Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrowanie po Bieszczadach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrowanie po Bieszczadach. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2017

Na biało

   Czyli Przedwakacje.

Milknę na kolejne dwa tygodnie.

Niech będą błogosławieni cisi, oni bowiem obejmą w posiadanie Ziemię.

Zamiast świątecznych życzeń kilka zdań od Osho;

- Niechaj radość będzie ostatnią czynnością wieczora i pierwszą poranka.
Wieczorna radość ukierunkuje twoje sny. Staną się one
rozdokazywane i lekkie, pomogą ci wejść w poranną radość –
stworzą tło.
Poranna radość wpłynie zaś na przebieg całego dnia.
Cokolwiek robisz rano, ta pierwsza myśl czy czynność – cokolwiek to będzie – ukierunkuje cały twój dzień.
Jeśli pierwszą rzeczą, którą zrobisz, będzie
zdenerwowanie się, będzie się ono ciągnąć za tobą przez cały
dzień. 

 Bieszczady białowiosenne.









W odległości kilkuset metrów od Kołyby znalazłem pięć takich świeżych miejsc. - wiatr nie zdążył zdmuchnąć sierści. Tyle zostaje z zająca. Wilki nie zostawiają najmniejszej kosteczki.

Kraków

piątek, 24 marca 2017

Balnica

Nieco przyspieszam z postami.
Powód?
Zbliża się czas wyjazdowy.
Przedwakacyjny czas wyjazdowy.
Poluję między innymi na bieszczadzkie krokusy.
Wykonuję także wyjazdy tu i tam. Oraz udzielam się towarzysko.
Potem kilka postów i jeszcze w kwietniu wakacje 2017 czas zacząć!

Dopiero przed samą Balnicą, w ciemnym lesie, robi się mokro, i kilka razy przeprawiam się przez wąwozy.





W Balnicy zjawiam się o przepisowym czasie.
Tu uzupełnię płyny – znaczy piwo będzie!
Jest popołudnie, na stacji pusto – ani żywego ducha.
Oznacza to, że ostatni pociąg z Majdanu już był.
Mnie to nie przeszkadza, a nawet pomaga.
Gorzej, że sklep Wojtka Judy zamknięty. Nie będzie piwa.
I miałem zamiar postawić tu namiot na jedną noc. Jest samochód Wojtka – nie ma właściciela. 


Tylko kotek na ławeczce, a pod drzwiami Luna.
Trudno.
Witam się z moją miłością - półwilczycą Luną, zasiadam obok niej, i zjadłbym coś, ale z braku laku tylko wypijam do końca miętę.







Cisza kompletna.
      Wypiłem, co miałem do zjedzenia, posiedziałem sobie w tej nieczęstej cichości Balnicy, pogłaskałem Lunę na do widzenia i chciał nie chciał - niespiesznie ruszyłem dalej.
Do Woli Michowej mam 8 km. A więc już dziś nastąpi powrót do domu.

czwartek, 23 marca 2017

Trzy granice

Zbliżam się do Czerenina.
Odwiedzam pobliskie okopy (bo mam czas)
Czy można dostrzegać piękno w wojennym żelastwie? W tym przypadku w malowniczo rozerwanym korpusie pocisku?
Otóż widzę w nim żelazny kwiat. 
Niech będzie, że jest to jednocześnie kwiat śmierci, który być może kogoś zabił, jednak jako obiekt bez konotacji, wygląda ciekawie.


Zero ludzi, tylko odciśnięty w błocie ślad wielkiego niedźwiedzia.

Tu dla odmiany znalazłem ptasie gniazdko, z którego pisklaki wyleciały, a wiatr zrzucił je z drzewa. Gniazdko ładnie komponuje się z czerwoną główką granicznego słupka.

Słup graniczny.

Z podpuszczenia Hitlera, w marcu 1939 roku wojska węgierskie zajęły zbrojnie część Rusi Zakarpackiej.
(A wojsko polskie z podpuszczenia Hitlera urwało ochłap na Zaolziu).
Wiosną 1939 roku wytyczono tutaj zbieg trzech granic: słowackiej, węgierskiej i polskiej.
      Na trójgraniastym słupie, ustawionym w czasie okupacji, a dziś leżącym obok ścieżki, można przeczytać: S (Slovensko) M(Magyar) D(Deutschland) – przecież Polski wtedy nie było.
Znajduję czerep rozbrojonego pocisku i sesja zdjęciowa ze słupem granicznym jest w ten sposób nieco uatrakcyjniona.





środa, 22 marca 2017

Słowacja w Polsce

Idzie się.
Ogólnie czuję się lekko: - Lekko w plecaku (ok.9 kg + 1,5 mięta + 1,5 aparat) ciało wypoczęte - lekkie, dusza lekka, a na plecach jakby skrzydła!
         Ścieżynka szlaku biegnie to w dół, to w górę, mgły ustąpiły, chmury odpłynęły, zrobiło się malowniczo.
Za Kiczerą wchodzę na tereny jagodowe, co i raz przystaję, aby pojeść jagód.
Na trasie do Okrąglika spotykam jedną parę dwudziestoletnich turystów – idą do Wetliny.
         Po godzinie zbliżam się do Okrąglika i słyszę wrzawę. Na szczycie stoi ze 25 osób, w tym większość dzieci. Dzieci tańczą w kole trzymając się za ręce i może coś śpiewają, albo tylko krzyczą.
Tłok.
Na Okrągliku jest bowiem tylko maleńka polanka widokowa i miejsce na postawienie dwóch namiotów.

Balnica 3,5 godz.
Zostawiam wrzawę za sobą podążając w dół do przełęczy nad Roztokami.
Zaczynają się słupki graniczne ze Słowacją, pierwszy to był chyba trzydziesty kilometr, w Balnicy jest 51,5 km.

Na całej trasie, począwszy od Okrąglika – okopy, doły po umocnieniach polowych i ziemiankach z 1939 roku.


Do przełęczy idzie się łatwo, bo jest mocno w dół. Po drodze nie spotykam nikogo.

Przystanek na przełęczy nad Roztokami. Popijam miętę. Stąd m.in. 9 km do Cisnej. Stoi kilka samochodów. Ludzi zero.
        Od wejścia w górę z przełęczy, w kierunku Balnicy, słupki graniczne stawiali pewnie pijani żołnierze, ponieważ około dziesięciu słupków pokazuje Słowację w Polsce.
Dalsze słupki wkopane już są prawidłowo.

Dzień jest nie za gorący, a więc wymarzony do marszu.
Zostawiam za sobą kolejne kilometry.
Ani jednego człowieka.
Idzie się.

I w tym miejscu pasują jak ulał następujące sentencje Steda:
- Nie może poznać smaku …… kto nie zrozumiał jaka jest różnica między osamotnieniem i samotnością, i wpadł na własne życzenie w tunel osamotnienia.
- Nie zna smaku…..kto nie wszedł z podniesioną głową na słoneczną drogę samotności.
    - Się szło powolutku skrajem drogi straszliwie i cudownie samotnym.
Znowu jestem wysoko. Szlak prowadzi najpierw ścieżką, a potem właściwie aleją parkową, z lekka jedynie jakby zaniedbaną aleją parkową.

Idę słoneczną, nieco zaniedbaną, Parkową Aleją Samotności.
Samotności jednocześnie cudownej i straszliwej.
       Dla wczucia się w pisanie Stachury, potrzebny jest odpowiedni nastrój.
Odrobina wyciszenia i nieco melancholii. I właśnie taki nastrój chwilowo nadpłynął.
Co pewien czas otwierają się rozległe widoki na Słowację.






wtorek, 21 marca 2017

Bardzo piękna godzina

Świt.
Ależ mgła!

Ej, od dolin mgła się wspina
Bies ją wiatrem w supły wiąże,
Pięści z nosem nie rozróżnisz,
Ani księcia od prosięcia.
Taka mgła.... taka mgła,
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Powiadają ludzie starzy -
Im rozumu nie brakuje -
Że to niedźwiedź strawę warzy,
A to tylko mgła się snuje.
Taka mgła....taka mgła...
Gdzie jest jeszcze w świecie taka mgła?

Wiersze, Baryła – Nowakowski.

Wszystko ocieka wilgocią.
Noc była dość ciepła – jakieś 12 stopni.
Ostatnia wyprawa po wodę na śniadanie i na zapas do marszu. Po powrocie spojrzałem na telefon - – godz. 5.55 – mam pozdrowienia od Sił Wyższych – dobry znak, będzie dobrze!


Mgła była jeszcze w lesie, kiedy nabierałem wodę, a teraz zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
W ciągu następnych trzech godzin, które minęły do odmarszu pogoda zmieniała się kilkakrotnie. Przebijało się słońce, potem zachmurzyło się, pokropiło nieco, potem znowu przejaśniło, a w końcu ponownie nadciągnęła ściana mgły.
Co ciekawe w górze wiał silny wiatr – chmury przesuwały się szybko, lecz tu przy ziemi było bezwietrznie.



Ostatni kawałek chleba i cienka zupka z papierka tym razem. To wszystko, co mi zostało.
Mógłbym co prawda dorzucić dowolną ilość grzybów, wystarczy po nie pójść ścieżką kilkadziesiąt metrów, lecz już nie mam na nie apetytu.
Codziennie jeść grzyby? Na razie zrobię przerwę.







Ognisko się dopala, zaparzyłem miętę na drogę.
Kolejność zdjęć nieco pomylona, ale nie będę już poprawiał.
Kiedy odchodziłem z Fereczatej w 2016 roku, była 9.23 i to zejście okazało się godne liczby 23. Ale o tym innym razem.

Tu i teraz zjadłem co było do zjedzenia, wszystkie manele spakowałem i krążę po szczycie żegnając się z Duchem Góry.

Jeszcze tylko na do widzenia nasikać w tlące się węgle.
Kwiatek rosnący tuż przy ognisku – uratowany przed ogniem! Ani jeden listek nie uszkodzony.





Jest 9.09. To bardzo piękna godzina, aby ruszyć dalej.
Do zobaczenia i wio w dół Ścieżką Zdumienia.
Kierunek Balnica.