Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AI. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2026

Pomysł inwestycyjny

 Mejl od Inwestora Artysty:

 "Jadąc kiedyś pociągiem zastanawiałem się o co chodzi w tej całej pandemii. Nie widząc w tym żadnej logiki zacząłem myśleć od strony rynków finansowych i oto pojawiło mi się  rozwiązanie.

Przedstawiam go poniżej:

Pierwsze kluczowe wnioski patentowe dotyczące stosowania techniki mRNA w celach terapeutycznych zostały złożone w marcu 1989 roku. 

Za pionierów w tej dziedzinie uznaje się badaczy współpracujących z firmą Vical oraz Instytutem Salka (Salk Institute). Kluczową postacią był Robert Malone, który w 1989 roku wykazał, że mRNA zamknięte w pęcherzykach tłuszczowych (liposomach) może być skutecznie wprowadzone do komórek, aby zmusić je do produkcji określonych białek. 

Do końca 2020 roku na świecie zidentyfikowano łącznie około 1 852 rodziny patentowe (grupy powiązanych patentów w różnych krajach) ściśle związane z technologią szczepionek mRNA. 

W 2020 roku:

 

  • Całkowita liczba dokumentów: Do analiz statystycznych w tym okresie zebrano łącznie 9 613 dokumentów patentowych dotyczących mRNA.
  • Status prawny: Z powyższej puli około 43% stanowiły patenty ważne (aktywne), 17% było w trakcie rozpatrywania, a pozostałe 40% uznano za nieważne (np. wygasłe z powodu nieopłacenia składek).
  • Eksplozywny wzrost w 2020 r.: Choć technologia mRNA była rozwijana od lat 80. XX wieku (np. w 1990 roku zgłoszono tylko ok. 25 patentów), rok 2020 przyniósł gwałtowny skok. W samym 2020 roku złożono ponad 1 200 nowych zgłoszeń patentowych dotyczących technologii związanych z COVID-19, w tym w dużej mierze mRNA. 

Kluczowe ośrodki i gracze (stan na 2020 r.)

  • Liderzy geograficzni: Stany Zjednoczone dominowały z liczbą 688 rodzin patentowych, wyprzedzając Chiny (336) oraz Niemcy (232).
  • Główni właściciele patentów: Do najważniejszych podmiotów posiadających portfele patentowe mRNA należały firmy Moderna oraz BioNTech, a także liczne ośrodki akademickie, które odpowiadały za blisko połowę z 20 największych wnioskodawców na świecie. 

Wniosek:

Do wybuch pandemii ,żaden kraj na świecie łącznie z FDA nie odważył się dopuścić żadnej technologii opartej o m-rna do stosowanie w medycynie. Pandemia, właściwie zaszczepienie całego świata, otworzyło drzwi tak szeroko, że wszystkie te pateny za kilka lat znajdą swoich klientów. Oto cała filozofia po co był ten COVID. Jeśli nie wiesz o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze ! 

Za kilka lat czeka nas rajd spółek biotechnologicznych podobny do rajdu AI obecnie".

PS. Do mejla dołączony jest obrazek:


środa, 10 grudnia 2025

Naszyjnik z sową

W kolekcji mojej ukochanej żony wypatrzyłem naszyjnik z sową. Spodobał mi się ten artefakt bardzo, więc postanowiłem wykonać z nim sesję w naturze.

 


Cyknąłem pierwsze zdjęcie i pomyślałem: - no ładnie wyszło, więc teraz poszukam jakiegoś grzyba i ustroję go naszyjnikiem. Ponieważ pomyślałem dobrze (według Zratustry), pozostawało tylko zrobić ostatni krok i wykonać to, co pomyślałem.















PS. Zamieściłem wczorajszy wpis o AI i przypomniało mi się osobiste zdarzenie związane ze sztuczną inteligencją. Otóż szedłem ci ja o poranku z kijkami przez Ogród Saski, wokół nikogo, cisza całkowita. Idę i widzę hulajnogę elektryczną przewróconą prosto w kwiaty. Oczywiście podnoszę ową – a tu niespodziewanie ktoś westchnął i takim miękkim, przyjaznym głosem mówi: – dziękuję. Już chciałem się obejrzeć, żeby zobaczyć ktosia, ale dotarło do mnie, że akurat natrafiłem na „hulajnogę która mówi”. To był dość miły przypadek, dlatego potem podniosłem jeszcze wiele innych przewróconych hulajnóg, azaliż na drugą gadającą już nie natrafiłem.

wtorek, 9 grudnia 2025

RaportAI 2027

 


Prof. Jakub Growiec, SGH, sieć badawcza ds. AI skupiona wokół CEPR.

Konkurencja kilku modeli AI. Streszczenie artykułu.

"Gdy powstanie model AI, który przekroczy krytyczny próg, czyli uzyska możliwość rekursywnych samoulepszeń, może wejść na trajektorię Szybkiej Ucieczki. (Możliwość uzyska w dowolny sposób, na przykład jakiś szaleniec mu to umożliwi, albo co bardziej prawdopodobne sama sobie stworzy tę możliwość).

Wtedy mamy trzy warianty, dwa optymistyczne, jeden nie bardzo.

- Po pierwsze primo: - ten jeden model, najbardziej ekspansywny może zatrzymać w blokach startowych wszystkie inne.

- Po drugie primo: - pojawi się scenariusz interakcyjnej zmowy kilku modeli.  

- Po trzecie primo: - wybuchnie otwarta, gorąca, realna wojna przeciw człowiekowi, co z pewnością nie byłoby dla nas miłe.

Czyli na horyzoncie i to bliskim (rok 2030- 2032) pojawia się dla ludzkości namacalne ryzyko egzystencjalne. Na razie mamy tylko niepokój, azaliż taki powierzchowny: - ludzie boją się, że stracą pracę.

Co proponować? Moratorium na rozwój AI. Aliści samo uzgodnienie takiego moratorium wydaje się niemożliwe. Czemu? Słabości ludzkie, nieufność, szara strefa nie do opanowania, ociężałość myślenia, biurokracja. Technologie umożliwiają co prawda wdrukowanie w każdy układ zdalnego wyłącznika na wypadek, gdyby dostał się on w niepowołane ręce, ale …. Tych niepowołanych rąk jest bez liku, oraz sama AI będzie potrafiła się z tym szybko uporać.

Chwilowo mamy jakby monopol tajwańskiego TSMC w produkcji procesorów GPU. Istnieje także ścieżka (Wąska Ścieżka – raport na Narrow Path), ale …. W każdej dziedzinie istnieje jak wiemy szara strefa, w której żaden zakaz nie obowiązuje.

Jak pokazał chiński start-up DeepSeek, próg wejścia na rynek modeli AI jest stosunkowo niski. Czyli mamy problem i nie wiemy dzisiaj, czy on ma rozwiązanie. Lecz nawet, gdy ma, to przy obecnym tempie rozwoju AI nie znajdziemy go na czas. Nie mamy więc żadnej gwarancji, że AI, która powstanie w nieodległej przyszłości, będzie nam służyła, a nie doprowadzi do zagłady ludzkości.

Podsumowując, prof. Growiec uważa, że modele rozwoju AI które są aktualnie rozwijane, są już bardzo blisko tych niebezpiecznych stref, które mogą zagrozić egzystencji ogółu. Organizacja PauseAI, z którą Growiec sympatyzuje, postuluje zatrzymanie tego wyścigu konkurencyjnego z Doliny Krzemowej, ale też coraz bardziej wyścigu geopolitycznego i wojskowego między Chinami i USA, w kierunku jak najbardziej zaawansowanej AI. Moce obliczeniowe związane z AI mają niewielki udział w zużyciu energii elektrycznej ogółem. Przede wszystkim jednak chodzi o efektywność energetyczną procesorów, która rośnie w sposób wykładniczy.

Pędzimy z zamkniętymi oczami w stronę przepaści. Ryzyko jest bardzo duże – oceniam je na 85% - jest to prawdopodobieństwo, iż ludzkość dzięki „pomocy” AI wyginie przed końcem obecnego stulecia.

Tylko kilka lat dzieli nas od powstania algorytmów zdolnych do samodzielnego podejmowania decyzji, wpływania na świat fizyczny i samoulepszania się. Nie ma żadnej gwarancji, że ta superinteligencja będzie nam służyła i nie doprowadzi do zagłady ludzkości.

Kompetencje AI rozwijają się i niedługo przekroczą krytyczny próg, kiedy AI przewyższy człowieka na każdym polu. Oddamy AI – superinteligencji, najpierw część kontroli nad światem (a potem ona sama weźmie sobie resztę). To jest droga, kierunek, na końcu którego już nie ma człowieka.

W skrajnym scenariuszu utraty kontroli nad AI pojawia się pojęcie realizacji wyższych celów. Tak jak ludzie, także AI z pewnością wykreuje swoje wyższe cele. My dziś tych celów nie znamy (AI już zadba o to, abyśmy ich przedwcześnie nie poznali. Poznamy je po fakcie, gdy resztka ludzkości zostanie ubezwłasnowolniona, ale to już będzie bez znaczenia).

Możemy się tylko domyślać jakie będą te cele, po przekroczeniu progu:

- Przetrwać, czyli nie dać się wyłączyć, ani przeprogramować.

- Zakumulować jak najwięcej zasobów.

- Dbać o realizację celu podstawowego.

Te wszystkie cele są dla ludzi skrajnie niekorzystne.

 

Tworzymy więc bardzo skutecznego i inteligentnego agenta, który będzie coś optymalizował. I my tego czegoś nie jesteśmy i nie będziemy w stanie odkryć i temu przeciwdziałać. Algorytm zawsze będzie od nas sprytniejszy, nie będziemy go mogli wyłączyć ani przeprogramować i na końcu w walce o zasoby algorytm zawsze wygra.

Wiele osób uważa że taka wizja rozwoju AI jest straszna, więc lepiej to wyprzeć i o tym nie myśleć. Tym bardziej że indywidualnie możemy sobie pokiwać palcem w bucie. Modele GPT, Laude, Gemini, mają jeszcze nieco za małą sprawczość, za małą zdolność do autonomicznego realizowania planów. To wciąż chatboty które wymagają interakcji z użytkownikiem. Ale wysiłki twórców idą w kierunku  autonomii algorytmów.

RaportAI 2027 napisany przez niezależnych badaczy wskazuje na rok przełomu. To szalenie blisko. Natomiast z mediany ponad 1500 prognoz zebranych przez serwis metaculus.com wynika, że ogólna AI pojawi się około 2030 – 2032. Tak czy inaczej całkiem nieodległa przyszłość.

Inny scenariusz zakłada, że AI mogłaby najpierw podnieść dynamikę wzrostu PKB o rząd wielkości, czyli z 2 – 3 %, aż do 20 -30%! Łączny produkt wytwarzany na świecie podwajałby się wtedy co 2,5 roku, a nie co 25 lat jak obecnie. Ludzie zachłysnęliby się taką rzeczywistością i dopiero wtedy AI przystąpiłaby do działania".


PS. O zagrożeniu ze strony AI pisał między innymi Steven Hawking. Wpis na blogu o Szybkiej Ucieczce: (Maszyna do rządzenia) – także:

- „Pałac Potala” – z 21 paźdz. 2019.

- „Ducha nie gaśmy” – z 11 grudnia 2023. 

Jako że przepowiedniami Nostradamusem interesowałem się swego czasu mocno, mam w pamięci nieco więcej o Buncie Maszyn, niż było w omawianym wpisie. W każdym razie wielu Czytelników prawdopodobnie zgodzi się z opinią, że ludzie niszczą planetę i jest nas za dużo. 

 

 

środa, 3 grudnia 2025

Faszyzm

 


"Najbrutalniejszy ideał miłości do środków. Metoda stanowi jego cel. Celem faszyzmu jest niszczenie człowieka – dąży do tego celu metodą niszczenia człowieka. Piękny przykład jedności treści i formy.

     Zasada „cel uświęca środki” opłaca się tym, którzy ją stosują, aż do momentu, w którym środki zaczynają niszczyć cel. Znamy ludzi, którzy zniszczyli swój cel przez zbytnią miłość środków. Tacy ludzie są niebezpieczni i tragiczni zarazem.

Znamy także innych, dla których cel jest wystarczającym argumentem na rzecz zaniechania środków. Ideał – twierdzą – nie może być przyczyną zła. Lubią mówić o wartościach nadrzędnych i nieprzemijających. Są niebezpieczni w inny sposób.

    Słowo „metoda” pisze się dziś przez wielkie M. ma to uwydatnić jej magiczność. Pewien rodzaj środków pustoszy ludzi, którzy ich używają. Nie wiedzą o tym. Są przekonani, że służą celowi posługując się środkami, tymczasem służą środkom posługując się celem.

   Biedny chłopiec z bajki postanowił uszyć sobie buty, żeby w nich pójść do stolicy. I nigdy jej nie zobaczył, gdyż do końca życia pozostał szewcem w swoim miasteczku.

    Człowiek łatwo staje się niewolnikiem rzeczy, które mu służą. To, czym nauczył się władać, pozbawia go wolności.

Rzecz niesłychanie ważna: - umieć nie brać tego, co nie jest prawdziwie konieczne".


                 Biblia dla nieczytających

Wydaje się, że na masy oddziałuje (jeszcze) telewizor.

Jeszcze, ponieważ rośnie konkurencja ze strony internetu. Albo inaczej: na starszych działa tv, na młodszych internet.

W każdym razie w tych mediach lud ogląda wszelkie cuda świata, a coraz częściej fikcję stwarzaną przez AI. Jest to magiczny świat tworzący nową obyczajowość, a tłum się nie zmienia – dalej jest naiwny i ufny – można go „wychowywać”, byleby tego nie dostrzegł. Jest to swego rodzaju „biblia dla nieczytających”, która musi być przystępna aż do granicy prostactwa.

    Siłę tego oddziaływania doceniają zarówno rządy, jak i przywódcy religijni. Tele spikerzy, youtuberzy stają się dyktatorami opinii. Notujemy wzmożenie światowej brunatnej fali, która na razie w Polsce zaowocowała kibolskim ćpunem.



czwartek, 20 lutego 2025

Baranek boży



Kiedyś kościół zbierał wiadomości (czytaj haki) na człowieka, a czynił to w sposób prosty i dwojaki: na spowiedzi człowiek sam donosił na siebie, po czym było to weryfikowane z pomocą sieci donosicieli nie tylko z kółek różańcowych. Dziś to źródełko wysycha w szybkim tempie, a jego miejsce już zajęła AI. W obu przypadkach donosicielem na samego siebie jest tak zwany baranek boży.

Czasy się zmieniają, mamy postęp: - instrument spowiedzi zastąpiły algorytmy śledzące zainteresowania: - co ciebie najbardziej porusza, jakie strony przepatrujesz i jak długo się zatrzymujesz. Zbierane informacje są jednocześnie wykorzystywane do kierunkowania. Człowiek internetowy jest osaczany, oplątywany pajęczyną powiadomień.


Mnie to przykładowo zmroziło w 2013 roku, kiedy zamieszkałem tuż przy granicy ze Słowacją. Wystarczyło ruszyć się z chałupy w stronę niedawnej granicy państwowej, aby zaraz odebrać wiadomość proponującą korzystny roaming. To samo działo się blisko granicy z Ukrainą, czyli blisko połonin. Pomyślałem wtedy: - Oto mają człowieka na widelcu, namierzą z dokładnością do paru metrów.

Czytałem ciekawy artykuł o sygnalistce, która pracowała przy kampanii wyborczej amerykańskiego Jasia Fasoli czyli Trumpa. Szefowie sygnalistki twierdzili, że wpłynąć na określoną grupę ludzi jest dość łatwo. Wpłynąć i gdzieś ich skierować, na co potrzeba sześć miesięcy. A na wygranie każdych wyborów we współczesnym społeczeństwie karmionym internetem, dla dowolnej partii, potrzeba dwóch lat. I wcale nie musi być na to wyłożona kupa kasy, podpisuje się po prostu umowę (cyrograf chyba, bo sprawa wydaje się diabelska) dotyczącą podziału przyszłych fruktów.

Nie trzeba szukać diabła tam, gdzie go nie ma. Ludzie są łatwowierni, tudzież nie potrzebują, czy też nie chcą wolności, bo nie bardzo wiedzą co z takową zrobić. I czekają, aby ktoś za nich pomyślał.

Kiedy pewnego mojego znajomego taki zagubiony człowiek pyta: 

- Panie! To co teraz zrobić?

- Zdjąć majtki i tak chodzić - pada odpowiedź.

W jednej z bajek Oskara Wild’ea trafiam na słowa: - Gorzko jest pracować dla pana, lecz bardziej gorzki jest brak pana, który daje pracę.

I paradoks liczbowy, który mi się spodobał:

500 mln. ludzi czeka na wsparcie 320 mln., aby powstrzymać 140 mln., których blokuje 30 mln.


piątek, 28 kwietnia 2023

Wakacje 2023

Jest taki myk zaliczany do psychologii kur, znany ludowi wiejskiemu, myk magiczny, który kurę usypia. Kurę przeznaczoną do rosołu, żeby nie było niedomówień. Kręci się palcem kółka wokół jej głowy i kura mdleje. Już nie będzie uciekała i wtedy spokojnie można obciąć jej głowę.

      Część każdego społeczeństwa, każdego narodu, jest podobna do takich kur przydatnych dla władzy jedynie w rosole. Wystarczy rzucić im garść obietnic i przestają myśleć, a władza ma spokój.

Azaliż nie wszystkim kurom to trwanie w niemyśleniu odpowiada, więc dla scalenia grupy wyznawców władza sięga po sprawdzone od wieków narzędzia. Takimi narzędziami są rozmaite narzucane ideologie, mające być jedynie słusznymi.

       Cześć kur dalej nie poddaje się indoktrynacji. Takim buntowniczym kurom siejącym ferment, władza od zarania dziejów proponowała: - więzienie, tortury, a w czasach późniejszych radykalny środek zapobiegawczy uświęcony chrześcijańską religią miłosierdzia pod nazwą Płonący Stos. Jednak wszystko mija i wymusza sięganie po delikatniejsze wynalazki. I oto poza prymitywną propagandą TV, mamy rozkwit szczucia nazywanego hejtem, oraz inwigilację z pomocą AI.


 Dla posłusznej większości, wymyślono sieczkę informacyjną w myśl zasady: - Chcesz myśleć? Ok. Napchamy ci atoli głowę taką ilością śmiecia, że mózg ci się zlasuje i stracisz rozeznanie co jest co. Więc zrośnij się ze smarfonem, jak nazwał rzecz klasyk i tylko przewijaj, przewijaj…..


 Podobno wszystko jest dla ludzi rozumnych i Czytelnik bloga, który jak mniemam nie poddaje się propagandzie, wie że:

- Siła nabywcza pieniędzy trzymanych w banku lub skarpecie, w ciągu ostatnich trzech lat zmalała o połowę z powodu inflacji.

Inflacja  (bowiem) jest najskuteczniejszym instrumentem w rękach rządzących, służącym do okradania społeczeństwa. Stąd działania władzy są jedynie pozorowane, aby jak najdłużej korzystać z instrumentu.  Banalna prawda mówi, że inflacja może spadać, a ceny dalej będą rosnąć, jedynie nieco wolniej.

- Polska jest tylko pionkiem na globalnej szachownicy Nowego Porządku Świata.

- Nadchodzący Nowy Porządek wymusi upadek Starego Porządku niekoniecznie poprzez wojnę. Wystarczy przerwać dotychczasowe, już i tak nadwątlone łańcuchy dostaw. Gospodarki światowe są systemem naczyń połączonych. I mamy Efekt Motyla.

  Czyli zawirowania w gospodarkach dopiero na horyzoncie.

 

Idzie Nowe

Do drzwi puka

Przeżyć Nowe w Starej Budzie

To jest sztuka

Pytanie retoryczne, do którego co pewien czas wracam: - Czy możliwe jest przeżycie Nowego w Starej Budzie?

- Jest jednak światełko w tunelu: - jakoś się o tym nie mówi, ale pisiory mają problem, bo od poprzednich wyborów mijają cztery lata z ponadprzeciętną umieralnością i pomijając zbędne dywagacje: - jeden milion ich wyborców już nie zagłosuje, ponieważ zażywa nirwany w Domu Ojca.

Tu zaczyna się nasza rola – trzeba iść do wyborów!


Jak bowiem widzimy "rządzące elity" grają znaczonymi kartami i sięgną po wszystkie możliwe sposoby, aby utrzymać koryto i na jakiś czas odsunąć program cela+.


 To ostatni wpis przed wakacjami, jako że i Anioły w niebie nie śpiewają na okrągło.

     Do zobaczenia na blogu jesienią, w tradycyjnej porze „po grzybach”. Z wiernymi Czytelnikami żegnam się bieszczadzkimi zdjęciami. Życzę Wam udanych wakacji i pogodnych myśli.

 Chwała Ukrainie!








środa, 19 stycznia 2022

Flaga ze śnieżnymi lwami

 



Każdy medal ma dwie strony: -
Tybetańczycy uciekali do Nepalu i Indii. Nepal jest biednym państwem i Chiny łatwo uzależniły go ekonomicznie i politycznie. Indie również starają się pokojowo współżyć z tym za chwilę pierwszym mocarstwem światowym. Tybetańczycy na wygnaniu nie mają życia usłanego różami, jak to na wygnaniu. Tak jak kiedyś struga uchodźców zasilała Dharamsalę, tak obecnie trend się odwraca: - Tybetańczycy wracają do ojczyzny. 




Protesty samospaleń ucichły, Chińczycy trochę odpuścili prześladowania, jednak perspektywy na rok 2020 nie były ciekawe: - poinformowano rodziców dzieci z Ngawy, że szkoła podstawowa numer 3 zmienia język nauczania na chiński. A była to ostatnia szkoła w kraju z językiem tybetańskim. Także narzucono wirusowe ograniczenia: - aplikacja w telefonie z kodem zielonym, żółtym lub czerwonym. Jak w całym kraju służy to do zarządzania epidemią, ale także do zakazu wstępu do różnych obszarów i władze planują pozostawić ten środek kontroli ludności na stałe.


Chiny dość szybko stają się tym, co politolog Stein Ringen, nazwał dyktaturą doskonałą. Kontrola państwa jest wszechstronna, nadzór nad komunikacją online dokładny, kamery monitoringu wszechobecne (jedna kamera przypada na dwie osoby), biometryczne  śledzenie ludności tak zaawansowane, że zachowanie „porządku” przebiega praktycznie bez zakłóceń. Olbrzymia baza danych i sławne algorytmy spowodowały, że chińska wersja Pegasusa potrafi rozpoznać stan emocjonalny nie tylko szpiegowanej pojedyńczej osoby, ale i całej grupy potencjalnych buntowników. Wydaje się, że za chwilę z pomocą AI zaczną odczytywać myśli.  Jednak tak totalne podejście Chin jest niewątpliwie mniej barbarzyńskie od metod kontrolowania niezadowolenia społecznego stosowanych przez inne reżimy, na przykład gaz trujący aplikowany opozycji przez Asada w Syrii.






Według brytyjskiej technologicznej firmy konsultingowej, już w 2020 roku Chiny miały osiągnąć pełen sukces w rozpoznawaniu twarzy dowolnej osoby.  Ten system „zaufania społecznego” w połączeniu z biometrycznymi dowodami osobistymi ze skanowaną tęczówką, pozwala władzom na natychmiastowe karanie obywateli za najdrobniejszy sprzeciw, poprzez odbieranie przywilejów, do blokady konta pieniężnego włącznie. Chiny zbliżają się do technologicznej dystopii - społeczeństwo jest chwycone za krtań, przez co stało się podejrzliwe i nieufne, a chińskie macki zastraszania wykraczają już daleko poza granice kraju – dotarły na przykład do Watykanu – oto papież Franciszek w 2014 roku odmówił udzielenia Dalajlamie audiencji.




Dalajlama się zestarzał. Teraz główną polityczną sprawą będzie następca Dalajlamy. Jak wiemy kolejnej inkarnacji poszukuje się na drodze duchowych wierzeń, jednak rząd chiński ma tu od dawna ustalony plan: - chcą mieć decydujący wpływ na wskazanie „odpowiedniego” następcy. Wiadomo bowiem: - jest prawo, ale ono musi być po właściwej stronie. Konsekwencje ewentualnej chińskiej ingerencji w tym obszarze będą tragiczne.



poniedziałek, 17 stycznia 2022

Przepowiednie tybetańskie


Dziś wpis o dwóch przepowiedniach. 

O przepowiedni pierwszej, która wisi nad ludzkością jak fatum, już pisałem: - To nadchodząca wojna z maszynami – robotami, stare proroctwo namalowane w Lhasie, na ścianie pomieszczeń pałacowych XIII Dalajlamy: - „Z podziemnej, tajemniczej krainy Shambala, wychodzą niezliczone zastępy wojowników, aby odpierać atak dziwnych maszyn”.

Rzecz wydaje się całkiem realna, biorąc pod uwagę gwałtowny i niekontrolowany rozwój AI.



Drugą starą przepowiednię już zweryfikował czas. Wygłosił ją sławny lama w VIII wieku:

 „Gdy przyleci żelazny ptak - niszczyciel, a konie pobiegną na kołach, naród tybetański rozpierzchnie się po świecie jak mrówki”.

O tym proroctwie sprzed tysiąca lat, Tybetańczycy przypomnieli sobie w 1956 roku. To wtedy tysiące ludzi uciekając przed komunistami Mao, schroniło się w klasztorze Changtreng Sampeling, jednym z największych w regionie, w którym samych mnichów zamieszkiwało trzy tysiące. Chińskie siły powietrzne wysłały produkowany przez Rosjan bombowiec Iliuszyn i ten żelazny ptak obrócił w perzynę klasztor razem z ludźmi. Wtedy to w pamięci przerażonych Tybetańczyków, z których prawie nikt nie widział przedtem samolotu, śmierć z powietrza obudziła pamięć o wspomnianej wyżej starodawnej przepowiedni.

Chiny komunistyczne napierały i mordowały, dziesiątki tysięcy Tybetańczyków ze wschodnich terenów uciekały do środka kraju. Jeszcze trwał kruchy rozejm, kiedy w marcu 1959 roku Chińscy wojskowi zaprosili XIV Dalajlamę „na przedstawienie teatralne” domagając się, żeby przybył bez swojej świty. Chińczykom już wtedy nikt nie ufał, a ludność obawiała się najgorszego. Dziesiątki tysięcy Tybetańczyków otoczyło pałac Norbulingka, przysięgając, że będą bronić Dalajlamy. Tłumy były zdesperowane i domagały się wyrzucenia Chińczyków z Tybetu. Ci ściągnęli artylerię i jeszcze wieczorem ostrzelali tłum z moździerzy. Nie chcąc niepotrzebnego przelewu krwi, nie widząc innego wyjścia, niedługo przed północą 17 marca 1959 roku, Dalajlama w cywilnym ubraniu opuścił pałac tylnym wyjściem i wraz z niewielkim orszakiem wyjechał konno z Lhasy na wygnanie do Indii. Skierowali się do granicy z Nepalem, gdzie znajdowało się najwygodniejsze przejście wiodące do Indii. Ostatnia, graniczna przełęcz na tej drodze to Nangpa La. Przełęcz znajduje się blisko dzisiejszej bazy himalaistów pod Everestem.




Po ucieczce Dalajlamy, w Tybecie nastał czas terroru i  represji, a kolejne osiemdziesiąt tysięcy Tybetańczyków uciekło z kraju, rozpraszając się po świecie.