Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Czy las może cieszyć




 Druga połowa lipca, odwiedzam Kampinos. Niebo bezchmurne, raniutko, jeszcze nie podnosi się upał, w lesie sucho. Atoli jagody już duże i dojrzałe, słodziutkie, a jako że ogólnie jestem zadowolony, próbuję czegoś nowego. Tym razem jest to kanapka jabłko-jagoda. Smakuje ona wybornie.




Natykam się na pierwsze tegoroczne kurki, czyli pieprzniki jadalne. A swoją drogą ciekawe, po co taka nazwa, skoro nie ma pieprzników niejadalnych. Ale może ja się mylę.




Oraz panienki. Z nich zupa wychodzi słodkawa - smak specyficzny.


Susza, ściółka aż trzeszczy pod butami, deszcz bardzo pożądany - pomyślałem. Po czterech godzinach spacerowania zachmurzyło się, więc wracam. Wracam, a tu jak nie lunie! Pioruny walą na całego, przykucnąłem, aby peleryną okryć zbiory w torbie, a deszcz jeszcze się wzmaga. Ściana wody leci na spragnioną ziemię. Trwam przykucnięty, a jako że nazbierałem pudełko jagód, zaczynam je pojadać. Ulewa traci intensywność dopiero po godzinie i w ciągu kolejnych parunastu minut ustaje. Na drodze powstają rozlewiska.



I już pierwsze zbiory grzybowe mazowieckie w warszawskim domu. Tudzież to, co zostało z jagód. Za dwa dni będzie wysyp borowików.



wtorek, 2 listopada 2021

Na haju

Kiedy po raz nie wiadomo który, Się zbliżałem do mego ulubionego bieszczadzkiego miejsca, pomyślałem sobie, że to biwakowanie jest pewną formą pielgrzymki – podróży do samego siebie. To w tym miejscu w 2013 roku doznałem paru przebłysków mentalnych. Biedni wyznawcy Islamu odkładają nieraz przez długie lata pieniądze, aby jeden raz w życiu znaleźć się w pielgrzymce i w Mekce zbliżyć się do świętego kamienia Kaaba. 

Pielgrzymka w języku arabskim to haj. Czyli być w pielgrzymce to inaczej być na haju. 

Na haju bez używek? Zapyta profan.  I właśnie o to chodzi, żeby używek nie było, ma być tylko endorfina - twój własny hormon mózgowy, służący do samowzbudzenia.  On jest podobny do zapalenia zapałki w ciemności, albo czołówki w głuchej nocy. Bo potem to już z górki.....

Oto przydarza mi się po raz kolejny, że jestem na haju. Podążam do swojej Mekki, czuję się uwznioślony, lekki, jakby mi skrzydła urosły. To są wrażenia niezwykle uroczyste, których każdemu życzę.

To w tym miejscu, z dala od ludzi, po raz pierwszy poczułem jedność ze wszystkim co wokół, z całą przyrodą. Jednocześnie miałem poczucie nowonarodzonego dziecka, a zarazem bycia zwierzęciem, jak codziennie widziane sarny, kozioł, jeleń, znajomy lis, który już się nie boi i przebiega ścieżką tuż obok namiotu. Na pożegnanie dnia, już o zmroku, przelatuje nad biwakiem nisko, bezszelestnie, wielki, a więc stary puchacz i wydaje mi się, że mówi mi dobranoc. Odpowiadam mu w myśli.  


 

Po prostu JESTEM. A kiedy tak czujesz, świadomość i ciało trwają w porozumieniu, które skutkuje zdrowiem, ale także narodzinami tego sławnego wewnętrznego dziecka, które każdy nosi w sobie.

Jestem tym, kim chcę być. Czy to jednak nie za proste?

Ludzie sami sobie stwarzają problemy.

Bo możesz zarówno rozłożyć rano skrzydła i pofrunąć do najdalszego miejsca na świecie, albo pościelić sobie łóżko w piekle.







Ano mieszkam sobie w swym ulubionym wakacyjnym zakątku, gdzie znowu szybciutko odwykłem od ludzi, a tu naraz któregoś dnia koło południa widzę, że w oddali na samym początku podejścia, pojawiły się jakieś ludziki i zbliżają się, przemieszczając niespiesznie. Ludziki nie mają plecaków, są kolorowe .... I tym sposobem autorowi przydarzyły się Nieoczekiwane Odwiedziny – oto na samą górę przyszła trójka niezwykle sympatycznych turystek: - bardzo zgrabna pani Asia z dwiema prawie dorosłymi córkami. Okazało się, iż panie urlopują w hotelu w Bystrem. No to - mówię, mój szacunek że chciało wam się aż taki kawał zawędrować. Potem pogadaliśmy co nieco poruszając tematy różne. 

Wspomniałem na koniec o swoich planach dalszego maszerowania, bo jeszcze wtedy miałem taki zamiar. Odwiedziny upłynęły w przemiłej atmosferze, pani Asia z każdą chwilą wydawała mi się coraz ładniejsza, po czym (nutka rozczarowania, bo w głowie już powstawały scenariusze) panie udały się w drogę powrotną, a ja pokręciłem się po łąkach i odkryłem nowe miejsce jagodowe. 





Zbieram jagody, łąka pachnie upojnie, widok szeroki. Opadają mnie wątpliwości co do słuszności dalszej wędrówki po uczęszczanych szlakach. Myślę: - Mogę gdzieś iść, albo nie iść. Na odludziu jest mi tak dobrze. Właściwie to nie tylko nie muszę stąd odchodzić, ale  nawet nic nie muszę i to jest dopiero sprawa super extra! Odkąd odkryłem ten cudny zakątek czuję się tu jak w domu, tudzież wspaniale. Chodzę po łąkach i jestem zadowolony. A jak mówią stare księgi, zadowolony człowiek ma jeszcze więcej tego, co już ma. Poza tym planów nie zmienia tylko martwy lub głupi.


Po południu odkrywam szpaler całkiem dojrzałych malin i chęć pójścia na Fereczatą odlatuje w siną dal. 






poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Mapy świadomości - DOM


    Czwartym etapem jest dom. Hindusi zwą go turiya - czwarty stan. W czwartym stanie dotarłeś!. Dotarłeś do samego rdzenia swego istnienia - dom, oświecenie, samadhi, satori, nirwana. Dotarłeś do miejsca, w którym znika Mistrz i uczeń, w którym znika oddany i Bóg, w którym znika poszukujący i to, co poszukiwane, w którym znikają wszelkie dualizmy. Wykroczyłeś ponad dwa, dotarłeś do jednego. To jest to miejsce, którego wszyscy szukamy, a jego piękno polega na tym, że ono już tu jest. Gdy dotrzesz do domu, stwierdzisz, że dotarłeś tam, gdzie zawsze byłeś. Patrząc za siebie z tego domu, roześmiejesz się. Zobaczysz, że tej dżungli nie było na zewnątrz, była to twoja własna nieświadomość. Lasu nie było na zewnątrz, było to twoje własne śnienie. Ogrodu nie było na zewnątrz, była to twoja własna uważność. A tym domem jest twoje własne istnienie. To ty, twoja najbardziej wewnętrzna natura, samadhi, tao - nazywaj to jak tylko chcesz. Jest to bez nazwy. Takie są te cztery etapy.