Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 kwietnia 2021

Piknik nad jeziorem Paranoya

Zmęczeni pandemiczną rzeczywistością oczekujemy powrotu do normalności. Czyli do czego? Do stadnego biegu po więcej i więcej? Przecież tak rozumiana normalność przypomina piknik nad jeziorem Paranoya.



Podobno każda dostatecznie rozwinięta cywilizacja dochodzi do punktu krytycznego, który niszczy, ale też otrzeźwia. Zagrożenie może przyjść z zewnątrz, albo następuje autodestrukcja. 



Znajome tysiącletnie cykle podaje książka „Zakazana Nauka”: - 52, 26 i 13.

Pierwszy kataklizm Atlantydy wydarzył się 52 tysiące lat temu (Edgar Cayce).

Drugi kataklizm, w którym część wyspy zatonęła, nastąpił 26 tysięcy lat temu (Tzolkin).

Trzecie wydarzenie, sprzed 13 tysięcy lat, to nasz „biblijny” Potop. (cudzysłów wyjaśniony w dalszej części wpisu)                                                                          

Na sto lat przed potopem (Edgar Cayce, Robert Bauval) w Gizie stanęły piramidy, swoim układem odwzorowujące pas Oriona. A jak dziś wiemy, Ziemia wraz z Układem Słonecznym znajduje się właśnie w galaktycznym ramieniu Oriona. 


Starożytne zapisy podają, że w Wielkiej Piramidzie zostały ukryte informacje, oraz artefakty dla tych, którzy przetrwają Potop. Edgar Cayce mówił o czymś w rodzaju biblioteki. 

Jak dziś wygląda wnętrze Wielkiej Piramidy? Ano jak szwajcarski ser. Powstały bowiem liczne tunele wydrążone ciężkim sprzętem, o czym informował Erich von Daeniken. Był wpis. I możemy być pewni, że nigdy się nie dowiemy (Służby) co znaleziono podczas tych „prac archeologicznych”.



Każdy z nas słyszał o Potopie. O szczegółach wydarzenia możemy się dowiedzieć z pierwowzoru, czyli akadyjskiego „Eposu o Gilgameszu”.

George Smith, archeolog z British Museum odkopał w XIX wieku z ruin biblioteki w babilońskiej Niniwie 30 tysięcy tabliczek z pismem klinowym, między innymi te o Potopie. Pisałem już o Sumerze, Zecharii Sitchinie i kosmicznej koncepcji jak mógł wyglądać Raj. (Stała Niniwy – 31. 01. 2014).

 W tekstach eposu mamy nie tylko opis Ziemi widzianej z kosmosu, ale również reporterskie sprawozdanie z wydarzeń z premedytacją zainscenizowanych przez ówczesnych decydentów, których nazwano bogami. Teksty z Niniwy były w czasach Smitha prawdziwą bombą dla świata chrześcijan. Można zrozumieć ich irytację, ponieważ zachwiał się fundament wiary kk – okazało się, że biblia opiera się na wcześniejszych zapisach i to starszych od niej o co najmniej 1500 lat, a być może o trzy tysiące, albo jeszcze więcej.


Rozgniewany (i przerażony) kler umieścił więc naukowca na kościelnym indeksie. Tylko tyle mógł zrobić, bo niestety minęły już czasy radykalnego i masowego zamykania oponentom ust na zawsze. A rzecz była bardzo poważna, gdyż dotyczyła wiarygodności świętego pisma. Używając prostych słów: - biblia w swym opisie Potopu okazała się kopią pierwowzoru, czyli zwykłym plagiatem.

Już pisałem, że znacznie wcześniejsza była religia solarna, której znak – ryba liczący 30 tysięcy lat, został „przywłaszczony” przez Największą Korporację. Do tego niezależni teolodzy doszukali się w biblii 80 000 niezgodności w faktach.



                    Potop tematem drażliwym.

Lubię tematy drażliwe i argumentację przeciwników. O Potopie każdy coś wie, z tym, że chrześcijanie znają jedynie wersję plagiatu. Mnie atoli interesowało wąskie zagadnienie: - jakie dziś znaczenie dla chrześcijan ma ten tragiczny epizod. Otóż szczera odpowiedź po licznych, lecz nader krótkich dyskusjach brzmi: - Im to wisi. Epizod był, ale się zmył.

Czyżby odrzucili przekaz, że ten ich Bóg postanowił utopić ludzi, których wcześniej sam stworzył? Więc czy ten podobno miłościwy Bóg nie był broń boże ludobójcą? A skoro mogło tak być, to czy Bóg ma grzech śmiertelny? Współczesny chrześcijanin usiłuje unikać takich mało przyjemnych pytań deklarując z reguły: „Nie można podawać w wątpliwość wyroków bożych”.

Nie można? A kto tak powiedział? Kto ma prawo decydować o co można pytać, a o co nie uchodzi? Jest wolność, każdemu przysługuje prawo pytania o wszystko i żadna klerykalna instancja nie może rościć sobie prawa do obejmowania wybranych zagadnień sakralnym immunitetem.

W rezultacie rozmaite religie zostały dotknięte pełzającą reformacją, rozpoznawaną po mistyczno-klerykalnej paplaninie. A wszystko po to, aby uniknąć pytań o czyny Boga. Spersonifikowany, darzony miłością Bóg – to obraz od dawna nieaktualny.

Dziś wyłania się pewna nowa wersja, odpowiadająca duchowi czasów: - Oto gdzieś we Wszechświecie dryfuje Niezdefiniowana Siła, która w jakiś niepojęty i cudowny sposób steruje wszystkim i trzyma toto w ryzach.

Taka czysta metafizyka, która nie tylko obiecuje uśmierzenie intelektualnych cierpień duszy, ale także spuszcza na ludzi pierzynę duchowego odprężenia. Owszem, robi się bardzo miło, azaliż podobna interpretacja ostatecznie deprecjonuje chrześcijańskie wyznanie wiary i w rezultacie otrzymujemy pozbawioną znaczenia religię relaksacyjną. I taki właśnie mamy dylemat: - nie dość, że stara retoryka jest skompromitowana, to jeszcze wykonują ją klechy o mocno wątpliwym autorytecie. Jaki otrzymujemy wynik z tego wszystkiego?

Otóż przekaz kościelny jest pozbawiony siły i stał się zwykłą socjotechniką pomagającą trzymać ciemny lud w posłuszeństwie.



I to jest piękne, tudzież mnie bardzo cieszy, ponieważ jakby z urzędu obserwuję poczynania Największej Korporacji w Polsce i czekam kiedy także „u nasz” zaistnieje wariant irlandzki.

Stary okupant musi się wycofać, bowiem nawet najdłuższa żmija ma gdzieś swój koniec.



PS. Pilnuję, żeby chronić maleńką enklawę spraw osobistych. Tu wyjątek: przyznaję się, że muzyka autorstwa pewnego Francuza porusza mnie od dobrych kilkudziesięciu lat. I ten mój idol muzyczny, Jean-Michel Jarre, powiedział dziś: - Sytuacja, w której znalazła się ludzkość, przypomina losy Polski.

I nie wiem czemu, ale jakoś tak zrobiło mi się cieplutko w sercu.


wtorek, 17 stycznia 2017

Robot Gantenbrinka

„Zagadka wyjaśniona”, „Wiemy już wszystko”, „Niepodważalne twierdzenia nauki”.....

Oto slogany, za którymi kryje się bezmiar niewiedzy i arogancji.
Staliśmy się jednostronni, ponieważ zalew informacji, zmusza do jej filtracji za pomocą wdrukowanych indoktrynacją przekonań.
Stanowczo zbyt często nam się wydaje, że coś wiemy.

Pierwszym człowiekiem, który włamał się do Wielkiej Piramidy, był al-Mamun. Mamy opisy rzeczy, które tam znalazł. Są to jednak opisy niejednoznaczne, nieprecyzyjne.
     W starych arabskich kronikach odnajdujemy wzmianki o ukrytych wewnątrz Piramidy korytarzach, komorach i „skarbach”.

W Księdze Chitat jest napisane, że „ Cud budownictwa pod nazwą Wielka Piramida stworzył Saurid alias Henoch jeszcze przed potopem, aby uchronić przed wodami potopu całą wiedzę ludzkości.
       W zachodniej piramidzie budowniczy nakazał uczynić 30 skarbców z kolorowego granitu".

Czy te wyraźne wskazówki należy odesłać do świata baśni?

Francuscy architekci Dormion i Goidin odkryli za pomocą detektorów elektronicznych puste przestrzenie tuż pod komorą królowej.
    Za zgodą Egipskiego Departamentu Wykopalisk przez warstwę kamienia o grubości 2,5 metra przepuszczono mikrosondy, które wykazały istnienie pomieszczenia szerokości 3 m i długości 5,5 metra. Pomieszczenie wypełnione jest krystalicznym piaskiem.
Również za północno-zachodnią ścianą komory królowej wykryto obszerne pomieszczenie.
        Do tych komór nie prowadzą żadne przejścia.
Zaalarmowani sukcesami Francuzów, do Gizy przyjechali Japończycy z Uniwersytetu Waseda w Tokio, i przywieźli swoje najnowsze elektroniczne zabawki, którymi mogli prześwietlić różne rodzaje kamienia.

Japońscy naukowcy przebadali całą Wielką Piramidę oraz Sfinksa wraz z przyległym terenem. Jednoznaczne dane wskazują na istnienie w Wielkiej Piramidzie całego labiryntu korytarzy i pustych przestrzeni.
Wykryto także pustą przestrzeń pod Piramidą. Przestrzeń ta wychodzi poza obrys podstawy
      Odkryto także drugą barkę słoneczną w skalnej płycie pd Piramidą.
Co zawierają te nieodkryte jeszcze pomieszczenia?
Czy one są jednak rzeczywiście nieodkryte?

Erich von Deniken pisze: - „W grudniu 1988 roku Wielka Galeria i komora królowej były zastawione rusztowaniami i deskami. Nigdzie śladu robotnika. 
      Rodzi się pytanie: - Czy pod osłoną nocy nie dokonuje się dalszych elektronicznych poszukiwań i nie prowadzi wierceń dla światłowodowych mikrosond? Oczywiście z pełnym zrozumieniem odniósłbym się do takiej procedury. Któż bowiem zdołałby prowadzić badania w tłumie turystów?
      Z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy egiptologia nie naraża swego dobrego imienia, aby pod osłoną nocy i w sekrecie przed opinią publiczną otwierano pomieszczenia zamknięte przez całe tysiąclecia?
Któż potem uwierzy, że pokazane eksponaty to naprawdę wszystko, co tam znaleziono?

22 marca 1993 roku, niemiecki inżynier Rudolf Gantenbrink, za pomocą skonstruowanego przez siebie robota, przeprowadził badania tak zwanego szybu wentylacyjnego wychodzącego z komory królowej.
     O godzinie 11.05 robot został dosłownie wpuszczony w kanał. Kanał ma niewielkie wymiary, jego ściany są wyłożone polerowanym alabastrem, i biegną ukośnie pod górę.
Po przejechaniu 60 metrów kanał się skończył. Robot stanął. Dalej widać było drzwiczki, z których wystają metalowe "uchwyty".





Robot Gantenbrinka ważył wtedy 6 kg i miał długość zaledwie 37 cm.

Ten cud ówczesnej techniki napędzany był siedmioma niezależnymi od siebie silniczkami elektrycznymi. Z przodu miał umieszczone dwa reflektorki halogenowe i ruchomą kamerę Sony CCD.
    Sensacyjne odkrycie Rudolfa Gantenbrinka zostało początkowo zupełnie zignorowane przez egiptologów (Osły i uczeni do środka?)
Mówiono złośliwie o „szybach-widmach”, halucynacjach itd.
Klasyczny przykład ignorancji zawodowej.

Niezrażony badacz uzyskał wsparcie od National Geographic Society z USA.

Oto nowy robot zbudowany przez tę agencję. 



Na zdjęciu widać jak niewielkie są rozmiary szybu. 
Ten drugi robot przewiercił dziurę w drzwiczkach i wsunął w nią kamerę.
Kamera pokazała, że w odległości 20 cm. są kolejne drzwiczki, tym razem boczne.




Trzeba było zbudować następnego robota, obdarzonego innymi umiejętnościami. Ten nowy robot, któremu nadano imię Jedi, co po arabsku znaczy Cheops, za pomocą długiego ramienia, miał wywiercić dziurę w drugich drzwiczkach.
I w tym momencie zapanowała medialna cisza!

Od pewnego czasu w Wielkiej Piramidzie podejmowane są także wielkie wiercenia za pomocą młotów pneumatycznych.
Do opinii publicznej nie docierają żadne wiadomości na ten temat.

Dalej Erich von Deniken przytacza słowa niezależnego naukowca Ali-Zarei: - „Kiedy w roku 2009 odwiedziłem płaskowyż w Gizie, kilkakrotnie miałem możliwość zwiedzania „komór odciążających”. Po prowizorycznej ośmiometrowej drabinie dostałem się do pierwszej komory. Bez namysłu popełzłem dalej, by się osobiście przekonać, czy jest tam nowy, nielegalnie wywiercony tunel. 
Był!
      Pierwotny dostępny odcinek został przedłużony o kilka metrów, po czym gwałtownie skręcał w prawo. Dalej biegł znów kilka metrów prosto, by skończyć się nagle muldą głęboką na półtora metra. Na ścianach widać było ślady pracy nowoczesnych narzędzi. Ślady te wyraźnie różnią się ode śladów w tunelu Cavigliasa i innych tunelach Piramidy”.
Słowa Ali-Zariego potwierdzają wykonane przez niego zdjęcia.

Nikt nie może wiercić w Wielkiej Piramidzie – zwłaszcza przy użyciu ciężkiego sprzętu – bez zgody władz.
Budowla jest strzeżona w dzień i noc. Ktoś więc musiał „dogadać się” z odpowiednimi władzami. Bez stosownych uzgodnień nie da się przemycić do Piramidy ciężkiego sprzętu.

Czyje to tajne służby podjęły się tego dzieła?
Kto ma taką władzę, że jest w stanie ignorować przepisy o ochronie zabytków?
Przecież ciężkie młoty mogą zniszczyć bezcenne skarby!
I czego te ekipy właściwie szukają?
    Zauważmy, że te wiercenia na wielką skalę przebiegają w całkowitej tajemnicy. I nie chodzi tu o żadne teorie spiskowe, lecz o to, że gdyby prace te były przeprowadzane oficjalnie, trzeba byłoby, chociaż szczątkowo informować opinię publiczną o wynikach......

Między monolitami Wielkiej Galerii znajdują się metalowe klamry. Do czego one niegdyś służyły?

Powyższa ilustracja jest tworem mojej wyobraźni. Ukazuje ona ściany Wielkiej Galerii tak, jak mogły wyglądać przed tysiącleciami.
A potem ktoś pozrywał przekazy „strażników niebios”. (Henoch).

Ludzie nie powinni podziwiać obcych bogów.
Nie powinni się dowiedzieć, że byli oni pierwotnymi nauczycielami młodej ludzkości. Wiedza o tym mogłaby zrujnować fundamenty wielkich religii – judaizmu, islamu, chrześcijaństwa.
W tym punkcie zgadzają się wtajemniczeni wszystkich religii....

A ponieważ polityka narodów jest ściśle związana z ich religiami (Symbioza kapłana z politykiem) to o tym pamiętają głównie spiskowcy, którym wydaje się, że są odpowiedzialni za politykę światową.

Ludy wszystkich krajów, łączcie się w niewiedzy!

piątek, 15 marca 2013

Dziwna historia Rasetau



 Dalej świeży powiew nad starą pustynią..... Jaki ciekawy świat jest...
(A.Collins – Bogowie Edenu)
        Autor identyfikuje świętą wyspę, opisywaną w Tekstach z Edfu z kompleksem w Gizie.
Oraz z osobą Ozyrysa, który jest łącznikiem z Gizą.
      Słynna Stela Inwentarza, odkryta w Gizie w XIX wieku, wymienia różne budowle na płaskowyżu, wśród nich, Wielką Piramidę i Sfinksa. Z tekstów z tej Steli wynika, że Wielka Piramida i Sfinks, są dużo starsze, niż głosi oficjalna „egiptologia”.
     Ale to nie wszystko. Stela Inwentarza wspomina też o „Domu Ozyrysa, Pana Rasetau”. Rasetau to podziemia, tunele, lochy.
    Colinns dochodzi do nieuniknionego wniosku, że pod Wielką Piramidą i Sfinksem, istnieją pozostałości, czegoś o wiele starszego. Być może tu właśnie jest ukryte „Dźwięczące Oko”.
     Ale przecież już w 1944 roku Edgar Cayce mówił w transie, że pod płaskowyżem Giza, jest ukryte „archiwum”. A więc nic nowego.
Natomiast tłumaczenie „Rasetau”, jako „tunele”, potwierdza stela, która kiedyś stała między łapami Sfinksa. Stela ta przypisywana jest Totmesowi IV – około 1400 lat p.n.e.
    W siódmej linii tekstu czytamy: - „Sfinks znajduje się obok Domu Sokarisa w Rasetau”.

To według Collinsa wskazuje na kolejne związki z Marsem, a sam Sfinks ma na powierzchni Marsa odpowiednik, w słynnej Twarzy w Cydonii.
   
 A więc Collins dopuszcza możliwość, iż głęboko pod kompleksem w Gizie, spoczywa coś bardzo niebezpiecznego, na co wskazują teksty z Edfu. To „boskie źródło Mocy”.
     Collins nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do mocy przypisywanej temu obiektowi w tekstach Edfu: - „Ilustracje Domu Sokarisa przedstawiają ogniście pomarańczowy omfalos w kształcie dzwonu.”.
             O tym, że pod skałami Gizy – Rasetau, spoczywa coś o ogromnej mocy magicznej, mówi jeszcze jeden tekst.
         Jest to zaklęcie 1080 heliopolitańskich Tekstów Sarkofagów, które głosi: -„To jest zapieczętowana rzecz, ukryta w ciemności, z ogniem dookoła, która zawiera wydzielinę Ozyrysa i jest umieszczona w Rasetau. Pozostaje ukryta od czasu, gdy z niego spadła, i to jest to,  co spadło z niego na pustynię”.

     Gdy Ninurta wszedł do Wielkiej Piramidy w celu „inwentaryzacji” Kamieni Mocy, zatrzymał jeden z Kamieni, który miał ogromną niszczycielską moc, sam zaś nie mógł być zniszczony. Ninurta ukrył ten Kamień.
   Dalej Collins bierze pod uwagę możliwość, że Dźwięczące Oko, było technologią związaną z dźwiękiem.  (Broń akustyczna). 
I dlatego poszukiwaniem Dźwięczącego Oka zainteresowne jest wojsko.
        Autor wspomina tu o andyjskich i inkaskich legendach o Wirakoczy, który pochłaniał kamienie „ogniem”, umożliwiając przez to ludziom, przenoszenie ich na duże odległości, „jakby były z korka”. Pomagały mu w tym istoty obdarzone „nadprzyrodzonymi mocami”, które sprawiały, że wielkie kamienne bloki unosiły się w powietrzu „na dźwięk trąby”.
     Majowie mieli podobne mity o lewitacji akustycznej. Grecy również.
My znamy bieżące doniesienia o podobnych zjawiskach, wykorzystywanych przez tybetańskich lamów, do przemieszczania wielkich kamieni. – Grupa mnichów dmie w długie trąby, wytwarzając rytmiczne, niskie wibracje – dźwięki. Wybrane kamienie, nawet o wadze stu kilogramów, „skaczą” w górę, nawet na sto pięćdziesiąt metrów. Ten impuls jest tak silny, że część kamieni pęka od wibracji. W ten sposób są budowane ołtarze kamienne, na wysokich skałach.
    Collins wspomina o XIX wiecznym amerykańskim wynalazcy,  Johnie Worrellu Keelym. Zbudował on akustyczne urządzenie, które – według relacji naocznych świadków, tylko za pomocą wibracji, rozbijało najtwardsze skały. Urządzenia te musiały być uprzednio odpowiednio dostrojone przez ich wynalazcę. Worrel sprzedał kilka urządzeń, ale szybko okazało się, że działają one wyłącznie w fizycznej obecności wynalazcy.
     Zjawisko to, wcale nie jest tajemnicze. Jedną z zasad fizyki skalarnej jest, że sam obsługujący- dostrajający, jest komponentem geometrii potencjału ośrodka. Kiedy urządzenie jest obsługiwane przez kogoś innego, traci lokalną strukturę potencjału.
      Zjawisko to, obszernie omówił amerykański pułkownik - Bearden w wielu artykułach.

niedziela, 11 września 2011

PIRAMIDY - BRAMA DO GWIAZD

Giza i pas Oriona. --- Człowiek, to upadły bóg, który pamięta Raj.---
Lamartine.Meditations. < Był początek listopada 1983 roku i, jak zwykle o tej porze roku, nocne niebo w środkowej Arabii Saudyjskiej było wyjątkowo czyste. Dla cudzoziemców mieszkających w Rijadzie był to okres weekendowych wyjazdów biwakowych na złote diuny, położone około 20 kilometrów od rozciągających się szeroko zachodnich przedmieść tego spokojnego miasta. Moja żona, Michele, zapakowała ten sam zestaw co zwykle: piwo bezalkoholowe, mnóstwo wody pitnej, jedzenie i śpiwory. Nasza córka, Candice, miała dopiero cztery lata, lecz była już zahartowana w podróżach po pustyni. Dołączyły do nas dwa inne małżeństwa z dziećmi. Naszym zamiarem, było znalezienie wysokiej diuny, aby dzieci mogły się bawić na czystym, złocistym piasku, a dorośli mogli się zrelaksować nad gorącą kawą i wymyślnym barbecue. Wszystkim chodziło o ucieczkę od ciężkiej pracy i nie nastrajającego do zabawy klimatu głęboko muzułmańskiego społeczeństwa Rijadu. Noc na diunach może być bardzo piękna. Natychmiast po wspaniałym widowisku zachodzącego słońca nadeszła ciemność z baldachimem nieba usianym świecącymi gwiazdami, znajdującymi się niemal na wyciągnięcie dłoni. Leżąc w śpiworze liczyłem gwiazdy, aż w końcu usnąłem....Z niewiadomej przyczyny obudziłem się o trzeciej nad ranem, być może kierowany podświadomością. Jeszcze raz spojrzałem w górę, początkowo niepewny, gdzie się znajduję. Wysoko, po południowej stronie nieba, wygięty w łuk, niemal znacząc krzywą równika niebieskiego, znajdował się lśniący pas światła, świecący oślepiającym blaskiem na tle atramentowej czerni przestrzeni kosmicznej. Była to Droga Mleczna, wyglądająca jak wielka rzeka na niebie. Na jej zachodnim „brzegu” leżała grupa pięknych gwiazd, wyraźnie jaśniejszych od innych. Natychmiast rozpoznałem je jako gwiazdozbiór Oriona i poszedłem zbudzić mojego przyjaciela Jeana, który podzielał moje zainteresowania astronomią i któremu pasja żeglarska narzuciła konieczność znajomości nawigacji z użyciem gwiazd. Cicho podeszliśmy na brzeg wydmy. Jean wprowadził mnie w tajniki astronawigacji. Czy wiesz – zapytał, jak odnaleźć punkt wschodu Syriusza, gdy wzeszedł już Orion? Wzruszyłem ramionami – niby skąd mam wiedzieć? A więc najpierw – powiedział, wskazując w stronę „brzegu rzeki”- musisz odnaleźć trzy gwiazdy pasa Oriona. Te trzy gwiazdy tworzą jedną linię. Teraz tę linię należy przedłużyć w dół w stronę horyzontu. Gdy gwiazdy pasa Oriona wzejdą na wysokość około 20 stopni, czyli mniej wiecej na wysokość odpowiadajacą długości ręki z wyprostowanymi palcami, w miejscu na horyzoncie wskazywanym przez tę linię pojawi się Syriusz. Wskazywał teraz w stronę jasnej gwiazdy na horyzoncie. Obaj wiedzieliśmy, że to Syriusz. Potem, jakby po namyśle, Jean wyrzekł te słowa: - właściwie trzy gwiazdy pasa Oriona nie leżą dokładnie wzdłuż jednej linii. Jeśli popatrzysz uważnie, zauważysz, że najmniejsza z nich, ta na górze, jest lekko przesunięta na wschód. Ułożone są one ukośnie w kierunku południowo – zachodnim w stosunku do osi Drogi Mlecznej. Zauważ również.....W tym momencie przerwałem mu w pół słowa. Spojrzał na mnie zaskoczony, gdy zacząłem cytować słowa, które tak dobrze pamiętałem z Tekstów Piramid... „ O Ozyrysie Królu, udaj się nad Drogę Wodną, niechaj schody do Zaświatów wzniesione zostaną dla ciebie, wiodąc do miejsca, gdzie jest Orion.” Teraz i inni obudzili się i dołączyli do nas. W tym momencie wypowiedziałem słowa, które wyrzekł Champollion, gdy odszyfrował tajniki pisma hieroglificznego. Miałem nadzieję, że ktoś z naszej grupy, a niektórych wciągnąłem w zagadkę lotniczej fotografii Gizy, zrozumie, o co mi chodzi. Jean wpatrywał się intensywnie w Oriona. – Cóż takiego zobaczyłeś? – spytał rozbawiony moim uniesieniem. – Trzy piramidy z Gizy – powiedziałem spokojnie. I w ten sposób zaczęła się historia, która znalazła swój finał dopiero po dziesięciu latach.> Robert Bauval.