Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lenin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lenin. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2024

Duch komunisty




Może 7 km. w linii prostej dzieli miejsce widoczne na tych trzech zdjęciach od Jabłonek.

Każda zorganizowana grupa przestępcza poszukuje symbolu. Naziści wybrali symbol czterech pór roku, zwizualizowany w stylizowanym układzie Wielkiego Wozu – nazywanym swastyką.

 Komuniści postawili na czerwoną gwiazdę i Stalina, który miał usta jak malina, tudzież na Lenina (wiecznie żywego). Polskiej komunie atoli przytrafił się Świerczewski.

Gloryfikacja polegała na pomnikowaniu onego, no i musiało być muzeum, położone oczywiście w bieszczadzkich Jabłonkach.


„Budynek postawiono wielki, przestronny, aby bił w oczy z daleka. Za to sama ekspozycja była mizerna tudzież wątpliwa: fotografie i dokumenty miały świadczyć o geniuszu, jakim odznaczał się ów osobnik już od lat niemowlęcych. Uwypuklono mętnie walki w Hiszpanii, było owszem o Wielkiej Czystce, że to nie porażka, tylko wielkie zwycięstwo 27 do jednego. Na końcu szlak bojowy z 2. Armią tak zwanego Wojska Polskiego. Słowa oczywiście nie było o tysiącach żołnierzy, którzy poszli do piachu z powodu genialnego dowodzenia Świerczewskiego. Nie wspomniano także o tym, po której stronie generał walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku".

      Eksponaty można było policzyć na palcach: jakaś fajka, którą palił nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, rękawiczki, pas generalski, biurko, lampka, ma się rozumieć kieliszki i karafka, w której generał pewnie trzymał wodę święconą. Do tego trochę broni z czasów drugiej wojny, co czyniło jedyną atrakcję dla młodzieży.

   Niestety – najważniejszej relikwii – płaszcza generalskiego nie było, a to z powodu, że gawiedź mogłaby zacząć liczyć ilość przestrzelin i główkować, skąd wziął się ślad od dźgnięcia bagnetem.

     Z wpisów do kroniki odwiedzin:

„Wieczna pamięć i chwała Tobie Generale” – Zofia i Władek.

„Bądź sławiony po wszystkie czasy, generale Walterze” – Anna, studentka WSP w Rzeszowie.

Przy pomniku generała organizowano wielotysięczne spędy. Przysięgi składali tu harcerze, żołnierze, milicjanci.



Zdjęcia z książki Krzysztofa Potaczały.

Szło nowe. Jako że historia weryfikuje wątpliwe pomniki, los likwidacyjny spotkał najpierw muzeum.

W 1990 roku nadszedł jego kres – pamiątki po generale miały pojechać do Muzeum Wojska Polskiego.

Dyrektor muzeum opowiada:

„W nocy poprzedzającej likwidację ekspozycji, akurat gdy zegary (było ich kilka) wybijały północ, zbudził nas głuchy, ciężki odgłos. Pomyślałem, że to złodzieje, więc wziąłem myśliwski sztucer i ostrożnie zacząłem się skradać do holu. Obszedłem cały budynek, ale nikogo nie znalazłem. Okazało się, że to nie złodzieje, tylko ze ściany spadł na posadzkę ciężki, w zdobionych ramach obraz, na którym generała radośnie podrzucają w górę żołnierze”.

   Powstaje pytanie: - Czy to duch generała, po rachunku sumienia spowodował upadek obrazu, czy też duchy tych, którzy przez generała zginęli, o tej symbolicznej godzinie odwrócili radosny kierunek podrzucania?

Bowiem swoją drogą, z tego co wiem, duchy miewają specyficzne poczucie humoru.







poniedziałek, 6 marca 2023

Bolszewicy i czwarty wymiar

Jak się stopniowo z wpisów zamieszczanych w blogu Astronomia Finansowa okazuje, fizyka kwantowa i rozważania o hiperprzestrzeni zahaczają o wielość tematów, próbując znaleźć wspólny mianownik fizyczno-matematyczny dla Wszystkiego, czyli chodzi o sławną Unifikację.


Czwarty wymiar dotarł również do carskiej Rosji, dzięki pismom mistyka P. Uspienskiego. Wpływ Uspienskiego był tak głęboki, że nawet Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow zamieścił urywek refleksji o czwartym wymiarze, w rozważaniach bohatera powieści na temat istnienia Boga. Jednak kluczową rolę czwarty wymiar odegrał w czasie rewolucji bolszewickiej, kiedy do debaty włączył się Lenin. Dla rosyjskiej nauki było to zielone światło nowości i rzeczywiście fizycy z tego kraju odegrali istotną rolę w tworzeniu aktualnej teorii dziesięciu wymiarów.

Po brutalnym stłumieniu rewolucji 1905 roku przez cara, w partii bolszewickiej powstał odłam zwany Otzowistami, lub inaczej „Poszukującymi Boga”.

Członkowie tego odłamu twierdzili, że chłopi nie są gotowi na przyjęcie socjalizmu i aby ich do tego przygotować, bolszewicy powinni wspomagać się religią i spirytualizmem. Otzowiści wspierali się cytowaniem niemieckiego filozofa Ernsta Macha, który dużo pisał o czwartym wymiarze, oraz o niedawnym odkryciu nowej nieziemskiej własności materii zwanej radioaktywnością.

Mach był przez „Poszukujących Boga” uznawany za proroka, który wyprowadził ich z pustyni niewiedzy. Filozofowie bowiem, a takimi byli Otzowiści, mieli swoje argumenty, ponieważ przemianę społeczną można osiągnąć dwiema drogami: - stopniowo, albo poprzez rewolucję.

Jako nieudany przykład podawali Rewolucję Francuską, oceniając ją jako falstart.


Tymczasem rozłam wśród bolszewików się pogłębiał, a ich przywódca Lenin, przerażony w 1905 roku pisał: - Czy duchy i demony mogą współistnieć z socjalizmem?

Lenin w tym czasie jeszcze nie wpadł w paranoję na skutek zaawansowanego syfilisu, dużo czytał, myślał logicznie i zgadzał się z nowymi prądami w nauce, atoli sprawę skwitował tak: - Czwarty wymiar i światy równoległe są w porządku, jednak cara obalić można tylko w trzecim wymiarze.

Po tych ustaleniach zajął się prozą bolszewickiego życia - pracowitym mordowaniem Otzowistów, co zakończyło się pełnym sukcesem dopiero krótko przed wybuchem rewolucji.

sobota, 14 marca 2020

Co by dziś zrobił Lenin


Dobrowolna kwarantanna.
Sobota 14 marca 2020, godz. 9.00 Warszawa rondo ONZ – pierwsze zdjęcie. Na drugim zwykły wieczór dnia powszedniego w czasach poprzednich - tydzień temu.



Lubię pisać, więc to robię, bo czas niezwykły, a do głowy cisną się refleksje.
Epidemia prawdopodobnie spowoduje przyspieszenie rewolucji edukacyjnej i światopoglądowej, a Polacy być może dostrzegą jakim są zaściankiem kościelnym.

Religia powstała, gdy oszust spotkał naiwnego i zobaczył, że może żyć na jego koszt.

Tak zwanej religii nie należy mylić z Siłami Wyższymi, z Miejscami Mocy naszych Słowiańskich Przodków, z jedyną Prawdziwą Świątynią – Naturą.
Tam wszędzie jest Stwórca, Bóg, Allach, czy nazywaj To jak chcesz.
Ta Siła jest także wewnątrz człowieka, w większości uśpiona niestety. Natomiast nie ma jej w murach kościołów. Tu rządzi obłuda.
Co innego się mówi, co innego się robi. Władza deprawuje bowiem tym bardziej, im dłużej trwa.
A kościół jest na przykład w Polsce przy władzy od tysiąca lat.

W ogóle ludzie nie zdają sobie sprawy, że oto idzie Nowe i nic już nie będzie takie jak dawniej.
Zauważam po rozmowach z moim wnukiem (26 lat) że młodzi rzeczywiście jakoś inaczej rozumują.

Mówi wnuk do dziadka:
    - Kiedyś to mieliście źle. Nie było Internetu, komórek, czatu ani gadu-gadu... Jak ty w ogóle babcię poznałeś?
    - No jak nie było? Wszystko to było... - odpowiada dziadek.
    - Ale jak to?
    - No przecież babcia mieszkała w internacie, jak wracałem ze szkoły, to stałem na czatach, wychodziłem z babcią na gadu-gadu, a jakby nie komórka... to i twojego ojca, a więc i ciebie by nie było.

Nowe, które idzie, nie może być przeżyte w „starej budzie”. Kiedyś szkołę nazywaliśmy „budą”, czyli stara buda = poprzednia szkoła.
Kiedy komuniści w Polsce (konkretnie służba bezpieczeństwa) szykowali się do odejścia, powtarzali wierszyk:

Idzie nowe, do drzwi puka,
Przeżyć nowe w starej budzie to jest sztuka!

Powtarzali ten wierszyk, a jednocześnie uwłaszczali się na cennych aktywach. Nie bujali w chmurach, byli realistami do bólu - idzie nowe, a nam się te pieniądze po prostu należą! We wszystkich ludziach władzy tkwi mentalność złodziejska rodem ze starej budy. Każdy człowiek bowiem ma ręce do siebie, a do polityki i rządzenia innymi idzie się nie dla zwykłych pieniędzy, a dla pieniędzy dużych.

Od lat pracuję z podświadomością i zapisuję sny. Sen z 8 marca 2020:

Jadę z Ciotką (Ona nie żyje od kilku lat, a każdy sen z Jej obecnością to sen proroczy) nad rzekę. Za rozwidleniem dróg nad rzeką plaża zapełniona tłumem. Nie chcę do ludzi. Mam do wyboru dwie drogi: jedna w prawo w dół rzeki, druga w lewo pod górę prowadzi na wysoką skarpę z rozległym widokiem na rzekę i okolicę. Wjeżdżam na parking na szczycie skarpy i nagle samochód się psuje, z opon uchodzi powietrze, patrzę na nogi – stoję w błocie po kostki, cały teren parkingu pokrywa się błotem. To nie błoto! Ono w jednej chwili zmieniło się w czarną maź. Wiem, że to ropa naftowa. Zapada zmierzch. Martwię się: - ja jakoś wrócę, ale co z Ciotką? Ona prawie nie chodzi, trzeba nieść….

Budzę się, zapisuję sen i uśmiecham się, bo logika już działa: - idzie zapaść na komunikację nie tylko lotniczą, a więc pokaże się nadwyżka nafty nad potrzebami, ceny spadną…..
Jak długo mógł trwać ten opentańczy wyścig „więcej i więcej wszystkiego”? Ciągły rozwój, a gdzie podział się normalny, czyli niespieszny cykl życia?
Dlatego Cykl Kondratiewa....

Jak widzimy idzie nowe, czy to się komuś podoba, czy nie podoba. Utyskiwanie na nic się nie zda.
Być może ktoś się przewrócił i stłukł fiolkę z wojskową zarazą, a może to żywa istota Gaja - Matka Ziemia się broni?
W sumie niewiele wiemy, poza tym, że zaraza zmiecie kilka rządów, że według szacunków być może zachoruje 62 % ludzkości (Angela Merkel) a to przy założeniu tylko jednego procenta śmiertelności da pokaźną liczbę zejść.
Ta liczba 62 procent jest dobrze znana inwestorom giełdowym. Liczba Fibo…..
Jest to odległość w człowieku od pępka do ziemi……
A od pępka do czubka głowy dopełnienie do jednego, to 38 procent.
Przypadkiem tyle procent ma wódka.

Powtarzam: - Nie traćmy poczucia humoru. Nawet w przymusowej, czy dobrowolnej kwarantannie.
Czytam głosy: - Zamknąć giełdę! Tam rządzą spekulanci!
No to jakże celny dziś dowcip:

Towarzysz Lenin zalecał, aby spekulantów rozstrzeliwać bez sądu niezwłocznie tudzież natychmiast.
A miał tylko kiłę.
Ciekawe, co by zrobił dziś, gdyby miał kredyt we frankach?







wtorek, 10 marca 2020

Obezwładniony Olbrzym


Czyli demony chrześcijaństwa.

Eckhart Tolle: - Religie stały się częścią obłędu, który zniewolił ludzkość.

Kościół katolicki gra na niskich instynktach swoich wiernych.
Ta instytucja jest praprzyczyną zła tkwiącego w ludziach. Zamordowała Jezusa - buntownika, który próbował walczyć z instytucją. Przegonił lichwiarzy - pracowników świątyni, udzielających kredytów na bandyckich warunkach. Kościół starał się fakt zmanipulować, twierdząc, że to byli przekupnie, właściwie nie mający prawa być w świątyni. 
     Po śmierci Jezus już nie był groźny dla kościoła, można było mu przypisać dowolną wypowiedź. (patrz wpis Wynalazca, Anthony de Mello) 
KK dalej usiłuje prowadzić indoktrynację społeczeństwa bezpośrednio przez księży, a pośrednio przez zniewolonych polityków.

Inne religie są niewiele lepsze. I tak trwa ta chora symbioza człowiek – religia.

     
"Do najbardziej odpowiedzialnych za tragedię mojego kraju należy Watykan. Zbyt późno uświadomiłem sobie, że prowadziliśmy politykę zagraniczną, służącą jedynie egoistycznym celom Kościoła katolickiego."

To słowa płk Józefa Becka, szefa MSZ, wypowiedziane do włoskiego ambasadora w Bukareszcie po upadku Polski w 1939 roku. 
A dziś jakie wieści docierają do nas z Watykanu?


"Zaginięcie Emanueli Orlandi. Trop prowadzi do Stolicy Apostolskiej

Emanuela Orlandi zaginęła bez wieści latem 1983 roku w drodze na zajęcia do szkoły muzycznej. Miała wówczas 15 lat. Była córką urzędnika kurii rzymskiej i wraz z rodziną mieszkała na terenie Stolicy Apostolskiej. W ostatnich latach pojawiało się wiele teorii dotyczących jej zaginięcia. Początkowo wiązano je z działaniami tureckich aktywistów domagających się uwolnienia Mehmeta Ali Agcy, który dokonał zamachu na papieża Jana Pawła II. 

Z kolei w 2012 roku znany watykański egzorcysta ojciec Gabriele Amorth stwierdził, że Emanuela Orlandi została porwana przez Żandarmerię Watykańską do udziału w grupowych aktach seksualnych.


W listopadzie zeszłego roku w podziemiach nuncjatury apostolskiej w Rzymie znaleziono szczątki młodej kobiety o drobnej budowie, ale ostatecznie - wbrew wcześniejszym spekulacjom mediów - nie potwierdzono, by należały one do Orlandi".


Kupiłem książkę napisaną przez jednego z obrońców kościoła - należy znać atoli język i argumenty wrogów wolności.

"Obezwładniony Olbrzym". - Psycho-analiza Kościoła Katolickiego.
Manfred Lutz - ordynator wielkiego szpitala psychiatrycznego w Niemczech, kierownik kliniki badawczej.
Mówiąc krótko: - w tej klinice doradza się wielkim przedsiębiorstwom. 
To już jest prawidłowość - dziś cały świat zaczyna potrzebować psychiatryka.....
Pacjent - kościół katolicki, jest wielkim przedsiębiorstwem. Więcej: - jest koncernem ponadnarodowym, największą korporacją.

Instytucja.

Manfred Lutz pisze: - kościół katolicki to obezwładniony olbrzym. Wcześniej czy później powinno dojść do próby leczenia olbrzyma, bo to jest pacjent.
Bardzo chory pacjent.
    Jeden z podwładnych Lutza, Watzlawik, sformułował myśl: - Kościół katolicki jest najbardziej nieudanym samobójcą w "całej" historii ludzkości.
- W przeciągu dwóch tysięcy lat, pomimo wielu starań, nie udało mu się ze sobą skończyć.

No, to jest fakt.
       Dalej Watzalwik pisze, że chrześcijaństwo, to taka rodzina alkoholika. Czyli nie taki całkowicie beznadziejny przypadek. Leczenie ma szanse.

Być może, być może.....

Czego uczą w seminariach? Alternatywnej rzeczywistości:
- "Średniowiecze kościoła było tak wspaniałe, że przyćmiło swoją jasnością wiek Oświecenia".

Kiedyś zaprzaństwo i fałsz czarnych poruszały mnie mocno, z czasem coraz mniej. Dziś z wielkim spokojem, tudzież serdecznie życzę kościołowi upadku, a przedtem uścisków piekielnych, siarki i sadzy sypiącej się z uszu, gdy ta instytucja walnie się dostatecznie mocno w piersi, wyznając grzechy.
    Swoje grzechy.



P.S.  W internecie przeczytałem wpis, że aktualny wirus jest karą za grzech pedofilii w kk.
Być może tak jest. 
Mnie taki wniosek pasuje, jedynie należy dodać, że tych grzechów jest nieco więcej.....

A na marginesie aktualnej epidemii: - Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział, że nadejdzie czas, gdy kapłani będą namawiać wiernych do nie przychodzenia na msze, że będzie się wylewać wodę święconą, uznałbym go za fantastę.                                                                                                  
W każdym razie nie traćmy poczucia humoru.                                                                                
Na razie nie ma lekarstwa na wirusa. Wierzący jest wygrany, bo może się pomodlić, tudzież wypowiedzieć zaklęcie.                         
Czy modlitwa pomoże? Nie wiadomo, jednak zaszkodzić nie powinna.
Gorzej z zaklęciem: - tu trzeba uważać, żeby nie wypadło, jak z magikiem z Konina:

Raz pewien magik z Konina                                                         chciał zmienić wodę w litr wina 
lecz wskutek kichnięcia
pomylił zaklęcia
przypadkiem wskrzeszając Lenina




wtorek, 3 marca 2020

Biały baron Ungern von Sternberg


Czyli siła przepowiedni.

Pisałem o niezwykle interesującej książce autorstwa Ferdynanda Ossendowskiego, w której opisuje swoje przeżycia z czasów rewolucji rosyjskiej. Jest w książce rozdział o białym baronie Ungernie von Sternberg.

W  ucieczce przed czekistami Ossendowski przedzierał się przez Syberię, by wreszcie dołączyć do armii barona, carskiego generała.


Generał walkę z bolszewikami przeniósł na obszar Mongolii. Ossendowski bardzo szybko staje się przyjacielem Ungerna. Po pewnym czasie rozstają się, a polski pisarz kontynuuje ucieczkę. 

W pewnym momencie trafia do klasztoru lamów. Jeden z lamów zajmujących się przepowiedniami informuje go, że umrze w chwili, gdy odwiedzi go baron Ungern von Sternberg.

Do brnącego naprzód Ferdynanda, któregoś dnia dociera wiadomość, że dowódca białej armii - baron Ungern zginął rozstrzelany przez bolszewików. Nastąpiła zdrada – w ręce czekistów trafił wydany przez własnych oficerów, którzy okazali się tajnymi agentami komisarzy.
Znając moc przepowiedni lamów, Ossendowski zdziwił się po otrzymaniu tej wiadomości.  Żartował: - Czyżbym miał żyć wiecznie?                                                                                          
Po czym wzruszył ramionami i pochłonięty ratowaniem siebie zapomniał o zdarzeniu z klasztoru lamów.
Wiele lat później, po upadku Powstania Warszawskiego, Ossendowski wylądował w pewnej wilii w podwarszawskim Milanówku. Był 2 stycznia 1945 roku. Armia Niemiecka wycofywała się na „z góry upatrzone pozycje” oczekując ataku Czerwonej Armii. Od wschodu nadchodziło to, przed czym pisarz uciekał kiedyś przez Syberię i z czym walczył przez całą resztę swego życia.
Nieoczekiwanie do drzwi willi ktoś puka. Właściciel domu otwiera drzwi i widzi oficera Wehrmachtu w randze Hauptmanna.
Oficer salutuje i pyta: - Czy tu mieszka Herr von Ossendowski?
- Tak, mieszka – pada odpowiedź.
- Czy mógłbym się z nim widzieć? - pyta oficer.
- Pan Ossendowski jest w swoim pokoju. Kogo mam zapowiedzieć? – odpowiedział pytaniem gospodarz.
- Jestem baron Ungern von Sternberg – przedstawił się kapitan, a widząc zdumione spojrzenie dodał – bratanek generała Ungerna.

Wizyta oficera u Ossendowskiego trwała kilka godzin, po czym Niemiec pożegnał się i odjechał na zachód razem z opuszczającą Milanówek dywizją.
Następnego dnia pisarz poczuł się dziwnie źle. Dolegało mu serce, a także z pewnością przypomniała się przepowiednia sprzed lat. Umarł następnego dnia – 3 stycznia 1945.

17 stycznia zza Wisły ruszyła Czerwona Armia, a niedługo potem do Milanówka weszło NKWD. Rozkopali grób Ossendowskiego, wydobyli zwłoki. Musieli sprawdzić, czy na pewno nie żyje poszukiwany przez nich sławny autor książki o Leninie.


poniedziałek, 9 grudnia 2019

Sumerowie


Czyli Mądrość Pokoleń.


Starożytni Sumerowie, sami siebie nazywający Czarnogłowymi, pojawili się dosłownie znikąd, jako całkowicie ukształtowany, potężny naród. Przyszli ze Wschodu, a ponieważ komunikowali się, moda kobiet z ich elit, była w pewnym momencie tak podobna do egipskiej.







Oficjalna archeologia podaje czas pojawienia się Sumerów na 5 tysięcy lat p.n.e, a więc na okres tzw. predynastyczny władzy w Egipcie. 
Jednak tej oficjalnej, skostniałej wersji, przeczy wiele artefaktów zaliczanych do Zakazanej Archeologii, a także jednoznacznych zapisów z Tabliczek Klinowych i przesuwa moment pojawienia się nad Eufratem tego wielce zagadkowego ludu, na grubo przed potopem (trzynaście tysięcy lat p.n.e.) 
Natomiast o pełnej historii Czarnogłowych możemy się dowiedzieć z Listy Królów.
We wstępie do Sumeryjskiej Listy Królów widnieje zapis: „Po tym jak królestwo zeszło  z nieba”.


Sumerowie twierdzili, że ich cywilizacja nie rozwinęła się dzięki pracy ludzi, ale poprzez ingerencję bogów, którzy nawiedzili Ziemię przybywając z niebios.

Według starożytnego przekazu pierwszym miastem w Sumerze było Eridu. W te kwestii akurat konwencjonalna nauka i mitologia zgadzają się. Wystarczy jednak posunąć się o krok dalej, aby zmienić ten stan rzeczy. 
Zdaniem starożytnego tekstu król, który jako pierwszy objął rządy - Alulim, robił to przez 28 800 lat! Informacja ta powinna skłonić oficjalnych naukowców do zadania sobie paru podstawowych pytań.

A jak postąpili uczeni? Niewiarygodne ich zdaniem dane odrzucili, a przyjęli tylko te, które uznali za prawdopodobne!

Po Alulimie, rządy na aż 36 000 lat przypadły Alalgarowi.  Razem mamy więc 64 800 lat panowania zaledwie dwóch królów! Poniżej przedstawiam lata rządów przywódców Eridu.
1.   Alulim                         28,800 lat
2.   Alalgar                          36,000 lat
3.   Enmenluanna            43,200 lat
4.   Kichunna                    43,200 lat
5.   Enmengalanna          28,800 lat
6.   Dumuzi                       36,000 lat
7.   Sibzianna                    28,800 lat
8.   Emendueanna            21,600 lat
9.   Uburratum                  18,000 lat
10.Zinsuddu                    64,800 lat

Pojawia się słowo Anunaki - Tabliczki mówią o kontaktach Sumerów z Innymi, pisał o tym Zecharia Sitchin. Pośrednio potwierdzenie takiej możliwości mamy w niezwykłej wiedzy matematycznej Sumerów (Stała Niniwy – był wpis), a także wiedzy astronomicznej.


Natomiast w liczbach z Listy Królów, ten kto chce zarobić na swej rodzimej giełdzie, być może zobaczy coś istotnego. Pod warunkiem, że nie jest spięty – czyli znajduje się w cielesnej i umysłowej wolności.

Lista Królów. 
Tylko Tytuł i Liczba.
Aż taka długowieczność? 
A dlaczego nie? Przecież Apokryfy Starego Testamentu (Rzecz nie ujęta w kanonie wiary, pisałem o Apokryfach wielokrotnie) podają:
 - I Bogowie rzekli: - oto (po raz kolejny) skracamy wasze życie, (tym razem) do przeciętnej 26 tysięcy dni.


Czyli Matuzalem i Noe, każdy z nich  żyjący po tysiąc lat, a także inni równolegli z nimi patriarchowie, już żyli znacznie krócej niż ludzie w czasach wcześniejszych (Sumer) eksperymentów. 


Dlaczego Bogowie skracali przeciętną długość życia człowieka?
Prawdopodobnie po to, aby przyspieszyć ewolucję. Tudzież być może aby skrócić cierpienie narodu. 
Bo wyobraźmy sobie, że w dzisiejszych czasach żyje jakiś nowy Lenin , czy inny zbawca – demagog (a mało takich?) i ów jest naprawdę „wiecznie żywy”. Przecież byłaby to prawdziwa masakra!
A tak wszystko w miarę szybko mija (jedno, góra dwa pokolenia).


Naród Czarnogłowych zamieszkiwał obszar stanowiący południową część dzisiejszego Iraku. Centrum ich państwa leżało pomiędzy Eufratem a Tygrysem, w krainie nazwanej później przez Greków Mezopotamią. Obszar ten, umiejętnie nawadniany przez Sumerów, okazał się niezwykle żyzny. 
       Ponieważ wszytko mija, Sumerowie rozpłynęli się w mroku dziejów.
Jednak jakoś dziwnie te opisane tereny przyciągały wielu. Jedni prowadzili tu wojny, inni przyjeżdżali na "misję". Dziś Amerykanie czegoś tu szukają, bo kopią i wiercą intensywnie. 
Może szukają nowej ropy, może tajnej broni Saddama, może Kryształu z Atlantydy albo Star Gate?

sobota, 30 maja 2015

Duch Święty - koronny świadek

Mam czas, to piszę. Bo gdybym czasu nie miał.....

Znalazło się zdjęcie tablicy z bramy do Ogrodu Biblijnego w Myczkowcach. Bardzo pasuje do tekstów teologicznych.
Proszę przeczytać uważnie treść z tablicy.
   


Rozumiem tę treść następująco: 
Nie idź jak baran w tłumie, bo będziesz zgubiony. Szukaj, rób użytek z własnego mózgu, a nie jest to łatwa droga niestety.....

Pisarz i katolik Rudolf Kramer-Badoni zadaje sobie pytanie (i nam): - Czy Kościołowi jak klubowi, wolno ustanawiać statuty, które muszą być akceptowane przez każdego,kto zamierza doń wstąpić? Pycha kościelnych władz jest przykra. Co się nie podoba i nie jest zalecane, tego nie wolno ci widzieć – treści przekazanych poleceń, które nie zyskały błogosławieństwa, nie wolno ci było słyszeć. I zawsze Duch Święty oświeca dostojników kościoła! Nieuchwytny koronny świadek!
Kramer-Badoni w swojej książce: „Ciężar bycia katolikiem” jeszcze raz powtarza: - „Czy kościół ma prawo przy każdej podejmowanej decyzji przywoływać na świadka Ducha Świętego?Skąd bierze się wobec tego nieustanny tradycjonalistyczny chaos, który trzeba stale porządkować (aby przygotować miejsce dla nowych nonsensów).”

Zarys historii objawień wykazywałby karygodną lukę, gdyby nie wspomnieć o dwu sławnych niewiastach: Katarzynie ze Sieny i Joannie Orleańskiej.
Widzenia, jakie nawiedziły te dziewice, zajmują wśród fenomenów religijnych miejsce szczególne, bowiem one obydwie, powołując się na objawienia, odegrały ważne role polityczne. Strategia kościoła jest godna podziwu, jak zauważył Bruno Ballardini.
Ta strategia opiera się na maksymie jezuity Hermanna Busenbauma (1600-1668) wyrażonej w dziele: „O teologii moralnej”.
 
Otóż: -”Jeśli dozwolony jest cel, dozwolone są także środki”

Tu pasuje akapit z życiorysu Stalina: - Stalin w latach dwudziestych wraz z innymi rewolucjonistami-bandytami napadał na banki na Kaukazie, żeby zdobyć pieniądze dla Lenina.

Pasuje także maksyma z „Mein Kampf”: - „Kłam dostatecznie długo, wtedy przynajmniej część kłamstw stanie się prawdą”.

Na tej maksymie opierają się dalej rządy w państwach, gdzie kler trzyma za rękę polityków.

Katarzyna ze Sieny.
Urodziła się około roku 1347 jako dwudzieste czwarte dziecko mistrza farbiarskiego Benincasa. Katarzyna podobno żyła „pogrążona całkowicie w swych mistycznych medytacjach”.
O dziecka była inna niż pozostałe rodzeństwo.
       W roku 1357 Katarzyna szczyciła się bezpośrednim obcowaniem ze swym „Oblubieńcem”, Jezusem Chrystusem, z którym wymienili się sercami i którego rany otrzymała. Ledwie osiągnęła wiek, w którym zaczęła coś rozumieć, ukazał się jej Pan ubrany w szaty papieskie z tiarą na głowie. Gestem błogosławieństwa wyciągnął ku niej rękę. Odtąd Katarzyna widziała w papieżu ziemskie wcielenie Chrystusa....
      Ten zręczny manewr – pisze Daniken, nasuwa mi na myśl Psalm 4,4: - „Wiedzcie, że dziwnym uczynił Pan świętego swego”.
Należało by zmienić ten tekst na: - „Kościół dziwnymi czynił świętych swoich”.
Jeszcze dosadniej wyraziła się katoliczka Anna Connoly, w książce „Toksyczni święci”. Według niej chrześcijańscy święci byli neurotyczni, a ich myśli mroczne i odpychające. Kult cierpienia jest szkodliwy dla doktryny i sprzeczny z przesłaniem Jezusa.

Katarzyna ze Sieny w wieku 23 lat przeżywa mistyczną śmierć. Przez cztery godziny uważano Katarzynę za zmarłą. W tym czasie ukazuje się jej Pan, Świętość Świętych”.
W białej wełnianej sukni i narzuconym na nią czarnym płaszczu Katarzyna przebiegała ulicami Sieny. Głośno było o jej wizjach i stanach ekstatycznych. Stała się postacią znaną w mieście. Tam, gdzie się znalazła dokonywał się cud po cudzie. Lud odbywał do niej pielgrzymki.
       Od roku 1374 datuje się jej przyszłe „posłannictwo na ziemi”. To posłannictwo najpierw przejawiało się tym, że dyktowała płomienne „polityczne listy” do królowych i królów, papieży i biskupów (dopiero w ostatnich latach życia z konieczności nauczyła się pisać).
Namiętnie zagrzewała do udziału w krucjacie:
„Bóg tego chce i ja tego chcę”.

Jak widać Katarzyna nie miała w sobie bynajmniej pokory i skromności chrześcijańskiej. Cokolwiek inicjowała, powodowana jakoby religijną żarliwością, w rzeczywistości miało polityczne skutki.
Agitowała za powrotem papieża do Rzymu i w 1377 roku dopięła celu.
      Stale i to aż nazbyt wyraźnie podkreśla się jej ufną naiwność, i objawienia jako źródło inspiracji, a przemilcza rolę Katarzyny jako narzędzia polityki.
Cudów sprawdzić się nie da, ale ugruntowana dzięki cudom władza kościelno-polityczna istnieje nadal.

I to jest właśnie to, o czym mówił Osho i za co Ameryka go otruła : - polityk i kapłan idą ręka w rękę, tłumacząc ludziom, że bez nich egzystować nie można.

Należy to widzieć, jeśli się nie jest „porażonym ślepotą”. (I Mojżesz 19,11).