Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyszki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2025

Brzydal

 Idę ci ja lasem w porze majowej


Naraz zauważam, że coś wystaje z kupki szyszek. Wystaje ono, jest odwrócone tyłem i wygląda ogólnie paskudnie.


Ależ to jest brzydkie! – oceniłem.  

I od razu pomyślałem, że to może być Terlecki Ryszard.

Atoli zaszedłem stwora od przodu i wyjaśniło się, że to jest Brzydal - maskotka nawet miła w dotyku.



Po drugie primo nie wszystko co brzydkie trzeba zaraz tak nazywać, można użyć łagodzącego zamiennika:

 „Do żydowskiego krawca przychodzi klient.

- Chciałbym zamówić garnitur, ale nie wiem czy pan sobie z tym zamówieniem poradzi? – rzekł.

Krawiec patrzy na gościa, a ten ma ogromnego garba i z tego powodu jest mocno pochylony.

- A cóż ja bym miał nie poradzić? 

- Bo ja garbaty jestem – wyjaśnia gość wstydliwie.

- Żadna trudność! Żaden garbaty! A fe! Jakie nieładne słowo! Pan nie jesteś garbaty, pan jesteś przychylny!


Nawet polubiłem Brzydala, azaliż aby mi się ów nie przyśnił, niech lepiej na stałe przebywa w mieszkaniu ukochanej żony.






wtorek, 15 marca 2022

Fasola na boczku

 


Niechętnie, bo z obowiązku wyskakuję z namiotu na sikanie – jest ciemno, szykuje się dopiero kolorowy świt, to jeszcze nurka dopóki sen nie uciekł. 

I już widno -  można zagrzać wodę. Z rozpaleniem nie mam kłopotu - po wielu biwakach pojawia się zwykła rutyna – wieczorem znalazł się w namiocie zapasik suchych szyszek. Lokalny świat o poranku oczywiście spływa sławną bieszczadzką rosą.


 O 5.00 budzi się przyroda – krzyczy zaniepokojony kozioł, z góry nadaje synogarlica, na suchej sośnie obok przysiadł dzięcioł i wystukał pierwszy poranny werbelek. Wysoko, wysoko zakrzyczał orlik swoim ostrym zaśpiewem. Szykuje się cudny dzień. 





Kilka zdjęć, mycie zębów, nazbierałem jagód i zasiadam pod sosną na stanowisku obserwacyjno-kontemplującym lustrując okolicę. Mokro jest dopóki słońce nie osuszy rosy, dlatego rano specjalnie wchodzę boso w łąkę, co jest miłe po pierwsze primo, a co wraz z drugim primem zastępuje mycie stóp. Kiedy odezwał się głód zaczynam ceremonię śniadania: - garnek, woda, ogień itd. Dziś dopiero po godzinie śniadanie będzie gotowe: - dlatego po godzinie, bo musi się ugotować fasola namoczona wieczorem. Fasola na boczku, z borowikiem, makaronem i śmietaną.



wtorek, 22 lutego 2022

Jedzenie biwakowe

 


Na biwakach jadłem: kasze, warzywa, pomidory, czosnek, makarony, czasem kartofle, fasolę, cebulę, cieciorkę, soczewicę, groch, bób, jajka, chleb, bułki, ciastka, lody (z przyczyn oczywistych tylko przy sklepie w dniu zakupów), biały ser, kiełbasę, pyszny pasztet na wagę. Piłem głównie wodę, także miętę i kawę. Tłuszcze – masło, smalec ze skwarkami.








 Niemal codziennie do każdego gotowania dodawany był borowik. O poziomkach, jagodach, malinach, a potem jeżynach i na końcu orzechach laskowych nie piszę za dużo, bo po co. One są w Bieszczadach w swoim czasie zawsze na wyciągnięcie ręki.




 Gotowane posiłki były jednogarnkowe, teoretycznie niby zupy, ale bardzo gęste. Nazywałem je oczywiście „ein topf”. Ilość tej gęściny to zwykle półtora litra. Nieraz gotowałem dwa litry i wszystko zjadałem za jednym zamachem. Apetyt mi dopisywał, bo chodziłem bardzo dużo.

Gotowanie starałem się poczyniać bezdymnie, najbardziej lubiłem na szyszkach, atoli nieraz z powodu wilgoci zadymiło na krótko - najwyżej na pół minuty. Tego pilnowałem mocno, chciałem być mało widoczny, wtopiony w przyrodę, pomimo tego, że w promieniu ładnych paru kilometrów nie było ludzi. To jest jeden z  elementów należących do "odruchów zwierzęcych", kamuflaż, albo wdruk pamięciowy z czasów praprzodków; - działaj jak wilk, kryj się. Znałem już to uczucie niepokoju - zagrożenia nawet, kiedy po wielodniowym samotnym biwakowaniu zauważałem człowieka. Pisałem już, jak mocno uderzyło mnie to wrażenie, kiedy przydarzyło się po raz pierwszy. Poczułem się dzikim zwierzęciem, bo instynkt zadziałał przed myślą - kucnąłem w zielsku i zastanawiałem się zdziwiony co ja robię.




Częstą potrawę stanowił budyń czekoladowy (na wodzie - dorosły człowiek nie trawi mleka - Edgar Cayce) - łyżka masła, cukier, kakao, odrobina soli, grube płatki owsiane lub jęczmienne, kasza manna. Po zagotowaniu zostawić na kilkanaście minut. Budyń powinien mieć taką samą konsystencję, jak „ein topf” - żeby  łyżka w nim stawała dęba. Ten budyń, to moje ulubione danie od dzieciństwa. Widocznie mam ciągły niedobór kakao w organizmie.

 Jadłospis uzgadniałem z brzuchem, dania były proste, zmieniałem składniki aby urozmaicać smaki. Za Chryszczatą, gdzie biwakowałem najdłużej, posmakowałem w podsmażanej cebuli z kaszą i do tego jeżyny – mniam!

 I o jedzeniu dość - niech każdy je co chce.


sobota, 7 marca 2015

Zbyszkowo - Chryszczata

Trawa pocięta na makaron po kilku dniach wyschła i zmieniła kolor, już można działać. Mam także czas, dużo czasu, dlatego przy pracy mogę również myśleć. Bo gdybym czasu nie miał, tobym tylko pracował.
       A czas jest słuszny, bo poobiedni, zasiadam więc wygodnie i ...... coś mnie uwiera w pupę, coś leży pod śpiworem na którym usiadłem. Sięgam - to szyszka. Wypadła z torby pełnej szyszek, bo torbę trzymam w namiocie, aby mieć zawsze suchą rozpałkę.
I na hasło „uwiera - dokucza” przypomina mi się momentalnie anegdota:

Przychodzi baba do lekarza.
 - Panie doktorze, wyrostek mi dokucza.
- A w mordę gówniarza, to się zaraz odczepi.
   



Motyle siadające na rękach i nogach to zwykła sprawa. Dzieło stopniowo nabiera kształtów. Gotowe! Teraz trzeba korę umocować na zbielałym kiju wyciągniętym z potoku.
    


I tak powstał kolejny mebel - moje gospodarstwo rozwija się. Robię historyczne fotografie. Kolor serwetki na stole wskazuje, że wokół jest lipiec, a kora bukowa ma niepowtarzalnie ciekawe odcienie.
    



W końcu napis ustawiam na wybranym dla niego miejscu: w drzwiach kuchni – tu mam go na oku. Jest bardzo miło oraz niezwykle przyjemnie. Patrzę na to dzieło z miłością i czuję się jak …... w domu.