Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umberto Eco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umberto Eco. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2024

Prawdziwie pierwotna pasja



Po wielokroć pisałem: - „życie bez pasji do dupy jest”.

Marsz 11 listopada w Warszawie, od kilku lat został przejęty przez tak zwanych narodowców, czyli patriotów. Organizatorzy podali hasło pod jakim będą maszerować: Tu jest Polska. (Moja jest Polska i ona jest najmojsza – podpowiadam słowa z filmu „Dzień świra”). Do marszu chce się przykleić niezaproszony inteligent z Żoliborza. Tu przypominam anegdotę: 

- Do lekarza przychodzi baba z żabą na głowie. Lekarz pyta – jaki jest problem? Żaba się odzywa: - panie doktorze, coś mi się do dupy przykleiło!

Nadarza się atoli okazja do poruszenia kilku istotnych wątków, a mianowicie: wspomnianego wyżej patriotyzmu, czystości rasy, narodowej tożsamości, a także nienawiści wobec wroga.

„Lud potrzebuje wroga. Takiego wroga, rozpoznawalnego i groźnego ma się we własnym domu. Od lat takim wrogiem są Żydzi. Dała nam ich boska Opatrzność, korzystajmy więc z tego i módlmy się, żeby nigdy nie zabrakło jakiegoś Żyda, którego należy bać się i nienawidzić.

    Potrzeba wroga, żeby lud nie tracił nadziei. Ktoś powiedział, że patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków. Ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy.

      Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści wobec tych, którzy są inni. Nienawiść, jako cnotę obywatelską należy podsycać. Wróg jest przyjacielem ludów. Potrzeba zawsze kogoś, kogo się nienawidzi, aby dzięki temu uzasadnić własną nędzę. Nienawiść to prawdziwie pierwotna pasja, anomalię stanowi miłość”.

                                      Umberto Eco - Cmentarz w Pradze

środa, 15 grudnia 2021

Miś Angelo

Każdy ma jakieś wspomnienia o swych ulubionych zabawkach z dzieciństwa, zobaczmy co opisał Umberto Eco.

Niedźwiadek Angelo był zwykłym żółtym pluszowym misiem, być może jedną z pierwszych zabawek, jakie mi podarowano. Dopóki byliśmy bardzo mali, a miś nowiutki, interesował nas w sposób nieokreślony. Natomiast kiedy się postarzał, zyskał wyliniałą mądrość, chromy autorytet i coraz więcej innych cnót – w miarę jak, niby weteran wielu kampanii, tracił oko, albo ramię.

Stopniowo zajął pozycję króla wszystkich domowych zabawek. Nawet kiedy odwracałem stołek, który stawał się czworokątnym pancernikiem prosto z Verne’a i moje żołnierzyki wyruszały na nim w rejs po Oceanie Korytarza i Morzu Pokoiku, niedźwiadek Angelo też zasiadał na pokładzie niczym Guliwer wśród liliputów.

Niedźwiadek Angelo był także władcą lalek, panował nad wszystkimi zabawkami, łącznie z kolejkami i klockami. Z upływem czasu – wyniszczony wskutek pełnienia licznych obowiązków – stracił drugie oko, drugie ramię, a potem obie nogi. Był to rezultat między innymi tego, że pewien nieznośny kuzynek włączał go do walk między kowbojami a Indianami.

Minęły lata i z okaleczonego tułowia zaczęły wyłazić wiechcie. Rodzice zaczęli namawiać nas z czułością do urządzenia pogrzebu temu wrakowi.

Tak więc pewnego wczesnego ranka, kiedy tato rozpalał w kuchni w piecu centralnego ogrzewania, dając życie wszystkim kaloryferom w domu, ustawił się powolny, uroczysty orszak. Obok pieca zostały ustawione wszystkie pozostałe zabawki, a ja kroczyłem  niosąc poduszkę, na której spoczywał rzekomy zmarły i wydaje mi się, że obecni byli wszyscy członkowie rodziny, połączeni bólem i tą samą czcią.

Niedźwiadek Angelo został umieszczony w paszczy płomienistego Baala – najukochańszy zmarły zapalił się i tym samym zgasł nieodwołalnie. Wraz z nim dobiegła z pewnością końca pewna epoka. Jestem pewny, że nastąpiło to, zanim samoloty nieprzyjacielskie zbombardowały miasto, gdyż wygasł wtedy także piec, pożerający niestety ogromne ilości brykietów i zastąpiono go piecykiem na drewno, który ogrzewał tylko kuchnię.

Dlaczego wspominam niedźwiadka Angela? Ponieważ minęły również czasy, kiedy dziecko mogło żyć z tą samą zabawką przez prawie dwa pięciolecia, tyle bowiem trwało szczęśliwe życie niedźwiadka Angela. Dzisiaj zabawki są tańsze i prędzej się psują – jak radia tranzystorowe, które zmienia się co sezon i które nie są w stanie przetrwać rozpadu rodziny jak niegdyś telefunken. Myślę, że to smutne dla dziecka, które nie może poświęcić całego dzieciństwa jednemu magicznemu przedmiotowi, inkrustowanemu wspomnieniami i wzruszeniami. To jakby nigdy nie prowadzić pamiętnika albo żyć na ziemi pozbawionej pomników przeszłości.

 

                                          Umberto Eco - Zapiski na pudełku zapałek. 

czwartek, 14 października 2021

Płaskoziemcy

W obecnych wirusowych czasach kilka nowych słów wybiło się na czoło. Jednym z nich to płaskoziemcy - pogardliwe określenie osób mających wątpliwości co do sensu szczepień, w domyśle niedouków, niedowiarków, tych, którzy są w mniejszości, mówiąc krótko głupków. 

 Przed wakacjami pisałem co nieco na temat wirusa, tudzież AI – sztucznej inteligencji. I znowu napiszę. Wydaje mi się, że dzisiejsza większość wierzących w globalną propagandę, uznałaby mnie właśnie za płaskoziemcę.

A teraz oddajmy głos nauce, która informuje: - mamy do czynienia z kilkoma odmianami wirusa. Jedna z tych odmian atakuje głównie mózg.


Jeszcze tylko informacyjnie: - nie zaszczepiłem się i broń boże nie zamierzam. 


Nowoczesna medycyna, oraz naukowcy rosyjscy wynaleźli dla ludzkości kilka szczepionek. Laboratoria działają non stop.



Wszystko można przedstawić na wesoło, a to jest ważne, bo poczucie humoru niesie psychiczny luzik, jednak postanowiłem napisać coś sensownego na temat. Jako że nie ma przypadków, zamiast się wysilać sięgnąłem do Umberto Eco, konkretnie cyklu Zapiski Na Pudełku Zapałek, a tam do rozdziału pod tytułem: - Czy wiecie, że nikt nie twierdził, iż Ziemia jest plaska?

Sięgam więc atoli do wymienionego tekstu, bo on jest cenny chociażby z tego powodu, że powstał ponad 20 lat temu, gdy nikomu się nie śniło o kowidzie. Czyli powrót do źródła, albo jasnowidzenie, które przydarzało się również paru innym pisarzom (Stanisław Lem, Orwell).

Umberto pisze: - „ Niedawno zakończył się Rok Kolumba, ale spróbujcie spytać kogoś, co Kolumb chciał udowodnić i czemu astronomowie z Salamanki tak uparcie zaprzeczali. Wielu zapytanych odpowie, że Kolumb chciał udowodnić, iż Ziemia jest okrągła, a ci głupcy twierdzili, że natychmiast po minięciu Słupów Herkulesa okręty wypadną poza krawędź ziemskiego kręgu. Otóż Kolumb nie musiał dowodzić, że Ziemia jest kulą, gdyż w jego czasach nikt w to  nie wątpił.

Także uczeni z Salamanki, chcąc wykazać, że przedsięwzięcie jest niewykonalne, obliczyli, i to dokładniej niż Kolumb, jakie są wymiary naszej planety. Kolumb także to wiedział, ale sfałszował obliczenia, byleby tylko odbić od brzegu. Oczywiście żadna ze stron nie podejrzewała, że pośrodku tkwi Ameryka.

    Jeśli teraz oznajmisz czytelniku, że w czasach Kolumba Ziemia była oczywiście okrągła, otrzymasz odpowiedź, że za płaską uważano ją w średniowieczu.

Lecz wtedy (jeśli jesteś oczytany), zapytasz, jak to się stało, że Dante zszedł w lej piekielny i wyszedł po drugiej stronie. W odpowiedzi usłyszysz, że przed Dantem wszyscy należeli do klubu Płaskoziemnych.

Jeśli spytasz, jakim cudem Ptolomeusz w drugim wieku po Chrystusie zdołał podzielić glob na trzydzieści sześć stopni południkowych, Eratostenes w trzecim wieku przed Chrystusem – z całkiem niezłym przybliżeniem obliczył długość równika, odpowiedzą – no dobrze, ale Arystoteles, Platon, filozofowie przedsokratejscy,,,

Bynajmniej. Otóż Pitagoras, Parmenides, Eudoksos, Platon, Arystoteles, Euklides, Arystrach i Archimedes należeli do Klubu Krągłoziemnych. Jedyne być może wyjątki to Leucyp i Demokryt. Demokryt? Ten materialista? Jak mawiała moja babcia – uczą się, uczą, a i tak są głupsi niż reszta.

Jednak wielu naukowców tropiących członków Klubu Płaskoziemców, poszukuje argumentów w czasach chrześcijaństwa. Owszem, był taki jeden chrześcijanin, Laktancjusz (przełom trzeciego i czwartego wieku), człowiek ziejący nienawiścią do wszystkiego, co pogańskie….. I zaczyna się przejaśniać.

Kiedy więc i gdzie zrodziła się plotka o płaskiej Ziemi? Ano powstała o dziwo w środowisku kopernikańskim, kościelnym, ponieważ kościół negował heliocentryzm. To była dominująca myśl teologiczna. Potem teorię płaskiej Ziemi spopularyzowali dziewiętnastowieczni uczeni, prowadząc polemikę z kościelnymi przeciwnikami darwinizmu. Historia ta obnaża dynamikę plotki. Całkowicie fałszywe poglądy puszczone w obieg, zajmują miejsce na pierwszych stronach gazet. I od tej chwili potwór jest zbyt fascynujący i zbyt dobrze się sprzedaje, aby go unicestwić”.

PS. I w ten oto sposób wypłynęło drugie słowo popularne: fake news. Kiedyś była to zwykła plotka, która dziś przybrała międzynarodowe szaty. 

środa, 29 września 2021

Wypoczynek to obowiązek

 


Porządny wypoczynek jest niezbędny dla zdrowia. Może być czynny lub bierny, atoli najważniejsze, żeby wykraczał poza schemat codziennego życia, oraz niech każdy wypoczywa jak chce.

 Wpisałem zdjęcia do posta i zamierzałem coś napisać o bieszczadzkiej krainie nicnierobienia, ale.... dostałem powakacyjnego lenia i zamiast pisania załączam felieton Umberto Eco.

                

                     Praca w weekend świętokradztwem

„Kilka lat temu spędzałem weekend nad morzem i nagle ogarnęło mnie przerażenie. Oto spostrzegłem, że nic nie robię. Przeczytałem parę stronic książki, popływałem, a potem znalazłem się w pozycji leżącej na łóżku i nie miałem nawet ochoty włączyć telewizora. Ogarnięty poczuciem winy poderwałem się gwałtownie, bo przecież zgodnie z nakazami etyki protestanckiej i duchem kapitalizmu zawsze należy coś robić. Poderwałem się i tu opadły mnie wątpliwości – zacząłem rozpaczliwie szukać uzasadnienia moralnego dla potrzeby poleniuchowania. I zdałem sobie sprawę, że żyjąc w schemacie, po prostu zapomniałem, że niedzielny wypoczynek nie tylko jest prawem, ale i obowiązkiem.

      Niekiedy czymś nie do zniesienia wydawał mi się szabas ortodoksyjnych Żydów: włączanie telewizora w przeddzień szabasu, korzystanie tu i ówdzie w Jerozolimie z „pośpiesznych” wind, zatrzymujących się automatycznie na każdym piętrze, żeby nie trzeba było naciskać guzika. Zdałem sobie sprawę, że źródłem wszystkich przepisów rytualnych jest starodawna mądrość i tylko sztywność przykazań gwarantuje jej przestrzeganie.

     Zupełnie tak samo jest z dietą. Trzeba w sposób dogmatyczny przestrzegać zaleceń – co najwyżej 80 gramów mięsa, tylko pół kieliszka wina do posiłku. Rzecz nie w tym, że po zjedzeniu dziewięćdziesięciu gramów mięsa i wypiciu trzech czwartych kieliszka utyjesz w sposób zauważalny. Sprawa polega na sprzeniewierzeniu się zasadom, które sobie sam narzuciłeś. Jest wtedy po tobie: - nie ma już powodu, byś następnego dnia nie zjadł stu gramów i nie wypił całego kieliszka. Złamałeś wewnętrzną dyscyplinę i najpewniej wrócisz do miłego objadania się, aż do ewentualnej następnej próby.

     Na czym polega mądrość żydowskiego szabasu? Ano na tym, że jeśli masz odpoczywać po pracowitym tygodniu, wypoczynek ma być całkowity. Musisz zapomnieć o wszystkim, porzuć wszelkie rozmyślania, nie możesz troszczyć się o sprawy minionego tygodnia. A gdy tylko przyjdzie ci do głowy, ze mógłbyś dokończyć pisanie listu, albo przeprać koszule, nie poprzestaniesz na tym, będzie 20 listów i pranie z całego tygodnia.

     W świecie katolickim wypoczynku niedzielnego nigdy nie przestrzegano zbyt ściśle.. chociaż pamiętam, ze kiedy miałem 12 lat i mieszkałem na wsi, razem z kolegą pochodzącym z bardzo praktykującej rodziny, zobaczyliśmy pewnej niedzieli chłopa pracującego na polu. Kolega powiedział: - takich ludzi powinno się stawiać pod ścianę. To zdanie grzeszyło fanatyzmem, ale z pewnością zasłyszał je w domu, czyli istniało tabu. Jednak trzeba się było pogodzić z tym, że owo tabu dotyczyło jedynie biednych, ponieważ bogaci mogli się w niedziele zajmować interesami.

    Jednak kościół zawsze pobłażliwie podchodził do trzeciego przykazania – wiadomo że dopuszczano wyjątki: służba publiczna, strażacy, policjanci, tramwajarze, sprzedawcy gazet itd.  Nikt nie nadawał dramatycznego wymiaru nakazowi świętowania, a kiedy nasza wspaniała cywilizacja konsumpcyjno – rozrywkowa uczyniła niedzielę dniem szaleństw, liczba wyjątków wzrosła: - doszli hotelarze, ratownicy na plażach, sprzedawcy lodów”.

 

PS. Jak rzekł był klasyk: - wyjątek wcale reguły nie potwierdza, on ją kompromituje.















czwartek, 9 stycznia 2020

Nienawidzę więc jestem

Jak dobrze jest odsunąć się co jakiś czas od świata ludzi i skryć za góry, za lasy .....


"Ludzie nigdy nie czynią zła w tak szerokim zakresie i z takim zapałem, jak wtedy, gdy robią to z przekonań religijnych.
      
Odi ergo sum - nienawidzę więc jestem".

 (Cmentarz w Pradze - Umberto Eco).








czwartek, 21 marca 2019

Bruno

Bruno Ballardini to obywatel świata. Już nie Europy, ale świata. Jego 
 perspektywa jest więc nieco szersza niż ta widziana z polskiego 
zaścianka. 
Bo i problem jest szerszy.
          Nie ma narodu, któremu kk nie dopiekł.
Lecz zgodnie z zasadą, że im gorzej, tym lepiej, dzięki arogancji 
kk - naszego okupanta - Polska się zmienia. 
Czy to się komu podoba, czy nie, podążamy za Irlandią. 
     Poniżej perspektywa europejska z parady karnawałowej w 
Düsseldorfie.
Luzik, radość, tolerancja - tudzież przy okazji sedno spraw bieżących
 w 
dwóch karykaturach.
     Napis na hamaku: - Ciągłe przetwarzanie danych. 





Poniżej karykatura miłośnika rodeo.

Pytanie - czy przy i po transformacji w Polsce był ktoś, kto nie jechał 
na 
plecach Narodu?
Najpierw uwłaszczała się komuna, a do dziś robią to
 "Styropianowi 
Panowie", niby podzieleni na dwie strony, lecz jedna i druga strona 
jest w symbiozie nie tylko z czarnymi.
      Czarni są sprytni - obstawili obie bramki. 
Szlak do fikcyjnego podziału przetarła Coca Cola, która 
wypączkowała z 
siebie Pepsi Colę. 
Dalej jest to ten sam produkt, ale obroty podwojone. 
Czysta psychologia.
Inwestorzy giełdowi wiedzą, jak rynek reaguje cenowo na split akcji,
 czyli podział zarządzony w odpowiednim czasie.




Wpisy na blogu i obecność Czytelników, są tylko kropelkami 
padającymi 
na mur.
Jednak dobrze wiemy, że nie ma większej siły niż miękka kropelka 
uderzająca w twarde.
Oto jedna z ostatnich statystyk naszych miękkich kropelek.



Miss Ewolucja wymusza zmiany mentalne. 
W głowach ludzi zmiany mentalne. 
A owe wymuszają z kolei zmiany w rzeczywistości. Pozytywne, jasne 
myśli 
ciągną do góry. I to są właśnie te miękkie krople.
Tak to działa.
"Jeśli dwaj zbierzecie się w imię moje..."

Lecz oddajmy już głos obywatelowi świata.



Ciekawostką jest, że pierwszeństwo zastosowania benchmarkingu nie wiąże się z inicjatywą firmy Xerox z lat osiemdziesiątych, (jak 
utrzymują święte kroniki amerykańskiego biznesu) lecz – raz jeszcze
 Kościoła (jak wynika jego świętych Ksiąg)
      I nie ma znaczenia, że pomysł ów stosowały również kolejno 
koncerny ponadnarodowe, takie jak Motorola, Procter&Gamble. IBM, 
a nawet Fiat.
Oczywiście, zanim doszło do całkowitego otwarcia i osiągnięcia 
zdolności do konfrontacji ze światem zewnętrznym, 
usankcjonowanego całkiem niedawno przez drugi sobór watykański, management Największej Korporacji popełnił kilka błędów 
taktycznych, grzesząc zapewne naiwnością.
     W pierwszym okresie, w dekretach Teodozjusza z 391 roku sformułowano zaledwie zasady ogólne, których należało przestrzegać 
wobec konkurencji. 
Być może wstrzemięźliwość tę dyktowała świadomość szkód 
wynikających z ewentualnego starcia.
      Rzeczywiście, wadliwie stosowany benchmarking może sprowadzić się do banalnej analizy wskaźników performance i nie generować bodźców 
niezbędnych do rewidowania własnych zachowań i praktyk.
Owszem, benchmarking może być także neutralny – firma nie wdaje 
się 
nadmiernie w konfrontację z konkurentami, ale wtedy jej siła przebicia 
spada. 
Takie działanie jest nieskuteczne.
       Dlatego, gdy chrześcijaństwo stało się oficjalnym wyznaniem 
Rzymu, 
pomysł „fizycznej” eliminacji konkurentów kiełkował raczej nieśmiało.
Tak się działo jednak tylko do czasu, gdyż już za panowania 
Justyniana, w 
532 roku, na hipodromie w Bizancjum czterdzieści tysięcy pogan 
stało się  
desparecidos. 
       Potem w rytmie crescendo nastąpiły spektakularne prześladowania Żydów w wykonaniu Tyberiusza. Nie ograniczyły się one tylko do Żydów, szybko doszli Samarytanie, a nawet inna wspólnota chrześcijańska pozostała jeszcze na rynku – Montaniści.
W późniejszym czasie, od XIII do XVI wieku Święta Inkwizycja, wsparta długą serią dekretaliów papieskich, pokusiła się o szerszą konkretyzację pomysłu, 
który koniec końców okazał się uciążliwy w realizacji.
A przecież paru markom i dziś w głębi ducha marzyłaby się tego rodzaju 
eliminacja konkurentów.
       Który na przykład spośród menadżerów Knorra może zaprzeczyć, iż nie
 śnił, przynajmniej raz w życiu, o uprowadzeniu szefów Maggi i ugotowaniu 
drani w ich własnym rosole?
Ale im, być może, tak tylko się śniło. Natomiast wielkość Kościoła polega 
właśnie na tym: - żadnych półśrodków – także przy eksperymentach.


Podsumujmy Umbertem Eco (Cmentarz w Pradze): -

Księża są przy tobie tuż po urodzeniu, kiedy cię chrzczą. 
Potem masz ich w szkole, jeżeli rodzice byli bigotami i powierzyli im twoją 
edukację. Kolej na pierwszą komunię, lekcje katechizmu i bierzmowanie. 
      W dniu ślubu ksiądz powiada ci, co masz robić w sypialni, a nazajutrz, 
żeby mieć się czym podniecać w konfesjonale, pyta cię na spowiedzi, ile 
razy to zrobiłeś.                                                                                                                              Tobie o spółkowaniu mówią księża ze wstrętem, a sami wstają codziennie z łóżek, gdzie je uprawiali; nie myją nawet sobie rąk i idą jeść i pić swojego Pana, żeby potem wydalić go z siebie i wysikać. 
       Powtarzają że ich królestwo nie jest z tego świata, ale zgarniają, co się da. Cywilizacja nie osiągnie doskonałości, póki ostatni kamień z ostatniego kościoła nie spadnie na ostatniego księdza i nie uwolni świata od tej pasożytniczej hołoty.

środa, 20 marca 2019

Neutrino

23 lipca 2012 roku na Słońcu doszło do największego wybuchu jaki kiedykolwiek odnotowano za pomocą sond kosmicznych. 
Miał on miejsce na skraju widocznej z Ziemi strony tarczy słonecznej. Tylko fakt, że wyrzut był skierowany w bok, a nie bezpośrednio w naszą stronę, spowodował, że nie odczuliśmy jego skutków.
         A mogło być naprawdę niewesoło.
Ustalono, że do koronalnego wyrzutu materii (CME) doszło z plamy o numerze 1520. Wiatr słoneczny osiągnął rekordową prędkość i rozprzestrzenił naładowane cząstki po całym Układzie Słonecznym.




W jądrze Słońca panuje temperatura około 1,5 miliona stopni Celsjusza. W tej ogromnej gwiezdnej elektrowni zachodzą reakcje syntezy termojądrowej.
Proszę spojrzeć na porównanie wielkości Ziemi do Słońca.


Naukowcom zawsze marzyło się, żeby zajrzeć do środka Słońca i sprawdzić, co dzieje się w samym centrum ognistej kuli.
Wydawało się to niewykonalne, jednak ciekawość przełamała barierę niemożliwości i wreszcie odkryto sposób zerknięcia głęboko, aż w samo serce gwiazdy.
        Kiedy to się stało, naukowcy ze zdumieniem stanęli wobec zagadki, która zagroziła wywróceniem podstaw fizyki jądrowej.
Całe zamieszanie spowodowała widmowa, na razie teoretycznie obliczona cząstka, której nadano nazwę neutrino.
          Neutrino miało być niezwykłą cząstką subatomową.
Wyliczono, że ono prawie wcale nie oddziaływuje z materią i gdyby było możliwe zbudowanie ściany z czystego ołowiu o grubości kilku milionów kilometrów, neutrino przeniknęłoby przez nią bez trudu.

W tym momencie fizyka kwantowa zaiskrzyła na styku mistyki i filozofii.
Oto określono neutrino czymś najbliższym niczemu, co nadal pozostaje czymkolwiek.



Neutrino, ta nieuchwytna cząsteczka – drobinka, przez wiele lat stanowiła fundament wielkiej zagadki dotyczącej Słońca.
Wielu naukowców wręcz podważało jej istnienie.

Czytelnikom (i sobie) oszczędzę opisu teorii, mającej pomóc w wykryciu neutrin, a opartej na rozpadzie beta.
        Zawsze na początku musi być pomysł.
       W jaki sposób zarejestrować neutrino?
Oto Raymond Davis doszedł do wydawało się szalonego pomysłu zdemaskowania neutrin przy pomocy jakiegoś podziemnego ogromnego zbiornika, który należy wypełnić chlorowym środkiem do czyszczenia (perchloroetylenem).

Znaleziono taki zbiornik w nieczynnej kopalni złota Homestake w Dakocie Południowej, na głębokości niemal dwóch kilometrów pod powierzchnią.
    Dwukilometrowa warstwa skał była dla neutrin bez znaczenia, a chodziło tu o wyeliminowanie zakłóceń spowodowanych przez promieniowanie kosmiczne.
Napełniono zbiornik, ustawiono aparaty pomiarowe, no i udało się!
Raymond Davies dostał w 2002 roku Nobla z fizyki.



PS. - Tak się składa, że znaczna większość laureatów Nagrody Nobla to Żydzi. Wypada więc założyć, że więcej mądrych ludzi znajdziemy wśród Żydów niż w pozostałych nacjach.
      A głupi ludzie przeważnie mądrzejszych od siebie nie lubią.

W tym miejscu jak ulał pasuje cytat z Umberto Eco:

„Ludowi potrzeba wroga. (...)
Wroga rozpoznawalnego i naprawdę groźnego ma się we własnym domu lub na jego progu. Dlatego właśnie Żydzi.
Dała nam ich boska Opatrzność, korzystajmy więc z tego i na Boga, módlmy się, żeby nigdy nie zabrakło jakiegoś Żyda, którego należy się bać i nienawidzić.
Potrzeba wroga, żeby lud nie tracił nadziei”.









środa, 13 lutego 2019

Rozmowa w Wołkowyi

Idę, a jakbym frunął - w wielkim zadowoleniu zbliżam się do sklepu w Wołkowyji.





Na miejscu zakupiłem piwo w celu uzupełnienia płynów, udałem się do piwnego ogródka i w celu uzupełnienia prądu w telefonie podłączyłem powerbank.
Siedzę, popijam i studiuję mapę.



Przysiada się gość.
Gość okazuje się byłym sołtysem, a rozmowa zaczyna się od sentencji ogólnych o życiu.
Opowiedziałem o sobie. Tak od serca, a to zawsze działa na rozmówcę i zwykle on odpłaca tym samym, czyli szczerością.

Przechodzimy na „ty” - sołtys zapałał do mnie atencją i stawia kolejną butelkę.
Niestety przychodzi czas na politykę i dostaję pytanie, za kim jestem.

Zgodnie z prawdą, tudzież nieco wymijająco odpowiadam, że na pewno nie jestem za PO.
     Dla ścisłości powinienem dodać, że za Pis nie jestem jeszcze bardziej. Lecz przecież wiem, co w bieszczadzkiej trawie piszczy i się nie wychylam.
     Sołtys opowiada o Jarosławie, który był tu na miejscu.
Jarosław jest wielbiony. To Zbawca dosłownie. Tak działa 500+ oraz obiecane emerytury dla matek wielodzietnych.
Słucham, a przed oczami mam rysunek Mleczki – Napoleon.


Nie odzywam się, nie chcę zrażać rozmówcy. On ma swoje zdanie i Bóg z nim. Poza tym piwo mi postawił.
     Sołtys nadaje niespiesznie, a mnie przepełnia miłość do tego co wokół, a nawet do całego świata – fruwają motyle, lekki zefirek powiewa pod daszkiem i daje ochłodę, bo zrobiło się bardzo gorąco – zbliża się południe.

Wracam na ziemię z tego rozmarzenia w chwili, gdy sołtys zakończył jakąś myśl i dodaje: - „Właśnie dlatego patriotyzm jest ważny”.
Milczę, a oczami wyobraźni widzę obrazek Mleczki - patriotyzm.


Płyny uzupełnione aż nadto, żegnam rozmówcę i: - „Do przodu panie Zbyszku”!
Odchodzę z myślą, że te 500+ daje biednym ludziom nieco oddechu, bo o pracę w Bieszczadach nie jest łatwo, jednak zaraz przypomina mi się ocena sklepowej ze Smolnika, że duża część miejscowego 500+ idzie na przelew.



Zostawiam Wołkowyję za sobą, a słowo patriotyzm otwiera szufladkę z napisem:  Umberto Eco – Cmentarz w Pradze.

Ktoś powiedział, że patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków; ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy. Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści - na nienawiści wobec tych, którzy są inni.