Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samotność. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2026

O małżeństwie

 


Starzec rzekł: 

- Jako urodziliście się w jedności, tak i razem pozostaniecie na wieki. Nawet gdy dni wasze rozproszą białe skrzydła śmierci, wciąż będziecie złączeni. A w cichej pamięci Najwyższego także razem zostaniecie.

   Jednak bądźcie ze sobą tak, aby we wspólności trwał zawsze oddech przestrzeni. Niech między wami  tańczy wiatr Niebios.

   Kochajcie się wzajem, lecz nie przemieniajcie miłości w więzy niewoli.

   Dotykajcie brzegów dusz waszych jako morze swobodne. Puchary wzajemnie sobie napełniajcie, ale z jednego pucharu nie pijcie.

   Dzielcie się wzajem chlebem, ale nie pożywajcie jednej kromki. Śpiewajcie i tańczcie razem i oddawajcie się wspólnej radości, ale pozwólcie sobie również na samotność.

   Bo choć oddzielne od siebie, struny lutni drżą pieśnią jednaką.

   Oddajcie sobie serca, ale nie zawłaszczajcie ich. Bo tylko dłoń Życia pomieścić może serca wasze.

   Bądźcie przy sobie, ale nie nazbyt blisko.

Przecież i kolumny świątyń stoją w oddzieleniu, a dąb i cyprys nie rosną wzajem w cieniu drugiego.

 

                Khalil Gibran - Prorok

 

PS. Nadeszła czterdziesta rocznica ślubu, żona pyta:

- Może kurę na tę okoliczność zarżnę?

- A co ona winna? – zdziwił się mąż.


piątek, 17 kwietnia 2026

Bajka o babie Jadze


Za siedmioma (w innej wersji jest 9) górami i siedmioma rzekami mieszkała sobie baba, którą zwano Jagą. Mieszkała ci ona z dziadem, który ją mocno wkurzał. Mianowicie ów potężnie chrapał w nocy tudzież nie lubił myć nóg. Kiedy sytuacja osiągnęła stan krytyczny, czyli czerwoną linię, baba powiedziała: - Dość tego! I popędziła dziada.

    Od tej chwili mocno polepszył się jej stan psychiczny – latała sobie na miotle (bo to była także czarownica) gdzie chciała, oraz dowolnie regulowała szybkość przelotów.

  Któregoś razu przelatywała nad łąką i zauważyła małą dziewczynkę zbierającą zioła. Jako że jednak odczuwała samotność z powodu braku dziada, postanowiła lądować i porozmawiać z dzieckiem.

Rozmowa przebiegła w atmosferze wzajemnego zrozumienia, dlatego Jaga zaproponowała dziewczynce wspólny przelot. Jako że zbieranie ziół dziewczynkę nieco znudziło, przystała ochoczo na propozycję. I śmignęły one wraz pod nieboskłon. A z nieboskłonu Jaga skierowała swój pojazd do chatki na kurzej nóżce.

- Jaka ładna chatka! – wykrzyknęła dziewczynka po lądowaniu i zaraz zabrała się do pałaszowania pierników, które stanowiły dach chatki.

- Stój, stój – tak nie można! – krzyczała Jaga, ale było już za późno i jeden piernik za drugim znikał w żołądku dziewczynki, bo ponieważ była ona fanką pierników. Baba Jaga początkowo załamała ręce, atoli po chwili dołączyła do dziewczynki, gdyż także lubiła pierniki, ale do tej pory starała się chronić dach i swoją tuszę, gdyż miała skłonności do tycia.

I w ten oto sposób, dzień po dniu Jaga i dziewczynka zjadły wszystkie pierniki będące dachem chatki.

 Z tego wynikły trzy problemy:

- Po pierwsze primo chatka nie miała już dachu, a szła jesień.

- Po drugie primo Jaga tak zgrubiała, że miotła nie mogła utrzymać jej ciężaru i któregoś dnia się wzięła i połamała.

- Po trzecie primo dziewczynka okazała się krnąbrna i niemiła w obejściu, tudzież okazała się zwolenniczką ruchu MAGA, co przeważyło szalę goryczy i baba Jaga ją gwałtownie znielubiła.

Kiedy akurat przelatywał klucz gęsi, Jaga skorzystała z okazji i zawołała: - Czy możecie zabrać stąd tego bachora?

 Gęsi prośbę spełniły i znowu Jaga miała święty spokój.

Sporządziła nową, tym razem towarową miotłę, poleciała na niej po paletę pierników do Biedronki, po czym pracowicie uzupełniła nimi dach chatki. Przy tych zajęciach na powrót schudła i odtąd żyła sobie zdrowo i szczęśliwie, wystrzegając się zarówno chrapiących dziadów jak i niegrzecznych bachorów. 

   PS. Na zdjęciu z 2013 r. Krystyna Rados ze Szwejkowa - bieszczadzka czarownica z certyfikatem.

piątek, 10 kwietnia 2026

Iść przez życie we dwójkę




Człowiek nie powinien iść przez życie sam, potrzebuje bowiem drugiego człowieka.

Jest taka obiegowa opinia i to zwykle wygłaszana przez tych, którzy na związku z drugim korzystają, wysysają go i depczą, dowartościowując się dzięki niemu.

Tu widzę dwie możliwości:

- po pierwsze primo oboje są zbudowani z tej samej debilskiej gliny pod nazwą tradycja.

- po drugie primo tym chorym związkiem rządzi masochizm.

   Ci doświadczeni, którzy dostali w związku, czy w związkach w dupę, przeważnie nie udzielają pouczeń małżeńskich i siedzą cicho.

   Azaliż zdarzają się wyjątki, spotykam bowiem mocno nieliczne stare małżeństwa, które autentycznie po 50 latach związku kochają się. Jeśli jedno mówi – drugie słucha i ma przy tym „perły w oczach”, jak to ładnie ujął Stachura.

Temat wyjątków Stachura wyjaśnił krótko: Wyjątek nie potwierdza reguły, on ją kompromituje.

      Teza: - We dwójkę łatwiej iść przez życie.

Iść? I czytamy Krzysztofa Vargę:

- Chyba się czołgać i to przez pustynię swojej ukrywanej samotności. Czołgać się stękając z wysiłku i bylejakości, z nudów i beznadziei. Wokół nie ma już żadnej oazy, a ty czołgaj się człowieku w zawziętym milczeniu, albo wśród wzajemnych pretensji, gniewów i oskarżeń. W takim związku walczysz, dopóki ci się nie znudzi, wtedy zapada decyzja rozwodu, albo zostałeś uzależniony, zniewolony i poddając się dominacji, czy zgadzając się na kompromisy, tracisz stopniowo chęć do życia.

 PS. Fakt - jak Czytelnicy wiedzą, wspomniane wyżej czołgania przerobiłem wystarczająco dokładnie. Kiedy postanowiłem "skoczyć nie mając skrzydeł" - one wyrosły mi już w locie, a życie po nowemu okazało się zaskakująco przyjazne.












czwartek, 26 marca 2026

Marzenie wyposzczonych ludzi

 



Wikary i biskup znaleźli się w przeciwległych końcach poczekalni kolejowej. Kiedy wszedł biskup, wikary schował egzemplarz „Playboya” i zaczął czytać „The Church Times”. Biskup zignorował go i rozwiązywał krzyżówkę w „Timesie”. Zapanowała cisza.

Po jakimś czasie wikary spróbował nawiązać rozmowę w chwili, gdy biskup zaczął drapać się po głowie i stukać ołówkiem. Wtedy wikary zapytał: - „Mogę w czymś pomóc waszej wielebności?

 - Być może. Jakie jest słowo na cztery litery, ostatnie trzy to UPA, a hasło brzmi: Marzenie wyposzczonych ludzi?

- A więc - odpowiedział wikary po krótkim namyśle – to będzie ZUPA.

– Ależ oczywiście, oczywiście! – rzekł biskup.

– Młody człowieku, czy masz może gumkę?

Twoje życiowe problemy można sprowadzić do problemu z seksem. Możesz starać się je rozwiązywać, ale nigdy to ci się nie uda, ponieważ nie są one prawdziwymi problemami. Jeśli rozwiążesz problem seksu, wszystkie inne problemy znikną, ponieważ rozwiążesz ten podstawowy. Czasami lekarstwo jest bardzo proste. Odzyskaj swoją wolność kochania. Oto tajemnica, oto błogosławieństwo.

 Spytaj mnichów, o czym marzą: - oni marzą wyłącznie o kobietach. Nie potrafią śnić o niczym innym. Spytaj siostry zakonne: - one marzą tylko o mężczyznach. I to może stać się patologią. Na pewno znasz historię chrześcijaństwa. Zakonnice i mnisi zaczynają śnić nawet z otwartymi oczami. Marzenie staje się tak namacalną rzeczywistością, że nie trzeba nawet czekać do nocy. Nawet w środku dnia zakonnica siedzi i widzi nadchodzącego diabła, a diabeł chce się z nią kochać.

   Będziesz zaskoczony: - wielokrotnie zdarzało się w średniowieczu, że zakonnice palono na stosie, bo przyznawały się do kontaktów seksualnych z diabłem. Same się przyznały i to nie tylko do uprawiania miłości z diabłem, nawet zaszły z nim w ciążę – fałszywą ciążę, tylko gorące powietrze w brzuchu, ale ich brzuchy rosły i rosły. Ciąża urojona. Opisywały diabła w najdrobniejszych szczegółach – był wytworem ich wyobraźni. Chodził za nimi dzień i noc. I tak samo było z mnichami. Wybór pozostawania w samotności stworzył chorą ludzkość. Cały świat to nieustanny smutek. Ale ty bądź inteligentny, zmień swoją psychikę i wtedy możesz mieć zarówno samotność, jak i związek. Wtedy będziesz w równowadze – wtedy będziesz szczęśliwy. 

                                                                              Osho



piątek, 21 marca 2025

Bajka nie tylko dla dziewczynek

 


Była sobie raz niepozorna, skromna dziewczynka. Otoczona miłością matki wierzyła w swą szczęśliwą gwiazdę. A sprzyjały temu często powtarzane słowa rodzicielki: - Uwierz w siebie, moja ukochana córeczko!

 Jednego razu dziewczynka zapytała:

- Mamusiu, czemu tata już z nami nie mieszka? Matka wyjaśniła:

- Przystojny mężczyzna często bywa niestały w uczuciach. Jak wiesz, tata jest przystojny. Pamiętaj: - nie należy mylić opakowania z zawartością.

Kiedy przyszła odpowiednia pora, pojawił się chłopak.

Chodzili ze sobą jakiś czas. Dziewczyna chłonęła wiedzę na własną rękę, wiedząc, że szkoła jest dobra, ale mądra to ona nie jest.

Dzięki tej indywidualnie zdobywanej wiedzy stawała się coraz mądrzejsza. Opowiadała bajki z morałem swemu chłopakowi, co mu imponowało, gdyż poza oglądaniem meczów piłki nożnej, niewiele go interesowało. Nasza bohaterka intensywnie korzystała z biblioteki, a jej chłopak przystał do kiboli.

Kiedy do faceta w końcu dotarło, że przy swojej dziewczynie właściwie jest przygłupem i ona może mu się wymknąć, zapytał, czy wyjdzie za niego za mąż.

A dziewczyna właśnie dostała pierwszą pracę, gdzie od razu zauważono jej potencjał. Jednocześnie dobrze wiedziała, że obecny związek, rokowania na przyszłość ma nikłe.

Dlatego odpowiedziała owemu krótko: - Nie.                                          

A jako, że posiadała wrodzoną delikatność, dalszy ciąg odpowiedzi: - a dymaj się jełopie ze swoimi kibolami – przemilczała. I zerwała związek.

W pracy szybko awansowała, jednak znając wskazówki Roberta Kyosaki wiedziała, że mając pomysł, powinna otworzyć własną firmę i wskoczyć w rynkową niszę, co też w odpowiednim momencie zrobiła. Przemyślane posunięcie wprowadziło naszą bohaterkę w fizyczny obszar bogactwa, a więc drugi, bowiem umysłowo bogata już była.                                                         

       Czuła się wyzwolona, a zrażona dwulicowością otoczenia, po kilku nieudanych związkach, zaczęła ich unikać, coraz częściej szukając samotności w swym ukochanym małym domku pod miastem. Tam nie stroniła od prac fizycznych, dużo chodziła i nie tylko czuła się dobrze, ale była wręcz szczęśliwa. Kiedy zdalny nadzór nad prężnie rozwijającą się firmą zaczął ją męczyć, sprzedała biznes, a pieniądze ulokowała w przemyślanych inwestycjach.                                                                                  

Mocno brzmiały jej w pamięci słowa Osho, że szczęścia nie należy szukać na zewnątrz, ono znajduje się w środku człowieka.

Mijały lata, kobieta starzała się w pogodzie ducha. Przybywało siwych włosów, ogólne przyjazne nastawienie do świata, akceptacja życia takiego jakie jest - to wszystko sprzyjało zdrowiu. Na nic nie chorowała, dopisywała jej sprawność fizyczna, bo jak wiemy wszystko bierze się z głowy i jeśli duch zdrowy, to i ciało także. Do tego poznała bratnią duszę, mężczyznę w jej wieku, z którym porozumiewała się wspaniale. Nie zawłaszczali sobie wolności, on mieszkał sam w swoim niedaleko położonym domu i kiedy oboje mieli ochotę na spotkanie, wtedy się spotykali.

 Koniec bajki.


P. S. - Cały szkopuł w tym, że małym dziewczynkom nie opowiadano w dzieciństwie podobnych bajek, zamiast tego katując je tym pieprzonym królewiczem na białym koniu.

Przyjaciel podesłał adres do filmiku, który wesprze każdą zagubioną chwilowo, czy też nie wierzącą w siebie  "nie tylko dziewczynkę".

https://www.youtube.com/watch?v=k6YAChF1gAE

 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Żyć tak, aby szły iskry

 


Przeglądam teksty z napęczniałego archiwum (nic dziwnego, przecież lubię pisać), oto jeden z tekstów z barwnego roku 2014, w którym 8 miesięcy podróżowałem:

 „Skorzystałem akurat z podwózki przy pomocy BlaBlaCar, a że nie ma przypadków, kiedy wpadł mi w ręce w przepięknym poznańskim Starym Browarze wywiad z pisma dla kobiet, miałem przeczucie. Jakie? Ano że być może znajdę  w nim „Słowo od mego Anioła”. Najpierw przeczytałem motto:

 

O ma duszo, bądź gotowa na przyjście Nieznajomej

Gotuj się, gdyż nadchodzi ta, która umie stawiać pytania.

Ta, która nigdy nie zapomni drogi do twojego domu,

Bo choćbyś unikał życia, to przed Śmiercią nie znasz schronu.

 

Czytałem te słowa zdziwiony, bo właśnie oczekiwałem na spotkanie z Nieznajomą z internetu. Byłem podekscytowany, energia mnie rozpierała. Przeczytałem, nastąpiła chwila zastanowienia i pojawiła się w głowie jedna z fraszek Sztaudyngera, z zasobu na tak zwane specjalne okazje:

 

Nadmiar wigoru stwarza przymus zamiast wyboru.

 

- A co mi tam – niby pomyślałem. „Niby”, ponieważ były to chwile zdarzające się facetom, kiedy to nie myśli się głową.

Czytałem dalej:  

Sonja Heikkila należy do stu najważniejszych myślicieli 2014 roku.

    „W Finlandii na przykład nowym trendem jest nieposiadanie samochodu. Tak zaczynają myśleć młodzi ludzie. Że to nieposiadanie jest nową wartością, bo jest przyjazne środowisku, nie ogranicza wolności. Kiedy bowiem zaparkujesz, musisz wrócić w to miejsce, nie możesz iść dokąd chcesz, nie możesz napić się piwa. To ogranicza.

Nie chcę mieć samochodu, ale chcę się przemieszczać i mieć swobodę ruchu.

Wydaje się, że nadeszła era, w której ważniejsze staje się doświadczenie i wrażenia.

      Ale żyjemy przecież w konsumpcyjnym świecie.

Uważam, że to się zmienia. Ludzie zaczynają redukować liczbę rzeczy, które posiadają. Przechodzą na minimalizm. To wciąż mała grupa młodych, ale trend będzie narastał. To nasza przyszłość. Posiadanie wychodzi z mody”.

Dalej Finka opowiada o MaaS i korzystaniu ze smartfona, aby mieć na zawołanie wygodną podwózkę w dowolnym miejscu.

   - Czy nie obawiasz się, że to skończy się tak, że niemal przestaniemy chodzić?

- Tak, trochę się tego obawiam. Trzeba będzie pomyśleć o wspieraniu chodzenia i jeżdżenia na rowerze.

      W wywiadzie pada także kilka ciekawych zdań na inne tematy.

 - W samotności może być dobrze. Kiedy nie ma partnera świat o dziwo się nie zawala.

    - A co z bliskością?

- Bliskość to nie tylko seks, ale także rozmowa. Bliskość ma wiele form.

A życie polega na tym, aby szły iskry”.

 

P.S - I zaiste, powiadam Wam, to ostatnie zdanie trafiło mi prosto do duszy. Pomyślałem: - Tak jest! Aby iskry szły! Ładnie powiedziane! Połączyć seks z bliskością i rozmową!

           Aliści nadpłynęła refleksja filozoficzna: - jeśli jest ładnie, to dla równowagi powinno być także brzydko. Tudzież wyjaśnienie dla moralistów, lub tak zwanych świętoszków: - wielu prawd nie da się składnie przekazać bez użycia języka potocznego. 

Oto prawda o "iskrach w życiu" zawarta w starym polskim powiedzeniu: - Pić, pierdolić, nie żałować, bida musi pofolgować.


czwartek, 17 października 2024

Rozmowa

 


Idę w tej cudownej i straszliwej samotności niespiesznie w stronę przełęczy Żebrak, kontemplując pierzyny chmur, oraz to, co przy drodze. Cisza, spokój, nikogusieńko. Napędzany zachwytem czuję łączność z Kosmicznym Centrum Koincydencji.











Niedaleko bazy studenckiej Rabe przysiadam na metrówkach ułożonych na poboczu. Zbliża się jakiś piechur. Idzie szybko – nic dziwnego, młody jest.


- Dzień dobry, a pan dokąd? - pyta

- Dzień dobry, do góry na razie – odpowiadam.

- A potem?

- Potem się zobaczy.

- Bo ja do Smolnika nad Osławą. Wie pan gdzie to jest?

- Co mam nie wiedzieć?

- Bo ja proszę pana po raz pierwszy jestem w Bieszczadach i mam dzisiaj zaplanowane „zrobienie” Smolnika, tam podobno ciekawa cerkiew jest, a potem „zaliczam” Cisną, gdzie mam miejsce w agroturystyce. Drugiego dnia planuję „zaliczyć” Okrąglik, zejść do Smereka, a potem „zrobić” połoniny.

- To jest mocno ambitny plan. Zwłaszcza chwalebne są słowa „zrobić” i „zaliczyć” - podsumowałem.

Młody nie zwrócił uwagi na ironię i podkręcając się, zaczął tłumaczyć, jak ważne jest w życiu planowanie i konsekwentne wypełnianie planu. I zaprawdę, powiadam wam - otoczył mnie dobrze znany z telewizora słowotok. Próbując go przerwać, zarzuciłem plecak na ramiona i ruszyłem niespiesznie dalej, mając nadzieję, że moje wolne tempo nie przypadnie młodemu do gustu. Azaliż myliłem się – on wyraźnie miał chęć się wygadać, dlatego dostosował tempo, nawijając bez ustanku.

A ja po kilku dniach samotności byłem przyjaźnie nastawiony do świata, w którym jest miejsce także dla gadułów. Nawet przez chwilę chciałem opowiedzieć człowiekowi sławną anegdotę Osho pod tytułem „Gaduła”, atoli zrezygnowałem, gdyż młody wydał mi się sympatyczny, bo mówił płynnie i wyraźnie, a to już samo w sobie jest nieczęste, tudzież miłe wręcz.

Iga Świątek powinna wziąć lekcje wymowy od tego gościa – pomyślałem.

Treść przemówienia atoli mi umykała – gdyż akurat oceniałem czas dojścia do przełęczy – wychodziło jakieś 40 minut.

Spokojnie wytrzymam – pomyślałem. Poza tym obserwowałem powiększające się pęknięcie w czubie lewego buta.

Doszliśmy do szałasu.

- Do widzenia panu, ja w prawo teraz – powiedział młody patrząc we wskazania telefonu.

- Do widzenia.

Młody odszedł kilka kroków, po czym się jakby zawahał, się odwrócił i rzekł: – może się kiedyś spotkamy, z panem tak dobrze się rozmawia.









poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Belfegor


Bieszczady – Łupków
tuż przy tunelu. Czyli poruszamy się śladami Dobrego Wojaka Szwejka: - „ Nie wszyscy ludzie mogą być mądrzy, panie oberleutnant - rzekł Szwejk tonem głębokiego przekonania - muszą być także głupi, bo gdyby wszyscy byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego”.

Pewnik: - mądry człowiek powinien być zadowolony. No nie non stop, bo to z kolei świadczyłoby niespecjalnie o jego psychice. Musi być dzień po nocy i deszcz po suszy. Jednak luzik, czyli zadowolenie z Tego Co Jest ma przeważać.

Radość wewnętrzną, tudzież przyjacielskie nastawienie dla całego świata sygnalizują na przykład bukiety zbierane dla samego siebie.




Dla samego siebie, bo dla kogo masz zbierać, kiedy jesteś w samotności?


Na obrazku widać maleńką figurkę człowieka z pieskiem, a ja mam akurat pod ręką zdjęcie jednego z moich ciekawszych pieskowych bieszczadzkich przyjaciół. Jako że podobne energie się przyciągają, polubił mnie bowiem radosny, wielki pies o imieniu Belfegor. Dom miał u Staszka Firsta. Kiedy ten czarny jak smoła osobnik stawał na tylnych łapach, jego głowa sięgała wysokości mojej. On mnie lubił, co okazywał lizaniem po twarzy, czego ja z kolei nie lubiłem z powodu wyjątkowej mokrości psiego języka o długości dwudziestu centymetrów.

Belfegor biegał na luziku i okazując zadowolenie z Tego Co Jest podbiegał do mnie znienacka, a ja wtedy, jeśli nie zdążyłem się uchylić, miałem przechlapane. Jak widać język już w gotowości.



środa, 22 listopada 2023

Hierarchia spraw doczesnych


 

Zaglądam do notatek z wakacji:

„Odludzie raz, deszcz dwa – i już jesteś odcięty na amen od tak zwanej cywilizacji, w której ksiądz gwałci dziecko, choć naucza o miłości bliźniego, a do rządzenia pchają się szuje.

      Jesteś sam ze sobą i ze swymi myślami. Jeśli siebie akceptujesz, wtedy jest ci dobrze. Jeśli siebie nie akceptujesz, z pewnością od samotności uciekasz. Szukasz przynależności do jakieś grupy, stowarzyszenia. Włączasz telewizor, bierzesz się za robienie czegoś, aby tylko nie być sam na sam ze swymi myślami. A przecież nie ma lepszego przyjaciela niż ty sam dla siebie.


 Tak wiele niegłupich w końcu osób jest skołowanych przez społeczeństwo, przez indoktrynację. Stali się kukiełkami uzależnionymi od innych, od ich opinii, od tego „co ludzie powiedzą”.

Słuchają wiadomości medialnych, znaczy sieczki informacyjnej, aby natychmiast po przebudzeniu dowiedzieć się, kto komu głowę urżnął, albo co powiedział jakiś głąb.

       Pada. Padało przez noc. Cieszę się więc. A to z powodu? Miska i garnek, wystawione z wieczora, są do połowy pełne.

Anioły dostarczyły transport wody na górę. Wdzięczność więc dla Aniołów Deszczowych, także pozdrowienia dla Ducha Góry 686!


Co zapisawszy po krótkim wyskoku na „się wysikawszy”, powróciwszy do namiotu, mogę się ponownie położyć.

Pogoda wymusza przerwę w wędrówkach.

Ach! Jak dobrze człowiekowi z pustym pęcherzem! Ćwiczenie o tytule „trzymaj mocz tak długo, jak się da” jest sprawą cenną. To mianowicie świetny przepis na pozbycie się głupich myśli. Napastują ciebie głupie myśli. Nie bronisz się przed nimi, tylko wstrzymujesz potrzebę sikania. Myśli cichną, a w końcu nic nie jest już dla ciebie ważniejsze od chęci wysikania się. Ulga po tej czynności powinna uzmysłowić, jak ma wyglądać zdrowa hierarchia spraw doczesnych. Głupie myśli odlatują.  

     Być może zainspiruję kogoś do poszukiwań w tym kierunku.

 Ze straszliwego, a jednocześnie cudownego odludzia nadawał Zbyszek 55”.


środa, 8 listopada 2023

Terziano Tiziani

 

Wybitny dziennikarz.

Przeczytałem jego książki i wypisałem kilka rzeczy:

 

"Wędrówka niespieszna to w istocie sztuka. Zdobywa się poczucie miejsca, nie ma napięcia, a jest wielka przyjemność – wręcz radość.

No i ten brak troski o czas w tym dzisiejszym pędzącym świecie". 

 

Od kiedy poznałem i zasmakowałem samotności, doceniam jej błogosławione towarzystwo.

 

Zielarze – niosą resztkę wiedzy przodków.

Aborygeni – Nie ma u nich listów, ani telefonów. Za to zawsze przyjdą o czasie na pogrzeb wodza, a przecież muszą wyruszyć grubo przed jego śmiercią po odebraniu mentalnej wiadomości nie wiadomo skąd. Potrafią rozmawiać ze zwierzętami, albo - rozumieją mowę zwierząt.

 

Nie chciałem zostać bogaczem, bo ci których znałem, byli po prostu nudni. Oraz wydawali się spięci, ponieważ głównie troszczyli się o to, aby nie stracić, a mnie taka troska niepotrzebna, czuję się bardzo swobodnie bez niej i jej nie chcę. Uważałem, że jeśli stanę się bogaty, jednocześnie zamienię się w nudziarza".

 

 

sobota, 7 października 2023

Rybne

 W puszczę wszedłem o 13.20 i po pierwsze primo napotkałem tłuste winniczki.

Po drugie primo znowu postanowiłem zejść ze szlaku i skrócić sobie drogę przejściem na przełaj, według kompasu w głowie, nie doceniając trudności terenowych. Powalone drzewa, ślisko na mokrych liściach, więc na spadkach wykonałem kilka fikołków, a przez takie miejsca, jak wąwóz ze zdjęcia przechodziłem odwiecznym sposobem na czworakach.


Z powodu wspomnianego powyżej skrótu, czas wędrówki uległ istotnemu wydłużeniu i w Rybnem znalazłem się dopiero o 17.00. Nader często popraweczki powodują pogorszeczki.

Pić się chce. Miałem tylko półlitrową butelkę wody i już dawno ją opróżniłem. Mijane strumienie po nocnym deszczu mętne - woda nie nadawała się do picia. Zmierzam szparko do znajomego sklepu z ogródkiem piwnym, a tu kicha! Sklepu nie ma, zlikwidowany.

Pytam gdzie tu inny sklep i dopiero w Groszku, przy skrzyżowaniu Hoczew-Czarna kupuję piwo i natychmiast łapczywie je wychłeptuję obok sklepu, bo tu nie ma ogródka, więc alternatywy innej nie ma poza „na stojąco”. Chwila oddechu na przejedzenie czekoladą.


Przypomina mi się jedna z moich dawnych sentencji: - Ryba to ma dobrze. Gdy chce się jej pić to tylko otwiera pyszczek, bul, bul i już jest napita.                 

Kupuję wodę. Ceny w Groszku przystępne – za piwo i wodę płacę 5 zł.

Miałem jeszcze w planie A na dziś odwiedziny u Dymitra, ale to kawałek drogi w stronę Górzanki, a deszcz wisi nad głową i nogi w tyłek mi weszły po tylu kilometrach. Poza tym Dymitr mieszka sam w wielkim domu, jest gościnny i będzie nalegał, żebym nocował u niego. Przesunę tę wizytę na jutro, bo przecież nie po to brałem namiot, żeby spać pod dachem.

Rozglądam się za jakimś znośnym miejscem pod namiot. Przemierzam kilkaset metrów szosą, a następnie podchodzę do góry ponad domy, przedzierając się przez ociekające wodą, gęste zielska (czuję, że buty przemokły) sięgające do piersi 

Jestem już dość wysoko, gdy natrafiam na starą, nieużywaną drogę polną serpentynową. Nieużywaną, bo niemal na jej środku rośnie dziesięcioletni modrzew. Jaki tu leży piękny kamień! Od razu się nim zachwyciłem.



Czy to dobre miejsce pod namiot? A tu nie ma już czasu na deliberacje, bo deszcz, który zapowiadał się dzień cały, właśnie podjął decyzję.

Zmieniam się w automat - Wyjąć namiot z plecaka. Plecak, zdjętą kurtkę i koszulę okryć peleryną. Postawić namiot. Leje coraz bardziej. Jeszcze umocować tropik i gotowe. Teraz plecak do środka i nura za nim! Suwak w dół i drzwi zamknięte.

Mokry T-shirt zamienić na zapasowy. Spodnie są tylko lekko wilgotne, na razie w nich siedzę. Minęła godz. 18,00 - zabieram się do obiadokolacji. Jak dobrze jest we własnym domu! Uważam nawet, że dobrze to mało - jest cudnie!


Wysyłam smsa do Dymitra, że zamiast dziś, zjawię się u niego jutro. Po chwili wiadomość, że on jutro jedzie do Sanoka. Umawiamy się na lipiec, gdy pojawię się w Bieszczadach na dłużej. 

Następuje chwila błogosławionej odsapki w malowniczej scenerii namiotowej, gdy na zewnątrz ulewa. Misio już się ułożył do snu, a plastuś trochę pomarudził, a potem sobie poszedł. 



Odrobina filozofii - wymyślam, że dobrze mi w samotności, która najlepiej uwypukla piękno nawet tak mokrej  chwili.

Albo inaczej -  piękno kocha samotnych wielbicieli. Nadpływa coraz większa senność, jeszcze ceremonia krótkiej modlitwy dziękczynnej - Ach! Po czym znużony do imentu usypiam jak kamień.