Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 stycznia 2022

Czy warto myśleć

 


Kto z Czytelników miał tę książkę w ręku, lub tylko wyguglował, wie, że „Cesarz” – Ryszarda Kapuścińskiego, reportera o światowej sławie, to rzecz o Etiopii i rządach Hajle Selasje.

Monarcha sprawował władzę z pomocą wypróbowanych metod: kija i marchewki. Kij był dla narodu, marchewka dla dworzan. Tajna policja, szpiedzy, donosy, naród należało łupić, tolerować głód, przeciwników władzy postraszyć, uwięzić, jeśli to nie wystarczało zastosować tortury niewielkie, albo średnie. Przy braku reakcji na opisane perswazje – zabić.

Władca stworzył wiele niecodziennych stanowisk pałacowych. O Moździerzyście był wpis wczoraj.

Był także Poduszkowy, którego jedyne zadanie polegało na bieganiu za jaśnie panem i podkładaniu mu poduszek pod nogi, gdy ten siadał na krześle. Pan był bowiem wzrostu niewysokiego, a dostojna władza wymagała krzeseł wysokich, żeby z góry patrzeć na podwładnych. Stopy pana nie mogły bez sensu majtać w powietrzu, czy tylko zwisać smętnie ponad podłogą. Krzesła były wysokie, jednak wysokości różnej i dlatego poduszkowy dysponował sześćdziesięcioma nadzwyczaj skrzętnie dobranymi rozmiarami poduszek, aby każda była w sam raz, a dobry pan podkreślał swą godność nogami, opartymi ani za wysoko, ani za nisko, lecz w sposób właściwy tak, jak należy. 

Był Pieskowy, który w czasie audiencji, gdy pan siedział, a wszyscy obecni stali, biegał za ulubionym pieskiem pana o imieniu Lulu i ścierał mocz z butów notabli, ponieważ bowiem azaliż pasja Lulu opierała się na dwóch zasadach: - bieganiu po sali i radosnym sikaniu na buty wybranych.

Dziwne pomysły władcy? Każdemu satrapie odbija. Na przykład polskiemu dobremu panu Jarosławowi usługuje z tylnego siedzenia Łupieżowy, co widzieliśmy w Sejmie. 

Zdjęciowo Ogrody Zamku Warszawskiego.


Oto wydaje mi się że zabawny rozdział o myśleniu:

„No wiec w rok po owym powstaniu w Godżam, które ukazując zaciekłą i bezwzględną twarz ludu poruszyło pałacem i napędziło lęku wyższym dostojnikom – ale nie tylko im, bo i nam, sługom podrzędnym, też skóra zaczynała cierpnąć, spotkało mnie osobliwe nieszczęście, gdyż syn mój, Hailu, w tych przygnebiających latach student uniwersytetu, zaczął myśleć.

Tak jest, zaczął myśleć, a muszę objaśnić cię, przyjacielu, że myślenie było w tamtych czasach dotkliwą niedogodnością, a nawet kłopotliwą ułomnością i jaśnie wysoki pan w swojej nieustającej trosce o dobro i wygodę podwładnych nigdy nie zaniedbywał starań, aby ich przed tą niedogodnością i ułomnością chronić. Wszak po cóż mieli tracić czas, który powinni oddawać sprawie rozwoju, zakłócać swój spokój wewnętrzny i nabijać głowy wszelką nieprawomyślnością?

Nic przyzwoitego i łagodnego nie mogło wyniknąć z faktu, że ktoś postanowił myśleć, albo nieopatrznie i wyzywająco wdał się w towarzystwo tych, którzy myśleli. A taką, niestety, nieostrożność popełnił mój lekkomyślny syn, co jako pierwsza zauważyła moja żona, której instynkt matczyny podpowiedział, że nad naszym domem gromadzą się ciężkie chmury, i która pewnego dnia powiada mi, że chyba Hailu zaczął myśleć, ponieważ wyraźnie posmutniał.

A tak było wtedy, że ci, którzy rozglądali się po cesarstwie, i zastanawiali się nad tym, co ich otaczało, chodzili smutni i zamyśleni, z jakąś niespokojną zadumą w spojrzeniu, jakby przeczuwając coś nieokreślonego, niewypowiedzianego, najczęściej spotykało się takie twarze wśród studentów, którzy – dodajmy tu – sprawiali naszemu panu coraz więcej przykrości. Aż dziw, że policja nigdy nie wpadła na ten trop, na ów związek między myśleniem a nastrojem, ponieważ gdyby w porę dokonała tego odkrycia, łatwo mogłaby unieszkodliwić pomienionych myślicieli, którzy swoim malkontenctwem, sarkazmem i złośliwą opieszałością w okazywaniu zadowolenia tyle utrapień i kłopotów sprowadzili na głowę czcigodnego pana.

Cesarz jednak, większą okazując bystrość niż jego policjanci, rozumiał, że smutek może nakłaniać do myślenia, zniechęcenia, gwizdania, zwisania i dlatego nakazywał w całym cesarstwie rozrywki, zabawy, tańce, przebierańce. Sam dostojny pan polecał pałac oświetlać, ubogim uczty wydawał, do wesołości zachęcał. A kiedy się najedli, wytańczyli, pana swojego chwalili. I trwało to latami, a tak już owa rozrywka ludziom głowy zatkała, zaszpuntowała, że kiedy się spotykali, tylko o rozrywaniu gadali, śmiechem przebijali, dziwostwory wspominali, baśnie powtarzali. A chociaż bieda, ale zabawa. Chociaż marnie, ale figlarnie. Choć goło, ale wesoło. A tylko tym, którzy myśleli, widząc, jak wszystko szarzeje, karleje, w błotku się tapla, w liszaj obłazi, ani do figlów było, ani do wesołości. Przy tym jeszcze utrapienie wszystkim sprawiali, do myślenia ich nakłaniając, ale inni, choć nie myślący, mądrzejsi byli, nie dawali się wciągać i jeśli studenci brali się do gadania, wiecowania, ci uszy zatykali i czym prędzej znikali.

Bo po co wiedzieć, jeśli lepiej nie wiedzieć? Po co trudniej, jeśli można łatwiej? Po co gadać, jeśli dobrze pomilczeć? Po co wdawać się w sprawy cesarstwa, jeśli w swoim domu tyle do zrobienia, do kupienia? Otóż przyjacielu, widząc, w jak niebezpieczną wyprawę puszcza się mój syn, starałem się odwodzić go, odciągać, do rozrywki zachęcać, na wycieczki wysyłać, już nawet wolałbym, żeby nocnemu życiu się oddawał niż tym potępieńczym spiskom i manifestom. Wyobraź sobie to moje strapienie, zgnębienie, że ojciec w pałacu, a syn w antypałacu, że wychodzę na ulicę chroniony przez policję przed własnym dzieckiem, które manifestuje, kamieniem się zamierza. Mówiłem mu – a dajże ty spokój z myśleniem, do niczego ono nie prowadzi, zostaw myślenie, weź się za swawolenie, popatrz na innych, którzy mądrych słuchają, jak chodzą pogodni, czoła mają bezchmurne, myślą nie skażone, śmiechem się przebijają, w rozrywce wyżywają, a jeśli już strapienia ich nachodzą, to takie, jak by tu kieszeń nabić.

A pan nasz czcigodny ku podobnym zatroskanym, zabieganym zawsze dobrotliwie się odnosi, zachęca, popiera i o tym jak by tu im ulżyć, ocieplić, nieustannie myśli. Lecz Hailu na to – a jakże tak nie myśleć? Jakie może być przeciwieństwo między myślącym a mądrym? Jeżeli kto niemyślący, to znaczy, że niemądry. A właśnie że mądry – ja na to. Bo ów myśl swoją w bezpieczne miejsce nakierował, w ustronie, w zacisze, a nie między młyńskie koła huczące, miażdżące, a tam w cichości tak je uklepał, przyklepał, że nikt nie może się przyczepić, oskarżyć. A i on sam zapomniał, gdzie ona jest ta myśl i bez niej nauczył się obywać”.











 


czwartek, 22 grudnia 2016

Świadek przy płocie

Wczoraj poczułem potrzebę pójścia w pobliże Sejmu.
Poszedłem więc, a jak się okazało, zrobiłem to w odpowiednim czasie.
Był płot przed Sejmem – nie ma płotu przed Sejmem.
Zostały tylko zdjęcia.
Płot stał się przeszłością.
A przeszłość to Tu i Teraz, które odeszło, umarło.
Autorowi było dane stać się świadkiem jakiegoś Momentu.

Bycie świadkiem następuje dzięki pasywnej świadomości. Żadnego działania. Świadomość nie jest akcją.
Pewnego dnia Mułła Nasreddin był bardzo zmartwiony, pogrążony w głębokim zamyśleniu. Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, aby poczuć, że jest zatopiony w myślach, bardzo spięty i że cierpi. Jego żona zaniepokoiła się. Zapytała:
- Co się dzieje, Nasreddin? O czym myślisz? Na czym polega problem i czemu jesteś taki zmartwiony? Mułła otworzył oczy i powiedział:
    - Jest to problem najwyższej wagi. Rozmyślam o tym, skąd człowiek wie, kiedy jest martwy. Jeśli miałbym umrzeć, to skąd wiedziałbym, że jestem martwy?
    Przecież nie znam śmierci. Rozpoznanie oznaczałoby, że poznałem coś już wcześniej. Ciebie żono widzę i rozpoznaję, bo spotkałem cię już wcześniej. Śmierci nie spotkałem, kiedy więc nadejdzie, jak ją rozpoznam?                                                                                                         Oto problem i jestem nim bardzo zmartwiony. A kiedy będę martwy, nie będę mógł już nikogo o to zapytać. Te drzwi będą dla mnie również zamknięte. Nie mogę odnieść się do świętych pism, żaden nauczyciel nie jest w stanie mi pomóc. Żona roześmiała się i powiedziała:
    - Niepotrzebnie się martwisz. Kiedy nadejdzie śmierć, człowiek natychmiast o tym wie. Kiedy śmierć przyjdzie do ciebie, będziesz o tym wiedział, ponieważ staniesz się zimny jak lód. Mułła odetchnął z ulgą – oto otrzymał konkretną wskazówkę, klucz.
Dwa, lub trzy miesiące później, Mułla znajdował się w lesie, gdzie ścinał drzewa na opał. Był zimowy poranek i panował chłód. Nagle przypomniał sobie o słowach żony i dotknął swoich dłoni - były zimne. Powiedział:
        - W porządku! Nadchodzi śmierć, a ja jestem tak daleko od swojego domu, że nie mogę nawet nikomu o tym powiedzieć. Co mam robić? Zapomniałem spytać o to swoją żonę. Powiedziała mi tylko, jak człowiek się wtedy czuje, ale nie wiem co mam zrobić, kiedy nadchodzi śmierć? Teraz nikogo tu nie ma i wszystko jest zimne.
Wtedy przypomniał sobie, że widział wielu martwych ludzi, więc pomyślał:          - Chyba trzeba się położyć? I położył się.

Nigdy bowiem nie widział, żeby martwa osoba robiła coś innego, niż leżenie.

Oczywiście zaczął odczuwać jeszcze większy chłód, czyli według słów żony była to śmierć stojącą nad nim. Jego osiołek odpoczywał obok, pod drzewem. Dwa wilki widząc, że Mułła prawdopodobnie nie żyje, zaatakowały jego osiołka. Mułła otworzył oczy, zobaczył to zdarzenie i pomyślał:
      - Martwy człowiek nie może już nic zrobić. Gdybym był żywy, wilki nie mogłyby pozwolić sobie na coś takiego względem mojego osła. Ale teraz nie mogę już niczego zrobić. Nigdy nie słyszałem, aby martwy człowiek cokolwiek zrobił. Teraz mogę tylko być świadkiem.
Jeśli umrzesz dla swojej przeszłości, umrzesz całkowicie, i tylko wtedy staniesz się świadkiem. Co więcej możesz zrobić? Bycie świadkiem oznacza stanie się martwym dla swojej przeszłości, wspomnień, myśli.

W zamierzchłych czasach, nauczyciel traktowany był jako osoba, która dla ucznia może stać się jak śmierć, która pomoże mu umrzeć i narodzić się na nowo.

Nikodem zapytał Jezusa: - „W jaki sposób mogę wejść do Królestwa Niebieskiego?" 
Jezus odpowiedział: - „Jeśli wcześniej nie umrzesz, nie będziesz w stanie tego osiągnąć. Dopóki nie narodzisz się ponownie, niczego nie da się doradzić".
Ponowne narodziny, to nie jest wydarzenie jednorazowe, to nieustający proces. Człowiek musi odradzać się w każdej chwili. Nie wystarczy, że odrodzisz się raz. Życie to nieustające narodziny, śmierć także jest czymś ciągłym. A jak możesz umrzeć, skoro nie żyjesz? Tkwisz bowiem w przeszłości, wspominasz, rozpamiętujesz, albo wybiegasz w przyszłość?
Jeśli Tu i Teraz nie ma ciebie, po prostu nie żyjesz.

Nie ma przypadków. Jeśli jesteśmy już przy Sejmie, gdzie występowało hasło "kaczka", a ja byłem świadkiem, dowcip na temat kaczki.
 
Do baru wchodzi kaczka. Wskakuje na krzesło i mówi do barmana:
- Setę i śledzia!
Barman jest zaskoczony, ale podaje kaczce gorzałę i śledzia, kaczka wypija, wciąga śledzika i mówi:
      - Słuchaj stary, jestem majstrem - murarzem na budowie opodal tego baru i przez jakiś czas będę tutaj wpadał około 15.00 na wódeczkę i śledzika... Pomyśl nad jakimś małym rabacikiem...
Tego samego dnia barman zadzwonił do zaprzyjaźnionego dyrektora cyrku:
     - Janek! Nie dasz wiary! Przychodzi do mojego baru kaczka, która mówi ludzkim głosem, pije gorzałę i zajada śledzie...

Dyrektor chcąc zobaczyć to na własne oczy przyszedł do baru przed 15.00, siadł przy stoliku...
W drzwiach pojawia się kaczka. Wskakuje na krzesło i mówi ludzkim głosem do barmana:
- Jak zawsze wódeczkę i śledzika proszę...
I jak tam? Przemyślałeś sprawę zniżki?
Do kaczki w tym momencie podchodzi dyrektor cyrku i mówi:                                  - Chcę pana zatrudnić! Jestem dyrektorem cyrku...
- Zaraz, zaraz... Cyrku?
- Tak, panie Kaczko... Cyrku!
- Cyrk.. Hmmm... Cyrk... To taki wielki, okrągły namiot?
- Dokładnie...
- Podobny do Sejmu?                                                                                                 - Tak.                                                                                                                         - Ale zrobiony jest z płótna?                                                                   -Tak.                                                                                                                           - W środku są drewniane ławeczki?
- Właśnie.
- I okrągła arena z piachem?
- Oczywiście!
- W takim razie na chuj panu murarz?!!!