Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgar Cayce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgar Cayce. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2025

Sny nie tylko giełdowe

 


Ze snami pracowałem skrupulatnie od 1995 roku do 2005, według wskazówek Edgara Cayce.

   Zasada jest prosta: należy chwilkę skoncentrować się przed snem na jakimś pytaniu, albo zadaniu, a we śnie dostaniemy odpowiedź. Na przykład: mam się obudzić o godz, 4.30. I rzeczywiście budzę się z dokładnością kilku minut od wybranej pory, bez elektronicznego budzika. Problem można zadawać w formie prośby, albo żądania, ostatnia myśl przed zaśnięciem jest pierwszą myślą rano - to kierunek na podświadomość, żeby pokazała we śnie (ewentualnie) proroczym, jak będzie wyglądała sytuacja giełdowa.   

    Zwykle raz – dwa razy w tygodniu widziałem we śnie góry lub głębokie doliny, był tylko jeden problem: znak zapytania jakiego interwału czasowego dotyczy senny obraz. Najczęściej był to jeden dzień, atoli jak się okazywało (po czasie), niektóre sny pokazywały spadki lub wzrosty wielomiesięczne.

    Zapisywałem więc sny, co zalecał Edgar Cayce, jako szacunek (i podziękowanie) dla podpowiadających Sił Wyższych. W ten sposób zdobywamy materiał porównawczy, a także wyrażamy wdzięczność wobec własnego Ja, które zawsze chce pomóc. Równolegle szukałem Liczb Planetarnych, pokazujących zwroty. Po 2005 roku, po latach zapisków, stopniowo przestałem opierać się na snach. Być może jestem za mało cierpliwy – myślałem wówczas.

   Cierpliwość? – Sokrates mawiał, że w korowodzie cnót cierpliwość kroczy ostatnia, a powinna kroczyć pierwsza. Czy to znaczy jednak, że należy łykać dogmat? Przecież dogmaty ogólnie to droga błędna.

Bo kto tkwi w dogmacie, czyli nie zmienia zdania? Martwy albo głupi.

Schemat postępowania prowadzi nas w koleinę, w zastój:  - „Cierpliwość jest wymierzona przeciw wszelkiemu buntowi, wszelkiej rewolucji, wszelkiej zmianie. Cierpliwość to jest opium, które oszałamia ludzi i wpędza ich w głęboką śpiączkę. Poruszają się jak roboty. Zapominają o tym, że są eksploatowani, że wysysa się ich krew. I pozwalają na to”.

    Po roku 2005 odpuściłem więc ten mocno chory w końcu nacisk, wymuszanie i wtedy sny godne zapisania zaczęły przydarzać się wyraźnie rzadziej, mianowicie co kilka miesięcy. Dalej je zapisuję i biorę pod uwagę już wyłącznie jako potwierdzenie Liczb z astronomii i matematyki (Fibonki). Jedno pewne: ze snów można przewidzieć (wyczytać) zdarzenia przyszłe w naszym życiu. Tylko jedno „ale” - nie ma jednego gotowego sennika dla wszystkich. Z zapisywania wynika prosty, indywidualny, symboliczny sennik, dla każdego inny, o tym już pisałem.

Pojawia się pytanie: czy mamy czegoś oczekiwać jako zrządzenia Losu, czy samemu próbować kierować zdarzeniami? Próbować? Wielu Czytelników bloga dobrze wie, że rzeczywistość kreuje się myślą. 

    Poza tym czy to dobrze zaglądać w przyszłość i wiedzieć co nas czeka? W moim przypadku o wiele lepsze okazuje się czytanie Anielskich Znaków (tych stojących na Poboczu Drogi Życia). One skutecznie potwierdzają wybór, lub ostrzegają. Ten wybór ścieżki to nasza suwerenna decyzja. Odbierając znaki, czujemy, że mamy Opiekuna (Opiekunów?) czyli nie jesteśmy sami, co wielu nieco zagubionym ludziom doda mocnej otuchy. W sercu robi się ciepło, przychodzi pogoda z wnętrza i uczucie głębokiej wdzięczności. Bo gdybyśmy wszystko wiedzieli, to gdzie przypadek i spontaniczność? I nasza wolna wola? To byłoby smutne, oraz "życie powinno być tajemnicą". 

  Końcowa refleksja: - zdecydowana większość obrazów sennych jest przeniesieniem zdarzeń i myśli z przeszłości – czyli to tylko trociny, bo przeszłość powinna być przecież zamkniętym rozdziałem – nie trzeba się jej kurczowo trzymać, ponieważ wtedy przegapiamy to sławne Tu i Teraz.


 

poniedziałek, 21 października 2024

Życie ma termin ważności

 


Wydaje się, że całkiem słuszny jest następujący wniosek, dotyczący wszystkich gałęzi nauki:

- Nadrzędnym pojęciem panującym w naszym poznaniu, od kosmologii i astrofizyki, poprzez biologię, geologię aż po fizykę kwantową, jest ewolucja rozumiana jako rozwój.                                       

- Ten rozwój po pierwsze primo następuje od początkowych stanów prostych do rosnących zawiłości.

- Po drugie primo: - Jest on nieodwracalny w czasie, identycznie jak biologiczne starzenie się ludzkiego organizmu.

Oto z gazów rozproszonych w próżni, głównie z wodoru, powstają skupienia, a następnie galaktyki spiralne. Gwiazdy z kolei powstają jako kondensaty w ramionach spiralnych galaktyk. Teraz do dzieła przystępuje grawitacja, która ściska je dopóty, aż rozbłyśnie w nich reakcja nuklearna rodząca coraz cięższe pierwiastki, do kresu wypalenia paliwa nuklearnego, co powoduje zapaść gwiazdy i powstanie supernowej.


Pierwiastki wyrzucane eksplozjami dają początek rodzącym się planetom krążącym wokół gwiazd następnej generacji, które także na koniec wygasają. Ten cykl opisuje działanie dobrze nam znanej Miss Ewolucji.                                                          

Jest to działanie nieodwracalne i nigdy się w swym biegu nie zatrzyma, aż do chwili, gdy po miliardach lat cały Wszechświat utonie w mroku. 

Smutno to brzmi? 

Niezupełnie, ponieważ wniosek praktyczny wynikający z powyższych wynurzeń jest żaden, właśnie z powodu tej ogromnej skali czasowej potrzebnej choćby do wypalenia naszego Słońca.

   Czyli są to jedynie rozważania filozoficzne prowadzone dla higieny umysłu, aby rozum nie zardzewiał.

Jako poszukiwacz konkretów mogę stwierdzić, że:

- Internet jest wspaniałym wynalazkiem, azaliż w sieci mamy 90% śmiecia informacyjnego. Śmiecia, propagandy, tudzież zwykłych kłamstw nazywanych dziś fejkami i trzeba  wśród tego ogłupiającego bagna umieć się odnaleźć.

- Po drugie primo pamiętajmy, że wszystko co dobre jest proste. Otacza nas ocean słów – czytaj bełkotu. Na przykład zalew „proroctw”, charakterystyczny dla Czasów Chaosu.

Edgar Cayce (śpiący prorok), postać zweryfikowana przez upływ czasu, na którego często się powołuję, podawał aliści konkrety. Na przykład rok 2100 jako datę ogólnoświatowego trzęsienia Ziemi i zatopienia części USA, Europy i Japonii. A to przecież wystarczająco daleka przyszłość, aby sobie tym głowy nie zaprzątać.

Lepiej cieszmy się życiem, oczywiście po warunkiem, że chce się chcieć.


wtorek, 22 lutego 2022

Jedzenie biwakowe

 


Na biwakach jadłem: kasze, warzywa, pomidory, czosnek, makarony, czasem kartofle, fasolę, cebulę, cieciorkę, soczewicę, groch, bób, jajka, chleb, bułki, ciastka, lody (z przyczyn oczywistych tylko przy sklepie w dniu zakupów), biały ser, kiełbasę, pyszny pasztet na wagę. Piłem głównie wodę, także miętę i kawę. Tłuszcze – masło, smalec ze skwarkami.








 Niemal codziennie do każdego gotowania dodawany był borowik. O poziomkach, jagodach, malinach, a potem jeżynach i na końcu orzechach laskowych nie piszę za dużo, bo po co. One są w Bieszczadach w swoim czasie zawsze na wyciągnięcie ręki.




 Gotowane posiłki były jednogarnkowe, teoretycznie niby zupy, ale bardzo gęste. Nazywałem je oczywiście „ein topf”. Ilość tej gęściny to zwykle półtora litra. Nieraz gotowałem dwa litry i wszystko zjadałem za jednym zamachem. Apetyt mi dopisywał, bo chodziłem bardzo dużo.

Gotowanie starałem się poczyniać bezdymnie, najbardziej lubiłem na szyszkach, atoli nieraz z powodu wilgoci zadymiło na krótko - najwyżej na pół minuty. Tego pilnowałem mocno, chciałem być mało widoczny, wtopiony w przyrodę, pomimo tego, że w promieniu ładnych paru kilometrów nie było ludzi. To jest jeden z  elementów należących do "odruchów zwierzęcych", kamuflaż, albo wdruk pamięciowy z czasów praprzodków; - działaj jak wilk, kryj się. Znałem już to uczucie niepokoju - zagrożenia nawet, kiedy po wielodniowym samotnym biwakowaniu zauważałem człowieka. Pisałem już, jak mocno uderzyło mnie to wrażenie, kiedy przydarzyło się po raz pierwszy. Poczułem się dzikim zwierzęciem, bo instynkt zadziałał przed myślą - kucnąłem w zielsku i zastanawiałem się zdziwiony co ja robię.




Częstą potrawę stanowił budyń czekoladowy (na wodzie - dorosły człowiek nie trawi mleka - Edgar Cayce) - łyżka masła, cukier, kakao, odrobina soli, grube płatki owsiane lub jęczmienne, kasza manna. Po zagotowaniu zostawić na kilkanaście minut. Budyń powinien mieć taką samą konsystencję, jak „ein topf” - żeby  łyżka w nim stawała dęba. Ten budyń, to moje ulubione danie od dzieciństwa. Widocznie mam ciągły niedobór kakao w organizmie.

 Jadłospis uzgadniałem z brzuchem, dania były proste, zmieniałem składniki aby urozmaicać smaki. Za Chryszczatą, gdzie biwakowałem najdłużej, posmakowałem w podsmażanej cebuli z kaszą i do tego jeżyny – mniam!

 I o jedzeniu dość - niech każdy je co chce.


piątek, 9 kwietnia 2021

Piknik nad jeziorem Paranoya

Zmęczeni pandemiczną rzeczywistością oczekujemy powrotu do normalności. Czyli do czego? Do stadnego biegu po więcej i więcej? Przecież tak rozumiana normalność przypomina piknik nad jeziorem Paranoya.



Podobno każda dostatecznie rozwinięta cywilizacja dochodzi do punktu krytycznego, który niszczy, ale też otrzeźwia. Zagrożenie może przyjść z zewnątrz, albo następuje autodestrukcja. 



Znajome tysiącletnie cykle podaje książka „Zakazana Nauka”: - 52, 26 i 13.

Pierwszy kataklizm Atlantydy wydarzył się 52 tysiące lat temu (Edgar Cayce).

Drugi kataklizm, w którym część wyspy zatonęła, nastąpił 26 tysięcy lat temu (Tzolkin).

Trzecie wydarzenie, sprzed 13 tysięcy lat, to nasz „biblijny” Potop. (cudzysłów wyjaśniony w dalszej części wpisu)                                                                          

Na sto lat przed potopem (Edgar Cayce, Robert Bauval) w Gizie stanęły piramidy, swoim układem odwzorowujące pas Oriona. A jak dziś wiemy, Ziemia wraz z Układem Słonecznym znajduje się właśnie w galaktycznym ramieniu Oriona


Starożytne zapisy podają, że w Wielkiej Piramidzie zostały ukryte informacje, oraz artefakty dla tych, którzy przetrwają Potop. Edgar Cayce mówił o czymś w rodzaju biblioteki. 

Jak dziś wygląda wnętrze Wielkiej Piramidy? Ano jak szwajcarski ser. Powstały bowiem liczne tunele wydrążone ciężkim sprzętem, o czym informował Erich von Daeniken. Był wpis. I możemy być pewni, że nigdy się nie dowiemy (Służby) co znaleziono podczas tych „prac archeologicznych”.



Każdy z nas słyszał o Potopie. O szczegółach wydarzenia możemy się dowiedzieć z pierwowzoru, czyli akadyjskiego „Eposu o Gilgameszu”.

George Smith, archeolog z British Museum odkopał w XIX wieku z ruin biblioteki w babilońskiej Niniwie 30 tysięcy tabliczek z pismem klinowym, między innymi te o Potopie. Pisałem już o Sumerze, Zecharii Sitchinie i kosmicznej koncepcji jak mógł wyglądać Raj. (Stała Niniwy – 31. 01. 2014).

 W tekstach eposu mamy nie tylko opis Ziemi widzianej z kosmosu, ale również reporterskie sprawozdanie z wydarzeń z premedytacją zainscenizowanych przez ówczesnych decydentów, których nazwano bogami. Teksty z Niniwy były w czasach Smitha prawdziwą bombą dla świata chrześcijan. Można zrozumieć ich irytację, ponieważ zachwiał się fundament wiary kk – okazało się, że biblia opiera się na wcześniejszych zapisach i to starszych od niej o co najmniej 1500 lat, a być może o trzy tysiące, albo jeszcze więcej.


Rozgniewany (i przerażony) kler umieścił więc naukowca na kościelnym indeksie. Tylko tyle mógł zrobić, bo niestety minęły już czasy radykalnego i masowego zamykania oponentom ust na zawsze. A rzecz była bardzo poważna, gdyż dotyczyła wiarygodności świętego pisma. Używając prostych słów: - biblia w swym opisie Potopu okazała się kopią pierwowzoru, czyli zwykłym plagiatem.

Już pisałem, że znacznie wcześniejsza była religia solarna, której znak – ryba liczący 30 tysięcy lat, został „przywłaszczony” przez Największą Korporację. Do tego niezależni teolodzy doszukali się w biblii 80 000 niezgodności w faktach.



                    Potop tematem drażliwym.

Lubię tematy drażliwe i argumentację przeciwników. O Potopie każdy coś wie, z tym, że chrześcijanie znają jedynie wersję plagiatu. Mnie atoli interesowało wąskie zagadnienie: - jakie dziś znaczenie dla chrześcijan ma ten tragiczny epizod. Otóż szczera odpowiedź po licznych, lecz nader krótkich dyskusjach brzmi: - Im to wisi. Epizod był, ale się zmył.

Czyżby odrzucili przekaz, że ten ich Bóg postanowił utopić ludzi, których wcześniej sam stworzył? Więc czy ten podobno miłościwy Bóg nie był broń boże ludobójcą? A skoro mogło tak być, to czy Bóg ma grzech śmiertelny? Współczesny chrześcijanin usiłuje unikać takich mało przyjemnych pytań deklarując z reguły: „Nie można podawać w wątpliwość wyroków bożych”.

Nie można? A kto tak powiedział? Kto ma prawo decydować o co można pytać, a o co nie uchodzi? Jest wolność, każdemu przysługuje prawo pytania o wszystko i żadna klerykalna instancja nie może rościć sobie prawa do obejmowania wybranych zagadnień sakralnym immunitetem.

W rezultacie rozmaite religie zostały dotknięte pełzającą reformacją, rozpoznawaną po mistyczno-klerykalnej paplaninie. A wszystko po to, aby uniknąć pytań o czyny Boga. Spersonifikowany, darzony miłością Bóg – to obraz od dawna nieaktualny.

Dziś wyłania się pewna nowa wersja, odpowiadająca duchowi czasów: - Oto gdzieś we Wszechświecie dryfuje Niezdefiniowana Siła, która w jakiś niepojęty i cudowny sposób steruje wszystkim i trzyma toto w ryzach.

Taka czysta metafizyka, która nie tylko obiecuje uśmierzenie intelektualnych cierpień duszy, ale także spuszcza na ludzi pierzynę duchowego odprężenia. Owszem, robi się bardzo miło, azaliż podobna interpretacja ostatecznie deprecjonuje chrześcijańskie wyznanie wiary i w rezultacie otrzymujemy pozbawioną znaczenia religię relaksacyjną. I taki właśnie mamy dylemat: - nie dość, że stara retoryka jest skompromitowana, to jeszcze wykonują ją klechy o mocno wątpliwym autorytecie. Jaki otrzymujemy wynik z tego wszystkiego?

Otóż przekaz kościelny jest pozbawiony siły i stał się zwykłą socjotechniką pomagającą trzymać ciemny lud w posłuszeństwie.



I to jest piękne, tudzież mnie bardzo cieszy, ponieważ jakby z urzędu obserwuję poczynania Największej Korporacji w Polsce i czekam kiedy także „u nasz” zaistnieje wariant irlandzki.

Stary okupant musi się wycofać, bowiem nawet najdłuższa żmija ma gdzieś swój koniec.



PS. Pilnuję, żeby chronić maleńką enklawę spraw osobistych. Tu wyjątek: przyznaję się, że muzyka autorstwa pewnego Francuza porusza mnie od dobrych kilkudziesięciu lat. I ten mój idol muzyczny, Jean-Michel Jarre, powiedział dziś: - Sytuacja, w której znalazła się ludzkość, przypomina losy Polski.

I nie wiem czemu, ale jakoś tak zrobiło mi się cieplutko w sercu.


czwartek, 25 marca 2021

Kosmiczne cykle

Przyzwyczajono nas, że na historię powinniśmy patrzeć liniowo, jako na ewolucyjny, stopniowy rozwój geosfery i biosfery. Dlatego każda sugestia, że jest inaczej, spotyka się z natychmiastowym protestem skostniałego naukowego nurtu. Chodzi bowiem o ciepłe posadki i „profesorskie ego”, które nadyma się prestiżem. Gdyby się okazało, że w jakiejś dziedzinie to „inaczej” jest prawdą, wtedy tysiące rozpraw, dysertacji, tytułów naukowych, książek, okazałoby się zwykłymi śmieciami. 

Dlatego tylu ludzi czerpiących korzyści z intratnych stanowisk pilnie zważa, aby bić natychmiast w dzwony alarmowe, gdy tylko ktoś odważy się mieć odrębne od nich zdanie. Bić w dzwony i szybciutko brać się za dezawuowanie przeciwnika. Kiedy pacjent okazuje się odporny, oficjalna nauka sięga do metod niszczenia bezpośredniego.

Jak na dłoni widać skłonność ortodoksyjnej nauki, będącej pod wpływem Największej Korporacji, aby traktować chronologię historyczną jako liniowy rozwój. Tak rzekomo powstał człowiek, nazywany nawet Koroną Stworzenia. Jak jednak widzi każdy obywatel posługujący się własnym rozumem, ta Korona Stworzenia w skali globalnej jest dla Matki Ziemi zwykłym szkodnikiem.

Zacznijmy od podstaw, od mądrości pokoleń. Jak powiedzieli Solonowi kapłani z Sais: - „Wszystkie długofalowe, naturalne zdarzenia zachodzą w cyklach”.

Sprawa jest oczywista, kiedy patrzy się na strukturę kosmosu – od skali atomowej po galaktyczną. Okręgi, spirale, elipsy, złoty podział, powtarzalne pory roku, ruch planet wzdłuż zodiaku. Cykle po prostu są. Małe, średnie i wielkie i można na nich po prostu skorzystać. Dzięki cyklom małym, kilkumiesięcznym, zyskać pieniężnie (np. giełda), a dzięki tysiąc, lub milionletnim przewidzieć katastrofalne zmiany w naszym świecie.

Rozpatrzmy ostatni przykład: grudzień roku 2012 z  Kalendarza Majów. Według niektórych, cykl związany z datą 2012 był odpowiedzialny za zniszczenie Atlantydy.                                                                                      

- Po pierwsze primo, dodając autorytet Edgara Cayce, wygląda na to, że tak było.                                                       

- Po drugie primo mamy do czynienia z cyklem 26 tysięcy lat, a jak wskazują Liczby Planetarne dotyczące pieniędzy, życie to nie apteka – parę dni w lewo, czy w prawo, nie zmienia faktu, że cykl dalej działa. Przy cyklu 26 tysięcy lat, ta odchyłka może spokojnie wynosić lat kilkadziesiąt. To uwaga ze strony ściśle matematycznej. Poza tym nie zapominajmy, że Ziemia razem z Układem Słonecznym jest w strukturze dynamicznie ruchliwej – planety krążą wokół Słońca, obracają się wokół własnych osi obrotu, a jednocześnie całość wykonując ruchy sinusoidalne gna liniowo wokół środka Galaktyki z szybkością 220 km/sekundę. Na koniec dołóżmy pęd samej Galaktyki. Mamy dużo ruchu i spory worek zmiennych.

Azaliż kiedyś Ktoś Wielki to wszystko ogarnął i obliczył Cykle Zdarzeń.

Jednostki nieprzeciętne, oprócz daru wglądu w przyszłość, potrafią podać konkret liczbowy na którym opierają prognozowanie. Mam tu na myśli Nostradamusa i jego „miarę kościelną” – cykl 392 lata. Jasnowidz uważał, że historia zatacza koło właśnie w tym cyklu. Z upływem lat nauczyłem się słuchać i wiem, że każdy może wypsnąć z siebie coś ważnego. Jedno istotne zdanie, które poruszy i zapadnie w pamięć, albo tylko jedno celne słowo.                                          Szanuję astrologię, ale to nie moja dziedzina. Natomiast Piotr Gibaszewski (solarius) czuje się w niej, jak ryba w wodzie. Jak już pisałem, horoskopy indywidualne, portrety numerologiczne, Piotr sporządza po mistrzowsku. Celność 90%! Oglądam czasami jego horoskopy miesięczne na youtube. Bez urazy, ale nie można znać się na wszystkim. A przecież spotykaliśmy się kilka razy (ostatnio park Morskie Oko w Warszawie) i powiedziałem Piotrowi o cyklu 392 lata. 

Minęło osiem lat od pamiętnej daty grudnia 2012. Do ludzi, którzy się tym interesują, docierają informacje, że jednak decydenci nie lekceważyli ostrzeżenia z Tzolkina. Oto dowiadujemy się o ówczesnych przygotowaniach w środowisku mikrobiologów, pracujących dla tajnej organizacji rządu USA.  (Raport dr. Dana B.C. Burischa). Teza dla przygotowań brzmiała:

„W związku z wejściem Układu Słonecznego w płaszczyznę równikową Drogi Mlecznej, a jednocześnie w obszar zagęszczonych pyłów kosmicznych, co potwierdza data z Tzolkina, wystąpi cykliczne zdarzenie w Słońcu, któremu nadajemy nazwę Wielkie Przejście”.

Przypomnę, że dla Majów wraz z końcem roku 2012 zegar wybijał północ i zaczynał się Nowy Dzień Galaktyczny. Tak właśnie – dzień, bo chodzi tylko o jeden cykl precesji Ziemi, a więc zupełny drobiazg – 26 tysięcy lat. Dopiero odpowiednio duża ilość tych drobnych cykli wyznacza Rok Kosmiczny. Faktycznie w ostatnich latach nastąpiło więcej niż zwykle rozbłysków słonecznych klasy X, oraz wyrzutów masy koronowej. Jednocześnie w książce (2014) „Choroby z kosmosu” – napisanej przez mikrobiologa Freda Hoyle, czytamy: - „Wejście Ziemi w obszar zagęszczenia kosmicznych pyłów, komet i planetoid, oraz nadzwyczajna aktywność Słońca, sprowadza możliwość wystąpienia epidemii wskutek infekcji przez wirusy i bakterie z kosmosu”.

                      Rok Kosmiczny

Pełen cykl sinusoidy Układu Słonecznego przecina równik Galaktyki co około 62 miliony lat. Można więc przyjąć, że rok kosmiczny wynosi: 

  4 ćwiartki x 62 000 000 lat = 248 milionów lat.

A to ciekawe, bo przyjmuje się, że 62 – 65 milionów lat temu wyginęły dinozaury. Z badań uczonych z Berkeley wynika, że kolejne katastrofalne zdarzenia wydarzały się właśnie co około 62 miliony lat. A to oznacza, że występują cztery (co najmniej) krytyczne punkty, w których nasz Układ Słoneczny wchodzący w skład ramienia Oriona w Galaktyce, może przechodzić przez wymienioną wyżej krytyczną strefę. Czyli te rozważania astronomiczne wskazują, że aktualnie znajdujemy się w niebezpiecznej strefie, w której tę naszą podróż kosmiczną taksówką o nazwie Ziemia czekają przykre niespodzianki.

                        Mądrość Pokoleń

Rysunek naskalny w kanionie Hava Supai w Arizonie ukazuje stojącego na tylnych łapach Tyranosaurusa. Jak mówią Indianie, na rysunku przedstawiony jest jeden z „potworów z praczasów”.

       Indianie Hopi, spokrewnieni z plemieniem Zuni, uważają, że „ludzie istnieli także przed pojawieniem się obecnej ludzkości”.

       Księga Indian Hopi mówi o Czterech Światach.

 Pierwszy Świat nazywał się Tokpela i była to Nieskończona Przestrzeń – Space.

Z tej Nieskończonej Przestrzeni, Taiowa - Stwórca utworzył Skończoność.

Tam też umieścił pierwszych ludzi w miejscu, o którym mówi się „Wysokość” lub „Niebo”.

W końcu Pierwszy Świat - Niebo, zostało zniszczone ogniem.

Zniszczenie nastąpiło, „ponieważ ludzie stali się źli”.

 Drugi Świat został zniszczony przez lód.

 Trzeci ŚwiatKasskara”- Kraina Słońca” zniszczyła woda.

 Nasz świat jest Czwartym Światem.

 Indianie Hopi twierdzą, że informacje uzyskali od Kaczinów – Przybyszy z gwiazd. Nauki Kaczinów (także matematyka, astronomia) były wykładane w majańskim centrum uniwersyteckim w Palenque.

 

Wniosek z powyższego: - mamy mieć ból głowy, bo koniec świata tuż-tuż? Ależ spokojnie drodzy Czytelnicy. Obliczenia są prawidłowe, atoli pamiętajmy o dopuszczalnej odchyłce: - w tym przypadku rozpatrujemy cykl 62 milionów lat. Odchyłka może spokojnie wynosić milion lat. Albo dwa miliony. Lepiej zachowajmy pogodę ducha, aby z dystansem obserwować miłościwie nam panującego covida.


PS. Godzina publikacji powyższego posta nie jest przypadkowa. Autor bloga z pierwszego imienia i nazwiska ma przez Gematrię - bardzo starą naukę - przypisaną liczbę 55. Natomiast oba imiona (drugie Stanisław) dają liczbę 11. Czy Ty Czytelniku sprawdzałeś siebie za pomocą Gematrii i Numerologii? 

Taka zabawa: - wyobraź sobie, że jesteś gotowy do startu w biegu przez życie. Czekasz na sygnał. Buty biegowe tkwią w blokach startowych. Jeden blok nazywa się Gematria, drugi Numerologia. Gdybyś mógł dostrzec napis na mecie - przeczytałbyś: - "Poznałeś siebie".


wtorek, 16 lutego 2021

Edgar Cayce o zdrowiu

 Otacza nas ocean śmieci informacyjnych, który przymula mózg. Należy się przed tym bronić i poszukiwać autorytetów, wśród których niewątpliwie figuruje Amerykanin Edgar Cayce, nazywany także Śpiącym Prorokiem – niesamowita jednostka mająca dostęp do Sił Wyższych. Dziś kilka kwestii zdrowotno-żywieniowych z tego źródła.

                 Piasek w nerkach.

Ta przypadłość dotknęła mnie przed trzydziestu laty. Najpierw lekkie, potem silniejsze pobolewanie w nerkach. Ćmiło jak ząb bolący. Wytrzymywałem, bo dawało się wytrzymać bez środków przeciwbólowych. Poza tym takie środki działają tylko na objawy, a nie przyczynę. Jednak ćmienie przeszkadzało i w końcu poszedłem do lekarza. Diagnoza była oczywista i bez lekarza: - piasek.



- Niech pan pije fitolizynę, może pomoże. A piasek to cecha osobnicza i nie ma na to skutecznego lekarstwa.

Skutecznego lekarstwa to nie ma tylko na głupotę - pomyślałem, jednak piłem zalecony specyfik i rok trwałem w przycierpianiu z powodu zerowego skutku. Jak wiemy, przypadków nie ma i w końcu trafiła mi do ręki książka Edgara, a w niej znajduję niezwykły przepis na pozbycie się piasku: - „Codziennie rano po obudzeniu się wypijać małymi łyczkami pół kubka zagrzanej wody, o takiej temperaturze aby dawało się płynnie pić. Piasek zniknie, a dodatkowo mamy profilaktyczne płukanie jelit”.

Zastosowałem i …… po kilku dniach ból ustąpił całkowicie! Czyli piasek pewnie się rozpuścił i od tej pory mam spokój w nerkach. Błogosławię Edgara, a ta drobna czynność poranna przeszła w mój codzienny nawyk i gra muzyka! Wszystko co dobre jest proste?

 

                  Mikroelementy.

Tak modne są dziś suplementy diety. Wszystko dzięki potędze reklamy, która skołowała ludzi, a dzięki temu powstał nie tylko w Polsce wielomiliardowy rynek. Pisałem, co o suplementach sądzą bieszczadzkie myszy – pastylki pozostawione przez gości Kołyby na wierzchu na noc, nie zostały nawet napoczęte – myszy wolały zjeść kawał mydła i zakąsić gąbką do zmywania. To mi dało do myślenia. Co wymyśliłem? Suplementy to ściema, a niektóre z nich są wręcz trucizną. Nie daj się ogłupiać reklamom, a suplementów się strzeż. Ochronisz nie tylko zdrowie. Wystarczająca ilość mikroelementów jest dostarczana w prostym pożywieniu. Na zdjęciu przykład takiego jedzenia: - placki i przecier z jabłek.



Myszy bieszczadzkie nie tylko nie są głupie, one bywają bezczelne. Jedzenie na noc trzeba przed nimi chować, to zwykła sprawa. A tu zdarzyło się, że o poranku wyszedłem po wodę, nie było mnie może pół godziny, a one w tym czasie dobrały się do leżącego na stole ostatniego półbochenka chleba - efekt widać. Jeść śniadanie z takim chlebem, czy nie jeść? - oto jest pytanie!  Zaniedługo miałem autobus do Sanoka. Zezłoszczony nastawiam trzy pułapki, licząc, że wieczorem znajdę złapaną którąś z winowajczyń. Jedną, bo one głupie nie są i jedno trafienie na trzy pułapki to sukces. Przegryzam cokolwiek, zakładam buty, kiedy rozlega się pierwszy trzask. Satysfakcja -  jedna sztuka zamieniła się w śniadanie dla lisa.



 

               Przyswajanie składników odżywczych.

Po pierwsze Edgar powtarzał, żeby jeść to, na co ma się apetyt. Należy czytać sygnały ciała. Po drugie wszystkie surówki, sałatki owocowo-warzywne należy posypywać odrobiną żelatyny. Maleńką szczyptą mieszczącą się na czubku noża. Żelatyna w niezwykły sposób potęguje przyswajanie mikroelementów i witamin. Edgar wspominał także o równowadze energetycznej surówek: - jedna trzecia całej porcji powinna pochodzić z tego co rośnie pod ziemią, a dwie trzecie z tego co nad ziemią. Tu przypominam sobie ulubioną surówkę mojej babci Szeptuchy: jabłko z marchewką. Jabłka powinno być dwie trzecie. (62%?)

                       Kręgosłup szyjny.             

Według wizjonera znaczna część chorób nie tylko kręgosłupa (albo kościotrupa jak mówią niektórzy), bierze się z niedomagania w odcinku szyjnym. Co robić? Porannym nawykiem obok picia podgrzanej wody, powinna stać się profilaktyka polegająca na minutowej gimnastyce szyi: - mocno skręcić głowę w lewo – przytrzymać. Potem do oporu w prawo – przytrzymać trzy sekundy. I jeszcze raz i jeszcze. Następnie podnieść maksymalnie głowę w górę – przytrzymać i w dół - przytrzymać. Jeden raz powtórzyć i dziękuję bardzo – jesteśmy po gimnastyce. Pozostaje jeszcze nie garbić się i miłego dnia.

poniedziałek, 23 listopada 2020

Wielki Mistrz - stopień wtajemniczenia 33

Masoni - Templariusze.

Zasada jest taka: - mam prawo do swego zdania, jeśli posiadłem chociaż szczątkową wiedzę na dany temat. Jeśli chodzi o masonerię, była to zawsze dziedzina dyżurna służąca pospolitym oszołomom (Dziś m.in. poseł Braun - Konfederacja) do prania ludzkich mózgów.

------------------------------------------------------------------------------

10 02 2009 Warszawa.

Miałem wtedy nocny dyżur (od 22.00 do 6.00) na  społecznym parkingu osiedlowym, był  duży ruch, nie bardzo można było pospać.  (70 samochodów).

    Na taki dyżur zawsze brałem ze sobą to, co aktualnie czytałem. A tym razem zapomniałem. Była północ, do mego ówczesnego mieszkania na warszawskich Bielanach miałem dwa kroki, ale dałem sobie spokój.  

Nie ma przypadków - przyjechał sąsiad, którego bardzo lubiłem, a nie widzieliśmy się z rok, był u dzieci w Niemczech. Miał ochotę pogadać chwilę, rozmowa jak zwykle wypadła zaskakująco ciekawie.

Oto pada słowo „Templariusze” – strzygę uszami, a on sypie faktami. Widząc moje zainteresowanie, otwiera bagażnik i pożycza mi książkę, którą zobowiązuję się przeczytać do rana. Czytam, robię notatki.   

Ten sąsiad to ciekawy człowiek, opiszę jeden wątek: - Poznaliśmy się 21 lipca 1998 roku. (Z powodu wydarzenia osobistego tę akurat datę zapamiętałem na zawsze).

Więc facet mówi, że jego dziadek był wysokim oficerem niemieckim i dziś jest rocznica śmierci dziadka - zginął w związku z zamachem na Hitlera

Sprawdzam w parkingowym zeszycie nazwisko sąsiada – Treskow, rano zaglądam do google....                                                                                                         

 Feldmarszałek Treskow, najwyższy rangą oficer niemiecki, biorący udział w spisku, dowódca armii na Froncie Wschodnim, po nieudanym zamachu hr. Clausa von Stauffenberga w Wilczym Szańcu, w dniu 21 lipca 1944 rozerwał się granatem przeciwczołgowym pod Białymstokiem.                                                                

A teraz co wynotowałem w 2009 roku z arcyciekawej książki:                                          „Masoni, stowarzyszenia tajne w starożytności, wydawnictwo ARS REGIA, pozycja dotowana przez Komitet Badań Naukowych, wrzesień 1992.                  

 Ars Regia, czyli - sztuka królewska - to nazwa własna wolnomularstwa. W nazwie tej pobrzmiewają echa dawnych związków masonerii z alchemią, matematyką, szczególnie geometrią, architekturą. To mozaika, w której mieszczą się stowarzyszenia pitagorejskie i koła orfickie starożytności, tajne stowarzyszenia Afryki, zwłaszcza Egiptu i kręgi kabalistów średniowiecznych.

 Ludzkość najwyraźniej dążyła i dąży nadal, do uczynienia swego kulturalnego dorobku tajnym. Odwieczny dylemat : tworzyć dla wszystkich, czy dla wybranych?  Dalej jest o tajnych naukach, tajnych bractwach, jest podana Lista Lóż Podległych Wielkiej Loży Londynu. Stawiamy tu znak równości do koła Rotarian w Hotelu Hollyday w Krakowie, do którego należy m.in  Andrzej Wajda i Stanisław Dziwisz.                  

 Symbole: - oko opatrzności, gwiazda syjonu, drzewo życia, cyrkiel, stylizowany układ słoneczny itd.                                                                                        Zasady ogólne: - Wolnym Mularzem polskim może zostać każdy, kto nosi w sobie poczucie godności ludzkiej, oparte na dążeniu do nieustannego doskonalenia się.             

Wychodząc z zasad wolności, nie narzucamy Braciom żadnych wierzeń religijnych ani politycznych.                              

 Do podstawowych zadań wolnomularza należy samodoskonalenie, a jedną z głównych  dróg  prowadzących do tego celu jest samokształcenie. Stąd wszystkie loże, mające swoje stałe siedziby, posiadały biblioteki, a bibliotekarz był jednym z urzędników loży. Według szacunków Niemieckiego Muzeum Wolnomularskiego w  Bayreuth, około roku 1930, wszystkie zbiory wolnomularskie w Niemczech liczyły 200 tysięcy woluminów.                                                                                                   Hitler od początku zwalczał wolnomularstwo (przecież symbolem gwiazda Dawida). Zaraz po opanowaniu władzy hitlerowcy przystąpili do likwidacji znienawidzonego ruchu. Loże były zamykane, a ich majątek konfiskowano.                                           

Biblioteki lóż przejmowało Gestapo, a pochodzące z nich książki trafiły do Biblioteki Fachowej Reichsfuerera SS, Heinricha Himmlera. Dla Himmlera książki te były prawdziwym skarbem.

Książki zostały częściowo opracowane. Te dostały pieczęć biblioteki Reichsfuerera – „Zbiory Specjalne Himmlera”. Do roku 1944 całość znajdowała się w Berlinie. Nasilające się bombardowania spowodowały jednak konieczność ewakucji zbiorów poza obszar bombardowań. 80 tysięcy woluminów wywieziono do Sławy Śląskiej, małej miejscowości na pograniczu Ziemi Lubuskiej i Dolnego  Śląska. Nie wiadomo, co się stało z resztą książek, możliwe, że spłonęły w Berlinie. Możliwe też, że zbiory zostały rozdzielone ze względów bezpieczeństwa na kilka części, i dalej są ukryte.   

 Oddziały Sowietów wkroczyły do Sławy na przełomie stycznia i lutego 1945. Zaczęły się rzezie i gwałty. W przerwach pijaństwo, strzelanie do obrazów i luster. Książkami z pieczęcią Zbiory Specjalne Himmlera zaczęli palić w piecach pałacowych. W ten sposób udało się Rosjanom zniszczyć 30% zbiorów z Astrologii.

W ostatnich dniach kwietnia 1945 dotarli do Sławy bibliotekarze  Biblioteki Uniwersyteckiej z Poznania. Uratowane i skatalogowane zbiory masońskie są wydzieloną kolekcją od 1 stycznia 1959. Najstarszą część zbiorów stanowią siedemnastowieczne druki różokrzyżowców.                                                                                                              

Historia wolnomularstwa, to właściwie prehistoria, opisująca m.in. katastrofę kosmiczną w układzie słonecznym, kiedy to planeta Marduk o okresie obiegu 3600 lat uderzyła jednym ze swych księżyców w inną planetę i spowodowała narodziny Ziemi. Dalej, liczne woluminy opisują historię  średniowiecznego  Zakonu Templariuszy, do którego legendy masoneria ściśle nawiązuje. Zbiory masońskie od 1969 r. są przechowywane w pałacu w Ciążeniu nad Wartą”.                                                                                                           ------------------------------------------------------------------------------------------------------------                                                                                

Mój komentarz z 2009 roku: - ojciec opowiadał, że przed wojną jako dziecko, był prowadzony w Aleje Ujazdowskie w Warszawie, do lekarza - Żyda, który leczył ojca na zapalenie permanentne ucha  środkowego. Po kilku wizytach ojciec został skutecznie wyleczony. Ten lekarz był masonem, miał wysokie tzw. wtajemniczenie i tytuł  Światło. Z książki dowiedziałem się, że tytuł ten przysługuje przy 32 stopniu wtajemniczenia, potem jest tylko jedna osoba – Wielki Mistrz – stopień 33.  Ciekawa była również terapia stosowana do leczenia - olejek rycynowy i płonąca świeczka w uchu. Olejek rycynowy - cudowny środek Edgara Cayce – śpiącego proroka. Edgar Cayce należał również do Sprawiedliwych.