Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Dwie szkoły

 


Dualizm, a więc dwie strony tego samego zagadnienia.

Pierwsza szkoła (według Osho): - Szczęścia nie znajdziesz w świecie zewnętrznym – szukaj go wewnątrz siebie. Kiedy to zrozumiesz i w to uwierzysz, znajdziesz się na zielonych, rajskich pastwiskach. Odtąd zadowolenie, czy nawet chwilowy błogostan będą twoimi przyjaciółmi i będziesz potrafił cieszyć się z byle czego, aby wywołać rozfalowanie oceanu twoich wzruszeń. Żeby to się stało, należy jednak zaangażować osobiste myślenie.

 

Drugą szkołę opisał Stanisław Lem w książce: Maska – rozdział Wyprawa profesora Tarantogi.

„Dyrektor: - Głównym problemem naszej cywilizacji są Propsy. Te urządzenia wymyśliliśmy, aby zwiększały inteligencję jednostki, bo cywilizacja wymaga rozumu, atoli okazało się, że owe zaczęły się często psuć. Zbadanie sprawy wykazało jednak, że to sami właściciele je psują. Dlaczego to robią? Ano myślenie bywa uciążliwe, dlatego ludzie nie lubią za dużo myśleć. I psuli te osobiste Propsy. Potem otwarło się pole do licznych nadużyć i na czarnym rynku ukazały się specjalne wkładki do Propsów, tak zwane ujemne. Są zakazane, ale popyt jest olbrzymi!

Profesor Tarantoga: - Jakie jest ich działanie?

Dyrektor: - Są ujemne, to znaczy zmniejszają inteligencję! Po włączeniu w jednej chwili staje się pan kompletnym idiotą! Boskie uczucie!

Tarantoga: - Pan żartuje chyba?

Dyrektor: - Skąd? To powszechne marzenie – żeby choć na godzinkę, wieczorem, po kolacji ….

Tarantoga: - Żeby zidiocieć?! Niemożliwe! Kto chce być idiotą?!

Dyrektor: - Jak to – kto? Każdy! Czy pan nie pojmuje, jaki wspaniały jest świat idioty?

Tarantoga: - Co pan mówi! Ależ to ubóstwo ducha ….

Dyrektor: - Też coś! Jakie ubóstwo? Idiota jest, według pana, ubogi duchem? Proszę pana, jego dusza to rajski ogród i wstęp do tego ogrodu nie kosztuje ani złamanego szeląga! Wiele musi się namęczyć człowiek inteligentny, zanim znajdzie książkę, która go zaspokoi, sztukę, która wypełni jego olbrzymie wymagania, kobietę, której duch i ciało staną na pożądanej przezeń wysokości!

    Idiota natomiast nie jest wybredny, idiocie wystarczy byle co żeby rozfalował się ocean jego wzruszeń! Dlatego, proszę pana, idiota ma wszystkiego w bród! Człowiek inteligentny to by tylko grymasił, ulepszał, poprawiał, a to nie tak, a tamto niedobre, a idiota jest zawsze zadowolony, łaskawy panie!

Tarantoga: - Ależ to rozum stworzył cywilizację!

Dyrektor: - A to skąd pan wziął? Pan wybaczy, ale cywilizację zaczął tworzyć jaskiniowiec. I myśli pan, że on był inteligentny? Skąd, idiotą był właśnie, proszę pana, nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi! Cywilizację zaczynają właśnie idioci, a potem ludzie inteligentni ponoszą konsekwencje, kombinują, mordują się, jak ja za tym biurkiem! Ale, panie … wieczorem, kiedy skończę urzędowanie, zakładam sobie taką małą, ujemną wkładkę … tu ją mam, w szufladzie …. I nucę sobie kretyńskie piosenki o ruczaju w gaju, o tym, że serce w poniewierce …. i łkam i szlocham i tak mi wtedy dobrze …. I nic się nie wstydzę”.

        

 

czwartek, 9 kwietnia 2026

Zagadki przyszłości

 


Niektórzy ludzie uważają, że zdarzenia przyszłe są dane raz na zawsze, jakby je KTOŚ wyrył na skale.

Inna część populacji zupełnie nie wierzy, że jest coś takiego jak Przeznaczenie. Ta część uważa, że życie składa się ze zbiegów okoliczności, a przyszłość jest niepoznawalna.

Najliczniejsza grupa zakłada, że przyszłość znajduje się we mgle, że „coś w tym jest” - czyli dopuszcza istnienie Zagadkowych Zdarzeń, których logika nie potrafi wytłumaczyć.   

       Pojawia się Niepewność.

Aby stawić czoło tej niepewności, tudzież nieznośnej świadomości ludzkiej śmiertelnej natury, poszukują Ostatecznej Odpowiedzi.

     Azaliż aby znaleźć taką odpowiedź, przedtem należy sformułować Ostateczne Pytanie.....

 

Tu rozum wycofuje się do tylnej ławki, a my jesteśmy prowadzeni prosto do Czegoś, co większość nazywa Bogiem, ponieważ istotą istnienia Boga jest wiara, a nie rozum.

    W każdym razie inteligentna istota powinna powziąć przeczucie, że Rzeczy Nie Są Takie, Jakie Się Wydają. O tym od wieków wiedzą mistycy, czyli osoby mające wgląd: nasz świat "realny" to tak naprawdę maya - sen.

W umocnieniu takiego przeczucia pomaga nauka, wykazując na przykład, że barwy, które widzimy są zwykłym złudzeniem.

       Co stwierdzam z przykrością, jako pasjonat kolorowych fotografii.







Maki niebieskie - himalajskie, żółte - alpejskie.

Znany kosmolog Carl Sagan, ostrzegał przed szowinizmem, który zakłada, że obce formy życia muszą w jakiś zasadniczy sposób przypominać życie ziemskie.

      Tę kwestię zwięźle ujęli twórcy Star Treka w słynnej frazie: „To jest życie Jim, ale nie takie, jakie znamy”.

 W 1999 roku brytyjski astronom królewski napisał, że wszechświat sprowadza się do sześciu prostych liczb.

Sześć prostych liczb, a ludzie coraz bardziej stają się uzależnieni od sieci internetowej oplatającej świat. Dziś elektroniczne zabawki są w każdym dziecinnym pokoju, a sieć niestety umożliwia także kontakt z pedofilami.

      W tle tych rozważań widzę Stanisława Lema i jego jakże swojskich Międzygalaktycznych Konstruktorów.

W świecie tym działają samopowielające się olbrzymie komputery zaprojektowane jako zaawansowane liczydła.

Lem nie przewidział bowiem miniaturyzacji powodującej, że mózgi wielkie jak cała planeta mogą mieścić się w kieszeni.

   Nie przewidział miniaturyzacji, ale i tak osiągnął niewiarygodnie dużo w prognozowaniu przyszłości.

 

 

 



środa, 18 lutego 2026

Wyprzedzić światło

 


Przez całe dekady fizycy spierali się, czy podróże w czasie są możliwe.

A tak na marginesie: - wielu ludzi twierdzi, że podróże w czasie wstecz, przynajmniej do czasów średniowiecza, można łatwo zrealizować – wystarczy wejść do kościoła.

     Dziś ci fizycy, którzy zajmują się tą coraz modniejszą dziedziną badań, dystansują się od określenia „maszyna czasu”, a zamiast niego mówią „Zamknięta krzywa czasowa”.

       Do wskoczenia w tę „Zamkniętą krzywą czasową” wystarczy jeden jedyny drobiazg – trzeba znaleźć sposób, aby wyprzedzić światło.

        Trudne?

Wobec przecieków z nawet nie najnowszych eksperymentów, to już się udało.

Czyli szybkość światła nie jest szybkością graniczną.

      To dobra wiadomość dla podróży w czasie.

Jednak jest także wiadomość zła: - podróż w czasie wstecz, z całą pewnością będzie bardzo trudna.

       Oto tylko dwa wyzwania z instrukcji przedstartowej:

- Obiekt wielkości Jowisza (Jowisz jest 345 razy większy od Ziemi) należy ścisnąć tak, aby zmieścił się do pudełka od butów.

 - Znajdź czarną dziurę o masie miliona słońc i wystrzel w nią serię gwiazd neutronowych.

 Powyższe uwagi dotyczą wyłącznie podróży wstecz. Natomiast podróże w przyszłość są łatwizną.

   Otóż w przyszłość podróżujemy przez cały czas, z prędkością jednej sekundy na sekundę.

Albert Einstein wykazał, że żadne dwa ciała poruszające się względem siebie nie mogą mieć wspólnej współrzędnej czasowej. Szybko poruszający się obiekt doświadcza innego tempa upływu czasu niż obiekt wolniejszy lub nieruchomy.

       Im szybciej podróżujesz w przestrzeni, tym wolniej poruszasz się w czasie.

Cała ta idea jest zgrabnie podsumowana w stwierdzeniu: - „Poruszające się zegary idą wolniej”.

Ten efekt został potwierdzony przez hiperdokładne zegary atomowe umieszczone w obiektach kosmicznych.

Największego efektu dylatacji czasu wśród ludzi, doświadczyli kosmonauci ze stacji „Mir”. Niektórzy z nich spędzili ponad rok, pędząc nad Ziemią z prędkością 27 tysięcy kilometrów na godzinę.

W trakcie tej długiej misji „zarobili” niemal cztery sekundy w porównaniu do pozostałych Ziemian.

Niby cztery sekundy to niewielka różnica. Jednak dylatacja czasu ilustruje dziwny fakt, że nie ma czegoś takiego jak czas absolutny.

        Cztery sekundy są niczym dla kogoś, kto chciałby się przenieść do roku dwa miliony.

Do tego okazuje się, że do takiego przeniesienia w czasie wcale nie jest potrzebny Jowisz sprasowany do rozmiarów pudełka, ani oswojona czarna dziura.

Wystarczy żwawy pojazd kosmiczny. Taki, który potrafi wyciągnąć 99 i siedem dziewiątek procent prędkości światła. Kiedy przekroczysz (bowiem) tysiąc milionów kilometrów na godzinę, zaczną się dziać rzeczy interesujące.

       Wykres dylatacji czasu jest asymptotą – kształtem przypomina pozbawiony kantów kij hokejowy.

Przy małych prędkościach efekt jest marginalny.

Nawet przy prędkości równej 80% c zegary idą tylko o 40% wolniej.

Aby efekt stał się znaczący, trzeba zbliżyć się do prędkości c.

     Przy prędkości 90% c, czas jest ponad dwukrotnie wolniejszy niż u stacjonarnego obserwatora.

Przy prędkości 99% c czas jest siedmiokrotnie wolniejszy.

Z taką prędkością mógłbyś polecieć tam i z powrotem do Proxima Centauri – w sumie osiem lat świetlnych – w czasie nieco krótszym niż czternaście miesięcy według zegara pokładowego.

   Przy prędkości 99,9999% c, każdej godzinie na pokładzie pojazdu  będą odpowiadać dwa lata w domu.

Rozpędź się jeszcze bardziej, do 99 i 14 dziewiątek po przecinku, a każdy dzień w pojeździe będzie odpowiadać dwudziestu tysiącom lat w domu i wtedy zacznie się poważna rozmowa o podróży w czasie.

     Jeszcze nieco przyspieszenia i całe tysiąclecia będą mijać z każdą sekundą lotu.

Oby tylko nie była to podróż w jedną stronę...... Chociaż nawet wtedy byłoby to doświadczenie fascynujące.

 W każdym razie szybkości bliskie c są niezbędne do podróży kosmicznych –  przestrzeń kosmiczna jest bowiem ekstremalnie obszerna.

Aby przeciąć naszą galaktykę z prędkością bliską c, potrzeba sto tysięcy lat, ale.....  jest to mierzone w układzie odniesienia Ziemi.

 Jeśli zapodróżujesz z szybkością bliską c, bez trudu starczy ci jedno życie na podróż tam i z powrotem.

Nie trzeba stosować hibernacji, napędu warp, transmisji nad-, pod-, lub hiperprzestrzennych, a także tuneli czasoprzestrzennych.

     Nie musisz się także martwić o fizjologiczne skutki dużych przyspieszeń. Jedno g przez rok w zupełności wystarczy, aby osiągnąć prędkość dostatecznie bliską c, a następnie tyle samo, aby hamować.

      To przyspieszenie, a nie prędkość jest kluczem do doświadczania efektu dylatacji czasu.

A więc wyobraźmy sobie, że poleciałeś do Andromedy i wróciłeś.

Wróciłeś i sam siebie pytasz po co to było? I do czego wróciłeś?

Nikt na ciebie nie czeka, twój gatunek wymarł (bowiem) dwa miliony lat temu.....



PS. Problemy wynikłe po powrocie z wieloletniej wyprawy międzygwiezdnej opisał nasz rodak Stanisław Lem.

czwartek, 13 listopada 2025

Kultura Narzekania

 


Jak wiemy, wszystko łączy się ze wszystkim, a ponieważ żyjemy w systemie naczyń połączonych, to:

Po pierwsze primo:  - samo mówienie nieznajomemu „dzień dobry” powoduje, że od razu robi się milej. To pozytywna energia od której poprawia się zdrowie.

Po drugie primo: - patrzenie na siebie wilkiem niesie złą energię. Od takiej energii nastrój robi się toksyczny, a na końcu się choruje.

Jasno wynika z powyższego, że okazywanie życzliwości, optymizmu, bardziej się opłaca.

Jednak niestety społeczeństwo mamy ogólnie narzekające i pod tym względem wyróżniamy się wśród innych narodów. Nawet więcej: - narzekanie jest naturalnym sposobem komunikowania się Polaków. Psycholodzy mówią nawet, że nasza kultura to Kultura Narzekania.

    W takiej kulturze nie wypada przyznać, że cokolwiek się udało. To byłoby bowiem niezgodne z normą. Mówimy więc, że wszystko schodzi na psy, jest źle, gorzej, fatalnie, masakra, czy tylko „dupy nie urywa”.

Tym sposobem fałszujemy rzeczywistość na minus, co pokazują statystyki. Rzeczywistość widzimy w dużo ciemniejszych barwach, niż jest w istocie.

Ponieważ narzekania są normą, a optymizm jest uznawany za świrowanie, tylko niewielu odważa się powiedzieć, że wiele rzeczy zmierza w dobrą stronę, a tych, którzy odnoszą sukces nie trzeba od razu podejrzewać.

   To narzekanie jest dzieckiem kultury chłopskiej, pańszczyźnianej. Chłop (bowiem) zawsze narzekał na złą dolę. Rzeczywiście w chłopskiej historii była cała masa cierpienia, azaliż ta niedola stopniowo zmieniała się w dolę, a narzekanie nie ustało, bo weszło w nawyk, co odkryli podli ludzie, nazywani politykami i skutecznie podsycają dla swoich celów zakodowane w narodzie cierpienie, desperację, nienawiść, pesymizm.

Nikt nie mówi, że wszystkim jest świetnie. Nie jest, jednak generalnie poprawia się.

I tym sposobem trwa nieustanna walko dobra ze złem, co pewien czas przechylając szalę to w jedną, to w drugą stronę, a wszystko w zgodzie z energią płynącą z gwiazd.




poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Trzecie życzenie Lema

 


Moje trzecie życzenie przewyższa nieziszczalnością, oba poprzednie. Były one w porównaniu z nim zwykłą dziecinadą.

Otóż życzę sobie otworzyć pewnego ranka oczy, aby przekonać się, że wszystko, co się mnie i światu przytrafiło od mojej matury, było sennym koszmarem. Wyśniłem drugą wojnę światową, obozy koncentracyjne, okupację Polski i innych krajów, „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”, konferencje rozbrojeniowe, Klub Rzymski, debaty atomowe, kryzysy, itp.

     Nic z tego nie zaszło, bo było tylko senną zmorą. Dlatego po przebudzeniu odczuję prócz ulgi także wstyd, żem przypisał ludzkości tyle zaciekłości morderczej i świństw. Jakże się zawstydzę, że mieli rację ci, którzy od dawna pomawiali mnie o mizantropię i sadystyczne cechy charakteru, które przejawiły się w moim śnie.

     Zarazem stwierdzę z radosnym wzruszeniem, że wszystko, czego uczyli mnie moi nauczyciele gimnazjalni o szlachetnej naturze człowieka, było najczystszą prawdą.

                                 Kraków, luty 1980.

 

P.S. – Stanisław Lem był Żydem. Urodził się we Lwowie w roku 1921. W czasie wojny przeżył okropne rzeczy. Śmierć zaglądała mu oczy wielokrotnie.




wtorek, 1 kwietnia 2025

Jak skutecznie zakończyć wojny

 


 Drugie życzenie Stanisława Lema.

„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne: Oto  wymarzone lądowanie innych istot z kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u nas stosunki, by orzec, że wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, lecz odmawiam zgody. Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej Radzie Przybyszów.

     Otóż chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. Lecz po ich odlocie wyścig zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.

     Mam taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie. Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się dalej same rozmnażały.

    Moja zasada opiewa: - należy powstrzymywać ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i tak sama niewiele zdziała.

Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, że bronie poruszają się z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają unieszkodliwieniu.


Każda wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno, że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać. Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego otoczenia.

    Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne, zapobiegające bijatykom.

    Gdy ktoś spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeśli nie poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje, aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły, jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie związany przez własną piżamę. Lecz łatwo temu zapobiec, rozbierając się uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.

    Także użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie akcję obronną podejmie odzież napastowanego.

    Odkrycie to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy od szarż.



Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana, a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.


czwartek, 27 marca 2025

Trzy życzenia - Stanisław Lem

 


 (Recz pisana w lutym 1980 roku).

Pierwsze moje życzenie jest dość skromne. Dotyczy ono powolnej likwidacji kłamstwa w życiu politycznym i społecznym. Kłamstwo bowiem rozkwita w państwie demokratycznym i totalitarnym – w pierwszym jest równouprawnione z prawdą, a w drugim upowszechnia je rząd i wspomaga cenzura. Spełnienie mego pierwszego życzenia nie naruszy tych okoliczności bezpośrednio. Ma jedynie powstać sprzężenie zwrotne pomiędzy publicznym kłamstwem i kłamcą.

     Dzięki temu okłamujący bliźnich sami będą się demaskować. I nie jest ważne, czy chodzi o rzeczników rządowych, komentatorów TV, opozycjonistów, propagandystów, zawodowców reklamy, lub przedstawicieli różnych religii.

      Otóż kłamca zdradzi się przez to, że kłamiąc wyda przeraźliwy krzyk bólu. Kto bowiem będzie kłamał, ten odczuje natychmiast przeszywający ból.

Co prawda umiejscowienie tego bólu będzie dla kłamiącego zawsze niespodzianką. Nikt nie będzie wiedział z góry, czy kłamiąc odczuje kolki nerek, rwanie zębów, czy boleści brzucha. Gdy przestanie kłamać, ból przetrwa jeszcze jakiś czas, jako kara i ostrzeżenie.

    W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu mego systemu będziemy biegali nieco oszołomieni wrzaskami dochodzącymi zewsząd. Wnet jednak zauważymy, że to się opłaca.

Wolno też optymistycznie przypuścić, że po jakimś czasie zrobi się ciszej, ponieważ zainteresowani pojmą, jakie są koszty własne kłamstwa.


Niestety rzecz komplikuje to, że kłamstwo w postaci czystej występuje równie rzadko jak święta prawda.

 Zwykle proponują nam mieszankę obojga. Ponadto wielu ludzi kłamie w dobrej wierze mówienia prawdy.

Aby wyjaśnić, jak to przezwyciężę, dodam kilka słów o technicznym zapleczu mojej metody.

     Otóż istnieje niewidzialny system światowej kontroli, izolowany od rządów i wszelkich innych interwencji, który z szybkością światła bada zawartość prawdy w tym, co się głosi publicznie. Czyli co się mówi w knajpie, albo pod kołdrą przed zaśnięciem nie liczy się i wtedy można dalej łgać ile wlezie.

     Sieć komputerów bada słuszność głoszonego, oraz jego możliwych skutków społecznych.

Kiedy ktoś na przykład oświadczy, że istnieje tylko jeden Bóg – Allach czy Jehowa – nic mu się nie dzieje. Gdy jednak powiada, że w imieniu tego Boga należy zabijać pewne osoby, albo zakręcać jakieś krany, ten dostaje ischiasu, niejako w postaci strzału ostrzegawczego przed dziób. Lecz bóle krzyża będą go dręczyły przez trzy dni.

Kto głosi 60- procentowe kłamstwo, zostanie sparaliżowany w 60 % na sześć tygodni, itd.

    Komputery posiądą dokładne cenniki dla wszystkich kłamstw w rozmaitych mieszaninach z prawdą. To, czego nie ma w cennikach, wyląduje na moim biurku, bo ja będę najwyższą instancją decydującą co jest, a co nie jest kłamstwem.

    Oczywiście podjęte zostaną rozpaczliwe wysiłki, by utworzyć jakieś szanse dla kłamstwa. Zjawią się fanatycy, czy propagandziści, gotowi dalej kłamać, otrzymają bowiem odpowiednie podwyżki uposażeń jako nawiązkę za ból. Powstaną też odpowiednie stanowiska w mediach, których zadaniem będzie wyciszanie wszelkich stękań. Stamtąd będzie dobiegał cały chór wrzasku.

      Nie umiem przepowiedzieć, jakie skutki wywrze na nasz świat ten bolesny proces nauczania. Trzeba się będzie liczyć z okropnymi scenami, na przykład na zjazdach politycznych, czy na dorocznych zebraniach akcjonariuszy różnych firm, bo ograniczona odpowiedzialność nie uratuje zarządu przed boleściami. Prywatnie spodziewam się po mym męczycielskim wynalazku wielu miłych godzin.

    Pozostawiam każdemu nieograniczone prawo kłamania, tyle że będzie musiał płacić rzeczoną cenę. Każdy może sobie wyobrazić, jak świat wyglądałby w rok po spełnieniu mego pierwszego życzenia.


wtorek, 4 lutego 2025

Co mówił Kwarcowy

Postanowiłem napisać o receptywności, atoli mając na uwadze kreatywność, zamiast się wysilać odszukuję słowa Osho:


„Receptywność to są drzwi do boskości.

W takim stanie po prostu jesteś.

Bo rozum od bycia dzieli wielka odległość. Im więcej myślisz, tym mniej jesteś, im mniej myślisz, tym bardziej jesteś.

     W chwilach, kiedy w ogóle nie myślisz, byt objawia się w całej pełni.

     Receptywność to odrzucenie całego śmietnika, który stale nosisz w głowie. Masz tam bowiem całe mnóstwo bezużytecznych rzeczy.

Umysł oznacza przeszłość, a przecież przeszłość już się wydarzyła i odeszła. I więcej się nie zdarzy.   

     Nic dwa razy się nie zdarza – może być tylko podobne.

Nie ma dwóch takich samych poranków ani zachodów.

 

Jeżeli będziesz bez przerwy dźwigał wspomnienia, nigdy nie zobaczysz nic nowego. Oczy przesłonią ci doświadczenia z przeszłości i obecne oczekiwania, nie będziesz w stanie ujrzeć tego, co znajdzie się na twojej drodze.

 

(Autor: - Czy obserwowałeś grupy turystów idących popularnym górskim szlakiem? Jakże często są nieobecni – prowadzą dyskusje, mają sobie tak wiele do powiedzenia).


W ten sposób mijamy się z życiem, przeszłość nas izoluje, otacza, zamyka w czymś, co już nie istnieje. Zamykasz się w kapsule śmierci.

    Bowiem im jesteś starszy, tym grubsza staje się otaczająca cię skorupa martwych doświadczeń.

    Stajesz się coraz bardziej zamknięty.

Powoli zamykają się wszystkie drzwi i okna.

Istniejesz mimo to, ale istniejesz w alienacji, tracisz związek z życiem. Nie możesz mieć żadnego związku z drzewami, górami, gwiazdami, bo otacza cię potężny mur przeszłości.

      Receptywność to stan, w którym ponownie stajesz się dzieckiem.

 Czy pamiętasz słowa: - „Jeśli nie będziecie jak dzieci, nigdy nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.?

 Dziecko jest receptywne bo prawie nic nie wie.

Stary człowiek nie jest receptywny, bo wie za dużo.

Wiedząc za wiele, staje się zamknięty w sobie.

Aby odżyć, powinien narodzić się na nowo – musi umrzeć dla przeszłości i ponownie stać się dzieckiem – naturalnie, że nie dosłownie.

    To nasza świadomość powinna być dziecięca – tylko pamiętaj: nie dziecinna, a dziecięca.

Powinna być dojrzała, dorosła, a jednocześnie niewinna.

 Właśnie w ten sposób uczysz się prawdy, która objawia się w każdej chwili życia.

Uczysz się poznawać Gościa, który nadchodzi i puka do twoich drzwi co dnia, co chwilę. Jednak twój wewnętrzny monolog rozbrzmiewa tak głośno.

     Trwa nieustanna procesja twoich myśli i przez to nie słyszysz tego cichego pukania….”

 

 Więc jak mamy prawidłowo dbać o tę receptywność? Tudzież w jaki sposób zatrzymać nieustanną procesję osobistego myślenia?

Sprawa jest prosta: - sięgamy atoli do Bajek Robotów- klasyka Lema Stanisława:

„- Byle tylko nie myśleć – rzekł sobie Kwarcowy - a będzie dobra nasza!

I postanowił sobie tę jedną frazę powtarzać, co nie wymagało wielkiego wysiłku umysłowego. Ruszył więc Kwarcowy dalej bezmyślnie.

- Byle tylko nie myśleć – powtarzał idąc – chyba że będzie potrzeba, wtedy myśleć”. 

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

Ekologia


Powsin, Ogród Botaniczny PAN, wystawa o ekologii.

Po każdym zdjęciem wpisałem tekst trudny do odczytania z foto.


 Po trzęsieniu ziemi i wywołanej nim ogromnej fali tsunami (katastrofa Fukushima) w Japonii, niemal rok później do zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych przypłynęło 25 milionów ton śmieci.


 Około jednej trzeciej naszych plastikowych śmieci trafia do oceanów. Powstała z nich już wyspa – Wielka Pacyficzna Plama Śmieci – o powierzchni trzykrotnie większej od powierzchni Francji.

Co roku na wysypiska trafia miliard zużytych opon. Pozostawione, rozkładałyby się ponad sto lat. A przecież można je poddać recyklingowi.


 Przemysł modowy odpowiada za 92 miliony to odpadów stałych składowanych co roku na wysypiskach. Tylko przemysł paliwowy truje bardziej niż odzieżowy.


 Aluminiowa puszka rozkłada się od 200 do 400 lat. W Polsce rocznie zużywa się 400 milionów puszek. Na szczęście można je poddać recyklingowi nieskończoną ilość razy.


 To czy wyroby z papieru zlegną na wysypiskach, czy też staną się surowcem wtórnym zależy od tego, czy segregujesz śmieci.


 Jeśli nie uda się ograniczyć emisji gazów cieplarnianych, naszych potomków czeka susza i upał.


Pożary stają się coraz groźniejsze. Z naszej planety znika w ten sposób co roku do 15 milionów hektarów lasów.

       Ponieważ wszystkie przyjmowane treści najpierw staram się przefiltrować z pomocą szarych komórek, dlatego po wyjściu z pięknie utrzymanego Ogrodu Botanicznego usiadłem ci ja na ławce i łuskając pestki słonecznika, rozmyślałem nad tematem szanowania przyrody.


Po chwili nadpłynęła myśl: - Perspektywa! Nie zobaczysz wzorów na perskim dywanie, jeśli tkwisz w nim nosem. Widzisz w lesie jakieś chore drzewa? Żeby powziąć opinię o zdrowiu całego lasu, popatrz na niego w skali makro.

I zaprawdę powiadam Wam – od razu przypomniałem sobie o jednym obrazku nazwanym „Teraz i Dawniej”, czyli o zegarze geologicznym Ziemi. Więc po powrocie do domu wziąłem do ręki książkę Stanisława Lema – Okamgnienie, bo to w niej mam ten zegar – obrazek.

       Jeden obrazek jest więcej wart niż tysiąc słów.


 Jak wynika z dziejów Ziemi, błękitna planeta przeszła epokę bombardowania meteorytami,  epokę wybuchów wulkanów, wielokrotne ocieplenia i oziębienia, tudzież całe cykliczne multum innych kataklizmów. I co ? I nic. Aktualnie na pewno jesteśmy w cyklicznym kataklizmie nadmiaru ludzi. Azaliż przyjdzie walec i wyrówna.

Zagrożenia na pewno są. Część z nich wywołuje największy szkodnik, czyli homo sapiens. Jakąś część wywołuje.

      Pewnikiem jest natomiast to, że część zagrożeń jest sztucznie wyolbrzymiana i narzucana propagandą przez polityków. Zielona transformacja wydaje się logicznością, atoli ma też minusy. Ale może ja się mylę.

      A do zegara geologicznego jedna uwaga: - w nim widać stanowisko oficjalnej nauki, zapewne w 99% prawidłowe, z jednym „ale”: - te kilka sekund istnienia gatunku ludzkiego widzimy tylko jeden raz, a przecież nasz obecny świat nie jest pierwszym światem w tym obrazkowym Teraz.