Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asertywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asertywność. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2026

Spotkanie na Okrągliku

 


Na Okrągliku spotykam młodego.

- Dzień dobry

- Ano dobry!

Maszerujemy niespiesznie w stronę Smereka. Młody przedstawił się jako Marek, a ja czuję, że coś go gnębi. Ścieżka wąska, idzie za mną. Na początku pyta o sprawy miejscowe: gdzie warto zajść w najbliższej okolicy, jako że ma jeszcze trzy dni urlopu. Potem się otwiera. Całkiem przyjaźnie się otwiera.

- Bo wie pan, mieszkam razem z matką, a kiedy tylko mogę, staram się być poza domem. Mam taki problem, że moja matka zarzuca mi, że nie jestem taki jak inni, że niby ciągle chodzę niezadowolony, wszystko mnie wkurza. Wynikają z tego tylko kłótnie i ja już sam zaczynam się zastanawiać, czy może jest ze mną coś nie halo. I nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać. Jak pan myśli, czy koniecznie trzeba być takim jak inni? Znaczy ożenić się, dzieci, dorabiać się wypruwając sobie flaki i te rzeczy?

- Myślę, że każdy jest inny i tak powinno pozostać. Niezadowolenie, niezgoda na to co jest, buntowniczość, to domena ludzi młodych. Mój wnuczek na przykład. Przekroczył już co prawda 30 lat, ale nie pozbył się jeszcze swego ulubionego powiedzenia – dupy nie urywa. Ja także za młodu byłem buntownikiem i nie zgadzałem się na stare myślenie, zawsze stawiałem na swoim, co tak na marginesie często wychodziło mi tak zwanym bokiem. Młodzi się buntują i to jest naturalne. Gdyby byli od urodzenia zadowoleni, nie tylko nie byliby młodzi, ale byliby od razu starzy. Wszystko bowiem przychodzi w swoim właściwym czasie.

Marek idzie w milczeniu, znaczy myśli.

- To ładnie pan powiedział.

Pomyślałem, że podsunę inspirację:

 - Masz Marku dwa wyjścia: - Wydaje się, ze twoja matka należy do rodziców toksycznych. (Nie wspominał o ojcu – być może nie wytrzymał z zołzą, a ja zwykle o nic nie dopytuję - wolę słuchać) więc może odpuść jej to. Ona przecież ciebie z pewnością kocha, chociaż jak widać na swój specyficzny sposób. Odpuść matce, a żyj dalej po swojemu, nie dając się jednak wpędzić w poczucie winy.

- Albo wyfruń z tego domu!

Szliśmy, nie odzywał się. Doszliśmy do Fereczatej, gdzie zdjąłem plecak i rzekłem informacyjnie:

- Ja tu zostaję na noc. (I żeby nie było niedomówień, czyli sławna asertywność) 

- Do widzenia Marku!

Młody z widocznym wahaniem pożegnał się wreszcie i odszedł. Kontemplowałem widok, objęty ciepłą myślą, że oto wykonałem maleńki dobry uczynek i chyba mój Anioł Opiekuńczy jest ze mnie zadowolony.


 

czwartek, 15 stycznia 2026

Asertywność

Kiedy z kimś rozmawiam i rozmówca coś za szybko się otwiera, staram się wyczuć moment na wycofanie, bowiem doświadczenie zapala czerwoną lampkę, która informuje, że zaraz nastąpi próba zrzucenia ciężaru, którego ja nieść nie mam zamiaru. Nauczyłem się wyczuwać ten specyficzny niepokój, gdy rozmowa jest tylko zdawkowa i neutralna, a taki gość zaczyna rozpędzać się z wynurzeniami, jakby biegł z gorącym kartoflem, który go parzy, więc chce go komuś podrzucić. Tacy rozmówcy tylko czyhają na ofiarę. Proszę bardzo, niech rzuca ten kartofel, ale nie na mnie.

Trzeba się w porę wycofać, albo chociaż wsadzić ręce do kieszeni (asertywność), ponieważ atoli inaczej złapiemy ten niechciany ciężar, a to miłe nie jest.


piątek, 12 listopada 2021

Można urodzić się szczęśliwym głupkiem

 




Jeszcze zanim zetknąłem się z filozofią sufich, a konkretnie z tym, o czym mówił Osho, zauważyłem, że człowiek zadowolony, szczęśliwy, sprawia otoczeniu wyraźną przykrość.





 Ja tam od zawsze potrafiłem cieszyć się z byle czego. W dzieciństwie nie było z tym problemów, jednak w dorosłym życiu zauważyłem, że okazywanie, czy też próba dzielenia się radością, kończy się nader często wbiciem złośliwej szpilki i to nawet przez niby bliskie osoby. Myślałem naiwnie, że skoro emanuję radością, to taki sam stan w sposób naturalny powinien udzielić się innym. A tu kicha. Stopniowo docierało do mnie, że okazywanie ogólnego zadowolenia wprawia ludzi w zakłopotanie, mierzi, denerwuje nawet. Przestałem więc wychylać się z tym swoim podobno niepoprawnym optymizmem. Przyszły refleksje, doszedłem do wniosku, że:

- po pierwsze primo: wiem swoje, a opinię innych mogę odrzucić.

- Po drugie primo: nie ma lepszego przyjaciela, niż ty sam dla siebie.                                                                                              

Jednak nie mogłem pojąć tego przykrego nastawienia u ludzi, dopiero Osho wyjaśnił sprawę, stawiając przysłowiową kropkę nad i.


Pisałem o tym zjawisku, więc teraz bez rozwijania tematu: - w końcu nauczyłem się asertywności, zmienił się mój świat. 

Stare księgi podają: - Inni będą potępiać ciebie tak długo, jak ty sam będziesz potępiał siebie. Albowiem szczęśliwy jest ten, kto samego siebie nie potępia, w tym, na co sobie pozwala. Podejmij więc w sobie decyzję, by wznieść się na wyższy poziom, na którym utuczone cielę, pierścień i szata oczekują, byś ich zażądał. Życie zawsze wynagradza ciebie tym, czego sam się dla siebie domagasz, przy czym najsilniej działa myśl ukryta”.  

A Osho wyjaśniał: - „Ludzie są w większości nieszczęśliwi, niezadowoleni z życia. Czyli są chorzy, mają zaburzoną świadomość. Tę chorobę spowodowała tresura społeczna, której częścią jest religia”.


Duża część społeczeństwa jest chora. A jak człowiek chory ma zrozumieć zdrowego?

Nijak.

Nie może go zrozumieć.

Więcej: - zazdrości mu, oraz profilaktycznie, na dzień dobry, nie lubi owego.

Nie bardzo wie dlaczego tak jest, dlatego sobie tłumaczy: - Z nim jest coś nie tak, bo on nie jest podobny do mnie, nie stęka jak ja, nie narzeka, nie obmawia innych, nie żyje według obowiązującego schematu "co ludzie powiedzą", natomiast ma odwagę być sobą na tak wielu polach. To (chyba?) jakiś głupek jest?

 Pokora w podejściu do świata jest jak najbardziej wskazana, jednak w tym miejscu przypominam tekst w wykonaniu Peresady z kultowej Siekierazdy: - „Ja go nawet mogę przeprosić, ale on jest mnie tak potrzebny, jak zadra w dupie”. 


Poniżej trzy zdjęcia z muchą. Na dwóch leci, na trzecim siedzi.





czwartek, 28 listopada 2019

Myśli przy układaniu drewna

Ciężkowice. Kierunek - Dom na Górze.


Z rynku w Ciężkowicach do Domu na Górze jest około trzech kilometrów, a więc niewielki spacerek. Tu czekają na mnie proste prace fizyczne, a owe dają zdrowe zmęczenie, sprzyjają także poukładaniu myśli.                                                                                                               
Najpierw tylko wożę drewno i je układam. Lubię układać drewno…. Tylko wożę i układam, a nie myślę, chociaż mam czas. Jest to działanie bardzo relaksujące.                                                                                                       

Trochę to trwa, lecz przecież nie przyspieszysz ani nie opóźnisz, luzik ma być. I przychodzi ta chwila, gdy pojawiają się przejrzyste myśli. 

                                                                                                               


Po wielu latach swobodnych studiów, moje serce jest przy filozofii sufich.   
Jezus nauczał filozofii sufich….. Był wiele lat w Indiach, był oświeconym…..
Jak buddyzm przenieść na Bliski Wschód? Zadanie niełatwe. Trzeba operować alegoriami.                                                                               
Stąd się wzięło „Moje królestwo nie jest z tego świata”. 
                                      

Kapłani najpierw zamordowali Jezusa rękami Rzymu (wpis Wynalazca autorstwa Anthonego de Mello) aby potem wybudować na Nim Instytucję. To jest schemat powtórzony wobec wielu tzw. świętych. Tak niedawno pisałem o Joannie d’Arc. 
Południe - dzwonią kościelne dzwony. Ależ malowniczo dźwięki dzwonów roznoszą się echem po górzystej okolicy. Są rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte …                                                                                                                  Cóż za przypadek, że właśnie tutaj było mi dane poznać Jana Gabriela. Przypomina mi się także przypadek Niemki Teresy Neumann. Trzeba będzie przypomnieć tę niezwykle frapującą i pouczającą historię na blogu.                   Piła nówka - wchodzi w deski jak nóż w masło.

Zasada czarnych jest odwieczna tudzież prosta: - Święty musi być martwy – dopiero wtedy można mu bezpiecznie przypisać każdą wypowiedź. On jako nieboszczyk już nie ma szans na jej sprostowanie…..
Wszechobecna manipulacja, żeby nie powiedzieć fałsz.                                                                     
Sama religia chrześcijańska nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych  wyznań. Ona po prostu jest. Natomiast w ręku ludzi podłych każda religia jest bardzo wygodnym narzędziem do sterowania ciemnym ludem.                                 

                                                                                                          

W tych dniach papież przyjechał do Japonii. 
Mógł, to przyjechał. Telewizja pokazała taniec stworzony na powitanie papieża. Elementy, ruchu w tańcu oczywiście japońskie – czyli grzeczne "dzień dobry panu papieżowi".                                                                                                                           
 Na powitanie Franciszka przybyło 35 tysięcy obywateli. Cała mniejszość chrześcijańska w Japonii liczy (bowiem) jeden procent ogółu.          
Jak to? Bilety do nieba obiecują, sprzedają je nawet, a tak mało Japończyków w to wierzy?  Był wpis - " Film Milczenie".
  

Wszyscy urodziliśmy się równi i wolni, a wolność polega między innymi na swobodzie zdobywania wiedzy. Kiedy ktoś zaczyna studiować inne religie i ich historię, nieuchronnie staje się teologiem, a wówczas ta wiedza u zdrowego psychicznie osobnika powoduje bezpowrotne wyparowanie wiary w jakiekolwiek dogmaty. 
         Coraz silniej zaczyna przejawiać się potrzeba samotności. Budzi się asertywność - zdecydowanie odsuwamy od siebie złodziei czasu, przez co otoczenie oczywiście przylepia nam etykietę odludka. O mnie tak mówią niektórzy. A przecież zdrowemu psychicznie osobnikowi opinia innych powinna wisieć. Mnie ona wisi i to bardzo, a więc jestem bardzo zdrowy.

Natomiast mechanizm swobodnego dostępu do wiedzy opisał niezwykle przepięknie Edward Stachura, kiedy w trakcie włóczęgi, gdzieś nad Sanem, spotkał małego chłopca, a ten wypowiedział banalną myśl, że nie lubi chodzić do szkoły. 

Zamyślił się Sted, lecz już po chwili wyjaśniał, bardziej sobie niż chłopcu:

Do szkoły trzeba chodzić, bo szkoły są dobre, chociaż mądre nie są. Szkoły są dobre, bo gdyby człowiek cały ten czas, który musi przesiedzieć w szkole, przeznaczał na zdobywanie prawdziwej wiedzy, to wtedy nie mógłby już mieszkać między ludźmi.
Dlatego szkoły są dobre, chociaż mądre to one nie są. 

Myśląc w sposób wyżej opisany, sprawnie, oraz w pogodnym nastroju - zakończyłem układanie drewna.