Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dinozaury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dinozaury. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 marca 2021

Iskra nadziei

Nie ulega kwestii, że twórczy kreacjonizm w kosmosie jest determinowany destrukcją.                                                                                                                                   Co przełożone na prosty język oznacza, że stare musi umrzeć, aby zwolniło się miejsce na narodziny nowego. Ta banalna prawda jest uniwersalna i dotyczy zarówno skali mikro, jak i makro.

Dzięki wysiłkowi geologów i paleontologów wiemy, że życie zapłodniło Ziemię zaledwie kilkaset milionów lat po jej narodzinach, a więc cztery miliardy lat temu.                                                                                                                                           

Mijały miliolecia i życie zaroiło się w oceanach. Z pralancetników – przodków stworzeń kręgowych, powstały płazy. Po nich pojawiły się gady i panowały przez 130 milionów lat z wahnięciem w połowie tego cyklu.                                                                      I tak dochodzimy do całej serii katastrof sprzed 62 - 65 milionów lat, rozpoczętej uderzeniem bolidu w ocean nieopodal Ameryki Południowej. Prawie wyginęły dinozaury. Prawie, bo jakaś ich część jednak przetrwała w postaci ptaków.

Wreszcie przyszedł czas na pojawienie się ssaków. Paleontolodzy uważają, że przedczłowiecze  formy zawdzięczają swe powstanie właśnie katastrofie – wyrwie w biosferze, czyli w powiedzeniu, że narodziliśmy się z popiołów gwiazd, nie ma odrobiny przesady.

Jak pisał Stanisław Lem: - „We wnętrzu supernowych powstają w kolejnych fazach nuklearnych reakcji coraz cięższe pierwiastki, aż wreszcie wybuch kończący egzystencję takich gwiazd, rozsiewa owe pierwiastki na wielkich przestrzeniach i tym samym powstajemy wraz z naszymi planetami z gwiezdnego prochu. Dlatego destrukcja, jako wstępny warunek formowania się planet i istot żywych, nie jest żadną metaforą”.

Wiemy, że najlepszą wylęgarnią życia jest tak zwany okrąg korotacyjny spiralnych galaktyk, takich, jak Droga Mleczna. Ażeby jednak życie mogło zaistnieć i się usadowić, potrzebna jest woda, oraz być może jakaś obecność tlenu w atmosferze. Pierwotna Ziemia nie była ani oblana oceanami, ani nie posiadała odpowiedniej dla życia atmosfery. Teraz już wiemy, że to powstające i rozrastające się życie tak jednocześnie kształtuje atmosferyczne i wodne środowisko, że staje się ono coraz bardziej sprzyjające dalszemu rozwojowi życia.

Tak się działo do pewnego momentu, który niedawno osiągnęliśmy. To był moment kulminacyjny, szczyt sprzyjających warunków, ponieważ równowagę zburzyły trzy nowe czynniki: - ten od góry, ten spod nóg i ten ze środka.

- Po pierwsze primo środek: - nastąpiło przekroczenie cywilizacyjnego Rubikonu. Na arenę wkroczyła agresywnie nasza zbyt liczna technosferyczna cywilizacja. Wkroczyła na przykład ze smogiem elektromagnetycznym i chorym biegiem donikąd, po to tylko, aby zaspokoić zupełnie zbędne potrzeby nazywane ciągłym rozwojem. Te potrzeby są nie tylko zbędne, ale i szkodliwe, czego są świadome ukryte grupy interesów, które te potrzeby ludziom wmawiają. A bieg donikąd nazywany ciągłym rozwojem niszczy dom człowieczy. Więcej - nie tylko niszczymy własne gniazdo, ale dodatkowo podcinamy biosferyczną gałąź, na której siedzimy razem z tym gniazdem. Azaliż pojawiła się iskra nadziei i to paradoksalnie dzięki wirusowi, bo to on zatrzymał obłędną pogoń donikąd. Teraz przed nami konieczność trwałej zmiany stylu życia, ponieważ wirus już nas nie opuści. 

- Po drugie primo czynnik spod nóg: - zagrożenie klimatyczne, które idzie głównie od dołu. Ziemia bowiem włączyła grzanie i robi się coraz bardziej gorąca. Na to grzanie wpływu nie mamy. Do tego bieguny magnetyczne są niestabilne i jakby chciały zmienić położenie.

- Po trzecie primo czynnik od góry, czyli kosmos: - Wejście Układu Słonecznego w równik galaktyczny, obszar z zagęszczeniem pyłów, w tym także kosmicznych wirusów i bakterii. Jak się okazuje mamy to zapisane w Tzolkinie i jego cyklu dwudziestu sześciu tysięcy lat. Niestety nasza obrona ogranicza się do dystansu, noszenia maski i siedzenia w domu. Tylko jak długo mieszczuch może w tym domu usiedzieć i nie dostać pierdolca, jak go gna do ludzi? 

- Zastrzyki pominąłeś!

- Pominąłem? Proszę przeczytać aktualny wywiad Angeli Merkel.

Dzielę się wiedzą z Czytelnikami i nie wiem, czy robię dobrze, czy niedobrze. Bo ludzie atoli mają przecież tak różną psychikę. Ostatnio na przykład zdziwiła mnie ilość wejść na wpis „Depresja” autorstwa Stachury. Młodych ludzi obecna sytuacja przytłacza, bo jak ma być inaczej. A starych nie przytłacza? Starzy też się boją. Ale oni mają wygodne wsparcie: - jak trwoga, to do Boga - ów myśli za mnie. Aktualni młodzi "wolni strzelcy" muszą natomiast sami budować osobistą hierarchię wartości. Podpowiadam proste motto: - Wystarczy być przyzwoitym.

Wracamy do myśli przewodniej: - Stare musi umrzeć aby nadeszło Nowe. I tak się w końcu stanie. Oby tylko to Nowe nie wyglądało tak, że zacznie nas dymać nowa ekipa, tym razem młodych kanalii, z jakimś nowym (bez urazy) superdebilem na czele. 

 

wtorek, 7 stycznia 2020

Ile światów jest za nami


Powrotna droga do przełęczy. Idzie się.
Idzie się przez świat otulony mglą. 
Widać coraz więcej wilczych tropów - nic dziwnego, to przecież jest wilczy teren. Wataha, która tędy przechodziła, stanowi tu swoje prawo: - słaby zwierz, albo mało czujny ma małą szansę przeżycia. Tylko silny i sprytny zdoła uciec. 



Teraz na przełęczy jest zupełnie inny świat niż ten skąpany porannym słońcem. Przypominam sobie, jak kilka lat temu szedłem tędy z Reksiem, psem Darka Karalucha. Ten waleczny młody pies czuł respekt jedynie przed wilkami. Gdy byliśmy daleko od przełęczy, biegał swobodnie na lewo i prawo, jednak na samej górze robił się czujny, stawiał uszy, które zwykle były nieco oklapnięte i szedł dobre dwa kilometry tuż przy nodze.


Idę przez magiczny świat śniegu i mgły. Za mną dolina Rabe, a jeszcze dalej zostawiłem miejski świat z betonu. 
I przychodzi myśl: - To ile jest w sumie światów za nami? Albo:- Co widać za murem przeszłości? Jest to rzecz arcyciekawa.




Powtarzanie sprzyja zapamiętaniu: - jeszcze nie raz przytoczę ten urywek.

 Rzecz dzieje się w czasie wędrówki Edwarda Stachury gdzieś nad Sanem.
- Napotkany chłopiec informuje i pyta: - ja jestem Malinowskich, a pan czyj jest?
- Niczyj – odpowiada Stachura – nie należę do nikogo, chyba że do siebie.
- A dokąd pan idzie?
- Naprzód idę, przed siebie.
- Ja też bym tak chciał! Być niczyj i iść naprzód, ale muszę chodzić do szkoły. A ja szkoły nie lubię.
- Do szkoły trzeba chodzić, niezależnie od tego, czy się ją lubi, czy nie – odpowiedział Sted, azaliż pomyślał tak:
     Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są. Bo gdyby człowiek uczył się sam i tylko tego, co go interesuje, a tyle jest rzeczy arcyciekawych, to po pewnym czasie nie nadawał by się już do mieszkania wśród ludzi.
Dlatego szkoły są potrzebne, chociaż mądre nie są.


Popatrzmy na ewolucję, jaką naukowy świat przeszedł z ustalaniem daty budowy Wielkiej Piramidy. Ostatnia, najbardziej sensowna data to czas przed potopem - 12 tys. lat p.n.e.
I nieustalone przeznaczenie budowli.

Szkoły są potrzebne, ale mądre to one nie są.....
Szkoły służą indoktrynacji – tresurze społecznej. Według zasad tresury człowiek powinien być społeczeństwu użyteczny: - nie myśleć za dużo, być trybikiem maleńkim, założyć rodzinę, rozmnożyć się, aby nowi ludzie płacili podatki i dawali na tacę, a Zroślak kapłan-polityk nimi kołował. 
Człowiek-niewolnik ma pracować, raz w tygodniu ewentualnie być w stanie upojenia, nie wyskakiwać przed orkiestrę: - słuchać władzy, nie zadawać trudnych pytań, nie mieć szerszych zainteresowań, a po przejściu na emeryturę żyć krótko, aby broń boże nie stać się obciążeniem dla państwa.
      Natomiast dla człowieka myślącego liczą się fakty z przeszłości. Liczy się historia ludzkości zawarta w starożytnych eposach. I nie historia biblijna, chrześcijańska, bo ta jest młodziutką kompilacją czyli po prostu plagiatem wielu o wiele starszych religii i zdarzeń. Poza tym człowiek myślący jest dla rządzicieli niewygodny - wątpi w "szczere" intencje władzy, śmie zadawać pytania i trudno nim sterować. 


Pisałem o Kamieniach z Ica.

Widać na nich między innymi koegzystencję ludzi i dinozaurów. A przecież dinozaury wyginęły 65 milionów lat temu. Więc to niemożliwe?
      Możliwe! Mamy przecież skamieniałe ślady dinozaura, a obok ślady dwóch ludzi. I do tego jeden z tych ludzi szedł w butach......
     Mamy także tablice z Palenque, na których zapisy zdarzeń gwiezdnych zaczynają się czterysta milionów lat temu.....
Nie pasuje to do oficjalnej historii Ziemi, dlatego o niewygodnych sprawach w szkołach nie uczymy, bo i po co?
Z takich informacji mogłaby wyniknąć tylko bieda, w postaci trudnych pytań. A trudnych pytań szkoła bardzo nie lubi…..
Bo jak tu odpowiadać na trudne pytania, skoro szkoły mądre nie są?

Rysunek naskalny w kanionie Hava Supai w Arizonie ukazuje stojącego na tylnych łapach Tyranosaurusa. Jak mówią Indianie, na rysunku przedstawiony jest jeden z „potworów z praczasów”.
       Indianie Hopi, spokrewnieni z plemieniem Zuni, uważają, że „ludzie istnieli także przed pojawieniem się obecnej ludzkości”.
       Księga Indian Hopi mówi o czterech światach.

Pierwszy świat nazywał się Tokpela i była to Nieskończona Przestrzeń – Space........ (Zwięźle nazwane).
Z tej Nieskończonej Przestrzeni ….. Taiowa - Stwórca, utworzył Skończoność. Koniec kropka.
Tam też umieścił pierwszych ludzi w miejscu, o którym mówi się „wysokość” lub „niebo”.
To właśnie niebo - Pierwszy Świat, został zniszczony przez ogień.
Zniszczenie nastąpiło, „ponieważ ludzie stali się źli”.

Drugi świat został zniszczony przez lód.

Trzeci świat „Kasskara”- Kraina Słońca” została zniszczona przez wodę. Potop.
A więc Kasskara to epoka zakończona budową Wielkiej Piramidy  - 13 tysięcy lat pne. (Edgar Cayce opisuje Atlantydę – Posejdonię i zdarzenia sprzed 52 tysięcy lat – był wpis).
Nasze czasy to Czwarty Świat według wierzeń Indian Hopi.
Ten świat już wkrótce dobiegnie swego kresu.

Z kosmologicznego punktu widzenia mitologia Indian Hopi jest całkiem sensowna.
Zniszczenie Pierwszego Świata mogłoby odnosić się do uderzenia meteorytu 65 mln lat temu.
Zniszczenie Drugiego Świata przypadałoby na okres któregoś ze zlodowaceń sprzed miliona – stu tysięcy lat.
Zaś zagłada Trzeciego Świata na okres wielkich deszczów i powodzi w okresie 30 – 12 tysięcy lat temu.
      A więc potopu znanego głównie z przekazów starożytnego Sumeru.
W każdym razie kronika Indian Hopi obejmuje czasy sumeryjskiej Listy Królów
  
  
Święta Księga Majów - Quiche – Popol Vuh, mówi o czterech aktach stworzenia, o czterech ludzkościach, które zostały zniszczone przez spadającą z nieba „płynną żywicę”(lawę?) trzęsienia ziemi i potop.
Według Popol Vuh małpy żyjące w dżungli wywodzą się z resztek drugiej ludzkości.
Gdyby Darwin usłyszał ten przekaz, pewnie przewróciłby się w grobie.

Według chronologii meksykańskich Azteków nasz świat jest już piątym z kolei.

I cóż do tego dodać w naszym nowoczesnym, bieżącym świecie, w którym pierwszy człowiek (w erze nowożytnej, jakby dodał Oppenheimer) dopiero „wczoraj” poleciał na Flybordzie?
    
Sprawę podsumowuje doktor Damian Nance z Instytutu Tektoniki, Oceanografii i Geochemii Uniwersytetu Ohio i oświadcza: - „W okresie dwóch i pół miliarda lat istniało przed nami sześć ludzkości”.

Wniosek? Wiemy sporo o drobnym wycinku nowożytnej historii ludzkości, atoli o całości historii właściwie nic nie wiemy.