Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inkwizycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inkwizycja. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2022

Kodeks 1181

 

Tajne archiwa Watykanu – czyli kamyczek do ogródka pod tytułem: „Wielce chwalebna historia walki kościoła o krzewienie wiedzy wśród wiernych”.

Książka Jacoba Bronowskiego. Tu ponownie nasuwa się (na luziczku)  pytanie: - Czy książki są dla idiotów?

Galileusz był wynalazcą i twórcą nowożytnej metody naukowej. Kiedy w roku 1608 jacyś „poszukujący nowości” szlifierze szkła we Flandrii wynaleźli prymitywną lunetę (pierwszą w czasach nowożytnych), Galileuszem zawładnęła myśl, żeby tę lunetę udoskonalić. Sprawę przemyślał w ciągu jednej nocy i niezwłocznie sporządził dobry przyrząd o sile powiększającej 1:3, a więc nieco tylko większej niż lornetka teatralna. Nie dało mu to satysfakcji, więc niezwłocznie poprawił tę siłę do 1:10, a to był już prawdziwy teleskop. Dzięki niemu można było ze szczytu weneckiej wieży, skąd horyzont sięgał na 35 km. nie tylko dostrzec okręt, ale i rozpoznać go na dwie godziny wcześniej, niż pozwoli na to gołe oko. Dla weneckich maklerów w Rialto był to więc wynalazek wart grosza.

      Następnie Galileusz powiększył siłę teleskopu do 1:30, skierował go w niebo dla przeprowadzenia eksperymentu, po czym opublikował wyniki. Stało się to w 1610 roku, w Wenecji, w której opublikował swe wspaniałe dzieło „Zwiastun Gwiezdny”.

Facet zafascynowany swoim wynalazkiem odkrył cztery satelity Jowisza i rozpadliny, tudzież kratery na powierzchni Księżyca.

Ambasador brytyjski donosił z Włoch do Londynu:

„Profesor matematyki w Padwie wynalazł przyrząd, który znacznie przybliża widoki. Z jego pomocą odkrył cztery księżyce Jowisza, ponadto wiele innych nieznanych gwiazd. Odkrył również, że Księżyc nie jest kulisty i jego powierzchnia nie tylko nie jest gładka, ale ma mnóstwo wypukłości. Autor kusi fortunę. Albo zdobędzie majątek i ogromną sławę, albo  zostanie bez reszty ośmieszony. Następnym statkiem Wasza Lordowska Mość otrzyma  ode mnie jeden z przyrządów optycznych udoskonalonych przez tego człowieka”.

           Nowina była sensacyjna i obiegała świat. Przyniosła Galileuszowi wielkie uznanie. Atoli nie wszędzie przyjęto ją życzliwie. Na przykład Watykan poczuł zagrożenie dla wyznawanej doktryny, ustanawiającej raz na zawsze jak sprawy mają wyglądać. Dopiero co z wielkim trudem zamieciono pod dywan rewolucje Kopernika, a tu nie dość, że reformacja protestancka odnosi sukcesy, to teraz jakiś następny śmiałek twierdzi, że ta rewolucja była słuszna. W 1618 roku rozpoczęła się w Europie wojna trzydziestoletnia, jako reakcja czarnych przeciwko Lutrowi.

W 1622 roku Rzym powołał instytucję do spraw Propagandy Wiary. I odtąd towarzyszy nam propaganda demagogów rządzących najczęściej wspólnie z klerem, serwowana ciemnej części każdego narodu.

Katolicy walczyli z protestantami, a obie strony korzystały z nośnego do dziś hasła: - „Kto nie z nami, ten przeciwko nam”.

KK od zawsze zwalczał zdecydowanie nowe prądy podważające jego „nieomylność” i prowadził, jak byśmy to dziś ujęli, typową politykę tyranii państwa policyjnego – nie wahał się posłać na stos astronoma Giordana Bruna. A nawiasem mówiąc, co skwapliwie przypominam, czarni dziś, gdy chwieje się ich świat, z nostalgią wspominają czasy płonących stosów.

     Galileusz, jak wynika z dokumentów, był człowiekiem ogromnej naiwności, albo sukcesy zaćmiły mu umysł, ponieważ myślał, że wybroni argumentami swój punkt widzenia.

     W roku 1633 zaczął się proces sądowy Galileusza. Jak każdy proces polityczny, także i ten miał długą i ukrytą prehistorię.

Pierwsze haki zbierane przez Watykan noszą datę roku 1611. Wiemy to dziś z dokumentów, znajdujących się w tajnych archiwach Watykanu, do których wgląd uzyskał autor książki.

      Dokumenty leżą na końcu długich podziemnych korytarzy, w kasie pancernej, obok innych najbardziej doniosłych według Watykanu, dokumentów historycznych, ukrytych przed opinią publiczną. Jest to tylko fragment całości, bo możemy podejrzewać, że jakaś ich niemała cześć została zniszczona.

    Teczka ma tytuł: - Kodeks 1181 – postępowanie przeciwko Galileo Galilei.

Jak pisałem pierwsze donosy są z roku 1611. Wysyłane były z Florencji i Rzymu i adresowane do „świętego oficjum inkwizycji” i nosiły tytuły „tajna informacja”. A tak zupełnie na marginesie: - ciekawe ilu pedofilów zasiadało w owym szacownym gremium?

W 1615 roku do Galileusza dotarły sygnały o śledztwie przeciwko niemu, więc zaniepokojony udał się z własnej woli do Watykanu, gdzie jak mu się wydawało miał przyjaciół w gronie kardynałów. Dlatego próbował przedstawiać racjonalne argumenty i prosić aby nie zakazywano głoszenia systemu Kopernikańskiego.

      Było już jednak za późno, w lutym 1616 r, sformułowano oficjalne postanowienie włączone do projektu Kodeksu. Oto jego treść:

Ponieważ Ziemia jest pępkiem świata, a Słońce krąży wokół niej ogłasza się niniejszym:

         Twierdzenia mające być zakazane.

Nie wolno głosić, że Słońce przebywa nieruchomo w centrum świata.

Zakazuje się twierdzić, że Ziemia nie jest środkiem niebios i nie jest nieruchoma, lecz obraca się ruchem podwójnym.

 

Galileusz rozmawiał z kilkoma hierarchami watykańskimi, ale nic nie wskórał, a w końcu ostatni z nich wręczył mu pismo, że od tej chwili nie wolno mu bronić Kopernikańskiego porządku świata. I to miało rzekomo zakończyć sprawę.

Niestety nie była to prawda – Galileusz zastosował się do pouczenia, a pomimo tego następny dokument z tego samego roku zarządza śledztwo kościelne wobec niego, które musi zakończyć się procesem. Stało się to dopiero za siedemnaście lat, czarni byli konsekwentni.

W roku 1623 papieżem zostaje kardynał Barberini, przyjaciel Galileusza. Przybiera imię Urbana VIII. Facet był intelektualistą, pisywał poezje, wśród nich znalazł się nawet sonet wyrażający uznanie dla astronomicznych dzieł Galileusza. Ale to było zanim został papieżem. Po wyborze wyszło szydło z worka: stał się ekstrawaganckim rozrzutnym despotą, nie liczył się z opinią innych. Niepohamowany w swych pomysłach – kazał zabijać ptaki w watykańskich ogrodach, ponieważ ich śpiew papieżowi przeszkadzał.

Galileusz sądził, że papież mu sprzyja i wydał we Florencji książkę „Dialog o dwóch najważniejszych układach świata”. Urban VIII się wściekł.

W piśmie papieskim z tego samego miesiąca, w którym ukazała się książka, czytamy:

Zobowiązuję Inkwizytora we Florencji by w imieniu Świętego Oficjum poinformował Galileusza, iż ma się stawić jak najspieszniej przed komisarzem generalnym Świętego Oficjum w Rzymie.

       Czyli niedawny przyjaciel oddał Galileusza w ręce Inkwizycji, której wyroki były nieodwracalne.

Święta Rzymska i Powszechna Inkwizycja procedowała przeciwko podejrzanym o nieprawomyślność w klasztorze dominikanów Santa Maria Sopra Minerva. Reguły postępowania były jasne i ścisłe - to marzenie każdego tyrana: - więzień nie otrzymuje na piśmie ani zarzutów, ani dowodów oskarżenia, nie ma też prawa do obrońcy. I pozamiatane.

Jednocześnie wydano rozkaz: - wstrzymać druk książki, wykupić wszystkie dotychczas sprzedane egzemplarze.

       W procesie Galileusza uczestniczyło dziesięciu sędziów, sami dominikanie.

Sala, w której był sądzony Galileusz jest dziś częścią urzędu pocztowego w Rzymie. Tu obwiniony został doprowadzony 12 kwietnia 1633 roku i usadzony za stołem, aby odpowiadał na pytania Inkwizytora.

Te pytania – czy też rozmowa, to sprawa niezwykle ciekawa. Pytania zadawano po łacinie, w trzeciej osobie. (Przypadkowa zbieżność z bolszewickim Wy?). W Inkwizycji niektórym  sławnym podsądnym fundowano atmosferę „intelektualną”.

- Jak przybył do Rzymu?

- Czy to jego książka?

- Jak doszedł do jej napisania?

- Co zawiera?

Galileusz się bronił.

- Czy był w Rzymie w 1616 roku i w jakim celu?

- Galileusz: - Byłem, ponieważ słyszałem o wątpliwościach wypowiadanych  o poglądach Kopernika i chciałem się dowiedzieć jakie poglądy słusznym jest utrzymywać.

- Inkwizytor: - Niech powie, co wówczas postanowiono i o czym go powiadomiono.

- Galileusz: w lutym 1616 roku obecny papież powiedział mi, że utrzymywanie poglądów Kopernika jako sprawdzonych faktów jest sprzeczne z Pismem. Jednak mogą być traktowane jako hipotezy, na potwierdzenie tego mam dokument z podpisem obecnego papieża.

- Inkwizytor: - A jeśli stwierdzimy, że w obecności świadków dana mu była instrukcja, że nie wolno mu utrzymywać, czy bronić rzeczonych poglądów w jakikolwiek bądź sposób, to niech teraz powie czy sobie to przypomina?

- Galileusz: Instrukcja nie zabraniała mi rozpatrywania sprawy.

- Inkwizytor: Czy otrzymał zezwolenie na napisanie książki?

- Nie zabiegałem o pozwolenie, uważam bowiem, że pozostałem posłuszny zaleceniom

- Inkwizytor: a kiedy on zabiegał o pozwolenie druku książki, czy ujawnił cenzorom zalecenie Świętej Kongregacji o którym mówimy?

- Galileusz: Zabiegając o zezwolenie publikacji nie powiedziałem nic, ponieważ w tej książce nie broniłem rzeczonej opinii.

      Na koniec Galileusz podpisał dokument powiadający, że było mu zakazane bronienie teorii Kopernika, czego przestrzegał. A był to zakaz obowiązujący w tych czasach każdego katolika. Inkwizycja twierdziła natomiast, że istniał dokument zakazujący Galileuszowi zajmowania się tematem „w jakikolwiek bądź sposób”.

       Inkwizycja nie była obowiązana przedstawić tego dokumentu – leży on dalej w teczce dotyczącej procesu i jest niewątpliwie fałszerstwem. Nie jest podpisany przez nikogo, nie poświadczony przez notariusza, także nie ma tu podpisu Galileusza poświadczającego odbiór.

    Czy w obliczu dokumentów, których nie uznałby żaden sąd, Inkwizycja musiała uciekać się do stosowania kruczków prawnych? Tak, musiała. Do tego celu była stworzona i nie miała nic innego do roboty. Książka została wydana i teraz należało zastosować jakieś zdecydowane działanie wskazujące, że zasługuje ona na potępienie (pozostawała na indeksie przez dwieście lat) z „powodu jakichś oszukańczych praktyk Galileusza”.

       I właśnie dlatego unikano w procesie wszelkich kwestii merytorycznych dotyczących treści książki, czy poglądów Kopernika. Ograniczano się tylko do żonglowania formułami i dokumentami. Miało zostać okazane, że Galileusz świadomie wprowadził w błąd cenzorów i postępował nie tylko zuchwale, ale i nieuczciwie.

Sąd już się ponownie nie zbierał.

Jeszcze tylko dwukrotnie doprowadzono Galileusza przed Inkwizycję, pozwalając mu świadczyć na własną rzecz. Wyrok zapadł na posiedzeniu kongregacji świętego oficjum pod przewodnictwem papieża, które to ciało orzekło co ma być bezwarunkowo uczynione.

      Nieprawowierny uczony miał zostać upokorzony, a władza miała uchodzić za wielkoduszną zarówno w swych intencjach, jak i czynach.

Galileusz miał się wyrzec swoich poglądów. Miano mu pokazać narzędzia tortur, tak, jakby szykowano się do ich zastosowania.

Co znaczyła taka groźba dla człowieka, który był lekarzem?

Dla efektu przedstawiono Galileuszowi świadectwo kogoś, kto przeszedł niedawno łamanie kołem. To Anglik Wiliam Lithgow, torturowany w 1620 roku przez hiszpańską Inkwizycję:

        „ Przywleczono mnie do koła, następnie wciągnięto na nie. Nogi przewleczono między deskami i ściągnięto mocno w kostkach struną. Gdy uruchomiono dźwignię, siła nacisku moich kolan na deski rozerwała mięśnie moich ud, a stawy kolanowe uległy zmiażdżeniu. Oczy zaczęły wychodzić mi na wierzch, z ust pociekła piana, a zęby szczękały jak werbel. Wargi drżały, straszliwie jęczałem, a krew trysnęła z rozerwanych mięśni rąk i nóg. Gdy zaprzestano najstraszliwszych mąk, złożono mnie na podłodze i uporczywie zaklinano: „Wyznaj, wyznaj!”.

    Galileusza nie torturowano, nie było potrzeby. Dwukrotnie tylko mu zagrożono torturami, no i podsunięto wspomniany wyżej opis łamania, co w zupełności spełniło zadanie. Celem procesu było bowiem pokazanie ludziom obdarzonym wyobraźnią, że nie są wolni od uczucia prymitywnego, zwierzęcego strachu.

       W końcu Galileusz napisał poniższy elaborat:

Ja, Galileo Galilei, syn Vincezo Galilei, Florentyńczyk lat siedemdziesiąt, postawiony osobiście w stan oskarżenia przed trybunałem, klęcząc przed wami, dostojni, czcigodni i świątobliwi kardynałowie, inkwizytorzy powszechni przeciwko wszelakiej heretyckiej deprawacji w całej wspólnocie chrześcijańskiej, mając przed oczami Pismo Święte, przysięgam, że zawsze wierzyłem, obecnie wierzę i z Boską pomocą wierzyć będę we wszystko, co głosi Święty Apostolski Kościół Rzymski.

Przyznaję, że wbrew zakazowi napisałem książkę w której Słońce jest nieruchome i jest środkiem świata, a Ziemia nie jest środkiem i się obraca. Nie zważałem na to, iż rzeczona doktryna jest sprzeczna z Pismem Świętym. Napisałem i wydrukowałem książkę w której omawiam potępioną doktrynę, przytaczając wielce przekonywające argumenty na jej rzecz, nie przedstawiając żadnego rozstrzygnięcia. I z tej właśnie racji Święte Oficjum uznało mnie za wielce podejrzanego o herezję, to znaczy o to, że utrzymywałem, jakoby Słońce było środkiem świata i było nieruchome, a Ziemia nie była środkiem i się obracała.

     Toteż pragnąc wymazać z myśli waszych Eminencji oraz wszystkich wiernych chrześcijan to mocne podejrzenie, zasadnie przeciwko mnie podniesione, ze szczerego serca i z nieugiętą wiarą odrzekam się, potępiam i wyklinam wzmiankowane wyżej błędy i herezje, a także wszelkie inne, jakiekolwiek by były,  o ile przeciwne są rzeczonemu Świętemu Kościołowi i przysięgam nigdy w przyszłości nie mówić czy twierdzić, w mowie lub na piśmie, niczego, co mogłoby skierować na mnie podobne podejrzenia.

A jeśli poznam jakiegokolwiek heretyka, powiadomię o podejrzanym to Święte Oficjum. Dalej przysięgam i obiecuję spełniać i przestrzegać w całości wszystkie pokuty, jakie Święte Oficjum nałożyło, lub nałoży na mnie.

      W przypadku zaś gdybym złamał – czego Bóg nie dopuści – jakiekolwiek z tych przyrzeczeń, zaprzeczeń i przysiąg, poddam się sam wszystkim karom przewidzianym i narzuconym na takich odstępców przez święte kanony oraz inne konstytucje, tak powszechne, jak i szczegółowe. Tak mi dopomóż Bóg i to Pismo Święte, które trzymam w ręku.

      Ja, rzeczony Galileo Galilei, wyrzekłem się, przysiągłem i obiecałem zobowiązując się jak wyżej. A dla poświadczenia prawdy powyższego, podpisałem własnoręcznie niniejszy dokument mego wyrzeczenia się i powtórzyłem je słowo po słowie tu w Rzymie, w klasztorze Minerva, dwudziestego drugiego dnia 1633 roku.

 

                                       Ja , Galileusz wyrzekłem się jak wyżej

                                             I podpisałem własnoręcznie.

 

Profilaktyki nigdy nie za dużo, dlatego na resztę życia Galileusza zamknięto w ścisłym areszcie domowym. W rezultacie odpowiednio nagłośnionego procesu, katoliccy uczeni we wszystkich krajach zamilkli. Najwybitniejszy współczesny Galileusza – Kartezjusz, przestał drukować we Francji i wyjechał do Szwecji. Galileusz oślepł ze zgryzoty (to wersja oficjalna, bo jak wiemy kościołowi mocno zależało, aby Galileusz już nic więcej nie napisał) i zmarł w swym domu w 1642 roku.

25 grudnia tegoż roku, który to dzień aż do roku 328 był czczony jako narodziny boga Mitry, przyszedł na świat Izaak Newton.

 

PS. Ponad wpisem widnieje Swadziebnik - stylizowane logo religii Słowian, symbol wierzeń naszych Ojców i Dziadów. 

Jakieś inne zdjęcia dotyczące wpisu? Na przykład chrześcijańskie wynalazki wspomagające dzieło Świętej Inkwizycji? Będą takie, a jakże by nie. Zamieszczę je w kolejnym wpisie traktującym o miłościwie nam panującym kościółku, na tych fotkach pojawi się „Wystawa narzędzi tortur hiszpańskiej inkwizycji”, która to wystawa, swego czasu gościła w Warszawie, w domu towarowym Braci Jabłkowskich. 

Wszyscy mamy wyobraźnię, niech więc dziś, zamiast zdjęć, puśćmy wodze wyobraźni i przeczytajmy jeszcze raz zeznanie Anglika łamanego kołem.


środa, 18 listopada 2020

Kościoły na sprzedaż

 

Dla okazania jedności z młodymi, ten wpis poprzedzam hasłami polskiego Strajku Kobiet. 

*****  *** Dziadersy muszą odejść! 

-------------------------------------------------------------------------------------

Najważniejsza jest teraźniejszość. 


Jednak to Historia niesie przesłanie dla obecnego pokolenia. Wszystko mija, świat się zmienia, ciemne, ponure wydarzenia zostają coraz dalej za nami.

Jakie to ponure wydarzenia mam na myśli? Ano mroki średniowiecza - inkwizycyjne tortury, stosy i polowanie na „czarownice” - czyli na mądre kobiety, które przejrzały podłość kk.

  

Teraźniejszość: - Paulo Cohelo opisuje spotkanie z mądrą kobietą poznaną w Holandii. Ona jest oczytana, elokwentna, interesująca. Kiedy Cohelo zapytał: - Czym się pani  zajmuje? - usłyszał: - Sprzedaję kościoły.

    Wiernych jest coraz mniej. Ludzie podejmują suwerenne decyzje i odchodzą z kk z wielu przyczyn. Chodzi o to, żeby miejscowy kościół, czy katedra, nie stał pusty, bo utrzymanie kosztuje. Dawniej, ponieważ jest to trend wieloletni, sprzedawano budynek każdemu chętnemu. Rezultatem były zamiany kościoła w kasyno, dyskotekę itp.

     Nieliczna pozostała katolicka mniejszość czuła się wtedy dotknięta. Dlatego teraz nabywcę się wybiera i ustala z nim przeznaczenie budynku. Najlepiej, żeby powstało w nim muzeum czy jakaś inna placówka kulturalna o pozytywnej energii.

     -  A ile kosztuje taki kościół? - zapytał Cohelo.

- Koszt jest symboliczny - jedno euro – usłyszał - jednak z budynkiem wiążą się koszty, a te są wysokie i mogą zniechęcić niejednego nabywcę. Zainteresowanie tym specyficznym segmentem rynku nieruchomości jest nikłe, potencjalnych nabywców można policzyć na palcach jednej ręki.

 

Refleksja: 

Człowiek jest z natury istotą religijną, ma potrzebę poszukiwania sacrum. 

I z tej właściwości korzysta w Polsce kk – obce państwo, od tysiąca lat jawnie, albo z ukrycia sterujące ludźmi, przy pomocy narzuconych wierzeń. 

Stachura pisał; - zaprzedalim wiarę naszych ojców i dziadów... 

Polska od tysiąca lat nie jest suwerenna - rządzi Watykan. Ale oto także w polskim zaścianku budzi się trend, proces. Idzie nowe.


Zacofanie światopoglądowe odparowuje znacznie szybciej, niż można się było spodziewać. Tu nieocenione zasługi mają twórcy, dziennikarze jako Czwarta Władza, internet.

Paradoks: - dzięki działaniom religijnych zamordystów średniowiecze odejdzie szybciej. 


 

Jakie to zmiany?

Po pierwsze primo: - Zerwanie konkordatu, w którym są punkty tajne.

Po drugie primo: - Faktyczny rozdział kościoła od państwa.

Bo na razie pedofile w sukienkach do spółki z dziadygą nie tylko żoliborskim próbują młodym urządzać życie. 


Jeśli ktoś ma ochotę na modły, nie musi tego robić w kościele. Tyle piszę o modlitwie dziękczynnej w jedynej prawdziwej świątyni – Świątyni Natury.


Starzy wymierają, a młodzi obserwując upadek moralny hierarchów, lecz również szeregowych kapłanów, myślą tak, jak mój dwudziestosześcioletni wnuczek:  - Dziś chodzenie do kościoła to po prostu zwykły obciach.




niedziela, 10 maja 2020

Nostradamus o Pustynnej Burzy


Na początku 1991 roku wydawało się, że oto nadchodzi czas sprawdzenia się kilku przepowiedni: 
- Od proroka Ezechiela (ur.623 rok p.n.e), Jana z Patmos, Nostradamusa (1503 -1566) i czwartej zapisanej w Torze (Kod Biblii). 
Tora jest najbardziej szczegółowa - podała dzień i godzinę rozpoczęcia ataku w Pustynnej Burzy. Oraz inne szczegóły.

Jednak z Torą jest pewien problem – przed zadaniem pytania trzeba znać słowa klucze należące do wydarzenia, które ma nastąpić. Nazwy miejscowości, nazwiska. Tora została bowiem zaszyfrowana na "siedem pieczęci". Dziś izraelskie służby idą po najmniejszej linii oporu: - wpisują w komputer nazwisko, ksywkę osoby sprawdzanej, albo nazwę kryptonimu operacji i otrzymują opis sprawy. Albo wpisują tylko rok i sprawdzają każdy dzień i tak odczytują wydarzenia, które mają dopiero nastąpić.
Niesamowite. 
Tora to prawdziwy skarb, dlatego służby wielu państw poszukują kryptologów znających język hebrajski biblijny.

Podobnie z Centuriami postąpił Nostradamus – zakodował je i dodatkowo pomieszał, dlatego Eureka możemy z całą pewnością wykrzyknąć dopiero wtedy, kiedy wydarzyło się to coś opisane wprost.
Przepowiednie Nostradamusa, będą towarzyszyły ludzkości aż do roku 3796 – kiedy to nastąpi koniec Ery Numerycznej i ludzie zbuntują się przeciwko rządom Głównego Komputera AI.

Kiedy 16 stycznia 1991 roku upłynął termin ultimatum, w którym ONZ nakazywał Irakowi opuszczenie Kuwejtu, nad Zatoką Perską stały naprzeciwko siebie dwie największe armie od czasów II wojny światowej: - licząca 1 000 000 żołnierzy armia iracka i 600-tysięczna armia sojusznicza.
Szykował się zaiste apokaliptyczny scenariusz. Reżim Saddama Husajna twierdził, że nadchodzi „święta wojna” i „matka wszystkich bitew”.

Dziś tylko kilka zdań o Centuriach Nostradamusa dotyczących Desert Storm. Skąd wiadomo, że chodzi akurat o tę wojnę?
Nostradamus podał nazwisko dowódcy – Czarna Głowa. Operacją dowodził generał Scharzkopf.


Do tego dodał wiele szczegółów: - Opisał pożary szybów naftowych




 Zalanie morza ropą, wygląd żołnierzy (Twarze niby ryje świńskie).

Opisał żelazne ptaki latające po niebie z hukiem i niosące śmierć w swych ogonach. W żelaznych ptakach ludzie z twarzami świń albo owadów i rurą –trąbą. Pamiętajmy, że pisał te przepowiednie w szesnastym wieku i używał dostępnych wówczas słów.






Opisał sam przebieg bitwy: - Potem większa część wojsk wschodniego władcy zostanie pobita, przepłoszona i w końcu zwyciężona przez ludzi z Zachodu i Północy (USA i Europa). Reszta ucieknie.  











Nostradamus swoje przepowiednie pomieszał i zaszyfrował. Powód? – Był niebezpieczny dla władzy, bo znał przyszłość. Ścigała go Inkwizycja.
W przedmowie do pierwszego wydania Centuriów utrzymanej w formie listu do swego syna Cesare, Nostradamus tak wyjaśnia powód szyfrowania przepowiedni:
„Wybrałem drogę pisania w formie niezgłębionych, wieloznacznych, zagadkowych i niejasnych obrazów. A to ponieważ przyczyny są obojętne, a spełnienie bez względu na autora przepowiedni dokonuje się w sposób tylko niepełny, los ludzki pozostaje niepewny,  a wszystko i tak ustalone jest przez niezmierzoną łaskę Boga”.


czwartek, 21 marca 2019

Bruno

Bruno Ballardini to obywatel świata. Już nie Europy, ale świata. Jego 
 perspektywa jest więc nieco szersza niż ta widziana z polskiego 
zaścianka. 
Bo i problem jest szerszy.
          Nie ma narodu, któremu kk nie dopiekł.
Lecz zgodnie z zasadą, że im gorzej, tym lepiej, dzięki arogancji 
kk - naszego okupanta - Polska się zmienia. 
Czy to się komu podoba, czy nie, podążamy za Irlandią. 
     Poniżej perspektywa europejska z parady karnawałowej w 
Düsseldorfie.
Luzik, radość, tolerancja - tudzież przy okazji sedno spraw bieżących
 w 
dwóch karykaturach.
     Napis na hamaku: - Ciągłe przetwarzanie danych. 





Poniżej karykatura miłośnika rodeo.

Pytanie - czy przy i po transformacji w Polsce był ktoś, kto nie jechał 
na 
plecach Narodu?
Najpierw uwłaszczała się komuna, a do dziś robią to
 "Styropianowi 
Panowie", niby podzieleni na dwie strony, lecz jedna i druga strona 
jest w symbiozie nie tylko z czarnymi.
      Czarni są sprytni - obstawili obie bramki. 
Szlak do fikcyjnego podziału przetarła Coca Cola, która 
wypączkowała z 
siebie Pepsi Colę. 
Dalej jest to ten sam produkt, ale obroty podwojone. 
Czysta psychologia.
Inwestorzy giełdowi wiedzą, jak rynek reaguje cenowo na split akcji,
 czyli podział zarządzony w odpowiednim czasie.




Wpisy na blogu i obecność Czytelników, są tylko kropelkami 
padającymi 
na mur.
Jednak dobrze wiemy, że nie ma większej siły niż miękka kropelka 
uderzająca w twarde.
Oto jedna z ostatnich statystyk naszych miękkich kropelek.



Miss Ewolucja wymusza zmiany mentalne. 
W głowach ludzi zmiany mentalne. 
A owe wymuszają z kolei zmiany w rzeczywistości. Pozytywne, jasne 
myśli 
ciągną do góry. I to są właśnie te miękkie krople.
Tak to działa.
"Jeśli dwaj zbierzecie się w imię moje..."

Lecz oddajmy już głos obywatelowi świata.



Ciekawostką jest, że pierwszeństwo zastosowania benchmarkingu nie wiąże się z inicjatywą firmy Xerox z lat osiemdziesiątych, (jak 
utrzymują święte kroniki amerykańskiego biznesu) lecz – raz jeszcze
 Kościoła (jak wynika jego świętych Ksiąg)
      I nie ma znaczenia, że pomysł ów stosowały również kolejno 
koncerny ponadnarodowe, takie jak Motorola, Procter&Gamble. IBM, 
a nawet Fiat.
Oczywiście, zanim doszło do całkowitego otwarcia i osiągnięcia 
zdolności do konfrontacji ze światem zewnętrznym, 
usankcjonowanego całkiem niedawno przez drugi sobór watykański, management Największej Korporacji popełnił kilka błędów 
taktycznych, grzesząc zapewne naiwnością.
     W pierwszym okresie, w dekretach Teodozjusza z 391 roku sformułowano zaledwie zasady ogólne, których należało przestrzegać 
wobec konkurencji. 
Być może wstrzemięźliwość tę dyktowała świadomość szkód 
wynikających z ewentualnego starcia.
      Rzeczywiście, wadliwie stosowany benchmarking może sprowadzić się do banalnej analizy wskaźników performance i nie generować bodźców 
niezbędnych do rewidowania własnych zachowań i praktyk.
Owszem, benchmarking może być także neutralny – firma nie wdaje 
się 
nadmiernie w konfrontację z konkurentami, ale wtedy jej siła przebicia 
spada. 
Takie działanie jest nieskuteczne.
       Dlatego, gdy chrześcijaństwo stało się oficjalnym wyznaniem 
Rzymu, 
pomysł „fizycznej” eliminacji konkurentów kiełkował raczej nieśmiało.
Tak się działo jednak tylko do czasu, gdyż już za panowania 
Justyniana, w 
532 roku, na hipodromie w Bizancjum czterdzieści tysięcy pogan 
stało się  
desparecidos. 
       Potem w rytmie crescendo nastąpiły spektakularne prześladowania Żydów w wykonaniu Tyberiusza. Nie ograniczyły się one tylko do Żydów, szybko doszli Samarytanie, a nawet inna wspólnota chrześcijańska pozostała jeszcze na rynku – Montaniści.
W późniejszym czasie, od XIII do XVI wieku Święta Inkwizycja, wsparta długą serią dekretaliów papieskich, pokusiła się o szerszą konkretyzację pomysłu, 
który koniec końców okazał się uciążliwy w realizacji.
A przecież paru markom i dziś w głębi ducha marzyłaby się tego rodzaju 
eliminacja konkurentów.
       Który na przykład spośród menadżerów Knorra może zaprzeczyć, iż nie
 śnił, przynajmniej raz w życiu, o uprowadzeniu szefów Maggi i ugotowaniu 
drani w ich własnym rosole?
Ale im, być może, tak tylko się śniło. Natomiast wielkość Kościoła polega 
właśnie na tym: - żadnych półśrodków – także przy eksperymentach.


Podsumujmy Umbertem Eco (Cmentarz w Pradze): -

Księża są przy tobie tuż po urodzeniu, kiedy cię chrzczą. 
Potem masz ich w szkole, jeżeli rodzice byli bigotami i powierzyli im twoją 
edukację. Kolej na pierwszą komunię, lekcje katechizmu i bierzmowanie. 
      W dniu ślubu ksiądz powiada ci, co masz robić w sypialni, a nazajutrz, 
żeby mieć się czym podniecać w konfesjonale, pyta cię na spowiedzi, ile 
razy to zrobiłeś.                                                                                                                              Tobie o spółkowaniu mówią księża ze wstrętem, a sami wstają codziennie z łóżek, gdzie je uprawiali; nie myją nawet sobie rąk i idą jeść i pić swojego Pana, żeby potem wydalić go z siebie i wysikać. 
       Powtarzają że ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają, co się da. Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej pasożytniczej hołoty.

środa, 8 listopada 2017

Plac Piotra Szczęsnego


Wobec wieku naszej Matki Ziemi, epizod związany z Homo Sapiens jest dosłownie mgnieniem. Jednak w tym mgnieniu ludzie zdążyli nieźle namieszać. Przykładowo wojny towarzyszą nam od zarania dziejów.....
        Co pewien czas powraca pytanie: - a może jesteśmy tylko nieudanym eksperymentem Stwórcy?
Żeby zrozumieć to, co jest, dobrze byłoby spojrzeć na ludzkość z Jego perspektywy.
         To niemożliwe?
O tym przekonamy się jutro.
     
 Jedna z gór w Śri Lance, to Góra Adama - Samanhela, zwana tak przez Syngalezów. 
Ta góra przez stulecia stanowiła przedmiot kultu, ze względu na swój niezwykły kształt i tajemniczy odcisk w skale na jej szczycie.
      Jest to niezwykłe zagłębienie długości prawie dwóch metrów.
I teraz ciekawostka: - w tym zagłębieniu buddyści widzą odcisk stopy Buddy.
- Chińscy autorzy widzą znak ich pierwszego przodka,
- Muzułmanie widzą odcisk stopy Adama, który wylądował tu po wygnaniu z Raju.
  - Ponieważ góra znajduje się w Śri Lance, nie możemy się niestety dowiedzieć, co by orzekli reprezentanci Jedynej Słusznej Religii.

Aby osiągnąć wierzchołek góry, pielgrzymi przekraczają urwiste wąwozy, wchodząc po wykutych stopniach, zanim dotrą do drabiny przymocowanej do skały.
      Ciężkie łańcuchy na ścianie założone zostały jeszcze z rozkazu Aleksandra Wielkiego (356 – 323 p.n.e.).
                                                                                                                                                                  
   Czemuż o tym piszę?                                                                                         
   Temuż, że każdy widzi to, co chce widzieć.                                                             

A dokładnie to widzi tak, jak pozwala mu jego wiara. Czyli każda wiara zaburza tok zdrowego myślenia i powoduje wypaczenie rzeczywistego obrazu zjawisk i rzeczy.
        Azaliż w tym miejscu mógłby ktoś zarzucić, że był przecież w nowożytnej historii nurt bez wiary, rozumianej jako Wiara Jedynie Słuszna, i ten nurt doprowadził przez to do ludobójstwa i niewyobrażalnej nędzy.
        O przepraszam!
Nie był to nurt bez wiary: - nie zapominajmy, że dla „Lenina wiecznie żywego” zbudowano sanktuarium w centrum Moskwy.
W tej doktrynie to Lenin, z rozkazu Stalina stał się Bogiem Naczelnym, a Stalin w swojej niewysłowionej skromności został Bogiem nr 2.
      Stalin był uczniem Gurdżijewa i dobrze wiedział jaką wagę mają symbole.                                                                                                                Nie było miasta w Rosji, gdzie nie stałyby pomniki Lenina i Stalina. Największe place, najokazalsze budowle, nosiły ich nazwiska.
         Propaganda nowej wiary nie musiała się zbytnio wysilać, była przaśna, lecz to w zupełności wystarczało, bowiem o prawomyślność dbała Czerwona Inkwizycja - NKWD.
                                                                                                                                                                        Co tu jeszcze dodać? Ano to, że Stalin jaki był, taki był, lecz nie był hipokrytą.
Mówił: - „Szczerość w dyplomacji jest tak samo możliwa, jak sucha woda, albo żelazo z drewna”.
- „Wybory? Nie jest ważne kto głosuje i na kogo, ważne jest, kto liczy głosy”.

Inni ludobójcy – naziści, usiłowali zmienić świat także pod sztandarem wiary – „Gott mit uns”.
Jedna władza ustanawia symbole, następna władza te symbole zmienia na bardziej swoje, a suweren jako całość nie liczy się. W teorii symbole powinny jednoczyć.
          Czy ludzi można dzielić?
Ludzie zawsze sami się dzielili, dzielą i będą się dzielić na dwie kategorie: - na mądrych i na głupich. Mądrzy są niepodatni na indoktrynację, ona dla nich nie jest groźna. Gorzej z głupimi. Owych propaganda jeszcze bardziej ogłupia.

- Przed wojną warszawski plac przed pałacem Saskim (dziś tylko Grób Nieznanego Żołnierza) nosił imię Józefa Piłsudskiego.
- Za Niemców nosił nazwę Adolf Hitler Platz.
- Za komunistów był to Plac Zwycięstwa.
- W końcu (Czy aby na pewno to koniec zmian?) wrócił do nazwy przedwojennej.                                                                                                        Symbole są bardzo ważne. Piotr Szczęsny spróbował nas obudzić i pojednać.
Uważam, że plac położony przed Pałacem Kultury, powinien nazywać się jak w tytule posta.