Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka kwantowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka kwantowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lutego 2025

Cyfra 8

 


Księga Przemian I – Cing, czyli Mądrość Pokoleń. O dziwo znajduje się w tej starej Księdze (pochodzi sprzed 4 tysięcy lat) czwarty wymiar - Czas, niby dołożony dopiero przez Einsteina. Azaliż jest tu także piąty wymiar spoza sfery fizyki kwantowej – Nawigacja.

Jak wygląda I – Cing w zapisie liczbowym?

To 8 do potęgi czwartej, czyli 4096 możliwości.

Pole szachownicy ma 8 pól na 8, czyli 8 do drugiej potęgi.

8 poziome to Nieskończoność.

4, 8, 64, 4096.

Na Księdze Przemian oparte są trzy wielkie chińskie filozofie: taoizm, konfucjanizm i buddyzm.

Ósemkę spotykamy w przyrodzie. Pająki i skorpiony mają osiem nóg. Ośmiornica ma osiem odnóży (i trzy serca).

Ósemka występuje w angielskim systemie miar i wag.

Układ Słoneczny składa się z ośmiu planet.

Silnik V8. 

poniedziałek, 21 października 2024

Życie ma termin ważności

 


Wydaje się, że całkiem słuszny jest następujący wniosek, dotyczący wszystkich gałęzi nauki:

- Nadrzędnym pojęciem panującym w naszym poznaniu, od kosmologii i astrofizyki, poprzez biologię, geologię aż po fizykę kwantową, jest ewolucja rozumiana jako rozwój.                                       

- Ten rozwój po pierwsze primo następuje od początkowych stanów prostych do rosnących zawiłości.

- Po drugie primo: - Jest on nieodwracalny w czasie, identycznie jak biologiczne starzenie się ludzkiego organizmu.

Oto z gazów rozproszonych w próżni, głównie z wodoru, powstają skupienia, a następnie galaktyki spiralne. Gwiazdy z kolei powstają jako kondensaty w ramionach spiralnych galaktyk. Teraz do dzieła przystępuje grawitacja, która ściska je dopóty, aż rozbłyśnie w nich reakcja nuklearna rodząca coraz cięższe pierwiastki, do kresu wypalenia paliwa nuklearnego, co powoduje zapaść gwiazdy i powstanie supernowej.


Pierwiastki wyrzucane eksplozjami dają początek rodzącym się planetom krążącym wokół gwiazd następnej generacji, które także na koniec wygasają. Ten cykl opisuje działanie dobrze nam znanej Miss Ewolucji.                                                          

Jest to działanie nieodwracalne i nigdy się w swym biegu nie zatrzyma, aż do chwili, gdy po miliardach lat cały Wszechświat utonie w mroku. 

Smutno to brzmi? 

Niezupełnie, ponieważ wniosek praktyczny wynikający z powyższych wynurzeń jest żaden, właśnie z powodu tej ogromnej skali czasowej potrzebnej choćby do wypalenia naszego Słońca.

   Czyli są to jedynie rozważania filozoficzne prowadzone dla higieny umysłu, aby rozum nie zardzewiał.

Jako poszukiwacz konkretów mogę stwierdzić, że:

- Internet jest wspaniałym wynalazkiem, azaliż w sieci mamy 90% śmiecia informacyjnego. Śmiecia, propagandy, tudzież zwykłych kłamstw nazywanych dziś fejkami i trzeba  wśród tego ogłupiającego bagna umieć się odnaleźć.

- Po drugie primo pamiętajmy, że wszystko co dobre jest proste. Otacza nas ocean słów – czytaj bełkotu. Na przykład zalew „proroctw”, charakterystyczny dla Czasów Chaosu.

Edgar Cayce (śpiący prorok), postać zweryfikowana przez upływ czasu, na którego często się powołuję, podawał aliści konkrety. Na przykład rok 2100 jako datę ogólnoświatowego trzęsienia Ziemi i zatopienia części USA, Europy i Japonii. A to przecież wystarczająco daleka przyszłość, aby sobie tym głowy nie zaprzątać.

Lepiej cieszmy się życiem, oczywiście po warunkiem, że chce się chcieć.


poniedziałek, 4 marca 2024

Diesenberg 1935

 

Twardy orzech do zgryzienia, albo ciąg dalszy paradoksu babci.

Pewnemu biednemu wynalazcy wreszcie się powiodło: - po wielu latach nieudanych prób skonstruował wehikuł czasu. A pora już była po temu najwyższa, ponieważ bank, od którego pożyczył pieniądze, stracił cierpliwość i zażądał natychmiastowej spłaty długu.

     Nasz bohater postanawia dopomóc szczęściu: - wsiada do wehikułu i niezwłocznie przenosi się o tydzień w przyszłość. Tam sprawdza jakie liczby padły w totolotku. Zapisuje wylosowane numery, sprawdza listę wygrywających na której nie ma jego nazwiska, wraca, wypełnia kupon i jak się można było spodziewać, przy najbliższym losowaniu wygrywa główną nagrodę.

Spłaca kredyt. Spada mu ciężki kamień z serca tak nagle, że ledwo zdążył cofnąć stopę. Ufff!

    Ta wygrana nie jest dla niego zaskoczeniem, atoli jedna rzecz zaczyna go gnębić – nie potrafi zrozumieć dlaczego obok wygranej z ubiegłego tygodnia nie było jego nazwiska.

I w tym miejscu pojawia się nasz sławny paradoks babci, wyjaśniany przez fizyków kwantowych za pomocą teorii wielu światów, czy też światów równoległych.

Klasycznym przykładem ilustrującym tę teorię jest tak zwany kot Schrödingera ze słynnego eksperymentu myślowego wiedeńskiego fizyka, laureata Nagrody Nobla, Erwina Schrödingera (1887-1961).

    Zadajemy pytanie - Czy zdarzało się, że człowiek został w jakiś niewyjaśniony sposób przeniesiony w inny okres czasowy, czy też w świat równoległy, po czym wrócił?

Zdarzało się i to wielokrotnie! Opisywałem między innymi relacje z Dziur w Czasie.

Jaki wpływ na ludzką psychikę miały takie zdarzenia?

Ogromny. Ludzie po takim zdarzeniu znajdowali się w szoku, byli psychicznie rozdarci, zmieszani i wstrząśnięci! Najczęściej potrzebowali pomocy psychiatry, żeby dojść ze sobą do ładu, a ich relacje uznawane były co najmniej za niewiarygodne.

Często nigdy już nie dochodzili ze sobą do ładu.

Zostawali uznawani za wariatów, albo wręcz sami się za takich uznawali. Człowiek bowiem jest z natury logiczny i jeśli czegoś w znany sobie sposób (posługując się zawężonym aparatem poznawczym indoktrynacji społecznej) nie potrafi wyjaśnić – wypiera sprawę ze świadomości, albo poddaje się mniemaniu ogółu, uznając: „normalny to ja nie jestem”.

 

Oto przypadek z 1969 roku, opisany w magazynie „Strange Magazine 2”:

   Mężczyzna o inicjałach L.C. podróżował w interesach ze swoim przyjacielem biznesmenem. Właśnie zjedli lunch w małej mieścinie Abberville w południowo-zachodniej Luizjanie. Wsiedli do samochodu i ruszyli autostradą 167 do pobliskiego miasta Lafayette. Rozmawiali o interesach. Działo się to 20 października 1969 roku około godziny 13.30.

Był piękny wczesnojesienny dzień, niebo bezchmurne, dość ciepłe powietrze, dlatego szyby samochodu były opuszczone.

      Na autostradzie nie było prawie ruchu. Po jakimś czasie zaczęli się zbliżać do wolno jadącego przed nimi starego samochodu ocenionego ogólnie mianem Oldtimer.

Kiedy zbliżyli się do tego reliktu przeszłości, skupili na nim uwagę całkowicie, ponieważ wyglądał, jakby dopiero co wyjechał z wystawy starych samochodów.

Z tyłu miał jaskrawopomarańczową tablicę rejestracyjną z wyraźnie wypisanym rokiem 1940. Było to nie tylko dziwne, ale i przypuszczalnie zabronione, chyba że samochód miał specjalne zezwolenie, na przykład z uwagi na uczestnictwo w rajdzie starych maszyn.

     L.C. i jego towarzysz nie mogli się powstrzymać od głośnych komentarzy, ponieważ akurat zwolnili jadąc równolegle z „zabytkiem” i zdumieni podziwiali jego stan jak „spod igły”. Czerwony lakier błyszczał nowością, jakby został położony wczoraj, olśniewała biel na bokach opon klasy Lux, a chromowane chrapy, szprychy, zderzaki, chłodnica, oraz inne metalowe części odbijały refleksy słońca. 

- Toż to istne cudeńko ! - zachwycił się L.C, gdy jego kolega wolniutko wyprzedzał opisywane cacko.

Podczas powolnego wyprzedzania, L.C. siedzący obok kierowcy zobaczył, że za kierownicą siedzi młoda kobieta ubrana w stylu lat 40. W roku 1969 kobieta w kapeluszu z długim kolorowym piórem i futrze – odstawała delikatnie mówiąc – od obowiązującej mody. Na siedzeniu obok kobiety stało (!) dziecko – mała dziewczynka, ubrana w płaszcz z kapturem. Okna tego samochodu były zamknięte, co także zdziwiło L.C. ponieważ było to nieprzystające do pogody.

     Gdy zrównali się z wyprzedzanym pojazdem, który został przez L.C rozpoznany jako Diesenberg 1935, ten przeraził się na widok wyrazu twarzy kobiety siedzącej za kierownicą. Była ona w wyraźnej panice. Przerażona i bliska płaczu wpatrywała się z napięciem w drogę przed sobą, oglądała się także do tyłu, tak jakby coś zgubiła, albo wyglądała ratunku.


L.C. krzyknął do kobiety, czy potrzebuje pomocy. Przytaknęła skinieniem głowy, spoglądając ze zdziwieniem w dół na ich samochód (stare samochody miały o wiele wyższe podwozia)

L.C. pokazał jej na migi, aby zjechała na pobocze i zatrzymała się. Musiał kilkakrotnie powtórzyć prośbę gestami i bezgłośnym poruszaniem warg, gdyż kobieta nie opuściła szyby w swoim samochodzie przez co miała wyraźne trudności ze zrozumieniem.

Kiedy wreszcie zobaczyli, że kobieta zjeżdża wolno na pobocze, wyprzedzili ją, również zjechali na pobocze i zatrzymali się. Kiedy wysiedli z samochodu i spojrzeli za siebie, ze zdumieniem stwierdzili, że Diesenberga nie ma!


Zniknął! - Zupełnie jakby rozpłynął się powietrzu!

Obaj biznesmeni stali z opadniętymi szczękami nie pojmując co się stało.

W tym momencie zatrzymał się obok nich inny samochód, a jego kierowca wypada i w podnieceniu powtarza pytanie: - Co to było!? Co to było? Co się stało z tym starym samochodem!?

Po chwili nieco ochłonął i opowiedział jak to wyglądało z jego strony.

Oto jechał w pewnej odległości za nimi i naraz zobaczył, jak się zrównują ze starym samochodem. Ponieważ oba pojazdy jechały w żółwim tempie, musiał zwolnić. Oczekiwał, że współczesny samochód wyprzedzi starego grata, a chwilowo współcześni pewnie rugają zawalidrogę.

    Potem oba pojazdy zaczęły zjeżdżać na pobocze, a on był coraz bliżej. Na moment auto na wysokim podwoziu zasłoniło mu współczesny samochód, po czym nagle zniknęło bez śladu!

Na poboczu zobaczył tylko jeden samochód. Zdezorientowany podjechał zatrzymując swój pojazd i wysiadł, aby dowiedzieć się co to było?!

Trzej mężczyźni przez godzinę kręcili się po najbliższej okolicy, potem opowiadali sobie nawzajem o tym, co widzieli. Ten drugi kierowca pochodził z innego stanu i upierał się żeby powiadomić policję. L.C i jego kolega nie chcieli słyszeć o policji, nie chcieli dziennikarzy i rozgłosu obawiając się utraty wiarygodności w oczach klientów. Wreszcie wymienili się adresami i przez wiele lat pozostawali w kontakcie, tylko po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że dziwne zdarzenie, którego byli świadkami, zdarzyło się naprawdę.

 

czwartek, 19 października 2023

Mądry pies

 


Fizyka kwantowa uczy, że wszystko jest połączone ze wszystkim, a jedno słowo wywołuje kolejny wątek. Takim ostatnim słowem z bloga, wywołującym temat, było słowo PIES.

     Jak wiemy, jesteśmy dziś zasypywani śmieciem informacyjnym, w tym także zwykłymi kłamstwami. Wydaje się, że skłonność do konfabulacji ludzie mają zapisaną w genach.

   Z tego powodu staram się pisać o faktach po wielokroć sprawdzonych, a więc najlepiej sprzed wielu lat.

Czas bowiem jest nie tylko jest najlepszym lekarzem dla duszy, ale także bezwzględnie weryfikuje wydarzenia.

    Oto w roku 1953 pewne, niby błahe wydarzenie nabiera wagi. W East Greenwich (Rhode Island) gwałtowną popularność zdobywa pewien pies. Okazuje się, że ten pies potrafi porozumiewać się bez słów.

     - Jak to bez słów?

- Ano tak. Człowiek mówi, pies szczeka.

Czy nie miałeś nigdy Czytelniku bliskiego kontaktu z psem, któremu wściekłość odebrała rozum?

Taki pies nie myśli. Także rozwścieczony człowiek, w pewnych sytuacjach nie myśli, nie różniąc się w tym momencie od psa. Czy mam dać przykład?

   Zupełnie inna sytuacja bywa w chwilach, kiedy patrzysz w oczy psa i próbujesz nawiązać z nim mentalną nić porozumienia i widzisz Zrozumienie. Czujesz, że pies odbiera twoje myśli, a ty odbierasz jego myśli. 


Ale dość wynurzeń.

     Dr Henry Nugent, z Rhode Island College of Education, badając wyżej wymienionego psa, powiedział, że nie tylko jest on żywą zagadką, zagadką porywającą, ale i zagadką wstrząsającą zarazem.

    Inny badacz, który włączył się w temat badania niezwykłego psa, ojciec badań nad parapsychologią - J.B. Rhine, nazwał tego niezwykłego psiaka – „ zdumiewającą istotą, której zdolności nie sposób wyjaśnić w sposób ludzki”.

     Właściciele psa, państwo Wood, nazywali tego niezupełnie rasowego beagle’a imieniem Chris. Przyjaciel rodziny, specjalizujący się w uczeniu psów opowiadał, że jednego ze swych psów nauczył liczyć do dziesięciu.

     Czy Chris to potrafił?

Chris umiał nieco więcej. Okazało się, że znał się na rachunkach lepiej od swoich właścicieli. Najpierw liczył do miliona, pierwiastkował w swojej psiej pamięci i jeśli chodzi o matematykę, mógłby zdać do niejednej szkoły.

     Sprawa stała się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej.

Opracowano system porozumiewania się z psem. Do akcji wkroczyli fachowcy, podjęto różnorakie niesamowite eksperymenty. Być może napiszę o tych eksperymentach.

   Wróćmy do matematyki.

Mając matematyków za rywali (wybitnych matematyków) Chris rozwiązał zadanie testowe w ciągu czterech minut, a to samo zadanie pierwszemu z dwunożnych mistrzów zajęło minut dziesięć!

     Wielka, ogromna konsternacja!

Po kilkunastu minutach naukowcy jednak ochłonęli i zadają Chrisowi proste pytanie: - Jak tego dokonałeś?

- Pada odpowiedź: - mądry pies.


P.S.  Jak powyższy wpis ma się do naszej polskiej rzeczywistości? Ano jest gościu, który patrzy na nas z telewizora i ma ksywkę Pies. Ten ma z kolei rzadką umiejętność rozmowy plecami. Azaliż wizerunku owego Czytelnikom oszczędzę. 





wtorek, 25 kwietnia 2023

Ogród o rozwidlających się ścieżkach

                        


W podejściu Stephena Hawkinga tunele czasoprzestrzenne łączą i to trwale, nasz Wszechświat z miliardami Wszechświatów równoległych, azaliż rozmiary tych tuneli są niezwykle małe, bliskie długości Plancka (około sto miliardów miliardów(dwa razy miliardów) mniejsze od protonu), a więc zbyt małe, aby przez nie przejść.

Nie wyklucza to jednak możliwości, rzadkiej co prawda, ale zgodnej z prawami fizyki, że ktoś wejdzie do bliźniaczego Wszechświata, który jest niemal identyczny z naszym, za wyjątkiem pewnej niewielkiej, acz istotnej różnicy.

Właśnie to zagadnienie niewielkiej, acz istotnej różnicy zostało wykorzystane przez Johna Wyndhama w opowiadaniu Random Quest.

Otóż bohater opowieści, Trafford - brytyjski fizyk jądrowy, cudem unika śmierci podczas wybuchu w trakcie nieudanego eksperymentu jądrowego w 1954 roku.

      Dzieje się coś dziwnego, ponieważ po wypadku Trafford powinien znaleźć się w szpitalu, a on budzi się samotnie, bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu, w odległej dzielnicy Londynu. Początkowo z ulgą zauważa, że wszystko wokół wygląda normalnie, lecz wkrótce odkrywa, że jednak coś jest nie tak.


Bohater opowieści wychodzi na ulicę i patrzy na nagłówki gazet, które brzmią absurdalnie: - Nie wynaleziono bomby atomowej, a drugiej wojny światowej nie było!

Historia świata uległa zmianie.

Jako fizyk domyśla się, że znalazł się w świecie równoległym. Idzie dalej i przystaje przed oknem księgarni. Spogląda na bestseller wyeksponowany za szybą i ze zdumieniem zauważa swoje nazwisko wraz ze zdjęciem na okładce książki. Wstrząśnięty (i zmieszany) konstatuje: – oto jego sobowtór w tym równoległym świecie jest pisarzem, a nie fizykiem jądrowym.

     Czy to wszystko mu się śni?

Niezupełnie. Przed laty rzeczywiście miał chęć pisać książki, sporo o tym myślał, ale zdecydował jednak o karierze fizyka. Najwyraźniej to świat równoległy dokonał za niego wyboru, który rozpatrywał.

  Każdy niesie ze sobą jakiś Tobołek Marzeń. To ciekawe, bo pewnie także Ty, Czytelniczko - Czytelniku zastanawiałaś się nieraz „co by było, gdyby …”: 

- Gdybym wyszła za mąż za innego? Gdybym ożenił się z moją pierwszą dziewczyną?

- Albo w ogóle się nie żenił? Albo zajął się w życiu czymś innym niż się zajmuję, to co by było? Czy to byłoby lepsze dla mnie, czy gorsze?

Otóż można to byłoby sprawdzić, ale tylko w jeden sposób: - trzeba byłoby zajrzeć do świata równoległego, w którym nasz sobowtór żyje według jednego z tych naszych innych rozważanych scenariuszy.

Być może tak się dzieje, że w chwili konieczności dokonania istotnego wyboru dalszej drogi życiowej, pojawia się z automatu nasz nowy sobowtór w kolejnym świecie i żyje w nim według rozpatrywanych, a w końcu odrzucanych przez nas wszystkich "za i przeciw". Zastanawiając się nad tym "co dalej", każdy staje się programistą kolejnych swoich sobowtórów, w kolejnych równoległych światach. Przecież mistycy od wieków sygnalizują taką możliwość słowami: - wszystko z myśli się bierze, myślami kreujemy rzeczywistość. 

I akurat taką hipotezę przedstawił już 1957 roku fizyk Hugh Everett: - według niego cały Wszechświat podczas swej ewolucji ulega nieustannemu dzieleniu się „na pół”, jak rozgałęziająca się droga. Tę myśl z kolei rozwinął argentyński pisarz Jorge Borges w „Ogrodzie o rozwidlających się ścieżkach” – gdzie czas rozgałęzia się ciągle w kierunku niezliczonych przyszłości.

          Atoli wyżej opisane pomysły nie cieszą się popularnością wśród fizyków. Chociaż są one równoważne matematycznie zwykłym interpretacjom fizyki kwantowej, doprowadzają skostniałych, ortodoksyjnych naukowców do szału, gdyż dla nich idea nieskończonej ilości światów równoległych jest burzycielką tego co uwielbiają – oni kochają tylko swoją jedynie słuszną wiedzę i raz na zawsze ustalone reguły.

 Dlatego dbając o psychikę uciszają nękający ich filozoficzny koszmar wielości światów, stosując zasadę fizyczną, zwaną brzytwą Ockhama, według której trzeba zawsze wybierać najprostszą drogę i ignorować bardziej zawiłe alternatywy, zwłaszcza wtedy, gdy nigdy nie będzie można ich sprawdzić.

To wydaje się słuszne, gdyż wiemy, że wszystko co dobre jest proste.

       Artykuł ze starej gazety pod tytułem „proste pytanie”.

- Tłumy witały na lotnisku w Paryżu Charlesa Lindbergha, który właśnie przeleciał samotnie Atlantyk w ciągu 33 i pół godziny bez lądowania. Wszyscy byli zachwyceni i pełni podziwu dla bohaterskiego lotnika. Wszyscy, oprócz małej dziewczynki, która zadała rzeczowe, tudzież proste pytanie:

- Mamo, a kiedy on robił siusiu? 

wtorek, 18 kwietnia 2023

Lustro Alicji


Jak wiemy, Wszystko łączy się ze Wszystkim. Stopniowo powinno do nas docierać, że za ten magicznie połączony świat odpowiadają niewidzialne nici fizyki kwantowej.

Od czasów Riemanna matematycy badali własności wielokrotnie połączonych przestrzeni, w których różne obszary przestrzeni i czasu są ze sobą splecione. Fizycy, którzy kiedyś myśleli, ze jest to jedynie ćwiczenie intelektualne, teraz już poważnie badają wielokrotnie połączone światy, jako praktyczny model Wszechświata.

Według Hawkinga razem z naszym Wszechświatem może współistnieć nieskończona liczba Wszechświatów Alternatywnych, połączonych między sobą siecią przeplatających się tuneli czasoprzestrzennych.

      Modele te stanowią naukowy odpowiednik lustra Alicji. Kiedy Biały Królik - Lewisa Carolla wpada przez króliczą norkę do Krainy Czarów, w rzeczywistości wpada do tunelu.


Tunele czasoprzestrzenne stanowią fascynujący przedmiot badań, atoli najbardziej intrygującym pojęciem jakie można wyłowić podczas dyskusji o hiperprzestrzeni, są podróże w czasie. W filmie Powrót do przyszłości, Michael Fox podróżuje wstecz w czasie i spotyka własnych rodziców, gdy byli nastolatkami i się jeszcze nawet nie poznali. Wyłania się problem, kiedy przyszła matka Foxa zamiast w przyszłym ojcu, zakochuje się w Foxie, a ojca odtrąca.

     Powstaje pytanie: - w jaki sposób Fox pojawi się w takim razie na świecie, jeśli jego rodzice nie pobiorą się i nie będą mieć dzieci?

 

         Tunele czasoprzestrzenne.

W roku 1988, Kip Thorne, fizyk z California Institute of Technologie, wraz ze współpracownikami wysunął hipotezę, że podróże w czasie są prawdopodobne i realne. Teza ta została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „Psychical Reviev Letters”.

Był to pierwszy przypadek (w erze nowożytnej, jak pewnie by dodał Oppenheimer) kiedy powszechnie szanowani fizycy w sposób naukowo spójny przedstawili teorię dotyczącą zmiany kierunku upływu czasu, w tym przypadku podróży w przeszłość.

Jak pamiętamy, w filmie Wehikuł Czasu H.G.Wellsa, w kapsule należało obrócić i ustawić tarczę sterowniczą na wybrany rok i dzień, a potem tylko przesunąć dźwignię napędu.                          

      Kip Thorne zasygnalizował od razu, że stworzenie tunelu będzie wymagać wielkich ilości energii, co przekracza obecne możliwości Ziemian. Przewiduje, że upłynie kilkaset lat, zanim ludzkość upora się z tym problemem.    

        Od 1945 roku całkowita suma wiedzy naukowej podwaja się co 20 lat. Postęp ten w bieżącym stuleciu może osiągnąć niewyobrażalny poziom, który pozwoli przewidzieć czas, gdy nie tylko naukowcy zaczną czerpać korzyści z teorii hiperprzestrzeni.

Inną zadziwiającą konsekwencją fizyki tuneli jest możliwość stworzenia w laboratorium własnego wszechświata! I niech teraz ktoś powie, czy polski pisarz Stanisław Lem nie zawarł proroczych myśli w noweli Kobyszcze.

Przejścia między naszym Wszechświatem i innymi wymiarami są ulubionym wątkiem literackim. Autorzy literatury fantastycznej nie potrafią się obyć bez wyższych wymiarów, sięgając do hiperprzestrzeni, w której statki kosmiczne zakrzywiają przestrzeń wokół siebie.

Zainteresowanie wyższymi wymiarami osiągnęło szczyt  między 1870 a 1920 rokiem. Czwarty wymiar Einsteina pojawił się w książkach Oskara Wilde’a, Fiodora Dostojewskiego, Josepha Conrada, czy H.G.Wellsa. Temat fascynował wiele osobistości: - Wiliama Jamesa i Gertrudę Stein. Także inspirował Pabla Picassa, czy Salvadora Dali. Wpłynął na kubizm i ekspresjonizm,

Matematyków również intrygowały nietypowe geometrie poddające w wątpliwość obowiązujący porządek świata. Więc jeszcze raz pojawia się Lewis Caroll, ten niezwykły wykładowca matematyki w Oksfordzie, uszczęśliwiający pokolenia uczniów książkami, w których Alicja przedostaje się na drugą stronę lustra i wchodzi do Krainy Czarów, gdzie magiczne grzyby zmieniają dzieci w olbrzymów, a Szaleni Kapelusznicy obchodzą „Nieurodziny”.


Lustro jest przejściem, łączącym w jakiś niepojęty sposób  świat Alicji z dziwnym krajem, gdzie wszyscy mówią zagadkami, a zdrowy rozsądek okazuje się rozsądkiem chorym.


Niektóre z tych pomysłów Carolla wywodzą się z idei sformułowanych przez wielkiego niemieckiego matematyka Georga Riemanna, który jako pierwszy stworzył matematyczne podstawy geometrii wielowymiarowej przestrzeni. Riemann zmienił kierunek rozwoju matematyki, wykazując, że te dziwnie wyglądające dla laika światy, są całkowicie spójne i podlegają swojej własnej wewnętrznej logice. Te równoległe światy są podobne do stosu kartek papieru. Każda kartka to inny świat, w którym życie toczy się niezależnie od innych. Jednak w pewnych warunkach płaszczyzny kartek mogą się przeciąć tworząc otwór-przejście do innego świata.

      Nic dziwnego, że książki o Alicji zrobiły furorę, ponieważ dzieci są bardziej otwarte na nowe idee w porównaniu z dorosłymi. Bowiem, mówiąc łagodnie, przesądy dorosłych dotyczące przestrzeni i logiki utrwalają się z czasem. A formułując rzecz konkretniej należy stwierdzić, że większość dorosłych zatrzymuje się na pewnym, niezbyt wysokim poziomie rozwoju.


Teoria wyższych wymiarów Riemanna w interpretacji Lewisa Carrolla weszła na stałe do kanonu literatury, dając zaczyn dla kolejnych utworów klasyki – Krainy Oz, czy Nibylandii Piotrusia Pana.

        Teoria Riemanna, choć matematycznie intrygująca, była z powodu niesprawdzalności powoli odrzucana i uznawana za niepoważną, a uczeni zajmujący się zagadnieniem, ryzykowali swoją reputacją. Wszak szeregi Beocjan są liczne w każdym czasie, a do tego zwarte i gotowe do ataku.

Dopiero dziś, z perspektywy nowoczesnej fizyki, wiemy, że hiperprzestrzeń upraszcza prawa przyrody, umożliwiając zjednoczenie wszystkich sił natury. 

wtorek, 28 marca 2023

Dotknąć Boga

 


Fizycy kwantowi twierdzą, że można usłyszeć bose stąpania Boga, ale to nie to samo, co dotknąć….

Żeby Go usłyszeć potrzebne jest zgłębienie tajemnicy anomalii  przestrzennych. Tak mówią Thorn,  Guth i Freund, a to są dopiero goście. Oni przypominają tylko, że energia potrzebna do zgłębienia dziesiątego wymiaru jest tysiąc bilionów razy większa od energii, którą można uzyskać w naszych największych akceleratorach.

     Skręcanie czasu i przestrzeni w węzły wymaga bowiem olbrzymiej, niewyobrażalnej energii. I to pozostanie poza naszymi możliwościami przez kilka najbliższych stuleci.

Wszystkie narody świata musiałyby zjednoczyć wysiłki, by zbudować  urządzenie do badania hiperprzestrzeni, a to jest po pierwsze primo niemożliwe z powodu  słowa "jedność". Jedności nigdy nie było i nie będzie, bo podobno diabeł miesza. W polskiej rzeczywistości na przykład jest kilku takich diabłów i w efekcie jedności nie ma nawet w rodzinie.

    W każdym razie Guth i spółka uważają, że temperatura potrzebna do stworzenia niemowlęcego Wszechświata w laboratorium, przewyższa wszystko to, co się dzieje w samym środku gwiazdy.

Jednocześnie dowiadujemy się, że w świetle praw teorii Einsteina i teorii kwantowej podróże w czasie są możliwe, atoli zarazem pozostają poza zasięgiem Ziemian. Potrafimy zaledwie wydostać się spod wpływu słabego pola grawitacyjnego swojej planety.

      Możemy tylko podziwiać matematyczno-teoretyczne wyniki badań tuneli czasoprzestrzennych, bo ich potencjał jest dla nas niedostępny. Rzecz ma się zupełnie inaczej w przypadku naprawdę wysoko rozwiniętych pozaziemskich cywilizacji.

      Owszem, był taki moment, kiedy olbrzymia energia niezbędna dla wehikułu czasu była na wyciągnięcie ręki: - działo się to podczas Narodzin Wszechświata.

      Tu przypomnę kolejną prawdę: - teorii hiperprzestrzeni nie można (na szczęście) sprawdzić za pomocą nawet największego akceleratora, a to jest dobre, ponieważ ta zabawa w Boga, mogłaby wyjść Ziemianom bokiem. 

W każdym razie w chwili Wielkiego Wybuchu mamy w akcji całą potęgę hiperprzestrzeni. Stwarza to ekscytującą naukowców możliwość odkrycia tajemnicy pochodzenia Wszechświata.

                                   Wszechświat Towarzyszący

Przed Wielkim Wybuchem nasz kosmos był doskonałym dziesięciowymiarowym Wszechświatem, w którym istniała możliwość podróży między wymiarami.

Ten dziesięciowymiarowy świat był jednak niestabilny i w końcu „załamał się”, tworząc dwa oddzielne Wszechświaty – cztero – i sześciowymiarowy.

 Wszechświat w którym żyjemy jest czterowymiarowy i narodził się we wspomnianym wyżej kataklizmie, po czym zaczął się gwałtownie rozszerzać. Natomiast nasz bliźniaczy Wszechświat sześciowymiarowy szybko się skurczył, aż stał się nieskończenie małą kulką o wymiarach stałej Plancka.

Teoria ta ukazuje, że szybka ekspansja Wszechświata była jedynie niewielką reakcją na dużo większy kataklizm: - załamanie się przestrzeni i czasu. Energia napędzająca ekspansje naszego czterowymiarowego Wszechświata jest zgodnie z tą teorią pozyskiwana z zapadania się dziesięciowymiarowej czasoprzestrzeni. Odległe gwiazdy i galaktyki oddalają się od nas z astronomicznymi prędkościami wskutek początkowego zapadnięcia się dziesięciowymiarowej przestrzeni i czasu.

     Nasz Wszechświat ma więc skarlałego bliźniaka – jest to Wszechświat Towarzyszący, który zwinął się w sześciowymiarową kulkę, tak małą, że nie można jej obserwować.

Co dalej z tym fantem? Ano z pewnością ten nasz bliźniaczy sześciowymiarowy Wszechświat do czegoś służy, nie jest bezużyteczny. Jak wiemy przypadków nie ma. Mało tego, ten bliźniak może okazać się dla Ziemi zbawieniem w Czasach Ostatecznych.

czwartek, 2 lutego 2023

Matematyka teatralna


Matematyka teatralna?
A co, gdyby okazało się, że z pomocą tej matematyki da się skutecznie zarabiać pieniądze? Wtedy ona przestanie być teatralna, a stanie się dla nas miło-pieniężna i szybko zapiszemy ją do ulubionych.

Fizycy kwantowi mają w sobie coś z poetów, skoro potrafią się zachwycać pięknem równań matematycznych, zaliczając je do Symfonii Wszechświata.

    Zazdrośnicy, którzy pojawiają się przecież w każdej dziedzinie, twierdzą, że biegły matematyk jest w stanie udowodnić właściwie wszystko, a osiągnięcia czołówki Pięknych Umysłów nazywają złośliwie matematyką teatralną.

A kit zazdrośnikom w oko.

Biegły matematyk jest w stanie uzyskać w sposób przejrzysty każdą liczbę, każdy wynik, stosując swego rodzaju żonglerkę liczbami. Ale nie o żonglerkę tu chodzi. To nie są przypadkowe równania, ani liczby nie są przypadkowe, każda z nich niesie w sobie informację

Dziś przypomnę, że przed fizykami kwantowymi, Symfonią Wszechświata zajmowali się mistycy. Działo się to od zarania dziejów, ale jako przykład podam rzecz z X wieku naszej ery, mianowicie Księgę Zohar. Czyli Drzewo Życia i Kabała. 


                                                                                                                                  

Kabałą zainteresowałem się, kiedy przeczytałem, że kk ją potępia.

- Ocho! – myślę sobie – skoro główny wróg Wolnej Myśli wypowiada taką opinię, to już tylko z tego powodu warto zapoznać się ze sprawą.

O Księdze Zohar i jej prostej i pięknej matematyce połączonej z poezją słów pisałem już obszernie.

Alfabet hebrajski ma 22 litery, a każda rzecz ma przyporządkowaną cyfrę lub liczbę.

Ojciec to 3, matka 41.
Ojciec + matka to 44, czyli dziecko. Ojciec to – aw, bet to dziecko. Aw-bet, alef-bet, alfa-bet.

Jeden alfabet oznacza ojca, drugi alfabet – matkę.

22 + 22 = 44 i znowu mamy dziecko.


W Księdze Zohar znajdujemy metodę  kolel. Tą metodą dochodzimy do liczby pouczeń Tory.

A Tora to przecież fundament. To fantastyczna boska układanka. Jest w niej zawarty kod – szyfr, dotyczący zdarzeń przyszłych. Były wpisy na blogu. (Książka „Kod Biblii, Michael Drosnin)

Izaak Newton odkrył ten kod.

Jednak przed nim był Nostradamus.

O metodzie kolel, czyli + 1, sama Tora mówi tak:               

Efraim i Manasses będą jak Ruben i Symeon. Mamy zatem równanie:                                                                                                                                         

331 + 395  =  259  +  466  + 1                                                                                                                  

Jeśli przeniesiemy 259 na lewą stronę ze znakiem minus, a 395 na prawo ze znakiem minus, otrzymamy                                                                                                                                                                                                            

72  =  72  (Fibo 144)

                                              

Te wszystkie kabalistyczne liczby mają swoją wagę, przykładowo 259 – Ruben.

Metoda kolel: 259 + 1 = 260, czyli liczba dni w Kalendarzu Majów, a jednocześnie w kalendarzu starożytnych Egipcjan. Skostniała, tradycyjna nauka „wyjaśnia”, że ta sama liczba dni w obu kalendarzach to przypadek, bo azaliż starożytni podobno nie komunikowali się.

Fizycy kwantowi  natomiast stawiają sprawę jasno: - przypadki są tylko w gramatyce.

 

poniedziałek, 23 stycznia 2023

Nie tylko góral się waha

Dwa słowa o giełdzie, a konkretnie o kolejnych datach zwrotu dla Wigu 20. Będę o nich jak najbardziej, tudzież dalej pisał, ponieważ Magiczne Liczby, które służą do ich liczenia są moją pasją. Waham się tylko jak to w tym roku robić, bo dylemat mam taki: - podawać je z wyprzedzeniem, czy z opóźnieniem? A może w trakcie? Albo po fakcie?

Waham się podobnie jak ten góral z anegdoty:

Siedzi góral na zydelku, trochę się na tym zydelku buja, widać że o czymś myśli. Idzie ceper i pyta:

- A co wy się góralu tak bujacie?

- Eeee nie panocku! Ja się nie bujam, jeno się waham.

-  A czemu to się wahacie?

-  Ano syćko było tak. Byliźwa my na weselu u kuma. Tam my popili tęgo, wyszła awantura, sprali mnie sakramencko, a moją zgwałcili. Tera ślą do nasz wici na poprawiny. Moja chce iść bardzo, a ja jeszcze kapke obolały, to się waham.

       

Wątpliwości towarzyszą także teorii superstrun i to pomimo, iż pod względem matematycznym osiągnęła ona pełen sukces. Nie ma jednak możliwości jej fizycznego sprawdzenia. Czyli jednak pół sukcesu. Atoli czy może być pół sukcesu?

Może to i dobrze, że uczeni nie potrafią stworzyć nowego Wielkiego Wybuchu, gdyż taki eksperyment mógłby skończyć się zagładą Wszechświata.

Eksperymentów zaprzestać, bo dają zero i null. Czy na plan własny nas nie stać? – To my są ziemi tej sól!

Jak wiemy w każdej dziedzinie osiągnięcia jednych są krytykowane przez zawiść innych, nie inaczej jest wśród naukowców. Największym krytykiem teorii superstrun jest noblista Sheldon Glashow z uniwersytetu Harvarda.

     W sposób specyficzny docenia odkryte piękno strony matematycznej zagadnienia, używając sarkastycznego określenia „matematyka teatralna”. Złość z powodu osiągnięć innych, dla większego poruszenia wyładowuje w pisaniu wierszy. Oto jeden z nich:

    

Teoria Wszystkiego, gdyś do boju gotowy,                              

Objąć może więcej niż orbifold strunowy.                                    

Gdy twych wodzów moc cierpień nęka amnezyjnych                  

I nie ufasz już im w sprawach heterozyjnych,                        

Posłuchaj rady, nie daj się zaślepić mitem:                        

Księga nie jest skończona, ostatnie słowo to nie Witten.

 

(Witten to kolejny Piękny Umysł fizyki kwantowej, będzie wpis).

Glashow obiecywał bezskutecznie, że nie dopuści do pojawienia się teorii superstrun na Harvardzie. Bezskutecznie, gdyż za każdym razem w trakcie głosowania okazywało się, że jego frakcja jest w mniejszości i wygrywała demokracja. Poglądów Glashowa nie podzielali inni nobliści: - Murray Gell-Mann, czy Weinberg.

Według Weinberga teoria strun to obecnie jedyna kandydatka na Teorię Ostateczną – jak zatem ktoś mógłby przypuszczać, że młodzi teoretycy nie będą się nią zajmować?