Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lesko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lesko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Góra Sobień

 


Do Leska dotarłem przed południem, skąd jest niecałe dziesięć kilometrów do tytułowego miejsca, w którym jeszcze nie byłem, a znajomi mówili, że warto. Jako że pogoda zawsze może zaskoczyć, namiot w plecaku siedział a jakże. Minęła może godzina marszu, gdy słońce zaszło i zamruczała burza. Sprawnie wyszukałem miejsce na skraju lasu i postawiłem dom akurat w sam czas. Lunęło. Burza była krótka: - uderzyło kilka piorunów, a potem tylko posiąpiło. Pogoda poprawiła się dopiero przed wieczorem – czyli jak zwykle w Bieszczadach zweryfikowała plany – wypadało iść spać, co żadnego trudu nie sprawiało, bowiem od dłuższego czasu leżałem.

    Wyspany, o szarym brzasku zwinąłem manele i powędrowałem do celu nieco okrężną drogą. Wczesna godzina spowodowała, że to widokowe miejsce zwiedzałem sam. Tu nie było widać śladów wczorajszego deszczu - burza przechodziła widocznie wąskim pasem.









piątek, 24 października 2025

Bieszczady



Piątek, godz. 12,00. Po pracy już prawie jest dla młodych, którzy w korporacjach jeszcze dogorywają i tylko czekają na koniec dnia, udając skupienie przy biurku.

 A dla mnie chwila wspomnień w ten deszczowy piątek.

Wspomnienia zdjęciowe, bo ponieważ ludzie coraz mniej czytają. Nie wiem czy to dobre, ale tak jest.

Ktoś powiedział: - w piątek nie pisz za dużo. I ja się tego trzymam. Tylko miłe chwile na zdjęciach.




















środa, 27 listopada 2024

Poranek

Nareszcie staje się światło! A czas był najwyższy, bo już myślałem, że zrosnę się z ławką. To tylko brzask, ale już czuję się pocieszony. Zesztywniałem do imentu, wyskakuję więc ze śpiwora na kilka minut zdecydowanej gimnastyki. Po niej parę łyków zimnej wody na ocieplenie i zaczynam się cieszyć, że przecierpiałem dzielnie tę niecodzienną noc. (Chyba raczej nieconocną noc?)






 Karimata już obciekła, ale jeszcze wymaga suszenia, jak to gąbka.

Z każdą minutą wzbierał mi nastrój, być może z powodu że założyłem suche buty na te długie do kolan skarpetki zimowe, a na świecie zrobiło się nieco cieplej. 



Patrzę na czas zdjęcia z misiami: godz. 5 .05. Lubię piątki. Wychodzę na obejście najbliższego terenu.



 Luftwaffe fotografowało Bieszczady w 1944 roku.




Jest godz. 6.00. - wychynęło słońce! Od razu nastrój wystrzela, zupełnie jak pionowa świeca na giełdzie po dobrej wiadomości!  Właśnie minęły 24 godziny odkąd wysiadłem w Lesku, a ile się wydarzyło! Ruszam naprzód.


Wdrapuję się na znajomą górę z zasięgiem telefonicznym, kontaktuję z ukochaną żoną i wykładam na godzinkę mameroły do podsuszenia.



I znowu idę w tej straszliwej i cudownej samotności, atoli po drodze nie omieszkałem zajrzeć na teren zimowitów. Nie po to, by zobaczyć czy one nie wyrosły przez noc, tylko żeby odwiedzić wianek z chabrów, który tu zostawiłem uciekając przed burzą.


Wianek leży tam, gdzie miał leżeć. Trochę ci on jest zmechrany deszczem, ale nic to, na głowę jego i oto znowu mamy bardzo piękne zdjęcie człowieka zadowolonego.

Cieszmy się z małych rzeczy, bo w nich wzór na szczęście zapisany jest…. 

czwartek, 14 listopada 2024

Zimowitów zero

 


Doszedłem do terenów dawnej wsi Huczwice i przekonałem się po kilkunastu minutach poszukiwań, że zimowity to mogę sobie namalować. Czy zawiodły? Absolutnie nie, one jak każdy żywy organizm miały swoje wyliczenie i wypadło im z rachunków, że jeszcze za wcześnie na zakwitnięcie. Proste?








Wykonałem więc sesję z przyniesionymi maskotkami, pokontemplowałem chwilę, zszedłem na dół, zamiast zimowitów obfotografowałem tablicę informacyjną i wdrapałem się na moje ulubione, widokowe miejsce na przeciwzboczu. Koniec sierpnia – dojrzały owoce dzikiej róży i jak widać tarnina także.





Było południe, podniósł się upał. To ciekawe: - mijała dopiero szósta godzina odkąd wylądowałem w Lesku, a mnie się wydawało (nie po raz pierwszy) że jestem tu kilka dni. To pewnie z powodu, że kocham tę Krainę Nicnierobienia.

Mała dygresja potwierdzająca zasadę, że wszystko ma proste wyjaśnienie: - skąd mój sentyment do Bieszczadów? Rzecz jest prozaiczna wręcz: - gdzie czuje się dobrze rybak morski? Nad morzem. Gdzie górala miejsce?

W czasie ostatniego spisu powszechnego w Polsce, na pytanie o narodowość podałem zgodnie z prawdą Łemko.

Ankieterka zapytała o wyznawaną religię – powiedziałem, że jestem wolnomyślicielem, ze wskazaniem na filozofię sufich.

Chwila ciszy, po czym pani orzekła: - to ja wpiszę „inne”.

- Przewspaniale się czuję ja, ponieważ azaliż, w tych odludnych klimatach – wyjaśniałem sobie - pogoda dopisuje, nie ma teraz potrzeby iść do wiaty nad jeziorkiem, tam pewnie są turyści, wolę pobyć tu sam. Może zdecyduję spać pod gwiazdami? A chwilowo poszukam ocienionego miejsca.