Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stachura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stachura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 kwietnia 2023

Palindromowo

 


Palindrom liczbowy: -1001. Ta liczba czytana wprzód i wspak jest identyczna. W tym przypadku dodatkowo otwiera się komunikacyjne łącze kodu binarnego.

       Stosuję nieraz taki sposób publikowania postów, gdy czekam aż nadejdzie palindromowa godzina i minuta, czytana wspak i wprzód tak samo.

Źródło było na początku, ale mogło także być na końcu.

 

Podobnie jest z palindromami słownymi, które się czyta tak samo w dwie strony, od początku do końca i odwrotnie.

Tu przytoczę dwa palindromy według Stachury.

 

Kobyła ma mały bok

I co idioci

 

Jak pisał Sted, te polskie palindromy „Nie mają jednak tej nośności, tej lotności, co palindrom Artura Cantu, zwany Tigre berido – Raniony tygrys, który leci gdzieś daleko, bardzo daleko, a wracając niby tą samą trasą staje się bogatszy, bo wydaje się, że niesie jakiś zwiewny przedziwny powiew zaświatów, zwiewny przedziwny posmak niesłychanych poematów.

Palindrom wydaje się kluczem do wielkiej tajemnicy. Tak to wygląda”.

 

Sana tigre vas a correr rocas a ver gitanas

Fotografię banknotu z palindromowym numerem przysłał mój przyjaciel Krzysztof.


Generalnie dbam o to, aby wpisy ukazywały się w wybranych godzinach i minutach synchronicznych, zwanych też anielskimi. Albo trzymam się kabalistycznej liczby 13 oznaczającej miłość, czy też pilnuję, by suma godzin i minut była liczbą 26 – podwójną miłością.

 Azaliż ogólnie diagnozuję już u siebie cenny, tudzież niezwykle miły stan luzika zwanego nastrojem przedwakacyjnym.


środa, 2 marca 2022

Potraktować Kacapa panzerfaustem

Symbole wojny. Tej wojny. Albo Znaki. Tych symboli jest tak wiele .….. Każda godzina dostarcza kolejne, to jest tylko mój subiektywny wybór

                   Prefacja - Stachura

Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

Słusznym i zbawiennym jest

Śmiać się głośno

Płakać cicho

Deszcz ustaje sady kwitną

I tego trzymać się trzeba

 

Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

Słusznym i zbawiennym jest

Iść i padać

Z padłych wstawać

Przeszła wojna

Wstaje trawa

I tego trzymać się trzeba

 

Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

Słusznym i zbawiennym jest

Śledzić gwiazdy

Grać na skrzypcach

Astronomia

I muzyka

I tego trzymać się trzeba

 

Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

Słusznym i zbawiennym jest

Być uważnym

Pełnym pasji

Dobra wasza

Gwiżdżą ptaki

I tego trzymać się trzeba

 

Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

Słusznym i zbawiennym jest

Żeby człowiek

W życiu onym

Sprawiedliwym był i godnym

 

Żeby człowiek

Był człowiekiem

Lecą liście

Szumi w lesie

Wiatr z obłoków

Warkocz plecie

I tego trzymać się trzeba

                                              

Więc trzeci symbol, czyli jak Historia potrafi zatoczyć koło. Бог любить трьох (ukr.)

Wolna Ukraina walczy dziś z faszystowską Kacapią. Ukraińcy bronią się, bronią także mnie i Ciebie Czytelniku. W domu moich rodziców, po drugiej wojnie nie używało się słowa Rosjanin. Był tylko Kacap.  

Panzerfaust – Pancerna Pięść - granatnik przeciwpancerny. W czasie drugiej wojny, już pod jej koniec, gdy Niemcy się cofali do Berlina, ogromne straty w kolumnach pancernych Armii Czerwonej czynili „faustnicy” posługujący się Panzerfaustem-1. Broń była prosta w użyciu, używali jej zarówno młodzi z Hitlerjugend, jak i Volkssturm. Udoskonalona, rozwinięta jeszcze wojenna wersja to Panzerschreck.

Minęły lata pokoju i stało się. Historia zatoczyła koło, Putin wykonał ekstra robotę – straszeniem zjednoczył Zachód, który wreszcie zrozumiał zagrożenie, albo inaczej:-  „ Zachód poczuł bat koło dupy”. Rosyjski naród musi odczuć uroki sankcji za agresję, co w efekcie powinno doprowadzić (za dwa, trzy lata?) do rewolucji – rozwalenia struktur od środka. Niemcy pękli i właśnie przekazują Ukrainie Panzerfaust-3. Kiedyś „ rosyjscy wyzwoliciele” walczyli z niemieckim faszyzmem – dziś się wzięło i odwróciło: - wolny świat zdobył się wreszcie na  bunt przeciwko rosyjskiemu faszyzmowi. I niech ktoś powie, że to nie chichot Historii!


Niby wszystkie światowe ręczne wyrzutnie przeciwpancerne bazują na tym niemieckim wynalazku, ale zobaczmy, kto jest dalej producentem urządzenia.

Skąd nazwa Nagroda Nobla? Oto niemiecka firma Dynamit Nobel po siedemdziesięciu latach przypomni Rosjanom o skuteczności swojej zabawki. Unowocześnionej zabawki ( dane techniczne google). A wysłać Kacapa do piekła!


To co piszę niby jest paskudne, ale sorry, takie są prawa wojny. "Kto mieczem wojuje"...... 

Z bandytą rozmawia się językiem bandyty. On innego języka nie rozumie. Potrwa to jakiś czas niestety, ale psychopata z Kremla już przegrał – chociażby tylko z tego powodu, że  rozpoczął atak w Spalonej Godzinie. Ukraińskiego Ducha Obrony już poznaliśmy, spoko, nasi słowiańscy bracia sobie poradzą, to jest Naród Niezwyciężony! Od Zachodu potrzeba tylko więcej broni i ogólnego wsparcia dla Nich. Pamiętajmy że nawet kropla ma wystarczającą siłę aby wydrążyć skałę. Gońmy defetystów i sączmy naszą osobistą kropelkę wsparcia, gdzie tylko się da.

Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami!~Слава Україні! A w Kacapa panzerfaustem!



czwartek, 3 grudnia 2020

Czerń a może biel

Grudzień - naturalny czas na mały rachunek sumienia.

Dużo piszę o radości życia, o wolności. Proszę jednak nie myśleć, że namawiam do rozwodów, albo gloryfikuję singlowanie. Broń boże. Po prostu już przeszedłem swoje w dwóch małżeństwach, każde trwało dwadzieścia lat. Wiem, że bywają autentycznie szczęśliwe, długoletnie małżeństwa. Jakoś nie dane mi było takiej pary poznać, ale Stachura miał to szczęście i mniej więcej tak to opisał: 

- „Obserwuję ich ze zdziwieniem i zazdrością. Są tyle lat po ślubie, a miłość z nich nie uleciała. Szanują się. Kiedy jedno mówi, drugie słucha, czule się do siebie zwracają, a kiedy na siebie patrzą, widzę perły w ich oczach. Ach jakie to piękne".

 Życie jest lekcją i zbieraniem własnych doświadczeń. Na przykład mój antyklerykalizm narodził się z pierwszego nieudanego kontaktu z lekcjami religii i kościołem (wpis o szkole z ul.Grottgera). Mijały lata, ja trwałem w niechęci do kk, aż przyszedł moment, kiedy zacząłem mieć wątpliwości, czy nie tkwię przypadkiem w jakimś zaprzaństwie. Spróbowałem więc w imię miłości do świata, to swoje uprzedzenie przełamać. Niestety bez rezultatu. Mało tego – w próbach łamania uprzedzenia przestudiowałem liczne teksty teologiczne - właściwie stałem się teologiem, a mój antyklerykalizm nie tylko stwardniał, ale się przemienił w antyklerykalizm wojujący! Zobaczyłem kk - tę największą korporację, jako układ o strukturze mafijnej, demiurga zła w Polsce, podporę podłych polityków. Okupanta, który ze swej istoty jest instytucją totalitarną – to ukryty wróg demokracji i wolności.  

Patrzę w kalendarz – koło połowy grudnia planuję przerwę w pisaniu. Odezwę się w nowym roku, na początku stycznia. Na koniec grudniowego pisania szykuję 7 odcinków o poszukiwaczach skarbu zatopionego w Studni Śmierci na Jukatanie.  

                                     Dualizm


To góra i dół, lewo i prawo, ale też białe i czarne. W ten ostatni wzór wpisuje się klasyczny już podział w polskim zaścianku.

A co na ten temat rzekł był klasyk?: - Wszystkiemu winien jest sułtan i zgraja eunuchów. Ach ten klasyk. Niby ma rację, jednak sprawa jest nieco bardziej złożona.

Nie ma przecież tak, że istnieje tylko czarne i białe. Przez życie człowieka, który potrafi wyrwać się nie tylko mentalnie, ale i fizycznie z indoktrynacji kulturowej, przewija się cała paleta barw, falowanie uczuć, no i delikwent ogarnia wtedy właściwą perspektywę. 


Natomiast u zwykłych zjadaczy chleba, biel życiowa jest tylko jednym jej końcem, a czerń drugim. Egzystencja, którą sobie wybrali, nie zapewnia im wielu kolorów niestety. Czerń brudzi biel i pojawia się szarość, która w ich życiu jest rzeczywistością dominującą.

Dlatego osobnik, który odfrunął tylko mentalnie z rodzimego grajdołka - już uratował siebie i nawet z zasłoniętymi oczami rzeczywistość zaczyna widzieć inaczej.


zdecydowanie ostrzej


azaliż powinien się starać nie oceniać innych (a nie jest to łatwe, bowiem bęcwałów ci u nas dostatek) pamiętając, że każdy ma prawo żyć tak, jak chce.

 ---------------------------------------------------------------------------------------



wtorek, 7 stycznia 2020

Ile światów jest za nami


Powrotna droga do przełęczy. Idzie się.
Idzie się przez świat otulony mglą. 
Widać coraz więcej wilczych tropów - nic dziwnego, to przecież jest wilczy teren. Wataha, która tędy przechodziła, stanowi tu swoje prawo: - słaby zwierz, albo mało czujny ma małą szansę przeżycia. Tylko silny i sprytny zdoła uciec. 



Teraz na przełęczy jest zupełnie inny świat niż ten skąpany porannym słońcem. Przypominam sobie, jak kilka lat temu szedłem tędy z Reksiem, psem Darka Karalucha. Ten waleczny młody pies czuł respekt jedynie przed wilkami. Gdy byliśmy daleko od przełęczy, biegał swobodnie na lewo i prawo, jednak na samej górze robił się czujny, stawiał uszy, które zwykle były nieco oklapnięte i szedł dobre dwa kilometry tuż przy nodze.


Idę przez magiczny świat śniegu i mgły. Za mną dolina Rabe, a jeszcze dalej zostawiłem miejski świat z betonu. 
I przychodzi myśl: - To ile jest w sumie światów za nami? Albo:- Co widać za murem przeszłości? Jest to rzecz arcyciekawa.




Powtarzanie sprzyja zapamiętaniu: - jeszcze nie raz przytoczę ten urywek.

 Rzecz dzieje się w czasie wędrówki Edwarda Stachury gdzieś nad Sanem.
- Napotkany chłopiec informuje i pyta: - ja jestem Malinowskich, a pan czyj jest?
- Niczyj – odpowiada Stachura – nie należę do nikogo, chyba że do siebie.
- A dokąd pan idzie?
- Naprzód idę, przed siebie.
- Ja też bym tak chciał! Być niczyj i iść naprzód, ale muszę chodzić do szkoły. A ja szkoły nie lubię.
- Do szkoły trzeba chodzić, niezależnie od tego, czy się ją lubi, czy nie – odpowiedział Sted, azaliż pomyślał tak:
     Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są. Bo gdyby człowiek uczył się sam i tylko tego, co go interesuje, a tyle jest rzeczy arcyciekawych, to po pewnym czasie nie nadawał by się już do mieszkania wśród ludzi.
Dlatego szkoły są potrzebne, chociaż mądre nie są.


Popatrzmy na ewolucję, jaką naukowy świat przeszedł z ustalaniem daty budowy Wielkiej Piramidy. Ostatnia, najbardziej sensowna data to czas przed potopem - 12 tys. lat p.n.e.
I nieustalone przeznaczenie budowli.

Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są.....
Szkoły służą indoktrynacji – tresurze społecznej. Według zasad tresury człowiek powinien być społeczeństwu użyteczny: - nie myśleć za dużo, być trybikiem maleńkim, założyć rodzinę, rozmnożyć się, aby nowi ludzie płacili podatki i dawali na tacę, a Zroślak kapłan-polityk nimi kołował. 
Człowiek-niewolnik ma pracować, raz w tygodniu ewentualnie być w stanie upojenia, nie wyskakiwać przed orkiestrę: - słuchać władzy, nie zadawać trudnych pytań, nie mieć szerszych zainteresowań, a po przejściu na emeryturę żyć krótko, aby broń boże nie stać się obciążeniem dla państwa.
      Natomiast dla człowieka myślącego liczą się fakty z przeszłości. Liczy się historia ludzkości zawarta w starożytnych eposach. I nie historia biblijna, chrześcijańska, bo ta jest młodziutką kompilacją czyli po prostu plagiatem wielu o wiele starszych religii i zdarzeń. Poza tym człowiek myślący jest dla rządzicieli niewygodny - wątpi w "szczere" intencje władzy, śmie zadawać pytania i trudno nim sterować. 


Pisałem o Kamieniach z Ica.

Widać na nich między innymi koegzystencję ludzi i dinozaurów. A przecież dinozaury wyginęły 65 milionów lat temu. Więc to niemożliwe?
      Możliwe! Mamy przecież skamieniałe ślady dinozaura, a obok ślady dwóch ludzi. I do tego jeden z tych ludzi szedł w butach......
     Mamy także tablice z Palenque, na których zapisy zdarzeń gwiezdnych zaczynają się czterysta milionów lat temu.....
Nie pasuje to do oficjalnej historii Ziemi, dlatego o niewygodnych sprawach w szkołach nie uczymy, bo i po co?
Z takich informacji mogłaby wyniknąć tylko bieda, w postaci trudnych pytań. A trudnych pytań szkoła bardzo nie lubi…..
Bo jak tu odpowiadać na trudne pytania, skoro szkoły mądre nie są?

Rysunek naskalny w kanionie Hava Supai w Arizonie ukazuje stojącego na tylnych łapach Tyranosaurusa. Jak mówią Indianie, na rysunku przedstawiony jest jeden z „potworów z praczasów”.
       Indianie Hopi, spokrewnieni z plemieniem Zuni, uważają, że „ludzie istnieli także przed pojawieniem się obecnej ludzkości”.
       Księga Indian Hopi mówi o czterech światach.

Pierwszy świat nazywał się Tokpela i była to Nieskończona Przestrzeń – Space........ (Zwięźle nazwane).
Z tej Nieskończonej Przestrzeni ….. Taiowa - Stwórca, utworzył Skończoność. Koniec kropka.
Tam też umieścił pierwszych ludzi w miejscu, o którym mówi się „wysokość” lub „niebo”.
To właśnie niebo - Pierwszy Świat, został zniszczony przez ogień.
Zniszczenie nastąpiło, „ponieważ ludzie stali się źli”.

Drugi świat został zniszczony przez lód.

Trzeci świat „Kasskara”- Kraina Słońca” została zniszczona przez wodę. Potop.
A więc Kasskara to epoka zakończona budową Wielkiej Piramidy  - 13 tysięcy lat pne. (Edgar Cayce opisuje Atlantydę – Posejdonię i zdarzenia sprzed 52 tysięcy lat – był wpis).
Nasze czasy to Czwarty Świat według wierzeń Indian Hopi.
Ten świat już wkrótce dobiegnie swego kresu.

Z kosmologicznego punktu widzenia mitologia Indian Hopi jest całkiem sensowna.
Zniszczenie Pierwszego Świata mogłoby odnosić się do uderzenia meteorytu 65 mln lat temu.
Zniszczenie Drugiego Świata przypadałoby na okres któregoś ze zlodowaceń sprzed miliona – stu tysięcy lat.
Zaś zagłada Trzeciego Świata na okres wielkich deszczów i powodzi w okresie 30 – 12 tysięcy lat temu.
      A więc potopu znanego głównie z przekazów starożytnego Sumeru.
W każdym razie kronika Indian Hopi obejmuje czasy sumeryjskiej Listy Królów
  
  
Święta Księga Majów - Quiche – Popol Vuh, mówi o czterech aktach stworzenia, o czterech ludzkościach, które zostały zniszczone przez spadającą z nieba „płynną żywicę”(lawę?) trzęsienia ziemi i potop.
Według Popol Vuh małpy żyjące w dżungli wywodzą się z resztek drugiej ludzkości.
Gdyby Darwin usłyszał ten przekaz, pewnie przewróciłby się w grobie.

Według chronologii meksykańskich Azteków nasz świat jest już piątym z kolei.

I cóż do tego dodać w naszym nowoczesnym, bieżącym świecie, w którym pierwszy człowiek (w erze nowożytnej, jakby dodał Oppenheimer) dopiero „wczoraj” poleciał na Flybordzie?
    
Sprawę podsumowuje doktor Damian Nance z Instytutu Tektoniki, Oceanografii i Geochemii Uniwersytetu Ohio i oświadcza: - „W okresie dwóch i pół miliarda lat istniało przed nami sześć ludzkości”.

Wniosek? Wiemy sporo o drobnym wycinku nowożytnej historii ludzkości, atoli o całości historii właściwie nic nie wiemy.


środa, 6 marca 2019

Zobaczmy jak wysoko potrafimy wzlecieć

Przede mną książka o tytule: - Konsiliencja.
Człowiek z natury jest ciekawy - a cóż to takiego, bo słowo mi nieznane.

Rzecz jest o poszukiwaniu paru podstawowych praw natury, według których zbudowany jest nasz świat. Konsiliencja to poszukiwanie jedności zjawisk. 
Czyli unifikacja wiedzy.
Więc na wstępie konstatuję, że oto mam do czynienia ze zwykłym słowotwórstwem, bowiem funkcjonuje już skrót TOE - Teoria Wszystkiego.
 
Bo cóż to innego robi Stephen Wolfram?
On i jemu podobni poszukują kilku linijek boskiego programu komputerowego który stwarza Wszystko.

W czasie, kiedy studiowałem, szukaniem jedności zjawisk zajmowała się cybernetyka.
Studia w SGPiS (dziś SGH) dały mi niewiele, a właściwie nic mi nie dały.
      Najwięcej nauczyłem się w liceum Reytana. Jest to ciekawe porównanie elitarnej szkoły średniej, z przeciętną wtedy (lata siedemdziesiąte) jednak uczelnią ekonomiczną.
           No i co dalej w tym temacie?
Otóż najcelniej rzecz ujął Sted:

Szkoły mądre nie są, bo gdyby człowiek nie chodził do szkoły to mógłby się nauczyć (gdyby chciał) o wiele więcej niż w szkole. Mógłby się nauczyć tak dużo, że nie byłby już w stanie mieszkać między ludźmi. 
Dlatego szkoły są potrzebne, ale mądre nie są.

Konsiliencja jest syntezą, poszukiwaniem jedności wszystkich nauk. Poza tym.....książka jest starannie wydana i przyciąga obwolutą.

Opakowanie jest istotne, lecz najważniejsza jest zawartość.
A ta przynosi doznania ambiwalentne.
Z jednej strony ta naukowa książka zaczyna się niemal poezją. Potem jednak przytapia w szczegółach.                                                                                   Więc z drugiej strony książka mogłaby z powodzeniem być (co najmniej) o połowę chudsza (ma 400 stron).

Autor, Edward O.Wilson, biolog, pisze o Einsteinie i jego poszukiwaniach jedności zjawisk.
     W jedności zjawisk miały się mieścić zarówno prawa grawitacji rządzące w makroskali kosmosu, jak i zjawiska kapilarne, zachodzące w mikroskali.
Einstein zbliżył się bardzo do znalezienia tego Świętego Graala fizyki, ale do niego nie dotarł.
       Nie dotarł, ale się ocierał. 
A to już są obszary graniczące z mistycyzmem. Właściwie zwieńczeniem badań Einsteina (i Tesli) był eksperyment Filadelfia.
Dziś, właśnie na tych obszarach buszuje fizyka kwantowa.

Symbolem losu badaczy przyrody, mogą być wysiłki fizyków niskich temperatur, którzy od wielu dziesięcioleci coraz bardziej zbliżają się do temperatury absolutnego zera – w tej temperaturze atomy zatrzymują się.
       W 1995 roku, osiągając temperaturę rzędu kilku miliardowych części stopnia powyżej zera absolutnego, uzyskali kondensat Bosego – Einsteina. Kolejny, oprócz dobrze znanych gazów, cieczy i ciał stałych – podstawowy stan skupienia materii, w którym wiele atomów zachowuje się jak pojedynczy atom w jednym stanie kwantowym.
          Wraz ze spadkiem temperatury i wzrostem ciśnienia, skondensowany gaz przekształca się w ciecz, a następnie w ciało stałe, po czym pojawia się ten sławny kondensat Bosego – Einsteina.
A to już jest prawie wgląd do Kuchni Boga, albo do Kuchni miss Ewolucji.
            
Dalej autor Konsiliencji pisze:
      W znacznie skromniejszej skali mojego osobistego życia, doświadczyłem wspaniałego uczucia metafizycznej jedności ze światem, dzięki uwolnieniu się od intelektualnych ograniczeń fundamentalistycznej religii. 
      Porzuciłem bowiem Kościół Baptystów, w którym zostałem wychowany na południu USA.
Główny powód? - teologia baptystów nie dopuszcza myśli o ewolucji.
Moją dziedziną stała się odtąd nauka, którą traktuję jako religię wyzwoloną. 
      (A więc oto okazuje się, że zawsze można się wyzwolić.
Zawsze można się wyzwolić i to od wszystkiego, ponieważ mamy wolną wolę-)...... 

Nauka jest bowiem innym sposobem zaspokojenia tego samego religijnego głodu. Zmierza do tego jako nasze stoickie wyznanie wiary, jest przewodnikiem w wyprawie przez nieznaną, górzystą krainę.
       Trwanie w dogmatach jest błędem, a już samo poszukiwanie prawdy jest moralnym imperatywem humanizmu. Nauka zmierza jednak do prawdy i uratowania ducha nie poprzez poddanie się zewnętrznemu autorytetowi, lecz przez wyzwolenie ludzkiego umysłu.

Fundamentem tego dążenia jest, jak wiedział Einstein, unifikacja wiedzy. Kiedy zbudujemy wreszcie TOE (Teoria Wszystkiego), zrozumiemy, kim jesteśmy i dlaczego tu jesteśmy.

Zobaczymy jak wysoko zdołamy wzlecieć, zanim słońce stopi wosk naszych skrzydeł.

czwartek, 28 lutego 2019

Sygnały z ciała

Coraz bliżej do Baligrodu, a mnie ślinka leci na pieczoną kiełbaskę!
Pragnę odmiany po kilkudniowym jedzeniu kaszy z grzybami.
Wiem, wiem; - każde mięso było kiedyś trawą.
Ale w tym momencie czuję potrzebę zmiany smaku.

Pewien Chińczyk, co mieszkał był w Lhasie
Do szaleństwa się kochał w kiełbhasie.
Mówił: "W kółko ten ryż!
Ja zwyczajną chcę tyż!"
Toteż wnet przeniósł się na Podlhasie.

Wchodzę do miasteczka przez Stężnicę i dokonuję zakupów w sklepie przy czołgu.
Na śniadanie wybrałem miejsce, gdzie mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: - jest to znajomy kawałek terenu nad Hoczewką w Bystrem. 
Jedna pieczeń to kiełbaska, druga to moczenie zdrożonych nóg.


Na betonowych płaszczyznach przed mostem gruba warstwa brunatnych glonów – czy jest ślisko i można wywinąć orła? Tak myślałem wchodząc na beton.
Wchodzę ostrożnie - jejku!!!! 
Ależ miłe zaskoczenie: - gruba na 10 centymetrów warstwa glonów daje niepowtarzalny, błogosławiony, chłodny, balsamiczny dotyk. 
         Taki łaskoczący dywan!  
I zobacz: -  ten dywan jest tylko dla Ciebie!
Dosłownie stopy są pieszczone!
I do tego nie musisz za nic płacić!
Masz za darmo cóś miłego!
No, może nie za darmo. Masz to za to, że tu jesteś!
Za to, że ci się chciało chcieć!
Albo jak powiedział mój wnuczek: - musi człowieka pogiąć, żeby ze środka Polski jechał autobusem 11 godzin do jakiegoś zadupia. (Warszawa - Wola Michowa z przesiadką w Sanoku)
Fakt. A pociąg z Warszawy do Sanoka jedzie także koło jedenastu godzin.
Dlatego pociągiem w Bieszczady nie jeździmy.
Ja tu gadu gadu, a kiełbasa czeka....
Glony łaskoczą.... Przypomina to chwile z dzieciństwa, kiedy nie było zapory wodnej przed Nowym Dworem na Bugo - Narwi. 
Trzymałem nogi w wodzie a maleńkie kiełbiki – takie rybki – stukały w skórę nóg spijając posmak soli.
          Niepowtarzalne delikatne łaskotki.
A tu, w Bystrem, stopy znalazły się w Glonowym Niebie.
To jest takie niebo?
Właśnie się przekonałem, że jest.


Szykuję ognisko optymalnej wielkości, opiekam pierwszą kiełbaskę w nastroju podniosłym i skupionym. Jednocześnie piorą się wkładki i skarpetki - w godzinę wyschną.


Pałaszuję przymykając oczy z Lubości, która wjeżdża do brzucha. Czuję się w prawdziwym nabożeństwie. Tu pasuje tylko Missa Pagana.

Komunia

I jeżeli spontaniczna to rzecz
I jeżeli oczywista to rzecz
I jeżeli naturalna to rzecz

Weź

To co się tu daje
W imię słońca
I jego gońca:
Skowronka gwiżdżącego, amen


Pierwsza kiełbaska już w brzuchu – mało!
Przenoszę się na drugą stronę potoku, po czym szykuję kiełbaskę drugą, a potem trzecią. Do tego trzy bułki a do popicia ten ciemny płyn z butelki – to mięta zaparzona jeszcze w Bereżnicy.

No. Pojadłem elegancko.
Odwiedza moje rzeczy sympatyczna jaszczurka.


Jest ….. no szalenie miło jest, aż tu nagle przychodzi apetyt na coś słodkiego (zwracam baczną uwagę na sygnały od ciała) – wracam więc do Baligrodu, tym razem do bliższego sklepu po czekolady. Jedną zjadam zanim na powrót doszedłem do Bystrego, znaczy miałem niedobór czekolady w organizmie. A przedtem kiełbasy.

Upał. Przy pompie rabskiej gaszę pragnienie.




Idę i tak sobie myślę: – robię to, co lubię: - idę pełen wdzięczności przed siebie, czuję się szczęśliwy, a to jest godne i sprawiedliwe i tego trzymać się trzeba.
Znaczy Radość przez duże R.

Raz pewien kawaler z Konstancy 
straszliwej nabawił się francy, 
    Więc rzekł swej bogdance: 
    "Najdroższa, mam francę, 
musiałem ją złapać Niechcancy".



I już Jeziorko Bobrowe w Huczwicach.
Jest niewiele po południu – wita mnie cisza - nie ma tu nikogo, idąc z Bystrego także nie spotkałem nikogo, a to mi się podoba.
Ufff! Osiągnąłem punkt docelowy na dziś, o czym zasygnalizowały nogi. Ale cóż znaczą te przedreptane kilometry, wobec osiągnięć Jasia Głoda z Hoczwi (koło Polańczyka), który pieszo potrafił pójść do Rzeszowa.
I wrócić.