Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2026

Osłabić człowieka

 



Seks jest najsilniejszym instynktem w człowieku.

Politycy i księża od początku zrozumieli, że seks jest energią, która najsilniej napędza człowieka, więc postanowili ją ograniczyć, odciąć. Jeśli człowiekowi pozwolić na całkowitą wolność w seksie, straci się możliwość dominowania nad nim. Zamienienie go w niewolnika będzie niemożliwe.   

     Widziałeś, jak to robią, gdy chcą zaprzęgać byka do wozu? Kastrują go! - Niszczą jego energię seksualną. Czy widzisz różnicę między bykiem a wołem? Jest ogromna! Wół to biedna istota, niewolnik. Natomiast byk jest pięknem, wspaniałością, ma w sobie tyle dumy! Zobacz, jak chodzi! Porusza się niczym cesarz! A zobacz, jak wół ciągnie wóz. To samo zrobiono z człowiekiem.

Instynkt seksualny został usunięty, wycięty. Człowiek jest już jak wół, nie jak byk. I każdy ciągnie za sobą tysiące wozów, do wszystkich jesteś zaprzężony. Dlaczego byka nie można zaprząc? Bo jest zbyt silny i niezależny. Gdy zobaczy przechodzącą krowę, porzuci i ciebie i wóz i pójdzie do niej! Nie będzie go obchodzić to, kim jesteś, nie będzie cię słuchał. 

Kontrola nad bykiem jest niemożliwa. Energia seksualna jest energią życiową, nie można jej kontrolować. Dlatego polityków i księży interesuje jak podciąć twoją energię życiową, aby zamienić ciebie w niewolnika, w kalekę. Do tego celu stosują pięć sztuczek.

Oto sztuczka pierwsza: - Osłabiaj człowieka, jeśli chcesz nad nim dominować. 

Najlepszym sposobem na to jest ograniczenie swobody jego miłości. Bo miłość odżywia. Psycholodzy odkryli, że jeśli dziecku nie dostarcza się miłości, zamyka się ono w sobie i słabnie. Możesz dawać mu mleko, możesz podawać mu leki, możesz dostarczać mu wszystko z wyjątkiem miłości. Nie przytulaj go, nie całuj, nie dawaj mu ciepła swojego ciała, a dziecko będzie coraz słabsze i słabsze. Większe są szanse, że umrze, niż że przeżyje. Co się dzieje? Przytulanie, całowanie, dawanie ciepła sprawia, że dziecko czuje się akceptowane, kochane, potrzebne. Dziecko zaczyna odczuwać, że jest coś warte, zaczyna dostrzegać cel życia. Energia seksualna osiąga kulminację około osiemnastego roku życia, a pomiędzy dziewczynami i chłopcami stoi cała struktura społeczna, urzędów, policji. Dlaczego tak się o nich troszczą? Próbują zabić byka i stworzyć wołu.

                                                           Osho

piątek, 3 października 2025

Mokry spacer



Zimowity po nocy zamknięte w patyczki, tylko nieliczne zostały uszkodzone gradem. Pewnie z powodu, że nie zdążyły zacisnąć płatków – nic dziwnego - burza nadeszła gwałtownie. Mnie się nie spieszy, pomieszkam tu i poczekam na pogodę, aby dokończyć sesję, kiedy świat obeschnie, a teraz powędruję przed śniadaniem po najbliższych mokrościach, aby upuścić nadmiar energii.











Przez wiele lat w tym miejscu stała ambona, obserwowałem ją przy okazji biwakowania na przeciwzboczu. Tworzyła mi dyskomfort w krajobrazie, coś jak zadra w dupie. Patrzę na jej szczątki z satysfakcją. Może piorun ją trafił razem z myśliwym zaczajonym w środku? W te okolice przyjeżdżał polować ksiądz z Sanoka, co odbywało się oczywiście według zasady "nie zabijaj".


  


piątek, 14 lutego 2025

Wielki Pies Seksu

 


Od momentu wielkiego wydarzenia, jakim jest rozpoczęcie podróży do samego siebie, człowiek dysponuje nadwyżką miłości i rozumie, że zwracanie się do innych w oczekiwaniu na miłość było błędem, bo inni byli także żebrakami.

    Od chwili, kiedy zaczniesz być sobą, co jest równoznaczne z medytacją, w klimacie ciszy, bez myśli, w zachwycie nad światem, nagle zobaczysz, że otwiera się przed tobą tysiąc kwiatów, a ich aromat jest miłością.

    Wszedłeś w bajeczny, kolorowy świat. Pierwszą osobą, którą spotkasz w tym świecie jesteś naturalnie ty sam.

Przelewająca się miłość spowoduje, że najpierw pokochasz samego siebie. I to jest całkiem naturalne. Najpierw uświadomisz sobie błogostan w którym jesteś i światło, które ciebie przepełnia.

     Bycie sobą to pokochanie siebie.

Aby taki stan osiągnąć, przede wszystkim należy przestać słuchać duchownych. Oni są wrogami wolności, wpajają wartości negujące życie.

Duchowni mówią: - zapałaj nienawiścią do przyjemności i cierp, aby wejść do raju!

     Tylko, że z tego raju jakoś nikt do tej pory nie wrócił, nie ma więc dowodów na to, że on w ogóle istnieje.

 

Pewnego razu stary ksiądz przestrzegał parafian przed grzechem:

      Grzech - powiada – jest jak Wielki Pies!

Jest Wielki Pies dumy i zazdrości, chciwości i seksu. Musicie zabić te wszystkie psy, zanim was rozszarpią i uniemożliwią wejście do nieba. To jest możliwe, bo ja tego dokonałem po wielu latach. Na końcu zabiłem, uwierzcie mi moje dzieci, na końcu zabiłem także Wielkiego Psa Seksu.

    Ojcze! - Odezwał się głos z tylnej ławki – czy nie uważasz że ten ostatni Wielki Pies zmarł śmiercią naturalną?

  Kiedy żyjesz naturalnie i niczego nie tłumisz, wszystko staje się samo i bez wysiłku. To są cykle biologiczne zupełnie takie same jak zmieniające się pory roku.

   Nie trzeba walczyć z naturą, taka walka daje przeciwny skutek od zamierzonego.             

                                                                           Osho



poniedziałek, 10 lutego 2025

Zwątpienie

 


Mejl od człowieka poznanego na szlaku:

„Kiedyś przyszła pora na zadanie sobie pytania: - czy ja wierzę w katolickiego brodatego Boga, który podobno sprawuje pieczę nad katolikami? A co z tymi, którzy katolikami nie są? Wmawiano mi, że oni są gorsi, a jeśli to bujda i gorsi to my?

Stopniowo stawiałem coraz odważniejsze pytania: - Co to za zaborczy Bóg, który każe wierzyć tylko w siebie i klękać na zimnej posadzce smutnego kościoła? I po co mu tylu ubranych na czarno urzędników, którzy twierdzą, że mają prawo wyznaczać pokutę?                                       

W mojej parafii ksiądz wyłudził pieniądze od wielu wiernych, bo jak się okazało był hazardzistą. Przyjechał biskup i prosił ludzi, aby wybaczyć zbłąkanej duszy. Gdzie tam zwrot pieniędzy! Wybaczyć trzeba, bo to po chrześcijańsku. Mocno poranieni wierni odpuścili, a księdza biskup przeniósł na drugi koniec Polski. Po wielu latach jego nazwisko pojawiło się w aferze pedofilskiej.

Jedna znajoma z naszego miasteczka wyznała zdradę małżeńską innemu już księdzu na spowiedzi, a ten jej powiedział, że nie zasługuje na rozgrzeszenie. Kobieta się truła, na szczęście nieskutecznie.                                           

To Bóg dał takie prawo jednemu człowiekowi, żeby drugiego traktować po uważaniu? I to prawo wynika tylko z czarnej sukienki?

Opadały mnie coraz większe wątpliwości, ale dalej nie potrafiłem się zdecydowanie odciąć od kościoła. Jednak na niedzielne msze już nie chodziłem i znielubiłem przyjmowanie księdza po kolędzie. Zgadzam się z tobą, że wśród księży jest wielu przyzwoitych ludzi, ale do mojej parafii tacy jakoś nie trafili.

Dużo czytałem i zacząłem trochę wyjeżdżać poza kraj. Poznawałem innych ludzi i ich niekatolicki świat.          

I przyszły refleksje. Te ostatnie razy w kościele dobrze pamiętam: - skręcało mnie, kiedy słyszałem, że jestem marnym robakiem, który musi błagać o wybaczenie. A ja nie jestem robakiem. Jestem fajnym facetem. I nie muszę nikogo za nic przepraszać, a zwłaszcza za to, że jestem na tym świecie, bo nikogo nie krzywdzę. To że jestem, to jest powód do radości, a nie do smutku i posypywania sobie głowy popiołem. I wtedy powiedziałem - Koniec! Nie będę recytował modlitw z refrenem „Zmiłuj się nad nami”.

Wkurwiłem się wręcz, a jak mówisz uczucia nie kłamią i stwierdziłem, że taką obłudną wiarę to ja w dupie mam”.

czwartek, 6 lutego 2025

Szufladka Opowieści Niezwykłych

 


Staszek First z Reksiem.


Druga z prawej - łuska naboju snajperskiego ze zwiększonym ładunkiem prochowym. Ustawialiśmy te łuski – żołnierzyki tak i siak, Staszek coś opowiadał zgodnie ze swoją manierą przeskakiwania z tematu na temat, od czego rozum mi się szybko męczył. Aliści godny uwagi był wątek o księdzu:

- Przyjeżdża tu jeden ksiądz na polowania – powiedział Staszek.

- Jak to ksiądz? – ja na to – i strzela?

- Ano strzela.

- Przecież to niezgodne z przykazaniem „nie zabijaj”!

- To pan nie wiesz, że te skuriisyny mają przykazania w dupie, bo co innego mówią, a co innego robią?

- Też racja. 






 Staszkowi trzeba było podrzucić jakiś ciekawy temat, wytrącić go z tokowania, spowodować, żeby otworzyła się (jemu) Szufladka Opowieści Niezwykłych. Kiedy to się wydarzało, Staszek zaczynał mówić składnie, płynnie i ze swadą. Pamiętam, że tego dnia, przy zabawie łuskami, przerywając męczący monolog, opowiedziałem Staszkowi o tajemnicy kręgu Stonehenge. Nawet ustawiałem wojsko na kształt.





Staszek wysłuchał, długo milczał, po czym otworzyła się Staszkowa Szufladka i wyjawił, jak kilka lat temu znalazł się dwukrotnie w „cofniętym czasie wojennym”. Tkwi to opowiadanie razem z innymi Staszkowymi w archiwum, ale ciekawe - plik tak się ukrył, że kilkakrotnie go szukałem, niestety bez rezultatu.

Azaliż jak wiemy wszystko dzieje się w swoim czasie i znajdę plik bez wysiłku, tak zwanym przypadkiem, jak przyjdzie pora.

środa, 30 października 2024

Z okazji Dnia Nieboszczyka

Po raz pierwszy odwiedziłem Mchawę w lipcu. A to z powodu, że odczułem potrzebę odwiedzenia grobu Darka Karalucha.


Z busika wysiadłem przy skrzyżowaniu i piąłem się do góry od tak zwanej dupy strony. Było pochmurno, ale nie padało. Idealna pogoda dla piechura.









Po pierwsze primo cmentarz okazał się większy niż myślałem. Przeszedłem wolniutko wszystkimi alejkami.

Po drugie primo zrobiłem to dwukrotnie. Niestety nie udało mi się Darka grobu zlokalizować, chociaż jako znak rozpoznawczy miała być znajoma fotografia. Jedna mogiła podpadała pod poszukiwania, atoli była bez oznaczeń. 



Wycofałem się w końcu, ponieważ góry wołały, a poza tym postanowiłem zasięgnąć języka w Młynie Kamieni. Lipiec więc bociany w gnieździe. Pojadając papierówki zmierzam do Baligrodu.




W końcu sierpnia zaszedłem do Młyna Kamieni. Azaliż głowę miałem zajętą oczekującą sesją z zimowitami, dlatego rozmowa z robotnikiem, który znał Darka wyglądała następująco:

- Proszę pana, a grób Darka to w którym miejscu cmentarza w Mchawie jest położony? Czy gdzieś na spadku na samym dole, czy wyżej?

- No nie na samym spadku, tak trochę wyżej ci on jest i tak bardziej w środku.

- Dziękuję.

I odszedłem zadowolony z uzyskania tak dokładnych wskazówek. Idę ci ja sobie skrajem drogi i myślę (bo miałem czas na myślenie. Gdybym czasu nie miał to bym tylko szedł):

- Zaraz, zaraz! Jeden drobiazg – przecież już wiem, że nie ma zdjęcia! Nie zapytałem, czy jest tabliczka, czy tylko krzyż i o nazwisko zapomniałem spytać! Nie zawsze pogrzebowicze zamieszczają bowiem ksywkę na grobie, nie szanując zasady iż ksywka jest w Bieszczadach ważniejsza od nazwiska.

Jednak uszedłem już z kilometr i nie chciało mi się wracać, powiedziałem sobie: a niech tam! Zdam się w poszukiwaniach na łut szczęścia, idę naprzód.

Minęły trzy dni (i dwie niezapomniane noce!), gdy docieram po raz drugi do Mchawy, opisanej już w poście „Jabłka z gatunku pac-pac”.

Znajome miejsce, wchodzę więc z dobrej strony, zdejmuję plecak i udaję się w ponowny systematyczny przegląd pochówków.




Następuje fiasko poszukiwań, aliści tabliczka z napisem „zajęte” wyraźnie poprawiła mi humor i pomyślałem: do trzech razy sztuka!

Mogłem zapytać księdza? A broń Boże! Ci goście nie są z mojej bajki.

Koniec sierpnia, znajome gniazdo puste. Bociany już odleciały.


 Miłego wypoczynku życzę.

 

czwartek, 1 lutego 2024

Spowiedź

 


Omełan Płeczeń – Książka „Dziewięć lat w bunkrze - wspomnienia żołnierza UPA”.

Płeczeń walczył i ukrywał się w lasach i bunkrach powiatów przemyskiego, sanockiego i leskiego w latach 1944-1947. Potem do 1956 roku, w lasach Dylągowskich.

27 IV 1956 roku ogłoszono, że kto się ujawni i wyjdzie z podziemia zostanie objęty amnestią za należenie do "wrogiej organizacji". Do tej pory bowiem każdemu, kogo podejrzewano o przynależność do AK lub UPA wlepiano wyrok 15 lat więzienia.


Omełan dotarł do Przemyśla, ale to było dopiero pół sukcesu. Należało jeszcze dostać się przed oblicze prokuratora. Jeśli wcześniej złapali milicjanci lub UB to dupa blada. Przed amnestią podejrzanych o należenie do UPA rozstrzeliwano bez sądu na cmentarzu przemyskim.... Po licznych perypetiach Omełan razem z kolegą stają przed urzędnikiem.

 

- Jestem prokuratorem. O co chodzi?

 - Wyszliśmy z lasu. Chcieliśmy skorzystać z amnestii - powiedziałem, bo lepiej niż Kruk znałem polski.

- Panowie z AK?

- Nie, z UPA.

Po twarzy prokuratora przemknął cień. Pod nogami milicjanta głośno zaskrzypiała podłoga i odniosłem wrażenie, że odbezpieczył pistolet....

 

Już po amnestii, w związku z naszym ślubem, Milcia uparła się, abym poszedł do spowiedzi.

15 sierpnia 1956 roku pojechałem na odpust do Kalwarii koło Dobromyla, niedaleko polsko-radzieckiej granicy. W Dynowie dołączyłem do grupy polskich pielgrzymów, by nie wałęsać się samotnie.

    Na Kalwarię przybyło mrowie ludzi.

Miałem okazję usłyszeć urywek kazania: -„Dziękujmy Bogu za to, że nikt już nigdy nie nazwie tych terenów Ukrainą. Pozbyliśmy się jej stąd raz na zawsze!”

   Stanąłem w kolejce do spowiedzi. Spowiadał starszy ksiądz, wyglądał na 60 lat.

   - Kiedy ostatnio byłeś u spowiedzi? – zapytał.

   - Dwanaście lat temu.

   - Dlaczego tak dawno?

   - Byłem w partyzantce.

   - Wiele musiałeś przeżyć!

   - Tak.

   - Za to, co przeszedłeś, Bóg cię stokroć wynagrodzi. Pan ci wybaczy, bo walczyłeś z wrogiem narodu polskiego. To nie grzech zabijać w imię ojczyzny…. Udzielam ci rozgrzeszenia!

   Odszedłem od konfesjonału, a w głowie miałem zamęt. 

Boże! Wybacz i jemu i mnie. Nawet nie zdążyłem powiedzieć po czyjej stronie walczyłem.




Zdjęcia: cerkiew w Nowicy (Gorlice), cmentarz w Łupkowie (Bieszczady)