Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2026

Wiersz dla Zielonych

 


Nie lubię koloru czerwonego - mówi entuzjasta ekologii,

siedząc w swoim chińskim elektryku,

pod czerwonymi światłami w Alejach Jerozolimskich.

To kolor zakazu – stój, nie rusz się.

 

Widząc czerwoną plamę na chodniku

obejdź ją z daleka.

Jeżeli wdepniesz w krew

twoje buty posłużą za dowód: byłeś wspólnikiem!

 

Jakże inny jest kolor zielony

to kolor przyzwolenia

kolor łąki,

otwartej przestrzeni: oddychaj, żyj!

 

Nasza przyszłość będzie zielona.

Tylko ci co mają zielono w głowie

nie myślą o strachu.

Na zielone głowy wkładają czerwone kapturki

i już nie boją się wilków.


środa, 4 lutego 2026

Efekt wilka

 


Czyli zależności wewnątrz ekosystemów.

Niby nic nowego, ponieważ wiemy, że wszystko jest połączone ze wszystkim, atoli przykład jest istotny, mianowicie chodzi o kaskady troficzne. To są zaburzenia łańcuchów pokarmowych, w których szczytowy drapieżnik oddziałuje na zachowanie i liczebność swoich ofiar, a pośrednio wpływa na wszystkie poziomy ekologicznej piramidy.

   Jedną z najbardziej znanych kaskad troficznych zanotowano w Parku Narodowym Yellowstone, gdy po koniec XX wieku na powrót zasiedlono w nim wilki.


Filmik opisujący wynikłe zmiany (How Wolves Change Rivers) był swego czasu hitem internetu.

 Otóż wilki zredukowały liczebność jeleniowatych i wypchnęły je z otwartych przestrzeni. Jednocześnie ograniczona została liczba kojotów. W efekcie pojawiło się więcej roślin, z drzewami włącznie. Wzrosły populacje gryzoni i zajęczaków. To z kolei stworzyło nisze, wabiące do parku wiele gatunków wymarłych od ponad stu lat, na przykład bobry.

Brzegi rzek wzmocnione roślinnością umocniły się i utrwaliły, koryta ustaliły i zwęziły, bobry potworzyły nowe rozlewiska i nie tylko bioróżnorodność, ale nawet krajobraz Yellowstone się zmienił.

A wszystko za sprawą fascynującego stworzenia nazwanego wilkiem.


Mała dygresja o Koronie Stworzenia: - od jakiegoś czasu mówi się o powstaniu nowego gatunku, a nawet superorganizmu, tudzież antropocenie – o erze  człowieka. Otóż warstwą geologiczną umożliwiającą w przyszłych epokach jej identyfikację, będą pokłady plastikowych śmieci.

czwartek, 2 października 2025

18 godzin deszczu

Błyski przecinają niebo, grzmoty walą na całego, zrobiło się całkiem ciemno, choć jeszcze nie ma południa. No to wracam, a za chwilę już biegnę do namiotu. Zawiało potężnie.

   I zaprawdę powiadam wam, następuje powtórka z rozrywki ubiegłorocznej – sprawy toczyły się wartko – ostatnie metry to był rzut na taśmę!

   Lunęło! Kanonada grzmotów to niemal jeden ciąg - aniołki przetaczają po bruku z kocich głów, w te i we wte ogromne puste beczki. Po pół godzinie ta artyleria ucichła i zaczął padać grad. Ot - sławna bieszczadzka jesienna burza.



Zrobiło się zimno – z 25 stopni Celsjusza spadło w nocy do 5. Wystawiłem garnek na łapanie wody. Padało równo do świtu – uwielbiam ten jednostajny werbel deszczu na tropiku – świetnie usypia. A ja suchy, w ciepłym (suchym) śpiworze wyspałem się jak złoto, przypominając sobie, jak to cierpiałem rok temu, przemoczony i zmarznięty w wiacie nad Jeziorkiem Bobrowym. 

 Zaliczyłem 18 godzin w namiocie - poranek i otwieram przybytek. 

Oto nocna dostawa wody - jak widać utopił się pająk - topielca wyłowić i można się napić. 



Następuje pora oczekiwania na słońce. 
Wydeptując miejsce pod namiot, odkryłem kolejny spałowany rożek kozła. Wilki pożarły całą jego osobistość, zostały tylko kopytka i ten ogryziony rożek. Podobno w okrywie takiego młodego rogu, są jakieś ważne dla organizmu substancje i wilki o tym wiedzą, dlatego ogryzają młody róg „do kości”. Chyba mam coś z wilka, bo również lubię ogryzać kości.

 Dłuży się oczekiwanie na słońce, wszak dni krótkie, przecież już jesień.





Na zdjęciu poniżej dwa sławne kubki – ten z oczami ewentualnie do picia, ale też jako pomoc do zdjęć, co się wyjaśni w następnych wpisach. Natomiast sławny kubek stalowy, dobrze znany Czytelnikom, od kilku lat służy mi jako nocnik, żeby nie wychodzić z namiotu, kiedy pada.


Wreszcie pojawia się słońce i od razu robi się weselej na duszy.




















czwartek, 10 kwietnia 2025

Timothy Tradwell

 


Pisałem o facecie zakręconym wilkami, nazywał się Shaun Ellis. Gość napisał książkę. Mieszkał razem z wilkami półtora roku! 

Inni pasjonują się niedźwiedziami. Dziś post o takim pasjonacie.

"Równie fascynujące, co same niedźwiedzie, jest życie ludzi, którzy poświęcają całe lata, by poznać ich zwyczaje. Werner Herzog nakręcił w 2005 roku dokument zatytułowany Grizzly man.

Opowiedział w nim historię jednego z takich fascynatów. Timothy Tradwell przez 13 lat z rzędu spędzał cztery wakacyjne miesiące na Alasce. 

    Alaskańska populacja niedźwiedzi liczy sobie 35 tysięcy sztuk. Tradwella przywoził i odbierał swoim wodolotem Willy Fulton, lokalny pilot. Zaprzyjaźnili się przez te wszystkie lata. Tradwell wyskakiwał z hydroplanu, brał swój namiot i sprzęt, a potem zaszywał się w krzakach z daleka od ludzi. Ruszał najpierw do rozległej doliny, którą nazywał sanktuarium. To znane miejsce wśród obserwatorów niedźwiedzi.






Potem przemieszczał się w górę potoku, w rejon, który nazwał niedźwiedzim labiryntem. Zwierzęta polowały tam na pstrągi, co samo w sobie jest ciekawym pokazem zwinności tych niemałych przecież drapieżników. Tradwell obserwował grizzly w ich naturalnym środowisku, a po powrocie odwiedzał szkoły, opowiadając nieodpłatnie o ich życiu.

      W Stanach stał się celebrytą. W pewnym momencie zaczął rejestrować swoje poczynania kamerą wideo. Te nagrania prowadził przez pięć lat i zebrał ich ponad sto godzin. To z nich Herzog skomponował swój film, a miał w czym wybierać, bo Tradwell nagrywał wszystko: - przyjazne spotkania z lisami, którym nadawał imiona i bawił się w chowanego.







Agresywne starcia samców grizzly w walce o dominację. Cieszył się jak dziecko każdym kontaktem ze zwierzętami. Zagłębiał się również we własną psychikę, kreował wizerunek jedynego słusznego obrońcy niedźwiedzi, ale widać było w tym walkę, osamotnienie, osobiste problemy wynikające z życia między ludźmi. To od nich uciekał na Alaskę. Eskapady trwały do momentu jego tragicznej śmierci.

    Otóż Tradwella pożarł jeden z samców, z którym filmowiec „nie zdążył się oswoić”. Zostało tylko nagranie dokumentujące śmierć, którego Herzog nie pokazuje, oraz ramię Tradwella z zegarkiem.

Reżyser odzyskał zegarek od służb ratowniczych i w jednej ze scen wręcza go przyjaciółce Tradwella.

     Grizzly są bardziej agresywne od europejskiej odmiany niedźwiedzia brunatnego. Herzog w roli narratora przyznaje, że Tradwell „przekroczył pewną niewidzialną granicę”, nie zachował dystansu. Mało tego, on wchodził w bezpośrednie kontakty z niedźwiedziami, nawet dotykał drapieżników. Przyjaciele i ludzie, którzy go poznali, mówią, że zachowywał się tak, jakby sam chciał zostać jednym z niedźwiedzi, a Herzog zrobił świetną robotę, nie oceniając go, tylko pokazując, jaki był".

                                           Książka „Zanim wyjedziesz w Bieszczady”.




wtorek, 8 kwietnia 2025

Wilki - Kazimierz Nóżka



Autora filmiku zna każda osoba związana z Bieszczadami.

Kazimierz opowiada: - Był 23 grudnia, w domu panowała  już świąteczna gorączka – wypieki, sprzątanie, krzątanina. Nie do końca mnie to pobudza. Spodziewałem się śniegu, więc zjadłem śniadanie i ruszyłem samochodem w teren. Jak zawsze zabrałem aparat, ale i statyw, co nie zawsze mi się zdarza, bo jednak on przeszkadza w poruszaniu się po lesie.

    Śnieg spadł tak jak przewidziałem, a im wyżej wchodziłem, tym było go więcej. Śnieg delikatnie zlatywał z drzew, trochę wiało. Zauważyłem pierwsze tropy jeleni, a potem pojedynczy trop wilka. Od razu się pobudziłem. Potem doszedł następny trop wilka i kolejne. Myślę sobie: - „Wataha gdzieś tu maszeruje”. Zwykle trudno ocenić liczebność, bo one stawiają łapy w śladzie poprzednika, tak im się lżej idzie, to nie jest udawanie. Szedłem dalej, śnieg zaczął mocniej padać, a ja kierowałem się w stronę znajomej wychodni skalnej.

      Gdy się tam znalazłem najpierw zobaczyłem ruch na dole – to były dwa niedźwiedzie. Ustawiłem statyw, włączyłem film. Powiększyłem i byłem już w stanie rozpoznać, że to moja znajoma niedźwiedzica Aga. I w tym momencie zrodził się we mnie niepokój, bo widziałem tylko jedno młode, a ona przez ostatnie miesiące chodziła z dwójką – Lesiem i Grzesiem. Kiedy przypomniałem sobie tropy wilków, dotarło do mnie, że coś jest nie tak.

      W pewnym momencie młody niedźwiedź ruszył i szybkimi skokami zmierzał prosto pod strome zbocze na którym stałem. Niedźwiedzica ruszyła za młodym, ale to po dobrej chwili, zniknęli mi z pola widzenia. Pomyślałem: - „Cholera, szkoda że to tak krótko trwało”. Lekko ustał ten mroźny wiatr. I wyobraź sobie, nagle słyszę jakieś dziwne odgłosy, jakby szczekanie, kwiczenie, jakby dziki. Coś się dzieje i zaczyna narastać. Wzmaga się ten hałas, rwetes. Aparat mam cały czas w pogotowiu, na statywie….. Słyszę sapania, jakieś ciężkie oddechy i w pewnym momencie widzę, jak z tego zbocza, na które pobiegł niedźwiadek z matką, galopują dwa niedźwiadki, a kilkanaście metrów za nimi, w śniegu, niedźwiedzica. A za nimi wilki, jeden, drugi, trzeci, piąty. Niedźwiadki dobiegły do jakiejś jodełki, jeden próbuje się na nią wdrapać. Niedźwiedzica dołącza do nich i wyraźnie coś im przekazuje, żeby odpuściły tę wspinaczkę i uciekały. Posłuchały. A ona zbiega jeszcze trochę niżej i odwraca się w stronę wilków, natomiast niedźwiadki zasuwają w tym czasie prosto w moim kierunku. Pierwszy był strach, potem myśl: - „Czy nagrywa się? Bo tu się dzieją takie rzeczy!”

      Niedźwiedzica stoi, wilki próbują ją okrążyć, panuje ciągły ruch. Wilków przybywa. Zrozumiałem, że z tą niedźwiedzicą może być problem, że pierwszy raz nie wiem, jak to się może potoczyć. Wtedy pomyślałem, że muszę coś zrobić….

       Emocje są takie, że pierwszy okrzyk jakby się sam ode mnie odrywa i po tym wrzasku spostrzegłem, że niedźwiedzica stoi, a wilki się rozpierzchają, poza jednym, który został, ale o tym przekonałem się dopiero później, kiedy zauważyłem go w kadrze. Stoi jak murowany, minuta, dwie, to na pewno. Wataha się rozbiega po okolicy, a niedźwiedzica odwrócona, rusza w moją stronę. Czuję, że jest niesamowicie pobudzona. Niedźwiadki są pode mną, a ona mnie zobaczyła, bo nie jestem za niczym schowany. Wystarczy jej parę skoków i będzie po Kazku. Kiedy wykonuje jeszcze jeden krok, krzyczę ponownie, bo żartów nie ma. To jest niedźwiedzica, która działa w obronie swoich młodych.

      Po tym drugim okrzyku ruszyła lekko w dół stoku, po chwili widzę te małe. Wyskakują spod skały, ale już nie udaje mi się ich nagrać, bo jestem skupiony na wilku, który dość długo obserwował całe zdarzenie. Potężny basior. Był kompletnie zdezorientowany tym, co się stało. Coś przerwało polowanie i chyba analizował, co takiego.

     Kiedy niedźwiedzie uciekły, a ten wilk stał na dole i przemyśliwał, obejrzałem się, a tam stały może jeszcze ze trzy wilki  z tyłu, za mną. Mogło ich być dużo więcej. (to chyba w tym momencie słyszymy ciche westchnienie pana Nóżki – Jezu…).

     Pewnie gdy zajmowałem się kadrem, one stały obok. Później ten potężny basior ruszył niby w moją stronę, ale bardziej w kierunku swojej watahy, przechodził bardzo bliziutko. Mocne przeżycie. Te niedźwiedzie zniknęły mi z pola widzenia, wilki również. Zapanowała cisza, emocje opadły. Zrobiło mi się niesamowicie zimno. Okazało się, że cały jestem spocony. Marzłem z sekundy na sekundę, ale powiem ci, że stałem tam jeszcze może ze dwadzieścia minut.

Wątpię, żeby podobne przeżycie było mi dane po raz drugi. Jeżeli ktoś coś podobnego przeżył, to były jednostki w skali świata. Niesamowite spotkanie.

 

PS. Sławny film na youtube – „kazimierz nóżka wilki”







 

czwartek, 23 stycznia 2025

Wycie wilków

 


Zdarza się, że kiedy jestem sam, na przykład w lesie, a dzień jest piękny, to wtedy wzbierająca radość osiągając apogeum wymusza śpiewanie. I śpiewam. Nie ważne co, nie ważne jak, ważne że słyszę swój głos, zaśpiewam i idę dalej. 


Simona Kossak pisała, że goryle także śpiewają, a dzieje się to wtedy, gdy jest dość jedzenia, terenowi łowieckiemu nic nie zagraża, a w rodzinie panuje spokój. Goryle siadają wtedy w kółku, obejmują się, jeden przytula drugiego, po czym zaczynają śpiewać. Ten śpiew można porównać do czegoś pomiędzy wyciem psa, a śpiewem człowieka.


 
Teraz wiem także, że wilki grupowo niekoniecznie wyją z powodu księżyca w pełni. One śpiewają z tego samego powodu, z jakiego goryle to robią. I wygląda to tak, że siedzą wkoło, basior zapodaje nutę, a wtedy odzywa się reszta watahy. Każdy wilk śpiewa po swojemu, każdy ma swoją nutę, swoją zwrotkę. A czuje się w tym grupowym chórze niewysłowioną szczęśliwość i taką radość życia, że aż słuchacz nie wierzy własnym uszom.











Wspomniany nocny koncert usłyszałem po raz pierwszy w 2014 roku na samotnym biwaku pod Chryszczatą i pomyślałem, że to ludzie wyją. Mianowicie studenci z bazy Rabe popili sobie, podkradli się na dwieście metrów i udają wilki, żeby sprawdzić jak zareaguję. Nie zdążyłem nagrać, wszystko działo się z zaskoczenia, ale w głowie zostało na zawsze.

Czyli zwierzęta śpiewają wtedy, gdy są szczęśliwe. A człowiek kim jest?

Pewien starszy maszynista z Piły
Miał psy cztery, co po nocach wyły
Podczas pełni księżyca
Wycie jednych zachwyca,
Innym zaś odgłos ten nie jest miły.

poniedziałek, 14 października 2024

Siarkowiec z mazowieckiego lasu




Czerwiec. Z powodu upałów i suszy nie spodziewałem się spotkania z grzybami, więc zabrałem na wycieczkę kilka maskotek: - zająca, liska, Miki, Zezia i Plastusia. Jednak las mile zaskoczył. 

Następnie znalazłem ogórka – zabawkę, którą zgubiło jakieś dziecko. Na koniec prowadzony przez Ducha Lasu natknąłem się na siarkowca i wyszła z tego całkiem udana sesja.




Potem odkryłem kości kręgosłupa – najpewniej wilki kogoś zjadły. Kości ułożyłem wężowo.



Młody siarkowiec jest jadalnym grzybem, już o nim pisałem – kawałki gotować 20 minut w rosołku



Teraz panierka i smażenie – pycha! Smakuje jak delikatny kurczak.