piątek, 10 kwietnia 2026

Iść przez życie we dwójkę




Człowiek nie powinien iść przez życie sam, potrzebuje bowiem drugiego człowieka.

Jest taka obiegowa opinia i to zwykle wygłaszana przez tych, którzy na związku z drugim korzystają, wysysają go i depczą, dowartościowując się dzięki niemu.

Tu widzę dwie możliwości:

- po pierwsze primo oboje są zbudowani z tej samej debilskiej gliny pod nazwą tradycja.

- po drugie primo tym chorym związkiem rządzi masochizm.

   Ci doświadczeni, którzy dostali w związku, czy w związkach w dupę, przeważnie nie udzielają pouczeń małżeńskich i siedzą cicho.

   Azaliż zdarzają się wyjątki, spotykam bowiem mocno nieliczne stare małżeństwa, które autentycznie po 50 latach związku kochają się. Jeśli jedno mówi – drugie słucha i ma przy tym „perły w oczach”, jak to ładnie ujął Stachura.

Temat wyjątków Stachura wyjaśnił krótko: Wyjątek nie potwierdza reguły, on ją kompromituje.

      Teza: - We dwójkę łatwiej iść przez życie.

Iść? I czytamy Krzysztofa Vargę:

- Chyba się czołgać i to przez pustynię swojej ukrywanej samotności. Czołgać się stękając z wysiłku i bylejakości, z nudów i beznadziei. Wokół nie ma już żadnej oazy, a ty czołgaj się człowieku w zawziętym milczeniu, albo wśród wzajemnych pretensji, gniewów i oskarżeń. W takim związku walczysz, dopóki ci się nie znudzi, wtedy zapada decyzja rozwodu, albo zostałeś uzależniony, zniewolony i poddając się dominacji, czy zgadzając się na kompromisy, tracisz stopniowo chęć do życia.

 PS. Fakt - jak Czytelnicy wiedzą, wspomniane wyżej czołgania przerobiłem wystarczająco dokładnie. Kiedy postanowiłem "skoczyć nie mając skrzydeł" - one wyrosły mi już w locie, a życie po nowemu okazało się zaskakująco przyjazne.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz