i jak się można było spodziewać, przy najbliższym losowaniu wygrywa główną nagrodę.

Spłaca kredyt. Spada mu ciężki kamień z serca tak nagle, że ledwo zdążył cofnąć stopę. Ufff!

    Ta wygrana nie jest dla niego zaskoczeniem, atoli jedna rzecz zaczyna go gnębić – nie potrafi zrozumieć dlaczego obok wygranej z ubiegłego tygodnia nie było jego nazwiska.

I w tym miejscu pojawia się nasz sławny paradoks babci, wyjaśniany przez fizyków kwantowych za pomocą teorii wielu światów, czy też światów równoległych.

Klasycznym przykładem ilustrującym tę teorię jest tak zwany kot Schrödingera ze słynnego eksperymentu myślowego wiedeńskiego fizyka, laureata Nagrody Nobla, Erwina Schrödingera (1887-1961).

    Zadajemy pytanie - Czy zdarzało się, że człowiek został w jakiś niewyjaśniony sposób przeniesiony w inny okres czasowy, czy też w świat równoległy, po czym wrócił?

Zdarzało się i to wielokrotnie! Opisywałem między innymi relacje z Dziur w Czasie.

Jaki wpływ na ludzką psychikę miały takie zdarzenia?

Ogromny. Ludzie po takim zdarzeniu znajdowali się w szoku, byli psychicznie rozdarci, zmieszani i wstrząśnięci! Najczęściej potrzebowali pomocy psychiatry, żeby dojść ze sobą do ładu, a ich relacje uznawane były co najmniej za niewiarygodne.

Często nigdy już nie dochodzili ze sobą do ładu.

Zostawali uznawani za wariatów, albo wręcz sami się za takich uznawali. Człowiek bowiem jest z natury logiczny i jeśli czegoś w znany sobie sposób (posługując się zawężonym aparatem poznawczym indoktrynacji społecznej) nie potrafi wyjaśnić – wypiera sprawę ze świadomości, albo poddaje się mniemaniu ogółu, uznając: „normalny to ja nie jestem”.

 

Oto przypadek z 1969 roku, opisany w magazynie „Strange Magazine 2”:

   Mężczyzna o inicjałach L.C. podróżował w interesach ze swoim przyjacielem biznesmenem. Właśnie zjedli lunch w małej mieścinie Abberville w południowo-zachodniej Luizjanie. Wsiedli do samochodu i ruszyli autostradą 167 do pobliskiego miasta Lafayette. Rozmawiali o interesach. Działo się to 20 października 1969 roku około godziny 13.30.

Był piękny wczesnojesienny dzień, niebo bezchmurne, dość ciepłe powietrze, dlatego szyby samochodu były opuszczone.

      Na autostradzie nie było prawie ruchu. Po jakimś czasie zaczęli się zbliżać do wolno jadącego przed nimi starego samochodu ocenionego ogólnie mianem Oldtimer.

Kiedy zbliżyli się do tego reliktu przeszłości, skupili na nim uwagę całkowicie, ponieważ wyglądał, jakby dopiero co wyjechał z wystawy starych samochodów.

Z tyłu miał jaskrawopomarańczową tablicę rejestracyjną z wyraźnie wypisanym rokiem 1940. Było to nie tylko dziwne, ale i przypuszczalnie zabronione, chyba że samochód miał specjalne zezwolenie, na przykład z uwagi na uczestnictwo w rajdzie starych maszyn.

     L.C. i jego towarzysz nie mogli się powstrzymać od głośnych komentarzy, ponieważ akurat zwolnili jadąc równolegle z „zabytkiem” i zdumieni podziwiali jego stan jak „spod igły”. Czerwony lakier błyszczał nowością, jakby został położony wczoraj, olśniewała biel na bokach opon klasy Lux, a chromowane chrapy, szprychy, zderzaki, chłodnica, oraz inne metalowe części odbijały refleksy słońca. 

- Toż to istne cudeńko ! - zachwycił się L.C, gdy jego kolega wolniutko wyprzedzał opisywane cacko.

Podczas powolnego wyprzedzania, L.C. siedzący obok kierowcy zobaczył, że za kierownicą siedzi młoda kobieta ubrana w stylu lat 40. W roku 1969 kobieta w kapeluszu z długim kolorowym piórem i futrze – odstawała delikatnie mówiąc – od obowiązującej mody. Na siedzeniu obok kobiety stało (!) dziecko – mała dziewczynka, ubrana w płaszcz z kapturem. Okna tego samochodu były zamknięte, co także zdziwiło L.C. ponieważ było to nieprzystające do pogody.

     Gdy zrównali się z wyprzedzanym pojazdem, który został przez L.C rozpoznany jako Diesenberg 1935, ten przeraził się na widok wyrazu twarzy kobiety siedzącej za kierownicą. Była ona w wyraźnej panice. Przerażona i bliska płaczu wpatrywała się z napięciem w drogę przed sobą, oglądała się także do tyłu, tak jakby coś zgubiła, albo wyglądała ratunku.


L.C. krzyknął do kobiety, czy potrzebuje pomocy. Przytaknęła skinieniem głowy, spoglądając ze zdziwieniem w dół na ich samochód (stare samochody miały o wiele wyższe podwozia)

L.C. pokazał jej na migi, aby zjechała na pobocze i zatrzymała się. Musiał kilkakrotnie powtórzyć prośbę gestami i bezgłośnym poruszaniem warg, gdyż kobieta nie opuściła szyby w swoim samochodzie przez co miała wyraźne trudności ze zrozumieniem.

Kiedy wreszcie zobaczyli, że kobieta zjeżdża wolno na pobocze, wyprzedzili ją, również zjechali na pobocze i zatrzymali się. Kiedy wysiedli z samochodu i spojrzeli za siebie, ze zdumieniem stwierdzili, że Diesenberga nie ma!


Zniknął! - Zupełnie jakby rozpłynął się powietrzu!

Obaj biznesmeni stali z opadniętymi szczękami nie pojmując co się stało.

W tym momencie zatrzymał się obok nich inny samochód, a jego kierowca wypada i w podnieceniu powtarza pytanie: - Co to było!? Co to było? Co się stało z tym starym samochodem!?

Po chwili nieco ochłonął i opowiedział jak to wyglądało z jego strony.

Oto jechał w pewnej odległości za nimi i naraz zobaczył, jak się zrównują ze starym samochodem. Ponieważ oba pojazdy jechały w żółwim tempie, musiał zwolnić. Oczekiwał, że współczesny samochód wyprzedzi starego grata, a chwilowo współcześni pewnie rugają zawalidrogę.

    Potem oba pojazdy zaczęły zjeżdżać na pobocze, a on był coraz bliżej. Na moment auto na wysokim podwoziu zasłoniło mu współczesny samochód, po czym nagle zniknęło bez śladu!

Na poboczu zobaczył tylko jeden samochód. Zdezorientowany podjechał zatrzymując swój pojazd i wysiadł, aby dowiedzieć się co to było?!

Trzej mężczyźni przez godzinę kręcili się po najbliższej okolicy, potem opowiadali sobie nawzajem o tym, co widzieli. Ten drugi kierowca pochodził z innego stanu i upierał się żeby powiadomić policję. L.C i jego kolega nie chcieli słyszeć o policji, nie chcieli dziennikarzy i rozgłosu obawiając się utraty wiarygodności w oczach klientów. Wreszcie wymienili się adresami i przez wiele lat pozostawali w kontakcie, tylko po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że dziwne zdarzenie, którego byli świadkami, zdarzyło się naprawdę.

 

czwartek, 10 marca 2022

Dobrze czy niedobrze

 


Miałem w życiu, już w drugim małżeństwie, także epizod związany z klasycznym wróżeniem. Tym razem to ja wróżyłem innym z pomocą magicznych kart Tarota. Był o tym wpis. Siły Wyższe podpowiedziały mi ostatecznie, abym nie wróżył z Tarota, bo to nie jest dobre.

Inaczej natomiast jest z jedną z moich pasji, z prognozowaniem dat zwrotu na rynkach finansowych z pomocą astronomii. Tu jest dobrze, to jest dozwolone pomimo wybiegania w przyszłość, w Nieznane, prawie w Magię, uchylanie rąbka tajemnicy, co laik, profan zaliczyć może do wróżenia, a to po prostu liczby mówią. To jest bardzo chłodna, wąska, astronomiczno-matematyczna wiedza. A jak wiemy, wiedza może dać władzę lub pieniądze. Wystarczy umiejętność grania ludźmi za pomocą zbieranych na nich "haków". Mnie władza nigdy nie ciągnęła, zawsze uważałem, że do władzy nad innymi pchają się przeważnie ci z rozdętym ego, albo psychiczni z wizją zbawcy, a tylko zupełnie, tudzież rzadko trafia się prawdziwy mąż stanu. Władza daje pieniądze, a pieniądze władzę. A to dobre nie jest, bo jak widzimy ludzie władzy szybko od tego głupieją. 


Przypomnę fakt, że kapłani egipscy potrafili policzyć datę zaćmienia Słońca (być może z pomocą Maszyny z Antikythery, albo z pomocą Tablicy Zdarzeń Gwiezdnych z Palenque, co na jedno wychodzi) i dzięki temu rządzili. Nie faraon rządził, tylko kapłani. Faraon był figurantem, marionetką. I żył dopóki nie przeszkadzał kapłanom. Tak naprawdę, oraz najczęściej rządzi ktoś z tylnego fotela. Nie wiem, czy to jest dobre. Za to KAŻDY ma nad sobą kogoś większego od siebie. A to akurat jest dobre.


Czy więc ostatecznie mogę ocenić, że spełniła się opisana w poprzednim poście Pępkowa Wróżba z mojego dzieciństwa? Mogę, ponieważ wkroczyłem już w starość. Oto od kwietnia przysługuje mi z urzędu tak zwany dodatek pielęgnacyjny, jako że kończę 75 lat. I to jest dobre!. Pozostaje tylko wymyśleć, co za te pieniądze mam sobie popielęgnować. Natomiast Wróżba Pępkowa niby taka prymitywna, a okazała się zaskakująco precyzyjnie trafna, ponieważ dochodzą jeszcze niezwykłe słowa babci, o których dopiero w dorosłości dowiedziałem się od matki. Nie piszę o nich - są zamknięte w Tobołku Cennych Wspomnień.


                             Dobrze czy niedobrze

Dziennikarz pyta mocno leciwego faceta: - Gdyby miał pan ocenić swoje życie jednym słowem, jak by je pan ocenił? Facet myśli dłuższą chwilę i wypowiada w końcu to jedno słowo: - „Dobrze”.                                                                

Dziennikarz dziękuje, lecz wyraźnie wyczuł, że facet się wahał, więc mówi: - To rozszerzmy zakres opinii. Poproszę o ocenę tego co za panem, ale tym razem w dwóch słowach. Teraz dziadek się już nie zastanawia i wypala: - „Nie dobrze!”.

(Odpuśćmy sobie w tym miejscu wytykanie, że tak się nie pisze, że to błąd, że to jest także jedno słowo. Chodzi bowiem o rzecz głębszą)

----------------------------------------------------------------------

Dawno temu żył w Ameryce pewien farmer. Żona, syn, córka, konie. Uprawiał ziemię, żyło się. Żeby żyć jeszcze lepiej wziął kredyt. A tu przyszła klęska suszy, zbiory przepadły, a kredyt wymagał przecież spłaty. Sprzedał jednego konia, potem drugiego. W następnym sezonie susza walnęła jeszcze mocniej. Musiał sprzedać wszystkie pozostałe konie, oprócz jednego niezwykle pięknego, bieluśkiego ogiera, który był, jak mówił jego „oczkiem w głowie”. Nadszedł trzeci rok suszy, nic nie zapowiadało, że susza odpuści. Rodzina zaczęła głodować i widmo bankructwa zajrzało im w oczy – przecież zastawem dla banku był dom i ziemia.

Do farmera przyjechali jego przyjaciele z miasteczka – szeryf i burmistrz. Przyjechali z propozycją: - Kupimy od ciebie – mówią – twego ogiera, a zapłacimy dobrze.

Farmer na to, że traktuje tego konia jak członka rodziny, to jak ma go sprzedać? Nie sprzedał, przyjaciele wyjechali. Kilka dni później koniokrady włamali się do zagrody i ukradli ogiera. Farmer był załamany. Znowu przyjechał do niego burmistrz z szeryfem i mówią: - widzisz teraz, że źle zrobiłeś nie sprzedając nam konia. Nie masz teraz ani konia, ani pieniędzy. A farmer na to: - Ja nie wiem, czy zrobiłem źle, czy może dobrze. Przyjaciele nie odezwali się, ale pomyśleli, że facetowi rozum odebrało i nie wie co mówi.

Minęło kilkanaście dni i ogier wrócił! Miał na szyi zerwane lasso, uciekł widocznie koniokradom i nie wrócił sam - przyprowadził także trzy inne konie. Farmer sprzedał te trzy konie, spłacił zaległości bankowe i starczyło mu nawet na nowe ziarno. Susza ustąpiła, zbiory wypadły wyśmienicie. Farmer odżył, dzieci rosły.

Japonia zaatakowała Pearl Harbour. Chłopcy z miasteczka zgłosili się do wojska, syn farmera także. Ostatniego dnia przed odjazdem na wojnę młodzi urządzili pożegnalną popijawę. Była już noc, gdy syn farmera wracał samochodem do domu. Do pokonania miał tylko ostatni zakręt przy skałach, za którym widać już było dom. Niestety jechał za szybko. Wypadek - amputacja obu nóg na wysokości kolan.

Do farmera przyjeżdżają ze słowami pocieszenia dwaj starzy przyjaciele: burmistrz i szeryf. - Ależ tragedia dotknęła twojego syna! A farmer na to: - Ja nie wiem, czy to dla niego tragedia, czy też nie. Przyjaciele popatrzyli na siebie i odjechali myśląc sobie: - no tym razem to już całkiem zwariował człowiek.

Zbliżał się koniec wojny, gdy do miasteczka dotarła depesza z wiadomością, że cała paczka młodych z miasteczka zginęła w ciężkich walkach na Okinawie. Tymczasem farmer sprawił synowi protezy i ten znowu zaczął bywać w miasteczku, w którym pojawił się nadmiar kobiet gotowych do zamążpójścia. Młody pomimo kalectwa nie miał więc problemu ze znalezieniem przyszłej żony. Ożenił się, urodziły się dzieci, żył.

PS. Ja to sprawdziłem na sobie: - Nigdy nie wiemy, czy coś jest dla nas dobre, czy niedobre. Dopiero czas to pokazuje.

Również rzeczy wyglądają nieraz zupełnie inaczej niż nam się wydaje.


poniedziałek, 15 listopada 2021

Osiem dekad propagandy

Zaczyna się spełniać jeden z większych koszmarów globalnych planistów, którym inflacja wymyka się spod kontroli. Ci planiści chcą utrzymać na wszelkie możliwe sposoby narrację o jej tymczasowości, choć sami już w to nie wierzą. 

Rysuje się niestety czarny scenariusz przed kredytobiorcami. Atoli także przed każdym, kto trzyma pieniądze w banku, ponieważ rządzący ściemniają. A mówiąc konkretniej: - kłamią. Tak się dzieje właściwie w każdym polu informacyjnym, lecz powróćmy do problemu inflacji. Otóż nie ma piękniejszego od inflacji narzędzia do bezkarnego okradania społeczeństwa. Straciłeś? No widzisz, to przez inflację. W statystyce podstawą jest ustalona, stała metodologia. Ale zaraz, wtedy wszystko byłoby jak na patelni: każdy by zobaczył, że najpierw mleko się rozlewa, a za chwilę jest tego mleka wielka kałuża. (Nie przypadkiem jest na Śląsku gość o tym nazwisku).


Propaganda i związana z nią walka o władzę jest wpisana w historię ludzkości. Kiedyś tłumem sterowało się wygodnie z pomocą różnych wynalazków związanych ściśle z religią, ale zawsze zaliczanych do kija i marchewki: piekło i diabeł dla niesfornych, mityczne niebo po śmierci dla spolegliwych: - dziś oddaj kościółkowi wszystko, za to po śmierci pójdziesz do raju.

Jeśli ktoś był niesforny ponadprzeciętnie, zawsze można go było upiec na stosie (i okraść z majątku, jeśli go miał) ku uciesze gawiedzi. Dziś stosy już nie płoną, za to mamy telewizję i internet. Pewne uproszczenie: - TV robi wodę z mózgu przeważnie starszym, internet młodszym, lecz w jednym i drugim przypadku chodzi głównie o wyborców. Oraz żeby ludzie kupowali różne całkiem zbędne głupoty materialne, tudzież inne, rzekomo pomagające zdrowiu.

Niedawno okazało się (sygnalistka uciekła do Tajlandii), że Trump wygrał wybory wyłącznie dzięki propagandzie, a konkretnie zastosowaniu algorytmów przez firmę pijarową. Dlatego hasła: Nie daj się skołować, używaj własnego rozumu, filtruj informacje, nie ufaj - będą zawsze aktualne.

Dziś ludzie stają się powoli biomasą przetwarzaną przez algorytmy. AI zbiera na razie wszystkie możliwe informacje o nas i uczy się. Niestety uczy się także od ludzkich kanalii prących do władzy – od polityków. A to taki rodzaj ludzi, którzy byliby gotowi dla władzy podpisać cyrograf z diabłem, tudzież zjeść nie tylko własne gówno. Podobno jest opozycja. Podobno, bo za zamkniętymi drzwiami poklepują się po plecach, są ze sobą na ty, razem piją i knują.

Zwykłemu obywatelowi nic do tego, on ma pilnować swojej miski ryżu, jednak dla przedsiębiorców rząd szykuje pakiet ratunkowy. 


Polecam na Youtube - 8 dekad propagandy. Jacek Fedorowicz. Bezbłędna polszczyzna. 

poniedziałek, 8 lutego 2021

Cuda nowoczesnej ekonomii

Skąd bierze się mleko? Ze sklepu.                                                                                                                A ja myślałem że od krowy.                                                                                          

 A pieniądze skąd są?                                                                                                           Z banku.                                                                                                                                

A ja myślałem, że dostaje się je za pracę.

 

7 najbardziej zadłużonych państw (% PKB):

1. Luksemburg 421,1
2. Japonia 379,6
3. Hongkong 361
4. Belgia 338,7
5. Francja 329,3
6. Holandia 325,4
7. Kanada 305,7

Nieco inna kolejność jest w wymiarze makro – tu na pierwszym miejscu Ameryka, Chiny drugie.

Do hotelu wszedł klient z zamiarem wynajęcia pokoju. Szef hotelu powiedział, że ma wolny pokój za 500 euro i należy płacić z góry. Klient zapłacił i poszedł obejrzeć pokój. Szef wręcza te 500 recepcjoniście z poleceniem zapłacenia długu u rzeźnika. Rzeźnik posyła chłopaka z tą pięćsetką do burdelu, by zapłacić dług u burdelmamy. Burdelmama daje pięćsetkę rozrywkowej pracownicy i każe jej iść do hotelu, by spłacić tamtejszy dług. Szef hotelu ma te pieniądze jeszcze w ręce, gdy schodzi klient rezygnujący z pokoju. Klient chowa  forsę do portfela i wychodzi. Wszystkie długi popłacone pieniędzmi niedoszłego klienta, a on ich nie stracił.                                                              

Gdzie jest sekret tych transakcji? Czy świat właśnie tak teraz funkcjonuje? Witamy w raju MMT!