Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mnisi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mnisi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2026

Marzenie wyposzczonych ludzi

 



Wikary i biskup znaleźli się w przeciwległych końcach poczekalni kolejowej. Kiedy wszedł biskup, wikary schował egzemplarz „Playboya” i zaczął czytać „The Church Times”. Biskup zignorował go i rozwiązywał krzyżówkę w „Timesie”. Zapanowała cisza.

Po jakimś czasie wikary spróbował nawiązać rozmowę w chwili, gdy biskup zaczął drapać się po głowie i stukać ołówkiem. Wtedy wikary zapytał: - „Mogę w czymś pomóc waszej wielebności?

 - Być może. Jakie jest słowo na cztery litery, ostatnie trzy to UPA, a hasło brzmi: Marzenie wyposzczonych ludzi?

- A więc - odpowiedział wikary po krótkim namyśle – to będzie ZUPA.

– Ależ oczywiście, oczywiście! – rzekł biskup.

– Młody człowieku, czy masz może gumkę?

Twoje życiowe problemy można sprowadzić do problemu z seksem. Możesz starać się je rozwiązywać, ale nigdy to ci się nie uda, ponieważ nie są one prawdziwymi problemami. Jeśli rozwiążesz problem seksu, wszystkie inne problemy znikną, ponieważ rozwiążesz ten podstawowy. Czasami lekarstwo jest bardzo proste. Odzyskaj swoją wolność kochania. Oto tajemnica, oto błogosławieństwo.

 Spytaj mnichów, o czym marzą: - oni marzą wyłącznie o kobietach. Nie potrafią śnić o niczym innym. Spytaj siostry zakonne: - one marzą tylko o mężczyznach. I to może stać się patologią. Na pewno znasz historię chrześcijaństwa. Zakonnice i mnisi zaczynają śnić nawet z otwartymi oczami. Marzenie staje się tak namacalną rzeczywistością, że nie trzeba nawet czekać do nocy. Nawet w środku dnia zakonnica siedzi i widzi nadchodzącego diabła, a diabeł chce się z nią kochać.

   Będziesz zaskoczony: - wielokrotnie zdarzało się w średniowieczu, że zakonnice palono na stosie, bo przyznawały się do kontaktów seksualnych z diabłem. Same się przyznały i to nie tylko do uprawiania miłości z diabłem, nawet zaszły z nim w ciążę – fałszywą ciążę, tylko gorące powietrze w brzuchu, ale ich brzuchy rosły i rosły. Ciąża urojona. Opisywały diabła w najdrobniejszych szczegółach – był wytworem ich wyobraźni. Chodził za nimi dzień i noc. I tak samo było z mnichami. Wybór pozostawania w samotności stworzył chorą ludzkość. Cały świat to nieustanny smutek. Ale ty bądź inteligentny, zmień swoją psychikę i wtedy możesz mieć zarówno samotność, jak i związek. Wtedy będziesz w równowadze – wtedy będziesz szczęśliwy. 

                                                                              Osho



środa, 5 lutego 2020

Tajemniczy Tybet


Alexandra David-Neel (1869-1969) nazywana jest najbardziej zdumiewającą kobietą XX wieku. Dzięki swym podróżom, pisarstwu i odkryciom zyskała międzynarodową sławę.

Zafascynowana filozofią Dalekiego Wschodu, jako pierwsza Europejka dotarła na początku XX wieku do szczególnych miejsc w Tybecie, do stref zamkniętych dla cudzoziemców.
    Swym lekkim piórem oddaje atmosferę wyprawy, opisując praktyki magiczne, techniki medytacji, rytuały i niezwykłości ezoterycznego świata, w którym tybetańscy mnisi w sposób niesamowity pokonują ograniczenia własnego ciała.


Po wielu latach podróży po Tybecie i przejściu licznych treningów buddyjskich i jogicznych w Himalajach, osiągnęła nie tylko godność lamy, poznała również i opisała zjawiska, które Zachodowi znane są jedynie z dawnych legend tybetańskich.


Podczas mojego pobytu w Podangu miało miejsce dziwne wydarzenie.

Sidkong tulku, zostawszy maharadżą, chciał sprawić, by jego poddani zrezygnowali z przesądów i zaczęli praktykować prawowierny buddyzm. W tym celu zaprosił mnicha należącego do szkoły filozoficznej rodem z południa, by podjął się misji zwalczania antybuddyjskich zwyczajów, takich jak czarownictwo, kult duchów i picie napojów wyskokowych. Zakonnik imieniem Kali Kumar przystąpił do dzieła.




Maharadża-lama jako przełożony klasztoru miał w Podangu mieszkanie, w którym zatrzymywał się przy rzadkich okazjach, gdy odprawiał ze swoimi mnichami nabożeństwo. W czasie mojego pobytu w klasztorze przyjechał, by spędzić tam dwa dni. Przed wieczorem wypiliśmy razem herbatę, rozmawiając o misji Kali Kumara, oraz o innych środkach, jakie należało przedsięwziąć, by oświecić górali i wyleczyć ich z głęboko zakorzenionych poglądów.


- Nie można – powiedziałam – dowiedzieć się prawdy, jaki był Padmasamghawa, który głosił w Tybecie swoje nauki. Natomiast pewne jest, że Tybetańczycy – „czerwone czapki” z Sikkimu – zrobili z niego bohatera legend, zachęcającego do pijaństwa i do absurdalnych, wręcz zgubnych praktyk. To zły duch, któremu nadali jego imię i którego wynieśli na ołtarze, tak jak i pan to robi – dorzuciłam i z uśmiechem wskazałam statuetkę wielkiego maga, stojącą w głębi pomieszczenia. U jego stóp płonęła lampka.
- Żałoba…. Powiedziałam i zamilkłam, ledwo rozpocząwszy zdanie.

Nagle coś mi przerwało. Nikt się nie odezwał, w pokoju panowała kompletna cisza, jednakże bardzo wyraźnie czułam czyjąś obecność. Trzeci, niewidzialny rozmówca włączył się do naszej pogawędki.

- Nic się nie uda, czegokolwiek będziesz próbował – mówił – Mieszkańcy tego kraju należą do mnie. Jestem od ciebie silniejszy.
Słuchałam tych słów zaskoczona, bo one nie były wyrażone dźwiękiem. Może odezwało się echo moich wątpliwości co do sukcesu reformy planowanej przez maharadżę?                         

Wtedy odezwał się on sam.
Odpowiedział na to, czego nie wymówiłam głośno – rozmawiał z niewidzialnym przeciwnikiem o swoich planach.
- Czemu miałoby mi się nie udać? – zapytał. Wiem, że trzeba będzie bardzo dużo czasu, żeby zmienić poglądy wieśniaków i niższych duchownych. Czczone przez nich demony nie poddadzą się tak łatwo, nie chcąc umierać z głodu. Ale niezależnie od tego racja będzie po mojej stronie.

Śmiał się robiąc aluzje do praktykowanego przez czarowników zwyczaju składania złym duchom ofiar ze zwierząt…..