Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 marca 2025

Kamienne wieże Kaukazu

 Szamil Basajew.

Pisałem nie raz, że powinniśmy uczyć się od naszych wrogów i odpłacać im pięknym za nadobne, według zasady „kto mieczem wojuje”.

Odkąd uznałem kk za wroga wolności, kiedy tylko przeczytałem, czy usłyszałem, że ta organizacja mafijna czegoś zabrania, coś potępia, albo tylko nie pochwala, zaraz zgłębiałem temat, ponieważ z tych właśnie materiałów mogłem wyłuskać kolejne ziarno ukrywanej prawdy.

     Tak samo jest z Rosją. Nie moją rolą jest zastanawianie się nad zrozumieniem „rosyjskiej duszy”, skupiam się na tym, co także dziś boli rosyjskich speców od mocarstwowej ideologii.

Czeczenia. Dwie pełnoskalowe wojny z Rosją.

W niepodległej Estonii po wprowadzeniu własnej waluty pozostały miliardy bezwartościowych rubli. Po rozpadzie Rosji zostały tam góry rubli, które miał odkupić rosyjski rząd. Moskwa targowała się z Estończykami, ci zaś niespodziewanie sprzedali całość według przelicznika sto dwadzieścia dolarów za tonę nic niewartych rublowych banknotów kupcom z Czeczenii. Inni czeczeńscy emisariusze zaczęli zgłaszać się do centralnego banku Moskwy z podrobionymi awizami, na których podstawie przekupieni rosyjscy bankierzy wypłacali im następne miliardy rubli. Gospodarkę w Groznym zastąpił czarny rynek i kontrabanda, a handel w całości przeniósł się na bazar, gdzie na zakupy zjeżdżano nie tylko z Kaukazu, ale i z połowy Rosji. Bo kupić można tu było dosłownie wszystko.

   Liczba chętnych do robienia interesów w Czeczenii stale rosła. Powstawały sojusze polityków i mafii, jedni chcieli handlować z Zachodem, drudzy z państwami arabskimi, a jeszcze inni z Rosją. Chodziło tylko o pieniądze, a nie o politykę.

Kreml niby zaciskał blokadę, szykując się do drugiej wojny, ale kto miał się bogacić i to po obu stronach, ten się bogacił, ponieważ fakty pokazywały, że prawdziwi ojcowie chrzestni większości mafii czeczeńskich zasiadali na Kremlu.

    Każdy władca zwalcza przeciwników, bo się ich boi. Zwalcza na różne sposoby, a wszystkie w dłuższym terminie okazują się nieskuteczne, ponieważ po pierwsze primo nic nie trwa wiecznie, także każde imperium ma swój kres, a po drugie primo martwy przeciwnik, czyli już tylko legenda, mit, jest o wiele groźniejszy, bo mitu nie zabijesz. Bohater legendy, jego słowa, dostają życie wieczne.

   I rzecz ważna – ostrożnie z ufnością, nie należy nikomu do końca wierzyć. Polityka jest brudna (dobrze że niewiele wiemy, bo inaczej człowiek by zwariował). Służby ze sobą współpracują ponad oficjalnymi podziałami.

     Dżohara Dudajewa zabiła amerykańska rakieta kierowana na sygnał telefonu satelitarnego, z którego rozmawiał.

      Szamil Basajew zginął przez prezent - militarny gadżet wyprodukowany w Izraelu.

Precz z propagandą, liczy się tylko źródło, dlatego swego czasu sięgnąłem do książek sotennego Chrina. Poza tym historia weryfikuje postaci i powoduje nieoczekiwaną zmianę miejsc na podium - Chrin okazał się bohaterem, a generał Świerczewski łachudrą.

 

    Więc kogo Rosjanie w Drugiej Wojnie Czeczeńskiej uznawali za największego wroga? Szamila Basajewa między innymi. No to posłuchajmy, co pod koniec wojny Szamil miał do powiedzenia:

- Jestem Szamil Basajew, osiemnastokrotnie zabity – rzucił na powitanie.

- Nie boi się pan, że …..

- Ja to proszę pana niczego się nie boję.

Z jego żywej twarzy wprost tryskały energia, dzika siła życia, niebezpieczna inteligencja i jakiś trudny do nazwania czar.

- To było dla pana chyba niezwykłe lato. Najpierw ogłoszono pana emirem Kaukazu, wkrótce zaś największym terrorystą. A za kogo pan sam się uważa? Kim pan jest? Zbawicielem Kaukazu? Biczem Bożym? Wojownikiem? Mężem stanu?

- Jestem zwykłym muzułmaninem, staram się żyć, jak przykazał Wszechmogący.

- Zwykły muzułmanin, który zostaje uznany za przywódcę świętej wojny przeciw niewiernym? Jeszcze niedawno głosił pan, że największym zagrożeniem dla czeczeńskiej niepodległości jest muzułmański fanatyzm.

- I nie zmieniłem zdania. Prorok Mahomet powiedział, że trzy śmiertelne zagrożenia dla islamu to wojujący bezbożnicy, muzułmańscy uczeni, którzy fałszywie tłumaczą Koran i fanatyczni ignoranci. To ich miałem na myśli, mówiąc o muzułmańskim fanatyzmie. Fałszywymi uczonymi są sprzedajni mułłowie oszukujący wiernych, by przypodobać się bezbożnym tyranom, a wojujący bezbożnicy to oczywiście Rosjanie.

- Porozmawiajmy o pańskim nawróceniu. Jeszcze pięć lat temu słynął pan jako partyzancki komendant, ale chyba nikt nawet nie przypuszczał, że zostanie pan jednym z przywódców świętej wojny, muzułmańskiego powstania na Kaukazie.

 - Prawdziwym muzułmaninem uczyniła mnie wojna. Wszyscy rodzimy się mahometanami. I pan i ja przyszliśmy na świat jako dzieci Wszechmogącego. Nie potrafimy jednak od pierwszych dni odnaleźć prawdziwej drogi, potykamy się, błądzimy po omacku. Błądzą też nasi przewodnicy, nasi ojcowie, kapłani. Często w najlepszej wiedzy sprowadzają nas na manowce. Ja też błądziłem przez lata. Ceniłem wartości, które były kłamstwem. Jeszcze podczas poprzedniej wojny walczyłem pod sztandarem „Wolność albo śmierć”. Dziś walczę też za wiarę. Pojąłem, że rzeczy, w które dotąd wierzyłem, są jedynie ułudą, że przemijają. A jedyną wieczną wartością jest wiara we Wszechmogącego. Że tylko ona daje nadzieję i pokój. Nie doszedłem do tego z niedzieli na poniedziałek. Dojrzewałem. Pięć lat temu, kiedy zaatakowała nas Rosja, świat zachodni – strażnik tych wszystkich najświętszych wartości, jak równość, wolność, sprawiedliwość, braterstwo, swobody obywatelskie – odwrócił się od Czeczenii. Zdradził nas jak ladacznica, która idzie z tym, kto więcej płaci. Ta sprawa wiele nas, Czeczenów, nauczyła. Zobaczyliśmy fałsz naszych mistrzów. Zrozumieliśmy, że możemy liczyć tylko na siebie i miłosierdzie Allaha. To dało nam olbrzymią siłę.

- A jak zmieniło to Czeczenów?

- Ogromnie. Dziś do wojny z Rosją stajemy już jako zupełnie inni ludzie. Walczymy nie tylko o wolność, ale i za wiarę. Nie tylko moi mudżahedini, ale też niemal wszyscy Czeczeni zaczęli szukać w Koranie odpowiedzi, jak żyć. Jeszcze pięć lat temu liczni wśród nas ci, co się nie modlili, pili alkohol, palili papierosy, sięgali po narkotyki. Dziś niewielu takich pan znajdzie, a w mojej armii nie ma ich wcale. Ja też rzuciłem tytoń. Niedawno dla moich mudżahedinów kupiłem w Rosji mięso, teraz przychodzą do mnie jeden po drugim i tłumaczą, że nie chcą go jeść, bo pochodzi z bydła, które w Rosji zaszlachtowano niezgodnie z muzułmańskim obyczajem. Będę je musiał rozdać.

 - Czy nad Czeczenia nie krąży widmo muzułmańskiego fanatyzmu?

- Krąży, krąży. Jest wśród nas wielu wojujących ignorantów, którzy chcieliby zaprowadzić Boże porządki w jeden dzień, nie rozumiejąc, że ludzie nie są do tego gotowi. Zresztą nie tylko sami ludzie. Najczęściej ci, co myślą o Bożych porządkach, nie mają zielonego pojęcia o Koranie, choć są przekonani, że posiedli całą mądrość. Jeśli chodzi o mnie, jestem wrogiem zarówno wojującego bezbożnictwa, jak i wojującego ignoranctwa.

  - Szamil Basajew przeciwnikiem skrajności? Dla wielu jest pan ich uosobieniem.

 - Robią ze mnie takiego, sam nie wiem czemu.

- Pana to dziwi? A rajd na Budionnowsk nie był skrajnym rozwiązaniem? Znaleźć straceńców gotowych na śmierć i poprowadzić w głąb Rosji, gdy w samej Czeczenii trwa wojna? To nie skrajność?

- A cóż w tym skrajnego? Wszyscy kiedyś umrzemy. Takich nas stworzył Wszechmogący. Wybór, który nam pozostawił, to nie kiedy umrzemy, ale jak. Umrzemy, kiedy taka będzie jego wola i nic na to nie możemy poradzić, choćbyśmy się ukryli w kamiennej wieży. Jedyny wybór to jak umrzeć. Ja postanowiłem umrzeć jak wojownik. Cóż w tym skrajnego?

- Maschadow mówi, że głupotą i wyjątkową nieodpowiedzialnością z pana strony był najazd na sąsiedni Dagestan. Że dał pan Rosji powód do wojny.

- A ja mówię, że głupotą było podpisanie rozejmu z Rosją i dawanie im czasu na przygotowania do nowej wojny. Wojna by wybuchła tak, czy inaczej. Już wtedy, po tamtej wojnie, kiedyśmy pobili Rosjan, trzeba było ich zniszczyć, rzucić na kolana. Tłumaczyliśmy Maschadowowi, żeby nie układał się z Rosjanami, niczego nie podpisywał. Mówiliśmy mu, że to błąd pozwolić Rosji, by wycofała się z wojny bez kontrybucji, bez politycznych ustępstw, nawet bez przeprosin i ukarania odpowiedzialnych za masakry czeczeńskich cywili. Opuścili Czeczenię, jakby się nic nie stało, jakby nie przegrali wojny. Maschadow się oburzał. Mówił: „Co też wygadujecie? Popatrzcie tylko kto podpisał się pod układem z Chasaw-jurtu o zawieszeniu broni. Sam Jelcyn!” bredził o zobowiązaniach, o prawie międzynarodowym. Daliśmy Rosji cztery lata na spokojne przygotowanie się do nowej wojny. I dziś ją mamy. Allah ukarał nas za głupotę i pychę, tak, jak ukarał afgańskich mudżahedinów. Od dawna Rosjanie prowokowali incydenty, tak czy inaczej znaleźliby pretekst do wojny. Nasze milczenie tylko ich zachęcało. Uznali to po prostu za dowód naszej słabości.

- Dlaczego Maschadow tak wierzył Rosji?

- Maschadow ma duszę romantyka i radzieckiego pułkownika. Pół życia przesłużył w radzieckiej armii jako artylerzysta. Przywykł wierzyć Moskwie.

- Najpierw  razem walczyliście z Rosją, potem rywalizowaliście o urząd prezydenta. Jeszcze później wasze drogi się rozeszły i zostaliście politycznymi wrogami, o mało co nie wywołując wojny domowej, a dziś Maschadow mówi, że znów zgodził się pan pójść pod jego komendę.

  - Dziś znowu jesteśmy razem, bo ponownie zagraża nam wróg. Byliśmy zjednoczeni, bo mieliśmy wroga, Rosję. Podpisując z nią pokój, Maschadow sprawił, że ten wróg dla wielu Czeczenów zniknął, a przynajmniej nie wydawał się już straszny. Zaczęliśmy szukać wrogów między sobą, a tego właśnie chciała Rosja. Ale z Maschadowem wciąż jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, którzy otwarcie, aż do bólu mówią sobie, co się im w nich nie podoba. Na tym przecież polega prawdziwa przyjaźń.

    Walczymy już od czterystu lat. Cała nasza historia to jedna wielka wojna z Rosją. Jermołow, wojna domowa, zdrady białych i czerwonych, Stalin, Jelcyn, Putin. Wciąż wojna, wciąż pogromy, zgliszcza, trupy. Tę wojnę z pokolenia na pokolenie przekazują ojcowie synom. Czeczeni własną krwią płacą od wieków za rozwiązanie zagadki rosyjskiej duszy. Prochami naszych przodków usiane są Syberia, pustynie Turkiestanu. Mielibyśmy uwierzyć Rosji? Przetrwać jako naród możemy tylko w państwie niepodległym, uznanym przez świat, którego Rosja nie będzie już mogła bezkarnie najeżdżać, grabić, mordować ilekroć przyjdzie jej na to ochota. Niepodległość jest konieczna, by Rosja nie miała więcej prawa nas zabijać.

            Urywek z książki „ Kamienne wieże Kaukazu”- Wojciech Jagielski.

piątek, 17 stycznia 2025

Szacunek do pieniędzy

Pieniądz jest wspaniałym wynalazkiem, czyni ludzi bogatymi, umożliwia im zdobywanie tego, czego nie mają. Jednak wszystkie religie są mu przeciwne. Nie chcą bogatej ludzkości, nie chcą inteligentnej ludzkości, jeśli bowiem ludzie będą inteligentni, to kto przyjdzie do kościoła?

Wszystkie religie i to zawsze, występowały przeciwko bogactwu, bo ono może dać ci prawie wszystko, co można kupić. Prawie, ponieważ kilku wartości duchowych nie da się kupić: - miłości, oświecenia, wolności i paru innych. Poza tym wszystko inne można kupić za pieniądze.

    Ponieważ wszystkie religie zawsze były przeciwko życiu, musiały także być przeciwko pieniądzom. To całkiem naturalne. A życie potrzebuje pieniędzy, bo potrzebuje wygody, dobrych ubrań, pięknych domów. Życie potrzebuje dobrej literatury, muzyki, poezji.

Na przykład człowiek, który nie pojmuje muzyki klasycznej jest taki ubogi ….. jest niemal głuchy. Oczywiście słyszy, jego zmysły działają – oczy, uszy, nos są na swoim miejscu z punktu widzenia anatomii, ale nie ma w tym metafizyki.

Tak samo jest ze zrozumieniem piękna wielkiej literatury. Jednak aby to wszystko pojąć, musisz być najedzony, nie martwić się ośrodki do życia.


Dla przykładu – muzułmanie zakazali muzyki, to zdarzyło się w Dehli. Rządził wtedy jeden z najpotężniejszych władców muzułmańskich, Aurangzeb.

Był nie tylko potężny, był także straszny. Do jego czasów imperatorzy mówili jedynie, że muzyka jest sprzeczna z islamem. W Dehli było wielu muzyków, a władca nie był dżentelmenem. Ogłosił, że jeśli usłyszy w Dehli muzykę, to natychmiast każe ściąć głowę muzykowi.

     A trzeba pamiętać, że Dehli było od tysiącleci stolicą, tam właśnie znajdowało się centrum kulturalne Indii. Mieszkali tam najróżniejsi geniusze.

Kiedy więc usłyszeli o zarządzeniu Aurangzeba, zebrali się, aby coś postanowić. Owszem, mówi się, że muzyka jest sprzeczna z islamem, nie ma problemu, wszyscy to wiedzą. Ale ten człowiek jest niebezpieczny, chce zabijać.

Na to muzycy nie mogli się zgodzić. W ramach protestu wszyscy, a było ich tysiące, poszli do pałacu Aurangzeba.

Władca wyszedł na balkon i zapytał:

- Co się stało? Czy ktoś umarł?

A mógł tak sądzić, ponieważ muzycy przynieśli ze sobą kukłę zrobioną z poduszek.

Muzycy odpowiedzieli:

- Nie żyje muzyka, a ty jesteś mordercą.

Aurangzeb odpowiedział:

- To dobrze, że nie żyje. A teraz wyświadczcie mi przysługę i zakopcie ją tak głęboko, żeby nigdy nie wstała z grobu.

Tysiące muzyków i ich rozpacz nie miały najmniejszego wpływu na Aurangzeba. On miał poczucie wypełnienia „świętej  misji”.

     Muzyka jest zakazana przez islam. Dlaczego?

Ponieważ na Wschodzie była grywana najczęściej przez piękne kobiety. Zachodnia definicja „prostytutki” znacznie się różni od tej używanej na Wschodzie. Na Zachodzie prostytutka sprzedaje swoje ciało. Natomiast w dawnych czasach na Wschodzie za prostytutkę uważano kobietę, która sprzedawała swój talent, swój taniec, swoją muzykę, swoja sztukę.

Zapewne cię zdziwi to, że każdy władca w Indiach wysyłał swych synów, którzy mieli przejąć po nim władzę, na kilka lat pod opiekę prostytutki. Tam uczyli się etykiety, elegancji, muzyki, subtelności tańca. Władca powinien wszak to wszystko poznać. Powinien pojąć, czym jest piękno, czym logika oraz dobre obyczaje. Taka była stara hinduska tradycja.

I muzułmanie ją przerwali. Muzyka była sprzeczna z ich religią. Dlaczego?

Bo aby nauczyć się muzyki trzeba było wejść do domu prostytutki. Muzułmanie są przeciwni jakiejkolwiek radości, a domy prostytutek pełne były śmiechu, piosenek, muzyki, tańca. Dlatego wprowadzili zakaz: - żaden muzułmanin nie może wejść do domu, w którym gra muzyka. Słuchanie muzyki to grzech.

      Podobne rzeczy działy się w innych religiach. Wspólnym celem tych działań było odarcie człowieka z tego, co go wzbogaca. Najbardziej oczywistym sposobem było nakazanie ludziom, by wyrzekli się pieniędzy.

Rozumiesz tę logikę?

Nie masz pieniędzy – nie masz wielu rzeczy. Zamiast obcinać gałęzie, zaczęli podcinać same korzenie. Człowiek bez grosza jest głodny, staje się żebrakiem, nie ma się w co ubrać. Nie sądzisz chyba, że będzie miał głowę do Dostojewskiego, Alberta Einsteina? To niemożliwe.

      Wszystkie religie, wspólnym wysiłkiem, czyniły ludzi tak ubogimi, jak to tylko możliwe. Tak bardzo potępiały pieniądze, tak gloryfikowały biedę, że bez wahania nazwałbym je organizacjami przestępczymi.


Pomyśl, co powiedział Jezus: - „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty przestąpi bramy niebios”.

     Człowiek bogaty w niebie? To absolutna niemożliwość.

Czy są to słowa zdrowego człowieka?

Bogactwo jest potępiane, pieniądze są potępiane. Świat podzielono na dwa obozy. 98 % żyje w biedzie, ale w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie anioły grają na swych harfach ciągłe Allejuja. Żyją w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie nie wpuszcza się bogaczy. Dwa procent, to ludzie bogaci, którzy żyją w poczuciu winy, że są bogaci.

     Nie mogą cieszyć się w spokoju swym bogactwem, bo w głębi duszy boją się: - może to prawda, że nas nie wpuszczą do raju? Mają dylemat. Dostatek rodzi w nich poczucie winy, są niepocieszeni, za dużo posiadają, zostaną wrzuceni do piekła.

To z tego powodu człowiek bogaty żyje w strachu. Nawet jeśli próbuje cieszyć się tym, co zdobył, poczucie winy go zatruwa. Towarzyszy mu ciągły niepokój – rozmyśla o raju, do którego wpuszczą nawet wielbłąda, a on zostanie za drzwiami. Życie jest takie krótkie, a potem tylko ogień piekielny. Przecież to paranoja.

      Człowiek ubogi już jest w piekle, ale ma nadzieję. Byłbyś zdziwiony widząc, że w biednych krajach ludzie są bardziej zadowoleni  niż w bogatych. Widziałem w Indiach najuboższych ludzi, w których nie było nawet cienia niezadowolenia. Za to Amerykanie włóczą się po całym świecie w poszukiwaniu przewodnika duchowego. Nic dziwnego, oni nie chcą być gorsi od wielbłądów, także chcą do raju. Usiłują więc znaleźć sposób – jogę, jakieś inne wygibasy, żeby kompensować swoje bogactwo.

     Cały ten świat obrócił się przeciwko sobie.

Być może jestem pierwszym człowiekiem, który tak otwarcie wyraża swój szacunek do pieniędzy. To dlatego, że one mogą uczynić cię bogatym w wielu wymiarach.

   Człowiek ubogi nie pojmie muzyki Mozarta, głodny, albo żebrak nie zachwyci się dziełami Michała Anioła.

Poza tym ludzie cierpiący głód  nie mają w sobie dość energii, by karmić swoją inteligencję. Inteligencja rodzi się dopiero wtedy, gdy masz w sobie nadmiar energii, a oni są wyczerpani zarabiając tylko na chleb i wodę.

     Nie mają w sobie dość inteligencji, aby pojąć Braci Karamazow. Są w stanie słuchać jedynie jakichś głupot wmawianych im na mszy niedzielnej. A przecież ani kapłan, ani słuchacze nie rozumieją o czym mowa. 


Zresztą większość słuchaczy jest wyczerpana i senna po całym tygodniu. I to nawet lepiej dla kapłana, bo nie musi przygotowywać ciągle nowych kazań. Może powtarzać stare – i tak każdy śpi, nikt się nie zorientuje …

                                   OSHO 1931 - 1990

wtorek, 8 lutego 2022

Stać się instrumentem

 Kto może stać się takim instrumentem? Na przykład naukowiec. Albert Einstein, czy Nikola Tesla opowiadali o konkretnych sytuacjach, w których doznawali olśnień, przychodziły im do głowy genialne pomysły. Początkowo wydawało się, że te myśli przychodziły Znikąd, ale oni obaj, niezależnie od siebie szybko odkryli Nadawcę.

Coś wielkiego wydarzyło się w Mekkce. Czy ktoś potrafi opowiedzieć o tym piękniej niż Osho?

„Uczeni twierdzą, że świat składa się z czasu i przestrzeni. Einstein przekształcił to w jedno: - powiedział, że czas jest czwartym wymiarem przestrzeni. Stworzył pojęcie czasoprzestrzeni. Kiedy otwierasz się na to, co wyższe, przenosisz się w świat bezczasowy i pozaprzestrzenny – nie ma tam ani czasu, ani przestrzeni.

Gdy to akceptujesz, tylko dopuścisz możliwość, że tak może być, otwiera się przed tobą zupełnie inny świat. Wchodzisz w kontakt nie tylko z tym, co wyższe, lecz także dostępujesz z tym głębokiej komunii. Wtedy ciebie nie ma, przestajesz być. W obliczu wyższego roztapiasz się. Istnienie możliwe jest tylko z tym, co niższe.

Właśnie dlatego tak bardzo upierasz się przy pozostawaniu w niższym, gdyż w tym, co wyższe, nie będzie ciebie. Sama egzystencja ego, jaźni, „ja” należy do tego, co niższe. Gdy otwierasz się na wyższe – znikasz. A kiedy ciebie nie ma, prowadzą cię po prostu Siły Wyższe. Stajesz się instrumentem.

Takim instrumentem stał się Mahomet w czasie 23 lat objawień na Górze Światła.


Kiedy Mahomet głęboko medytował na górze Al-Hira, nagle usłyszał głos, który nakazał: - „Czytaj!”.                                                                                       

- Jakże mam czytać? – spytał Mahomet będący zupełnym analfabetą.                                                                                    

Głos ponownie nakazał: - „Czytaj!”. I to z dużo większą stanowczością.                                                                             

Mahomet zawahał się, zaczął drżeć ze strachu. Jak miał czytać?                   

I wtedy głos zabrzmiał po raz trzeci: - „Czytaj!”.

Mahomet znalazł się na granicy między niższym a wyższym. Doskonale wiedział, że jeśli chodzi o niższe, czytać nie może. Jednak głos dobiegał z innej sfery i nalegał:-  „Czytaj!”. Otworzył zatem oczy i ujrzał, że wkroczył w inny świat. Mógł czytać, rozumiał. Zaczął otrzymywać Koran.

Trwało to latami. Mahomet nie otrzymał Koranu jednego dnia, Koran wsączał się w niego przez długie lata. Wcześniej był zupełnie zwyczajnym człowiekiem, aż nagle stał się inny. Jednak nigdy nie mówił : - „Jestem Buddą”. Nigdy. Także nie padło z jego ust: - „Jestem synem Boga”, jak w przypadku Jezusa. Mówił: - „Jestem zwykłym człowiekiem, sługą, posłańcem między dwoma światami”. Był prostym, skromnym człowiekiem. Dlatego niższe się zamknęło, a wyższe otworzyło. Nie uczynił żadnego wysiłku by wyższe się otworzyło, to się po prostu stało.

      Za pierwszym razem tak się przestraszył, że gdy przyszedł do domu, miał wysoką gorączkę. To wszystko takie dziwne! Jakim sposobem czytał? Jednak to, co widział i czuł, było tak odmienne, nie pochodziło z tego świata. Nie mógł uwierzyć, wszystko stanęło na głowie. Gorączka nie ustępowała przez trzy dni, a on trwał zatopiony w modlitwie. Po czym, z wielkim oporem, powiedział swojej żonie, co się wydarzyło.

„Byłem w innym świecie – rzekł. Nie mów o tym nikomu, bo pomyślą, że oszalałem”.

Od tego pamiętnego dnia Mahomet był prowadzony nie przez swoje ego, ale przez siły ponad nim – stał się instrumentem.

Kiedy otwiera się wyższe, wszystko wywraca się do góry nogami. Twoja logika przestaje działać, rozum nie ma już żadnego zastosowania. To, co wiedziałeś, staje się zupełnie nieistotne, nieważne jest także to, kim jesteś.

Otwarcie się na wyższe jest możliwe jedynie wtedy, gdy zamkniemy bramę niższą. To może się stać, lub nie, ale jest prawdziwie konieczne, jeśli chodzi o przetrwanie ludzi. Wejście w wyższe staje się pomostem, bramą, dzięki której człowiek staje się czymś więcej niż zwierzę”.



poniedziałek, 7 lutego 2022

CHRISLAM

 



Kościół katolicki rozumiany jako Największa Korporacja uległ deprawacji. Stara prawda mówi, że władza wykoślawia mentalność władców. Im dłużej jest sprawowana władza, tym bardziej deprawuje. Natomiast harmonia jest tylko wtedy, gdy myśli, słowa i czyny współgrają ze sobą. Kiedy jest inaczej, następuje upadek. KK umiera razem ze swoimi coraz starszymi wyznawcami, dlatego już od wielu lat pojawiają się ratownicze pomysły w samym kościele. Pojawiają się w samym sercu Największej Korporacji - w Watykanie. Oto watykański teolog napisał książkę o "nowej erze w chrześcijaństwie" pod tytułem Chrislam.

Stawia w niej tezę zasygnalizowaną wyżej, że kk umiera. W Watykanie siedzi armia ludzi niegłupich, których życie opiera się na myśleniu (mają czas na myślenie) jak utrzymać się na stołkach, czyli trwać w pasożytnictwie. Więc wymyślili, że trzeba chrześcijaństwo ożenić z islamem – stąd Chrislam. Ta koncepcja ratowania kościoła wypłynęła już pod rządami Ratzingera, jednak był on jej przeciwny, dlatego zmuszono papieża do abdykacji i wybrano Franciszka. Franciszek koncepcję popiera. Duża część hierarchów natomiast koncepcji nie popiera i modli się, żeby Franciszek udał się w miarę szybko do Domu Ojca.


Nasuwa się Pytanie przez duże P:- jeśli kk umiera, a islam okazuje się prężny, to czy on, ten islam będzie chciał dawać transfuzję potencjalnemu trupowi?






PS. Jesteśmy informacyjną globalną wioską. To niebezpieczny czas powodujący myślowy mętlik u jednostek, które uzależniły się nie tyle od informacji, ile od sieczki informacyjnej. W informacjach mamy brak ciągłości. Na przykład ogłaszanie jako objawienia, że w islamie mamy nurt terrorystyczny. A przecież cywilizacja chrześcijańska i  islamska żyją obok siebie od ponad tysiąca czterystu lat i ten nurt nie jest niczym nowym, ponieważ pojawił się jako obrona w czasach wypraw krzyżowych. To chrześcijaństwo swą krwawą terrorystyczną agresją wymusiło obronną odpowiedź islamu już w roku 1090.

 

 

wtorek, 2 listopada 2021

Na haju

Kiedy po raz nie wiadomo który, Się zbliżałem do mego ulubionego bieszczadzkiego miejsca, pomyślałem sobie, że to biwakowanie jest pewną formą pielgrzymki – podróży do samego siebie. To w tym miejscu w 2013 roku doznałem paru przebłysków mentalnych. Biedni wyznawcy Islamu odkładają nieraz przez długie lata pieniądze, aby jeden raz w życiu znaleźć się w pielgrzymce i w Mekce zbliżyć się do świętego kamienia Kaaba. 

Pielgrzymka w języku arabskim to haj. Czyli być w pielgrzymce to inaczej być na haju. 

Na haju bez używek? Zapyta profan.  I właśnie o to chodzi, żeby używek nie było, ma być tylko endorfina - twój własny hormon mózgowy, służący do samowzbudzenia.  On jest podobny do zapalenia zapałki w ciemności, albo czołówki w głuchej nocy. Bo potem to już z górki.....

Oto przydarza mi się po raz kolejny, że jestem na haju. Podążam do swojej Mekki, czuję się uwznioślony, lekki, jakby mi skrzydła urosły. To są wrażenia niezwykle uroczyste, których każdemu życzę.

To w tym miejscu, z dala od ludzi, po raz pierwszy poczułem jedność ze wszystkim co wokół, z całą przyrodą. Jednocześnie miałem poczucie nowonarodzonego dziecka, a zarazem bycia zwierzęciem, jak codziennie widziane sarny, kozioł, jeleń, znajomy lis, który już się nie boi i przebiega ścieżką tuż obok namiotu. Na pożegnanie dnia, już o zmroku, przelatuje nad biwakiem nisko, bezszelestnie, wielki, a więc stary puchacz i wydaje mi się, że mówi mi dobranoc. Odpowiadam mu w myśli.  


 

Po prostu JESTEM. A kiedy tak czujesz, świadomość i ciało trwają w porozumieniu, które skutkuje zdrowiem, ale także narodzinami tego sławnego wewnętrznego dziecka, które każdy nosi w sobie.

Jestem tym, kim chcę być. Czy to jednak nie za proste?

Ludzie sami sobie stwarzają problemy.

Bo możesz zarówno rozłożyć rano skrzydła i pofrunąć do najdalszego miejsca na świecie, albo pościelić sobie łóżko w piekle.







Ano mieszkam sobie w swym ulubionym wakacyjnym zakątku, gdzie znowu szybciutko odwykłem od ludzi, a tu naraz któregoś dnia koło południa widzę, że w oddali na samym początku podejścia, pojawiły się jakieś ludziki i zbliżają się, przemieszczając niespiesznie. Ludziki nie mają plecaków, są kolorowe .... I tym sposobem autorowi przydarzyły się Nieoczekiwane Odwiedziny – oto na samą górę przyszła trójka niezwykle sympatycznych turystek: - bardzo zgrabna pani Asia z dwiema prawie dorosłymi córkami. Okazało się, iż panie urlopują w hotelu w Bystrem. No to - mówię, mój szacunek że chciało wam się aż taki kawał zawędrować. Potem pogadaliśmy co nieco poruszając tematy różne. 

Wspomniałem na koniec o swoich planach dalszego maszerowania, bo jeszcze wtedy miałem taki zamiar. Odwiedziny upłynęły w przemiłej atmosferze, pani Asia z każdą chwilą wydawała mi się coraz ładniejsza, po czym (nutka rozczarowania, bo w głowie już powstawały scenariusze) panie udały się w drogę powrotną, a ja pokręciłem się po łąkach i odkryłem nowe miejsce jagodowe. 





Zbieram jagody, łąka pachnie upojnie, widok szeroki. Opadają mnie wątpliwości co do słuszności dalszej wędrówki po uczęszczanych szlakach. Myślę: - Mogę gdzieś iść, albo nie iść. Na odludziu jest mi tak dobrze. Właściwie to nie tylko nie muszę stąd odchodzić, ale  nawet nic nie muszę i to jest dopiero sprawa super extra! Odkąd odkryłem ten cudny zakątek czuję się tu jak w domu, tudzież wspaniale. Chodzę po łąkach i jestem zadowolony. A jak mówią stare księgi, zadowolony człowiek ma jeszcze więcej tego, co już ma. Poza tym planów nie zmienia tylko martwy lub głupi.


Po południu odkrywam szpaler całkiem dojrzałych malin i chęć pójścia na Fereczatą odlatuje w siną dal. 






wtorek, 5 października 2021

Rinpocze

Dotarłem do źródłosłowu słowa Rinpocze. W Tybecie spotykamy się często z tym określeniem, przypisanym kapłanom, darzonym szczególną czcią. Rin-po-cze to po tybetańsku nieustanna reinkarnacja.

Ponieważ pojawia się słowo Tybet, spójrzmy na kilka zdjęć kwiatów z tego rejonu. Maki himalajskie. 








Świat jest różnorodny i w tym jego piękno. Maki nie tylko są czerwone. 

I przypomina się myśl ogólna, że sedno rozwoju człowieka polega na umiejętności wyrwania się z kulturowego, narzuconego przez skostniałe doktryny plemienne, mentalnego zaścianka. Tudzież; -  życie jest tajemnicą, oraz: - sprawy nieraz wyglądają inaczej, niż nam się wydaje.

     Buddyzm nie uznaje pojęcia Boga – Stwórcy. Tu istnieje tylko prawo przyczyny i skutku. Bardzo to przypomina teorię ewolucji. Buddyzm niesie wolność, natomiast Bóg chrześcijański narzuca kontrolę i poczucie winy. 

Poza tym …. Wszystko już było, jak rzekł Ben Akiba.

Fizyka kwantowa ukuła pojęcie teorii strun, jakiś ktoś niby wymyślił teorię motyla, a rzecz polega na systemie naczyń połączonych, na „odkryciu”, że wszystko jest energią i jest połączone ze wszystkim. A to przecież bardzo stara wiedza, wyartykułowana 500 lat pne. przez Buddę. W słowach Buddy mamy pierwowzór, teorie późniejsze są tylko powtórzeniem, najprawdopodobniej nieświadomym. Ludzie ciągle odkrywają na nowo to, co już było.

Religie.

 

Jeśli zastanawiamy się jaka motywacja kierowała Trzema

Wielkimi od religii, dochodzimy do wniosku, że był to bunt,

niezgoda na ówczesny sposób życia.

Budda wychował się w luksusie, a realny świat biedy i cierpienia nim wstrząsnął. Zapadł się w siebie i doznał oświecenia.

Jezus doznał oświecenia w Indiach, gdzie zapoznał się z filozofią sufich i po powrocie usiłował przekazać tę ideę swoim współplemieńcom.

Mahometa raził rozwiązły sposób życia w Mekce. 23 lata modlił się na Górze Światła aż do momentu, gdy został oświecony - dostał Przekaz - Objawienie Koranu.

Różne religie, a mają jeden punkt wspólny: - kiedy pytano każdego z wymienionych –„Czy jesteś bogiem?” odpowiedź po trzykroć była taka sama: - Nie! Jestem tylko oświecony.

piątek, 20 listopada 2020

Prymitywna cywilizacja



Dla okazania jedności z młodymi, wpis poprzedzam 
symbolem Strajku Kobiet. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Świata nie zmienisz, ale możesz zmienić siebie.

Jak to zrobić?                                                                                                              

 Jest tylko jeden prosty sposób: - należy mentalnie lub fizycznie opuścić świat, w którym ciebie wychowano.  


                                                                    

To działa zupełnie tak samo, jak opuszczenie domu rodziców: - oni kochają ciebie na swój sposób, czyli toksycznie, bo tak samo ich wychowywano. Wtrącają się w twoje życie, mącą. W rezultacie nie żyjesz swoim życiem, tylko nie wiadomo jakim. A przecież potrzebna ci jest własna mądrość, którą możesz zdobyć tylko przez osobiste doświadczenia.

Kiedy ptak podrośnie, wyfruwa z gniazda……

Jeśli miałeś mądrych rodziców, co przydarza się nieczęsto, oni nawet pomogą ci wyfrunąć z domu. I wyda ci się, że już jesteś wolnym człowiekiem. Lecz to dopiero początek drogi, bo teraz potrzebujesz nabrać doświadczenia, perspektywy, szerszego oglądu rzeczy, zostawić za sobą cały bagaż indoktrynacji. Każdego wychowano w jednym ogrodzie, w jednej rodzinie, a przecież świat to różnorodność ludzkości, cała planeta i otaczający ją bezkres kosmosu. 


                                
                                                                         

Zmieniasz się stopniowo. Oczywiście o ile chcesz się zmienić. W zmianie pomaga podróżowanie i poznawanie innych ludzi, zupełnie odmiennych kulturowo. Pomaga w tym czytanie książek napisanych przez umysły buddyjskie, umysły ukształtowane w islamie, hinduizmie, a zwłaszcza umysły wywodzące się z religii pierwotnych, plemiennych, szamańskich, opartych na Siłach Natury.

Wytrwały Poszukiwacz zawsze osiągnie moment, gdy poczuje się Obywatelem Świata.

I stanie się wtedy rzecz zaskakująca: - zrozumiesz nagle, że cywilizacja chrześcijańska z której się wywodzisz, jest najbardziej destrukcyjną, nielogiczną, chorą i szkodliwą spośród tych, które znasz. Ta cywilizacja twierdzi, że dba o człowieka, a jednocześnie go zabija. Uzurpuje sobie prawo do pouczania innych, jak mają żyć, a sama ma problem ze sobą. 


                                                     

Czy istnieje gdzieś na świecie jednoznacznie prymitywna cywilizacja?

Owszem. To smutne, ale taką prymitywną cywilizacją jest nasz zachodni świat betonowych miast, pełen zgiełku tłumów i hałasu samochodów, świat wypełniony po brzegi kłamstwem, manipulacją, podłością, cierpieniem, nienawiścią i zagubieniem.



PS. Autorką powyższego tekstu, pisanego wiele lat temu, jest Beata Pawlikowska. Dziś jej tekst nabiera cech proroczych – opisując prymitywną (i chorą) cywilizację chrześcijańską należy dołożyć zamach na wolności obywatelskie i kompletny upadek moralności kk. 

Fundament cywilizacji spróchniał?