Pokazywanie postów oznaczonych etykietą los. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą los. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2025

Sny nie tylko giełdowe

 


Ze snami pracowałem skrupulatnie od 1995 roku do 2005, według wskazówek Edgara Cayce.

   Zasada jest prosta: należy chwilkę skoncentrować się przed snem na jakimś pytaniu, albo zadaniu, a we śnie dostaniemy odpowiedź. Na przykład: mam się obudzić o godz, 4.30. I rzeczywiście budzę się z dokładnością kilku minut od wybranej pory, bez elektronicznego budzika. Problem można zadawać w formie prośby, albo żądania, ostatnia myśl przed zaśnięciem jest pierwszą myślą rano - to kierunek na podświadomość, żeby pokazała we śnie (ewentualnie) proroczym, jak będzie wyglądała sytuacja giełdowa.   

    Zwykle raz – dwa razy w tygodniu widziałem we śnie góry lub głębokie doliny, był tylko jeden problem: znak zapytania jakiego interwału czasowego dotyczy senny obraz. Najczęściej był to jeden dzień, atoli jak się okazywało (po czasie), niektóre sny pokazywały spadki lub wzrosty wielomiesięczne.

    Zapisywałem więc sny, co zalecał Edgar Cayce, jako szacunek (i podziękowanie) dla podpowiadających Sił Wyższych. W ten sposób zdobywamy materiał porównawczy, a także wyrażamy wdzięczność wobec własnego Ja, które zawsze chce pomóc. Równolegle szukałem Liczb Planetarnych, pokazujących zwroty. Po 2005 roku, po latach zapisków, stopniowo przestałem opierać się na snach. Być może jestem za mało cierpliwy – myślałem wówczas.

   Cierpliwość? – Sokrates mawiał, że w korowodzie cnót cierpliwość kroczy ostatnia, a powinna kroczyć pierwsza. Czy to znaczy jednak, że należy łykać dogmat? Przecież dogmaty ogólnie to droga błędna.

Bo kto tkwi w dogmacie, czyli nie zmienia zdania? Martwy albo głupi.

Schemat postępowania prowadzi nas w koleinę, w zastój:  - „Cierpliwość jest wymierzona przeciw wszelkiemu buntowi, wszelkiej rewolucji, wszelkiej zmianie. Cierpliwość to jest opium, które oszałamia ludzi i wpędza ich w głęboką śpiączkę. Poruszają się jak roboty. Zapominają o tym, że są eksploatowani, że wysysa się ich krew. I pozwalają na to”.

    Po roku 2005 odpuściłem więc ten mocno chory w końcu nacisk, wymuszanie i wtedy sny godne zapisania zaczęły przydarzać się wyraźnie rzadziej, mianowicie co kilka miesięcy. Dalej je zapisuję i biorę pod uwagę już wyłącznie jako potwierdzenie Liczb z astronomii i matematyki (Fibonki). Jedno pewne: ze snów można przewidzieć (wyczytać) zdarzenia przyszłe w naszym życiu. Tylko jedno „ale” - nie ma jednego gotowego sennika dla wszystkich. Z zapisywania wynika prosty, indywidualny, symboliczny sennik, dla każdego inny, o tym już pisałem.

Pojawia się pytanie: czy mamy czegoś oczekiwać jako zrządzenia Losu, czy samemu próbować kierować zdarzeniami? Próbować? Wielu Czytelników bloga dobrze wie, że rzeczywistość kreuje się myślą. 

    Poza tym czy to dobrze zaglądać w przyszłość i wiedzieć co nas czeka? W moim przypadku o wiele lepsze okazuje się czytanie Anielskich Znaków (tych stojących na Poboczu Drogi Życia). One skutecznie potwierdzają wybór, lub ostrzegają. Ten wybór ścieżki to nasza suwerenna decyzja. Odbierając znaki, czujemy, że mamy Opiekuna (Opiekunów?) czyli nie jesteśmy sami, co wielu nieco zagubionym ludziom doda mocnej otuchy. W sercu robi się ciepło, przychodzi pogoda z wnętrza i uczucie głębokiej wdzięczności. Bo gdybyśmy wszystko wiedzieli, to gdzie przypadek i spontaniczność? I nasza wolna wola? To byłoby smutne, oraz "życie powinno być tajemnicą". 

  Końcowa refleksja: - zdecydowana większość obrazów sennych jest przeniesieniem zdarzeń i myśli z przeszłości – czyli to tylko trociny, bo przeszłość powinna być przecież zamkniętym rozdziałem – nie trzeba się jej kurczowo trzymać, ponieważ wtedy przegapiamy to sławne Tu i Teraz.


 

poniedziałek, 13 października 2025

Inspiracje nie tylko giełdowe

Liczby – długości fal, widniejące na obrazkach poniżej, każdy z zainteresowanych Czytelników, mógł i może policzyć sam. Chodzi tu o kierunek pod nazwą „szukaj”, albo fibonek, albo „zobacz cały las, a nie tylko pojedyńcze drzewa - chwyć właściwą perspektywę”. 








Na jednym z obrazków napisane brexit.

Tekst archiwalny z zeszytu „Bieszczady 2017”.

  „Mirek z Gdańska raz na tydzień zapodaje mi co na świecie i giełdzie. I oto 24 czerwca 2017 pada słowo brexit, które od tego momentu, prześladowało, dźwięczało mi w głowie przez tydzień. Prześladowało, ponieważ giełdę i wykresy zostawiłem w Warszawie – i myślałem – a niech teraz ci, którzy siedzą aktualnie przy komputerach zastanawiają się co dalej, mnie po czerwcu wychodzą dwie daty – połowa IX, potem połowa XI”.

Magia Liczb w wykresach giełdowych. Rzecz dotyczy wpisu „Kabała na GPW” i rysunku z liczbą 5606 dni, co liczone astronomicznie daje 5606,75 – więc 5607.

Do dawnego wpisu zajrzałem, ponieważ natknąłem się na samochód z poniższą tablicą rejestracyjną. 


Spojrzymy i najprostsza myśl – to przypadek. Azaliż Czytelnicy bloga dobrze wiedzą, że przypadków nie ma i wszystko dzieje się w odpowiednim miejscu i właściwym czasie.

Więc otworzyłem wpis i …  niechcący nacisnąłem „opublikuj”. Post zniknął z przeszłości, pojawiając się w teraźniejszości, a ja dodałem uwagę o błędzie technicznym, stwierdzając, że widocznie tak zdecydował Los.

Magia w cyfrach i liczbach z samochodowych tablic rejestracyjnych.

 Wczoraj szedłem do pomnika Kościuszki – szykuję wpis o gościu. Obok pomnika parking, na nim stoi samochód, który mnie zaciekawił - wydał mi się jakby znajomy.


Po zrobieniu zdjęcia rejestruję cyfrę 9 z tablicy - to przecież moja cyfra (nauczyciel) ze zsumowanej daty urodzenia (dzień+miesiąc+rok)! Zachodzę z drugiej strony.



Samochód serwis światłowodów stojący obok dziewiątki ma na tablicy 55 - 11.

Moje pierwsze imię Zbigniew+Stawicki daje w numerologii 55.

Pierwsze imię+drugie (Stanisław)+Stawicki to w numerologii 11.


piątek, 17 lutego 2023

Chłopiec z płaską głową

Bajka z Tybetu.

Żyło kiedyś biedne, ale kochające się małżeństwo. Długo nie mogli doczekać się potomka, aż wreszcie Los się do nich uśmiechnął i na świat przyszedł chłopiec. Wszelako był jeden szkopuł, bo ich syn urodził się z płaską głową i wyglądał zupełnie inaczej niż inne dzieci. Dodatkowo jego uszy były wyjątkowo duże, albo tak się tylko wydawało, gdy wystawały na boki, jeszcze bardziej podkreślając płaskość czaszki. Rodzice boleli nad tym, ale syna bardzo kochali i wychowywali go z wielką troską. Kiedy chłopiec podrósł, codziennie wyprowadzał na pastwisko jaki i spędzał z nimi całe dnie na zboczu góry.



I tak szczęśliwie płynęło mu życie, aż skończył piętnaście lat i zapragnął, by tak jak inni młodzi mężczyźni mieć żonę. Martwił się jednak, że na skutek szpetnej głowy żadna dziewczyna go nie zechce.

Pewnego dnia chłopiec prowadził jaki na nowe bujne pastwisko nad brzegiem jeziora. Siedząc na brzegu, zobaczył, że na wodę sfrunął piękny łabędź. Łabędź wylądował, po czym opłynął jezioro trzykrotnie w prawo, a potem trzykrotnie w lewo. Po czym odleciał.


Bohater naszej opowieści przyglądał się z ciekawością poczynaniom łabędzia. Nigdy przedtem  nie widział podobnie pięknego ptaka, który dodatkowo dziwnie się zachowuje.

Nazajutrz młodzian znowu usadowił się nad brzegiem jeziora i wypatrywał łabędzia. Nie czekał zbyt długo – łabędź pojawił się rychło i ponownie zachowywał się jak poprzednio. Rzecz trwała dni kilka, młodzian był zaciekawiony coraz bardziej.

W końcu wymyślił, że złapie łabędzia, zaniesie do zagrody rodziców i tam ugotują z niego łabędziową zupę.

Co postanowił, tak i zrobił: - uplótł misterną sieć z włosia jaka, zarzucił ją na wodę i kiedy łabędź przyfrunął kolejnego dnia, schwycił go sprawnie.

Niósł już łabędzia pod pachą do domu, gdy ten przemówił ludzkim głosem:

 - „Wypuść mnie młodzieńcze, a nie pożałujesz. Jestem ci ja bowiem Czarodziejskim Królem, a mam trzy córki. Jako Czarodziejski Król wiem także o twojej chęci posiadania żony. Kiedy mnie wypuścisz, dam ci rękę jednej z nich. Ty tylko wybierz, którą chcesz – najmłodszą, średnią, czy najstarszą”.

- Zgoda – odrzekł młodzieniec i zaczął intensywnie myśleć, którą wybrać. Jako że najmłodsza mogła być za młoda, a najstarsza za stara, wybrał średnią i wypuścił łabędzia, który niezwłocznie pofrunął do swego Czarodziejskiego Królestwa, gdzie oznajmił średniej córce, że będzie żoną młodzieńca o płaskiej głowie.

     Nic dziwnego, że córka nie była zachwycona decyzją ojca, atoli nic nie odrzekła, ponieważ była wychowana w posłuszeństwie. Jednakowoż wieczorem, po cichutku gorzko zapłakała nad swoim losem.

Poczyniono stosowne przygotowania, gdyż obowiązywał specjalny ceremoniał, kiedy ludzie poślubiali istoty z Czarodziejskiego Królestwa.

I stało się. Łabędź – Czarodziej przyleciał z drugim łabędziem, a ten dotknąwszy ziemi przeobraził się w śliczną panienkę.



 

W czasie krótkiej uroczystości zaślubin, Król – łabędź wyjawił młodzieńcowi jeden obowiązujący warunek:

 - Moja córka będzie mogła mieszkać z tobą na ziemi przez dziewięć lat. Po tym okresie musi wrócić do swego czarodziejskiego domu.

Młody zgodził się na ten warunek, bo cóż miał zrobić. Król - łabędź odleciał, a żonkoś powiódł swoją wybrankę do domu rodziców.

Zaczęła się sielanka, ponieważ żona młodzieńca znając czarodziejskie zaklęcia szybko wzniosła wspaniały pałac od razu z wyposażeniem i służbą. Cała rodzina zamieszkała w tym pięknym pałacu i wiodła szczęśliwe życie. Mijały lata, żona nie tylko przyzwyczaiła się do szpetoty męża, ale nawet z każdym rokiem zaczynała na niego patrzeć z coraz większą miłością, bo to był dobry człowiek, a ona jako czarodziejka dobrze znała zasadę: „Zawartość jest ważniejsza od opakowania”.

      I tak płynął czas, aż w końcu nadszedł ostatni dzień z tych wspomnianych wyżej dziewięciu lat. Mężczyzna nie wierzył, że sielanka może się nagle skończyć. Ostatniej nocy jak zwykle położył się do łoża pod baldachimem i otoczony bogactwem przespał mocno całą noc, a kiedy się zbudził rano, że zdumieniem odkrył, że pałac, służba – wszystko zniknęło, a on leży na stoku na gołej ziemi.

 

Ludzie mówią, że wszystko co dobre kiedyś się kończy.

Pewnie tak jest, jednak ja bym wysnuł inny morał z tej tybetańskiej bajki, mianowicie: - Nawet gdy ktoś ma płaską głowę, może trafić na 9 lat szczęścia.

wtorek, 22 listopada 2022

W ogrodzie Małego Księcia

 





Jest taki zakątek w Warszawie, przylegający do Ogrodu Saskiego, w którym stoi Pałac Błękitny. Kończył się tegoroczny sezon grzybowy. Poczułem niedosyt ruchu i zacząłem przychodzić w to miejsce na poranny marsz z kijkami. Park, jak i budynek był mocno zaniedbany. Od wielu lat przedwojenny właściciel nie mógł rozporządzać swoją własnością zagrabioną przez komunistów. Któregoś dnia zobaczyłem, że park został uporządkowany i postawiono tabliczki informacyjne (zdjęcie). Pomyślałem: - chyba właściciele odzyskali swą własność, atoli dla mnie co innego było ważniejsze:- tę tablice informacyjną odebrałem jednoznacznie jako Znak Stojący Na Poboczu Drogi  Życia: - usłyszałem - przypomnij sobie cytaty z Małego Księcia.  

Więc przypominam sobie.

Mały Książę rozmawia z Pijakiem.

– Co ty tu robisz? – spytał Pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią butelek pełnych i baterią butelek pustych.
– Piję – odpowiedział ponuro Pijak.
– Dlaczego pijesz? – spytał Mały Książę.
– Aby zapomnieć – odpowiedział Pijak.
– O czym zapomnieć? – zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął mu współczuć.
– Aby zapomnieć, że się wstydzę – stwierdził Pijak, schylając głowę.
– Czego się wstydzisz? – dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.
– Wstydzę się, że piję – zakończył Pijak rozmowę i pogrążył się w milczeniu.


 Czy ten urywek nie przypomina anegdoty o pieniądzach z szafy?

Bowiem gruzińska anegdota o pieniądzach, również dotyczy sprawy zasadniczej, mianowicie sygnalizuje, że Życie Zakreśla Koło. W tym dużym kole są także kółka mniejsze. Upraszczając: - Człowiek się rodzi, jest nieporadny, pije mleko i robi w pieluchę. Na końcu starości jest tak samo. Nie poddają się tylko najbardziej uparte jednostki.


 Człowiek rodzi się goły i goły umiera – nie przynosi ze sobą na świat żadnych dóbr materialnych, a umierając nic nie zabiera. Jest jedynie Podróżnikiem przez Życie.

Czyli o co chodzi? Chodzi o to Pomiędzy, o ten długi odcinek kręcenia się na Karuzeli Życia, kiedy przerabiamy lekcje, trzymając się jednej zasady: - starać się  nie krzywdzić nikogo, ale i siebie nie dać krzywdzić.

No i pamiętajmy, że wszystko bierze się z myśli. Dlatego w moim podrozdziale książki „Sukces na giełdzie” – Marka Marcinowskiego, książki niby wyłącznie o pieniądzach, przytoczyłem trzy zasady Zaratustry:

Pomyśl dobrze

Powiedz co pomyślałeś

Wykonaj co powiedziałeś

Te trzy zasady już omawiałem na blogu, podpierając się osobistymi przykładami. W każdym razie poczucie humoru nie powinno nas opuszczać. Nie ma (bowiem)lepszego lekarstwa na trudy zmagania się z Losem.






niedziela, 9 października 2022

Mysieł! Jesteś cudem!

Na warszawskim Mokotowie, u zbiegu ulic Puławskiej i Dworkowej, w maju 2022 pojawił się baner o zaskakującej treści. Na wielkim, białym polu zobaczyliśmy słowa:


Przez wiele dni mieszkańcy dzielnicy zastanawiali się: - o co tu chodzi!? Na temat napisu powstało wiele teorii. Kim jest Mysieł? I dlaczego jest cudem?

Część internautów uważała, że to jakaś akcja reklamowa, inni pisali, że może chodzić o popularną w latach 90. piosenkę zespołu De Su pt. "Życie cudem jest". Niektórzy nawet słyszeli w niej frazę "Mysieł cudem jest".

      W oficjalnym tekście piosenki jednak taki zwrot nie występuje.

Można tę teorię złożyć na karb dziecięcych przeinaczeń tekstów piosenek. To dość powszechne, że dzieci śpiewają po swojemu, często wymyślając nieistniejące słowa. Więc reklama, czy mem?

      Uwagę zwracała czcionka, jakiej użyto przy zaprojektowaniu napisu. To Comic Sans - najbardziej znienawidzona czcionka grafików. Często jest kojarzona z internetowymi memami, co mogło tylko podkreślać humorystyczny przekaz billboardu

 

Trudno było rozstrzygnąć, co autor miał na myśli. Faktem jest, że w krótkim czasie "Mysieł" zaczął funkcjonować w wirtualnej przestrzeni jako mem. - Mysieł na prezydenta! - podsumował absurdalnym okrzykiem całą dyskusję jakiś użytkownik netu….

 

Wszystko wskazywało, że napis jest sprawą prywatną. Tym bardziej, że koszty wydruku banera i wynajęcie miejsca na jego ekspozycję były relatywnie niskie. Kim w końcu okazał się Mysieł?

      Nie mylili się ci, którzy stawiali na pieszczotliwe określenie czyjejś wybranki, lub wybranka. Takie wyjaśnienie było najbardziej logiczne. Zagadkę rozwiązali dziennikarze: - skontaktowali się mejlowo z tajemniczym klientem, który zamówił baner i zapytali go o znaczenie napisu. Anonimowy autor odpowiedział w zaskakujący sposób:

 

 - „Czasem los zsyła nam taką osobę, przy której wszystko jest „bardziej”: - Szklanka jest zawsze do połowy pełna, a samym swoim towarzystwem przemyca jakimś sposobem radość, przez co łagodzi trudy dnia codziennego. Czyli jest cudem. Ten billboard to takie wyznanie, a przede wszystkim podziękowanie za obecność dla kogoś takiego”.

 I na koniec podpis „An”. 

-------------------------

Baszta Mauretańska, ul. Puławska 55.
















poniedziałek, 31 stycznia 2022

Leśny internet

Kiedy siadam do pisania kolejnego tekstu, najczęściej mam jakiś plan, ale tak się jakoś dzieje, że rzadko kiedy napiszę to, co początkowo zamierzałem. Przychodzą do głowy różne myśli i kierują pisaniem, a ja jako człowiek wolny poddaję się im. A to jest ogromna frajda i prezent od losu – nikt z zewnątrz nie rozkazuje, co mam pisać. Poza tym sama świadomość wolności jest uskrzydlająca – coś mogę, ale nic nie muszę. I tak się czasami dzieje: - siadam do pisania, a tu słońce za oknem już pięknie świeci i wewnętrzny głos zaprasza mnie do lasu. Rzucam wtedy wszystko i dzień, a często także noc przebiega zupełnie inaczej niż zwykle.



Czy pisanie to dla mnie odtrutka od koszmarnej rzeczywistości, jak się jeden z Czytelników ostatnio zapytał. Koszmarna rzeczywistość? A kto tak powiedział? Żyjemy w ciekawych czasach, a przymiotnik dodany do opisu tego co jest, to tylko nasz subiektywny osąd. Rzeczywistość, czy też ogólnie sprawy, nie są ani dobre ani złe. To my sami nadajemy im określone znaczenie. Mogę powiedzieć, że pomimo upływu lat, nie tylko nie jestem zmęczony życiem, ale wręcz przeciwnie: - dzięki paru pasjom egzystencja wydaje mi się coraz ciekawsza. Czego również Czytelnikom życzę.

 

Leśny internet

Jak wiemy grzyby należą do Królestwa Krasnoludków i są twórcami Leśnego Internetu Sieciowego - to wszechobecna pajęczyna grzybni. 


Nie wszystkie grzyby mają pokojowe usposobienie, na przykład opieńka napada na drzewa, aby zagarnąć dla siebie zapasy cukru i inne pyszności z kory. Zabija przy tym często swoja ofiarę, a potem przekrada się glebą do jej krewniaków. Atoli drzewa nie są całkowicie bezbronne wobec ataku grzyba, czy owada. System obrony polega na przesyłanych informacjach – ostrzeżeniach od innych drzew.



Informacje mogą płynąć górą – są to sygnały zapachowe, albo dołem przez korzenie zrośnięte z wielkoobszarową pajęczyną grzybni, czyli sieć Leśnego Internetu. Informacja o zagrożeniu płynie od zaatakowanego drzewa i zawiadamia z jakim opryszkiem mamy do czynienia. Ostrzeżone drzewo ma wtedy czas na zgromadzenie w korze precyzyjnie dobranych środków ochronnych, które powinny odebrać apetyt głodnym owadom, czy ssakom.




Dzięki leśnemu internetowi cały las dość szybko wie o ataku na pojedyncze drzewo. Jednak za przesyłanie informacji trzeba płacić – grzyby otrzymują od dębów, buków i spółki do jednej trzeciej całej ich produkcji z fotosyntezy w postaci cukrów i innych węglowodanów. To bardzo dużo, czyli usługa jest droga, bo następna jedna trzecia produkcji idzie na drewno, a kolejna jedna trzecia to produkcja fotowoltaniki - czyli liście, oraz kora i owoce.



środa, 27 stycznia 2021

Małe Niby Nic


 

Kiedy wędruje się po staroświecku – niespiesznie, bez kompasu i nawigacji, zdając się na Los, Opatrzność, Przypadek, czy nazywaj to jak chcesz, wtedy trzyma się tylko ogólny kierunek do jakiegoś celu. Steruje się kierunkiem swobodnie – ponieważ uwzględnia się te wszystkie Małe Niby Nic, które jednak zmieniają całość, bo to są Znaki. 




Iść i uważać na znaki stojące na poboczu Drogi Życia. Na jedno usłyszane celne słowo, lub zdanie, melodię niosącą wspomnienia, pióro leżące na drodze, kwiat w rozkwicie.

Wystarczy się tylko dostroić do odbioru. A odbiór przychodzi sam, bez żadnego wysiłku, w moim przypadku już po godzinie samotnego marszu. 
Jak mówi buddyjskie przysłowie: -„ Każdy nasz czyn ma wieczne następstwa”. Iść i kolekcjonować zbiegi okoliczności, to jakby wysłuchiwać śpiewu świata. A gdy wiesz dobrze, że przypadków nie ma, to wydaje ci się, że igrasz z aniołami. Albo wysyłasz myśl do Kosmicznego Centrum Koincydencji: - Heloł! Pozdrawiam Was!





 


wtorek, 19 maja 2020

Co robić aby głowa nie bolała


Wędruję po bliskich memu sercu bieszczadzkich odludziach i już tylko z tego powodu jestem zadowolony. Idę niespiesznie, co pewien czas się czymś zachwycam. Zupełnie jak dziecko. Chłonę to co wokół, fotografuję, mało myślę dlatego. 



Na ewentualne większe myślenie przychodzi czas dopiero po wybraniu kolejnego miejsca na nocleg, przy gotowaniu posiłku na przykład.


Takie bardzo niezwykle proste życie podczas włóczęgi. Proste, azaliż jakie relaksujące! Lecz każdy spędza wolny czas po swojemu i nic mi do tego.






Istotą kilku starych kultur, także filozofii zen i sufizmu, był wgląd we własną naturę – czyli powiedzenie znane Czytelnikom – poznaj siebie.
To „poznaj siebie” pokazuje drogę od więzów do wolności, uczy jak pić z fontanny życia.
Bo my, istoty ograniczone, bardzo często cierpimy, zamiast cieszyć się życiem.
     
Cierpimy w tym naszym chorym świecie, gdzie zwykle za sukces uznawane jest osiągnięcie statusu materialnego. 
I ja byłem na tej drodze, bo jakieś zaplecze finansowe być powinno ……
Większość ludzi egzystuje jednak od wypłaty do wypłaty nie przestając narzekać na Los, nieliczni umiejący zarobić, często nie potrafią przestać i gromadzą dobra aż do momentu, gdy rozlega się ostatni dzwonek.
Jest już dom, samochód, pokaźna suma na koncie. Często także nowy egzemplarz młodej żony. I jest niesmak – czegoś jednak brakuje.
Nie ma radości, bo na wierzch wypełza na przykład strach przed chorobą albo śmiercią. Zamiast żyć, taki człowiek tracił czas na walkę, współzawodnictwo z podobnymi do siebie.
Bo przecież dopuszczalny jest tylko jeden rodzaj współzawodnictwa – z samym sobą.
Wybrany cel okazuje się ułudą, która nie może dać szczęścia, ponieważ szczęście nigdy nie znajdowało się na zewnątrz.
To był błędny kierunek – ślepa uliczka.
Rodzimy się nadzy i tacy odchodzimy.
I co dalej?
Pstro.
Jest wolność – niech każdy żyje jak chce. Jak to miło nikomu nic nie narzucać! Ach!

Po takim wniosku układam się na dowolnie wybranym boku i usypiam, a rano wstaję z jasną psychiką. Postępowanie proste i zdrowe – to pewnie z tego powodu nigdy nie bolała mnie głowa.