Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siły Wyższe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siły Wyższe. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2025

Sny nie tylko giełdowe

 


Ze snami pracowałem skrupulatnie od 1995 roku do 2005, według wskazówek Edgara Cayce.

   Zasada jest prosta: należy chwilkę skoncentrować się przed snem na jakimś pytaniu, albo zadaniu, a we śnie dostaniemy odpowiedź. Na przykład: mam się obudzić o godz, 4.30. I rzeczywiście budzę się z dokładnością kilku minut od wybranej pory, bez elektronicznego budzika. Problem można zadawać w formie prośby, albo żądania, ostatnia myśl przed zaśnięciem jest pierwszą myślą rano - to kierunek na podświadomość, żeby pokazała we śnie (ewentualnie) proroczym, jak będzie wyglądała sytuacja giełdowa.   

    Zwykle raz – dwa razy w tygodniu widziałem we śnie góry lub głębokie doliny, był tylko jeden problem: znak zapytania jakiego interwału czasowego dotyczy senny obraz. Najczęściej był to jeden dzień, atoli jak się okazywało (po czasie), niektóre sny pokazywały spadki lub wzrosty wielomiesięczne.

    Zapisywałem więc sny, co zalecał Edgar Cayce, jako szacunek (i podziękowanie) dla podpowiadających Sił Wyższych. W ten sposób zdobywamy materiał porównawczy, a także wyrażamy wdzięczność wobec własnego Ja, które zawsze chce pomóc. Równolegle szukałem Liczb Planetarnych, pokazujących zwroty. Po 2005 roku, po latach zapisków, stopniowo przestałem opierać się na snach. Być może jestem za mało cierpliwy – myślałem wówczas.

   Cierpliwość? – Sokrates mawiał, że w korowodzie cnót cierpliwość kroczy ostatnia, a powinna kroczyć pierwsza. Czy to znaczy jednak, że należy łykać dogmat? Przecież dogmaty ogólnie to droga błędna.

Bo kto tkwi w dogmacie, czyli nie zmienia zdania? Martwy albo głupi.

Schemat postępowania prowadzi nas w koleinę, w zastój:  - „Cierpliwość jest wymierzona przeciw wszelkiemu buntowi, wszelkiej rewolucji, wszelkiej zmianie. Cierpliwość to jest opium, które oszałamia ludzi i wpędza ich w głęboką śpiączkę. Poruszają się jak roboty. Zapominają o tym, że są eksploatowani, że wysysa się ich krew. I pozwalają na to”.

    Po roku 2005 odpuściłem więc ten mocno chory w końcu nacisk, wymuszanie i wtedy sny godne zapisania zaczęły przydarzać się wyraźnie rzadziej, mianowicie co kilka miesięcy. Dalej je zapisuję i biorę pod uwagę już wyłącznie jako potwierdzenie Liczb z astronomii i matematyki (Fibonki). Jedno pewne: ze snów można przewidzieć (wyczytać) zdarzenia przyszłe w naszym życiu. Tylko jedno „ale” - nie ma jednego gotowego sennika dla wszystkich. Z zapisywania wynika prosty, indywidualny, symboliczny sennik, dla każdego inny, o tym już pisałem.

Pojawia się pytanie: czy mamy czegoś oczekiwać jako zrządzenia Losu, czy samemu próbować kierować zdarzeniami? Próbować? Wielu Czytelników bloga dobrze wie, że rzeczywistość kreuje się myślą. 

    Poza tym czy to dobrze zaglądać w przyszłość i wiedzieć co nas czeka? W moim przypadku o wiele lepsze okazuje się czytanie Anielskich Znaków (tych stojących na Poboczu Drogi Życia). One skutecznie potwierdzają wybór, lub ostrzegają. Ten wybór ścieżki to nasza suwerenna decyzja. Odbierając znaki, czujemy, że mamy Opiekuna (Opiekunów?) czyli nie jesteśmy sami, co wielu nieco zagubionym ludziom doda mocnej otuchy. W sercu robi się ciepło, przychodzi pogoda z wnętrza i uczucie głębokiej wdzięczności. Bo gdybyśmy wszystko wiedzieli, to gdzie przypadek i spontaniczność? I nasza wolna wola? To byłoby smutne, oraz "życie powinno być tajemnicą". 

  Końcowa refleksja: - zdecydowana większość obrazów sennych jest przeniesieniem zdarzeń i myśli z przeszłości – czyli to tylko trociny, bo przeszłość powinna być przecież zamkniętym rozdziałem – nie trzeba się jej kurczowo trzymać, ponieważ wtedy przegapiamy to sławne Tu i Teraz.


 

wtorek, 16 kwietnia 2024

Szatan



Pierwszy sygnał ostrzegawczy dostałem od zupy grzybowej, której cały gar upichciłem dla osób goszczących akurat w chałupie. Zupa z bieżącego zbioru okazała się gorzka. Ponieważ zawierała wszystko inne, co w niej powinno być oprócz grzybów: śmietanę, marchewkę, pietruszkę, kartofelki, skrojoną kiełbasę, zasmażkę z cebuli itp. żal wielki ogarnął kucharza.

     Nie było atoli wyjścia – zupa została wylana do dołka w celu utylizacji. Zmarkotniałem. Jakiż to podejrzany grzyb zaplątał się w tym zbiorze do obiadu? Przypadek? Niestety – od wielu lat aż za dobrze znam regułę, że przypadków nie ma.

Po kilku dniach dostaję wiadomość od znajomych, którzy ugotowali bigos na podarowanych ususzonych grzybach. Bigos okazał się gorzki i go wyrzucili.

Sprawa stała się poważna – w suszu także znalazły się grzyby niejadalne, dające goryczkę. Nie mogło być ich wiele, pewnie kilka sztuk, pamiętam takie podejrzane, które po konsultacji z samym sobą uznałem za dobre.

Gdzie był winowajca? – między nami! - powiedziały jajca! Oto ten winowajca, goryczak, nazywany potocznie szatanem. Przejrzałem archiwum zdjęć i odkryłem tych kilka grzybów, które pokrojone na kawałki stały się podobne do łyżki dziegciu dodanej do beczki miodu. Tylko 9 grzybów, a całość 500 kg. do wyrzucenia, bo po wysuszeniu te pokrojone kawałki z nich stały się już niemożliwe do rozpoznania. 




Kiedy po raz pierwszy wziąłem szatana do ręki, wydał mi się nie tylko wyjątkowo ładny, ale wręcz przepiękny. Czerwonawy trzon jak u borowika ceglastoporego, podbrzusze żółte. Może nawet cytrynowe. Uznałem go za żółtą odmianę ceglasia - fotografia więc i do plecaka z nim! Jeszcze drugą cechę szatana zlekceważyłem - jasny wierzch kapelusza. To wszystko wydaje się dziś takie oczywiste.

Na Mazowszu grzyby z żółtym spodem, to dobre grzyby, albo jeszcze lepsze. Występuje tu goryczak, ale on ma spód biały, u starszych wpadający w róż. Zdarza mi się powziąć wątpliwość i wtedy jako praktyk nadgryzam takiego małego goryczaka, bo w młodości jest on bardzo podobny do prawdziwka.

      Czyli metodą praktyka wystarczyło grzyba ugryźć. I natychmiast wypluć, tak jest gorzki. Chyba on jako szatan zamącił my zmysły i zapomniałem o sprawdzeniu organoleptycznym. Po jakimś czasie, jak napisałem, zlokalizowałem na zdjęciach winowajców. Ale to było później, bo Tu i Teraz należało działać zdecydowanie - jest wrzód? Wyciąć! Jest duża strata na koncie inwestycyjnym, bo nie było stopa? Zamknąć ręcznie! Wiec wybieram rodzaj wyroku – zakopać susz (działanie niefotogeniczne), albo spalić – czyn fotogeniczny. 

Jakaś korzyść z tej straty będzie, w końcu nieczęsto ktoś pali 15 kilo ususzonych grzybów. Był już wpis na ten temat o tytule „Grzybowy stop loss” – z przesłaniem dla inwestorów giełdowych: stawiaj stopa, bo ci jaja urwie!

Najpierw podpałka - grzyby trwają w oczekiwaniu.



I dzieje się. Ostatnie dokładki w sznurkach.





Tyle zostało po wykonaniu wyroku - kupka popiołu. Grzyby tliły się, trwało to nieco. Słońce na to patrzyło i aż zaszło z żalu, a ja czułem się całkiem rozbity.

Był już październik, a na grzybowym koncie pokazało się zero. Azaliż nie należy się załamywać, trzeba pamiętać o Siłach Wyższych. Zwróciłem się do mego Anioła Opiekuńczego o pomoc, on mi dopomógł i nadzwyczaj szybko zebrałem jeszcze sto kilo samych prawdziwków, słońce dopisało i do Warszawy jednak worek 5 kg pojechał.  

Czyli nie wolno się poddawać, bo nigdy nie wiemy, "czy tuż za rogiem nie stoi Anioł z Bogiem, nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń".

 

piątek, 4 marca 2022

Spojrzeć na świat oczami dziecka

 



Małe dzieci, które nie nauczyły się jeszcze kłamać, potrafią dorosłego tak zaskoczyć słowem, że ten no …. słupieje, milknie, czując że przez to dziecko przemawiają Siły Wyższe.


Kocham rozmawiać z małymi dziećmi. Jeśli chwycisz kontakt z takim osobnikiem, dostaniesz niezwykle rzadkie chwile oczyszczającej szczerości, intymności duszy, czy nazywaj to jak chcesz,

Kiedyś …. Opisywałem to już, ale powtórzę.

Dziennikarka rozmawia z dziećmi w przedszkolu. Rozmawia o bajkach, o tatusiu i mamusi, o tym co oglądają w dobranockach. Dzieci wyraźnie znudzone zagajają: - a co pani z nami o takich dziecinnych sprawach? My rozumiemy dużo więcej! O czym na przykład rozmawiała pani ostatnio z dorosłymi? – pyta Jasio.

- No … ta moja rozmowa była o tym, że nie należy krzywdzić, o sumieniu była. Ale to za poważne, wy tego nie rozumiecie jeszcze.

- Za poważne? Jeszcze nie rozumiemy? - mówi Jasio. Stasiu! – zwraca się do kolegi, który jako intelektualista był w odwodzie i do tej pory się nie odzywał –  o sumieniu to ty tej pani coś powiesz?

I  Stasio wyjaśnia: - Sumienie to jest takie maleńkie światełko w moim bzusku. I ono się zaświeca i mnie pali, gdy kopię małe pieski, albo ciągnę dziewcynki za włosy…..











wtorek, 8 lutego 2022

Stać się instrumentem

 Kto może stać się takim instrumentem? Na przykład naukowiec. Albert Einstein, czy Nikola Tesla opowiadali o konkretnych sytuacjach, w których doznawali olśnień, przychodziły im do głowy genialne pomysły. Początkowo wydawało się, że te myśli przychodziły Znikąd, ale oni obaj, niezależnie od siebie szybko odkryli Nadawcę.

Coś wielkiego wydarzyło się w Mekkce. Czy ktoś potrafi opowiedzieć o tym piękniej niż Osho?

„Uczeni twierdzą, że świat składa się z czasu i przestrzeni. Einstein przekształcił to w jedno: - powiedział, że czas jest czwartym wymiarem przestrzeni. Stworzył pojęcie czasoprzestrzeni. Kiedy otwierasz się na to, co wyższe, przenosisz się w świat bezczasowy i pozaprzestrzenny – nie ma tam ani czasu, ani przestrzeni.

Gdy to akceptujesz, tylko dopuścisz możliwość, że tak może być, otwiera się przed tobą zupełnie inny świat. Wchodzisz w kontakt nie tylko z tym, co wyższe, lecz także dostępujesz z tym głębokiej komunii. Wtedy ciebie nie ma, przestajesz być. W obliczu wyższego roztapiasz się. Istnienie możliwe jest tylko z tym, co niższe.

Właśnie dlatego tak bardzo upierasz się przy pozostawaniu w niższym, gdyż w tym, co wyższe, nie będzie ciebie. Sama egzystencja ego, jaźni, „ja” należy do tego, co niższe. Gdy otwierasz się na wyższe – znikasz. A kiedy ciebie nie ma, prowadzą cię po prostu Siły Wyższe. Stajesz się instrumentem.

Takim instrumentem stał się Mahomet w czasie 23 lat objawień na Górze Światła.


Kiedy Mahomet głęboko medytował na górze Al-Hira, nagle usłyszał głos, który nakazał: - „Czytaj!”.                                                                                       

- Jakże mam czytać? – spytał Mahomet będący zupełnym analfabetą.                                                                                    

Głos ponownie nakazał: - „Czytaj!”. I to z dużo większą stanowczością.                                                                             

Mahomet zawahał się, zaczął drżeć ze strachu. Jak miał czytać?                   

I wtedy głos zabrzmiał po raz trzeci: - „Czytaj!”.

Mahomet znalazł się na granicy między niższym a wyższym. Doskonale wiedział, że jeśli chodzi o niższe, czytać nie może. Jednak głos dobiegał z innej sfery i nalegał:-  „Czytaj!”. Otworzył zatem oczy i ujrzał, że wkroczył w inny świat. Mógł czytać, rozumiał. Zaczął otrzymywać Koran.

Trwało to latami. Mahomet nie otrzymał Koranu jednego dnia, Koran wsączał się w niego przez długie lata. Wcześniej był zupełnie zwyczajnym człowiekiem, aż nagle stał się inny. Jednak nigdy nie mówił : - „Jestem Buddą”. Nigdy. Także nie padło z jego ust: - „Jestem synem Boga”, jak w przypadku Jezusa. Mówił: - „Jestem zwykłym człowiekiem, sługą, posłańcem między dwoma światami”. Był prostym, skromnym człowiekiem. Dlatego niższe się zamknęło, a wyższe otworzyło. Nie uczynił żadnego wysiłku by wyższe się otworzyło, to się po prostu stało.

      Za pierwszym razem tak się przestraszył, że gdy przyszedł do domu, miał wysoką gorączkę. To wszystko takie dziwne! Jakim sposobem czytał? Jednak to, co widział i czuł, było tak odmienne, nie pochodziło z tego świata. Nie mógł uwierzyć, wszystko stanęło na głowie. Gorączka nie ustępowała przez trzy dni, a on trwał zatopiony w modlitwie. Po czym, z wielkim oporem, powiedział swojej żonie, co się wydarzyło.

„Byłem w innym świecie – rzekł. Nie mów o tym nikomu, bo pomyślą, że oszalałem”.

Od tego pamiętnego dnia Mahomet był prowadzony nie przez swoje ego, ale przez siły ponad nim – stał się instrumentem.

Kiedy otwiera się wyższe, wszystko wywraca się do góry nogami. Twoja logika przestaje działać, rozum nie ma już żadnego zastosowania. To, co wiedziałeś, staje się zupełnie nieistotne, nieważne jest także to, kim jesteś.

Otwarcie się na wyższe jest możliwe jedynie wtedy, gdy zamkniemy bramę niższą. To może się stać, lub nie, ale jest prawdziwie konieczne, jeśli chodzi o przetrwanie ludzi. Wejście w wyższe staje się pomostem, bramą, dzięki której człowiek staje się czymś więcej niż zwierzę”.



wtorek, 16 lutego 2021

Edgar Cayce o zdrowiu

 Otacza nas ocean śmieci informacyjnych, który przymula mózg. Należy się przed tym bronić i poszukiwać autorytetów, wśród których niewątpliwie figuruje Amerykanin Edgar Cayce, nazywany także Śpiącym Prorokiem – niesamowita jednostka mająca dostęp do Sił Wyższych. Dziś kilka kwestii zdrowotno-żywieniowych z tego źródła.

                 Piasek w nerkach.

Ta przypadłość dotknęła mnie przed trzydziestu laty. Najpierw lekkie, potem silniejsze pobolewanie w nerkach. Ćmiło jak ząb bolący. Wytrzymywałem, bo dawało się wytrzymać bez środków przeciwbólowych. Poza tym takie środki działają tylko na objawy, a nie przyczynę. Jednak ćmienie przeszkadzało i w końcu poszedłem do lekarza. Diagnoza była oczywista i bez lekarza: - piasek.



- Niech pan pije fitolizynę, może pomoże. A piasek to cecha osobnicza i nie ma na to skutecznego lekarstwa.

Skutecznego lekarstwa to nie ma tylko na głupotę - pomyślałem, jednak piłem zalecony specyfik i rok trwałem w przycierpianiu z powodu zerowego skutku. Jak wiemy, przypadków nie ma i w końcu trafiła mi do ręki książka Edgara, a w niej znajduję niezwykły przepis na pozbycie się piasku: - „Codziennie rano po obudzeniu się wypijać małymi łyczkami pół kubka zagrzanej wody, o takiej temperaturze aby dawało się płynnie pić. Piasek zniknie, a dodatkowo mamy profilaktyczne płukanie jelit”.

Zastosowałem i …… po kilku dniach ból ustąpił całkowicie! Czyli piasek pewnie się rozpuścił i od tej pory mam spokój w nerkach. Błogosławię Edgara, a ta drobna czynność poranna przeszła w mój codzienny nawyk i gra muzyka! Wszystko co dobre jest proste?

 

                  Mikroelementy.

Tak modne są dziś suplementy diety. Wszystko dzięki potędze reklamy, która skołowała ludzi, a dzięki temu powstał nie tylko w Polsce wielomiliardowy rynek. Pisałem, co o suplementach sądzą bieszczadzkie myszy – pastylki pozostawione przez gości Kołyby na wierzchu na noc, nie zostały nawet napoczęte – myszy wolały zjeść kawał mydła i zakąsić gąbką do zmywania. To mi dało do myślenia. Co wymyśliłem? Suplementy to ściema, a niektóre z nich są wręcz trucizną. Nie daj się ogłupiać reklamom, a suplementów się strzeż. Ochronisz nie tylko zdrowie. Wystarczająca ilość mikroelementów jest dostarczana w prostym pożywieniu. Na zdjęciu przykład takiego jedzenia: - placki i przecier z jabłek.



Myszy bieszczadzkie nie tylko nie są głupie, one bywają bezczelne. Jedzenie na noc trzeba przed nimi chować, to zwykła sprawa. A tu zdarzyło się, że o poranku wyszedłem po wodę, nie było mnie może pół godziny, a one w tym czasie dobrały się do leżącego na stole ostatniego półbochenka chleba - efekt widać. Jeść śniadanie z takim chlebem, czy nie jeść? - oto jest pytanie!  Zaniedługo miałem autobus do Sanoka. Zezłoszczony nastawiam trzy pułapki, licząc, że wieczorem znajdę złapaną którąś z winowajczyń. Jedną, bo one głupie nie są i jedno trafienie na trzy pułapki to sukces. Przegryzam cokolwiek, zakładam buty, kiedy rozlega się pierwszy trzask. Satysfakcja -  jedna sztuka zamieniła się w śniadanie dla lisa.



 

               Przyswajanie składników odżywczych.

Po pierwsze Edgar powtarzał, żeby jeść to, na co ma się apetyt. Należy czytać sygnały ciała. Po drugie wszystkie surówki, sałatki owocowo-warzywne należy posypywać odrobiną żelatyny. Maleńką szczyptą mieszczącą się na czubku noża. Żelatyna w niezwykły sposób potęguje przyswajanie mikroelementów i witamin. Edgar wspominał także o równowadze energetycznej surówek: - jedna trzecia całej porcji powinna pochodzić z tego co rośnie pod ziemią, a dwie trzecie z tego co nad ziemią. Tu przypominam sobie ulubioną surówkę mojej babci Szeptuchy: jabłko z marchewką. Jabłka powinno być dwie trzecie. (62%?)

                       Kręgosłup szyjny.             

Według wizjonera znaczna część chorób nie tylko kręgosłupa (albo kościotrupa jak mówią niektórzy), bierze się z niedomagania w odcinku szyjnym. Co robić? Porannym nawykiem obok picia podgrzanej wody, powinna stać się profilaktyka polegająca na minutowej gimnastyce szyi: - mocno skręcić głowę w lewo – przytrzymać. Potem do oporu w prawo – przytrzymać trzy sekundy. I jeszcze raz i jeszcze. Następnie podnieść maksymalnie głowę w górę – przytrzymać i w dół - przytrzymać. Jeden raz powtórzyć i dziękuję bardzo – jesteśmy po gimnastyce. Pozostaje jeszcze nie garbić się i miłego dnia.

sobota, 25 kwietnia 2020

Katastrofy kolejowe


Czyli każdy ma Przeczucia.


Miss Ewolucja działa skokowo. Albo cyklicznie.
Być może nawet momentami przysypia, a my coraz więcej wiemy jako osobniki chwilowo zasiedlające Ziemię. Chwilowo, ponieważ na zegarze ziemskiej ewolucji pojawiliśmy się jako „dojrzały” gatunek dopiero na kilka sekund przed północą.
Nauka zepchnęła z piedestału religijne mroki średniowiecza, jednak czarne moce nie dają za wygraną – trzymają się kurczowo zdobytych enklaw w głowach i sercach tak wielu. To udaje się z prostego powodu: - te tereny należą do tego co Niższe, więc również do niskich instynktów ludzkich. Do tego dochodzi naturalna potrzeba przeżyć mistycznych i mamy idealną pożywkę dla krętaczy.
Jednak od zarania dziejów człowiekiem opiekują się także Siły Wyższe i próbują kierować jego postępowaniem, tudzież podpowiadać, a nawet ostrzegać.
Dzieje się to między innymi przy pomocy Znaków.

Moja babcia,  szeptucha z Myczkowic nad Sanem, mawiała na przykład, że są dwa rodzaje ludzi : - mieszkańcy miast, albo wsi, a ona jest bezsprzecznie wieśniaczką. Bo z tych dwóch rodzajów ludzi tylko wieśniacy rozumieją jak działa Natura. W miastach jest za szybkie tempo życia, aby można było zwracać uwagę na Znaki.
- Ja mam – mawiała – rytm życia wsi we krwi i biciu serca.


Powtarzała, że choć ludzie na wsi także plotkują, jest w nich coś solidnego – są przywiązani do miejsca i mają czas na obserwację jego rytmu. Przez ten rytm rozumiała puls nieba, czyli jak dziś byśmy nazwali – rytm kosmosu.
Kto wyczuwał ten rytm, potrafił także dostrzec Znaki.
Jednak rzecz nie polegała tylko na tym, aby je dostrzec, lecz również na tym, żeby je prawidłowo zinterpretować.
- Wczuj się wnuczku – powtarzała - w szum lasu, wdychaj jego zapach, a usłyszysz wszystkie odpowiedzi.
Nie rozumiałem wtedy, o czym babcia mówi.
Powtarzała także: - zawsze pamiętaj o miejscu, skąd pochodzisz, o jego rytmie. Nie zapomnij jego kolorów i zapachów.


Do Znaków zaliczają się Przeczucia.
Każdy je ma, jeden więcej i są silniejsze, drugi znacznie mniej. Często są bardzo ulotne. Właściwie te Przeczucia łączą się zawsze z Nie Ma Przypadków – czyli „zwykłym” zbiegiem okoliczności, jak nazywają sprawę realiści.

Im więcej wiemy, tym pojawia się więcej pytań. Nie tylko wszystko wskazuje na to, ale tak po prosu jest, że między wszelkiego rodzaju materią ożywioną i nieożywioną odbywa się wymiana informacji.
O ile rośliny i zwierzęta przyjmują informację instynktownie, o tyle u człowieka odpowiedzialność za spostrzeganie pozazmysłowe przejmuje podświadomość.

Informacji tych dostajemy multum nawet w ciągu jednego dnia, jednak tylko znikomy ułamek procenta przenika do świadomości na skutek splotu łańcucha reakcji, w którym główną rolę negatywną odgrywa „Czy w to Wierzę”, oraz pośpiech, pogoń za własnym ogonem, katarynka myśli, brak wyciszenia.
       Dopiero kiedy znajdujemy się w stanie jakby półświadomości, co zdecydowanie częściej przydarza się kobietom, odbieramy i to jedynie po kropelce informacje wyfiltrowane z podświadomości. Oto niższe Ja wysłało sygnał do wyższego Ja.
Nagle zaczynamy czuć się nieswojo, jakiś dyskomfort przypływa, jakaś myśl pragnie się przebić ….. I naraz pojawia się ona jasno. Pierwsza reakcja – zdziwienie, potem wrzucamy ją w tryby logiki i po obróbce ląduje zwykle w koszu.
 
Wydaje się nam, że ktoś nas obserwuje, idzie za nami, czujemy fizycznie jego wzrok oparty na naszych plecach, wręcz uderzenie w plecy - oglądamy się i okazuje się, że tak właśnie jest.
Albo działanie Pierwszej Myśli, co dzieje się zwykle tuż po przebudzeniu. Pierwsza Myśl jest klarowna i bezbłędna, jeśli tylko zrealizujemy ją bez zbędnych udoskonaleń.
Podsumowując wątek: - bezustannie spotykamy się  ze zjawiskami intuicji i prekognicji.

Amerykański matematyk Wiliam Cox przez całe lata analizował przyczyny katastrof kolejowych. 


Jego uwagę zwróciły dane statystyczne na temat liczby podróżnych znajdujących się w pociągu w chwili katastrofy. Liczby te Cox zaczął porównywać ze średnią tygodniową liczbą pasażerów korzystających z danej trasy i godziny jazdy przed wypadkiem. Rezultat okazał się tak zaskakujący, że Cox posprawdzał jeszcze liczbę pasażerów w 14, 21 i 28 dniu przed wykolejeniem się pociągu.


W wyniku tego sprawdzenia sformułował wniosek: - W pociągu, który ulega katastrofie znajduje się znacznie mniej pasażerów niż zwykle o tej porze na tej samej trasie. Pasażerowie wyraźnie unikają pociągów, które będą miały wypadek.


Czyżby u podstaw naszych przeczuć leżała matematyczna rzeczywistość? To przeświadczenie jest mi bardzo bliskie, ponieważ czuję się matematykiem i między innymi zajmuję prognozowaniem: - wyliczaniem dat zwrotu na rynkach finansowych.
Poza tym wiem o istnieniu Kroniki Akashy – pola morfogenetycznego otaczającego Ziemię, jak byśmy dziś powiedzieli chmury informacyjnej, w której znajdują się wszystkie myśli które były, są i będą! To taka Kolektywna Świadomość (także) Przyszłości.
A wracając do katastrof: - Osobista sztuka przetrwania zależy od naszej ewentualnej umiejętności zapobiegania wypadkom, albo ich unikania, dlatego korzystajmy z wielkiego daru jakim są Własne Przeczucia. 

P.S - sklep z datami w abonamencie zamknięty do odwołania.




wtorek, 21 marca 2017

Bardzo piękna godzina

Świt.
Ależ mgła!

Ej, od dolin mgła się wspina
Bies ją wiatrem w supły wiąże,
Pięści z nosem nie rozróżnisz,
Ani księcia od prosięcia.
Taka mgła.... taka mgła,
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Powiadają ludzie starzy -
Im rozumu nie brakuje -
Że to niedźwiedź strawę warzy,
A to tylko mgła się snuje.
Taka mgła....taka mgła...
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Wiersze, Baryła – Nowakowski.

Wszystko ocieka wilgocią.
Noc była dość ciepła – jakieś 12 stopni.
Ostatnia wyprawa po wodę na śniadanie i na zapas do marszu. Po powrocie spojrzałem na telefon - – godz. 5.55 – mam pozdrowienia od Sił Wyższych – dobry znak, będzie dobrze!


Mgła była jeszcze w lesie, kiedy nabierałem wodę, a teraz zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
W ciągu następnych trzech godzin, które minęły do odmarszu pogoda zmieniała się kilkakrotnie. Przebijało się słońce, potem zachmurzyło się, pokropiło nieco, potem znowu przejaśniło, a w końcu ponownie nadciągnęła ściana mgły.
Co ciekawe w górze wiał silny wiatr – chmury przesuwały się szybko, lecz tu przy ziemi było bezwietrznie.



Ostatni kawałek chleba i cienka zupka z papierka tym razem. To wszystko, co mi zostało.
Mógłbym co prawda dorzucić dowolną ilość grzybów, wystarczy po nie pójść ścieżką kilkadziesiąt metrów, lecz już nie mam na nie apetytu.
Codziennie jeść grzyby? Na razie zrobię przerwę.







Ognisko się dopala, zaparzyłem miętę na drogę.
Kolejność zdjęć nieco pomylona, ale nie będę już poprawiał.
Kiedy odchodziłem z Fereczatej w 2016 roku, była 9.23 i to zejście okazało się godne liczby 23. Ale o tym innym razem.

Tu i teraz zjadłem co było do zjedzenia, wszystkie manele spakowałem i krążę po szczycie żegnając się z Duchem Góry.

Jeszcze tylko na do widzenia nasikać w tlące się węgle.
Kwiatek rosnący tuż przy ognisku – uratowany przed ogniem! Ani jeden listek nie uszkodzony.





Jest 9.09. To bardzo piękna godzina, aby ruszyć dalej.
Do zobaczenia i wio w dół Ścieżką Zdumienia.
Kierunek Balnica.