Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buddyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buddyzm. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lutego 2025

Cyfra 8

 


Księga Przemian I – Cing, czyli Mądrość Pokoleń. O dziwo znajduje się w tej starej Księdze (pochodzi sprzed 4 tysięcy lat) czwarty wymiar - Czas, niby dołożony dopiero przez Einsteina. Azaliż jest tu także piąty wymiar spoza sfery fizyki kwantowej – Nawigacja.

Jak wygląda I – Cing w zapisie liczbowym?

To 8 do potęgi czwartej, czyli 4096 możliwości.

Pole szachownicy ma 8 pól na 8, czyli 8 do drugiej potęgi.

8 poziome to Nieskończoność.

4, 8, 64, 4096.

Na Księdze Przemian oparte są trzy wielkie chińskie filozofie: taoizm, konfucjanizm i buddyzm.

Ósemkę spotykamy w przyrodzie. Pająki i skorpiony mają osiem nóg. Ośmiornica ma osiem odnóży (i trzy serca).

Ósemka występuje w angielskim systemie miar i wag.

Układ Słoneczny składa się z ośmiu planet.

Silnik V8. 

wtorek, 5 października 2021

Rinpocze

Dotarłem do źródłosłowu słowa Rinpocze. W Tybecie spotykamy się często z tym określeniem, przypisanym kapłanom, darzonym szczególną czcią. Rin-po-cze to po tybetańsku nieustanna reinkarnacja.

Ponieważ pojawia się słowo Tybet, spójrzmy na kilka zdjęć kwiatów z tego rejonu. Maki himalajskie. 








Świat jest różnorodny i w tym jego piękno. Maki nie tylko są czerwone. 

I przypomina się myśl ogólna, że sedno rozwoju człowieka polega na umiejętności wyrwania się z kulturowego, narzuconego przez skostniałe doktryny plemienne, mentalnego zaścianka. Tudzież; -  życie jest tajemnicą, oraz: - sprawy nieraz wyglądają inaczej, niż nam się wydaje.

     Buddyzm nie uznaje pojęcia Boga – Stwórcy. Tu istnieje tylko prawo przyczyny i skutku. Bardzo to przypomina teorię ewolucji. Buddyzm niesie wolność, natomiast Bóg chrześcijański narzuca kontrolę i poczucie winy. 

Poza tym …. Wszystko już było, jak rzekł Ben Akiba.

Fizyka kwantowa ukuła pojęcie teorii strun, jakiś ktoś niby wymyślił teorię motyla, a rzecz polega na systemie naczyń połączonych, na „odkryciu”, że wszystko jest energią i jest połączone ze wszystkim. A to przecież bardzo stara wiedza, wyartykułowana 500 lat pne. przez Buddę. W słowach Buddy mamy pierwowzór, teorie późniejsze są tylko powtórzeniem, najprawdopodobniej nieświadomym. Ludzie ciągle odkrywają na nowo to, co już było.

Religie.

 

Jeśli zastanawiamy się jaka motywacja kierowała Trzema

Wielkimi od religii, dochodzimy do wniosku, że był to bunt,

niezgoda na ówczesny sposób życia.

Budda wychował się w luksusie, a realny świat biedy i cierpienia nim wstrząsnął. Zapadł się w siebie i doznał oświecenia.

Jezus doznał oświecenia w Indiach, gdzie zapoznał się z filozofią sufich i po powrocie usiłował przekazać tę ideę swoim współplemieńcom.

Mahometa raził rozwiązły sposób życia w Mekce. 23 lata modlił się na Górze Światła aż do momentu, gdy został oświecony - dostał Przekaz - Objawienie Koranu.

Różne religie, a mają jeden punkt wspólny: - kiedy pytano każdego z wymienionych –„Czy jesteś bogiem?” odpowiedź po trzykroć była taka sama: - Nie! Jestem tylko oświecony.

piątek, 20 listopada 2020

Prymitywna cywilizacja



Dla okazania jedności z młodymi, wpis poprzedzam 
symbolem Strajku Kobiet. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Świata nie zmienisz, ale możesz zmienić siebie.

Jak to zrobić?                                                                                                              

 Jest tylko jeden prosty sposób: - należy mentalnie lub fizycznie opuścić świat, w którym ciebie wychowano.  


                                                                    

To działa zupełnie tak samo, jak opuszczenie domu rodziców: - oni kochają ciebie na swój sposób, czyli toksycznie, bo tak samo ich wychowywano. Wtrącają się w twoje życie, mącą. W rezultacie nie żyjesz swoim życiem, tylko nie wiadomo jakim. A przecież potrzebna ci jest własna mądrość, którą możesz zdobyć tylko przez osobiste doświadczenia.

Kiedy ptak podrośnie, wyfruwa z gniazda……

Jeśli miałeś mądrych rodziców, co przydarza się nieczęsto, oni nawet pomogą ci wyfrunąć z domu. I wyda ci się, że już jesteś wolnym człowiekiem. Lecz to dopiero początek drogi, bo teraz potrzebujesz nabrać doświadczenia, perspektywy, szerszego oglądu rzeczy, zostawić za sobą cały bagaż indoktrynacji. Każdego wychowano w jednym ogrodzie, w jednej rodzinie, a przecież świat to różnorodność ludzkości, cała planeta i otaczający ją bezkres kosmosu. 


                                
                                                                         

Zmieniasz się stopniowo. Oczywiście o ile chcesz się zmienić. W zmianie pomaga podróżowanie i poznawanie innych ludzi, zupełnie odmiennych kulturowo. Pomaga w tym czytanie książek napisanych przez umysły buddyjskie, umysły ukształtowane w islamie, hinduizmie, a zwłaszcza umysły wywodzące się z religii pierwotnych, plemiennych, szamańskich, opartych na Siłach Natury.

Wytrwały Poszukiwacz zawsze osiągnie moment, gdy poczuje się Obywatelem Świata.

I stanie się wtedy rzecz zaskakująca: - zrozumiesz nagle, że cywilizacja chrześcijańska z której się wywodzisz, jest najbardziej destrukcyjną, nielogiczną, chorą i szkodliwą spośród tych, które znasz. Ta cywilizacja twierdzi, że dba o człowieka, a jednocześnie go zabija. Uzurpuje sobie prawo do pouczania innych, jak mają żyć, a sama ma problem ze sobą. 


                                                     

Czy istnieje gdzieś na świecie jednoznacznie prymitywna cywilizacja?

Owszem. To smutne, ale taką prymitywną cywilizacją jest nasz zachodni świat betonowych miast, pełen zgiełku tłumów i hałasu samochodów, świat wypełniony po brzegi kłamstwem, manipulacją, podłością, cierpieniem, nienawiścią i zagubieniem.



PS. Autorką powyższego tekstu, pisanego wiele lat temu, jest Beata Pawlikowska. Dziś jej tekst nabiera cech proroczych – opisując prymitywną (i chorą) cywilizację chrześcijańską należy dołożyć zamach na wolności obywatelskie i kompletny upadek moralności kk. 

Fundament cywilizacji spróchniał?


środa, 5 lutego 2020

Tajemniczy Tybet


Alexandra David-Neel (1869-1969) nazywana jest najbardziej zdumiewającą kobietą XX wieku. Dzięki swym podróżom, pisarstwu i odkryciom zyskała międzynarodową sławę.

Zafascynowana filozofią Dalekiego Wschodu, jako pierwsza Europejka dotarła na początku XX wieku do szczególnych miejsc w Tybecie, do stref zamkniętych dla cudzoziemców.
    Swym lekkim piórem oddaje atmosferę wyprawy, opisując praktyki magiczne, techniki medytacji, rytuały i niezwykłości ezoterycznego świata, w którym tybetańscy mnisi w sposób niesamowity pokonują ograniczenia własnego ciała.


Po wielu latach podróży po Tybecie i przejściu licznych treningów buddyjskich i jogicznych w Himalajach, osiągnęła nie tylko godność lamy, poznała również i opisała zjawiska, które Zachodowi znane są jedynie z dawnych legend tybetańskich.


Podczas mojego pobytu w Podangu miało miejsce dziwne wydarzenie.

Sidkong tulku, zostawszy maharadżą, chciał sprawić, by jego poddani zrezygnowali z przesądów i zaczęli praktykować prawowierny buddyzm. W tym celu zaprosił mnicha należącego do szkoły filozoficznej rodem z południa, by podjął się misji zwalczania antybuddyjskich zwyczajów, takich jak czarownictwo, kult duchów i picie napojów wyskokowych. Zakonnik imieniem Kali Kumar przystąpił do dzieła.




Maharadża-lama jako przełożony klasztoru miał w Podangu mieszkanie, w którym zatrzymywał się przy rzadkich okazjach, gdy odprawiał ze swoimi mnichami nabożeństwo. W czasie mojego pobytu w klasztorze przyjechał, by spędzić tam dwa dni. Przed wieczorem wypiliśmy razem herbatę, rozmawiając o misji Kali Kumara, oraz o innych środkach, jakie należało przedsięwziąć, by oświecić górali i wyleczyć ich z głęboko zakorzenionych poglądów.


- Nie można – powiedziałam – dowiedzieć się prawdy, jaki był Padmasamghawa, który głosił w Tybecie swoje nauki. Natomiast pewne jest, że Tybetańczycy – „czerwone czapki” z Sikkimu – zrobili z niego bohatera legend, zachęcającego do pijaństwa i do absurdalnych, wręcz zgubnych praktyk. To zły duch, któremu nadali jego imię i którego wynieśli na ołtarze, tak jak i pan to robi – dorzuciłam i z uśmiechem wskazałam statuetkę wielkiego maga, stojącą w głębi pomieszczenia. U jego stóp płonęła lampka.
- Żałoba…. Powiedziałam i zamilkłam, ledwo rozpocząwszy zdanie.

Nagle coś mi przerwało. Nikt się nie odezwał, w pokoju panowała kompletna cisza, jednakże bardzo wyraźnie czułam czyjąś obecność. Trzeci, niewidzialny rozmówca włączył się do naszej pogawędki.

- Nic się nie uda, czegokolwiek będziesz próbował – mówił – Mieszkańcy tego kraju należą do mnie. Jestem od ciebie silniejszy.
Słuchałam tych słów zaskoczona, bo one nie były wyrażone dźwiękiem. Może odezwało się echo moich wątpliwości co do sukcesu reformy planowanej przez maharadżę?                         

Wtedy odezwał się on sam.
Odpowiedział na to, czego nie wymówiłam głośno – rozmawiał z niewidzialnym przeciwnikiem o swoich planach.
- Czemu miałoby mi się nie udać? – zapytał. Wiem, że trzeba będzie bardzo dużo czasu, żeby zmienić poglądy wieśniaków i niższych duchownych. Czczone przez nich demony nie poddadzą się tak łatwo, nie chcąc umierać z głodu. Ale niezależnie od tego racja będzie po mojej stronie.

Śmiał się robiąc aluzje do praktykowanego przez czarowników zwyczaju składania złym duchom ofiar ze zwierząt…..


czwartek, 28 listopada 2019

Myśli przy układaniu drewna

Ciężkowice. Kierunek - Dom na Górze.


Z rynku w Ciężkowicach do Domu na Górze jest około trzech kilometrów, a więc niewielki spacerek. Tu czekają na mnie proste prace fizyczne, a owe dają zdrowe zmęczenie, sprzyjają także poukładaniu myśli.                                                                                                               
Najpierw tylko wożę drewno i je układam. Lubię układać drewno…. Tylko wożę i układam, a nie myślę, chociaż mam czas. Jest to działanie bardzo relaksujące.                                                                                                       

Trochę to trwa, lecz przecież nie przyspieszysz ani nie opóźnisz, luzik ma być. I przychodzi ta chwila, gdy pojawiają się przejrzyste myśli. 

                                                                                                               


Po wielu latach swobodnych studiów, moje serce jest przy filozofii sufich.   
Jezus nauczał filozofii sufich….. Był wiele lat w Indiach, był oświeconym…..
Jak buddyzm przenieść na Bliski Wschód? Zadanie niełatwe. Trzeba operować alegoriami.                                                                               
Stąd się wzięło „Moje królestwo nie jest z tego świata”. 
                                      

Kapłani najpierw zamordowali Jezusa rękami Rzymu (wpis Wynalazca autorstwa Anthonego de Mello) aby potem wybudować na Nim Instytucję. To jest schemat powtórzony wobec wielu tzw. świętych. Tak niedawno pisałem o Joannie d’Arc. 
Południe - dzwonią kościelne dzwony. Ależ malowniczo dźwięki dzwonów roznoszą się echem po górzystej okolicy. Są rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte …                                                                                                                  Cóż za przypadek, że właśnie tutaj było mi dane poznać Jana Gabriela. Przypomina mi się także przypadek Niemki Teresy Neumann. Trzeba będzie przypomnieć tę niezwykle frapującą i pouczającą historię na blogu.                   Piła nówka - wchodzi w deski jak nóż w masło.

Zasada czarnych jest odwieczna tudzież prosta: - Święty musi być martwy – dopiero wtedy można mu bezpiecznie przypisać każdą wypowiedź. On jako nieboszczyk już nie ma szans na jej sprostowanie…..
Wszechobecna manipulacja, żeby nie powiedzieć fałsz.                                                                     
Sama religia chrześcijańska nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych  wyznań. Ona po prostu jest. Natomiast w ręku ludzi podłych każda religia jest bardzo wygodnym narzędziem do sterowania ciemnym ludem.                                 

                                                                                                          

W tych dniach papież przyjechał do Japonii. 
Mógł, to przyjechał. Telewizja pokazała taniec stworzony na powitanie papieża. Elementy, ruchu w tańcu oczywiście japońskie – czyli grzeczne "dzień dobry panu papieżowi".                                                                                                                           
 Na powitanie Franciszka przybyło 35 tysięcy obywateli. Cała mniejszość chrześcijańska w Japonii liczy (bowiem) jeden procent ogółu.          
Jak to? Bilety do nieba obiecują, sprzedają je nawet, a tak mało Japończyków w to wierzy?  Był wpis - " Film Milczenie".
  

Wszyscy urodziliśmy się równi i wolni, a wolność polega między innymi na swobodzie zdobywania wiedzy. Kiedy ktoś zaczyna studiować inne religie i ich historię, nieuchronnie staje się teologiem, a wówczas ta wiedza u zdrowego psychicznie osobnika powoduje bezpowrotne wyparowanie wiary w jakiekolwiek dogmaty. 
         Coraz silniej zaczyna przejawiać się potrzeba samotności. Budzi się asertywność - zdecydowanie odsuwamy od siebie złodziei czasu, przez co otoczenie oczywiście przylepia nam etykietę odludka. O mnie tak mówią niektórzy. A przecież zdrowemu psychicznie osobnikowi opinia innych powinna wisieć. Mnie ona wisi i to bardzo, a więc jestem bardzo zdrowy.

Natomiast mechanizm swobodnego dostępu do wiedzy opisał niezwykle przepięknie Edward Stachura, kiedy w trakcie włóczęgi, gdzieś nad Sanem, spotkał małego chłopca, a ten wypowiedział banalną myśl, że nie lubi chodzić do szkoły. 

Zamyślił się Sted, lecz już po chwili wyjaśniał, bardziej sobie niż chłopcu:

Do szkoły trzeba chodzić, bo szkoły są dobre, chociaż mądre nie są. Szkoły są dobre, bo gdyby człowiek cały ten czas, który musi przesiedzieć w szkole, przeznaczał na zdobywanie prawdziwej wiedzy, to wtedy nie mógłby już mieszkać między ludźmi.
Dlatego szkoły są dobre, chociaż mądre to one nie są. 

Myśląc w sposób wyżej opisany, sprawnie, oraz w pogodnym nastroju - zakończyłem układanie drewna.



wtorek, 22 października 2019

W sercu tybetańskiego buddyzmu


Alexandra David-Neel (1869-1969) nazywana jest najbardziej zdumiewającą kobietą XX wieku. Dzięki swym podróżom, pisarstwu i odkryciom zyskała międzynarodową sławę.


Zafascynowana filozofią Dalekiego Wschodu, jako pierwsza Europejka dotarła na początku XX wieku do szczególnych miejsc w Tybecie, do stref zamkniętych dla cudzoziemców.
    Swym lekkim piórem oddaje atmosferę wyprawy, opisując praktyki magiczne, techniki medytacji, rytuały i niezwykłości ezoterycznego świata, w którym tybetańscy mnisi w sposób niesamowity pokonują ograniczenia własnego ciała.


Po wielu latach podróży po Tybecie i przejściu licznych treningów buddyjskich i jogicznych w Himalajach, osiągnęła nie tylko godność lamy, poznała również i opisała zjawiska, które Zachodowi znane są jedynie z dawnych legend tybetańskich.


„Samotność, wciąż samotność.
Umysł i zmysły wyostrzają się, gdy prowadzi się życie w kontemplacji, na ciągłych refleksjach.
Czy człowiek staje się wizjonerem?
A może dotychczas był tylko ślepy?

Kilka kilometrów na północ, za ostatnimi szczytami Himalajów, przez które nie mogą się przedrzeć chmury indyjskiego monsunu, świeci słońce, a błękitne niebo rozciąga się nad Płaskowyżem Tybetańskim.
      Lecz tutaj lato jest deszczowe, zimne i bardzo krótkie.
Od września zaczynają się opady śniegu i wkrótce znów następuje coroczna zimowa blokada.

Czego się nauczyłam przez lata spędzone w odosobnieniu?
      Poza nauką języka tybetańskiego, w czym pomogły mi podręczniki gramatyki i słowniki, były także spotkania z gomczenem, z którym czytałam żywoty mistyków tybetańskich.
Gomczen często przerywał lekturę, aby opowiadać o zdarzeniach, których był naocznym świadkiem, a podobne były opisane w książce.
      Opowiadał o spotkanych ludziach, ich czynach i przytaczał ich słowa. Razem z nim odwiedzałam pustelnie ascetów, pałace bogatych lamów, podróżowałam i spotykałam ciekawe postacie. W ten sposób uczyłam się samego Tybetu, zwyczajów i myśli jego mieszkańców. To były cenne nauki, które swą przydatność potwierdzały na każdym kroku.

Nigdy nie dałam się zwieść iluzji, że pustelnia mogłaby by być dla mnie ostatnią oazą. Zbyt wiele przyczyn zewnętrznych sprzeciwiało się pragnieniu, które odczuwałam, by osiąść w Tybecie na zawsze i raz na zawsze pozbyć się absurdalnego ciążenia idei, starań i konwencjonalnych powinności.
     Wiedziałam bowiem, że wykreowana osobowość anachorety mogła być wyłącznie epizodem w moim podróżniczym życiu, albo co najwyżej przygotowaniem do przyszłego wyzwolenia.
Często z przykrością, a nawet niemal z przerażeniem patrzyłam na opadającą ku dolinie ścieżkę, która, wijąc się, biegła od mojej samotni, znikała wśród wzgórz i prowadziła do ukrytego za nimi świata.
A tam czekała na mnie gorączka, niepokój. Na myśl o dniu, w którym wyruszę tą ścieżką, by powrócić do zwykłej gehenny, ogarniało mnie niewyobrażalne cierpienie”.

czwartek, 17 stycznia 2019

Wędrówka dusz

Buddyzm przyjmuje za pewnik wędrówkę duszy w kolejnych wcieleniach.
Wiara w reinkarnację była również częścią doktryny chrześcijańskiej, ale stopniowo KK stawał się coraz bardziej polityczny a mniej duchowy i w końcu reinkarnację z doktryny usunięto.
     Zgłębiałem temat aż do momentu, kiedy wydawało mi się, że wiem już dostatecznie dużo.
Potem, po śmierci klinicznej w 1995 roku, dołączyły osobiste doznania z pobytu "po tamtej stronie".
Dusza jest nieśmiertelna, a reinkarnacja po prostu jest.

Dziś post o poszukiwaniu następnego wcielenia XIII Dalajlamy. Czytelnicy poznają ustaloną od wieków procedurę, o której opowiada osoba najbardziej kompetentna, bo obecny XIV Dalajlama, na wygnaniu w Indiach.
Książka „Opowieść o Tybecie” - Thomasa Lairda.

Po śmierci XIII Dalajlamy rządy objął regent Reting Rinpocze. Po roku piastowania stanowiska, regent rozpoczął najważniejszą część swojej pracy: - poszukiwania XIV Dalajlamy.
Udał się nad jezioro wizji - Lhamo Latso i spojrzał w jego wody podczas medytacji.
       Pięćset lat wcześniej opiekuńczy duch jeziora, Palden Lhamo, obiecała I Dalajlamie w jednej z jego wizji, że zawsze będzie strzegła linii przekazu inkarnowanych dalajlamów.
W myśl tradycji, bogini ukazywała medytującemu regentowi wizję w jeziorze, która umożliwiała mu odnalezienie nowego dalajlamy.
   Mimo usilnych nalegań Reting Rinpocze do 1926 roku zachował milczenie na temat tego, co dostrzegł w jeziorze. W tym roku zebrał Kaszag i ogłosił, że w wizji zobaczył, iż dalajlama odrodzi się we wschodniej prownicji Amdo.
W jeziorze dostrzegł tybetańską literę Ah i kilka innych szczegółów, które wskazywały na konkretną wieś w Amdo.
    W końcu z Lahsy wyruszyły trzy zespoły poszukiwawcze, dwa skierowały się na wschód, a jeden udał się tam, gdzie prowadziły znaki przekazane przez Retinga Rinpocze.
Zgodnie z wizją regenta, zespół poszukiwawczy, który potem odnalazł małego Lhamo, najpierw udał się do odległego miasta Jekundo.
       Tam spotkali panczenlamę, który uciekł do Chin w latach dwudziestych, po tym, jak odmówił Lhasie płacenia podatków wymaganych przez XIII Dalajlamę na finansowanie armii. 
Potem bezskutecznie próbował wynegocjować swój powrót do Tybetu.
Podczas długich rozmów pomiędzy chińskim i tybetańskim rządem (Lhasa nie zgadzała się, żeby towarzyszyli mu chińscy żołnierze) panczenlama był unieruchomiony w Jekundo.
    Po śmierci XIII Dalajlamy dyskretnie sprawdzał na własną rękę doniesienia o narodzinach niezwykłych dzieci w okolicy.
Jak wspominał XIV Dalajlama, duchowa więź pomiędzy obiema liniami przekazu inkarnowanych lamów nigdy nie osłabła, mimo politycznych problemów. Panczenlama słyszał o nieustraszonym chłopcu z Taktser, którego imię dodano do listy zespołu poszukiwawczego.
Panczenlama nigdy nie wrócił do Tybetu i zmarł w następnym roku.

W maju 1937 roku zespół poszukiwawczy dotarł do największego klasztoru w Amdo – Kumbum, zbudowanego w miejscu narodzin Tsongkhapy – który został rozpoznany na podstawie wizji ówczesnego regenta.
     Taktser znajdował się niedaleko Kumbum, ale najpierw zespół udał się złożyć uszanowanie przedstawicielowi lokalnej władzy, Ma Pu-fangowi, co opóźniło ich przybycie do Taktser do września.
       Chcąc ocenić chłopca w jego naturalnym otoczeniu, przełożony zespołu poszukiwawczego i jednocześnie tulku, który nazywał się Ketsang Rinpocze, zamienił się ubraniem i pozycją ze swoim służącym.
Udając podróżnych, grupa poprosiła rodziców Lhamo o posiłek i nocleg na jedną noc.
     Ketsang usiadł dyskretnie w kuchni z innymi służącymi, podczas gdy rodzice Lhamo zajmowali się zabawianiem „wysokiego lamy” w głównym pomieszczeniu domostwa.
XIV Dalajlama nie pamięta chwili, która miała odmienić jego życie, ponieważ miał wtedy zaledwie dwa lata.
Jednak poznał relacje wszystkich świadków tego zdarzenia.

Oto dwuletni maluch wszedł do kuchni i zastał tam Ketsanga Rinpocze, inkarnację lamy z klasztoru Sera, trzymającego w dłoniach starą malę i siedzącego jakby nigdy nic przy ogniu.
Mala należała do XIII Dalajlamy.
Chłopiec bez lęku podszedł do niego i powiedział: -”Chcę to”.
Ketsang Rinpocze odrzekł: - „Jeśli wiesz, kim jestem, na pewno dam ci tę malę”.
Dziecko zawołało wtedy: - „Sera Lama, Sera Lama”, podając nazwę klasztoru, z którego pochodził Ketsang Rinpocze.
Kiedy dotarł do nas zespół poszukiwawczy – powiedział Dalajlama – stwierdził, że mówię w dialekcie z Lhasy. Ja tego nie pamiętam, ale moja matka mówiła mi, że z członkami zespołu poszukiwawczego porozumiewałem się w języku, którego nie rozumiała. 
Oznacza to, że używałem go w poprzednim życiu.

Zachichotał, kręcąc głową – nawet dzisiaj podchodzi do tych historii z pewnym niedowierzaniem.

Ketsang Rinpocze był pod wrażeniem tego, że został rozpoznany jako lama z Sera i faktu, iż chłopiec nie wypuszczał mali z rąk.
Gdy następnego ranka goście zbierali się do odejścia, według relacji Lhamo wybuchnął płaczem, błagając, żeby iść z nimi.
        Zespół był przekonany, że Lhamo jest prawdopodobnie XIV Dalajlamą, wrócił więc do Taktser kilka dni później i poinformował rodziców, że pragnie poddać chłopca oficjalnej próbie.
Rodzice się domyślali, że mnisi szukają czyjejś inkarnacji, jednak nic ich nie dziwiło, ponieważ, co ciekawe, wcześniej dwóch braci Lhamo zostało rozpoznanych jako inkarnacje.

W dniu próby na długim stole położono przed chłopcem wiele różnych przedmiotów należących do zmarłego dalajlamy, ale poprzekładanych podobnymi, które nie były jego własnością.
       Za każdym razem Lhamo wybierał właściwe rzeczy, odrzucając fałszywe, mówiąc: - „To jest moje”.

W ten sam sposób sprawdzano tuzin innych chłopców, lecz żaden nie wybrał trafnie więcej niż raz, a jeden nieśmiały w ogóle nie chciał podejść do poszukiwaczy.
      Zespołowi bardzo zależało na tym, żeby zabrać ze sobą chłopca do Lhasy, ale Ma Pu-fang zażądał za niego okupu w chińskiej walucie, co w roku 2000 stanowiło równowartość 2,5 miliona dolarów.
Żądanie opóźniło wyjazd chłopca prawie o dwa lata, mimo iż zespół poszukiwawczy przekonywał watażkę, że nie są pewni tej inkarnacji i chcą jedynie sprawdzić jego, oraz innych w Lhasie.
Zespół usiłował zdobyć pieniądze w okolicy, a kurierzy kursowali do Lhasy i z powrotem, czekając na instrukcje.

Jesienią 1937 roku rodzice Lhamo Thondupa zabrali go do klasztoru Kumbum, gdzie spędził dwadzieścia miesięcy.
      Wreszcie zespół zdołał pożyczyć pieniądze na okup od grupy chińskich muzułmanów udających się przez Lhasę do Mekki. Pielgrzymi spłacili Ma Pu-fanga w Xining, a Tybetańczycy zwrócili im dług w Lhasie.
Transakcja ta okazała się bardzo korzystna dla pielgrzymów.
XIV Dalajlama przebywał w Kumbum do lipca 1939 roku. Jego dwaj bracia, którzy zostali rozpoznani jako inkarnacje lamów, znaleźli się w klasztorze wcześniej i studiowali, żeby zostać mnichami. 
       Kiedy Lhamo przyjechał do Lhasy i zobaczył dom nazywany Chensalingka, w którym zmarł XIII Dalajlama, koniecznie chciał wejść do budynku, bo jak mówił "tam są moje zęby". Zaciekawiony mnich-nauczyciel poszedł do wskazanego budynku razem z malcem.  
        Lhamo w jednym z pomieszczeń wskazał na małe pudełko mówiąc: - " tu". 
W pudełku była sztuczna szczęka XIII Dalajlamy.

sobota, 22 kwietnia 2017

Słowo na niedzielę - Milczenie

Na początku 2017 roku wyświetlano w Polsce film Martina Scorsese – „Milczenie”.
Reżyser wychowany w katolickiej rodzinie, zadaje podobno ważne pytania dotyczące chrześcijaństwa. Rzecz dzieje się w XVI wiecznej Japonii, gdzie wyznawcy Jezusa są bez powodu prześladowani, torturowani i mordowani.
Można podejrzewać, że film nakręcono na zamówienie Watykanu (premiera listopad 2016) , bowiem fakty wyglądają następująco:

W 1549 r. do Japonii przybyli pierwsi chrześcijańscy misjonarze. W ciągu następnych 60 lat misja „nawróciła” na swoją wiarę ponad 300 tys. Japończyków. Jednak kapłani przysporzyli sobie także wielu wrogów, którzy nie wahali się skazywać ich na cierpienia i śmierć.        
Powodem był brak poszanowania zasad - nachalne nachodzenie ludzi w domach, pogarda dla buddyzmu, manipulowanie, czy wręcz sterowanie ludźmi.
W końcu władze wydały dekret:
1. Japonia jest krajem kami (kami no kuni). Należy odrzucić propagowanie szkodliwych nauk z krajów kirishitan (termin używany w odniesieniu do katolików w Japonii w XVI i XVII wieku)

2. Nie do przyjęcia jest nachodzenie ludzi w naszych prowincjach i namawianie ich do niszczenia sanktuariów shint i buddyjskich świątyń. (...)

3. Władze centralne uważają, że ponieważ bateren potrafią kierować parafianami według własnej woli, przy pomocy swej przebiegłej doktryny, doprowadzili do pogwałcenia prawa w Kraju Słońca [Japonii]. Jako że taka praktyka jest nie do przyjęcia, bateren nie będą mogli pozostać na japońskiej ziemi i w ciągu dwudziestu dni muszą przygotować się do powrotu do swojego kraju. (…)


Komentarze:



Nie żadne "nawrócili na swoją wiarę", tylko wpieprzyli się z buciorami bez zaproszenia do czyjegoś domu. Gdyby Japończycy byli miękkimi naiwniakami skończyliby jak dziesiątki kiedyś potężnych i dumnych cywilizacji Ameryki Południowej i Afryki - w roli niewolników, żebraków, w najlepszym razie biedaków. A tak Japonia zachowała swoją odrębność i wyjątkowość, a zapóźnienie cywilizacyjne sumiennie nadrobiła w XX wieku i dziś jest jednym z najlepiej zorganizowanych i najbezpieczniejszych krajów. I, o dziwo, bez " zbawiennego wpływu" jedynie słusznej katolickiej nauki i moralności.



popijajac_piwo
"W 1549 r. do Japonii przybyli pierwsi chrześcijańscy misjonarze."

Gdyby tylko mogli, to już by na księżycu byli...




  • 3krzak
A teraz porownajmy jak rozwinieta jest Japonia, a jak Polska. Mozna byc dojsc do wniosku ze Japonczycy obronili swoj kraj.



  • sir_fred
Zaprawdę, słuszne to i sprawiedliwe. Gdyby tylko wszystkie państwa tak postępowały z watykańskimi kolonizatorami...

---------------------------------------------------------------------------------------
Na koniec przypominam anegdotę, którą lubię nad wyraz.

Młody ksiądz w zapale niedzielnego kazania, gromkim głosem grzmi z ambony:
Zaprawdę powiadam wam: - jeśli błądzicie, nawróćcie się!
Potem już ciszej dodaje: - muszę się pochwalić, że mam względem nawracania spore zasługi.
Otóż lubię stanąć w niedzielne popołudnie w rynku tuż obok naszej miejscowej knajpy i czekam aż drzwi się otworzą i wyjdzie jakiś mój parafianin w stanie wskazującym.
Podnoszę wtedy palec do góry wskazując niebo i wołam: - Nawróć się!!
I o dziwo wszyscy nawracają.....