Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paleque. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paleque. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2022

Dobrze czy niedobrze

 


Miałem w życiu, już w drugim małżeństwie, także epizod związany z klasycznym wróżeniem. Tym razem to ja wróżyłem innym z pomocą magicznych kart Tarota. Był o tym wpis. Siły Wyższe podpowiedziały mi ostatecznie, abym nie wróżył z Tarota, bo to nie jest dobre.

Inaczej natomiast jest z jedną z moich pasji, z prognozowaniem dat zwrotu na rynkach finansowych z pomocą astronomii. Tu jest dobrze, to jest dozwolone pomimo wybiegania w przyszłość, w Nieznane, prawie w Magię, uchylanie rąbka tajemnicy, co laik, profan zaliczyć może do wróżenia, a to po prostu liczby mówią. To jest bardzo chłodna, wąska, astronomiczno-matematyczna wiedza. A jak wiemy, wiedza może dać władzę lub pieniądze. Wystarczy umiejętność grania ludźmi za pomocą zbieranych na nich "haków". Mnie władza nigdy nie ciągnęła, zawsze uważałem, że do władzy nad innymi pchają się przeważnie ci z rozdętym ego, albo psychiczni z wizją zbawcy, a tylko zupełnie, tudzież rzadko trafia się prawdziwy mąż stanu. Władza daje pieniądze, a pieniądze władzę. A to dobre nie jest, bo jak widzimy ludzie władzy szybko od tego głupieją. 


Przypomnę fakt, że kapłani egipscy potrafili policzyć datę zaćmienia Słońca (być może z pomocą Maszyny z Antikythery, albo z pomocą Tablicy Zdarzeń Gwiezdnych z Palenque, co na jedno wychodzi) i dzięki temu rządzili. Nie faraon rządził, tylko kapłani. Faraon był figurantem, marionetką. I żył dopóki nie przeszkadzał kapłanom. Tak naprawdę, oraz najczęściej rządzi ktoś z tylnego fotela. Nie wiem, czy to jest dobre. Za to KAŻDY ma nad sobą kogoś większego od siebie. A to akurat jest dobre.


Czy więc ostatecznie mogę ocenić, że spełniła się opisana w poprzednim poście Pępkowa Wróżba z mojego dzieciństwa? Mogę, ponieważ wkroczyłem już w starość. Oto od kwietnia przysługuje mi z urzędu tak zwany dodatek pielęgnacyjny, jako że kończę 75 lat. I to jest dobre!. Pozostaje tylko wymyśleć, co za te pieniądze mam sobie popielęgnować. Natomiast Wróżba Pępkowa niby taka prymitywna, a okazała się zaskakująco precyzyjnie trafna, ponieważ dochodzą jeszcze niezwykłe słowa babci, o których dopiero w dorosłości dowiedziałem się od matki. Nie piszę o nich - są zamknięte w Tobołku Cennych Wspomnień.


                             Dobrze czy niedobrze

Dziennikarz pyta mocno leciwego faceta: - Gdyby miał pan ocenić swoje życie jednym słowem, jak by je pan ocenił? Facet myśli dłuższą chwilę i wypowiada w końcu to jedno słowo: - „Dobrze”.                                                                

Dziennikarz dziękuje, lecz wyraźnie wyczuł, że facet się wahał, więc mówi: - To rozszerzmy zakres opinii. Poproszę o ocenę tego co za panem, ale tym razem w dwóch słowach. Teraz dziadek się już nie zastanawia i wypala: - „Nie dobrze!”.

(Odpuśćmy sobie w tym miejscu wytykanie, że tak się nie pisze, że to błąd, że to jest także jedno słowo. Chodzi bowiem o rzecz głębszą)

----------------------------------------------------------------------

Dawno temu żył w Ameryce pewien farmer. Żona, syn, córka, konie. Uprawiał ziemię, żyło się. Żeby żyć jeszcze lepiej wziął kredyt. A tu przyszła klęska suszy, zbiory przepadły, a kredyt wymagał przecież spłaty. Sprzedał jednego konia, potem drugiego. W następnym sezonie susza walnęła jeszcze mocniej. Musiał sprzedać wszystkie pozostałe konie, oprócz jednego niezwykle pięknego, bieluśkiego ogiera, który był, jak mówił jego „oczkiem w głowie”. Nadszedł trzeci rok suszy, nic nie zapowiadało, że susza odpuści. Rodzina zaczęła głodować i widmo bankructwa zajrzało im w oczy – przecież zastawem dla banku był dom i ziemia.

Do farmera przyjechali jego przyjaciele z miasteczka – szeryf i burmistrz. Przyjechali z propozycją: - Kupimy od ciebie – mówią – twego ogiera, a zapłacimy dobrze.

Farmer na to, że traktuje tego konia jak członka rodziny, to jak ma go sprzedać? Nie sprzedał, przyjaciele wyjechali. Kilka dni później koniokrady włamali się do zagrody i ukradli ogiera. Farmer był załamany. Znowu przyjechał do niego burmistrz z szeryfem i mówią: - widzisz teraz, że źle zrobiłeś nie sprzedając nam konia. Nie masz teraz ani konia, ani pieniędzy. A farmer na to: - Ja nie wiem, czy zrobiłem źle, czy może dobrze. Przyjaciele nie odezwali się, ale pomyśleli, że facetowi rozum odebrało i nie wie co mówi.

Minęło kilkanaście dni i ogier wrócił! Miał na szyi zerwane lasso, uciekł widocznie koniokradom i nie wrócił sam - przyprowadził także trzy inne konie. Farmer sprzedał te trzy konie, spłacił zaległości bankowe i starczyło mu nawet na nowe ziarno. Susza ustąpiła, zbiory wypadły wyśmienicie. Farmer odżył, dzieci rosły.

Japonia zaatakowała Pearl Harbour. Chłopcy z miasteczka zgłosili się do wojska, syn farmera także. Ostatniego dnia przed odjazdem na wojnę młodzi urządzili pożegnalną popijawę. Była już noc, gdy syn farmera wracał samochodem do domu. Do pokonania miał tylko ostatni zakręt przy skałach, za którym widać już było dom. Niestety jechał za szybko. Wypadek - amputacja obu nóg na wysokości kolan.

Do farmera przyjeżdżają ze słowami pocieszenia dwaj starzy przyjaciele: burmistrz i szeryf. - Ależ tragedia dotknęła twojego syna! A farmer na to: - Ja nie wiem, czy to dla niego tragedia, czy też nie. Przyjaciele popatrzyli na siebie i odjechali myśląc sobie: - no tym razem to już całkiem zwariował człowiek.

Zbliżał się koniec wojny, gdy do miasteczka dotarła depesza z wiadomością, że cała paczka młodych z miasteczka zginęła w ciężkich walkach na Okinawie. Tymczasem farmer sprawił synowi protezy i ten znowu zaczął bywać w miasteczku, w którym pojawił się nadmiar kobiet gotowych do zamążpójścia. Młody pomimo kalectwa nie miał więc problemu ze znalezieniem przyszłej żony. Ożenił się, urodziły się dzieci, żył.

PS. Ja to sprawdziłem na sobie: - Nigdy nie wiemy, czy coś jest dla nas dobre, czy niedobre. Dopiero czas to pokazuje.

Również rzeczy wyglądają nieraz zupełnie inaczej niż nam się wydaje.


wtorek, 7 stycznia 2020

Ile światów jest za nami


Powrotna droga do przełęczy. Idzie się.
Idzie się przez świat otulony mglą. 
Widać coraz więcej wilczych tropów - nic dziwnego, to przecież jest wilczy teren. Wataha, która tędy przechodziła, stanowi tu swoje prawo: - słaby zwierz, albo mało czujny ma małą szansę przeżycia. Tylko silny i sprytny zdoła uciec. 



Teraz na przełęczy jest zupełnie inny świat niż ten skąpany porannym słońcem. Przypominam sobie, jak kilka lat temu szedłem tędy z Reksiem, psem Darka Karalucha. Ten waleczny młody pies czuł respekt jedynie przed wilkami. Gdy byliśmy daleko od przełęczy, biegał swobodnie na lewo i prawo, jednak na samej górze robił się czujny, stawiał uszy, które zwykle były nieco oklapnięte i szedł dobre dwa kilometry tuż przy nodze.


Idę przez magiczny świat śniegu i mgły. Za mną dolina Rabe, a jeszcze dalej zostawiłem miejski świat z betonu. 
I przychodzi myśl: - To ile jest w sumie światów za nami? Albo:- Co widać za murem przeszłości? Jest to rzecz arcyciekawa.




Powtarzanie sprzyja zapamiętaniu: - jeszcze nie raz przytoczę ten urywek.

 Rzecz dzieje się w czasie wędrówki Edwarda Stachury gdzieś nad Sanem.
- Napotkany chłopiec informuje i pyta: - ja jestem Malinowskich, a pan czyj jest?
- Niczyj – odpowiada Stachura – nie należę do nikogo, chyba że do siebie.
- A dokąd pan idzie?
- Naprzód idę, przed siebie.
- Ja też bym tak chciał! Być niczyj i iść naprzód, ale muszę chodzić do szkoły. A ja szkoły nie lubię.
- Do szkoły trzeba chodzić, niezależnie od tego, czy się ją lubi, czy nie – odpowiedział Sted, azaliż pomyślał tak:
     Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są. Bo gdyby człowiek uczył się sam i tylko tego, co go interesuje, a tyle jest rzeczy arcyciekawych, to po pewnym czasie nie nadawał by się już do mieszkania wśród ludzi.
Dlatego szkoły są potrzebne, chociaż mądre nie są.


Popatrzmy na ewolucję, jaką naukowy świat przeszedł z ustalaniem daty budowy Wielkiej Piramidy. Ostatnia, najbardziej sensowna data to czas przed potopem - 12 tys. lat p.n.e.
I nieustalone przeznaczenie budowli.

Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są.....
Szkoły służą indoktrynacji – tresurze społecznej. Według zasad tresury człowiek powinien być społeczeństwu użyteczny: - nie myśleć za dużo, być trybikiem maleńkim, założyć rodzinę, rozmnożyć się, aby nowi ludzie płacili podatki i dawali na tacę, a Zroślak kapłan-polityk nimi kołował. 
Człowiek-niewolnik ma pracować, raz w tygodniu ewentualnie być w stanie upojenia, nie wyskakiwać przed orkiestrę: - słuchać władzy, nie zadawać trudnych pytań, nie mieć szerszych zainteresowań, a po przejściu na emeryturę żyć krótko, aby broń boże nie stać się obciążeniem dla państwa.
      Natomiast dla człowieka myślącego liczą się fakty z przeszłości. Liczy się historia ludzkości zawarta w starożytnych eposach. I nie historia biblijna, chrześcijańska, bo ta jest młodziutką kompilacją czyli po prostu plagiatem wielu o wiele starszych religii i zdarzeń. Poza tym człowiek myślący jest dla rządzicieli niewygodny - wątpi w "szczere" intencje władzy, śmie zadawać pytania i trudno nim sterować. 


Pisałem o Kamieniach z Ica.

Widać na nich między innymi koegzystencję ludzi i dinozaurów. A przecież dinozaury wyginęły 65 milionów lat temu. Więc to niemożliwe?
      Możliwe! Mamy przecież skamieniałe ślady dinozaura, a obok ślady dwóch ludzi. I do tego jeden z tych ludzi szedł w butach......
     Mamy także tablice z Palenque, na których zapisy zdarzeń gwiezdnych zaczynają się czterysta milionów lat temu.....
Nie pasuje to do oficjalnej historii Ziemi, dlatego o niewygodnych sprawach w szkołach nie uczymy, bo i po co?
Z takich informacji mogłaby wyniknąć tylko bieda, w postaci trudnych pytań. A trudnych pytań szkoła bardzo nie lubi…..
Bo jak tu odpowiadać na trudne pytania, skoro szkoły mądre nie są?

Rysunek naskalny w kanionie Hava Supai w Arizonie ukazuje stojącego na tylnych łapach Tyranosaurusa. Jak mówią Indianie, na rysunku przedstawiony jest jeden z „potworów z praczasów”.
       Indianie Hopi, spokrewnieni z plemieniem Zuni, uważają, że „ludzie istnieli także przed pojawieniem się obecnej ludzkości”.
       Księga Indian Hopi mówi o czterech światach.

Pierwszy świat nazywał się Tokpela i była to Nieskończona Przestrzeń – Space........ (Zwięźle nazwane).
Z tej Nieskończonej Przestrzeni ….. Taiowa - Stwórca, utworzył Skończoność. Koniec kropka.
Tam też umieścił pierwszych ludzi w miejscu, o którym mówi się „wysokość” lub „niebo”.
To właśnie niebo - Pierwszy Świat, został zniszczony przez ogień.
Zniszczenie nastąpiło, „ponieważ ludzie stali się źli”.

Drugi świat został zniszczony przez lód.

Trzeci świat „Kasskara”- Kraina Słońca” została zniszczona przez wodę. Potop.
A więc Kasskara to epoka zakończona budową Wielkiej Piramidy  - 13 tysięcy lat pne. (Edgar Cayce opisuje Atlantydę – Posejdonię i zdarzenia sprzed 52 tysięcy lat – był wpis).
Nasze czasy to Czwarty Świat według wierzeń Indian Hopi.
Ten świat już wkrótce dobiegnie swego kresu.

Z kosmologicznego punktu widzenia mitologia Indian Hopi jest całkiem sensowna.
Zniszczenie Pierwszego Świata mogłoby odnosić się do uderzenia meteorytu 65 mln lat temu.
Zniszczenie Drugiego Świata przypadałoby na okres któregoś ze zlodowaceń sprzed miliona – stu tysięcy lat.
Zaś zagłada Trzeciego Świata na okres wielkich deszczów i powodzi w okresie 30 – 12 tysięcy lat temu.
      A więc potopu znanego głównie z przekazów starożytnego Sumeru.
W każdym razie kronika Indian Hopi obejmuje czasy sumeryjskiej Listy Królów
  
  
Święta Księga Majów - Quiche – Popol Vuh, mówi o czterech aktach stworzenia, o czterech ludzkościach, które zostały zniszczone przez spadającą z nieba „płynną żywicę”(lawę?) trzęsienia ziemi i potop.
Według Popol Vuh małpy żyjące w dżungli wywodzą się z resztek drugiej ludzkości.
Gdyby Darwin usłyszał ten przekaz, pewnie przewróciłby się w grobie.

Według chronologii meksykańskich Azteków nasz świat jest już piątym z kolei.

I cóż do tego dodać w naszym nowoczesnym, bieżącym świecie, w którym pierwszy człowiek (w erze nowożytnej, jakby dodał Oppenheimer) dopiero „wczoraj” poleciał na Flybordzie?
    
Sprawę podsumowuje doktor Damian Nance z Instytutu Tektoniki, Oceanografii i Geochemii Uniwersytetu Ohio i oświadcza: - „W okresie dwóch i pół miliarda lat istniało przed nami sześć ludzkości”.

Wniosek? Wiemy sporo o drobnym wycinku nowożytnej historii ludzkości, atoli o całości historii właściwie nic nie wiemy.