Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niniwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niniwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2025

Wiedza Sumerów

 


Szczegółowa statystyka wejść na bloga  pokazała nadprzeciętne zainteresowanie postem „Latające miasto Pura” z 22 kwietnia 2021.

Dodaję więc jeszcze jedną liczbę dotyczącą zaskakującej wiedzy Sumerów, zapisaną na glinianej tabliczce wydobytej z ruin Niniwy.

Na tej pogruchotanej tabliczce pojawia się mianowicie liczba 21 w treści dotyczącej kosmosu, sugerując, że „21 to fundament kosmosu”.

Jakiś czas przetrawiałem tę informację, bo ona nie dawała mi spokoju. I eureka! - rozwiązania najprostsze są najlepsze:

- Podstawowe dane o kosmosie. Czego mianowicie jest w kosmosie najwięcej?

- Najwięcej jest wodoru.

- Jaką długość ma pasmo wodoru?

- 21 cm.

To Sumerowie znali długość pasma wodoru?

A dlaczego mieli nie znać, skoro Ktoś dziesięć tysięcy lat pne. zbudował Wielką Piramidę z wiadomością dla potomnych jaka jest szybkość światła, tudzież odległość od Ziemi do Słońca.

Historia ludzkości sprzed tysiącleci wygląda zupełnie inaczej niż podaje oficjalna nauka.


 

wtorek, 9 listopada 2021

Kto jest dziś ludożercą


 

Kanibalizm

Afryka w początkach XX wieku. Ferdynand Ossendowski pisał, że murzyni wcale nie kryli się z tym upodobaniem. Tak, upodobaniem, bo po pierwsze było to działanie uświęcone tradycją – wroga należy zjeść, a po drugie twierdzili, że mięso ludzkie jest najsmaczniejsze.



      Cywilizowany świat oburzał się z tego powodu, a podróżnik argumentował:

 „Kiedy napastnicy spychali tubylców coraz głębiej w nieurodzajny teren, głód i pragnienie przysłaniały wszystko. Ciało wroga stawało się cennym pokarmem, a jego krew gasiła pragnienie.

     Potem było coraz gorzej. Dlatego wodzowie ustalili Krwawe Ofiary z najsłabszych ludzi szczepu, a gdy i to nie wystarczało, ogłoszono zakaz grzebania zmarłych i poległych, ciała ich oddając na pożywienie dla wojowników, kobiet i dzieci.

To surowa potrzeba spowodowała powstanie właśnie takich obyczajów wśród zrozpaczonych szczepów, które były ścigane przez zaborczych i okrutnych przybyszów. Tubylcy cofali się przez długie wieki, aż oparli się w niedostępnych lasach”.







 

       Cywilizowany świat atakował Ossendowskiego, za obronę murzyńskich zwyczajów, a podróżnik wcale nie miał zamiaru się bronić, w myśl zasady, że najlepszą bronią jest atak.

Dlatego pisał: 

„A przypomnijcie sobie, jak długo żyły starodawne kulty w waszym społeczeństwie!

     W Anglii i Irlandii druidowie zniknęli i to nie od razu, z chwilą narzucenia siłą nauki Chrystusa. Przez wieki jednak druidyzm wypływał walcząc z wpływami Nazarejczyka!

Przypomnijcie sobie Juliana Odstępcę i powrót do wierzeń helleńsko-rzymskich!

A zapomnieliście już, że podczas wojen, klęski głodu w Rosji 1921-23, wśród rozbitków z tonących okrętów, więźniów uciekających z francuskich, czy angielskich galer, z rosyjskich więzień, wśród poszukiwaczy złota, błądzących w puszczy czy w górach – przypadki ludożerstwa były na porządku dziennym!

    Czyż w Rosji Wschodniej, a nawet Środkowej nie istnieją nawet dziś ( lata dwudzieste XX wieku) kulty przodków, obok licznych świątyń obrządku wschodniego i zastępów policji, nauczycieli i lekarzy?

      Czyż tam nie modlono się oficjalnie w urzędowych kościołach, a szczerze przed figurami szczepów Czuwaszów, Mordwińców, Czeremisów, lub przed starosłowiańskimi zbutwiałymi pniami dębów poświęconymi Perunowi?

    Powiecie mi, wy dumni ludzie, że piszę o Rosji – kraju niepojętym, gdzie wiedza i czarnoksięstwo, zabobony i ohyda są dziełem jednej matki.

 Przypomnę więc wam coś, na co godzicie się bezmyślnie.

 

Boicie się trzynastki tak dalece, że w waszych hotelach nie ma pokoju o tym numerze. Tę bojaźń ktoś zaszczepił w ludziach w średniowieczu.

(Żydowska kabalistyczna Księga Zohar podaje znaczenie liczby trzynaście jako „miłość”. Pełen pychy KK zawsze starał się i to na wiele sposobów przykrywać swymi symbolami znaki innych, rzekomo gorszych religii. Tak stało się ze świętymi miejscami naszych słowiańskich ojców – dziś stoją w tych miejscach kościoły. Trzynastki nie udało się przykryć, więc zastosowano dyskredytację – trzynastka jest zła. I tak było dopóki trzynastka nie pokazała się w godzinie śmierci Wojtyły – od tej pory stała się jakby święta.  Przyp.autora bloga)

   Mówicie o Belzebubie, a zapominacie, że był to babiloński i fenicki Baal-Zebub – Stwórca. Bóg Asurbanipala i Sargonidów.

 (Aż do naszych czasów przetrwały potężne fundamenty Świątyni Boga Baala w Libanie w miejscowości Baalbek – autor bloga).

      

Korzystacie z wróżbiarek tak samo, jak to czynili mieszkańcy asyryjskiej Niniwy, pastuchy z północnej Gobi, wojownicy z Himalajów i myśliwi znad morza Beringa.

       Macie uświęcone obyczajem huczne święta po zbiorach urodzajów i karnawałowe szaleństwa, lecz tak samo czynili czciciele Demeter i Persefony w kulcie agrarnym.

W tych samych porach roku tańczyły bachantki, uwieńczone kwiatami, nagie, pijane winem i żądzą.

     Boicie się, panie i panowie, samotnych drzew dziuplastych, mogiły samobójcy, a nie chcecie wiedzieć, że tych samych miejsc boją się Arabowie, Tauregowie i Murzyni, bo tam mają swe siedziby duchy przodków i złe duchy – dżiny.

      Wierzycie, że podkowa przynosi szczęście, a zapominacie, że wykuł ją kowal – haddad, półczarownik.

      Pukacie w niemalowane, czy w pierwszy lepszy drewniany przedmiot, nie wiedząc czemu, a wasz czarny brat robi to samo, tylko, że on wie, że w drzewie osiedlił się duch jego przodka-opiekuna.

      Rozprawiacie o reinkarnacji i transmigracji dusz, wasi okultyści znają nawet górę, do której one zdążają, a czyż co innego od wieków mówią bramini i buddyści w Indiach, czy Tybecie, ale także kapłani ziemi szczepów Mossi, Senufo, Aszanti czy Guro?

      Wy również jesteście ludożercami, gdyż wasze prawo, wasza nauka i wiara, pozwalają przekładać w chore, sterane ciało – młode i silne kości, skórę i narządy zdrowych ludzi z waszego społeczeństwa, wlewać ich krew do waszych zwiędłych żył.

      Czyż dla wypchania brzuchów waszych banków nie składacie ofiary z ciała i krwi waszych biedniejszych braci, pozbawiając ich odporności zatrutym oddechem fabryk i kopalń?

     Pomyślcie, czy wasze ludożerstwo i wasze krwawe ofiary nie są bardziej potworne od murzyńskich, bo wy pożeracie nie tylko ciała, lecz także z niezwykłą perfidią ludzkie dusze, zabijając w nich radość życia i chęć istnienia!

      Powinniście czuć nie pogardę, lecz współczucie dla czarnych zjadaczy ludzi.

     Należy bowiem przekonać ich, że minęły czasy, gdy bogowie łaknęli krwi i że teraz ludzie powinni nazywać siebie braćmi.

Powinna nadejść chwila, gdy wszystkie drewniane i kamienne fetysze trafią do muzeów, a biali i czarni ludzie z jednakowym wstrętem będą się im przyglądać jak straszliwym potworom przedpotopowym”.

wtorek, 12 października 2021

Starożytne wojny atomowe



Wspominałem kilkukrotnie o Robercie Oppeheimerze – ojcu amerykańskiej bomby atomowej, szefie „Projektu Manhattan”.

Ten człowiek był nie tylko wybitnym fizykiem atomowym, filozofem, ale także znawcą indyjskiej literatury sanskryckiej.

        16 lipca 1945 roku doktor Oppenheimer oczywiście uczestniczył w pierwszym próbnym wybuchu tej bomby, na pustyni w Nowym Meksyku.

Poruszony skutkami detonacji, powiedział: - zapisane jest w Drona Parvam, jednym z rozdziałów Mahabharaty: - „Oto półbóg Drona wykorzystuje swoje wimana jako maszynę bojową. Ciskał pioruny na potrójne miasto. Uderzył pociskiem, który krył w sobie potęgę słońca. Miasto stanęło w płomieniach. Wzniósł się dym, jaskrawym słupem wzniósł się w górę, jaśniejszy niż dziesięć tysięcy słońc”.

 W siedem lat później, gdy w czasie dyskusji po wykładzie na uniwersytecie w Rochester, jeden ze studentów spytał, czy bomba atomowa zdetonowana w Alamagordo była pierwszą próbą,

Oppenheimer odparł zwięźle: - „W czasach nowożytnych tak”.



 Naukowcy znali już bowiem wyniki wykopalisk w Mohendżo Daro – miasta w starożytnych Indiach. Zniszczenie tego miasta za pomocą „boskiej broni” opisuje indyjski epos narodowy Mahabharata.


Konkretnie chodzi o napromieniowane szkielety ludzkie. W 1989 roku Rosjanie opublikowali artykuł w moskiewskim wydaniu czasopisma „Fenomen”.

 „Po wielu (4 - 5) tysiącach lat szkielety wykazywały znaczny stopień radioaktywności. Poza szkieletami z Hiroszimy i Nagasaki, są to najbardziej radioaktywne szkielety jakie kiedykolwiek znaleziono. Grupa szkieletów znaleziona u podnóża cytadeli, leżała  na środku ulicy tworząc krąg. Wygląda na to, że w chwili śmierci ludzie trzymali się za ręce. W tej grupie poziom radioaktywności jest większy od tła ponad pięćdziesiąt razy! Niesamowite - minęły przecież tysiąclecia. 

Cytadela



  W Mohendżo Daro mamy nie tylko zeszklenia (pisałem o zeszkleniach w Szkocji) ale i zupełne stopienie murów w obrębie epicentrum detonacji. Stopniowo doszły wyniki badań naukowców indyjskich o promieniowaniu przekraczającym tło i zeszkleniach z równiny Dekan, sugerujące, że również tam, około 5 tysięcy lat temu trwała wojna atomowa.


    

Wróćmy jednak do czasów Oppenheimera. Oto we wspomnianym już rosyjskim czasopiśmie „Fenomen”, tym razem z roku 1959, etnolog Modest M.Agrest pisze o „katastrofach atomowych” w czasach prehistorycznych. Ma na myśli biblijną relację o zniszczeniu Sodomy i Gomory.


Relacja pochodzi z tekstów indyjskich, o wiele wiarygodniejszych od dużo późniejszego Starego Testamentu. I okazuje się, że dotyczy lat 2334 – 2279 p.n.e. za panowania  Sargona z Akadu, króla Kisz.


 W 1966 roku amerykański astronom Carl Sagan uznał hipotezę starożytnych wojen nuklearnych za „całkowicie rozsądną i wartą starannego zbadania”.

Dowiadujemy się o przyczynach, okolicznościach i konsekwencjach tej starożytnej katastrofy atomowej. I co najważniejsze wiemy to z pierwowzoru: - z sumeryjskich glinianych tabliczek z biblioteki Asurbanipala z Niniwy.

piątek, 9 kwietnia 2021

Piknik nad jeziorem Paranoya

Zmęczeni pandemiczną rzeczywistością oczekujemy powrotu do normalności. Czyli do czego? Do stadnego biegu po więcej i więcej? Przecież tak rozumiana normalność przypomina piknik nad jeziorem Paranoya.



Podobno każda dostatecznie rozwinięta cywilizacja dochodzi do punktu krytycznego, który niszczy, ale też otrzeźwia. Zagrożenie może przyjść z zewnątrz, albo następuje autodestrukcja. 



Znajome tysiącletnie cykle podaje książka „Zakazana Nauka”: - 52, 26 i 13.

Pierwszy kataklizm Atlantydy wydarzył się 52 tysiące lat temu (Edgar Cayce).

Drugi kataklizm, w którym część wyspy zatonęła, nastąpił 26 tysięcy lat temu (Tzolkin).

Trzecie wydarzenie, sprzed 13 tysięcy lat, to nasz „biblijny” Potop. (cudzysłów wyjaśniony w dalszej części wpisu)                                                                          

Na sto lat przed potopem (Edgar Cayce, Robert Bauval) w Gizie stanęły piramidy, swoim układem odwzorowujące pas Oriona. A jak dziś wiemy, Ziemia wraz z Układem Słonecznym znajduje się właśnie w galaktycznym ramieniu Oriona. 


Starożytne zapisy podają, że w Wielkiej Piramidzie zostały ukryte informacje, oraz artefakty dla tych, którzy przetrwają Potop. Edgar Cayce mówił o czymś w rodzaju biblioteki. 

Jak dziś wygląda wnętrze Wielkiej Piramidy? Ano jak szwajcarski ser. Powstały bowiem liczne tunele wydrążone ciężkim sprzętem, o czym informował Erich von Daeniken. Był wpis. I możemy być pewni, że nigdy się nie dowiemy (Służby) co znaleziono podczas tych „prac archeologicznych”.



Każdy z nas słyszał o Potopie. O szczegółach wydarzenia możemy się dowiedzieć z pierwowzoru, czyli akadyjskiego „Eposu o Gilgameszu”.

George Smith, archeolog z British Museum odkopał w XIX wieku z ruin biblioteki w babilońskiej Niniwie 30 tysięcy tabliczek z pismem klinowym, między innymi te o Potopie. Pisałem już o Sumerze, Zecharii Sitchinie i kosmicznej koncepcji jak mógł wyglądać Raj. (Stała Niniwy – 31. 01. 2014).

 W tekstach eposu mamy nie tylko opis Ziemi widzianej z kosmosu, ale również reporterskie sprawozdanie z wydarzeń z premedytacją zainscenizowanych przez ówczesnych decydentów, których nazwano bogami. Teksty z Niniwy były w czasach Smitha prawdziwą bombą dla świata chrześcijan. Można zrozumieć ich irytację, ponieważ zachwiał się fundament wiary kk – okazało się, że biblia opiera się na wcześniejszych zapisach i to starszych od niej o co najmniej 1500 lat, a być może o trzy tysiące, albo jeszcze więcej.


Rozgniewany (i przerażony) kler umieścił więc naukowca na kościelnym indeksie. Tylko tyle mógł zrobić, bo niestety minęły już czasy radykalnego i masowego zamykania oponentom ust na zawsze. A rzecz była bardzo poważna, gdyż dotyczyła wiarygodności świętego pisma. Używając prostych słów: - biblia w swym opisie Potopu okazała się kopią pierwowzoru, czyli zwykłym plagiatem.

Już pisałem, że znacznie wcześniejsza była religia solarna, której znak – ryba liczący 30 tysięcy lat, został „przywłaszczony” przez Największą Korporację. Do tego niezależni teolodzy doszukali się w biblii 80 000 niezgodności w faktach.



                    Potop tematem drażliwym.

Lubię tematy drażliwe i argumentację przeciwników. O Potopie każdy coś wie, z tym, że chrześcijanie znają jedynie wersję plagiatu. Mnie atoli interesowało wąskie zagadnienie: - jakie dziś znaczenie dla chrześcijan ma ten tragiczny epizod. Otóż szczera odpowiedź po licznych, lecz nader krótkich dyskusjach brzmi: - Im to wisi. Epizod był, ale się zmył.

Czyżby odrzucili przekaz, że ten ich Bóg postanowił utopić ludzi, których wcześniej sam stworzył? Więc czy ten podobno miłościwy Bóg nie był broń boże ludobójcą? A skoro mogło tak być, to czy Bóg ma grzech śmiertelny? Współczesny chrześcijanin usiłuje unikać takich mało przyjemnych pytań deklarując z reguły: „Nie można podawać w wątpliwość wyroków bożych”.

Nie można? A kto tak powiedział? Kto ma prawo decydować o co można pytać, a o co nie uchodzi? Jest wolność, każdemu przysługuje prawo pytania o wszystko i żadna klerykalna instancja nie może rościć sobie prawa do obejmowania wybranych zagadnień sakralnym immunitetem.

W rezultacie rozmaite religie zostały dotknięte pełzającą reformacją, rozpoznawaną po mistyczno-klerykalnej paplaninie. A wszystko po to, aby uniknąć pytań o czyny Boga. Spersonifikowany, darzony miłością Bóg – to obraz od dawna nieaktualny.

Dziś wyłania się pewna nowa wersja, odpowiadająca duchowi czasów: - Oto gdzieś we Wszechświecie dryfuje Niezdefiniowana Siła, która w jakiś niepojęty i cudowny sposób steruje wszystkim i trzyma toto w ryzach.

Taka czysta metafizyka, która nie tylko obiecuje uśmierzenie intelektualnych cierpień duszy, ale także spuszcza na ludzi pierzynę duchowego odprężenia. Owszem, robi się bardzo miło, azaliż podobna interpretacja ostatecznie deprecjonuje chrześcijańskie wyznanie wiary i w rezultacie otrzymujemy pozbawioną znaczenia religię relaksacyjną. I taki właśnie mamy dylemat: - nie dość, że stara retoryka jest skompromitowana, to jeszcze wykonują ją klechy o mocno wątpliwym autorytecie. Jaki otrzymujemy wynik z tego wszystkiego?

Otóż przekaz kościelny jest pozbawiony siły i stał się zwykłą socjotechniką pomagającą trzymać ciemny lud w posłuszeństwie.



I to jest piękne, tudzież mnie bardzo cieszy, ponieważ jakby z urzędu obserwuję poczynania Największej Korporacji w Polsce i czekam kiedy także „u nasz” zaistnieje wariant irlandzki.

Stary okupant musi się wycofać, bowiem nawet najdłuższa żmija ma gdzieś swój koniec.



PS. Pilnuję, żeby chronić maleńką enklawę spraw osobistych. Tu wyjątek: przyznaję się, że muzyka autorstwa pewnego Francuza porusza mnie od dobrych kilkudziesięciu lat. I ten mój idol muzyczny, Jean-Michel Jarre, powiedział dziś: - Sytuacja, w której znalazła się ludzkość, przypomina losy Polski.

I nie wiem czemu, ale jakoś tak zrobiło mi się cieplutko w sercu.


środa, 26 marca 2014

Bogaty Jezus



 Czyli: - Apoloniusz z Tyany

Kościół zbudowano na biednym Jezusie. Biedny Jezus wypowiedział kilkadziesiąt zdań. Mówią, że 28 na pewno.
       - Prawda może obronić się sama.
       - Lecz chodzi o to, aby do prawdy dopiął się ktoś, kto proste wytłumaczy zawile.
Więc poprzez stulecia dopisano do słów Jezusa całe mnóstwo, całe morze słów.
 I w ten sposób ziarno prawdy zostało przysypane tonami ziaren półprawdy, i czarny pośrednik stał się niezbędny.

Apoloniusz nie nadawał się na fundament kościoła.
     - Nie został bowiem zabity.
     - Żył w luksusie ( Jak młody Budda ) Do pewnego momentu żył w luksusie oczywiście.
Apoloniusz żył w dostatku do momentu, kiedy opuścił ojcowski dom i wyrzekł się wszystkich doczesnych bogactw. Udał się wtedy do słynnej świątyni Asklepiosa.

Czyli na każdego przyjdzie pora, jeśli ma przyjść: - nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz.

Apoloniusza z Tyany przyrównywano do Jezusa z Nazaretu i było to poniekąd logiczne. Obaj żyli mniej więcej w tym samym czasie i wędrowali po świecie, głosząc przesłanie dobrej woli, dokonując licznych cudów, uzdrawiając chorych i wskrzeszając zmarłych.
     Obaj mieli także urok i charyzmę, pozwalające im porywać za sobą rzesze uczniów, oddanych im nawet po ich zejściu z tego świata. I ani jeden, ani drugi nie zostawił po sobie ciała.

     Jest też, oczywiście wiele różnic.
Główną różnicą jest luksus, który za młodu otaczał Apoloniusza. Jego popularność pozostała niezachwiana do końca jego dni. A żył 90 lat.
      Byli tacy, którzy z niego szydzili, zawsze się tacy znajdą, ale stanowili oni margines. W żadnym razie Apoloniusz nie budził takich kontrowersji, jak Jezus, więc nie został też stracony za swoje nauki - dożył dość sędziwego wieku.
     Apoloniusz był niezwykle przystojny, towarzyski i oczywiście czarujący. Dodatkowo jego ojciec należał do najbogatszych mieszkańców prowincji.
   Jednak Apoloniusz od najmłodszych lat przejmował się losem innych ludzi.
Od dziecka zdawał sobie sprawę ze swoich paranormalnych zdolności.
Pomimo tego, że Los złożył u jego stóp dary bogactwa, kobiet, wina i śpiewu, wybrał mądrość wieszcza i wszystkie relacje o nim są zgodne, że wiódł życie cnotliwe, w trzeźwości i czystości, skupiając swoje zdolności na pomaganiu ludziom.
     Po naukach pobranych w świątyni Asklepiosa, wkrótce porzucił konwenanse swoich czasów: - zrezygnował z jedzenia mięsa, chodził w prostym, skromnym odzieniu i szybko stał się uzdrowicielem, do którego zjeżdżali ludzie z bardzo daleka.
     Potem Apoloniusz złożył 5-cio letni ślub milczenia.
I wyruszył w drogę do Indii, żeby u tamtejszych u mistyków szukać odwiecznej mądrości.
Jednak po drodze zatrzymał się w Dafne, w świątyni Apollona. Tam spotkał pewnego kapłana.
Zrządzeniem Synchroniczności kapłan ów sprawował pieczę nad świątynnym skarbem - cienkimi miedzianymi płytkami, na których wyryte były postacie i symbole. Kapłan ten nie wiedział jaki jest sens tych znaków.
     Apoloniusz natomiast szybko zorientował się co mówi przekaz.
Na miedzianych tabliczkach widniała mapa sporządzona przez Pitagorasa - wcześniejszego słynnego podróżnika do źródeł mistycznej mądrości.
Mapa pokazywała nie tylko miejsce, do którego Apoloniusz powinien się udać w Indiach, ale także kogo tam spotka. Kapłan ze świątyni Apollona był pełen podziwu i został kolejnym dozgonnym wielbicielem młodego jasnowidza.
     W kolejnym etapie podróży Apoloniusz zatrzymał się w Niniwie. Tu zapoznawał się ze starożytnym hinduskim kalendarzem Manuatara, który liczył miliony lat.
( tak ostrożnie napisał Flawiusz Filostratos, a dziś wiemy, że ten Starożytny Kalendarz liczy trzysta osiem milionów lat ).
Dotarłszy do Indii, Apoloniusz odnalazł siedzibę braminów i spędził z mędrcami wiele miesięcy, chłonąc każdą kroplę prastarej mądrości. Tu utwierdził się w swojej drodze duchowej.
     Przepełniony radością, dziękował nauczycielom następująco:

 - " Przybyłem do was pieszo, a wy daliście mi morze, ale też pozwoliliście, bym przechadzał się po niebie, udzielając mi dostępu do waszej filozofii. O tym wszystkim będę pamiętał wśród Greków, towarzysząc wam w myślach, jakbyście byli przy mnie".

I słowa dotrzymał.
Posłuszny swemu powołaniu Apoloniusz dokonywał później czynów naprawdę niezwykłych. Wypędził wiele demonów i wygłosił niezliczone przepowiednie.
    Próbując uzdrowić pewnego ascetę, który utracił swoje moce, odkrył, że człowiek ten był reinkarnacją Palamedesa z Troi.
    Apoloniusz udał się do Troi i dowiedział się, że Palamedes stracił życie na skutek zdradzieckiego listu napisanego przez Odyseusza.
    Ustalił w sposób paranormalny, gdzie stał posąg Palamedesa i nakazał kopać w tym miejscu. Rzeczywiście odkryto posąg, który wydobyto i ustawiono ponownie.
W tej samej chwili asceta odzyskał swoje moce.
     Apoloniusz wskrzesił pewną dziewczynkę, kiedy przechodził obok niego kondukt pogrzebowy. Uchronił też swego przyjaciela i ucznia Mennepusa z Koryntu przed poślubieniem "wampirzycy".
     Podczas uczty weselnej sprawił, że zniknęło całe jadło, napoje i ludzie, co skłoniło spragnioną krwi pannę młodą do przyznania, że jest wampirem.
    Uniknął skazania przez Nerona, sprawiając, że ze zwoju oskarżyciela zniknęły wszystkie litery, pozostał tylko czysty papier.
    Napisał kilka ksiąg, w tym jedną o astrologii.
Narodził się w dziwnych okolicznościach, a jeszcze bardziej dziwnie zakończył życie.
Po prostu zniknął z zamkniętego pomieszczenia – (K-Pax?) - rozpłynął się w powietrzu.

Wszystko to opisał Flawiusz Filostratos na początku III wieku.